Czerwone Marlboro (obyczaj)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Czerwone Marlboro (obyczaj)

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 14 sty 2009, 01:16

Kiedy z czerwono – białej paczki papierosów wyciągam ostatniego szluga i ostatni dymek puszczam w pustą przestrzeń pokoju, wiem już, że mój spokój się skończył. Na dworze mróz, wiatr, ciemno i cicho jak na biegunie, wszystko jedno Południowym czy Północnym. Ważne, że jest do dupy. Latarnie na wiosce sączą zimne, blade światło, mrok przygnębia. Budzą się demony, umysł robi wszystko, (ugina nogi, ściska serce i płuca, dusi) by całe ciało zawrócić i wcisnąć na powrót w mięciutki fotel. Tam jest bezpiecznie, spokojnie. Filcowa przystań otula plecy, błękitny kineskop błyska po ścianach, sufitach i szkle w oknach. święty spokój i „Liga Mistrzów”.

Niestety, uzależniony od nikotyny fragment mózgu jest wrzaskliwy jak stado koczkodanów w dżungli. Zagłuszy wszystko, zdrowy rozsądek i wygodę odsunie daleko na bok, a spokój ducha zamieni w piekło. W głowie z hałasu wyłoni się tylko jedna, dudniąca informacja: „Nie masz już fajek gościu!” Knajpa pełna żuli i smrodu gnojówy z gumofilców, pełna życiowych nieudaczników, wiejskich filozofów, „geniuszy” po Ohapie, wiecznych pechowców i nieudolnych marynarzy bez własnego statku i własnego portu jest jedynym miejscem w promieniu dziesięciu kilometrów, gdzie jeszcze o tej porze mogę kupić fajki. Masakryczne, nie do pokonania tysiąc metrów mroźnej, zimowej nocy staje się nagle moim Waterloo, moim Westerplatte… Moim być lub nie być. Gdybym miał samochód, gdybym chociaż urodził się w mieście jak normalni ludzie, gdybym miejsce życia, bycia mojego ciężkiego miał choć odrobinę inne, odrobinę w bok bardziej, prawy lub lewy. Nieważne. Czymże dla Boga jest milimetr świata? Czymże jeden, maciupki mikrorównoleżnik, lub mikropołudnik? Niczym! Malutką mikrokropeczką mikrokropeczki w całej tej popapranej, brudnej przestrzeni. Maciupkim mikropunkcikiem! Dlaczego więc Wszechmogący o ten milimetr milimetra nie przesunął mnie, nie umiejscowił dalej? Czyżby się pomylił? Czyżby może wreszcie na złość mi zrobił? Lub co gorsza jeszcze specjalnie tak uczynił? Wsadził mnie tu, umiejscowił, uziemił po to tylko, żeby mi było trudniej?

W mieście tak, w tramwaj bym wsiadł, lub poprostu przemaszerował po osiedlu do sklepiku, fajury zakupił i wrócił w cieplutki, mięciutki azyl.

Nic to, jarać się chce jak diabli, skręca w dołku, oddycha się zbyt lekko, łapy drżą jak staremu pijakowi.

Kozaki mus włożyć i naprzód marsz. W knajpie mogę liczyć na „Męskie” bez filtra, ewentualnie „Fajranty”, czy „Mocne” . Damy radę, nie takie rarytasy się już paliło.

Ruszam więc, po drodze mijam nicość, szczekanie psów i rozdartego na mój widok, półdzikiego kota. Przechodzę wzdłuż płotów, dobrze znanych mi krzaków, czereśni Stasiaków i przez chwilę nawet cieszę się, że jest ciemno. Noc to jedyna pora, w której nie widać tej depresyjnej szarości, tych czterdziestokilkuletnich, omszałych, powykrzywianych, splątanych zardzewiałym drutem, płotów. Tych chat z zapadającymi się dachami, obdrapanymi ze stuletniej farby, wyschniętymi okiennicami, ścian z dziurami po peerelowskim tynku, spod którego wystają fragmenty dwustuletniego, pruskiego muru. Nie widać błota na podwórkach, czarno – zielonych od własnego gówna, wyschniętych na wiór krów i tych hałaśliwych gęsi. Upieprzonych w tym wszystkim dzieciaków, nachlanych ojców, dziadków i rozwrzeszczanych bab, tych nigdy nie zamykających się, trzeszczących, plujących paszczęk, złorzeczących na wszystko i wszystkich, a najbardziej na swych zachlanych mężów, ojców, dziadków i synów.

Manuel Barroso z pewnością nigdy nie był w takim miejscu.

Patrzę z ukosa na pożółkłe firany w oknach, na blade światła padające z chat na wąską drogę. Refleksy choinek i telewizorów odbijają się o sufity, ściany i spływają po parapetach wprost pod moje nogi, jakby na złość, jakby na przekór. Małe, pstrokate, złośliwe chochliki. Czasem jeszcze z którejś chaty usłyszę śmiech dziecka, krzyk matki, z innych okien wyrwie się hałas imprezy, wóda i boczek, boczek i wóda. I coraz mocnej zaciskam zęby, coraz bardziej pragnę, by znów zajaśniało, by znów przeklęta ciemność odeszła. Ale zawsze jest tak samo, zawsze kiedy nocą wypuszczam się na wiochę, wszystkie te światła, te migoczące diabelstwa, hałasy, nawet szczekanie psów, (a może to szczekanie psów najbardziej właśnie) podkreśla moją samotność. Staje się kontrastem mojego pustego, bez nikogo u boku życia. Moim wyrywaniem włosów na kiblu, zaciskaniem zębów przed snem i przewlekłą deprechą po przebudzeniu. Wciąganiem peta na dwa razy i gorzkim łykiem piwa.

I w jednej sekundzie, jednym jej ułamku, żebra ściska mi zazdrość. Zazdrość o te kłótnie przy

stole, biadolenie z rana i kombinowanie: jak urwać się pięć minut przed końcem mszy, by zdążyć łyknąć setę, tak by stara nic nie widziała.

Uśmiecham się pod nosem, do siebie, lub może do tych wszystkich wydarzeń, których tak często jestem świadkiem, obserwatorem, ale nigdy uczestnikiem. Do tych zapewnień, że będzie lepiej kochanie, że się poprawię, przestanę pić, znajdę robotę, do tych utyskiwań babskich na brudne gacie, śmierdzące skarpetki, tłuste włosy i nieróbstwo męża. Do tych spoconych dłoni, które w amoku, po kolejnej kłótni rąbią drewno aż siekiera się pali. Ja robię to zawsze z wielkim wysiłkiem psychicznym, z kompletnym brakiem poczucia sensu, z brakiem wiedzy po co to i komu. Nawet myśl, że własny tyłek nie zmarznie mi w nocy, nie wystarcza.

Uśmiecham się do tych płotów, starych dachów, pożółkłych firan i odrapanych kominów. Czuję nagle, że pod tą spoconą, starą skórą chat tętni jednak życie, ściany wydymają się i kurczą w powolnym oddechu, okna mrugają do przebiegającego kundla, dach z przyczesaną grzywą starych dachówek, wygina się do słońca, by złapać odrobinę ciepła.

Uśmiech mój gaśnie jednak, gdy zbliżam się do knajpy. Już z daleka słyszę gwar rozmów, stukot szklanych kufli, szorstki szelest przesuwanych krzeseł i wrzask pijackich rozmów. Jeszcze krok i zaczynam czuć dym papierosów, pot pijanych mężczyzn i zapach alkoholu. Kiedy już stoję pod pierwszym z okien, zaglądam niepewnie do środka. Widzę to teraz wyraźnie, widzę tę ich cholerną brać, tę hałaśliwą wspólnotę, ten kompletny brak podstawowej wiedzy o ludzkiej samotności. Widzę pożółkłe zęby, upaprane piwskiem wąsy, brudne łapska i czarne paznokcie. W niczym nie przeszkadza im to bratać się ze sobą, być razem, wspólnie, jak wielcy biesiadnicy, jak stado, którego nic nie może powstrzymać. W czym jestem gorszy?

Robię krok naprzód, czuję nagle jak ściany mnie odpychają, jakby ich czarne łapska wzięły mnie w garść i odsunęły niczym plastikową zabawkę. Widzę wyraźnie jak drzwi oddalają się, maleją i stają się nieosiągalne. Kolejny krok i powietrze staje się duszne, już nie tylko ściany, ale i okna, dach i cały ten gwar z wewnątrz odpychają mnie z wielką siłą. Wszystko daje do zrozumienia, że nie dam rady wejść, że mnie nie chcą, że nie pasuję do nich, do żadnej braci, do żadnego stada, nie tylko tego. Jeszcze próbuję zrobić krok, jeszcze prawą nogę ustawiam na pierwszym stopniu kafelkowanych schodów, jeszcze jakąś siłę nadludzką, nadmoją próbuję w sobie odnaleźć i wtedy dostrzegam kątem oka, na czubku śnieżnej zaspy coś bardzo znajomego, coś niezwykle pięknego. Cały mój umysł rozpromienia się nagle. Podchodzę, schylam głowę i jestem już pewien, że się nie mylę. Niedopałek, a gdzież tam niedopałek! Pół peta, pół niewypalonego peta sterczy sobie radośnie na błyszczącym śniegu! Schylam się i delikatnie biorę go w palce. Suchy! Co za ulga! Przyglądam się dokładniej, tuż przy filtrze dostrzegam czerwony napis: „Marlboro”. Marlboro? Skąd pod tą speluną taki rarytas? Jakiś ważniak tędy przechodził? Nieistotne. Odwracam się w stronę knajpy, złośliwy wzrok kieruję w okna i cedzę przez zęby:

- „A w dupę wsadźcie sobie tę waszą pierdoloną wspólnotę! Wiecie gdzie was mam? W dupie was mam! W dupie mam was i wasze zawszone porozumienie!

Wkładam peta w usta, zmarzniętą dłonią odpalam zapalniczkę, zaciągam się głęboko, dym długo przetrzymuję w płucach i z namaszczeniem wypuszczam w powietrze. Jeden mach, drugi, trzeci… Musi wystarczyć do jutra.

Jest dobrze, mogę spokojnie wracać do domu…



Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » śr 14 sty 2009, 09:45

Nie odbieram Twojego tekstu, jako groteski, w żadnym fragmencie moje poczucie humoru nie zareagowało dostrzegalnie.

Dobry tekst, bardzo czytelny i łatwo przyswajalny strumień świadomości w formie autoironicznego z lekka, a czasem mocno depresyjnego monologu. Wyprawa po fajki, podobnie jak tysiąc innych pretekstów, może stać się katalizatorem odskoków myślowych, których koleiny wiodą w kierunkach zgoła nieoczekiwanych. Któż tego nie doświadczył?



Zakończenie... hmmm, z jednej strony liczyłem na coś mocniejszego, z drugiej, czemu nie? Odrobina satysfakcji z przechytrzenia lub, choćby pozornego tylko, zagrania na nosie losowi, bywa przyjemna. A że rano będzie się chciało jarać, a paczka ciągle pusta...? To będzie jutro.



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
JohnRestice
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: ndz 11 sty 2009, 22:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: JohnRestice » śr 14 sty 2009, 10:52

Podobnie jak mój przedmówca nie widzę tutaj groteski, jedynie sporą dawkę naturalizmu ze szczególnym zwróceniem uwagi na rzeczy wprawiające w depresję.



Z całą pewnością Twój tekst jest jest spójny, stanowi dobrą całość, może tylko puenta trochę zawodzi. Jednakże nie mogę powiedzieć że czytanie było nieciekawe.



Pozdrawiam.


In Gun we Trust.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 14 sty 2009, 11:58

Wahałem się długo z podłączeniem tego do groteski i jak widać miałem rację. Groteską to to nie jest jak słusznie zauważyliście. Zwrócę się z prośbą do admina o zmianę.



Cieszę się, że tekst przypadł, mimo to do gustu.

Puenta była taka w zamyśle, może zbyt słabo zabrzmiała, może powinna być dobitniejsza, nie wiem. Ale Wasze wskazówki są cenne i zachowam je na przyszłość.



Lan_Edit:Na twoją prośbę zmieniłam gatunek z groteski na obyczaj



Awatar użytkownika
lau
Pisarz domowy
Posty: 96
Rejestracja: śr 21 lis 2007, 20:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: lau » śr 14 sty 2009, 12:41

Na głodzie nikotynowym różne rzeczy przychodzą do głowy, oj tak, wiemy coś o tym ;)

Ogólnie, krótko, zwięźle - podoba mi się.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » pt 16 sty 2009, 12:47

Temat rozważań zawartych w tekście zupełnie mnie nie ujął. Nie zainteresował na tyle żeby czytając zająć się tylko tą czynnością.



Powiem tak: każdy wie jakie zazwyczaj słowa są podsumą moich komentarzy, teraz jest nie inaczej.

Nie podobało mi się.



Język jest prosty, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie. Taki był zapewne twój zamiar. Jednak mnie się czytało trochę ciężkawo.



Kilka ogólników, nie będę męczył tekstu ani autora.



Pół peta, pół niewypalonego peta


Pet to niedopałek papierosa. Tutaj mamy: pół niedopałka, pół niewypalonego niedopałka. Jak dla mnie bezsensu.



Rozumiem, że jest to monolog i znajduje się w nim wiele zamierzonych powtórzeń, bo kto się nie powtarza? Jednak na miłość boską ileż można? Co rusz się powtarza jakiś wyraz, ja jestem wrogiem powtórzeń i zagranicznych imion. To się nie zmieni choćby nie wiem co.



Na dworze mróz, wiatr, ciemno i cicho jak na biegunie


Brakuje mi tu jeszcze informacji, że było pusto. Dodaj jeszcze ilość drzew za oknem, sposób w jaki wrony czy inne wróble pochłaniają swój pokarm i będzie ok. Za dużo zbędnych informacji. Oszczędność opisu, ale i obrazowość, a nie bogactwo i nijakość.



Budzą się demony, umysł robi wszystko, (ugina nogi, ściska serce i płuca, dusi) by całe ciało zawrócić i wcisnąć na powrót w mięciutki fotel.


Nawias pojawia się według mnie za szybko. Mamy umysł i nagle informacja powoduje powstanie w naszej głowie obrazu umysły wykonującego te czynności. Potem dochodzi dopiero, że kieruje on ciałem. Czepiam się, taki mój los.



Ciężko mi się czyta niektóre zdania. Ich budowa jest trochę dziwna.



miejsce życia, bycia mojego ciężkiego miał choć odrobinę inne, odrobinę w bok bardziej, prawy lub lewy


Opowiadanie twoje, tekst twój, gdyby poszedł bardziej w lewo lub prawo byłby trochę inny.



Ogólnie to jestem trochę pobudzony i ciężko mi się pisze komentarz - za dużo kawy jak dla mnie.

Wieczorem jak ochłonę i wrócę z pracy wyjaśnię i dopiszę coś więcej w tym poście.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1004
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » pt 16 sty 2009, 22:07

A mnie się spodobało. Bardzo swojski kawałek; taki, na który warto się natknąć w smętny, styczniowy wieczór. Alleluja.



Ostatnia myśl - ja już bym się przemęczyła i kupiła te fajki. A droga do domu? A przed snem? A rano?



Dobre opowiadanie, jestem na tak.


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » sob 17 sty 2009, 06:45

Dzięki łasic :)



Weber - nie temat miał tu byc najwyższego lotu, bo jeszcze nie czuję się na siłach, by poruszać ważkie tematy. Choć tu zahaczyłem o samotność, a to już jakiś temat jest :) Skupiam się na razie na próbach tworzenia zdań, szukaniu własnego stylu, stąd pewnie historia Cię nie porwała.



Cóż, też nie cierpię stosowania zagranicznych imion, ale powtórxenia uwielbiam, nikt mi nie powie, że są nudne, są poprostu nie zawsze trafione. Lubię je stosować, staram sie poprzez podkreślić istotne sprawy, istotne przeważnie dla bohatera. To samo tyczy się języka. Nie mogę wkładać literackich sformułowań, patetycznych zdań itp, w głowę zwykłego ludka, nie byłby wiarygodny.



Mogę się zgodzić z Tobą w kwestii tego bieguna, ze zbyt opisowe, ale z tym nawiasem to chyba przesadziłeś :)



Pozdrawiam i dzięki za chwilę poświęconą grafomanowi :)


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1004
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » sob 17 sty 2009, 08:20

Pozdrawiam i dzięki za chwilę poświęconą grafomanowi




Nie skromnisiuj :P Widocznie za mało cię pochwaliłam. Tekst nie jest ideany pod względem warsztatu, ale kiedy go czytałam, czułam tę opowieść. Naprawdę, rzadko się zdarza, że tu, na forum, dziękuję komś za napisanie czegoś fajnego. Tobie dziękuję.



Być może idealnie wstrzeliłeś się w mój klimat. Być może przypomniało mi się, jak smakuje taki cudem znaleziony papieros, kiedy w kieszeniach pusto, a z braku nikotyny oczy wyłążą z orbit :wink:


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » sob 17 sty 2009, 12:52

Oj łasic, jakby nie było, to dzięki takim podziękowaniom wiem, że warto dalej próbować :) No i dzięki słowom krytyki Webera też. wiadomo przecież, że nawet na krytykę trzeba sobie zasłużyć :)


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Bartos Woodmoon
Pisarz osiedlowy
Posty: 210
Rejestracja: ndz 30 lip 2006, 19:21
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bartos Woodmoon » sob 24 sty 2009, 17:34

łasic pisze:
A droga do domu? A przed snem? A rano?





Dokładnie łasic :)



Co do samego tekstu powiem tak. Good job soldier! Przyjemny lekki i dostępny. żaden materiał na książke czy, żeby pochwalić się przed kimś, ale udał Ci się.

Sam ludzie takie dziwaczne myślenice a i jako palacz potrafie wczuć się w bohatera. Nie mówie jednak, że przypadkiem trafisz w odczucia akurat takiego palacza jak ja - mówie cobyś przez ten pryzmat próbował trafiać do różnych grup, subkultur etc etc.. Get em tiger!



Szukaj swojego, a jak już znajdziesz trzymaj i nie puszczaj.

a mając już w dłoni samego siebie, każdy kolejny krok prowadzi w nieśmiertelność, czego Ci życze.



Pozdrawiam.

Dodane po 1 minutach:

Lubie* oczywiście..

Strasznie jestem zmęczony..


Cave me domine ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo.



Szaleństwo to obecnie jedyny rodzaj indywidualizmu. Reakcja obronna organizmu na absurdalny ład i banalność świata.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » pt 06 lut 2009, 14:09

Dzięki Bartos za wgląd i miłe słowo :) Szlifuję więc dalej i szukam swego...


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości