Czas nas goni [kryminał obyczajowy] rozdział 2.

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mandriel
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: czw 10 lip 2008, 13:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mandriel » sob 25 paź 2008, 12:12

Witam.



Po dość długiej przerwie od poprzedniego rozdziału przedstawiam kolejną część mojej opowieści.



Oceniajcie, wyszukujcie błędy, róbcie wszystko co tam uważacie za słuszne ;)



Miłego czytania.



--------------------------------------



   Bartosz Zieliński, Sierżant Policji w Częstochowie siedzący od 4 lat w wydziale kryminalnym, nigdy nie widział czegoś tak obrzydliwego.

To, co stało się z Jerzym Wilczyńskim przechodzi ludzkie pojęcie. Rozebrana ofiara usadowiona była na dużym fotelu przeznaczonym dla dyrektora wielkiej i szanowanej firmy. Obie nogi ofiary zostały obcięte piłką rzeźniczą po czym zaszyte szwami chirurgicznymi, genitalia zostały obcięte w taki sposób, w jaki obcina się sekatorem przydługawe i nieregularnie porośnięte krzewy, a potem zostały oblane spirytusem albo czystą wódką i posypane solą. Na klatce piersiowej widoczne były wypalone słowa „PRAWDA”, „SZACUNEK”, „PRZYJAźń” i „LOJALNOść”. Do obu dłoni ofiara miała przyklejone pewne przedmioty. W lewej ręce był to plik pieniędzy, (sekcja zwłok określi dokładnie ile), natomiast w prawej była to paczka prezerwatyw „Blue Special Collection” firmy Unimil. W ustach ofiary znajdował się...jego własny członek.

   Jasna Kurwa – pomyślał z rosnącym obrzydzeniem Bartosz – gdzie się tacy ludzie rodzą? Jak w ogóle można zrobić człowiekowi tyle rzeczy... Bądź co bądź Jerzy był człowiekiem.

- Wojtek, kiedy nastąpił zgon? – zapytał Sierżant Zieliński.

- Około północy, może trochę wcześniej, ale w tej chwili nie jestem w stanie nic dokładniej powiedzieć – odpowiedział siwiejący mężczyzna którego musiała dręczyć przynajmniej trzydziestokilowa nadwaga, bo podczas schylania się przy zwłokach musiał rozstawić szerzej nogi, żeby nie przewrócić się pod wpływem swojego ciężaru - myślisz że nasz znany szefuncio kogoś rozdrażnił?

- Do cholery, to mógłby być każdy, bo stary miał wrogów wszędzie, nawet we własnej rodzinie – stwierdził z żalem Bartosz - To przykre że dla roboty i szmalu rzuca się wszystko uważając że to co zostawił jest mniejszą wartością, którą można odbić sobie wystawnym i publicznym życiem.

- Masz racje młody – odpowiedział lekarz medycyny sądowej – wielu miał wrogów, załatwić mógł go każdy, był jaki był i wszyscy o tym wiedzieli, może komuś za bardzo zagotowała się krew... W każdym razie ja mam robotę.

- Współczuje Ci – powiedział policjant z taką miną jakby polizał właśnie cytrynę.

- Wiesz że lubię babrać się w trupach ludzi ,a ten trup to nie byle kto – zaśmiał się lekarz – to sam Jerzy Wilczyński, Dyrektor firmy „Kontinentalskid”, i zawita na moim skromnym stole.

- Skończ już, bo robisz się drażniąco śmieszny – skwitował Zieliński.

- Doba już, dobra, nie unoś się tak, młody.

Ale Sierżant Zieliński zastanawiał się teraz do kogo najpierw zadzwonić i czy w ogole dzwonić do kogokolwiek. Dziwnym trafem zadzwonisz do kogoś z informacją o śmierci kogoś wielkiego i zaraz zlatują się dziennikarze jak psy do suki kiedy ta ma cieczkę.

Rozejrzał się po biurze, i nie zauważył niczego rzucającego się w oczy, nie zauważył tez niczego co mogłoby wskazywać na coś porzuconego lub zgubionego przez zbrodniarza. Przy drzwiach wejściowych stał wielki kwiat, wyglądający jak domowa palma, obok znajdowała się obszerna szafka z ważnymi, ale kilkuletnimi już dokumentami. Po prawej od drzwi znajdowało się duże okno z widokiem na całą halę produkcyjną. Na środku pomieszczenia stał szeroki stół przeznaczony na sześć osób, połączony z biurkiem tak, by dało się przeprowadzać narady zarządu, oraz by przyjmować ważnych gości dyrektora. Za biurkiem stała kolejna szafa , tym razem z nowymi dokumentami. Na ścianie za biurkiem na lewo od szafy wisiał sporych rozmiarów obraz Oliviera Meriela L’embarcadele, Pointe D’agon przedstawiający nieskończone molo zbudowane w nietypowy jak na mola sposób – od plaży pnące się w głąb morza deski położone na ukos od morza, tylko po to, żeby później się wyprostować i piąć się tak jak na molo przystało w linii prostej. Na tle obrazu widniało zachmurzone niebo z przedzierającym się zeń słońcem padającym nieśmiało na spokojną toń morza i piasku. Obraz dawał dziwny efekt, skłaniał do refleksji, jednak miał w sobie coś, co urzekało i wprawiało z dobry nastrój każdego oglądającego, i właściciel chyba zdawał sobie z tego sprawę bo obraz wisiał mimo tego, iż nie bardzo pasował do obrazu za oknem – przesyconego stalą, blachą, metalem, samochodami i ludźmi w kaskach ochronnych.

   Bartosz oderwał wzrok od obrazu wiszącego na ścianie, po czym zerknął na fotel przy biurku, i od razu pożałował że to uczynił, gdyż zebrało mu się na wymioty. Wyszedł pośpiesznie z gabinetu, minął sekretariat i popędził do toalety. Po reakcji żołądka na nieprzyjemny widok obmył twarz i spojrzał na zegarek.

Dziesięć po piątej.

Nie ma co – pomyślał Zieliński – trzeba zadzwonić. Wyciągnął ze spodni komórkę, wyszukał w książce telefonicznej litery W, wykręcił numer i czekał na połączenie...

Dodane po 1 minutach:

PS. nie wiem czy przy tych słowach mają być cudzysłowy, czy wystarczy sama duża litera, ale uznałem że tak będzie lepiej.


"Wywiozą Ci wszystko, co kochasz"

-----------------------------------------------



"Why am I fighting to live, if I'm just living to fight

Why am I trying to see, when there aint nothing in sight

Why am I trying to give, when no one gives me a try

Why am I dying to live, if I'm just living to die..."

Awatar użytkownika
SkySlayer
Łowca Baboli
Posty: 786
Rejestracja: sob 15 gru 2007, 17:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Głogów
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: SkySlayer » sob 25 paź 2008, 19:01

Hello, Mandriel! ;)

Jedziem z tym śledziem...

Interpunkcja kuleje, zjadasz przecinki przed "że", "co" i "który", a to cholernie utrudnia czytanie.

W ustach ofiary znajdował się...jego własny członek.


Sorry, ale jakoś kiepsko to brzmi... w ustach ofiary znajdował się JEJ członek. Choć "jej" uruchamia już w głowie lampkę z napisem "kobieta" i efekt może być jeszcze bardziej komiczny. Może lepiej "W ustach trupa znajdował się... jego własny członek"? Przy okazji ominiesz powtórzenie słowa "ofiara", a jeśli już o tym mowa...

Rozebrana ofiara usadowiona była na dużym fotelu przeznaczonym dla dyrektora wielkiej i szanowanej firmy. Obie nogi ofiary zostały obcięte piłką rzeźniczą po czym zaszyte szwami chirurgicznymi, genitalia zostały obcięte w taki sposób, w jaki obcina się sekatorem przydługawe i nieregularnie porośnięte krzewy, a potem zostały oblane spirytusem albo czystą wódką i posypane solą. Na klatce piersiowej widoczne były wypalone słowa „PRAWDA”, „SZACUNEK”, „PRZYJAźń” i „LOJALNOść”. Do obu dłoni ofiara miała przyklejone pewne przedmioty. W lewej ręce był to plik pieniędzy, (sekcja zwłok określi dokładnie ile), natomiast w prawej była to paczka prezerwatyw „Blue Special Collection” firmy Unimil.


Użyj jakiś innych słów albo zmień niektóre elementy zdań.

pod wpływem swojego ciężaru - myślisz że nasz znany szefuncio kogoś rozdrażnił?
.

PO ciężarze powinna być kropka, a potem dalsza kwestia z wielkiej litery ;) Nie mieszaj tak dialogów, bo dziwacznie wychodzi potem.

- Do cholery, to mógłby być każdy, bo stary miał wrogów wszędzie, nawet we własnej rodzinie – stwierdził z żalem Bartosz[.] - To przykre[,] że dla roboty i szmalu rzuca się wszystko[,] uważając[,] że to[,] co zostawił[,] jest mniejszą wartością, którą można odbić sobie wystawnym i publicznym życiem.


Albo masz problemy z interpunkcją, albo pisałeś to na kolanie. No i ten gość trochę za dużo gada. Daj mu złapać czasem powietrze, mhm? Spójrz - biedaczek ma już purpurową twarz :twisted:

Dalej też są błędy interpunkcyjne, ale byłbym szczęśliwy, gdybyś już sam je poprawił.

Ale Sierżant Zieliński zastanawiał się teraz[,] do kogo najpierw zadzwonić i czy w ogóle dzwonić do kogokolwiek.


To "do kogokolwiek" na samym końcu radziłbym usunąć. Choć właściwie ogólnie to zdanie troszkę koślawe jest...

Dziwnym trafem zadzwonisz do kogoś


Kolejne paskudne powtórzenia. I tu:

obok znajdowała się obszerna szafka z ważnymi, ale kilkuletnimi już dokumentami. Po prawej od drzwi znajdowało się


Nie mam pojęcia, po co gadać tyle o wystroju wnętrza? Jeśli już chcesz, to wplataj ważne szczegóły w narrację, między dialogami i myślami bohaterów, ale walnie takich akapitów:

Na środku pomieszczenia stał szeroki stół przeznaczony na sześć osób, połączony z biurkiem tak, by dało się przeprowadzać narady zarządu, oraz by przyjmować ważnych gości dyrektora. Za biurkiem stała kolejna szafa , tym razem z nowymi dokumentami. Na ścianie za biurkiem na lewo od szafy wisiał sporych rozmiarów obraz Oliviera Meriela L’embarcadele, Pointe D’agon przedstawiający nieskończone molo zbudowane w nietypowy jak na mola sposób – od plaży pnące się w głąb morza deski położone na ukos od morza, tylko po to, żeby później się wyprostować i piąć się tak jak na molo przystało w linii prostej. Na tle obrazu widniało zachmurzone niebo z przedzierającym się zeń słońcem padającym nieśmiało na spokojną toń morza i piasku.


nie ma związku z gracją i wyczuciem. W tym kawale też interpunkcja leży i kwiczy...

Pogrzeb tutaj: http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629738

Nie jest źle, choć niektóre dialogi brzmią jak teksty rodem z budżetowych seriali kryminalnych. Był moment, w którym takie proste "do cholery" zabrzmiało mi jakoś topornie...

Styl mało rozbudowany. Nie czytałem Twoich poprzednich tekstów, ale nie muszę tego robić, by wyciągnąć takie wnioski. Opisy mało plastyczne i łopatologiczne, musisz je przećwiczyć. Tak samo interpunkcja. I akapity...

buduj krótsze akapity, to dodaje wigoru opowiadaniu i powieści.

Pozdrawiam![/url]



Dodane po 3 minutach:



W tym kawałku* interpunkcja leży i kwiczy, winno być :twisted: "Kawale"... łojezus, napisałem tak, bo zrobiłem sobie przerwę i czytałem żart w internecie : D <tja, "dlaczego blondynka zakłada sobie siatkę na głowę? Bo chce wystąpić w reklamówce!>

:wink:
Ostatnio zmieniony sob 29 lis 2008, 20:58 przez SkySlayer, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » wt 28 paź 2008, 20:39

Drogi autorze, przeczytaj to w ten sposob ;)



Bartosz Zieliński, Sierżant Policji w Częstochowie siedzący od 4 lat w wydziale kryminalnym, nigdy nie widział czegoś tak obrzydliwego. W ustach ofiary znajdował się...jego własny członek.



Jesli ofiara byla kobieta, to jeszcze pol biedy ... Ale my z opisu wiemy ze ... ;)



Awatar użytkownika
SkySlayer
Łowca Baboli
Posty: 786
Rejestracja: sob 15 gru 2007, 17:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Głogów
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: SkySlayer » wt 28 paź 2008, 21:36

Jezus Maria...

tego nie zauważyłem O.O

Efekt przemęczenia :P



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 29 lis 2008, 18:58

Hmm, ofierze odcięto nogi, po czym je zaszyto?

Bez sensu jak dla mnie. Nadaje to tylko dziwny efekt niezdecydowania mordercy. Albo czegoś innego czego ja nie będę nazywał.

Obcięte genitalia i członek w ustach przypominają mi kanibala z Niemiec. Jednak tej historii nie będę przytaczał.

Ogólnie sama zbrodnia wydaje mi się bezsensowna w tym momencie.

Za krótki ten fragment żeby móc cokolwiek powiedzieć o opowiadaniu. O stylu również.

I dlaczego bohater dzwonił do mnie na końcu? Skąd miał w ogóle mój numer? :P



PS. Dobry żart Sky, zapamiętam. :P


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości