Jasnowidz [humorystyczne]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Melchior
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: ndz 27 sty 2008, 13:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Jasnowidz [humorystyczne]

Postautor: Melchior » pt 24 paź 2008, 21:50

JASNOWIDZ





 To nie był mój szczęśliwy dzień.

Ktoś chciał mnie zabić

Nie prosiłem się o to.

 Zwykle zaczyna się tak większość kryminałów, tych najbardziej tandetnych, wydrukowanych na marnym papierze, i zalegających hałdami w stoiskach taniej książki.

 Wstałem jak zwykle do pracy, nudnej i pozbawionej sensu. Pierwsza wizja nawiedziła mnie kiedy wstałem z łóżka.

 Jeśli zrobiłbym parę kroków naprzód, nabiłbym sobie nogę na gwóźdź czający się jak żmija pod grubą warstwą dywanu. Z wizji dowiedziałem się, że przez naszą dzielnice w środku nocy przeszło małe trzęsienie ziemi. Parę stłuczonych szklanek w innych domach, to wszystko. Tylko u mnie, spod desek, spod masy drewna, wydostał się ten mały sukinsyn.

 Podniosłem dywan do góry. Był tam i śmiał się z mojej niewiary – pokryty rdzą gwóźdź. Wyminąłem go ostrożnie i poszedłem zjeść śniadanie.

 Nie wspomnę o zamachu na moje życie, w postaci nagle ostrej jak brzytwa łyżki, ani płatków śniadaniowych, z sekretnym dodatkiem w postaci tłuczonego szkła.

 Dałem sobie spokój z pracą, kiedy w przypływie jasnowidzenia ujrzałem, że po podniesieniu słuchawki telefon wybuchnie mi w twarz. Postanowiłem przeczekać to szaleństwo.

 Siedziałem na kanapie i używając komórki próbowałem dodzwonić się do firmy, gdy nagle coś śmignęło mi tuż koło głowy. Odskoczyłem przerażony i zobaczyłem, że z podłogi zieje dziura, której brzegi zaczęły się palić. Płomienie natychmiast zaczęły pożerać moją kanapę. Próbował je zadeptać, ale nic to nie dało, tylko oparzyłem sobie nogę.

- Kurwa!

 Pobiegłem do kuchni, chwyciłem garnek, odkręciłem kran i... Woda nie płynęła.

- Kurwa!!!

 Wybiegłem z mieszkania, wtedy wydawało mi się to najrozsądniejsze. Wyciągnąłem komórkę, wystukałem 998.

 O dziwo nikt nie odbierał.

 Nie miałem pojęcia o co chodzi. Rozsądnie zapukałem do drzwi sąsiada. Nie minęła chwila, a w wizjerze pojawiło się oko, na moment zniknęło i znowu się pojawiło.

- Pożar, tam u mnie. Pali się u mnie w domu.

 Drzwi otworzyły się.

- Wchodź pan – powiedział sąsiad basowo i wciągnął mnie do swojego mieszkania.

 Znałem mojego sąsiada, pana Edwarda, ładnych parę lat. Był chudym okularnikiem, chodzącym w śmiesznym swetrze. Codziennie wyprowadzał jamnika punktualnie o dwunastej. Pies nazywał się Szakal, choć bardziej przypominał parówkę z czteroma wykałaczkami zamiast łapek, niż tego drapieżnika. I to by było wszystko o nim. Nie mieszkaliśmy w końcu w jakiejś kamienicy, tylko w rasowym bloku.

 Zorientowałem się dopiero wewnątrz mieszkania, że to nie Edward stoi przede mną.

 Nowy lokator, o brodzie sięgającej wydatnego brzucha, w grubych okularach i białym podkoszulku, wyglądał na co najmniej nienormalnego.

- Niech pan wejdzie do gościnnego, już, już.

 Nie miałem wyjścia. Facet górował nad mną pod względem wzrostu i siły.

 W pokoju czekała na mnie niespodzianka. Na stole, obwiązany jak szynka, leżał pan Edward.

- Co to ma być?! – wskazałem na sąsiada.

 Nieznajomy pokazał mi, żebym usiadł na kanapie. On usadowił się na fotelu, naprzeciwko mnie. Złożył ręce w piramidkę i zaczął gadać te swoje głupoty. Przynajmniej tak wtedy o tym myślałem.

- Jestem Bogiem.

- żartujesz.

- Jasne że żartuję, a czego się spodziewałeś? Jestem legendą.

- I?

- Nieważne. Myślałem że to wszystko wytłumaczy.

- Co? Jak coś takiego miałoby to wytłumaczyć?

 Zreflektowałem się. W końcu pomiędzy nami leżał na stole związany człowiek, a to znaczyło że facet w fotelu przed mną nie jest człowiekiem, którego można prowokować.

- Przepraszam, załatwcie to między sobą. Moje mieszkanie się pali i naprawdę...

- Zamknij się.

 Nagle zabrakło mi tchu.

- Posłuchaj, wyliczyłem wszystko dokładnie, ten meteoryt, to mieszkanie, ten czas, nie miałeś prawa przeżyć. Ale przeżyłeś. To znaczy że jest nadzieja.

- Nadzieja, jaka nadzieja?

- że awansuję.

- Jak to?

- Właśnie teraz, do twojego mieszkania, kieruje się odział antyterrorystyczny. Spodziewają się zastać trupa.

 Zaczęło mi się robić naprawdę nieswojo.

- A ty jesteś?

- Mamon, aktualna prawa ręka szatana. Miałem to tylko nadzorować, ale skoro mogę cię zabić osobiście... Awans mnie nie ominie, panie Jasnowidz, panie nowa, była, nadziejo ludzkości.

 Zobaczyłem swoją przyszłość. Miała kolor czerwieni rozsmarowanej na ścianach. Co innego mogłem zrobić? Wyskoczyłem przez okno. To była moja jedyna szansa. Niestety, nikt nie powiedział że ta szansa gwarantowała przeżycie.



***



- ... i tak to właśnie było święty Piotrze, to szatan chciał mnie zabić, więc do piekła nie możecie mnie wsadzić.

- To jedna z najgorszych bajeczek, jakie słyszałem w swojej karierze.

- Po prostu skontaktuj się z szefem, ok?

- DO PIEKłA.

To naprawdę nie był mój szczęśliwy dzień.



Awatar użytkownika
Arrianna
Pisarz pokoleń
Posty: 1159
Rejestracja: pt 02 maja 2008, 17:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Ciemności
Płeć: Kobieta

Postautor: Arrianna » sob 25 paź 2008, 00:52

-W tym stanie na służbie?

- Eeee tam :P

<wewnętrzny dialog>



Ktoś chciał mnie zabić
a gdzież się to zdanie kończy? :P


hałdami w stoiskach taniej książki.
ja bym napisała "na stoiskach"



Pierwsza wizja nawiedziła mnie kiedy wstałem z łóżka.
Brak przecinka(przed "kiedy"). Wypisuję jeden brak <więcej nie da rady ;P>, tak przykładowo.



Próbował je zadeptać,
Próbowałem


nad mną pod
nade



- Co to ma być?! – wskazałem na sąsiada.
"wskazałem" dużą literką <sprawdź sobie, mój drogi, jak zapisujemy dialogi (rymłam! rymłam!)>



a to znaczyło że facet w fotelu przed mną
przede





Eee krótkie to jest właściwie. Tam błędziaki wyżej wypisane. Interpunkcja kuleje na obie nogi.

Nie podoba mi się, że to tak ujmę, pierwsza część. Całkowicie subiektywnie i dziwnie, jakoś do mnie nie trafia. Wydaje się naciągana, przekombinowana. Druga natomiast, ta krótka w razie wątpliwości, mi się podoba. Koniec jest dobry. Prosty, wiele wyjaśnia, nie ma udziwnień :)

Więc postawiłeś mnie przed trudną decyzją. :P

Narracja taka, jakiej nie lubię <to nie pomaga mi się zdecydować> ale styl mi się podoba. Przejrzysty <nadużywam tego słowa ostatnio :P>.

Wydaje mi się też trochę mało humorystyczne, ale to każdy sobie we własnym zakresie... wiadomo <majaczy>.

Jestem na takie ciche "tak" ale nie czuję się do końca przekonana. Musisz się bardziej postarać następnym razem :)



Pozdrawiam serdecznie :)


"It is perfectly monstrous the way people go about, nowadays, saying things against one behind one's back that are absolutely and entirely true."

"It is only fair to tell you frankly that I am fearfully extravagant."
O. Wilde

(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Pika
Dusza pisarza
Posty: 465
Rejestracja: czw 16 paź 2008, 19:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: bo bym cię zjadła...
Płeć: Kobieta

Postautor: Pika » sob 25 paź 2008, 13:17

Czy ja już gdzieś wspominałam, że lubię krótkie teksty? Chyba tak :)



Podzielam opinię Arri, że pierwsza część była gorsza. Mniej więcej do połowy tekstu miałam wrażenie, że opowiadasz sen, bo decyzje podejmowane przez bohatera były za mało racjonalne i zbyt pozbawione emocji jak na osobę będącą na jawie. Na ten przykład, kto będący o zdrowych zmysłach, w momencie, kiedy pali mu się mieszkanie, spokojnie drynda sobie do sąsiada i wchodzi, zaproszony do środka (zamiast krzyczeć, żeby dzwonił na straż pożarną?) i na dodatek jeszcze zostawia sobie dość czasu, żeby przemyśleć wszystko, co wie o nim (sąsiedzie)? Ten fragment był tak pozbawiony dynamizmu i dramatyzmu, jak to tylko możliwe XD



Zakończenie mi się podobało. Nawet bardzo. Ogólnie, pomysł fajny, wykonanie trzeba dopracować. Ale i tak pozostawia pozytywne wrażenie, bo czytałam koniec z "bananem" na twarzy.



Pozdrawiam :D


"To, co poczwarka nazywa końcem świata, reszta świata nazywa motylem." Lao-Cy, Księga Drogi i Cnoty

"Litterae non erubescunt." Cyceron

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » sob 25 paź 2008, 19:18

Ja bym powiedziała, że tylko zakończenie mi się podoba. Początek słaby, przygotowanie tekstu słabe - styl fajny, ale zdania takie niedopracowane jakoś.



I humorystyczny to był tylko koniec, całość bowiem denerwowała nieracjonalnym zachowaniem bohatera.


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
Sabriel
Pisarz domowy
Posty: 75
Rejestracja: sob 26 lip 2008, 20:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Sabriel » sob 25 paź 2008, 21:42

A mi się podobało. Dawno nie czytałam żadnego rozbudowanego "kawału" :P

Muszę przyznać, że pomysł był i udało się go ogarnąć. Nie czytało mi się szczególnie ciężko, powiem nawet, że całkiem przyjemnie. :)

Błędy były już wymienione, więc się nie będę powtarzać.



Pozdrawiam!


Allouette, gentile allouette,

Allouette, je te plumerais.

Je te plumerais la tete... et la tete...

Awatar użytkownika
Melchior
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: ndz 27 sty 2008, 13:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Melchior » ndz 26 paź 2008, 18:28

Dziękuję za wszystkie opinię. Mam pytanie, czy to zdanie "To jedna z najgorszych bajeczek, jakie słyszałem w swojej karierze. ", wydało się wam autoironiczne, względem pierwszej części historii?



Pozdrawia serdecznie.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości