Gniew boży [obyczaj]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Gniew boży [obyczaj]

Postautor: MARCEPAN 30 » pn 24 lis 2008, 11:50

Kto zna gniew katolika, zna też i ból własnego ciała. Kto złość katolika w jego oczach zobaczył i nie uciekł w porę, zapłaci za każde słowo rzucone w jego kierunku, za każdy czyn i każdy gest grzeszną, brudną ręką wykonany.

Matka uwija się od samego rana, biega po kuchni, pokoju, stuka, z hukiem coś przestawia. Parska pod nosem, coś tam gada, szepce złowrogo Pan jeden jedyny na niebiesiach raczy wiedzieć do kogo.

Nie da się wyspać! Nie da zapomnieć o całym tygodniu ciężkiej, szlag wie dla kogo, pracy.

Pierwsza wolna sobota od niepamiętnych czasów. Pierwsza! Od poniedziałku - marzyłem o niej, wyobrażałem sobie, że spał będę do południa, że w głębokim poważaniu cały świat miał będę i odcięty tak od całości niczym okruch od wiejskiego bochna chleba, leżał będę w kącie chlebaka. Bezpieczny jakiś czas, bo bochen jedzony będzie bez zagrożenia dla mnie.że zapomnę się, że odpłynę, że odlecę, że wyleżę się aż mi plecy spuchną, że powieki od spania zaropieją, że zastygnę w tym moim spaniu jak w malignie. Ale gdzie tam! Nie da się!

Od rana burza z piorunami na zmianę z trzęsieniem ziemi przetacza się po pokojach.

Ulewne, rzęziste deszcze toczą się pianą z ust wściekłej matki. Stukot jej drobnych przecież stóp rozrywa przestrzeń hałasem tabunu tysięcy koni. Szklanki w kredensie, talerze na zmywaku, wazony, dzbanki, wszystko co szklane drży, dudni niczym dzwony anielskie w dniu apokalipsy.

Słowa, wyrazy, półzdania rozbijają się o ściany i rozrywają uśpiony jeszcze pod czaszką mózg.

Obrywa się wszystkiemu i wszystkim. Kwiatkom, bo suche. Stołom, bo poplamione.

Podłodze, bo zadeptana. Oknom, bo nieprzezroczyste. Psu, bo nagle sierść zaczął gubić.

Słyszę jak przerażone ściery błagają o chwilę wytchnienia, o przerwę na poleżenie, choćby pięciominutowe.

Tyrania matki jest jednak głucha na ich prośby, jest bezwzględna i ściery bliskie omdlenia latają po wszystkim i budują ład w mieszkaniu, niczym afrykańscy niewolnicy.

Ale nade wszystko obrywa się mnie!

- Kiego diabła jeszcze śpi ten leń śmierdzący?

- Wielka Sobota, a ten gnije w wyrze!

- Tyle do zrobienia, a on jak zwykle wszystko ma w dupie!

Sznureczek słów i zdań powoli sączy się przez szczeliny sypialni, sączy się do ucha, rozpala mózg do czerwoności i gdy ten już kipi, nagromadzona para wystrzeliwuje przeciągłym gwizdem przez otwory uszne i wyrywa ciało z boskiego letargu.

Jestem ugotowany!

- Kurwa! - Wysączam pierwszą oznakę wściekłości wprost na pościel – No to pospałem!

Nie poddaje się od razu! W życiu! Nie mogę. Próbuję zmienić bok, nakryć się kołdrą,

poduszką, ale niewiele to daje. Już jestem zgubiony. Potępiony. Zdeptany. Nieważne, że wróciłem z pracy po północy, nieważne, że cały tydzień zapieprzałem jak taczka na budowie, ważne jest, że Wielka Sobota, siódma rano, a ja śpię jak jakaś kurewska pijaczyna.

Matka zna setki sposobów na rozbicie świętego spokoju. Zamiata zawsze najbliżej sypialni, tłucze głośno i bez przerwy w drzwi końcem miotły, że niby w ferworze pracy. A gdzie tam! W innych miejscach jakoś kij w nic nie uderza. I zupełnie przypadkowo pod moimi drzwiami ględzi najgłośniej:

- Czegóż ten telewizor znowu nie działa?!? - nawet gdyby żyła dwieście lat,w życiu nie

pojęłaby skomplikowanych zasad działania pilota od telewizora. - Ojciec święty już pewnie mszę zaczyna.

- A ten śpi!

Po chwili (wciąż jeszcze daję radę, ale stożek wulkaniczny drży już niebezpiecznie)

wjeżdża ciężka artyleria.

Odkurzacz! A jakże! I najwięcej odkurzania jest gdzie? Najbrudniej jest gdzie? Najwięcej syfu jest gdzie?

Oczywiście! Pod moimi drzwiami...

Huk starego , komunistycznego odkurzacza przekracza trzykrotnie siłe mojej

wytrzymałości. Daję za wygraną, zrywam się na równe nogi i oślim pędem gnam do łazienki.

Jeszcze tam spróbuję nie wybuchnąć, jeszcze się powstrzymać. Siadam pośpiesznie na sedes i całą energię kinetyczną gniewu wystrzeliwuję w kibel.

Ulga!

Może przetrwam. Może...

Zjeść śniadanie i znaleźć w sobie moc na przetrwanie kolejnych świąt. Masło, chleb,

szyneczka...

Matka naelektryzowana wielkanocnymi wszechładunkami elektrycznymi przelatuje z kuchni do łazienki, po chwili wylatuje z nienaturalnie wykrzywioną twarzą i strzela:

- Ty jak się zesrasz, to godzinę do łazienki wejść nie można! To nie jest normalne, badania sobie porób!

Dostałem! Pod żebro! Krwawię, lewą dłonią przyciskam ranę, prawą unoszę kanapkę do ust i wtedy pada drugi strzał. śmiertelny!

- Gdzie szynkę żresz idioto w Wielką Sobotę! Boga w sercu już całkiem nie masz!

I wyrywa mi chleb z ręki, i rzuca na talerz, i sru to wszystko do lodówki, i trzask! Z hukiem, z furią, tymi drzwiami od lodówki, i sru drzwiami od kuchni, i tfu trzy razy za lewe ramię.

- Bezbożnik dardanelski! Taki sam jak jego ojciec, toczka w toczkę! Pieprzony filozof!

Padam zakrwawiony w okopy, wokół trupy mojego wojska, wroga armia otoczyła mnie dokładnie i szczelnie, wytacza najcięższe działa, pociski, napalm, a nade wszystko chemię. Broń chemiczną w najbardziej chemicznej postaci. Broń biologiczną, w najbardziej

biologicznej postaci. A z generalicji mojego mózgu płyną rozkazy:

- Wytrzymać!

- Nie pękać!

- Nie oddawać!

Przetrwać atak i nie strzelać! Nie strzelać, bo przyjdzie najgorsze, bo kara będzie straszniejsza po tysiąckroć, niźli te razy, niźli te bomby, które teraz rozrywają moją

wewnętrzną Ojczyznę. Mój Motherland i mój Fatherland w jednym zussamen do kupy

zbiorowisku wstrząśniętych, zbesztanych zbitków molekuł nazwanych człowiekiem.

Bo przyjdzie wyrzut matki, że się krzyknęło, że się nie wytrzymało, że się darło na nią w niebogłosy, że się tego niewyparzonego ryja nie powstrzymało i się na nią huknęło z całych sił. Jak trąby Jerycha się wydarło, a matka przecież nie mur, nie skała, a umęczona życiem kobieta i niewiadomo kiedy Pan Niebieski ją wezwie do siebie. A przecież jeszcze tyle do zrobienia, tyle do ugotowania, tyle do umycia i upieczenia i kto u czorta święta przygotuje jak matka trupem padnie w progu kuchni z tą ścierą w dłoni, z tym wszystkim, co to przecież ciągle jeszcze w połowie zrobione...

I czuć się człowiek będzie odpadem. I z kubła na śmieci widzieć będzie triumfalne

cierpienie matki.

I zostanie się na dzień cały z potwornym wyrzutem sumienia, i będzie się musiało widzieć skurczoną, zbitą postać matczyną, i będzie się pamiętać ojca co w pijackiej furii tłukł to udręczone ciało, i będzie czuć się potworem , bydklakiem i idiotą skończonym zarazem.

Bo gniew na bliźniego swego, w gniew na samego siebie obrócić się musi.

- Jajka byś pomalował – głos jakby zelżał, jakby coś spokojniejszego w nim zabrzmiało.

- Zaraz mamo, zjem coś tylko

- Zaraz! U Ciebie tylko zaraz! Wieczne zaraz! Jutro, zaraz, poczekaj! A do kościoła to

oczywiście nie pójdziesz? Za daleko.

Płonne nadzieje, chwilowy spokój, oko cyklonu i powrót bestii. I jakaś mała iskra, jakiś ułamek sekundy braku samokontroli, jakiś diabeł, jakaś poczwara sprawia, że pękam. A jak pękam, zatrzymać się już nie mogę:

- Chodzisz do tych szarlatanów, do tych księżulków swoich! Kasę tylko im płacisz, bo ich tylko kasa interesuje. A jak nie zapłacisz, won do piekła! Naiwna jesteś i tyle. Nie pójdę tam, bo nie mogę ich słuchać. W żywe oczy kłamią! Co mi tam będzie ględził o czystości jak sam do burdelu jeździ, albo skromności! Widziałaś jakimi samochodami oni jeżdżą?

Drę się. Krzyczę w niebogłosy. Wygłaszam swoje własne, wielkosobotnie kazanie z

ambony – kuchni wymachując czerwonym od ketchupu nożem. I tego było potrzeba.

Tego trzeba było piekłu i apokalipsie, która właśnie miała nadejść.

- Jezu Chrystusowy, co ten dzieciak bredzi? Ty się teraz kładź na ziemię i błagaj o

przebaczenie. W taki dzień, takie słowa?

- Mamo – już podświadomie próbuję odpędzić nawał wyrzutów sumienia – zrozum, ja

nie bluźnię na Boga, ja na tych księży zakłamanych bluzgam.

- Co ty mi tu skrzeczysz?

- Uważam, że Bóg nie potrzebuje takich kłamstw, że to ludzie wymyślili te wszystkie

ceregiele, a ja jak będę chciał się pomodlić, to pójdę do lasu i tam lepiej będzie mnie słyszał, niż w kościele.

- Milcz! Bo nie wiem co się zaraz stanie! - widzę jej wzrok, jej szał, jej gniew. Jej bezgłośny wyrzut pod tytułem: „Nie takiego cię chowałam” i milknę. - Może jeszcze powiesz, że Jezusa też ludzie wymyślili?

Wychodzę na podwórko, szukam ratunku w promieniach wiosennego słońca i ciszy sadu. Widzę jak matka wybiega skulona, śpiesznym krokiem w stronę kościoła. Nie patrzy na nic, nie rozgląda się, pędzi naprzód jak gradowa chmura. Dla mnie jest już za późno, nie wytrzymałem, pękłem i wściekłość narasta teraz we mnie.

Rzucam wzrokiem po podwórku w poszukiwaniu czegoś na czym mógłbym się wyładować.

Pod ścianą stoją dwa wielkie kosze pełne pustych butelek i słoików. Wszystko do wyrzucenia. Otwieram pośpiesznie samochód, tylną klapę i chwytam pierwszy z brzegu kosz.

Już jest w środku. Podbiegam do drugiego, szarpię i nic. Nie rusza się. Zbieram się mocniej, szarpię go po raz drugi i trzeci, i nagle wykrzywiam twarz w grymasie bólu. Przez plecy, przez ich środek przestrzeliwuje mnie niemal na wylot nieludzki ból, w oczach mi ciemnieje, robi mi się słabo, nogi uginają się jak z waty i padam na pierwszą, wiosenną trawę.

Leżę tak nie mogąc się ruszyć nie wiem nawet jak długo, patrzę w słońce i próbuję nie

stracić przytomności, ból jest piekielny, wszechobecny i wszechogarniający. Dopiero teraz zauważam wrośnięty w kosz korzeń, to on tak przytrzymał ten głupi kubeł i dlatego nie mogłem go podnieść.

I oto słyszę głos wyroczni, oto rozchodzi się dudnienie trąb niebieskich, a ogromne słońce na moich oczach zamienia się w twarz matki:

- Co tak leżysz? Co się stało?

- Nic – sączę boleśnie przez zęby.

Matka rozgląda się, widzi otwarty samochód, w samochodzie kubeł ze szkłem, drugi kubeł obok, przewrócony i w mig pojmuje co się stało.

- Dźwignąłeś się diable jeden! A widzisz? Widzisz? Było mówić, że Pana Jezusa nie ma? Było bluzgać tyle? To cię pokarało wreszcie!

Odwraca się i widzę jej drobne, skurczone plecy znikające w czeluści korytarza. Wróci. Wiem, że zaraz wróci, z garścią tabletek, z termometrem, z maściami, z plastrami rozgrzewającymi, z całą tą plejadą lekarstw i środków wszelkiej maści i pokroju trzymanych w lodówce na wszelki wypadek. Z głową pełną diagnoz i przypadków z życia, których zna tysiące. Przecież doskonale wie kto, kiedy i na co umarł. Ile było wylewów we wsi, ile zawałów, ile wypadków i ile ( O zgrozo! ) niewinnych zwichnięć kręgosłupa, które zakończyły się wózkiem inwalidzkim.

Wróci.

Lecz teraz muszę pozostać na piekielnie długie pięć minut sam, żebym sobie wszystko przemyślał, żebym w tej swojej durnej głowie dostrzegł wreszcie, że ona zawsze, ale to zawsze ma rację!



Awatar użytkownika
SkySlayer
Łowca Baboli
Posty: 786
Rejestracja: sob 15 gru 2007, 17:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Głogów
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: SkySlayer » pn 24 lis 2008, 12:34

Ok... przywitałeś się...

ale gatunku już nie podałeś. Z racji połowicznie poprawnego podejścia do regulaminu już nie będę blokował tego tematu, ale szybko podrzuć mi gatunek na PW, bo inaczej idę po siekierę! :twisted:



Awatar użytkownika
Hanna Dikta
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 08:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Hanna Dikta » pn 24 lis 2008, 20:48

Marcepanie, jak zaczęłam, tak nie mogłam skończyć. Naprawdę świetnie napisane! (Msz oczywiście) I nie powiem, humor mi poprawiłeś tym tekstem. Pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » pn 24 lis 2008, 21:53

O! Dziękuję :)


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
EarthIntruder
Pisarz domowy
Posty: 102
Rejestracja: pn 30 cze 2008, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: EarthIntruder » pn 24 lis 2008, 23:58

Nie da się


zussamen do kupy




O! Czy się nie mylę, czy Pan jak ja z Wielkopolski? :)



Ciekawe to i z życia wzięte. Sama to przerabiam co roku w święta, bo jako agnostyk w katolickiej rodzinie mam życie ciężkie.

Takie to wszystko naturalistyczne, dynamiczne, ładnie całkiem skomponowane. Bardzo ciekawy i nawet niemęczący jest ten szyk przestawny w niektórych zdaniach - daje smaczek.

Niezbyt mam się do czego przyczepić właściwie.

Nie jest to najwspanialsze opowiadanie jakie w życiu czytałam, ale miło było te parę minut przed północą spędzić na jego lekturze.

Pozdrawiam:)


Obrazek

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » wt 25 lis 2008, 18:16

Nie, ja z Dolnego śląska. ale i tu podobnych praktyk nie brakuje :)



Cieszę się, że mogłem umilić czas przed snem.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 20 gru 2008, 12:18

że spał będę do południa, że w głębokim poważaniu cały świat miał będę i odcięty tak od całości niczym okruch od wiejskiego bochna chleba, leżał będę w kącie chlebaka. Bezpieczny jakiś czas, bo bochen jedzony będzie bez zagrożenia dla mnie


Powtórzenia aż biją po oczach.



rzęziste


Rzęsiste.



( O zgrozo! )


Właśnie, o zgrozo. Czemu takie odstępy?



Wiem, że zaraz wróci, z garścią tabletek, z termometrem, z maściami, z plastrami rozgrzewającymi, z całą tą plejadą lekarstw i środków wszelkiej maści i pokroju trzymanych w lodówce na wszelki wypadek


Co tutaj robi to "i pokroju"? Zupełnie nie pasuje, chyba, że ucięło tekst i po tym miało coś jeszcze być.



Co mi tam będzie ględził o czystości jak sam do burdelu jeździ, albo skromności!


Co ja ci będę mówił. Dziwnie się czyta twoje zdania. Jakby wiele myśli starało się wyjść z głowy w jednej chwili. Jak się przeczyta pierwszy raz nie wiadomo o co chodzi, za drugim coś świta, za trzecim wie się jak można je zmienić, za czwartym przychodzi akceptacja. Ja skończyłem na trzecim razie.



Hmm, w miarę czytania co raz więcej słów ciśnie się na usta. Jednak postanowiłem się skupiać się na wszystkim co chciałbym powiedzieć, streszczę to w kilku słowach.

Ok, zacznijmy inaczej.



Słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele.

Jak dla mnie było to coś w stylu absurdu. łatwo napisać, trudniej upchnąć w to jakąś ważną myśl, a przynajmniej na końcu postawić maszt z flagą w postaci puenty.

Język pozostawia wiele do życzenia, ;podobnie jak budowa zdań i sposób prowadzenia narracji.

Sporo pracy przed tobą. Sporo ćwiczeń, pisania i czytania.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
GreyMoon
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pt 29 lut 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Leżajsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: GreyMoon » ndz 21 gru 2008, 23:34

Do połowy jest ok. Później zahacza o Kościół i leci na łeb na szyję. O ile zaczyna się emocjami gotującymi się pod skórą (co uwydatniają te dziwne zdania - Web, mam nadzieję że Autor wiedział, co robi), to później wpadasz w to katolickie bagno i tyle widać przyjemność z czytania. Interpunkcja chowa się po krzakach, gdzieniegdzie dezerterują literki, powtórzenia się powtarzają, ale jest za późno żebym tego tałatajstwa szukał.



Zusammen do kupy jest zamocne.



A szyk przestawny nie jest przypadkiem nawiązaniem do pewnej lektury ogólnoświatowej? Takie wrażenie mnie nawiedza po zerknięciu na tytuł...



Ok, nie było źle. Następnym razem pozbieraj do kupy przecinki i jakoś zgrabniej zakończ, może się uśmiechnę.


(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Mickey
Szkolny pisarzyna
Posty: 37
Rejestracja: sob 20 gru 2008, 14:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

@Marcepan

Postautor: Mickey » pn 22 gru 2008, 00:46

Można szczerze? Język całkiem niezły, poczatek mimo wątpliwości jeszcze mnie nie zniechęcał, ale jak doszedłem mniej więcej do środka... Ten tekst Twojego bohatera o złych księżach, którzy tak fatalnie służą Bogu osłabił mnie. Tym bardziej byłem zawiedziony, że fragment "Michała" wyglądał mi całkiem nieźle.



Niestety całość nie rozbawiła mnie. Szukanie nowego stylu mnie interesuje w Twoich próbach - chociaż ten mnie miejscami irytował - ale temat działał na mnie zniechęcająco. Ten tekst niestety przypomina mi wynurzenia skrajnych lewaków, którzy dzwonią do idiotycznych programów w Superstacji, albo TVN24, aby wyżalić się na bogactwo księży, których jak znam ich kilkudziesięciu to żaden za cholerę nie jest bogaty, a ledwie jeden ma samochód.



Mam nadzieję, że bez urazy? Może tak krytyczna ocena przemawia przeze mnie z powodu mojego katolicyzmu, może się nie znam, bo widzę, że niektórym pasowało.



pozdrawiam


Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy (Cyceron)

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » wt 13 sty 2009, 17:21

Spoko, bez urazy :)

Po to pokazuję króciutkie teksty, by poznać opinię innych. Ten tekst jest znacznie starszy od "Michała" i stąd różnice, które zauważył Mickey. Nie temat był tu najważniejszy, ale próbyszukania stylu, łączenia zdań, wymyśenia historii. Szlifowanie, próbowanie itd. Nie chciałem pisać o katolikach, czy księżach, a wymyśliłem poprostu krótką historyjkę i sfrustrowanego bohatera o takich właśnie poglądach. Chciałem poprzez to nakreślić jego konflikt z matką, a przecież musiał się skądś wziąć.



Uwagi krytyczne są zawsze jak najbardziej potrzebne, znacznie więcej wnoszą w moje życie, niż pochwały.

Pochwały usypiają czujność :)



WEBER - powtórzenia miały na celu podkreślenie frustracji bohatera, jego świata i tchórzostwa, bo brak mu odwagi, by ten świat porzucić. I złość na otoczenie wzrasta z nim z dnia na dzień.



Dzięki za wizytę.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości