[kryminał]Detektyw Morrison-niewiedza czyni cuda (fragment)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[kryminał]Detektyw Morrison-niewiedza czyni cuda (fragment)

Postautor: minojek » ndz 12 kwie 2009, 09:35

To było zwykłe czwartkowe popołudnie 1933 roku, kiedy pod jeden z dziesiątek podobnych barów w Chicago podjechała czerwona limuzyna. Nikt nie podejrzewał, iż będzie to pierwszy atak jednej z największych wojen gangów w Chicago, wszyscy woleli być przekonani, że taka wojna nigdy nie nastąpi. Mylili się...



Z samochodu wysiadło czterech uzbrojonych mężczyzn i ostrzelało budynek. Świadkowie zdarzenia nie mogli zobaczyć nic więcej poza pojazdem, bowiem od razu uciekli. Pozostał tylko jeden-Nicky Varelli, sędzia z zawodu i powołania. Widział wszystko, nawet śmierć szefa restauracji. Zamach trwał około trzech, czterech minut i pochłonął życie dwunastu klientów lokalu i jego zarządcy-Franka Maricciego.



Przez pierwszy tydzień po zdarzeniu policja nie zrobiła nic więcej poza zabezpieczeniem dowodów i zamknięciem lokalu na czas nieokreślony. Nicky Varelli wiedział co to oznacza-gliniarze dostali swoją dolę. Nie wiedział tylko kto mógł chcieć śmierci klienteli i szefa podrzędnego baru, z pewnością nie należącego do któregoś z chicagowskich gangsterów. Załamany zaczął nadużywać alkoholu, trudno było spotkać go trzeźwego, a nikt przecież nie potrzebuje sędziego-pijaka. Dostał więc ostatnią szansę-zapisanie się do domu uzależnień i pokonanie nałogu. Miał inny wybór?



Jak się później okazało w domu leczenia uzależnień pracował pewien młody amerykanin-Jack Morrison. Jego pasją stało się rozwiązywanie detektywistycznych zagadek, ale wyłącznie tych o małym znaczeniu dla świata. Już po pierwszym spotkaniu z Nicky'm, wdał się z nim w rozmowę:

-Panie Varelli, jestem pana fanem, znam dokładny przebieg wszystkich przeprowadzonych przez pana rozpraw!

Varelli miał niejednego miłośnika-fana, w głębi duszy nienawidził ich, lecz ze względu na swoją wysoką pozycję w społeczeństwie nigdy nie przerywał tego typu pogawędki w sposób nieuprzejmy. Minęło wiele dni, zanim Nicky naprawdę polubił młodzieniaszka Jack'a.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » ndz 12 kwie 2009, 10:50

Jeden tekst na tydzień, tako rzecze regulamin.

Blokuję aż minie tydzień.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
patkazoom262
Dusza pisarza
Posty: 454
Rejestracja: pn 17 mar 2008, 20:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Mokas
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: patkazoom262 » śr 22 kwie 2009, 18:08

minojek pisze:Mylili się...




O jezu, wielokropek. O jezu, na końcu zdania! Masz szczęście, że się śpieszę, inaczej bym się o tym rozpisała że ho ho! :P A tak powiem - mówie stanowcze "nie" trzem kropeczkom na zakończenie czegokolwiek.



Po myślniku - jak i przed nim - stawia się spację.



Wiesz, jak mi sie to czyta? Jak streszczenie. Serio, ale tego tekstu nie czuję. Nie interesuje mnie to, co będzie dalej, jak się potoczy akcja itp. itd. Moim zdaniem za krótki fragment wkleiłeś.



Pozdrawiam

Patka



Awatar użytkownika
Inżynier dusz
Pisarz osiedlowy
Posty: 346
Rejestracja: pt 09 sty 2009, 00:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Inżynier dusz » śr 22 kwie 2009, 21:13

Streszczasz, a nie opowiadasz. Rozumiem, że to tylko fragment, więc jest jeszcze możliwość, że taka mocno skondensowana forma na początku jest celowa i ma swoje wytłumaczenie w dalszej akcji.

Tego jednak nie wiem. Jak na razie trzeba by to uznać za błąd w sztuce.



To było zwykłe czwartkowe popołudnie 1933 roku


Początek już zgrzyta. Łączysz ze sobą informacje o dniu tygodnia i roku. Bardziej na miejscu byłoby podanie nam miesiąca i roku. Dlaczego? Rozumiem, że rok jest ważny, bo wiemy w jakim okresie dziejów osadzona jest akcja. Informacja o dniu tygodnia nic nam nie daje. Dla czytelnika i dla akcji nie ma znaczenia, czy wydarzenia miały miejsce w czwartek, poniedziałek, czy jakiekolwiek inny dzień. Natomiast miesiąc też nam do szczęścia nie jest czytelnikowi potrzebny, ale chociaż pozwoli lepiej wyobrazić sobie rozgrywającą się scenę.



Nikt nie podejrzewał, iż będzie to pierwszy atak jednej z największych wojen gangów w Chicago, wszyscy woleli być przekonani, że taka wojna nigdy nie nastąpi.


Już wiem co się wydarzy – mogę odłożyć opowiadanie ;) Po co nam zdradzasz dalszy ciąg? Psujesz nastrój, napięcie, nie dajesz sobie możliwości zaskoczyć czytelnika.



Z samochodu wysiadło czterech uzbrojonych mężczyzn i ostrzelało budynek.


W jednym zdaniu streściłeś akcję, którą można by „przeciągnąć” na co najmniej pół strony. Po tym jak ci mężczyźni wysiedli z samochodu mogłeś zbudować napięcie, nastrój nerwowego oczekiwania na to co się dalej wydarzy. Kim są ci mężczyźni? Co dalej zrobią? Takie pytania zadawałby sobie czytelnik. Ale ich sobie nie zada, bo już z pierwszego akapitu wie, że to mafia, a z dalszej cześci tego zdania wie, że ostrzelają restaurację. Tym zdaniem zabiłeś to opowiadanie.



Świadkowie zdarzenia nie mogli zobaczyć nic więcej poza pojazdem, bowiem od razu uciekli.


Kolejne zdanie, które streszcza kupę akcji. I jeszcze jedno. Kto uciekł? Świadkowie? Tak wynika z tego zdania ;) Orzeczenie „uciekli” odnosi się w tym zdaniu do podmiotu „świadkowie”.



jeden-Nicky […] zarządcy-Franka […]oznacza-gliniarze


Przed i po myślniku stawiamy spację.



Nie wiedział tylko kto mógł chcieć śmierci klienteli i szefa podrzędnego baru,


Zamiast „klienteli” wstaw „klientów”. Słowo „klientela” to kolokwializm.



Jack'a


Bez apostrofu.



Przemyśl to, co napisali Ci życzliwi czytelnicy ;)



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » czw 14 maja 2009, 14:02

To było zwykłe czwartkowe popołudnie 1933 roku, kiedy pod jeden z dziesiątek podobnych barów w Chicago podjechała czerwona limuzyna. Nikt nie podejrzewał, iż będzie to pierwszy atak jednej z największych wojen gangów w Chicago, wszyscy woleli być przekonani, że taka wojna nigdy nie nastąpi. Mylili się...




[1] - Ani kolor auta, ani jego określenie nie pasuje mi do roku, w którym akcja jest przedstawiona. Czerwone samochody były bardzo rzadko widziane na drogach. Przeważał kolor czarny i kremowy (ten ostatni był symbolem luksusu, wyjątkowości auta).

[2] - woleli być przekonani? A nie po prostu: byli przekonani, albo wierzyli...



Nie wiele jest do ocenienia. To jest szkic (i tak grube słowo) dla jakiegoś prologu. Ani to opowiadanie, bo nic nie opowiadasz, tylko rzucasz zdawkowo trzy wydarzenia, dwóch bohaterów i to wszystko. Trzeba to rozwinąć: wprowadzić akcję, bohaterów, zamknąć strzelaninę, wprowadzić kolejnego bohatera. Tekst jest tak krótki, a zawiera tyle informacji - Równie dobrze, mogłaś napisać: Strzelanina gangsterów. 12 ofiar śmiertelnych. Przekupiona policja. Ot, tyle tam właśnie jest rzeczy - a każda do rozwinięcia. W ogóle mi się to nie podobało.



Poza tym, wprowadzanie na forum tak krótkiego fragmentu nic nie daje – ani czytelnikom, ani weryfikatorom, bo co tu ocenić? Pomysłu nie da się (bo nic nie widać, poza skrótowcem), akcji nie ma (tak, strzelanina to nie akcja, a pseudo-relacja). Nudą wieje, a to tylko kilkanaście zdań.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości