Opiekun [fantasy/western] fragment

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miko
Pisarz domowy
Posty: 145
Rejestracja: ndz 02 lis 2008, 10:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Opiekun [fantasy/western] fragment

Postautor: Miko » ndz 04 sty 2009, 21:09

Dziś z duszą na ramieniu daję wam na pożarcie fragment mojego nowego tworu. Jest to prolog i kilka pierwszych stron wprowadzenia. Pozdrawiam.



Opiekun



Prolog

     Szarpnęła z całej siły, rozrywając rękaw bluzki. Zdołała jednak uwolnić dłoń z gałęzi, które zawzięcie utrudniały przejście. Z ledwością widziała ścieżkę, gdyż w rzeczywistości była to jedynie wąska dróżka wydeptana przez dzikie zwierzęta. Ludzie nie zapędzali się w podobne miejsca, zwłaszcza o tej godzinie. Ale tak właśnie radziła Indianka: nocą, wzdłuż skraju wzniesienia, aż dojdzie do niewielkiej, osłoniętej od wiatru kotlinki. Tam miała znaleźć skalny monolit i jego. Jednak mimo długiego marszu wśród zarośli i robactwa, wciąż nie widziała wskazanego miejsca. Powoli zaczynała narastać w niej obawa, że mogła nie dostrzec zagłębienia w otaczających ciemnościach i minąć je już dawno temu. Nie dopuszczała jednak podobnych myśli, musiała dotrzeć do celu i go odnaleźć.

     Przyśpieszyła kroku i nieco mocniej przycisnęła do piersi niewielkie zawiniątko, próbując w ten sposób choć trochę stłumić płacz niemowlęcia. Nawet teraz, przez kocyk czuła rozpalającą dziecko gorączkę. Lekarze znowu byli bezradni, zawsze są, zarówno przy pierwszym, jak i drugim maleństwie nic nie mogli poradzić. Tym razem nie zamierzała patrzyć bezczynnie na umierające dziecko. Musiała działać, choćby to było szaleństwo, nawet jeśli przyszłoby zapłacić największą cenę.

     Naraz dostrzegła na ścieżce rozwidlenie. Gdyby cały czas nie szukała kotliny, nigdy nie zauważyłaby tej dróżki. Serce zabiło jej mocniej na myśl, że to może być tutaj, a kiedy chwilę później zobaczyła przed sobą niewielką skałę, odcinającą się od reszty otoczenia, zyskała pewność.

„Zostań tam i czekaj, choćby do świtu. I módl się, by zechciał wysłuchać twojej prośby” przypomniała sobie słowa kobiety z plemienia. Zakołysała ponownie dzieckiem, po raz setny bezskutecznie próbując ukoić płacz. Przynajmniej wiedział, że tutaj jest, wszystko co żyło w okolicy zostało powiadomione o jej przybyciu.

- Co tutaj robisz?

Usłyszała za sobą głos, ale gdy odwróciła się w ciemnościach nie mogła niczego dostrzec. Poczuła suchość w ustach, wiedziała z kim ma do czynienia, a raczej słyszała opowieści o nim. Różne, niekiedy straszne historie o tym, który mieszka w tutejszych lasach.

- Pewna kobieta… Indianka… powiedziała mi, że…

- Czemu zakłócasz mój spokój? Czy intruzi chcą zagarnąć dla siebie i to miejsce?

W końcu dostrzegła sylwetkę rysującą się na tle drzew.

- Wynoś się stąd! – syknął.

Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz, a po policzkach spłynęły łzy. Był jej jedyną nadzieją, nie mogła tak po prostu odejść.

    Osunęła się na kolana i wyciągnęła przed siebie zawiniątko.

- Błagam, ocal moje dziecko! – wykrzyczała, nie mając odwagi dalej patrzeć w jego stronę.

Z trudem łapała oddech, słysząc jednocześnie, jak powoli zbliża się do niej. Czuła na sobie wzrok władcy tych ziem, całą tę nienawiść, którą żywił do ludzi, a kiedy w końcu podniosła głowę, dostrzegła ją wymalowaną także na jego twarzy.

- Wynoś się – powtórzył rozkaz.



* * *

     Wiatr szarpał odległymi koronami drzew, których długie cienie kładły się na ziemi. Słońce było już nisko nad horyzontem i przybrało jaskrawo pomarańczową barwę, wlewającą się na polanę przed domem. Rozległa, pusta przestrzeń porośnięta krótką, wyskubaną przez krowy trawą, otoczona była z dwóch stron lasem. Nieco z boku kołysały się łany, wciąż jeszcze niedojrzałej pszenicy. Sam dom ukryty przed światem przez dwa potężne kasztany, stał nieco z tyłu. To właśnie dzięki drzewom budynek zimą nie był doszczętnie zasypany śniegiem, a latem upalne słońce nie wdzierało się do środka. Teraz jednak, gdy zapadał wieczór, długie promienie przenikały przez listowie, oświetlały drewnianą werandę i goszczącego na niej człowieka.

     Piotr siedząc na swoim ulubionym, bujanym fotelu podziwiał spokojny, wieczorny krajobraz. Właśnie dla takich chwil, kiedy nic nie zakłócało ciszy i sielskiej atmosfery, przybył do tego miejsca. Marzył, by mieć waśnie taki dom, przy którym rosłyby potężne drzewa, a wszystko oświetlałyby promienie zachodzącego słońca. Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, jak iluzoryczny był to spokój. Rozciągająca się wokół kraina wciąż pozostawała dzika i niebezpieczna, nadal zapuszczanie się w nieznane, ciemne lasy groziło spotkaniem z dzikimi zwierzętami lub nawet czymś gorszym. Nie raz słyszano o ludziach, którzy zaginęli, choć wcale nie opuszczali wyznaczonych szlaków. Mimo, że od ponad dziesięciu lat istniała w sąsiedztwie rolnicza osada, okoliczne wzgórza i stepy pozostawały dzikie i nieposkromione. Było to zarazem piękne i przerażające. Ludzie dzień po dniu wkładali wysiłek, by podporządkować sobie naturę, aby lasy nie stanowiły zagrożenia, a pola dawały obfite plony. Jednak co może zdziałać garstka ludzi, wobec potęgi matki natury?

     Osada wcale nie była wielka, brak złota czy innych cennych minerałów ograniczał rozwój. W pobliżu nie przebiegał też żaden ważny szlak handlowy. Jedyną wartość prezentowała ziemia, żyzna i dobra pod uprawę, przyczyniła się do powstania tego małego miasteczka, gdzieś w sercu głuszy. Wcale nie było łatwo. Karczowanie lasów, budowanie prowizorycznych domów, przetrwania w nich pierwszej zimy, wszystko to wymagało nadludzkiego wysiłku. Jednak teraz, gdy Piotr patrzył na piękny krajobraz przed swoją farmą, zupełnie nie żałował włożonych trudów. To co stworzyli, choć było tylko zbiorowiskiem kilkudziesięciu drewnianych domków, stanowiło ich własność i choćby dlatego, miało niezaprzeczalną wartość.

     Większość mieszkających tu ludzi była uciekinierami, ludźmi którzy postanowili szukać szczęścia w tym nowym, niedostępnym świecie. Nie inaczej rzecz miała się z Piotrem, on również musiał opuścić swoją ojczyznę, nękaną prześladowaniami i wojnami. Po ostatnim konflikcie, kiedy sam znalazł się na linii frontu i pomagał tamtejszemu chirurgowi, coś w nim pękło. Wiedział, że nie chce i nie potrafi dłużej znosić bezsensownego rozlewu krwi. Już wtedy był pastorem i odbieranie życia stało w sprzeczności z jego przekonaniami. Stąd, gdy pojawiło się widmo kolejnej wojny, która miała przetoczyć się przez stary kontynent, po prostu uciekł. Zostawił za sobą czarne wspomnienia o walce i śmierci, by rozpocząć życie w tym miejscu.

     Nigdy jednak nie przypuszczał, że los przygotuje dla niego także zupełnie inne zadanie. Nie tylko został kaznodzieją tej niewielkiej społeczności, ale w skutek sploty niezwykłych zdarzeń, zyskał kilku podopiecznych. A wszystko zaczęło się w chwili, gdy pięć lat temu znalazł Timothy’ego, chłopca, którego rodzice zmarli na gruźlicę. Mimo wątpliwości, Piotr wraz z Sally, swoją gosposią, postanowił przygarnąć sierotę. Początkowo chłopak sprawiał im wiele kłopotów. Mimo młodego wieku, był bardzo niezależny i pewny siebie. Robił to co chciał i kiedy chciał, za nic mając ich prośby czy nalegania. We dwójkę zupełnie nie potrafili nad nim zapanować i często kończyło się na poważnych awanturach.

     Wszystko to jednak uległo zmianie w dniu, gdy trafiła do nich, siedmioletnia wówczas, Katrina. Pastor po dziś dzień nie wie, czemu dziewczynka tak wpłynęła na zachowanie Timothy’ego, może to kwestia jej otwartego charakteru, a może po prostu chłopak potrzebował kogoś, kim mógłby się zaopiekować. Oczywiście dwójka dzieci, to dwa razy więcej powodów do kłótni i awantur, a spokój stawał się towarem coraz bardziej deficytowym. Jednak, choć Timothy nigdy by się do tego nie przyznał, Katrina odmieniła całe jego dotychczasowe życie.

     Rok po tym, jak do ich domu trafiła Katy i niemal trzy lata od pojawienia się Timothy’ego, Piotr przywiózł kolejną dwójkę porzuconych dzieci. W tym czasie był akurat w stolicy i zupełnie przypadkiem znalazł ich na dworcu, ukrytych w jakimś zaułku. Miał wątpliwości czy powinien sprowadzać do domu jeszcze więcej sierot, jednak patrząc na nie, po prostu nie potrafił odejść. Starszy z rodzeństwa, Karol, miał wtedy nie więcej jak pięć lat i choć sam był jeszcze małym dzieckiem, musiał się opiekować o rok młodszą Lucy.

     Pastor nigdy nie odkrył, co stało się z ich rodzicami ani dlaczego mieszkali na dworcu. Dzieci, nawet gdy zyskały już do niego zaufanie, po prostu nie pamiętały takich rzeczy. Długo zresztą trwało nim którekolwiek z nich ośmieliło się w ogóle odezwać. Pierwszy krok wykonał oczywiście chłopiec, który jak na pięciolatka był bardzo mądry i zdecydowany. Błyskawicznie uczył się nowych rzeczy i doskonale wiedział czego chce. Tymczasem Lucy zdawała się nie do końca ufać ludziom, nawet dziś pozostawała zamknięta w swoim małym, cichym świecie, gdzie dostęp miał tylko i wyłącznie Karolek. Jemu ufała bezgranicznie i zwierzała się ze swoich smutków.

     Pastor nawet nie potrafił sobie wyobrazić co te dzieci musiały wycierpieć, jak trudno było im samodzielnie przeżyć w tak niegościnnym świecie. Pocieszająca była jedynie myśl, że teraz, po dwóch latach, także one zaczynały się śmiać i zachowywać, jak na dzieci w ich wieku przystało.

     Ostatnim członkiem ich rodziny była Isabella, która przyjechała tutaj raptem rok temu. Okazała się być siostrzenicą Sally, której matka zmarła, zostawiając jedynie list do gospodyni. Piętnastoletnia wówczas Bella, niemal dorosła kobieta, szybko zaprowadziła swoje rządy na farmie. Miała jak najlepsze intencje, za wszelką cenę chciała pomóc nie młodej już Sally, gospodyni jednak zwyczajnie nie nadążała za swoją żywiołową siostrzenicą i szybko ustąpiła jej miejsca. Ku zdziwieniu pastora, Isabelli udało się także ustawić całe swoje nowe rodzeństwo, wliczając w to nawet Timothy’ego.

     Piotr westchnął lekko i przeciągnął w fotelu. Chłód wieczoru zaczynał być dokuczliwy, a on pogrążony w myślach o swojej rodzinie, nie zauważył nawet, kiedy słońce schowało się za odległą granicą lasu. Sally znowu będzie go besztać za tak bezproduktywne tracenie czasu, ale nie potrafił sobie odmówić tych kilku chwil. Często po całym, długim i męczącym dniu potrzebował takiego wytchnienia, by poukładać sobie różne sprawy, przemyśleć problemy i zastanowić się nad zadaniami dnia następnego. Wciąż tyle było do zrobienia, a czasu jak zwykle za mało.

     W końcu kiedy poczuł pierwszy, nieprzyjemny dreszcz, podniósł się i ruszył ku drzwiom, gdzie już czekała na niego gospodyni, zapraszając na kolację.


Szczęście nie jest zarezerwowane dla wybranych.

Awatar użytkownika
SkySlayer
Łowca Baboli
Posty: 785
Rejestracja: sob 15 gru 2007, 17:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Głogów
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: SkySlayer » ndz 04 sty 2009, 22:22

Jednak co może zdziałać garstka ludzi, wobec potęgi matki natury?


Tych "ludzi" możesz śmiało usunąć i uniknąć zbędnego powtórzenia słowa.

Jezu, niedobrze ze mną. Tylko na to zwróciłem uwagę... a błędy są na pewno w interpunkcji. Coś tam zgrzytało, ale wyleciało mi z pamięci, bo...

mhm. Całkiem lekko się czyta ;)

Może przez chwilę czułem, że za dużo, jak na początek tych nieco "serialowych" informacji o przybywających dzieciakach i perypetiach "rodziny", ale to raczej kwestia gustu.

Styl może nie powala, ale w tej chwili na pewno jest prosty, przejrzysty i w niczym mi nie przeszkodził. A ostatnio to cholerna rzadkość

:twisted:

Masz więcej, to wrzuć, bo taki fragment to... no, pikuś.

Pozdrawiam i (mój słynny...) SERWUS! ;)



Awatar użytkownika
zuzanna
Dusza pisarza
Posty: 674
Rejestracja: czw 04 gru 2008, 15:17
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: zuzanna » pn 05 sty 2009, 10:46

Sam dom ukryty przed światem przez dwa potężne kasztany


Kasztanowce





Tekst sprawnie napisany.

Ciekawy pomysł na połączenie fantasy i western (choć w tak krótkim fragmencie nie pokazujesz nic więcej, poza pomysłem).

Czyta się gładko.



Gratuluję i do dzieła z dalszym ciągiem.


w podskokach poprzez las, do Babci spieszy Kapturek

uśmiecha się cały czas, do Słonka i do chmurek

Czerwony Kapturek, wesoły Kapturek pozdrawia cały świat

Awatar użytkownika
Miko
Pisarz domowy
Posty: 145
Rejestracja: ndz 02 lis 2008, 10:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Miko » pn 05 sty 2009, 12:28

Uff, kamień z serca, bo miałam wrażenie, że znowu całość zostanie objechana równo. Tak się nie stało, więc to już jakiś postęp. :)

Co do interpunkcji, to cały czas mam z tym problem. Czasami sama słyszę, że coś zgrzyta, ale nie mogę dojść gdzie ten nieszczęsny przecinek powinien być. Chyba zacznę spać ze słownikiem poprawnej polszczyzny pod poduszką, może wtedy spłynie na mnie ta objawiona wiedza. :D



Dzięki za podpowiedzi i wracam do pracy.


Szczęście nie jest zarezerwowane dla wybranych.

Awatar użytkownika
SkySlayer
Łowca Baboli
Posty: 785
Rejestracja: sob 15 gru 2007, 17:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Głogów
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: SkySlayer » pn 05 sty 2009, 16:15

Połączenie fantasy i westernu inspirowane Mroczną Wieżą? ;)

Czy czymś innym?



Awatar użytkownika
Miko
Pisarz domowy
Posty: 145
Rejestracja: ndz 02 lis 2008, 10:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Miko » pn 05 sty 2009, 16:46

Mroczną Wieżę mam narazie na liście książek do przeczytania.

Nie było jakieś konkretnej inspiracji, to raczej zlepek różnych wątków, które przypadkowo wylądowały mi na dzikim zachodzie (no może nie tak całkiem przypadkowo ;) )


Szczęście nie jest zarezerwowane dla wybranych.

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » pn 05 sty 2009, 19:24

Hm, przeleciałem przez tekst w miarę bez problemowo.

To dobrze.



Zdarzają się zgrzyty. Na przykład literówki:

w skutek sploty niezwykłych


Splotu.



tak bezproduktywne tracenie czasu


Może się czepiam, ale sądzę, że bezproduktywne tracenie czasu jest bliskie masłu maślanemu. Wiem, że czasem tracimy czas mimo, że się nam to opłaca, ale w tym przypadku zapisałbym to prościej i uniknął tego.



Ogólnie z początku drażniło mnie ciągłe zdrabnianie: kotlinka, kocyk. Czułem się jak dziecko, któremu ktoś opowiada bajeczkę.

W momencie opisywania perypetii sierot czułem, że to zbędny przedłużacz tekstu. Zapomniałem w trakcie tych opisów o tym, co robi bohater. W sumie to wyleciał mi z głowy, stał się postacią drugoplanową. Pociąłbym to trochę.

Czasem zdarza się powtórzenie, ale nie rzucało mi się za bardzo w oczy. Nie cytowałem więc.

Sam pomysł... Ciężko powiedzieć o nim cokolwiek. Zarysowałaś początek, ale nie widzę tutaj za bardzo obu gatunków. Kilka zdań można, by wygładzić zmieniając nieco ich budowę. Teraz bym musiał ich szukać, mogłem je zaznaczać. Grrr.

Nic to, będę kończył.

Wrzuć coś obszerniejszego, tylko bez przesady.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość