Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Porwane życie [suspens] opowiadanie.

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mandriel
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: czw 10 lip 2008, 13:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Porwane życie [suspens] opowiadanie.

Postautor: Mandriel » śr 29 paź 2008, 23:07

 Witam.

Jak znam siebie, znowu będzie pełno błędów interpunkcyjnych, chociaż starałem się, żeby takowych było jak najmniej...

Jestem bardzo ciekaw opinii na temat samego pomysłu, oraz tego, czy udało mi się osiągnąć zamierzony efekt. Ale to, czy mi się udało, zobaczę, jak poznam opinię na temat samej treści - tak więc prosiłbym, abyście ocenili opowiadanie, a nie technikę ( bo wiem, że jest słaba ).

pozdrawiam.

------------------------------------------------------------------------------



   Widok był niesamowity.

Ciemnofioletowe chmury zakrywały znaczną część nieba, które przybrało barwę granatu, co doskonale komponowało się z niespokojnym morzem, uderzającymi falami w przybrzeżne skały, oraz zalewającymi raz po raz żółtawy piasek.

   Na plaży nie było nikogo, jeśli nie liczyć stada mew latających nad wodą, i dreptających po zimnym piasku, oraz młodej kobiety siedzącej na jednej ze skał. Kobieta miała na sobie jeansy i czarny płaszcz. W prawej ręce trzymała kartkę. Było na niej coś zapisane, nie potrafiła tego jednak odczytać. Czuła jednak, że ma to związek z jej życiem, dlatego nie pozbyła się jej.

Patrzyła na niespokojne morze. Czuła, że jest świadkiem czegoś niespotykanego, niezwykle pięknego, ale jednocześnie groźnego i tajemniczego.

   Nagle jej wzrok przykuło dziwne zachowanie kilku ptaków, które – ni stąd, ni zowąd – zaczęły ze sobą zażarcie walczyć w powietrzu. Mewy w szaleńczym tańcu wyszarpywały sobie pióra, dziobały się, drapały się pazurami, skrzecząc przy tym tak przeraźliwie, że przyglądającej się całej sytuacji kobiecie przechodziły ciarki po całym ciele. Jedna z mew – najprawdopodobniej osłabiona walką i obrażeniami – spadła do morza. Walka toczyła się dalej, a białe pióra ptaków spadały, opadając na wodę. Jednak pióra wcale nie były białe, tylko czarne. Kobieta myślała, że ma jakieś przywidzenia, odwróciła na chwilę wzrok, spojrzała na opustoszałą plażę, po czym ponownie na walczące ptaki, i – rzeczywiście – w momencie, kiedy którejś z mew wypadało pióro, w momencie robiło się czarne.

   Wreszcie walka dobiegła końca, trzy z siedmiu walczących ptaków poleciały – każde w swoją stronę, jak najdalej od innych. Zaczął wiać silny, nieprzyjemny wiatr. Wiał od lądu do morza. Kobieta siedziała jeszcze chwilę na skale, po czym wstała, i poszła na zachód wzdłuż brzegu morza.

Po przejściu kilkuset metrów, zauważyła zarys czegoś, co wyglądało jak spore wypalone ognisko. Kilkanaście metrów dalej była już na tyle blisko, żeby stwierdzić, że to wcale nie wypalone ognisko, ale coś, co raczej przypominało schron, albo legowisko.

To miejsce znajdowało się w zagłębieniu plaży, otoczone wydmami. Wokół było pełno grubych pni i gałęzi, kamieni, ale także piór i małych kostek. Kobieta obeszła legowisko z każdej strony, przestraszona, ale jednocześnie ciekawa, co jeszcze ma do powiedzenia jej to miejsce. Na całym ciele miała gęsią skórkę, powtarzała sobie w myślach, że to przez zimny wiatr i wilgotne powietrze, jednak czuła, że to wierutne kłamstwo.

   Pod jednym z kamieni zauważyła kilka pożółkłych, zbroczonych krwią kartek papieru.

Odruchowo spojrzała na swoją kartkę.

   Była pusta.

Przedtem – gdy obserwowała morze – kartka była zapisana. Teraz nie znajdowało się nic, nawet linijka tekstu, czy chociaż jakieś niedbale nakreślone kreski. Wystraszyła się, ponieważ poczuła, że coś ważnego jej umyka, a na tej kartce była dla niej jakaś wiadomość.

   Bzdury – pomyślała – totalne bzdury.

W złości potargała kartkę. Kawałki papieru, opadając, natychmiast poczerniały. Podniosła wzrok – na skałce tuż przed nią stała duża, biała mewa. Patrzyła na nią.

- Sio! – krzyknęła kobieta.

Mewa kłapnęła dziobem. Rozłożyła skrzydła, i gdy kobieta już myślała, że ptak sobie poleci, ta wzbiła się w powietrze, i zaczęła ją dziobać po głowie i twarzy. Szarpała się, machała rękami, krzyczała, próbowała uciec, jednak potknęła się o gałąź i upadła na legowisko.

   Zleciały się kolejne mewy. Zaczęły dziobać i szarpać pazurami całe jej ciało. Zamknęła oczy, w obawie, że ptaszyska je wydziobią.

Kobieta krzyczała co sił w płucach. Szarpała się. Nagle wszystkie ptaki odleciały. Kobieta nadal zaciskała powieki, nie wierząc, że to już koniec.

   Nasłuchiwała.

   Cisza.

Powoli otworzyła oczy. Ciemnogranatowe niebo. żadnych mew.

Usiadła. Rozejrzała się dookoła – plaża zupełnie opustoszała. Spojrzała na swoje dłonie – w miejscach, gdzie poraniły ją ptaki, były ciemne plamy, jakby po potwornym poparzeniu.

   Dotknęła jedną dłonią drugą, w miejscu w którym widoczna była plama. Cofnęła ją szybko. Bolało, i parzyło. Próbowała wstać, jednak nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Bała się. Spojrzała na swoje ciało – było pokryte czarnymi punktami w wielu miejscach.

Po chwili poczuła coraz to większe gorąco, wydobywające się z jej ciała. Gorąco zmieniło się w żar, a żar – w płomienie. Paliła się. Kobieta była przerażona, czuła jak jej naskórek pęka jak przypieczona skóra od kiełbasy na grillu, czuła jak jej tkanki umierają, jak sama umiera. Chciała coś zrobić, jednak nie była w stanie się poruszyć, zupełnie jakby ktoś ją sparaliżował.

   Nagle usłyszała znajome, napływające z oddali:

Pi-pi-pi-pik, pi-pi-pi-pik. Pi-pi-pi-pik, pi-pi-pi-pik. Pi-pi-pi-pik, pi-pi-pi-pik.

świat zaczął wirować, zacierać się, nie odczuwała już nic,

(czy to przez ten dźwięk, czy dlatego, że jest już martwa?)

   Dalej była tylko ciemność.


"Wywiozą Ci wszystko, co kochasz"

-----------------------------------------------



"Why am I fighting to live, if I'm just living to fight

Why am I trying to see, when there aint nothing in sight

Why am I trying to give, when no one gives me a try

Why am I dying to live, if I'm just living to die..."

Awatar użytkownika
SkySlayer
Łowca Baboli
Posty: 786
Rejestracja: sob 15 gru 2007, 17:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Głogów
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: SkySlayer » czw 30 paź 2008, 19:05

Witaj, Mandriel ;)

Ocenię pomysł, ale najpierw zajmę się błędami technicznymi.

Na początek:

Interpunkcja (o której wspominasz :twisted: ). Przed "oraz" nie stawia się przecinku, chyba, że powtarzasz to słowo "oraz to, oraz siamto, oraz sramto".

[quote:="Mandriel"]Na plaży nie było nikogo, jeśli nie liczyć stada mew latających nad wodą[tu przecinek zbędny] i dreptających po zimnym piasku tu przecinek zbędny oraz młodej kobiety siedzącej na jednej ze skał. Kobieta miała na sobie jeansy i czarny płaszcz. W prawej ręce trzymała kartkę. Było na niej coś zapisane, nie potrafiła tego jednak odczytać. Czuła jednak, że ma to związek z jej życiem, dlatego nie pozbyła się jej.[/quote]

Interpunkcja i powtórzenia.

Mandriel pisze: (...) najprawdopodobniej osłabiona walką i obrażeniami – spadła do morza. Walka toczyła się dalej (...)


Powtórzenie...

Mandriel pisze: (...)a białe pióra ptaków spadały, opadając na wodę.


Spadały-opadając? A nie lepiej tylko "spadały na wodę" albo "opadały na wodę"? HM? ;)

Mandriel pisze:Mewy w szaleńczym tańcu wyszarpywały sobie pióra, dziobały się, drapały się pazurami, skrzecząc przy tym tak przeraźliwie, że przyglądającej się całej sytuacji kobiecie przechodziły ciarki po całym ciele. Jedna z mew – najprawdopodobniej osłabiona walką i obrażeniami – spadła do morza. Walka toczyła się dalej, a białe pióra ptaków spadały, opadając na wodę. Jednak pióra wcale nie były białe, tylko (...) czarne.


Ok, rozumiem, że pióra są ważne, ale jakoś zbyt infantylnie o nich wspominasz. Najgorzej jednak z tym przeskoczeniem z białych do czarnych piór. Robisz to w tym samym akapicie i to zdanie po zdaniu. Przez chwilę myślałem, że zgłupiałem. I nie czułem się zainteresowany, tylko cofnąłem się kilka zdań i czytałem jeszcze raz, a to raczej nie jest pozytywny skutek pracy autora. Radziłbym następny akapit zacząć od zdziwienia dziewczyny... albo czegokolwiek innego, po prostu potrzeba tu subtelnego znaku, a nie takiego "BACH! Jednak, kuźwa, pióra czarne były".

Mandriel pisze:walczące ptaki, i – rzeczywiście – w momencie, kiedy którejś z mew wypadało pióro, w momencie (w momencie, w momencie, mhm? - Sky) robiło się czarne.

   Wreszcie walka dobiegła końca, trzy z siedmiu walczących ptaków


Makabra z tymi powtórzeniami. Będę musiał przeczytać jeszcze raz, żeby skupić się na treści...

Mandriel pisze:Wiał od lądu do morza. Kobieta siedziała jeszcze chwilę na skale, po czym wstała [niepotrzebny przecinek] i poszła na zachód wzdłuż brzegu morza.


Zbędne powtórzenie... może lepiej "wzdłuż brzegu wody" lub coś w tym stylu ;)

[quote='Mandriel"]Po przejściu kilkuset metrów, zauważyła zarys czegoś, co wyglądało jak spore wypalone ognisko. Kilkanaście metrów [/quote]

Kuźwa :? Po co o tych metrach prawisz? Rozumiem w tym drugim zdaniu, ale w pierwszym? Możesz z czystym sumieniem odciąć "po przejściu kilkuset metrów" i zacząć ten akapit od razu od informacji na temat tego, co zauważyła kobieta(dziewczyna?).

Mandriel pisze:dalej była już na tyle blisko, żeby stwierdzić, że to wcale nie wypalone ognisko, ale coś, co raczej przypominało schron, albo legowisko.


Masz poważny problem z powtórzeniami. To krótki tekst, a ja zaczynam się denerwować ;) Lepiej byłoby np. "dalej była już na tyle blisko, żeby stwierdzić, że to coś zupełnie innego. Przypominała schron. Albo legowisko, pomyślała dziewczyna". Dobrze jest płynnie przechodzić z narracji do spostrzeżeń bohatera. Niezbędne jest wymijanie zbędnych powtórzeń tych samych słów, zwrotów, cech. Można je ukazywać inaczej. Krócej. Bardziej obrazowo. Przyjemniej dla czytelnika ;)

Tak samo tutaj:

Mandriel pisze:Kobieta obeszła legowisko z każdej strony, przestraszona, ale jednocześnie ciekawa, co jeszcze ma do powiedzenia jej to miejsce. Na całym ciele miała gęsią skórkę, powtarzała sobie w myślach, że to przez zimny wiatr i wilgotne powietrze, jednak czuła, że to wierutne kłamstwo.


I znów przykład skrócenia bez powtórzenia jednego cholernego wyrazu "Kobieta obeszła legowisko z każdej strony, przestraszona, ale jednocześnie ciekawa, co jeszcze to miejsce ma jej do po powiedzenia (milszy szyk wyrazów). Na skórze pojawiła się gęsia skórka. To przez zimny wiatr i wilgotne powietrze - tłumaczyła sobie dziewczyna, ale czuła, że to wierutne, wręcz naiwne kłamstwo". Tutaj dodałem przymiotnik z własnej skrzynki słów, nie mogłem się powstrzymać... :twisted: Chcę po prostu, żebyś zrozumiał, co próbuję Ci ukazać ;)

Mandriel pisze: Pod jednym z kamieni zauważyła kilka pożółkłych, zbroczonych krwią kartek papieru.

Odruchowo spojrzała na swoją kartkę.

   Była pusta.


Tutaj dobre przeskoczenie z akapitu do akapitu. Buduje klima ;). Lecimy dalej...

Powtórzone słowo "była" rozwiewa krótki (miły) efekt.

Mandriel pisze:Przedtem – gdy obserwowała morze – kartka była zapisana. Teraz nie znajdowało się nic, nawet linijka tekstu, czy chociaż jakieś niedbale nakreślone kreski. Wystraszyła się, ponieważ poczuła, że coś ważnego jej umyka, a na tej kartce była dla niej jakaś wiadomość.


Wyrzuć "była" na początku, zastąp to np. "Przedtem - gdy obserwowała morze - na kartce widniały zapiski". Potem... "Wystraszyła się, ponieważ poczuła, że coś ważnego jej umyka, a na świstku znajdowała się wiadomość".

Mandriel pisze:Rozłożyła skrzydła, i gdy kobieta już myślała, że ptak sobie poleci, ta wzbiła się w powietrze, i zaczęła ją dziobać po głowie i twarzy.


Zamotane zdanko... niby wiadomo, co robi ptak, a co kobieta, niby wiadomo, o co biega, ale... hm. Trza by przebudować zdanie (także pod względem interpunkcji). Np. "Rozłożyła skrzydła i, ku zdziwieniu kobiety, wzbiła się w powietrze. Myśl "pewnie odleci" rozdrapały wraz z twarzą niewiasty pazury i dziób ptaka". Ingeruję w narrację... ale ty masz wolną rękę. To jest tylko przykład. Wcześniej można się nieco pogubić, co tak naprawdę poleciało, i co kogo dziobało. Tu z resztą jest okazja do zbudowania błyskotliwego elementu zaskoczenia... więc po co ją marnować? ;)

Mandriel pisze:Kobieta krzyczała co sił w płucach. Szarpała się. Nagle wszystkie ptaki odleciały. Kobieta nadal zaciskała powieki, nie wierząc, że to już koniec.


Na początku usuń "kobieta". Wiadomo, kto krzyczy. Potem zresztą też można podarować sobie "kobietę"...

Mandriel pisze:Bolało, i parzyło.


Pytam: po co ten przecinek, autorze? ;)

Mandriel pisze:Spojrzała na swoje ciało – było pokryte czarnymi punktami w wielu miejscach.

Po chwili poczuła coraz to większe gorąco, wydobywające się z jej ciała.


Drugie ciało możesz zastąpić "wnętrzem".

Na koniec przyczepię się do:

Mandriel pisze:świat zaczął wirować, zacierać się, nie odczuwała już nic,

(czy to przez ten dźwięk, czy dlatego, że jest już martwa?)


Skoro słyszała dźwięk, to jednak coś odczuwała, racja? Słuch działał. Chyba, że już nie słyszała... bynajmniej raczej z tego nie wyciągnąłem takiego wniosku.

Uf. Ostanie zdanie zamyka całość i rzeczywiście zapada ciemność.

Słuchaj, miejscami ocierałem się o klimat. Coś jest między zdaniami, coś, dzięki czemu nie mogłem pomyśleć "łeee... ale szajs". Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, ale odebrałem to wszystko jak majaki kogoś, kto leży w szpitalu przytwierdzony do masy rurek i słyszy ustające "Pi-pi-pi-pik". Trudno jest jednak wyłowić z tekstu coś większego. Może troszkę za małe pole do popisu? Zawsze mam uprzedzenia do shortów.

Mimo błędów i nieporadnych zdań - coś w tym jest.

Ale przestań myśleć o treści - bez warsztatu żadna treść nie ma wartości. To wszytko trzeba po prostu świetnie przedstawiać. Stąd moje przykłady i propozycje... Ni da rady. Trzeba być dobrym rzemieślnikiem.

żadnej szkolnej oceny nie wystawię, bo oceny (fuj) i szkoły (sic!) wzbudzają we mnie negatywne emocje ;)

Jeszcze raz: jest ok, ale weź się za swój styl, człowieku! ;)

Serwus!



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 08 lis 2008, 22:14

Ja ten dźwięk odebrałem jako budzik.

Mam jeden, który wydaje podobny dźwięk.

Nie lubię go, więc nie używam.



Nie wiem jaki efekt chciałeś osiągnąć. Jeśli jednak było nim wzbudzenie w czytelniku uczucia współudziału w wydarzeniach to nie. Pewnie jednak nie chodziło o to.

Początek mnie trochę rozdrażnił, musiałem użyć głowy i zestawić ze sobą kilka kolorów na raz i jeszcze do tego dorysować obraz, który chciałbyś nam przedstawić.

Wyszło to trochę blado. Popracuj nad opisami, niech będą obrazowe, ale nie szczegółowe.

Sama historia, no cóż. Nie wiem co mam o niej powiedzieć, coś tam jest, ale końcówka zupełnie w tym momencie psuje efekt. Wygląda na to, że chcesz oprzeć się na oklepanym już motywie snu czy śpiączki.

Błędy wynotował ci poprzednik, ja je ominę. Powiem tylko - walcz z powtórzeniami. To zło konieczne.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości