Dzień Wieku Istnienia [kryminał/political fiction]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Dzień Wieku Istnienia [kryminał/political fiction]

Postautor: Martinius » ndz 21 wrz 2008, 00:45

Dla osób, które wyraziły chęć poczytania niniejszego tekstu, przedstawiam link do wstępu, zamieszczonego jakiś czas temu.



http://pisarze.mojeforum.net/viewtopic.php?t=3087



Poniżej bezpośrednia kontynuacja.



Agenci pracujący dla rządu, niechętnie sięgnęli po swoje papierosy, które podali starszemu mężczyźnie siedzącemu po drugiej stronie stołu. Bynajmniej nie chodziło o zawrotną cenę tej przyjemności, jaką były wyroby tytoniowe, ale o to, że ów starszy mężczyzna nie mówił tego, o co im chodziło. Na spotkanie, na którym właśnie przebywali, zostali zaproszeni przez ich rozmówcę. Nie posiadali dokumentów, które nakazywałyby przesłuchiwanie więźnia. Według ich wiedzy, mieli rzekomo odkryć tożsamość NN. Poprzednicy z innych wydziałów ustalili, że Enko musiał być płatnym zabójcą na usługach warszawskiej lub łódzkiej mafii – kogoś zupełnie nowego, kto w nie typowy sposób, jak na Polskie warunki, eliminuje konkurencję. Wnioski te były bardzo nie precyzyjne i pozbawione jakichkolwiek dowodów, jednak to było jedyne spójne wyjaśnienie zabójstw na ponad dwudziestu osobach związanych ze światem przestępczym, dokonanych przez jedną osobę (o czym świadczyły zeznania wielu osób i bardzo zbliżone metody dokonania morderstw). Do tego dochodziło ponad dwadzieścia kolejnych zabójstw związanych z obroną ludzkiego życia. Także w tej materii, podejrzenie padło na Enko, jednak jak oskarżyć kogoś, kogo nikt nie widział a ludzie, którym uratował życie uważali go za bohatera nawet go nie znając? Szeroka publiczność wielu programów telewizyjnych, w których uratowani mówili o tym, jak spotkali swojego wybawcę nie mogła uwierzyć, że ten sam człowiek, który tego dokonał, popełnił również te straszne zbrodnie, o które oskarżała go policja.

Starszy agent, Piotr wyróżnili się w telewizji jedna wypowiedzią – Trzeba dążyć zawsze do prawdy, czy jest ona wygodna czy też nie. Nawet, gdyby chodziło o sprawę Enko - Jego podejście diametralnie różniło się od stosowanej od dziewięciu lat nagonki na NN. Ten fakt zwrócił uwagę jednego z osadzonych w Twierdzy. Skazany wysłał tajnym kanałem list do agenta z pewnymi informacjami oraz prośbą o rozmowę, na której właśnie się znajdowali. Oczekiwał tylko jednego – pełnego posłuchu w zamian za wyjawienie tożsamości NN oraz tajemnicy związanej ze swoją osobą.

Pan Andrzej nie miał obszernej kartoteki, a jedyną istotną informacją jaka się w niej znajdowała to, że został skazany w trybie przyspieszonym za morderstwo. Wyrok prawomocny uniemożliwił mu apelacje i bardzo szybko znalazł się w drugim świecie, czyli najgorszym więzieniu w kraju. Dziesięć lat czekał na okazję, aby komuś przedstawić to, co wiedział o NN. Dwaj panowie z wydziały kryminalnego, nadawali się idealnie do tego, aby im to opowiedzieć.



Agenci skorzystali z przerwy. Wyszli z pomieszczenia przesłuchań upewniając się, że drzwi zostały dokładnie zamknięte. Piotr, wysoki brunet o masywnej sylwetce oparł się o ścianę i przeczesał dłonią włosy. Był poirytowany tym spotkaniem, ale ciekawy jego wyniku jak mało kiedy. Daniel, szpakowaty chłopak, dopiero co zaprzysiężony do służby wolał się nie wypowiadać na temat pana Andrzeja, jednak miał swoją intuicję i tym razem podpowiadała mu, że te spotkanie będzie wyjątkowe i znaczące, w jego rozpoczynającej się karierze. Stanął naprzeciwko Piotra.

- Albo on ma super wyobraźnię pisarza, albo jest tutaj przez pomyłkę… - spojrzał na swojego partnera bardzo przenikliwie.

- Nie wiem… Dlaczego teraz nagle chce mówić? Co robił przez dziesięć lat?

- Spytamy go…

- Nie! Niech mówi dalej. – Piotr spojrzał na zegarek. Była godzina dziewiąta.

- Dlaczego akurat tak?

- Jeżeli wymyślił tą historię, to ma przygotowaną odpowiedź. Jak jest w tym ziarno prawdy, to wypłynie w trakcie rozmowy. Na pewno znajdziemy jakiś punkt zaczepienia, jakiś fakt który utwierdzi nas w tym, czy facet mówi prawdę czy też nie.

- W porządku. A będziemy zadawać jakieś pytania, czy raczej słuchać, jak mówi?

Piotr rozejrzał się w obie strony, jakby z boku miała leżeć gotowa odpowiedź na pytanie rekruta. Popatrzył mu w oczy i skinął lekko głową, dając tym samym znak, że czas wrócić do pana Andrzeja.



Wypalony papieros leżał już w popielniczce i lekko dymił. Andrzej spojrzał na twarz Piotra, później na Daniela.

- Wy nowi, – skierował słowa do rekruta – to zawsze jakoś tak inaczej wyglądacie. Macie taką metkę na czole, którą widać z księżyca…

- I co jeszcze? Może widać datę rozpoczęcia służby? – przerwał Piotr. – Zegar tyka…

- No dobra. Mówię dalej.

Enko rozmyślał nad tym, co miałby robić. Zabicie człowieka nie jest wcale takie proste. Wszak został zwerbowany przez rząd i stał za nim majestat prawa, jednak nadal w żaden sposób nie ułatwiało to jego zadania, poza częścią prawną, ale i w tę jakoś nie chciał tak do końca wierzyć. Nie był naiwny a i swoje o prawie wiedział, bo po prostu lubił czytać to i owo. Ale dał się nakłonić do współpracy. Co go do tego pchnęło? Pewnie wiele rzeczy… Podobno kiedyś był na dyskotece i ochraniarze trzepali jakiegoś klienta, a później pieprznęli jego babie i Enko interweniował, no i dostał wpierdziel. Wtedy podobno – gdyby mógł – to by ich zastrzelił. No ale wtedy to on broni nie miał. Może to było właśnie tym bodźcem, do tego, żeby zadziałać niezgodnie z przepisami, ale zgodnie z prawem? Na pewno to.

- Dalej nie rozumiem, skąd wziąłeś tę tajną agencję i agentów werbujących do zadań. Takie coś nie istniało, zdajesz sobie z tego sprawę? Twoja historia ma lukę tak dużą, jak Wielki Kanion! – Piotr krzyknął do Andrzeja, a ten spokojnie spojrzał mu głęboko w oczy i nie odrywając wzroku odezwał się do Daniela.

- Patrz i ucz się, jak można spieprzyć dobrą sprawę i jak mało człowiek wie, po latach służby jak jest tak zakapucony jak agent specjalny Piotr Stacheca.

- Bardzo śmieszne… - odburknął starszy służbą Piotr.

- W niecały miesiąc później Enko otrzymał przesyłkę pod drzwi. Ważyła nieco ponad trzy kilogramy. W środku znajdowała się „dziewiątka”, dwa magazynki i pięćdziesiąt naboi parabellum. Nie było tłumika, jak się spodziewał. W paczce znajdował się także liścik, informujący o tym że za kilkanaście dni dostanie pierwsze, bardzo ważne zadanie w okolicach łodzi. Pierwsze co zrobił Enko to ukrył broń w doskonałym miejscu i jak zapewne wiecie, było to najsłabsze ogniwo agencji – broń, którą znaleźli w jego mieszkaniu nie była ani jego, ani ludzi z agencji…

- Jaka broń? Jakie mieszkanie? – informacja usłyszana od Andrzeja zbiła z tropu Piotra. Albo skazany dobrze blefował, albo wiedział coś bardzo ważnego.

- To wszystko jest w raporcie dotyczącym NN. Oczywiście raportu nikt na oczy nie widział. Ale ja wiem, gdzie on się znajduje.

- Gdzie?

- Bądźcie cierpliwi, to i nagroda będzie należyta.

Piotr nerwowo poprawił krawat, wyrównując spinkę a Daniel zanotował coś w brązowym, skórzanym notatniku, który nieustannie ściskał i pocierał, trzymając go na kolanach.

- Broń schował w takim miejscu, żeby nigdy nikt jej nie znalazł – w suficie. Kiedy remontował mieszkanie, przez pomyłkę spartolił instalację, a że nie znał się na elektryce, to stare kable pozostawił, ale za to obniżył sufit o pięć centymetrów. Zrobił to tak, że nikt nigdy by się nie zorientował, nawet gdyby wiedział o tym, że ten sufit w kuchni jest przerabiany. Tam gdzie znajdowały się szerokie lampy wkładał broń, głęboko na wyciągnięcie całej ręki i tam zawsze ją chował. Dlatego wasi agenci nigdy jej nie znaleźli, mając nawet namiary na dom NN.

Daniel ponownie coś zapisał w notatniku a Piotr spojrzał na niego spode łba.

- I co... od razu potrafił strzelać w głowę z odległości pięćdziesięciu metrów do ruchomego człowieka? Dotknął tej broni i już? – Piotr był bardzo sceptycznie nastawiony do historii opowiadanej przez skazanego. Daniel ponownie coś zanotował, tym razem zakańczając pionową kreską i kropką.

- No talent miał, nie? – kiwnął niedowierzająco głową. Agent specjalny, a za bystry nie był. – To była jesień, nie? Enko nie był durny. Dobrze wiedział, że z tej broni nigdy nie strzelał, i jak ma komuś wpakować kulkę to musi poćwiczyć. Zabrał koszyk na grzyby, leksykon, koc i dwie większe ścierki. W kosz włożył wpierw ścierkę, później ułożył dwa magazynki i Berettę, przykrył ścierką i na to położył książkę. Udając grzybiarza pojechał do jakiegoś lasu. Była jesień, ale grzybów nie było, co nie przeszkadzało, aby jednak ich szukać. Z dala od cywilizacji zaczął trenować chwyt broni, mierzenie i naciskanie spustu i tak przez parę dni. Jak uznał, że to wystarczy, strzelił kilka razy, aby poczuć broń. Później celował do kartonowych opakowań, z których na koniec robił ognisko. Po dwóch tygodniach trafiał w pudełko od zapałek z dwudziestu metrów.

- I w lecącą monetę, w orzełka oczywiście?

- Może.

- Czyli NN był w wojsku, i nagle musiał ćwiczyć strzelanie? – Piotr kontrował każde słowo Andrzeja, tylko po to, by w końcu zmusić go do pomyłki w tym opowiadaniu. Być może chciał, aby snuta przez skazanego historia była nieprawdziwa, albo oczekiwał konkretnego punktu zaczepienia. Na tym etapie nie potrafił stwierdzić, co wolałby bardziej.

- Był w wojsku. A ty byłeś? W wojsku nie ma dziewiątek tylko Glocki na stanie. Nie byłeś, że nie wiesz?

- No… co dalej – poirytowany agent namawiał do kontynuacji opowieści. W końcu padła jakaś konkretna informacja, której oczekiwał chociaż z jego sceptycyzmem nie sądził, że w dalszej części przesłuchania może spodziewać się większych niż ta nowinek.



Pierwsze zadanie przyszło w listopadzie. Enko otrzymał kopertę z krótką historią swojego celu, z której wynikało że Paker – osoba do sprzątnięcia – jest złodziejem, mordercą i skurwysynem najcięższej wagi. Oczywiście poza prawem na tyle, aby nikt o nic go nie podejrzewał, chociaż każdy w mieście, na każdej dyskotece, w komisie czy w pubie wiedział, kto to jest i czym się zajmuje. Była też w kopercie informacja, kiedy i gdzie najczęściej można go spotkać. Enko cały dzień w pracy rozmyślał, które ze wskazanych miejsc będzie najlepsze do wykonania zlecenia i czy w ogóle przekraczać tę granicę. Dalej już wiecie.

Listopad nie był ani zimny ani śnieżny, ale za to wietrzny i deszczowy i przede wszystkim ponury. Właśnie wtedy Lolo grał swoje pierwsze discopolowe koncerty w łodzi, tam gdzie mieszkał Andrzej S. , pseudonim Paker. Chociaż Lolo śpiewać nie potrafił, to ludzie tłumnie na jego koncerty przychodzili i najwyraźniej brak talentu im nie przeszkadzał. Szum medialny robi swoje. Paker z kolei nie wychodził na żaden z tych koncertów, tylko na spotkanie w interesach. Mieszkał w blokowisku, blisko centrum, w jednym z setek wieżowców, które wzniesiono tam w końcówce lat siedemdziesiątych. Ponure, ciemne niebo, padający deszcz i kilka słabych latarni sprawiało, że była to mroczna dzielnica, w którą nikt obcy w życiu by się nie zapuścił, a nawet jej mieszkańcy uważali, że to czarna i niebezpieczna dziura. Paker mieszkał w klatce tuż koło skrzyżowania dwóch osiedlowych dróg. Naprzeciwko jego bloku była latarnia a za nią niewielki trawnik i kolejny blok. Po drugiej stronie skrzyżowania był wąski i krzywy chodnik zrobiony z starych betonowych kafli, pomarańczowy śmietnik wypalony od spodu i jakiś kiosk, za którym znajdował się kolejny blok. Jakby na to popatrzeć z góry, to miejsce te wyglądało jak ogromna studnia. Tak też nazywali ją mieszkańcy, chociaż robili to niechętnie, to widok nasuwał zawsze te samo skojarzenie. Enko wybrał godzinę dwudziestą pierwszą, dokładnie tą, która w jego notatniku odpowiadała za wyjście z bloku jego celu.

- A skąd niby miał taką informacje?

- Z agencji. Wiedzieli o nim bardzo dużo.

- Ulubione potrawy? - odezwał się Daniel, który chciał dorównać zaciętości pytań swojemu koledze.

- Zapewne. – Andrzej wstał i poprosił o kolejnego papierosa. Tym razem Piotr dał mu całą paczkę, na co skazany odkłonił się z lekkim zdziwieniem na twarzy.



Agenci ponownie opuścili pokój przesłuchań. Daniel otworzył trzymany w trakcie przesłuchania notatnik i przejechał po zapisanych kartkach swoim czarnym długopisem. Westchnął.

- Co tam notujesz? Nie sądzisz chyba, że nagle rozwiążemy sprawę NN.

- Sam nie wiem. Chciałbym, a ty?

- Daj spokój! Policja z całego kraju, ABW, Interpol, i Bóg wie co jeszcze próbowało przez dziesięć lat. Myślisz, dlaczego ten koleś nazywa się NN? Tak od sobie? Powiązano tylko kilkanaście morderstw i co z tego, że ci uratowani wskazywali, że to mógł być NN. Jego nikt nie nagrał, nie zidentyfikował, nie wskazał. Fizycznie człowiek nie istnieje. Zresztą sam wiesz, bo telewizja gadała o tym przez cały czas. To nic, że niby go wsadzili, ale dobrze wiemy, że to nie on.

- No właśnie wiem. Ale ten facet zna szczegóły…

- Jakie znowu szczegóły?! Każdy burak tutaj może to wyczytać w prasie lub zobaczyć w telewizorze. Trąbili o tym przez pięć lat, gdzie tylko się da. Bądź profesjonalistą i zapamiętaj, moją radę. Prawo jest jedno i nie daj sobą manipulować, zwłaszcza facetowi, który siedzi za zabicie policjanta.

Daniel pokiwał głową w geście zrozumienia i poczuł zakłopotanie.

- Jednak intuicja…

- Intuicja? Mówi ci coś intuicja po godzinie rozmowy i jednym liście? Daj spokój. To nie intuicja, tylko naiwność i zapał do rozwiązania starej sprawy. Marzy ci się awans?

- Nie… przecież dopiero zacząłem.

- No właśnie.

- Tylko sądzę, że NN jest jednak bohaterem…

Koło rozmawiających agentów przeszedł strażnik więzienny, który ukłonił się nieznacznie do panów i bez zatrzymywania poszedł dalej.

- Udam, że tego nie słyszałem…

Danielowi zrobiło się głupio, tak że nic już nie odpowiedział. Obaj mężczyźni weszli z powrotem do pokoju przesłuchań. Czasu było coraz mniej, a historia, którą opowiadał skazany nie rokowała na taką, która szybko się skończy.



Enko zjawił się na miejscu egzekucji jakieś trzydzieści minut przed wskazanym czasem. – skazany kontynuował swoją opowieść. - Obejrzał dokładnie wszystkie klatki w sąsiednich blokach, sprawdził co skąd widać i zaplanował ewentualną ucieczkę. Ważną rzeczą był śmietnik, w którym znalazł małą poduszkę. Oczywiście zabrał ją ze sobą. Obejrzał zdjęcie swojego celu kilka dodatkowych razy, po czym spalił je w zsypie na śmieci. Poszedł pod klatkę Pakera. Miał na sobie czarny płaszcz i kaszkiet.

- A jakich perfum użył? – zironizował Piotr.

- Perfum o nazwie „co cię to obchodzi?”. Wspominam, bo to ważne.

- Zapewne, tylko skąd wiesz, w co był ubrany?!

Andrzej westchnął ciężko, tak jakby niecierpliwość agenta przytłaczała go. Nie zwracając uwagi na jego natarczywe pytania kontynuował dalej swoją opowieść.

- Przeszedł pod zadaszenie, bo padało – zresztą jak przez cały listopad. Odczekał chwilę siedząc na schodach, ale nie na betonie, tylko na znalezionej poduszce. Około dwudziestej pierwszej wychodziła jakaś para, w pięć minut później wyszedł Paker. Andrzej spytał go o papierosa. Mężczyzna zatrzymał się i popatrzał krzywo… Gdyby wiedział. Enko wyciągnął prawą ręką pistolet zza pleców a lewą przyłożył do jego piersi poduszkę i oddał strzał. Prosto w serce, ale to akurat wiecie. Zrobił to tak cholernie prędko, że Paker nawet nie zdążył mrugnąć…

Jak na zabójcę amatora, zachował zimną krew, chociaż jego ciśnienie skoczyło do maksimum. Poszedł w stronę skrzyżowania i wrzucił poduszkę z powrotem do śmietnika, w którym ją znalazł. Jednak znał dobrze śmietniki. Strzał, który oddał był celny – kula trafiła w serce i zabiła Andrzeja S. natychmiast. Samego wystrzału nie było słychać, bo poduszka sprawiła, że był stłumiony do poziomu głośnego klaśnięcia. Enko przeszedł na drugą stronę ulicy i wszedł do klatki w bloku, gdzie schodami dostał się na czwarte piętro. Zapalił papierosa i powoli uspokajając, oglądał leżące ciało swojej ofiary. Nie minęły dwie minuty, a pojawił się radiowóz, później drugi i trzeci. Po dziesięciu minutach wyszli gapie i przyjechała karetka. Enko zszedł spokojnie na dół i dołączył do tłumu gapiów. Wypytywał co się stało, czy ktoś go potrącił. Policja niechętnie rozmawiała z ludźmi toteż, szybko udał się na przystanek.

- Czyli NN był wśród ludzi? Tam, na miejscu przestępstwa?

- Tak. Jest nawet zdjęcie w gazecie, dość niewyraźne. On na nim jest.

- W jakiej!?

- Musisz poszukać. Przecież podałem, jak był ubrany.

Daniel szybko zanotował słowa skazanego w swoim notatniku. Piotr niecierpliwie stuknął długopisem o blat stołu. Wyglądał na zdenerwowanego.

- Jak Enko ma na imię, lub miał? – Daniel zadał pytanie Andrzejowi. Piotr zdziwił się na tyle, że nawet nie zaprotestował.

- Krzysztof, jak wspominałem.

Daniel przewertował parę kartek.

- Nie, nie wspominałeś.

- Kris. Nie mówiłem tego? Kris, to Krzysiek, tylko to taka ksywa...

- A tak… - młody agent zatrzymał długopis na jednej linijce, w która potwierdzała słowa skazanego.

- Radiowóz po dwóch minutach? – spytał Piotr z nieukrywanym zdziwieniem.

Wszak każdy znał realia, jakie panują w służbach porządkowych w Polsce. Nie było mowy o tym, żeby policja w ciągu dwóch minut od zabójstwa, przyjęła zgłoszenie i wysłała patrol.

- W końcu zaczynam sądzić, że ty jednak myślisz. – Andrzej uśmiechnął się szeroko. Wyciągnął podarowaną wcześniej paczkę papierosów i skierował do Piotra. – Masz, poczęstuj się. – zaproponował.

- Nie palę.

- A ja nie kabluję. Masz. – potrząsnął papierosami.

Piotr wyciągnął jednego papierosa bardzo powoli. Przez chwilę sądził, że dał się wciągnąć w jakąś swoistą grę, której nie znał ani zasad, ani kiedy się skończy.

- No dobra. Zapaliłem. - wypuścił dym z ust. Zakrztusił się, ale zdławił to mocno, jak tylko potrafił.

- Dziwne, co nie? Po dwóch minutach pojawił się radiowóz.

- Dosyć… - wyjąkał Piotr , dławiąc się kolejny raz. Daniel ponownie coś zanotował w swoim notatniku.

- To było ustawione. Agencja poinformowała policję, anonimowo oczywiście, że widzieli jako jakiś człowiek zabija kogoś koło klatki. Zrobili to więcej niż pięć minut wcześniej, przed tym jak Enko zastrzelił Pakera. Gdyby Paker wyszedł dwie minuty później z klatki, to złapaliby zabójcę na gorącym uczynku.

- Jak to ustawione. Kto to ustawił?

- Agencja werbowała takich właśnie ludzi, dawali im zlecenia a później łapali na gorącym uczynku. Nikt w Polsce o agencji nie wiedział, toteż łatwo było takich frajerów wsadzać do więzienia. Czysta gra, no nie?

- Co ty wygadujesz… - Piotr zaciągnął się znacznie mocniej niż poprzednim razem. Jego twarz była napięta a oczy przerażone tym, co właśnie usłyszał.

- Skoro rząd i policja nie potrafili znaleźć dowodów na znanych przestępców, to werbowali takich jak Enko. Oni usuwali kłopot a sami szli za kratki. Nie dość, ze problem mniej to skuteczność wyłapywania morderców ogromna. Policja miała złoty czas.

- Kiedy?

- Panie Piotrze…, a pamięta pan, jak w Warszawie złapali gościa, który zastrzelił Wąsacza, szefa mafii północnej?

- Coś tam było…

- Siedział zemną jakieś trzy lata. Powiesił się. Sam.

- On był zwerbowany, przez tę agencję? – Daniel ponownie odnotował słowa Andrzeja w swoim notatniku. Przewrócił kartkę na kolejną, czystą stronę

- Tak. Policja była już przed restauracją, kiedy on strzelał do niego. Złapali go natychmiast…, facet posrał się ze strachu.

Ktoś zapukał mocno w drzwi, po czym do pokoju przesłuchań wszedł strażnik, w asyście dwóch kolegów.

- Czas dobiegł końca… - zaciągnął się kilkakrotnie nosem i dodał.- Mówiłem wyraźnie, że nie można tutaj palić!

Agenci wstali i podeszli do drzwi a strażnik nie spuszczał ich z oka, trzymając cały czas za klamkę. Skazany uśmiechnął się łobuzersko i zasalutował niedbale w stronę Piotra.

- Jutro pogadamy znacznie dłużej – zakończył te spotkanie agent i cała piątka opuściła pomieszczenie.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Kristopher
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: pt 07 gru 2007, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Kristopher » ndz 21 wrz 2008, 08:44

Wstęp na razie sobie daruję, jeślim mi się spodoba doczytam :)



zabójstw na ponad dwudziestu osobach związanych ze światem przestępczym, dokonanych przez jedną osobę




Można napisać inaczej, bez powtórzenia. Chociażby dwudziestu przestępców czy mafiozów, wtedy też zdanie ładnie się skróci bo nie będziesz musiał dodawać "powiązanych ze światem przestępczym..."





(o czym świadczyły zeznania wielu osób i bardzo zbliżone metody dokonania morderstw)




Ale te osoby się do Ciebie przyczepiły ;)





jak spotkali swojego wybawcę nie mogła uwierzyć,




Myślę, że jak wytniesz zaimek też będzie dobrze.





jednak miał swoją intuicję




żeby nie było zaimka można napisać inaczej, np. ze miał nosa... bo ten coś mi zgrzyta.



Wtedy podobno – gdyby mógł – to by ich zastrzelił. No ale wtedy to on broni nie miał




Można; tego dnia, albo i jeszcze inaczej ;)





Tam gdzie znajdowały się szerokie lampy wkładał broń, głęboko na wyciągnięcie całej ręki i tam zawsze ją chował.




Tam-tamy. Po za tym wiadomo że to tam ją zawsze chował.





W wojsku nie ma dziewiątek tylko Glocki na stanie




A glock nie strzela też czasem 9mm parabellum? Tu się nie czepiam ot ludzka ciekawość :)



Samego wystrzału nie było słychać, bo poduszka sprawiła, że był stłumiony do poziomu głośnego klaśnięcia.




Był było... Za dużo tego w całym tekście. Co chwilę wyskakują.





Skończyłem, fragment jakoś tak dziwnie mi się kojarzył cały czas z XIII(taki political fiction komiks) może przez to NN ;) Ogólnie mi się podoba, jeśli mówimy o fabule. Momentami robi się interesująco. Potrafisz zaciekawić.



Napisane jest już gorzej. Przypuszczam, że to pośpiech i "świeżość" tekstu. Sporo, o wiele za dużo powtórzeń, których można uniknąć. Niektóre zdania są takie jakieś dziwne, nie składne albo chaotyczne.

Dialogi chwilami również bywają sztywne. Najlepiej opisana chyba jest sama opowieść pana Andrzeja, poza przydługim opisem blokowiska. Nie ma potrzeby tak dokładnie przedstawiać blokowiska w którym akcja dzieje się przez trzy akapity(nie wiem czy tyle, tak mi się napisało, ale to i tak nie ważne) graj na archetypach. Jeśli napiszesz o szarym peerelowskim blokowisku każdy to zobaczy. Możesz dodać te śmietniki. Ale bez przesady.



Ostatnia sprawa za dużo zdań złożonych przez co tekst traci na przejrzystości i tępię. Krótkie zdania proste czyta się o wiele lepiej i nie trzeba co chwilę cofać się do tyłu.



To by było na tyle, po głębokiej operacji plastycznej coś może z tego opka jeszcze być, pozdrawiam.



P.S. Chyba jednak zerknę do tego wstępu :D


"Tworzenie od niweczenia.

Kres od początku,

Któż odróżni z całą pewnością?"

Awatar użytkownika
Sabriel
Pisarz domowy
Posty: 75
Rejestracja: sob 26 lip 2008, 20:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Sabriel » czw 25 wrz 2008, 18:25

Hejka! :)

żeby nie było, że nikt nie czyta, to ja przeczytałam (razem z poprzednią częścią) i skomentuję! A co!



Pozwól, że tutaj wrzucę parę uwag do zalinkowanej części, nie będę pisać dwóch komentarzy.

Gość faktycznie był ten sam, a bynajmniej tak się mu wydawało.


Nie będę pisać pod tamtą częścią ale rzuciło mi się w oczy i zwaliło z krzesła złe użycie słowa "bynajmniej". Ono bynajmniej nie znaczy to samo co "przynajmniej"! A to częsty błąd i wiele osób go popełnia.



Tutaj każdy czyn, zły lub nieważny był karany, bo były to więzienie, o których kraj i jego ludność nie wiedziały.


To zdanie mnie rozwaliło. Co to za rodzaj i liczba? :D Martinius czytaj swoje teksty po napisaniu.



Wnioski te były bardzo nie precyzyjne i pozbawione jakichkolwiek dowodów, jednak to było jedyne spójne wyjaśnienie zabójstw na ponad dwudziestu osobach związanych ze światem przestępczym, dokonanych przez jedną osobę (o czym świadczyły zeznania wielu osób i bardzo zbliżone metody dokonania morderstw).


łołoło! Jakie długie zdanie! Nie dałoby się skrócić? I jeszcze nieprecyzyjne piszemy razem.



Starszy agent, Piotr wyróżnili się w telewizji jedna wypowiedzią


Nie po polskiemu.



Daniel, szpakowaty chłopak, dopiero co zaprzysiężony do służby


Szpakowaty = siwiejący. No a jak chłopak to chyba jeszcze nie siwiał?



ochraniarze


Neologizmy tworzymy? :)



Enko wybrał godzinę dwudziestą pierwszą, dokładnie tą, która w jego notatniku odpowiadała za wyjście z bloku jego celu.


Ajjjajaj... Aż zęby bolą. Popraw to zdanie.



Tak od sobie?


ot



Interpunkcja leży, kwiczy i dogorywa. Ja rozumiem, nie poprawiasz tekstów przed wstawieniem, ale przeglądnąć byś mógł i poprawić te rzucające się w oczy błędy i niedociągnięcia.



No, poznęcałam się torchę, ale tak to lubię... ;) wybacz



Ta część podoba mi się bardziej niż wstęp. Może łatwiej się ją czyta, jest przystępniejsza. Aaa no i nie pada tyle razy odmiana słowa "zasrany" przez wszystkie przypadki.

No i jak na początku niezbyt opowiadanie mi podeszło, tak teraz z chęcią poczytałabym dalej. :) Zaczęłam się powoli wciągać w tę historię i ciekawa jestem jak się będzie rozwijać.

No i tak końcówka z "Mówiłem wyraźnie, że nie można tutaj palić!" :D



Pozdrawiam serdecznie!


Allouette, gentile allouette,

Allouette, je te plumerais.

Je te plumerais la tete... et la tete...

Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » czw 20 lis 2008, 11:08

Masz przyzwoitą fabułę i przyzwoitą wersję roboczą tekstu. W tej chwili najbardziej brakuje mi jakiegoś stosunku do bohaterów - ani ich lubię, ani nie lubię, są mi zupełnie obojętni. Może to wina mało zaangażowanej narracji, może braku plastycznych obrazów, jakichś gestów, które coś by mi o nich powiedziały nie wprost. Jakiegoś nietypowego zachowania się, które mógłbym uznać za zapowiedź czegoś, wymykającego się schematom.



Joanna Chmielewska napisała kiedyś: "Pisarz powinien choć trochę lubić swoich bohaterów". Myślę, że może ich też nienawidzić. To bardzo "ożywia" postacie.



Trzymaj się!



Online
Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1027
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » pt 26 gru 2008, 11:45

Skazany uśmiechnął się łobuzersko i zasalutował niedbale w stronę Piotra




Postaraj się wyeliminować przysłówki. Niby poprawnie, ale moim zdaniem przeszkadzają, zamiast pomagać.



Początek... Zaczyna się tak "na sucho" - ciężko się czyta. Może ciut za długie zdania, może kwestia narracji. Ciężko powiedzieć.



Wnioski te były bardzo nie precyzyjne i pozbawione jakichkolwiek dowodów, jednak to było jedyne spójne wyjaśnienie zabójstw na ponad dwudziestu osobach związanych ze światem przestępczym, dokonanych przez jedną osobę (o czym świadczyły zeznania wielu osób i bardzo zbliżone metody dokonania morderstw).


Zobacz, jaki tasiemiec ;)



Fabularnie jest całkiem fajne. Nie rozwala na łopatki, ale to przecież tylko fragment :)



Podszlifuj go jeszcze.


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
katamorion
Umysł pisarza
Posty: 982
Rejestracja: czw 11 gru 2008, 13:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: katamorion » pn 05 sty 2009, 19:37

Niektóre zdania są zbyt wielokrotnie złożone. Wydaje mi się, że lepiej jest nie stosować zdań pięciokrotnie lub więcej złożonych. Zwłaszcza że tematyka utworu nasuwa prostsze i bardziej dynamiczne wypowiedzi.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości