Senator [obyczaj/fantastyka]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Melchior
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: ndz 27 sty 2008, 13:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Senator [obyczaj/fantastyka]

Postautor: Melchior » śr 05 lis 2008, 14:13

Senator



 Czy nienawiść jest trucizną serca?

 Ogrodnik, o skórze jak skamieniała kora, pochylał się nad grządką z marchewkami.

 Pierwszy strzał był zaskoczeniem. Dla strzelca, oczywiście. Nigdy jeszcze nie strzelał, choć pochodził z niebezpiecznej dzielnicy. Jednak by opowiedzieć tę historię właściwie, musimy wrócić do ogrodnika, w którego głowie wyświetlało się całe jego życie. Właśnie w tym filmie kryła się odpowiedź, co połączyło dziesięcioletnie dziecko i miłego dziadka, zwanego przez siebie samego ojcem narodu, a przez innych słowami których nie wypada tutaj powtarzać.

 Urodził się w czasach, gdy dzieciom zamiast butelki z mlekiem, wciskano szmatę nasączoną wodą z cukrem. On, jako syn znanego prawnika i matki nauczycielki, nigdy nie zaznał podobnego niedostatku.

 Młode lata spędził na terroryzowaniu nauczycielek. W wieku lat trzech zabił muchę i ją zjadł, co oczywiście o niczym nie przesądza, choć w niektórych tekstach, ten owad uważany jest za wcielenie Belzebuba. Mając lat naście, parę koleżanek za sobą, wielką karierę przed sobą, dowiedział się, z głową obolałą od kaca, że jego ojciec umarł.

 Porzucił próżniackie towarzystwo, zaniechał imprez, twarz jego przybrała wyraz zacięty, oczy zyskały nowy, zimny blask. Wstąpił do partii, do której należał jego ojciec. Kolejne intrygi, bunty, które przeciw niemu wybuchały, rozbijały się o niego, jak fale o nadmorskie skały. Rósł w siłę. Obietnice które inni składali wyborcą były bez znaczenia – on, jako szara eminencja, niezależnie od rządów, zawsze zasiadał na honorowym miejscu.

 Pewien święty mąż tak o nim powiedział: „Kwiaty gniją pod jego stopami, a jego usta są matką tak licznych kłamstw, że aż dziw, że nie rozpoczęły własnego życia”.

 Jednak to nie była prawdziwa przyczyna nienawiści chłopca, który do niego strzelił. Pewna noc, gdy księżyc był w pełni, a miasto rozbrzmiewało wrzaskami uradowanych kibiców, była przyczyną. Jadąc samochodem, z dziwką u boku, naszło go dziwne pragnienie – zachciało mu się poznać przyszłość. Spytał się więc kierowcy o najlepszą wróżkę w mieście.

 Mieszkała w dzielnicy, gdzie goście tacy jak on pojawiali się wyłącznie w telewizorze. Senatorowi się tutaj nie podobało, obejrzał się na swoich trzech ochroniarzy. Wysocy jak góry, tak samo milczący i groźni, widzieli wiele rzeczy w wykonaniu szefa, za które inni już dawno by poszli wisieć. Nigdy go nie zdradzili, ale wciąż nie miał do nich pełnego zaufania.

 Obszczekał ich pies, a na progu domu wróżki znaleźli bezgłowego koguta. Zignorowali te znaki i weszli do środka. Dziwka się śmiała, a senator się uśmiechał.

 Wróżka, stara i bezzębna, miała tylko jedną przepowiednię dla senatora:

- Zginiesz z ręki syna, który nie będzie twoim synem.

 Wróżba mu się nie spodobała. Wyciągnął pistolet i przystawił go do głowy staruchy.

- Jeszcze raz.

 Przetasowała karty, lecz powiedziała to samo. 

- No tak.

 Pociągnął za spust. Starucha upadła na stół, a dziwka na podłogę. Ta pierwsza była martwa, a ta druga jedynie nieprzytomna.

- Zabierzcie je i posprzątajcie tutaj.

 Ochroniarze nic nie powiedzieli.

 Następnego dnia zaczęła go prześladować przepowiednia. Próbował o niej zapomnieć, zatopić w alkoholu, zakryć dymem z niezliczonych papierosów, zagłuszyć muzyką, poskromić dłońmi dziwek. Lecz wszystko na nic, wciąż ją pamiętał.

 Podupadł na zdrowiu, zestarzał się w parę tygodni niczym w dziesięć lat. Partyjni towarzysze zaczęli się od niego odwracać. Szeptali i spiskowali przeciw niemu. W końcu, po pierwszym zamachu na swoje życie, postanowił się wycofać. Przeniósł się do jednej z podmiejskich dzielnic, gdzie mieszkali sławni i bogaci. Trzech wiernych ochroniarzy towarzyszyło mu na każdym kroku.

 Najgorsza wiadomość miała jednak dopiero nadejść.

 Pewnego upalnego dnia, przyszło do niego siedem listów od siedmiu kobiet. Każda spodziewała się dziecka. Każda groziła wywołaniem skandalu. Każda była do niedawna jedną z jego licznych kochanek.

 Dostał szału. Zniszczył piękny, starożytny wazon, zbił średniowieczne lustro i zabił dwóch służących. Następnego dnia użył wszystkich swoich wpływów, by ostatecznie pozbyć się zagrożenia. Wiedział że po czymś takim będzie skończony, lecz to zrobił.

 Wszystkie listy pochodziły z jednej dzielnicy. Oddziały szturmowe zaczęły jej oczyszczanie trzeciego dnia, pod pretekstem likwidacji groźnego gangu.

Lecz jedna z kobiet wyjechała dzień przed rozpoczęciem masakry. Zabójcy szybko poprawili tą pomyłkę, ale nie zabili dziecka, kryjącego się pod łóżkiem. Zrobili to przez nieuwagę, czy też świadomie? Było to bez znaczenia.

 łuski spadały na ulice jak deszcz, a krew mieszkańców wypełniła studzienki. Trzeciego dnia masakry puścili gaz, tak żeby nikt nie przeżył. 

 Kiedy rzecz wyszła na jaw, rozpętało się piekło. Wszyscy stojący dotąd w świetle jupiterów zostali strąceni ze swych stołków. Rząd odszedł niemal w całości i po raz pierwszy od wielu lat w telewizji pojawiły się nowe twarze.

 Senator został pozbawiony wszystkiego – kobiet, władzy, pieniędzy, swoich trzech ochroniarzy, została mu tylko rodzinna hacjenda, z niewielkim ogródkiem, i strach.

 Takie było jego życie, aż do tego dnia.

 Jego zabójca, patrzył jak umiera. Senator wyciągnął ku niemu prawą rękę.

- Przeklęty... gnojek...

 Ręka opadła mu bezwładnie. Sięgnął po pistolet, który zawsze nosił przy sobie. Powoli, bardzo powoli, wycelował w chłopca. Ten patrzył na niego zachłannym wzrokiem, nieświadomy zagrożenia.

Senator nacisnął spust.

 Ciało upadło obok niego.

- Gnojek...

 Słońce świeciło jasno tamtego dnia i zaszło nim wydał ostatnie tchnienie.



Awatar użytkownika
Madison
Pisarz domowy
Posty: 174
Rejestracja: śr 22 paź 2008, 17:36
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Madison » śr 05 lis 2008, 21:17

Ech, po pierwsze: błędy. Nie będę ich tu wypisywać, niech się Weryfikatorzy pomęczą. ;)



Tekst jest chaotyczny, ciężko mi się to czytało. Początku nie zrozumiałam, chociaż może to wina zmęczenia. Zdania (niektóre) budujesz niepoprawnie, te złożone są, no, zbyt złożone, np. „Kwiaty gniją pod jego stopami, a jego usta są matką tak licznych kłamstw, że aż dziw, że nie rozpoczęły własnego życia”.

Co do fabuły: średnio interesująca. Przepowiednia chyba miała wyjść mistycznie, dla mnie jednak brzmi nieprzekonująco.

Mimo wszystko, nie było tak źle. Dotrwałam do końca, nawet w którymś momencie poczułam słabą iskierkę zainteresowania. Dla mnie to jednak za mało. Wierzę, że następnym razem będzie lepiej.

Pozdrawiam!


"Asymilacja i dysymilacja. CO2, H2O,
i światło, światło, światło,
przemiana materii w materię, wzrost i dojrzewanie
w płaskim dysku falującej Galaktyki."

Julia Fiedorczuk "Ramię Oriona"

Awatar użytkownika
Melchior
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: ndz 27 sty 2008, 13:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Melchior » ndz 09 lis 2008, 12:38

Szkoda, naprawdę szkoda, że tak mało komentarzy. Chętnie poznałbym wasze opinię o tym tekście.



Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » ndz 09 lis 2008, 13:35

Pierwszy strzał był zaskoczeniem. Dla strzelca, oczywiście.


W tym momencie "oczywiście" jest bardzo problematyczne.



Wstąpił do partii, do której należał jego ojciec. Kolejne intrygi, bunty, które przeciw niemu wybuchały, rozbijały się o niego, jak fale o nadmorskie skały. Rósł w siłę. Obietnice które inni składali wyborcą były bez znaczenia – on, jako szara eminencja, niezależnie od rządów, zawsze zasiadał na honorowym miejscu.




Jadąc samochodem, z dziwką u boku, naszło go dziwne pragnienie – zachciało mu się poznać przyszłość.


Gdy jechał samochodem...



Wysocy jak góry, tak samo milczący i groźni, widzieli wiele rzeczy w wykonaniu szefa, za które inni już dawno by poszli wisieć.


Brzmi dziwacznie. Lepiej: "by wisieli".



Trochę problemów z interpunkcją i sporo z budową ładnych zdań. Trudno sprecyzować, dlaczego zdania wydają mi się brzydkie - kwestia szyku, odcieni znaczeniowych użytych słów, jasności przekazu - to po prostu wrażenie po lekturze. Gdyby to był mój tekst, to bym go odłożył na kilka tygodni i zredagował ponownie, zwracając uwagę na płynność.



Sama historia niespecjalnie wciągająca. Owa wróżba mogła stać się punktem ciężkości, ale dalej wszystko potoczyło się przewidywalnie i zakończenie nie skłoniło mnie nawet do uniesienia brwi.

Cóż, bywa, nie ma tragedii. Myślę, że powinieneś zwrócić uwagę na unikanie wydeptanych ścieżek, szukać niebanalnych rozwiązań. Każdy pomysł można rozwinąć na tysiąc czterysta dwadzieścia trzy sposoby, więc warto poszukać tych najfrapującniejszych - że tak powiem. Kropka.



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » ndz 09 lis 2008, 18:10

Przeczytałem to opowiadanie rano. Dałem sobie sporo czasu żeby przemyśleć co mi się w nim podobało, a co nie.

Powiem zaraz na początku, że w moich oczach było ono bezpłciowe. Takie nijakie. Bardziej zajmujące od niego byłoby uderzenie się młotkiem w palec. Odczułbym więcej emocji.



Za szybko przebiegłeś przez historię. Nie pozwoliłeś mi jako czytelnikowi zainteresować się bohaterem, jego losami. Nie zdążyłem go polubić czy choćby znienawidzić, o zabójcy nawet nie wspominając.

Z początku wkurzyłem się, że piszesz o ogrodniku, a nagle zaczynasz mi opisywać życie jakiegoś senatora. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że może to być jedna i ta sama osoba. Akcja czyszczenia ulicy z gangów, a raczej kochanek senatora mnie nieco... wywołała na mojej twarzy uśmiech. Takie, hmm... hollywoodzkie rozwiązanie. No i mały szczegół, wszyscy zaczęli się od niego odwracać, więc musiał użyć jakiegoś szantażu czy czegoś podobnego żeby przeprowadzono taką akcję. Jego wpływy musiały mocno ucierpieć przez ten fakt, bo przyjaciół nie miał, "wspólnicy" go opuścili. Ciężka sprawa, przynajmniej odrobinę jak dla mnie. I to mordowanie na prawo i lewo. W dodatku wróżki, która skoro przepowiedziała dobrze jego przyszłość, równie dobrze mogła sobie ja przepowiedzieć. Takie dla mnie trochę naciągane.



To "oczywiście" jest bardzo problematyczne. Na początku drwisz sobie z czytelnika podając informację, która według ciebie powinna być mu znana. A nie jest. Ja się w takich momentach zawsze denerwuję i zarzucam lekturę. Nie lubię oczywistości dla autora, których ja nie znam.



Zdania nie sklejają ci się zbyt dobrze. Czasem bez składu ładasz słowa, znaczy się bez ładu składasz słowa. Poczytaj następnym razem na głos swoje opowiadanie, wyłapiesz zdania psujące rytm, ułatwi to czytanie. Opowiadanie nabierze pewnej melodyjności i nie będzie zbudowane ze zdań "samotników", z których jedno nie pasuje za bardzo do drugiego.



Popracuj też nad opisami, niech będą nieco bardziej obrazowe. Pozwól mi widzieć to co czytam oczami wyobraźni. Zbyt dużo rzeczy musiałem sobie sam dokładać w głowie tracąc na to czas.



To chyba koniec. Przynajmniej ode mnie.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Melchior
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: ndz 27 sty 2008, 13:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Melchior » ndz 09 lis 2008, 22:10

świetnie się bawiłem pisząc to opowiadanie. Pomysł był prosty - opisać historię w rytmie trailera filmowego. Niestety, efekt nieudany.



Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie opinię.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość