Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Projekt Persona [Opowiadanie Sci-Fi, fragment]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Projekt Persona [Opowiadanie Sci-Fi, fragment]

Postautor: Marv » pn 27 kwie 2009, 21:02

Bardziej hardkorowe przekleństwa częściowo wygwiazdkowane :) Napiszcie co sądzicie o tym tekście. Od dawna nic nie napisałem a jak się wziąłem to wyszło to co poniżej - fragment opowiadania science-fiction z nutką czarnego humoru.



-----------------------------------





Prolog





W roku 2276, po wielkim skoku technologicznym spowodowanym przez rewolucję w dziedzinie cybernetyki, nanotechnologii i biologii ludzkość wspięła się na kolejny poziom ewolucji. Codziennością stało się łączenie człowieka i maszyny, zapewniono sobie także częściową nieśmiertelność poprzez przeszczep mózgu do specjalnie przygotowanego wcześniej ciała zbudowanego z części organicznych i mechanicznych porośniętych tkanką, nad biorytmem którego pieczę sprawowały specjalnie zaprogramowane i przygotowane do swego zadania nanomaszyny.

Niestety na taki rodzaj nieśmiertelności pozwolić mogli sobie jedynie najbogatsi. Społeczeństwo ludzkie zostało rozdarte na bardzo bogatych i biednych. Nie było już wiele miejsc pracy, technologie stawały się coraz tańsze i firmy mogły sobie pozwolić na zakup coraz to lepszych modeli robotów którymi zastępowano ludzkich pracowników. Ale nie to jeszcze było najgorsze.

Rozwój globalnego terroryzmu spowodował ograniczenie praw obywateli. Każda część ludzkiego życia zależała od wysoko rozwiniętej technologii. Roboty strażnicze patrolowały ulice miast skanując każdego napotkanego przechodnia w celu odnalezienia jakiegokolwiek rodzaju broni – od plastikowego noża dodawanego gratis do jedzenia w przydrożnych restauracjach aż po wszelkiego rodzaju pistolety i karabiny szturmowe zdolne posiekać na kawałki każdą masę organiczną a także organizm cybernetyczny. Każdy fałszywy ruch podczas skanowania, czy to odwrócenie się tyłem, czy też próba ucieczki kończył się śmiercią obiektu skanowanego.

Wszystkie maszyny; cyborgi, androidy i roboty zostały podłączone do GSKM (Globalnej Sieci Kontroli Miast) dzięki której władze mają kontrolę nad wszystkim co dzieje się w mieście. Każdy nowy przybysz wkraczający do miasta jest skanowany – informacje które trafiają do władz to dane biometryczne organizmu, a także stan psychologiczny umysłu. Gdy analiza danych zostanie zakończona przybysz zostaje wpuszczony do miasta lub zatrzymany i odesłany na pustkowia.

Po ostatniej wojnie atomowej i pokonaniu Zjednoczonych Krajów Arabskich, błękitna planeta nie wygląda już tak jak dawniej. Ziemia usłana jest szczątkami domów, pojazdów i kości niegdyś żywych istot. Bardzo rzadko napotyka się jakąkolwiek roślinność, a jeśli już, to są to najwyżej mchy i porosty. W wielu miejscach na świecie promieniowanie po wybuchu bomb atomowych utrzymywać będzie się jeszcze prze kilka tysięcy lat, jak by tego było mało w wielu miejscach użyto tak zwanych brudnych bomb wypełnionych eksperymentalnymi wirusami które zabiły znaczną część ludzkości. Dlatego Organizacja Narodów Zjednoczonych i kraje wysoko rozwinięte podjęły decyzję o odizolowaniu miast i hermetycznym ich zamknięciu w kopułach ochronnych z maszynami filtrującymi powietrze z wirusów i nieprzepuszczającymi szkodliwego promieniowania. Mimo bardzo wysokich środków bezpieczeństwa terroryzm nadal istnieje. Nie polega on już na akcjach zbrojnych ale na cyber-atakach na sieć GSKM z której można ukraść choćby plany robotów i stworzyć ich własne wersje których pierwszą dyrektywą jest anihilacja każdej napotkanej żywej istoty. Takie roboty wypuszczane są na ulice miast, a że wyglądają identycznie jak rządowe roboty strażnicze, sieją naprawdę wielki zamęt.





Rozdział I: Kolejny zwykły dzień agenta FBWC





Nazywam się Craig Connors. Jestem agentem Federalnego Biura Walki z Cyberprzestępczością. Właśnie dostaliśmy informacje o przeprogramowanym robocie szalejącym na skrzyżowaniu ulic Waszyngtona i Edwards’a. W moim wszczepionym pod uchem komunikatorze słychać głos krzyczącego sierżanta Stevensona.



- Connors! Jedna z tych cholernych maszyn znów zaczęła świrować! Zabieraj swoje du**ko do radiowozu i ruszaj na miejsce! Jest już kilka ofiar, lepiej szybko tam się pojaw inaczej te skurczybyki z rządu znów się do nas dobiorą i obetną nam budżet. No jazda!

- Tak jest Sir. Bez odbioru.



No i jak to ładnie nazwał sierżant „zabrałem swoje dupsko” z mojego biura. Po drodze czekało na mnie kilka bardzo popularnych w tych czasach gadżetów firmy Bio-Tech:



- skaner siatkówki oka,

- skaner odcisków palców,

- analizator fali dźwięku służący do autoryzacji głosu personelu,



plus chyba najgłupszy wynalazek – skaner stóp.



Nie mam bladego pojęcia kto do cholery wpadł na pomysł skanera stóp. Co nim kierowało? Jakaś wyższa idea? A może skrajny fetyszyzm z uwielbieniem tych części ludzkiego ciała? Mniejsza z tym. Brak mi teraz czasu aby o tym rozmyślać, zanim dobiegnę do tych dziwacznych kawałków elektroniki muszę ominąć kilka naturalnych przeszkód na korytarzu prowadzącym do garażu. Zazwyczaj przeszkody te nie mają w sobie nic ciekawego – ot, krzesło, jakieś skonfiskowane komputery czekające aż ktoś łaskawie przetransportuje je do magazynu dowodów, porozrzucane przez sierżanta plastikowe kubki od kawy czy też stara, podchodząca pod osiemdziesiątkę pani Watts z tym jej fałszywym wyrazem twarzy, która obsługuje u nas roboty sprzątające chyba od …zawsze, no, przynajmniej od kiedy pamiętam.



Nie wszystkie przeszkody to „martwa natura” które wymieniłem wcześniej. Czasami można też spotkać tą seksowną, czarnowłosą, uwodzicielską sekretareczkę Lilli. Akurat miałem ten fart że właśnie wchodziła do swojego biura i miałem na co zerknąć w tym szaleńczym „biegu przez płotki”. Ta przedstawicielka płci pięknej jak zwykle pobudza zmysły, przyznam się że przez umysł przeleciało mi kilka dość ciekawych myśli związanych z starożytną sztuką nazywaną Kamasutrą. Pech chciał iż w natłoku marzeń o dopompowaniu sobie endorfiny do mózgu potknąłem się o robota sprzątającego starej i brzydkiej pani Watts. Robot razem ze mną z hukiem wylądował na podłodze uwalniając ze swojego zasobnika stertę śmieci wymieszaną z milionami drobinek kurzu. Wszystko to zaczęło unosić się w powietrzu tworząc mgłę zza której sędziwa sprzątaczka wyglądała jak mityczny potwór z bagien.



- Chuligaństwo w biały dzień! Niech cię szlag! – burknęła

- Szlag to trafił pani byłego męża kiedy wytrzeźwiał i zobaczył co leży w jego łóżku, miał nieziemskiego farta że pod oknem waszego domu stała akurat śmieciarka, dzięki temu zwiał z nory wyliniałej tygrysicy, nieprawdaż? – odpowiedziałem zbierając się ze sterty śmieci i kurzu.



Pani Watts poczerwieniała ze złości ale nie wydusiła z siebie więcej dźwięków. Znam tą historyjkę bardzo dobrze, mieli podpisaną intercyzę. Jej mąż próbował włamać się do jej domowego, komputerowego depozytu kredytów aby wyczyścić konto i zostawić tego lądowego wieloryba leżącego w jego łóżku z pustym kontem. Niestety głąb miał małe umiejętności hakerskie. Po wprowadzeniu niepoprawnego hasła trzy razy pod rząd został rażony niewielkim ładunkiem elektrycznym. W spazmach wyleciał przez okno i trafił prosto do wspomnianej wcześniej, akurat przejeżdżającej śmieciarki. Kamera zamontowana w depozycie zarejestrowała niedoszłego rabusia z idiotycznym wyrazem twarzy wykrzywionym po porażeniu elektrycznością i przesłała nagranie wprost do naszej agencji. Kilka godzin później mąż pani Watts został aresztowany i przewieziony do kriogenicznego zakładu karnego gdzie zamraża się bandytów na pewną ilość czasu określoną w paragrafach kodeksu karnego.



Gdy w końcu dotarłem do skanerów, wykonałem odpowiednie czynności i przebrnąłem przez analizator fali dźwięku mówiąc moje standardowe:



- Witam elektroniczna kupo g**na, tu agent Craig Connors, otwieraj te pi*******ne drzwi. Pozdrowienia dla żony twojego twórcy.



A z głośniczka maszynki, jak zwykle wydobyło się:



- Witam agencie Connors. Miłego dnia i niech sprawiedliwość zapanuje nad światem!



Jaaasne – pomyślałem. Gdyby życie było sprawiedliwe, z dwóch pewnych w nim rzeczy wykreślono by przynajmniej podatki.



Właśnie znalazłem się w szatni, z moimi najlepszymi przyjaciółmi – spluwami dużego kalibru. Pamiętasz jak wspominałem o idiotycznym skanerze stóp? Właśnie takie gówno montują przy szafkach. Musisz wiedzieć iż ten debilny gadżet odczytuje dane z kodów kreskowych znajdujących się na butach które przypisane są do każdego agenta. W dodatku każda para butów ma w sobie nadajnik dzięki któremu „góra” zawsze wie gdzie się znajdujemy. Stanąłem więc na skanerze i po autoryzacji moich butów drzwi szafki stanęły otworem. Z radością powitałem mojego serdecznego druha – karabin szturmowy, model MXG3000. Nie lubiłem nazw kodowych więc nazywałem go po prostu „rozpieprzacz”. Z szafki zabrałem także nieodłączną część mojego image’u – kubańskie cygaro. Kiedyś były nielegalne ale importerzy zwietrzyli kasę i rząd postarał się o zalegalizowanie, a że to zawsze był chodliwy towar – także o konkretne opodatkowanie.



Otworzyłem drzwi (znów skaner odcisków palców) i wsiadłem do mojego radiowozu, włączyłem silnik poprzez autoryzację głosu a następnie na dotykowym ekranie z trójwymiarowej mapy miasta wybrałem skrzyżowanie ulic Waszyngtona i Edwards’a. Pozostało tylko czekać aż komputer pokładowy automatycznie pokieruje radiowóz do wybranego przeze mnie miejsca.



Gdybym był turystą w tej metropolii z pewnością podziwiałbym widoczne po drodze dobrze oświetlone, migające feeriami barw, automatycznie sterowane przez sieć GSKM kabiny, które dawno temu zastąpiły zwykłe samochody, autobusy i tramwaje. Ale nim nie jestem, wolę w tym czasie sprawdzić stan amunicji i zapas magazynków przyczepionych do mojego kombinezonu, a następnie spróbować pobić rekord sierżanta w przeładowywaniu broni z zamkniętymi oczami.



- O rzesz k***a jego mać!

- Rozpieprzacz staruszku! Nie rób mi tego znowu, musiałeś kurwa zaciąć się akurat teraz.



Właśnie byłem blisko pobicia rekordu. Niestety znów miałem pecha. Usunąwszy usterkę w postaci zacięcia się mojego ulubionego przyjaciela otworzyłem drzwi pojazdu gdyż właśnie dojechałem na miejsce rzeźni. Wysiadłem z radiowozu i przylgnąłem do pobliskiej ściany. Nieco dalej słychać było krzyki i metaliczny dźwięk wypluwanych pocisków z działka typu „vulcan” doczepionego do każdego, standardowego modelu robota strażniczego.



Ostrożnie wyjrzałem zza ściany i ujrzałem naprawdę makabryczny obraz – około dwudziestu rozerwanych na strzępy ciał i pełno krwi, ściekała ona także z robota strażniczego co było dowodem tego, że ofiary nie leżą tutaj zbyt długo. Gdyby tylko ten cholerny radiowóz jeździł szybciej mógłbym ich uratować.



Rozejrzałem się dookoła i zauważyłem kawałek zniszczonego muru za którym mógłbym się schować. Trzeba było jednak przebiec przez pole widzenia tej popieprzonej maszyny strażniczej, a dobrze byłoby abyś wiedział iż reaguje ona na ruch – gdy ktoś poruszy się w jej polu widzenia nie minie sekunda a zostaje z niego dymiąca kupa flaków w sosie własnym z krwi i organicznych wydzielin. Musiałem szybko coś wymyślić aby jakoś przemknąć przez otwarty teren mający tak na oko, do trzech metrów. Nagle usłyszałem znajome piski, to były …szczury!



Zdążyłem złapać jednego. Szamotał się i próbował ugryźć. Wyszeptałem:



- Przepraszam mały, albo ty albo ja i kolejni mieszkańcy tego zasyfiałego miasta.



Szczur poszybował w otwartą przestrzeń korytarza pomiędzy ścianą przy której stałem a tą za którą chciałem się schować. Usłyszałem:



- Cel namierzony. Funkcja priorytetowa: eksterminacja.



Kiedy robot zaczął strzelać do lecącego w powietrzu szczura i „rozmieniać go na drobne”, przebiegłem do mojej od kilku minut upragnionej kryjówki. Robot wyśledził mój ruch ale nie zdążył skierować na mnie działka. Z jego głośników wydobywało się ostrzeżenie:



- Proszę o wyjście z ukrycia i ustawienie się przed skanerem robota strażniczego aby mógł sprawdzić czy jesteś przykładnym obywatelem lub obywatelką. Dziękuję za współpracę.



Siedząc nadal za zniszczonym murem wyciągnąłem z niego jedną, sypiącą się cegłę. Dzięki temu mogłem dorwać skubańca zza mojej tarczy. Mogłem oddać jedynie jedną salwę z Rozpieprzacza, ale to najwyżej mogło uszkodzić maszynę a nie ją zniszczyć. Za cel obrałem sobie metalowe ramię na którym trzymało się działko. Bez niego robot będzie bezbronny. Z uśmiechem na ustach powiedziałem:



- Żryj ołów blaszany sk******u.



Seria pocisków z Rozpieprzacza odcięła ramię z morderczą bronią które z hukiem uderzyło o ulicę.



- Dyrektywa: Wzywanie posiłków …bzzzt – wykasow-w-www-ana – błąd E745.

- Dyrektywa: Wzywanie posiłków …bzzzt – wykasow-w-www-ana – błąd E745.

- Dyrektywa: Wzywanie posiłków …bzzzt – wykasow-w-www-ana – błąd E745.



Widocznie cyberprzestępcy mu ją wymazali. Mówi się trudno, a dopiero się rozkręcałem. Schowałem Rozpieprzacza do kabury na plecach. Dzięki wzmacniaczom mięśni zamontowanym w moim kombinezonie podniosłem działko „vulcan”, wyrwałem z niego odcięte ramię robota i odnalazłem spust manualny. Dobrze, że nadal go montują. Namierzyłem blaszanego sk******a z którego ciągle wylatywały jeszcze iskry po amputacji ramienia.



- Żegnaj dupku – powiedziałem.



I oddałem niszczycielską salwę pocisków w stronę robota strażniczego. Trzymałem spust aż z blaszanej puszki zostały …powiedzmy to w przenośni – tylko pie******e żyletki.



Rzuciłem działko na stertę żelastwa, pochwaliłem swoją broń:



- Rozpieprzacz, dobrze dzisiaj się sprawiłeś. Tylko mi się k***a więcej nie zacinaj.



Zapaliłem moje ulubione kubańskie cygaro zwycięstwa i skontaktowałem się z sierżantem.



- Witam Sir. Robota wykonana.

- Dobrze słyszeć. Wezwać techników do rozebrania robota?

- Nie Sir. Proszę raczej wezwać śmieciarzy. Będzie trochę syfu do recyklingu – zwolennicy metalowych, automatycznych szczoteczek do zębów będą zadowoleni, będzie je z czego zrobić. Bez odbioru.



Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » wt 28 kwie 2009, 00:21

Oceniam w trakcie czytania.

Wstęp... ciężka sprawa. Wiem, wyjaśniasz sprawę, co, jak i dlaczego ludzie to już nie ludzie, tylko mieszanki mięsa i stali. Problem polega na tym, że takie wykładanie kawy na ławę mi nie pasuje. "Jest rok xxx i stał się wielki wybuch, który zmiótł prawie całą populację. No i żyjemy w kopułach" - oklepane, kiepsko stylowo napisane, tak bez emocji, zwykłe wyklepanie faktów, niczym regułka z bilogii.

Zobaczymy, co dalej...

W moim wszczepionym pod uchem komunikatorze słychać głos krzyczącego sierżanta Stevensona.
- "W magazynku mojego pistoletu przyczepionego do biodra siedzi osiem kul." - Śmiesznie brzmi, nie?



Wspomniałeś, że wygwiazdkujesz cięższe przekleństwa... ale dupsko??!! A za parę linijek zostawiasz je w spokoju <myśli> Poza tym, nie uważam, by wygwiazdkowywanie przekleństw było dobrą metodą na złagodzenie tekstu. Dobrze użyty wylgaryzm jest nietykalny.



Doczytałem do momentu, kiedy Connors przewraca sprzątającego robota i wiesz co? Za cholerę nie mogę dojść, czy on się w końcu spieszy, czy idzie wolniutkim kroczkiem. Niby pedzi przez płotki, ale długą jak cholera ripostę babci rzuca. No i jeszcze te przemyślenia-opisy, tak niesamowicie spowalniające akcję, przez co kompletnie nie czuję emocji bohatera.

Wyjaśnienie historyjki męża sprzątaczki mogłeś sobie darować - następne spowolnienie.



Dotarł do skanerów! Wreszcie skanery!!! Hurraaaaa!!!... Tylko jedno mnie zastanawia. A gdyby tak wybuchł pożar i nagle pięciuset (dajmy na to) pracowników miało zostać ewakuowanych? Wyobrażasz sobie ich przejście przez skanery? Oka, niech się uruchomi system alarmowy i skanery padają na czas akcji ratunkowej, wszyscy spokojnie wybiegają, ale i tak zastanawia mnie to, że Connors musi przechodzić sprawdzanie. Przecież on się spieszy na wezwanie, a tu mu każą się identyfikować, lekki zgrzyt.



Pamiętasz jak wspominałem o idiotycznym skanerze stóp?
- Że co??!! To bohater do mnie mówi? Nom, nie ma to jak się zwrócić po raz pierwszy bezpośrednio do rozmówcy (jaki by nie był, nawet przed monitorem;) ) dopiero po kilku akapitach.



- O rzesz k***a jego mać!

- Rozpieprzacz staruszku! Nie rób mi tego znowu, musiałeś kurwa zaciąć się akurat teraz.
- No dobra, się pogubiłem. Cytat powyżej, to zapis rozmowy, ale nie wpsominałeś, że ktoś siedzi w wozie. Jesli nikogo nie ma, to z kim gada Connors, ze spluwą? Ale jest jeszcze możliwość trzecia, że zwyczajnie wcisnąłeś niepostrzeżenie enter i tekst przeskoczył.



Usunąwszy usterkę w postaci zacięcia się mojego ulubionego przyjaciela otworzyłem drzwi pojazdu gdyż właśnie dojechałem na miejsce rzeźni.
- kandydat do babola, tyle komentarzu.



Gdyby tylko ten cholerny radiowóz jeździł szybciej mógłbym ich uratować.

- bohater chyba zapomniał o skanerach, tak szybkich i błyskawicznych, że może nawet ich nie zauważył?



Oka, był zbuntowany robot strażniczy. A gdzie inne, te właściwie funkcjonujące? Czyżby te maszyny były nastawione na eksterminację tylko podejrzanych ludzi, a zbuntowane roboty zostawiały w spokoju? A może w całej metropolii jest ich kilka i akurat żadnego nie było w pobliżu? Connors przybył, ale sam? Nikt się nie zjawił do dwudziestu posiekanych ludzi/trupów? Tylko sam jeden superhero?

Pomysłu się nie czepiam, rozumiem, że warsztat ćwiczymy na tych raczej płytkich, ot, żeby coś napisać. To naprawdę rozumiem.

Styl jest ciężki. Opisujesz zdarzenia zupełnie bezemocjonalnie. Skupiasz się na rzeczach zbędnych (mąż sprzątaczki, seksowna sekretarka), które tylko tamują pęd akcji.

Humor jest, ale jaki... hmm, jak pomysł. Żeby był i tyle.

Kupo żelaztwa, teraz już nie jesteś robotem... Teraz jesteś kupą żyletek, ha, ha, ha! - to pisałem ja, Mazer.

Ale przeczytałem, a to chyba plus :)



Pozdrrrr!!!



(wybacz styl oceny, może dość uszczypliwy, ale taki już mam :P wyciągnij wnioski, nie mając tego za złe;) )


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marv » wt 28 kwie 2009, 14:01

Hehe, dzięki za wypunktowanie tych wszystkich baboli. Teraz widzę, że należało by to opowiadanie jeszcze ze trzy razy przemyśleć i potem dopiero wstawiać. No ale najlepsza nauka to nauka na błędach :P



Przecież on się spieszy na wezwanie, a tu mu każą się identyfikować, lekki zgrzyt.




Chciałem ukazać tu właśnie taki paradoks iż nadmiar bezpieczeństwa tylko przeszkadza, ale za mało to rozwinąłem.



Jesli nikogo nie ma, to z kim gada Connors, ze spluwą?




Connors gada do spluwy, napisałem wcześniej że nazywa ją "Rozpieprzacz"



Wspomniałeś, że wygwiazdkujesz cięższe przekleństwa...




Przeoczyłem, damn



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 06 maja 2009, 11:22

Przeczytałem wczoraj wieczorem i zostawiłem sobie do przemyślenia na noc.



W roku 2276, po wielkim skoku technologicznym spowodowanym przez rewolucję w dziedzinie cybernetyki, nanotechnologii i biologii ludzkość wspięła się na kolejny poziom ewolucji.


Skroiłeś bardzo brzydkie zdanie. Cel, który miałeś przed oczami "zabiłeś" wyliczanką i pewna nielogicznością.



Po wielkim skoku - oznacza, że był skok (technologia wyskoczyła). Po tym skoku ludzkość wspięła się. Widzisz dysonans tych zdań? Skok i wspinać się? Na dodatek, piszesz, że "po skoku" w jakimś tam roku - czyli skok był nagły, prawie że natychmiastowy. To też brzmi nieprawdziwie. Najlepiej byłoby napisać, że "dokonał się skok technologiczny". Druga cześć zdania jednak przeczy, bo technologia nie wpływa na ewolucję człowieka - nawet, jeżeli piszesz o wszczepach itd.



Codziennością stało się łączenie człowieka i maszyny, zapewniono sobie także częściową [1]nieśmiertelność poprzez przeszczep mózgu do specjalnie przygotowanego wcześniej ciała zbudowanego z części organicznych i mechanicznych[2] porośniętych tkanką, nad biorytmem którego pieczę sprawowały specjalnie zaprogramowane i przygotowane do swego [3]zadania nanomaszyny




[1] - Nieśmiertelność w twoim kontekście nie jest nieśmiertelnością całkowitą, a jedynie długowiecznością.

[2] - Porośnięte? A nie lepiej okryte/pokryte? Porost w tej technice, którą opisujesz jest dużym uchybieniem dla własnej teorii.

[3] - Rozumiem wyobraźnię, ale logiki w tym brak. Jeżeli ciało jest cybernetyczne, to po kiego tam nanomaszyny? One sa potrzebne tam, gdzie jest żywa tkanka, a nie tylko sam mózg.



Niestety na taki rodzaj nieśmiertelności pozwolić mogli sobie jedynie najbogatsi.


Tutaj jest brak konsekwencji. Piszesz w zdaniu wyżej, że zabieg ten był codziennością, ale tylko najbogatsi mogli sobie na to pozwolić? Jak dla mnie, jedno wyklucza drugie.



Społeczeństwo ludzkie zostało rozdarte na bardzo bogatych i biednych. Nie było już wiele miejsc pracy, technologie stawały się coraz tańsze i firmy mogły sobie pozwolić na zakup coraz to lepszych modeli robotów którymi zastępowano ludzkich pracowników. Ale nie to jeszcze było najgorsze.





Przy pierwszym wyrazie dodajesz "wzmocnienia", przy drugim już nie? Nie ma bardzo biednych? Lepiej zrobić przerysowany kontrast niż zrobić coś niepełnego. Albo wykreślić "bardzo" Drugi błąd to nieprawidłowy szyk zdania - w zasadzie, przy tych wyrazach to ciężko coś mądrego napisać... ale moja wersja brzmiała by tak:

Brakowało miejsc pracy ponieważ...



Po ostatniej wojnie atomowej i pokonaniu Zjednoczonych Krajów Arabskich, błękitna planeta nie wygląda już tak jak dawniej.




Nad tym głowiłem się całą noc. Jak na to wpadłeś, że pokonanie krajów arabskich sprzyja rozwojowi terroryzmu? Jeżeli przestały by istnieć to terroryzm wraz z nimi - bo zwyczajnie straciliby środki finansowania i cele. Zobacz, na jakich zasadach działa obecny terroryzm - gdzie i jak dokonuje się ataków. Na jakiej zasadzie dobiera cele. Terroryzm to nowa forma wojny, ale działa tylko dlatego, że "ktoś za tym stoi" - a jak stoi, to jest MOCNY. Pokonanie państw arabskich, jak wspominasz - wyeliminowałoby problem w zalążku. Zwłaszcza, jeżeli eliminacja toczyłaby się przez otwarta wojnę atomową.



Mimo bardzo wysokich środków bezpieczeństwa terroryzm nadal istnieje. Nie polega on już na akcjach zbrojnych ale na cyber-atakach na sieć GSKM z której można ukraść choćby plany robotów i stworzyć ich własne wersje których pierwszą dyrektywą jest anihilacja każdej napotkanej żywej istoty.


Ten fragment przeczy temu, co piszesz akapit (?) wyżej. Prawisz o tym, jak bardzo ziemia jest zniszoczna: bomby atomowe i wirusy, że ludzie muszą kryć się w miastach-barierach, jednak gdzieś życie ma się dobrze, na tyle, żeby "piracić" i kraść plany... Tylko po co te plany? poskładają rozbity na ruinach domów porośniętych mchem? Miasta, o których piszesz, byłyby ostoją społeczeństwa - ochroną życia. Skoro są tak wyjątkowe, nie kradli by ich i nie chcieli zaatakować/przejąć kontrolę nad czymkolwiek, ale raczej żyć w nich. Zresztą - przy ogromnie zniszczeń opisanych przez ciebie, sądzę, że życie możliwe byłoby TYLKO w tych miastach - a poza nim, już nie. Więc całe opowiadanie nagle przestaje mieć rację bytu.



Takie roboty wypuszczane są na ulice miast, a że wyglądają identycznie jak rządowe roboty strażnicze, sieją naprawdę wielki zamęt.


Tutaj powstaje kolejna dziura logiczna. Miasto byłoby zabezpieczone przez taką ewentualnością, chociażby NIE WIEM CO. Np. zwykły chip echolokacyjny, albo GPRS, albo markowanie radem - cokolwiek, co pozwalałoby na unikatowe oznaczanie maszyn - a przez to - ich identyfikację.



Nie mam bladego pojęcia kto do cholery wpadł na pomysł skanera stóp. Co nim kierowało? Jakaś wyższa idea? A może skrajny fetyszyzm z uwielbieniem tych części ludzkiego ciała?




Jak sobie poczytałem o skanerze stóp pomyślałem w pierwszej chwili, że autor się nudził i chciał wprowadzić element zabawny. Nie myliłem się - szkoda, że poza bohaterem autor też nie wiedział, po co ten skaner (czytałem późniejsze wyjaśnienie - jest również wciśnięte na siłę, co sam pomysł).



- Cel namierzony. Funkcja priorytetowa: eksterminacja.


Oglądałem kiedyś bajki typu Power Rangers, Captain Planet, Spiderman - tam wszystkie "złe" maszyny mówiły, co zaraz zrobią. To jest typowa, holywoodzka sztampa - robić z czytelnika kretyna...



Zacznę inaczej. Od pomysłu: Twój pomysł jest skrzyżowaniem Terminatora z Final Fantasy. Oryginalny nie jest, ale też nie skreśla cię z możliwości napisania czegoś wielkiego. Niestety, w ogóle nie podołałeś wyznaczonemu sobie zadaniu. Zebranie w kupę kilku znanych scen, ulubionych motywów, dodanie do tego jakiś fikuśnych nazw jest dobre do ćwiczenia (a jak!) ale nie do tworzenia opowiadania na szerszą skalę. Twój pomysł (a raczej jego brak) pokazują, że pisać lubisz, wyobraźni ci nie brak, ale niestety długa droga przed tobą.



O tekście: Jak to w cybernetycznej przyszłości bywa, najeżyłeś tekst minami na które następnie sam wdepnąłeś. Tekst jest absurdalny w założeniu. Tworzysz wizję wojny nuklearnej, bomb wirusowych (biologiczne tak w ogóle...), zniszczenia świata a do tego miast-barier, ale jednak jest tam miejsce na terroryzm? Gdzie tutaj logika? Ja jej nie odnalazłem. Piszesz o łączeniu człowieka z maszyną, że stworzono sztuczny mózg (!), lecz nie potrafią odróżnić wrogiego robota od swojego? Też bzdura. Pan wielki bohater rozmawia do maszyny, ona rozmawia z nim - do tego rozmawia ze swoją bronią, a ona mu (!) odpowiada [(błędny zapis dialogów... można się zgubić] . To wszystko jest słabe. Wrażenie to, jakże negatywne, potęguje wstep - który jest telegraficznym skrótem zobrazowania całej mechaniki życia i wojen za 200 lat, z dużym naciskiem na ewolucję (!) człowieka przez mechanikę i cybernetykę. Straszne to jest. Bardzo.



O Stylu: Tutaj mam mieszane odczucia. O ile mogę śmiało powiedzieć, że druga część wypada lepiej, to prolog po prostu mnie rozłożył na łopatki. Piszesz za szybko - przez co robisz małą wyliczankę jakbyś chciał od razu przejść do "nawalanki". A gdzie miejsce na plastykę? Na tworzenie wizji? Tego brakuje. Kuleje tez świadomość czasowa: raz piszesz (podczas narracji) w czasie przeszłym a niekiedy wtrącasz teraźniejszy. Jak widać po drugiej części opowiadania, bardziej ci leży narracja pierwszoosobowa "pamiętnikowa". Nie dziwota - wszak to najłatwiejsze - spisać potok myśli.



Opowiadanie nie podobało mi się. Bo i co w nim miało? Nielogiczności, słaby prolog, beznadziejna akcja.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marv » pt 08 maja 2009, 12:22

Dzięki za wyczerpująca analizę mojego tekstowego bohomaza. Jest to pierwsze opowiadanie które napisałem i nie dziwie się że tyle w nim nieścisłości, no ale to marne usprawiedliwienie. Pozostaje mi wykorzenić te błędy i próbować dalej, droga do pisarstwa

jest ciężka i usłana minami przeciwpiechotnymi, ale jak w jakąś wdepnę to przynajmniej postaram się doczołgać do mety :-)



Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bin » ndz 31 maja 2009, 15:24

Bardzo nie podoba mi się ten prolog. Rzucasz suchy opis, jak to jest, o robotach itd. Nikt z nas nie chce siedzieć na wykładzie o twoim świecie. Chcemy w niego wejść, poczuć, powąchać, zobaczyć, usłyszeć. Wszystko to, co opisałeś w prologu, możesz, a nawet powinieneś wpleść w akcję. Zobaczmy to oczami bohatera



Pamiętasz (...) Musisz wiedzieć


Argh! Nie rozmawiasz ze mną



rzesz


żeż



- Cel namierzony. Funkcja priorytetowa: eksterminacja


Łojezu, czy on musi to mówić? Nie może po prostu w milczeniu robić rozpierduchy?





Najbardziej w oczy w tym tekście bije mnie to, że jest okrutnie nudny. Co gorsza, nie tylko zupełnie zbędny początek o babci Watts czy o skanerach stóp, ale też sama akcja z robotem. Kompletnie bez emocji, sucho rozpieprzył tego robota, nawet nie znalazł się w sytuacji zagrożenia życia.

Klimatu brak. Czułem się, jakbym był w zupełnie teraźniejszym świecie, jeżeli nie w Polsce, to w znanych mi z filmów dzielnicach gangsterskich w Stanach, tylko od czasu do czasu przelatywał mi jakiś robot, ale to i tak dawno i nieprawda.

Styl strasznie szybki - opisujesz naraz całe mnóstwo rzeczy. W tym wypadku sprawdza się powiedzenie: nie liczy się ilość, ale jakoś. Lepiej skupić się na paru istotnych faktach, ale opisać je tak, żebym je zapamiętał, żebym je sobie wyobraził.

Trzymaj się!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości