Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

EMPORIUM DUSZ rozdział I [opowiadnie magiczne]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Darkling
Pisarz osiedlowy
Posty: 380
Rejestracja: sob 08 lis 2008, 23:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

EMPORIUM DUSZ rozdział I [opowiadnie magiczne]

Postautor: Darkling » pt 06 lut 2009, 14:27

Rozdział I



Budzi mnie dźwięk syreny policyjnej. Wstając przewracam się o wszędobylskie, puste butelki po przeróżnych trunkach. Swe kroki kieruję do łazienki. W lustrze szafki nad umywalką widzę bladą postać z kaprawymi oczami. Szybko je przemywam, bo niesmacznie na to patrzeć. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to udanie się do baru Witty Phantom. Tylko tam jestem w pełni rozumiany.

Gdy wchodzę do lokalu wita mnie znajoma melodia wygrywana na pianinie przez niewidomego dwunastolatka. Mike był dzieckiem ulicy. Bóg zabrał mu oczy, ale Diabeł dał w zamian piekielnie szybkie palce. Chłopak codziennie wynosi zapełniony kubełek napiwków. Co z tego? I tak nigdy nie będzie widział.

Siadam przy kontuarze i skinieniem głowy przywołuję do siebie barmana. Zanim składam zamówienie, kręci przecząco głową. To znak, że nie ma dla mnie żadnych informacji na temat ewentualnej fuchy. Chwilę później przynosi mi rum z colą, po czym oddala się przyjmując zamówienie od kończącego się playboya, któremu towarzyszy opalona lalunia. Z kieszeni wypłowiałego płaszcza wyciągam foliową torebkę z białymi tabletkami. Biorę tyle, żeby zamknąć umysł na niszczycielskie działanie Miasta, ale tak, by zachować wszelkie umiejętności motoryczne i werbalne. Meskalina mym aniołem.

Późną porą wychodzę z lokalu po drodze zostawiając barmanowi spory napiwek i wrzucając drobniaki do kubka na pianinie. Skoro w Witty Phantom nie było dla mnie żadnej roboty, mogłem się udać tylko do jednego miejsca.

Jest pierwsza w nocy. Wchodząc w jedną z wąskich uliczek skąpanych w mroku, po paru krokach moje oczy zaczyna kłuć charakterystyczna łuna. Neon magicznego sklepu Izydy Mugabe, który przedstawia oko boga Ra. Z kieszeni wyciągam klucz. Tylko wybrani mogą wejść do tego sklepu, im właśnie wręczane są klucze od samej madame Maugabe. Zwykli ludzie nawet nie zobaczą tego budynku. Gdy wchodzę do środka, uderza mnie mocny zapach wszelakich ziół i kadzideł. Na podłodze leżą porozrzucane różnokolorowe pufy, na hebanowych komodach palą się lampy z czerwonym abażurem, a pod nogami przemyka mi kilkanaście kotów.

- Chodź do mnie mój drogi. Niech ci się przyjrzę – skrzekliwy głos Izydy zaprasza mnie do salonu. Przechodzę przez łukowatą futrynę odgarniając ręką indyjskie paciorki. Madame Maugabe siedziała przy małym, okrągłym stoliku przykrytym satynowym materiałem koloru czerwonego. Pośrodku umiejscowiona była szklana kula. Przy nim, na sporym fotelu spoczywała Izyda. Jej twarz, przypudrowana na blady kolor, była niemiłosiernie poorana zmarszczkami, długie i wąskie oczy były zaś podkreślone mocnym makijażem. Szyję owiniętą miała puszystym szalem. W lewej ręce trzymała długą, czarną fifkę, w którą zatknięty był papieros, prawą głaskała swoją perską ulubienicę – Tetsab. Wygląd madame zawsze kojarzył mi się z pomarszczonym, egipskim kotem.

- Co cię do mnie sprowadza mój drogi? – zapytała.

- Szukam roboty i… kończą mi się lekarstwa.

- Tak szybko? Oj, długo to ty nie pożyjesz Rodericku. – westchnęła Izyda wręczając mi dwa pakunki – haszysz i meskalinę.

- To przez to miasto. Męczy mnie.

- Doskonale wiem, co czujesz. Ja przed Miastem ukrywam się tutaj. Rzadko wychodzę. – madame Maugabe co chwila zaciąga się gęstym dymem. Ciężko się tu oddycha.

- Masz dla mnie jakąś robotę, Izydo? – Przeszedłem do sedna sprawy, bo jestem bardzo zmęczony dzisiejszym nicnierobieniem.

- Mam. Nosicielka.

- Znowu?

- Tak. Jest już przeklęta. Wystarczy ją zapieczętować. Musimy się tylko dowiedzieć, gdzie ją znajdziemy.

Izyda wyciągnęła spod stołu wielki słój wypełniony zieloną cieczą, w której unosiła się głowa starej kobiety. To Esmeralda Maugabe, matka Izydy. Nie bacząc na brak reszty ciała i dostępu tlenu, otworzyła oczy i piskliwym głosem przemówiła. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego ta substancja w słoiku nie deformuje jej głosu. Czyżby była magiczna?

- O, to znowu ty! – powiedziała z wyrzutem. – Mówiłam ci Izydo, żebyś tu nie wpuszczała tego degenerata! Przecież…

- Zamknij dziób stara dewoto! – poirytowana Izyda dość gwałtownie skarciła matkę. Takie sceny są rutyną w mojej obecności. – Jak chcesz się do czegoś przydać, to wlep ślepia w szklaną kulę i znajdź nosicielkę.

- Eh… szkoda, że nie odziedziczyłaś po mnie jasnowidztwa.

Gdy matka Izydy spojrzała na szklaną kule znajdującą się po środku stołu, ta momentalnie wypełniła się błękitnym obłokiem. Gałki oczne Esmeraldy przechyliły się w tył głowy, pokazując białkówki. Całość widzenia trwała niecałe dwie minuty.

- Dzisiaj o siedemnastej. Bankiet w Majestic Hotel. Blondynka. Będzie miała na sobie zieloną, satynową sukienkę.

- Dziękuję ci mamo. – Izyda pocałowała słój zostawiając na nim szkarłatny ślad szminki i schowała go z powrotem pod stolikiem.

- Dobra – otwieram pakunek i nabijam szklaną fifkę. – Będę się zbierać.

- Dzielimy się tak jak zawsze Rodericku. Czterdzieści procent dla mnie.

- Co?! Jak zawsze? – Szlag by to. Przeczuwałem, że dzisiaj coś pójdzie nie tak.

- Ceny idą w górę.

- Przecież i tak odwalam największą robotę! Ty nawet o milimetr nie ruszasz swojego zaschniętego zada!

- Czyli mam rozumieć, że rezygnujesz ze współpracy? – spokojny głos Izydy jeszcze bardziej działa mi na nerwy.

- Dobra. Niech będzie czterdzieści procent. Ale za towar nie zapłacę.

Nie czekam na odpowiedź. Wychodzę. Muszę się porządnie wyspać. O ósmej rano stawię się na komisariacie, a później załatwię sprawę z nosicielką.



KILKA PRZECZNIC DALEJ, CAŁODOBOWY SKLEP MONOPOLOWY. GODZINA 1:30 NAD RANEM

Do sklepu chwiejnym krokiem wchodzi starszy pan. Nieliczna klientela patrzy z obrzydzeniem na śmierdzącego i obdartego jegomościa. Ten nie zwracając na to żadnej uwagi podchodzi bezpośrednio do lady, za którą urzęduje blondwłosa piękność.

- Och, jak dobrze, że masz teraz zmianę – zwraca się do sprzedawczyni. Dziewczyna jest wyraźnie zawstydzona obecnością pijaka.

- Wyjdź. Znowu narobisz mi wstydu.

- Córuniu, proszę cię. Daj mi coś do picia.

- Nie masz za grosz godności? – W jej oczach zaczynają się zbierać łzy. Nerwowo rozgląda się po sklepie chcąc zorientować się ile osób patrzy na tą scenę.

- Do cholery! Jedną flaszkę chyba możesz mi dać?! Wiem ile zarabiasz! Od tego ci nie ubędzie! – Ludzie zaczęli w pośpiechu opuszczać budynek, a z drzwi prowadzących na zaplecze wyszła druga ekspedientka.

- Wynoś mi się stąd James!

- Iris, może ty wyjaśnisz mojej córce, że jedna butelka dla jej starego nie jest jakimś wysiłkiem?

- Sam tego chciałeś. Swoje problemy zaraz skonsultujesz z funkcjonariuszami policji.

- Dobra, dobra. Już idę. Głupie dziwki…

Mężczyzna wychodząc jeszcze raz zaklął szpetnie pod nosem. Otwierając drzwi wpuścił uspokajające nocne powietrze.

- Wszystko w porządku, Mario?

- Tak, Iris. Dziękuję.

- Nie masz za co. Musisz być ostrzejsza złotko i nie zwracaj na niego uwagi.

- Nie zwracać uwagi? To przecież mój ojciec…

Iris poczuła się głupio. Zdała sobie sprawę z tego, że właśnie dolewa oliwy do ognia.

- Wiesz, będę miała do ciebie prośbę, ale myślę, że dodatkowy grosz ci nie zaszkodzi.

Dziewczyna przetarła załzawione oczy i chusteczką wytarła nos.

- Jasne. Co miałabym robić?

- Zostałam zatrudniona jako pomoc przy cateringu na bankiecie w Majestic Hotel, ale matka nagle zachorowała i muszę wyjechać. Dzwoniłam do organizatorów i powiedzieli, że jak znajdę zastępstwo to nie będzie problemu.

- A kiedy jest ten bankiet?

- Dzisiaj. Zaczyna się o siedemnastej, ale cała ekipa ma się stawić godzinę wcześniej.

- Dzisiaj? Ja przecież.... nie mam się w co ubrać…

- O to się nie martw kochanieńka, mam wspaniałą zieloną kieckę.

- Ale ja nie chcę ci sprawiać kłopotu. Nie znajdziesz kogoś lepszego?

- Zgłupiałaś? Potrzebujesz pieniędzy, ładnie wyglądasz, przy garmażerce już pracowałaś, a do tego potrafisz się zachować w towarzystwie. Nikt inny nie przychodzi mi do głowy. Na dodatek trochę sobie podjesz, bo jak patrzę na te twoje wystające żebra, to aż mi ciarki przechodzą po plecach.

- Dzięki, Iris.
Ostatnio zmieniony pt 06 lut 2009, 19:37 przez Darkling, łącznie zmieniany 1 raz.


These dreams in which I'm dying are the best I ever have.

I'd like to learn how to play irish melody on flute.

"Dreaming dreams no mortal ever dare to dream"
E.A. Poe "The Crow"

Awatar użytkownika
nenek
Pisarz osiedlowy
Posty: 221
Rejestracja: wt 16 gru 2008, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: nenek » sob 07 lut 2009, 15:48

Przeczytałam całość, a więc to już coś znaczy :) Ogólnie nie jestem dobra w wychwytywaniu błędów, więc nie będę tego robić. Tekst mnie zaciekawił i sprawił, że chcę wiedzieć co będzie dalej.

Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy :)



Awatar użytkownika
Alan
Dusza pisarza
Posty: 456
Rejestracja: sob 14 kwie 2007, 12:34
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Alan » sob 07 lut 2009, 19:23

Ładniutko napisane. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy historia mnie zaciekawiła, ale styl z pewnością masz dobry. Żadnych topornych momentów nie stwierdziłem.



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » pn 16 lut 2009, 19:35

Podzielam zdanie Alana. W kwestii treści nie mogę się za bardzo wypowiedzieć, ale ciekawie napisane. Fajny pomysł z głową w słoiku i początek, szczególnie ten fragment:



Gdy wchodzę do lokalu wita mnie znajoma melodia wygrywana na pianinie przez niewidomego dwunastolatka. Mike był dzieckiem ulicy. Bóg zabrał mu oczy, ale Diabeł dał w zamian piekielnie szybkie palce.




Naprawdę ładne, delikatnie zanurzyło mnie w atmosferze opowiadania.



Trochę mierziła sztampowość opisu przybytku madame Maugabe. Duszno, koty, paciorki... Tylko wspomniana głowa w słoiku była ciekawa.



Pierwszosobowy fragment z Roderickiem podobał mi się bardziej, zdania miały w sobie więcej klimatu, drugi fragment zdawał się być tylko suchą relacją potrzebną dla popchnięcia akcji.



W kwestiach technicznych zwróciłem uwagę na jakieś interpunkcyjne błędy, ale to raczej nie takie wynikające z niewiedzy, a po prostu zwykłej Konieczności Popełniania Błędów, Których Się Nie Zauważa. ;)



Tak czy siak, tekst ma atmosferę i jest ładnie napisany.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Arrianna
Pisarz pokoleń
Posty: 1159
Rejestracja: pt 02 maja 2008, 17:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Ciemności
Płeć: Kobieta

Postautor: Arrianna » pn 13 kwie 2009, 16:09

Eh, czytałam to dawno temu i znasz moją opinię - więc na szybko.

Na plus - wiadomo: styl. Piszesz lekko, jak człowiek zacznie czytać to dalej leci.

Hm to jest początek więc na razie nie bardzo wiadomo o co cho :p ale zaciekawiłeś :p

Dialog u pani Magugabe mi się nie podobywał ale to już mówiłam...

Hmm chyba co do reszty się zgadzam z Patem :p

Piszuj dalej :P (tyle czasu minęło a ja pamiętam ten kawałek - coś w twoim pisaniu być musi :P)

Pozdrawiam i ściskam :)


"It is perfectly monstrous the way people go about, nowadays, saying things against one behind one's back that are absolutely and entirely true."

"It is only fair to tell you frankly that I am fearfully extravagant."
O. Wilde

(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości