Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Annihilator

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Marazes
Szkolny pisarzyna
Posty: 34
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 23:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Annihilator

Postautor: Marazes » czw 06 lip 2006, 13:01

Zamieszczam tu tekst na podstawie pewnej gry mmorpg... mozliwe iz niedlugo ukaze sie koncowy fragment.



Szykowałem się do tego momentu latami, można by nawet powiedzieć, iż całe życie upłynęło mi w oczekiwaniu na datę, którą przepowiedziała mi wyrocznia. Ten pożądany dzień, który jest dla mnie jak upragniony prezent pod choinkę dla małego chłopca, w końcu nastał.



18 czerwca 4023 rok.

Znajdowałem się w oświetlonym przez ogniste kule w kubłach korytarzu. Byliśmy głęboko pod ziemią, więc panował tu miły chłód i orzeźwienie. Jednak kilkadziesiąt metrów dalej, w miejscu naszej akcji, dominował ogień i zaduch.

Było nas czworo. Ja – skromny, podróżujący sługa natury, z brodą tak perliście białą i długą, że nie jeden wścibski krasnolud byłby w stanie mi jej pozazdrościć. Ekscentryczny rycerz imieniem Dyrmegran, zielonooka elfka z równie zielonymi włosami; czasem śmialiśmy się z niej, twierdząc, iż ma glony na głowie. Ostatnim śmiałkiem był wysoki, w blond włosach człowiek. Niezbyt lubiany w wiosce i okolicznych tawernach z powodu nadmiernej pewności siebie. Odznaczał się też inną, złą cechą charakteru, a mianowicie chciwością.

Wracając do korytarza…

Towarzyszyła nam również grupka przyjaciół, niestety rodziny nie mogły nam towarzyszyć ze względu na niebezpieczeństwo. Tak, więc staliśmy tuż przed drzwiami (tam gdzie korytarz nieco się rozszerzał). Nie były to zwykłe drzwi, te posiadały złote zawiasy i klamkę oraz… potężną moc! Gdy chwytałeś za gałkę w drzwiach przechodziła przez ciebie niezwykła fala, wprost nie do opisania. Magia sprawdza czy jesteś właściwym człowiekiem z właściwą datą. Po przekroczeniu „złotych” drzwi (co ciekawe, zamykały się same!) znajdowałem się w strasznie ciasnym tunelu. Otworzyłem kolejne drzwi, spokojnie przezeń przeszedłem i znalazłem się w pomieszczeniu jeszcze bardziej jaśniejszym niż korytarz. Izba miała kształt prostokąta. Tuż przy ścianach paliły się Wieczne Ognie. Najciekawsze w nich jest to, że nie dają ciepła ani nie brudzą ścian, ale parzą jak zwyczajny płomień. Zafascynowany tym zjawiskiem dopiero po chwili ujrzałem cztery zapadnie, ustawione jedna za drugą. Tuż przed nimi znajdowała się dźwignia, która w jakiś sposób uruchamiała portal przenoszący nas TAM.

Moi towarzysze badali wzrokiem ceglane pomieszczenie. Z korytarza dobiegały nas jeszcze gorączkowe dyskusje o powodzeniu naszej wyprawy.

- Widzę że wszyscy są.- oznajmił Dyrmegran rozglądając się po nas.

Jego głos był donośny i ciężki. To właśnie rycerz zajmował miejsce na pierwszej zapadni. Miał naprawdę trudne zadanie, musiał powstrzymać ciosy Ognistego Bożka tak długo aż ja wraz z resztą drużyny unicestwimy te potwory. Ustawiłem się tuż za Dyrmegranem, a elfka przed blondynem.

Ach… kiepski ze mnie powieściopisarz, nie wspomniałem nawet jak na imię miał owy blondyn oraz elfka. Wybacz…

Mężczyzna zwał się Emelot zaś zielonooka postać Catala.

Wszyscy milczeli ale bez słów także dało wyczuć się ogromne napięcie i podniecenie. Tak jak towarzysze za mną, wymówiłem kilka magicznych formuł mających za zadanie chronić mnie przed śmiertelnymi ciosami. Dyrmegran odwrócił się do mnie. W ręku trzymał jakiś dziwny amulet z różowym klejnotem.

- Masz, przynosi mi szczęście. Miejmy nadzieje że tobie też, gdy będziesz nas uzdrawiał.

Założył mi go przez głowę i spojrzał jakby z utęsknieniem na medalion. Gdy rycerz odwracał się zauważyłem błyszczącą, złotą zbroję. Poklepałem go po ramieniu.

- Tak?- usłyszałem jego głos, wydawał się być znudzony.

- Złoto? Nie jest to najlepszy kruszec na zbroję, przecież złoto jest miękkie.

- Tak, wiem…- zaczął Dyrmegran jednak zdążyłem jeszcze coś wtrącić:

- Nie powiesz mi chyba że to twój kolejny szczęśliwy talizman?

- Nie, nie. Po prostu mam do niej sentyment.

- Wierzysz w nią nawet za cenę życia?- spytałem dziwnym tonem którego sam nie mogę sprecyzować. Być może zabrzmiało to trochę melancholijnie.

Niestety, nie usłyszałem odpowiedzi ponieważ Catala poklepała mnie po ramieniu i ponagliła nas obu.

- Wszyscy gotowi?- spytał Dyrmegran.

Każdy członek drużyny zameldował się. Czułem że jestem naprawdę silny i gotowy by leczyć mych towarzyszy i zadawać ciosy z potężnych run wprost w bestie.

Rycerz pociągnął energicznie za dźwignię…





Fragment pamiętnika znalezionego w starej szafce…




Awatar użytkownika
IMQ
Pisarz domowy
Posty: 83
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: IMQ » czw 06 lip 2006, 13:21

Hmmm...Drzwi w moim bloku też się same zamykają.... Muszę dziś się im dokładniej przyjrzeć.

Drzwi posiadające moc? Ghmmm...źle mi to brzmi. Zaczarowane - ok, ale posiadające moc? Pozatym ogólnie tekst taki jakiś.... ni to dobry, no to do końca tragiczny.... Za dwadzieścia minut z pewnością nie będę go już pamiętać bo jest zbyt nijaki oraz dlatego, że NIE CHCę go pamiętać.

I jeszcze ta elfka z włosami niczym glony.... Grrr, to stwierdzenie będzie mnie o dreszcze przyprawiać jeszcze przez dłuuugi czas.

To make long story short - postaraj się na przyszłość lepiej. Mi się totalnie nie podobało.


Obrazek



"Do pewnych spraw dobrze jest mieć dystans. Najlepiej długi"

Awatar użytkownika
elster_swgp
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: pn 10 lip 2006, 13:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: elster_swgp » pn 10 lip 2006, 22:02

Sporo błedów interpunkcyjnych, będę je wytykać, bo uwazam, ze to bardzo ważne.



Tak, więc staliśmy tuż przed drzwiami




Przecinek jest niepotrzebny, pewnie Word ci źle poprawił.



Gdy chwytałeś za gałkę w drzwiach przechodziła przez ciebie niezwykła fala




Przecinek przed 'przechodziła', oddziela zdania składowe.



Magia sprawdza czy jesteś właściwym człowiekiem z właściwą datą




Przecinek przed 'czy', również zdania składowe.



Po przekroczeniu „złotych” drzwi (...) znajdowałem się w strasznie ciasnym tunelu. Otworzyłem kolejne drzwi




Po pierwsze zamiast 'znajdowałem się' bardziej pasuje 'znalazłem się',

po drugie powtarzasz słowo 'drzwi'. Jedne mozesz zamienic np. na 'wrota'.



znalazłem się w pomieszczeniu jeszcze bardziej jaśniejszym




Bardziej jasne albo jaśniejsze, zdecyduj się.



Izba miała kształt prostokąta




Nie lepiej 'Izba była prostokątna'?



- Widzę że wszyscy są.- oznajmił Dyrmegran rozglądając się po nas.




Bez kropki po 'są'. i spacja przed myślnikiem. No i czy można sie po kimś rozglądać? Jakoś to zdanie niezręczne. Może 'oznajmił (...) patrząc na nas'?



Jego głos był donośny i ciężki




Głos nie może być ciężki.



musiał powstrzymać ciosy Ognistego Bożka tak długo aż ja (...) unicestwimy te potwory.




Przecinek przed 'aż'.



Mężczyzna zwał się Emelot zaś zielonooka postać Catala.




Przecinek przed 'zaś', no i nie pasuje tutaj słowo 'postać'. Może poprostu wyrzucic to słowo?



Wszyscy milczeli ale bez słów także dało wyczuć się ogromne napięcie i podniecenie




Przecinek przed 'ale'.



Miejmy nadzieje że tobie też

nie usłyszałem odpowiedzi ponieważ Catala poklepała mnie po ramieniu

Czułem że jestem naprawdę silny




Przecinki przed 'że' i 'ponieważ'! Podstawowy błąd interpunkcyjny!



Ostatnim śmiałkiem był wysoki, w blond włosach człowiek




Zmień na 'Ostatnim śmiałkiem był wysoki blondyn'. Nie wiem, po co tak namieszałeś.



Ogólnie tekst jakis taki nijaki, że sie tak wyrażę. Na pierwszy rzut oka zero akcji, co jest bardzo dziwne, zwazając na różnorodność wystepujących postaci. I jakoś ten fragment wydaje się wyrwany z kontekstu, napisz coś na poczatku, kilka słow wyjaśnienia, i jakiś ciąg dalszy, żeby było co oceniać pod względem treści.


Wierzyłem, że miłość wzniesie mnie ponad ka, tak jak skrzydła wznosza ptaka ponad wszystko, co może go zabić i zjeść.

S. King

Awatar użytkownika
Marazes
Szkolny pisarzyna
Posty: 34
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 23:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Marazes » wt 11 lip 2006, 00:22

Przepraszam, najwyrazniej nie wspomnialem na tym forum ze cierpie na braki w przecinkach ale staram sie je zwalaczac ;d



Tego nie da się opisać słowami. Poza tym nie wiele z tego pamiętam, zupełnie jakbym… nieważne. Nastąpił przeraźliwy huk, jakby zawycie kilku smoków naraz. Dzwoniło mi w uszach, nie było czasu na podziwianie „krajobrazu”. Skupiłem się więc na wykorzystaniu mocy zawartych w runach. Coś zawyło, a raczej zagrzmiało po mojej lewej ręce. Wykonałem bezwarunkowy ruch w ową stronę. Nie mam pojęcia jak od razu mogłem nie zauważyć czegoś tak wielkiego. Patrzałem na wielkiego, krwiście czerwonego potwora (wyglądało to tak jakby nie miał skóry tylko same mięśnie). Ucieleśnienie wszelakiego zła – Ognisty Bóg. Spojrzałem w jego ślepia jednak od razu odwróciłem wzrok. Jego oczy jarzyły się zielonym światłem, to tak jakbyś patrzał wprost w słońce. Całe szczęście dzieliły nas od tych potworów kanały lawy. Ostatecznie skupiłem się na walce. Emelot zajęczał przeraźliwie. Trzymając palce na skroniach wyzwoliłem uzdrawiającą moc z magicznego kamienia która powędrowała w postaci błękitnego pyłu wprost do Emelota. Lecząc co chwilę któregoś z towarzyszy i raniąc potwory poczułem piekący ból. Stałem w ogniu. Stłumiłem okrzyki na krótką chwilę. Do dziś zostały mi blizny na nogach i stopach. Blondyn wypuścił strzałę z łuku na szczęście przeleciała nad moją głową. Ugodziła bestię w twarz, tak mi się przynajmniej zdawało. W tym samym czasie Dyrmegran wbił miecz w okolice ud potwora, a ja wraz z Catalą zaatakowaliśmy magią. Demon zawył niczym stado słoni. Niestety trzymał się jeszcze na nogach i z wściekłością przypuścił atak na Dyrmegrana. Modliłem się w duchu żeby zbroja wytrzymała. Jeden z potworów za granicą lawy poparzył nas boleśnie. Elfka nie wytrzymała i aż podskoczyła krzycząc:

- Exevo gran mas vis!

Wyzwoliła potężną energię raniącą potwory które umilkły szydząc z nas ówcześnie. Catala musiała kucnąć z wyczerpania. Ale trwało to krótki zważywszy na okoliczności i to że była naprawdę silna.

Pierwszy z Ognistych Bożków pokonany, na jego miejsce nadszedł kolejny, ostatni na szczęście strażnik. Bez żadnego szacunku (o ile tak krwawe bestie wiedzą co to jest) zbezcześcił ciało poprzednika.

Blondyn z minuty na minutę słabł Praktycznie nie brał udziału w walce. Niestety, mimo mojej pomocy, osunął się na kolana i doszczętnie spłonął. Nie zapomnę jego krzyku…

Mimo osłabienia i towarzyszącego nam swądu zwęglonej skóry szło nam coraz lepiej. Potwór ledwo trzymał się na nogach, do czasu… Wykorzystał to czego najbardziej się obawialiśmy. Użył czaru składającego się z dziwnej, niezbadanej dotąd energii. Złota zbroja Dyrmegrana pękła na drobne kawałki topiąc się w lawie. Moją głowę przeszył ostry, lecz krótki ból. Najlepiej ten atak zniosła Catala. Czary działają zupełnie inaczej na elfy niż na inne stworzenia. Demony chóralnym śmiechem próbowały podniszczyć nas psychicznie. W tej jednak chwili Dyrmegran desperacko rzucił swój miecz wprost w głowę bestii. Ta, chwiejąc się, upadła.

- Zwycięstwo! – krzyknęliśmy razem.

Elfka i ja przebiegliśmy szybko po ciele Demona, jego skóra była bardzo twarda, trzeba wielkiej siły by wbić w nią ostrze miecza. Gdy znalazłem się już za drzwiami w bezpiecznym pomieszczeniu, rycerz siłował się jeszcze z mieczem. Próbował go wyjąć z całych sił. Mógł liczyć tylko na wytrzymałość swego organizmu. Ja, zobaczywszy to, skupiłem się całą swą moc i błękitny pył powędrował do Dyrmegrana dodając mu sił. Wiem tylko iż wyciągnął miecz i rzucił się pędem do nas zatrzasnąwszy drzwi. Padłem na kolana i straciłem przytomność.

- Hej, Marazes, Marazes! – te słowa wypowiedziane przez elfkę rozpływającym się głosem usłyszałem tuż po przebudzeniu.

Wydawało mi się że spałem kilka dobrych godzin, a tak naprawdę moja „drzemka” nie trwała dłużej niż pięć minut. Miękkie, jedwabiste dłonie Catali badały moje czoło. Oparłem się rękoma o zimną posadzkę.

- Dziękuje ci Marazesie! – oznajmił uprzejmie rycerz. – moje siły słabły ale gdyby nie ty...

- Spokój, spokój. – odparłem – To nic takiego. – rzekłem z uśmiechem wstając i otrzepując się z kurzu.

- Tak się cieszę że nam się udało! – powiedziała podekscytowana Catala.

- Tak, szkoda tylko Emelota. Na zawsze pozostanie w naszych sercach pomimo złych zwyczajów. Siły natury zaopiekują się nim dobrze w domu Stwórcy. – powiedziałem zamykając oczy i oddając cześć zmarłemu.

Dyrmegran i Catala powtórzyli tą czynność za mną.

Teraz przyszedł czas na zasłużone nagrody…

Stanęliśmy obok siebie rozpromienieni spoglądając na cztery kamienne podstawy na których spoczywały nagrody. Nad nimi widniały małe, złote plakietki z nazwą przedmiotu. Przed podstawami stały skrzynie z których można było wyjąć trofea. To wszystko przedzielone było od siebie kamiennymi stołami z małymi świętymi Ogniami.

Mniej więcej po środku tego wszystkiego widniała tabliczka na której można było przeczytać:



„Raz tu wszedłeś,

Raz też wyjdziesz

I już więcej nie powrócisz.

Wybierz teraz swą nagrodę,

Lecz uważaj!

Tuż za rogiem czai się zagadka…”



Podszedłem do pierwszej nagrody i przeczytałem:

„Pancerz ze skóry Ognistego Boga.”

„Jego skóra jest naprawdę mocna” – pomyślałem – „ale to nie dla mnie.”

Napisy na kolejnych tabliczkach brzmiały:

„Jednoręczny oręż, Miecz Walecznych.”

Spojrzałem na piękny, długi miecz ze złotą rękojeścią i dziwnym święcącym kryształem.

„Pradawny topór przecinający najtwardszą skałę.”

Ta broń urzekła mnie najbardziej, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Srogo wyglądające, podwójne ostrze topora budziło respekt. Podświadomie sięgałem już do skrzyni jednak w porę się opamiętałem. Została jeszcze jedna, ostatnia nagroda. Dostojnym krokiem podszedłem do niej. Była dość nietypowa.

„Niespodzianka.” – głosiła złota plakietka.

„Czy to o niej była mowa w tekście?” – spytałem sam siebie.

Patrzałem na małe, fioletowe pudełeczko obwiązane tasiemką i uwieńczone kokardą.

„Urodzinowy prezent.” – nasunęła mi się myśl.

Wahałem się dłuższą chwilę nad toporem a pudełeczkiem. Co mogło kryć? Rzekomą zagadkę, niespodziankę, rozczarowanie? Podświadomość i serce kierowało mój wybór ku niespodziance. Tak też zrobiłem… Sięgnąłem do skrzyni z której wydobyło się niebieskie oślepiające światło. I już po chwili ściskałem w ręku delikatne pudełeczko.

- No, dalej, otwieraj! – zachęcał mnie Dyrmegran.

- Nie wiem czy chcę. – odparłem ostrożnie dobierając słowa.

- A wy, co wybraliście? – spytałem wymijająco.

Rycerz trzymał w rękach Miecz Walecznych tak samo jak elfka.

- Piękne… - powiedziałem, wpatrując się w miecze.

- Więc wracamy? – spytała Catala.

- Tak, już czas. – powiedzieliśmy wraz z Dyrmegranem.

Ostatni rzut oka na izbę i wkroczyliśmy w portal, przeniósł nas z powrotem na korytarz. Powitało nas wesołe i głośne:

- Hip, hip – hura! Hip, hip – hura! Hip, hip – hura, hura, hura!





P.S. Od tamtej chwili nie odważyłem się jeszcze otworzyć niespodzianki…





Fragment pamiętnika znalezionego w starej szafce…





KONIEC




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości