Jak efektownie stracić pracę? - [autentyk] [opowia

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Jak efektownie stracić pracę? - [autentyk] [opowia

Postautor: Martinius » pn 25 sie 2008, 16:01

Niestety, ale poniższy tekst jest zapiskiem czegoś, co zdarzyło się naprawdę.



Nie wiem nawet czy to tutaj pokazywać, ale co mi tam..



PS: żeby nie było, to nie moja historia!



Jak efektownie porzucić pracę.



Młody sprzedawca poruszał się zgrabnie za ladą. Lawirował pomiędzy ciasnymi półkami wypełnionymi zabawkami z nadnaturalną sprawnością, choć klienci zawsze coś z nich zrzucali. Ale nie on. Potrafił przejść sprawnie zza lady do klienta i nic nie zrzucić. Niby nic wielkiego, a jednak… Chłopak pracował tu od dłuższego czasu (kilka lat!) i lubił tą pracę. Szanował pracodawcę i klientów, ale z każdym kolejnym przepracowanym dniem, kiedy wracał do domu zadawał sobie jedno i to samo pytanie: po co to robi? Po co jest miły, uprzejmy? Po co stara się być dobrym doradcą? Nikt przecież nie patrzy na to co mówi, na towar jaki sprzedaje, tylko… (no to na co patrzą?). Miał na to własną teorię.



- W dupie to mam. Pana też w dupie. A i panią mam w dupie. Pasuje? Co?! Do mojej dupy nie pasuje? A ja pokaże, że pasuje. O zobacz, jak bardzo.– gestykulował do pustego pomieszczenia. Klientów nie było od rana, ale to go nie wprowadziło w ironiczny humor. Miał dosyć pracy w tym miejscu. Pracy, jakże bezproduktywnej. Nie tworzył dzieła, nie budował i nie malował. Brał pieniądze i wydawał towar: ot cała filozofia. Nikt (naprawdę nikt!) nie interesował się tym, co i jak sprzedaje, i że w ogóle przejmuje się tym tak bardzo.

Do sklepu weszła kobieta. Miała „koło trzydziestki”. Widać, że bogata (te ich gardzące miny…).

- Dzień dobry! – uśmiechnął się promiennie (jak zawsze zresztą).- W czym mogę pomóc? – zapytał, nim dotarła do lady. Znał na wylot zachowania klientów. Jak zobaczył uśmiech w zaciśniętych wargach, od razu mógł stwierdzić, że nic nie zamierza kupić, tylko chciała „pomarudzić”, co by jej mniej czasu w domu zostało, przy mężu z „piwkiem”.

- Dzień dobry. Tak tylko się rozglądam – odpowiedziała, nie patrząc nawet na sprzedawcę. Podeszła do półki z zabawkowymi robotami (teraz są „na topie”). Chłopak oparł się jedną ręką o ladę, a drugą położył na biodrze (pozycja „olewająca” jak się patrzy!). Klientka zrobiła kilka kroków do następnej półki. Westchnął.

- Ma pan coś, tak na trzy latka? – spytała.

- Chłopiec czy dziewczynka?

- Chłopiec, ale taki bystry.

- Tutaj mam, atestowane zabaweczki (najlepsza marka!) – wskazał odpowiedni regał. – Na przykład wspaniała kostka edukacyjna, ucząca alfabetu, wyrazów i liter. – Uniósł produkt i położył na ladzie. Klienta zrobiła skwaszoną minę. No tak – pomyślał. – Znowu nie trafiłem z produktem na trzy latka. W ogóle co to za wiek, te trzy latka? Zaraz pewnie dowiem się od klientki.

- Wie pan…, to jest taki rozgarnięty i bystry trzylatek. – odsunęła „kostkę”. – Może te roboty? (wiek: osiem lat lub wyżej).

- Nie poleciłbym takiego „robocika” dla trzylatka. Ma małe elementy i ogólnie jest skomplikowany…

- Ale on jest rozwinięty! I to bardzo! Nie z takimi rzeczami daje sobie radę.

Wszystko jasne. Ma trzy latka, ale spokojnie poskłada robota przeznaczonego dla ośmiolatka, z którym nawet sprzedawca (znający temat!) ma problem. Prosta matematyka. Skoro dla tego trzylatka odpowiednie są zabawki dla ośmiolatka, i jest tak rozwinięty, to ma co najmniej ze dwa razy więcej lat (w głowie), niż sądzi. Czyli… (szeroki uśmiech sprzedawcy), ma z czternaście lat! Toż to chłopak! Interesuje się „babkami”, samochodami i narzędziami, i w ogóle jest już samodzielny.

- Mam dla pani propozycję! – uśmiechnął się najszerzej jak potrafił (szyderczy uśmiech, pełną gębą!)

- Jaką?

- Proponuję pójść do sklepu z narzędziami, kupić piłę mechaniczną do drewna. Dzieciak będzie zadowolony. Utnie sobie palce, może rękę a pieskowi łeb. I wszyscy będą zadowoleni! No…, i może pani zrozumie, że trzylatek nie powinien bawić się zabawkami, których producent nie przewiduje dla niego!!!

Klientka zdębiała.

- Czy pomogłem odpowiednio?

- Ty chory debilu! Ty się idź leczyć! Zobaczysz..., przyślę tutaj mojego męża i nauczysz się, co to jest kultura! Gówniarz pieprzony! – wyszła ze sklepu natychmiast.

Sprzedawca uśmiechnął się. Ile miał takich klientów, co to ich dzieci lub wnuczki były „nadzwyczajnie rozwinięte”? Setki.

Minęło kilka minut. Ruchu na sklepie praktycznie żadnego – jak zawsze w sumie, bo taki sklep osiedlowy, co najwyżej miał kilkunastu „apaczy” (co to mówią: a patrzę sobie) w ciągu dnia. Kolejek nigdy, nawet na Boże Narodzenie. Weszła kolejna pani. Babcia jak nic (potencjalna klienta, ale jak wiedział z doświadczenia, ludzie na tym osiedlu potencjał mieli słaby).

- Dzień dobry. – Babcia była kulturalna i pierwsza przywitała sprzedawcę. Odpowiedział tym samym.

- Proszę pana… - rozglądała się chaotycznie po półkach. Widoczne szukała czegoś innego niż zabawki. – Czy ma pan może body niemowlęce, takie na noworodka?

- Chłopiec czy dziewczynka?

- Chłopiec.

- A ile dokładnie ma ten noworodek?

- A co to za różnica?

No tak. Różnica żadna…, dla klienta.

- Bo jak ma miesiąc i jest chłopcem, to będzie mieć około „sześćdziesiąt osiem” a nawet „siedemdziesiąt cztery”. A jak dopiero się urodził, to zapewne „sześćdziesiąt dwa”.

- Tak? To proszę mi pokazać, te pierwsze body.

Sprzedawca przeszukał wieszak, i wyciągnął wspomniany ciuszek. Kobieta złapała za spód ubranka i wykrzywiła usta.

- Ile to kosztuje?

- Czternaście złotych.

- Drogie trochę. A nie ma coś tańszego?

Boże! To jest najtańsze body w mieście! – pomyślał. – Co ci ludzie tak marudzą?

- Niestety, to jest najtańsze.

- Ach, tak. Ale wie pan co, to jest troszkę małe.

- Małe? Sądzę, że będzie dobre.

Klientka uniosła w górę pajacyk (taka piżamka dla niemowląt), w rozmiarze „dziewięćdziesiąt osiem” (centymetrów).

- Wie pan…, to byłoby dobre.

- Na tego noworodka?

- Tak. To będzie idealne, no może na styk, ale to tylko prezent więc co tam…

- Ten noworodek jest taki duży?

Pajace z reguły są większe, niż inne ciuszki – mają zmieścić niemowlaka wraz z nocną pieluchą. Ten pajacyk był gigantyczny, jak na noworodka.

- Trochę drogi, ale go wezmę.

- Ale proszę pani, ten pajacyk będzie za duży. O wiele za duży. Proszę mi wierzyć.

- A co mnie pan będziesz pouczał. Sprzedaje drogie rzeczy i jeszcze się wymądrza. Co myślisz, że ja dziecka nie widziałam?!

I wszystko jasne. Klientka na pewno wie lepiej, jakich rozmiarów jest jej wnuk.

- A wie pani, że z ceną to nie problem? Na pewno nie będzie za drogie!

- Jak to?! – w oczach klientki było widać błysk.

- Jak ten noworodek ma prawie metr wzrostu, to wystarczy powiadomić NASA i naukowców z Ameryki, aby przyjechali i zrobili zdjęcia Godzili, dostaniecie dużo kasy, rozgłos i sławę, a wtedy żadne ubranko nie będzie za drogie! Prawda, że proste? – szeroki uśmiech zakończył zdanie.

- Cham! Powinni cię zwolnić i do świń dać! – rzuciła pajacyk na ladę. Ruszyła do wyjścia, ale w samych drzwiach obróciła się. – Jak przyjdzie mój syn, to ci tak wpieprzy, że popamiętasz! – opuściła sklep, klnąc pod nosem. Sprzedawca był rozpromieniony – bynajmniej podwyższył jej ciśnienie.

Kilkanaście kolejnych, nudnych minut. Przyszedł nowy klient. Kobieta. ładna, i to bardzo. Na „oko” miała z dwadzieścia trzy lub cztery lata.

- Dzień dobry. – standardowe „wejście” i równie standardowa odpowiedź. Klientka zbliżyła się do półki z zabawkami dla dziewczynki. Lalki i takie tam. Sprzedawca dokładnie ją oglądał, a w szczególności duży dekolt i piękne, gładkie piersi, które „atakowały” jego wzrok.

- Mogę w czymś pomóc? – spytał, jak zawsze.

- Tak. W sumie to szukam laktatora (takie urządzenie do odciągania mleka).

- Ja mogę być pani laktatorem. – uśmiechnął się.

Konsternacja. Nie dosłyszała? Może przesłyszała się? A może to jej wyobraźnia?

- Co pan powiedział?

- Jaki to ma być laktator, spytałem.

- Jakiś tani, najlepiej ręczny.

- Proszę tutaj. – przeszedł do półek ze wspomnianymi produktami.

Wyciągnął na ladę trzy urządzenia różnych firm.

- To ma być dla pani?

- Tak.

Pytanie jak najbardziej nie na miejscu (dość osobiste, jak na faceta za ladą).

- To dla takich ładnych piersi poleciłbym coś lepszego.

Ponowna konsternacja. Tym razem klientka patrzyła na sprzedawcę z szokiem w oczach. Jednak po chwili namysłu, uśmiechnęła się (taki zmieszany uśmiech).

- Który?

- A dokładnie ten – przysunął najdroższy z produktów jakie posiadał. – Ma taką specjalną nakładkę na piersi, która masuje prawie tak dobrze, jak moje dłonie.

Klientka obróciła się i wyszła. Sprzedawca uśmiechnął się. Znał ją tak dobrze, że wiedział, iż nigdy (odkąd pracuje) nic nie kupiła, poza zajmowaniem jego (jakże cennego) czasu. Po niespełna minucie, wróciła.

- Cham! – uderzyła sprzedawcę w policzek z „otwartej”. Ponownie wyszła.

Chłopak pogładził piekąca skórę. Dla tych „piersiaków” było warto – pomyślał.

Pewnie też przyśle męża.

Zadzwonił telefon w firmie. Odebrał.

- I jak tam dzisiaj ruch na sklepie? – pytanie szefowej było standardowe, jak zawsze. W sumie to poza tym, o nic innego nigdy nie pytała.

- Wspaniale. Mieliśmy już trzech fascynujących klientów.

- Fascynujących? – wyraźne zdziwienie.

- Tak. Była pani, która ma syna geniusza, oraz jedna babcia, co ma wnuka wielkoluda. No i taka ładna pani, wspaniale „wyposażona”, ale nic nie kupiła, jak zawsze.

- Ty się dobrze czujesz?

- Wspaniale, jak nigdy!

- Bo wiesz, miałam telefon od klientki, i skarżyła się, że byłeś niemiły.

Zdziwił się, że ktoś zadzwonił. Przecież jak był miły (tyle lat!), to nikt z tym nie dzwonił.

- Skarżyła się? Pewnie przesadzała. Czy ja byłem kiedyś niemiły?

- No tak. Pewnie masz rację. – skwitowała szefowa. – To wracaj do pracy, a jak ci nie przeszkadzam.

Naiwna szefowa. Ale skąd mogła wiedzieć, że dzisiaj jest ten dzień, w którym postanowił „wylać” wszystkie swoje żale, skumulowane przez lata pracy?

Prawie godzina przerwy i żadnego klienta.

A jednak, ktoś przyszedł.

Babcia, która pewnie szuka drobiazgu dla wnuczka. Sprzedawca nie pomylił się.

- Ma pan jakiś samochodzik dla dwulatka, ale taki wytrzymały? Bo on wszystko rozbraja.

- Plastikowy czy metalowy?

- Może lepiej metalowy…

Chłopak pokazuje brązowy model auta wykonany z metalu, który nie posiada śrubek, ruchomych elementów, ani też plastikowych szyb, które można by wybić czy wydłubać. żelazna bryła odlana w całości.

- Wie pan, to takie „liche” jest. Może coś mocniejszego?

- Dwulatek „rozbroi” takie autko?

- Nie wie pan, jaki on zdolny. Może coś bardziej wytrzymalszego?

Sprzedawca obejrzał dokładnie autko. Nie było elementu, który dałoby się „odłączyć”, nawet siłą.

- Ale to jest bardzo wytrzymały model, mógłbym nawet stanąć na niego i byłby cały.

- Ale ma pan coś mocniejszego?

- Niestety, betonowych zabawek nie sprowadzamy.

Klientka wyszła. Znowu dłuższa przerwa. O! Ktoś idzie. Pani z wózkiem i trzyletnim dzieckiem. Pożywka dla jego czarnych myśli. Tę panią też zna.

- Dzień dobry. – przywitała się i wpuściła „szarańczę” (swoje dziecko).

Przywitał się, jak zawsze. „Apacz” nie potrzebuje pytań typu „ w czym można pomóc?”.

- Mamusiu, mamusiu! – zawołała dziewczynka. Upatrzyła sobie wspaniałą lalkę.

- Co chcesz córeczko? – mama chwyciła ją za rękę.

- Kupisz mi tom lalke? – dziewczynka wskazała zabawkę.

- Ale córeczko, to jest dla malutkich dzieci (dokładnie od sześciu lat).

- Te zabawki nie są dla małych dzieci, tylko dla starszych dziewczynek. – sprzedawca wiedział, że ten dialog służy tylko okłamaniu dziecka. Ta pani nie raz i nie dwa „okłamywała” swoją pociechę, tylko po to, żeby wymigać się od zakupów.

- Proszę nie wtrącać się. Dobrze? – skarciła go ostro, co podkreśliła wrogim spojrzeniem.

- Ale ja się nie wtrącam. Przychodzi pani z dzieckiem do sklepu z zabawkami, i próbuje jej wmówić, że te nie są dla niej. A w przedszkolu czym dzieci się bawią? Są tak dorosłe, że malują usta i ubierają staniki? Przecież ona ledwo ma trzy latka!

- Wychodzimy! – chwyciła dziewczynkę za rękę.

Kiedy opuszczała sklep, minęła nowo przybyła klientkę, która szła z wnuczkiem.

- My tylko pooglądamy. – zapowiedziała od wejścia. No to niech oglądają – pomyślał sprzedawca. Trwało to kilkanaście minut. Co chwilę chłopiec wskazywał na jakąś zabawkę, ale babcia odpowiadała cały czas w ten sam sposób, że wszystko już w domu ma (nawet super drogie klocki, o wartości grubo ponad pięćset złotych).

- Przecież to już masz. Prawda? – spytała wnuczka, kiedy ten po raz kolejny zachęcał do kupna zabawki.

- Ale ja tego nie mam. – przekonywał.

- Masz w domu, u mamy. Prawda? – złość chowała za uśmiechniętą buzią.

- Tego nie mam i tamtego tez nie…

- On wszystko ma. Naprawdę nie ma co kupować. – powiedziała do sprzedawcy.

Na pewno ma wszystko. A ich dom ma powierzchnie ponad trzysta metrów kwadratowych (żeby pomieścił co najmniej połowę zawartości sklepu – licząc po jednej sztuce).

- A te nowe klocki? Wczoraj dostaliśmy jako pierwsi w Polsce. Premierę mają dopiero w sierpniu! - pokazał produkt, który faktycznie nie był spotykany, a który cudem udało mu się sprowadzić trzy miesiące przed datą premiery.

- On to też ma. On ma wszystko.

- To tak biednie trochę, prawda? Tyle zabawek, dziecko wszystko ma a nawet nie wie co, bo chce każdą zabawkę z tego sklepu.

- Bo on mały jest i nie pamięta.

- To mam świetny pomysł. Zabierzcie mu wszystkie zabawki i schowajcie w piwnicy. Co tydzień zabierajcie go do tam, żeby sobie coś wybrał. W ten sposób nie będzie trzeba mu mówić, że wszystko ma. Po pięciu latach otworzycie sklep z używanymi zabawkami (bo przecież wszystko mają!) i jeszcze zarobicie!

- Bezczelny typ! Ktoś powinien nauczyć pana kultury! Jak powiem…

- Tak. Powiedz mężowi, dziadkowi, i kochankowi żony, że ma przyjść i mi „wpierdzielić”, ale niech wpierw ustawi się w kolejce, bo będzie tłoczno i proszę pamiętać, że szefowa ma „pierwszeństwo”.

Uśmiechnął się. W końcu będzie mieć ruch i „kolejkę” na sklepie.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1004
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » pn 25 sie 2008, 16:46

Może trzeba pogrubić to, że to nie o Tobie? Bo jakoś umyka uwadze :)



Każdy, kto pracował za ladą, pewnie nie raz miał ochotę na tki odpał. Na szczęście większość ludzi realizuje to tylko w wyobraźni. A klienci też potrafią dosolić... ( na szczęście od trzech lat oglądam kasę fiskalną z tej lepszej strony i nie mam takich problemów :D)



bynajmniej podwyższył jej ciśnienie.
Bynajmniej to nie "przynajmniej". Oznacza "wcale nie", występuje przed "nie". Czyli tu wyraz został użyty błędnie.



Opowiadanie takie sobie - nieźle się czytało, ale prawdę mówiąc nie należy do najciekawszych.


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
levahlokahmilavahlevah
Zarodek pisarza
Posty: 14
Rejestracja: śr 20 sie 2008, 20:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: levahlokahmilavahlevah » pn 25 sie 2008, 17:22

Tak. Powiedz mężowi, dziadkowi, i kochankowi żony




Czyli sprzedawca przyjął, że statystyczna polska babcia ma żonę. I to niewierną. Ciekawe.



Awatar użytkownika
Eitai Coro
Dusza pisarza
Posty: 648
Rejestracja: wt 14 sie 2007, 09:21
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Niedaleko zamku.
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Eitai Coro » wt 26 sie 2008, 10:43

Hm. Zgadzam się z łasic, że opowiadanie nieszczególne. Drobne błędy: interpunkcja, zapis dialogu. Pomysł mnie nie porwał i mam wrażenie, iż szybko zapomnę o lekturze. A szkoda, bo Twój styl dałoby się wykorzystać do czegoś ciekawszego.



Pozdrawiam.


"Tymczasem zaś trzymajcie się ciepło i bądźcie dla siebie dobrzy".

Przedmowa - list do Czytelnika z "Zielonej mili" Stephena Kinga.



"Zawsze wiedziałem, że jestem cholernie wyjątkowy".

Damon Albarn

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 27 sie 2008, 13:56

Sądziłem, że będzie tragicznej. Dobrze czasem jest być w błędzie. Tym bardziej, że cały tekst został napisany w czasie krótszym niż wypicie kawy...



Cytat:

Tak. Powiedz mężowi, dziadkowi, i kochankowi żony





Czyli sprzedawca przyjął, że statystyczna polska babcia ma żonę. I to niewierną. Ciekawe.




wg relacji, rozchodziło sie o córkę tej babci. Wyszedł z tego skrót myślowy. Można śmiało potraktować jako błąd.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość