Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Wiosna

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Maria Kosaciec
Kmiotek
Posty: 4
Rejestracja: pn 19 cze 2006, 13:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Wiosna

Postautor: Maria Kosaciec » wt 20 cze 2006, 12:55

Proszę o wyczerpujące, obiektywne opinie. Dziękuję.



---



Złocisty blask porannego słońca spływał leniwie po szybach i wlewał do środka ciepłą falą, rozlewając się jasną, połyskliwą plamą po wnętrzu pokoju. Przez nieznacznie uchylone okno wdzierał się do środka rozkoszny, łagodny wietrzyk, zapraszający do tańca zasunięte wokół łóżka poszarzałe kotary, podrygujące lekko w jego subtelnych powiewach. Gdzieś w oddali rozlegał się melodyjny głos dzikiego ptaka, pełen radości i szczęścia, jakoby pieśń na powitanie nowego dnia.

świetliste promienie słońca coraz nachalniej i odważniej zaglądały do środka sterylnie śnieżnobiałego pokoju, naruszając prywatność tego pomieszczenia. Znalazłszy wolną przestrzeń między sąsiednimi połami kotar, wślizgnęły się w nią zgrabnie, spływając złotym potokiem na szarą, matową pościel.

Obudziła się, wyrwana ze snu nagłym przypływem nieznośnego bólu. Otworzyła drżące powieki. Wzrokiem napotkała rozświetloną słońcem chropowatą powierzchnię sufitu. Zrozumiała, że nastał już dzień. Kolejny dzień. Jej jasne, znużone źrenice rozszerzyły się gwałtownie, gdy padły na nie ostre słoneczne promienie. Dźwignęła się ciężko na przedramionach. Wnętrze pokoju, które ukazało się jej oczom w szparze płóciennych zasłon, było pogrążone w mdłym, zielonkawym półmroku. Pobielane ściany spowijała głucha, senna cisza, przerywana miarowymi oddechami ludzi przebywających na oddziale i ostrym, rytmicznym głosem elektrokardiografów niczym tykaniem jakiegoś upiornego zegara. Poczuła, jak zmęczone, słabe mięśnie drżą pod ciężarem jej ciała. Oczy zalała nieprzyjemna, ciemna fala, spowodowana nagłym zawirowaniem w głowie. Osunęła się z powrotem na niewygodne, sztywne poduszki. Plastikowa rurka, odchodząca od jej lewego przedramienia, dała o sobie znać, gdy dziewczyna poruszyła ręką. Jej oddech był nieregularny i chrapliwy, stracił już dawno na swej elastyczności. żebra poruszały się ciężko, jakby z oporem, ledwo unoszone przez osłabione mięśnie. Westchnęła, wdychając powietrze dostarczane jej przez jakiś skomplikowany aparat. Ból nie wywierał na jej wyczerpanym organizmie większego wrażenia. Zdążyła się do niego przyzwyczaić w ciągu tych kilkunastu miesięcy. Osłabione, wymęczone serce z coraz większym trudem wykonywało swą katorżniczą pracę. życie powoli uciekało z jej ciała niczym woda przedzierająca się między palcami stulonych dłoni. Zmobilizowała umykające powoli ostatnie siły, by w pełni przygotowaną przyjąć to, co ją czekało.

Skupiając całą moc swojej woli, przechyliła głowę, by móc spojrzeć w okno. Widok był dość ograniczony, jednak dziewczynie w zupełności wystarczał. Po lazurowym niebie nieśpiesznie sunęły pierzaste obłoki, od czasu do czasu nieznacznie przysłaniając słońce, grzejące i świecące całą swą mocą, jakby w ten sposób chciało obudzić do życia uśpiony świat i zaprosić wszystkich do miłego spędzenia czasu na łonie natury, wśród pachnących, kwiecistych łąk i zielonych borów. Roztrzepane korony drzew lśniły jasnozielonym blaskiem w złocistych promieniach.

Nadeszła wiosna. Serce dziewczyny zadrżało w przypływie radości. Nie spodziewała się, że dożyje tej chwili. Wiedziała, że jest to ostatnia wiosna w jej życiu. Poczuła, jak pod powiekami zbierają się łzy. Westchnęła i po chwili była tam, wśród barwnych pól i jasnozielonych lasów... Tak kochała cud odradzającej się przyrody…

Wiosna… Widziała ją… Wkroczyła na scenę cicho i nieśmiało, wnosząc złocisty, ciepły blask słońca, lazur nieba, zapach rosnącej trawy i radość kwitnących pąków. Powlekła zbolałą ziemię rozkosznym ciepłem swej zwiewnej, mgielnej sukni, przygarnęła do piersi udręczony zimnem świat niczym matka ukochane dziecko, wlała w serca żywych istot słodki strumień błogiej radości i niewypowiedzianego uniesienia. Objęła opiekuńczym ramieniem nagie korony drzew, zabawiła się nieufnymi, nieśmiało wychylającymi się spod zszarzałych zwałów śniegu jasnozielonymi źdźbłami młodych traw, przytuliła swe rumiane lico do puszystych kotków bazi, zapłakała rzewnie pierwszym ciepłym, wiosennym deszczem, zakołysała alabastrowym kielichem przebiśniegu i zatrzepotała powłóczystym skrzydłem białego motyla. Odetchnęła głęboko, łaskocząc ciepłym oddechem wiatru gołe gałązki drzew i głaszcząc grzbiety zmarzniętych grud ziemi, dawszy upust drżącej fali radości wypełniającej jej pierś. Rozbrzmiała śmiechem okrągłych dziecięcych twarzy i zaśpiewała melodyjnym głosem ukrytego wśród obsypanych nabrzmiałymi pąkami gałęzi słowika. Odgarnęła z nieboskłonu szarobure chmurzyska i obudziwszy do życia zaspane zimowe słońce, rozlała jego łagodny blask ciepłą falą na wilgotnej powierzchni chodników. Złocista twarz przejrzała się w tafli błotnistych kałuż, podziwiając swe odbicie iskrzące się blaskiem rozsypanej garści miliona małych diamencików. Zalegające na skrajach dróg złogi szaroburego śniegu kładły kres swego żywota, tając w ciepłym blasku i odsłaniając umęczone, zgniłozielone źdźbła traw, noszące na sobie znamię wielodniowych mrozów, oraz nowe, wychylające się niewinnie zza ubitej, zmrożonej ziemi, roześmiane jasnozielonym blaskiem życia. Sprowadziła do kraju pierwsze bociany i jaskółki, które odnalazłszy swe domy, witały ją, każde na swój własny ptasi sposób. Wywabiła z najgłębszych zakamarków ukryte przed swym najzajadlejszym ciemięzcą mrozem gile, dzięcioły i strzyżyki. Powietrze wypełniło się dźwięcznym, perlistym śpiewem przylatujących skowronków, wnoszącym w serca tak wyczekiwane ukojenie i radość, wypełniającym strudzoną pierś strumieniem nadziei i nieopisanej lekkości. Jaśniejące blaskiem kwitnących zawilców pole rozbrzmiało donośnym klekotem bocianów, odnajdujących swoje zeszłoroczne gniazda, by móc osiąść w nich i założyć rodzinę bądź rozpoczynających budowę nowych, krzątając się wśród gałązek chrustu i miękkiego mchu. Kilkudniowe, drobne pisklęta krzyżodzioba, wychylały żarliwie swoje nagie łebki spośród wikliny zgrabnie uwitych na świerkowych szczytach gniazd, otwierając szeroko żółte dzioby i zawodząc głośno na widok rodzica przynoszącego pożywienie. Wilgotne, błotniste ścieżki wysychały powoli w cieple świetlistych promieni słońca roztaczanych przez roześmianą, jaśniejącą kulę słońca, górującą w pełni swej złocistej istoty na lazurowym niebie, nieskalanym przez najmniejszy puszysty kłąb białego obłoku i coraz odważniej i dłużej penetrującą leśne zakamarki w poszukiwaniu roślin pod zbitą warstwą zlodowaciałego śniegu. Ciepły wietrzyk wirował i tańczył wesoło krokiem tylko sobie znanego tańca, a gałązki młodych drzewek i krzewów, na których już jaśniały niewielkie listki, poruszały się i podrygiwały leciutko w jego łagodnym powiewie. Słońce pieściło swymi ciepłymi dłońmi pąki połyskujące jasnozielonym blaskiem, osnute delikatną poświatą złocistego światła. Konary drzew, uwolniwszy się od ciężaru zbitych zwałów śniegu, pławiły się w przyjemnym, rozkosznym, lśniącym blasku. Uschnięte, skurczone listki, którym los dał utrzymać się na gałęzi drzew przez cały trwożny okres zimy, kołysały się w powiewach wiatru, po czym odrywały się, spadały i podrygując wraz z ruchem powietrza, spoczywały na ziemi, skąd podnosił je wiatr i zabawiał się nimi, zabierając ze sobą w odległą dal. Na zbitych grudach ziemi, grzanych ciepłą poświatą słońca, na zieleniejących, odkrytych połaciach ziemi, gdzie nie spoczywały brudne hałdy starego śniegu, żerowały kawki, kruki i gawrony, szykujące się do odlotu, by znów powrócić za rok, poszukujące wśród zmarzniętych źdźbeł życiodajnego pożywienia. Gołębie, spacerując po leciwych, kamiennych płytach Starego Miasta, gruchały wesoło, radując się z odejścia tak trudnych dla nich czasów i ciesząc swą obecnością oczy małych dzieci. W ogródkach, spod śniegu, nieśmiało wychylały swe główki drżące śnieżnobiałe konwalie, fioletowe krokusy i miodowe żonkile, a pstrokate liście irysów emanowały tęczowymi barwami wydobywanymi przez słoneczny blask. Młode liście drzew, pragnące wydostać się na świat, przedzierały się ostrożnie przez zwartą skorupkę pąków, witając świat niemą pieśnią radości i pięknem rodzącego się nowego życia. Czarno-biała brzoza przyodziała swą postrzępioną, jasnozieloną sukienkę, klon zakołysał wesoło szmaragdowymi, pięciopalczastymi dłońmi, pachnąca lipa o sercowatych liściach pląsała lekko, zapraszana przez wiejący wiatr do wspólnego tańca. Drzewo jabłoni, obsypane drobnym, białym kwieciem, wabiło swym upojnym, słodkim zapachem zagubione w przestrzeni osy i pszczoły, które rozsiadały się na ich delikatnych, atłasowych płatkach niczym w wygodnym fotelu i nurzały w słodyczy złocistego nektaru. Słoneczna poświata spływała ożywczym, połyskliwym potokiem na leśne ścieżki, południowe zbocza i wyżyny, wydobywając spod brudnego śniegu szarobury dywan opadłych jesienią liści, zgniłych paproci, ciemnozielonych krzewin, powalonych spróchniałych pni i powyginanych, brunatnych gałązek, które odebrane drzewom przez silne jesienne wiatry, spoczywały grubą warstwą na zszarzałych mchach. Poprzez splątane, zieleniejące konary drzew, przedzierały się śmiało złote wachlarze światła, opadające łagodną kaskadą na ten dość przykry widok przemijania. Pozłacane szczyty potężnych drzew przyglądały się temu odgórnie, jakby z pewną wyższością…

Uczucie żalu pochwyciło jej zbolałą duszę w swoje upiorne szpony i uwięziło w ciasnych splotach udręczone serce. Poczuła na twarzy orzeźwiający oddech porannego wiatru, wdzierającego się do wnętrza pokoju przez uchylone okno, przynoszącego ukojenie jej wilgotnej twarzy. Słoneczne promienie padły na jej zaczerwienione policzki, łaskocząc je swym rozkosznym ciepłem. Odetchnęła głęboko, a powietrze, przesyconego zapachem świeżo ściętej trawy i kwitnących kwiatów, wlało się kojącą strugą do jej udręczonej piersi. Nieprzyjemne pieczenie w jej głowie powoli ustępowało. Już w ogóle nie czuła bólu. Uszu dobiegł radosny śpiew dzikich ptaków i szum tańczącego wśród obsypanych soczystozielonym listowiem drzew wiatru. Złociste wachlarze słonecznego blasku coraz odważniej zaglądały do wnętrza pokoju, a ciemna plama mroku powoli spływała ze ścian w ciepłą, jasną otchłań dnia, tak samo jak wszechobecny ból dręczący jej półżywe ciało. Umęczona dusza pragnęła wyrwać się z więzienia i popędzić przed siebie, na wskroś przez kwieciste łąk i zielone lasy, rozpościerające się okazale ponad dachami domów i ciemnymi wstęgami ulic. Jej umysł ogarnęło niewypowiedziane pragnienie wolności, ucieczki. Zapragnęła pędzić, nie oglądając się za siebie, na bezkresnej przestrzeni pól, szybko, coraz szybciej, cieszyć się blaskiem świecącego słońca, pędem ciepłego wiatru, zapachem kwiatów, falowaniem trawy, śpiewem ptaków… Uwolnić się, choć na chwilę, od ciężaru brzemienia uciskającego jej ciało i biec daleko przed siebie, zostawiając hen daleko w tyle smutki wszelkich trosk…

Spróbowała podnieść głowę, ale mięsnie odmówiły jej posłuszeństwa. Nie miały już sił dłużej się opierać. Spojrzała gasnącym wzrokiem na błękitne niebo i słońce i nagle poczuła bezgraniczną lekkość i ogarniające ją niewypowiedziane szczęście. Zdała sobie sprawę, że już nie płacze. Ujrzała radość słońca i błękit nieba. Biegła radośnie po złocistej łące chmur wprost w ciepłe, świetliste słońce…



Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » wt 20 cze 2006, 14:36

Złocisty blask porannego słońca spływał leniwie po szybach i wlewał do środka ciepłą falą, rozlewając się jasną, połyskliwą plamą po wnętrzu pokoju




Splywal, wlewal, rozlewal ... Fatalne zdanie.



Przez nieznacznie uchylone okno wdzierał się do środka rozkoszny, łagodny wietrzyk, zapraszający do tańca zasunięte wokół łóżka poszarzałe kotary, podrygujące lekko w jego subtelnych powiewach.




"Przez uchylone okno" wystarczy. Zbyt duzo przymiotnikow a ogolnie zdanie mi sie nie podoba bo na sile starasz sie je zdobic wszystkimi mozliwymi sposobami - przez co ciezko sie czyta. Na dodatek jest zbyt dlugie - dziel i upraszczaj.



Gdzieś w oddali rozlegał się melodyjny głos dzikiego ptaka, pełen radości i szczęścia, jakoby pieśń na powitanie nowego dnia.




Oooo jaki patos ... Ble ...



świetliste promienie słońca




A jakie maja byc promienie slonca? Nie swietliste? Wywal.



coraz nachalniej i odważniej




Wystarczy odwazniej.



sterylnie śnieżnobiałego pokoju




To najpierw jest to pokoj zwyczajny a teraz sterylny, snieznobialy pokoj ... ?



naruszając prywatność tego pomieszczenia.




OMG! Nie przesadzajmy, prosze ...



Znalazłszy wolną przestrzeń między sąsiednimi połami kotar




Nie mozna zgrabniej i prosciej? Poza tym juz wiemy, ze wlecialy do pokoju - bo 3 razy nam o tym powiedzialas. Cofaja sie i znowu wchodza? Jak wlazly, to tam sa - nie trzeba tego powtarzac 3 razy.



szarą, matową pościel.




I znowu przymiotniki ... Daj z nimi spokoj - bo nie chce sie czytac tak przesyconego nimi tekstu.



Tekst jest stylizowany na cos niezwykle pieknego ... Niestety, tylko stylizowany. Widac wymuszenia stylu w poszczegolnych zdaniach. A daloby sie to napisac prosto i w dwoch zdaniach - tak rozbudowany wstep nie jest potrzebny i zniecheca - mnie nie zachecil do dalszego czytania. Przykro mi.



Pozdrawiam



Awatar użytkownika
paprotka
Pisarz domowy
Posty: 55
Rejestracja: wt 30 maja 2006, 14:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: paprotka » wt 20 cze 2006, 15:06

Manta - święte słowa :)



A od siebie dodam, że nie mam sił tego czytać. Nie interesuje mnie, dlaczego po lazurowym niebie nieśpiesznie sunęły pierzaste obłoki, od czasu do czasu nieznacznie przysłaniając słońce, grzejące i świecące całą swą mocą, jakby w ten sposób chciało obudzić do życia uśpiony świat i zaprosić wszystkich do miłego spędzenia czasu na łonie natury, wśród pachnących, kwiecistych łąk i zielonych borów. Zwłaszcza że pod koniec tego zdania nie wiedziałam co było na początku. Trudno się przez to wszystko przebić i zastanawiać się o co tu naprawdę chodzi.



Pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
IMQ
Pisarz domowy
Posty: 83
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: IMQ » wt 20 cze 2006, 15:40

Ulalala....."Nad Niemnem" to zupełnie nie moje klimaty :wink:


Obrazek



"Do pewnych spraw dobrze jest mieć dystans. Najlepiej długi"

Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » wt 20 cze 2006, 17:09

Drzewo jabłoni, obsypane drobnym, białym kwieciem, wabiło swym upojnym, słodkim zapachem zagubione w przestrzeni osy i pszczoły, które rozsiadały się na ich delikatnych, atłasowych płatkach niczym w wygodnym fotelu i nurzały w słodyczy złocistego nektaru.




To zdanie jest chyba najgorsze ze wszystkich.



Awatar użytkownika
Audrey
Pisarz domowy
Posty: 53
Rejestracja: czw 22 cze 2006, 15:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Audrey » czw 22 cze 2006, 17:59

Myślę, że niektóre zdania można było rozbić na trzy mniejsze, albo choć trochę ukrócić. Zbyt dużo treści w jednym zdanie bardzo męczy ;)



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 23 cze 2006, 11:17

Witam



O ile częśte powtórzenia są niesforne ( szczególnie słońce, słoneczne i temu pochodne) to całość jest napisana w bajeczny sposób. Opisy, wybujałe, doskonale wprawiają w nastrój nadchodzącej wiosny a kontrast bólu i cierpienia jest nakreslony w bardzo dobry sposób. Ogólnie, bardzo mi się podobało.



Fakt, są zdania, które lekko moża by poprawić, ale najważniejsze jest to co się odbiera.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » pt 23 cze 2006, 12:09

to całość jest napisana w bajeczny sposób




Przykro mi Martiniusie, ale ja tu za chiny nie widze bajecznego sposobu pisania. To, ze jest duzo przymiotnikow, ktore udaja i nasladuja piekny, wybujaly styl - nie znaczy jeszcze, ze jest on dobry. To, co sie odbiera - to tylko polowa. Druga polowa jest sposob napisania tekstu.



Poza tym patos czuc na kilometry.



Pozdrawiam



Awatar użytkownika
wiola
Pisarz osiedlowy
Posty: 281
Rejestracja: czw 30 mar 2006, 15:36
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Re: Wiosna

Postautor: wiola » pt 23 cze 2006, 22:11

Maria Kosaciec pisze:
Złocisty blask porannego słońca spływał leniwie po szybach i wlewał do środka ciepłą falą, rozlewając się jasną, połyskliwą plamą po wnętrzu pokoju. Przez nieznacznie uchylone okno wdzierał się do środka rozkoszny, łagodny wietrzyk, zapraszający do tańca zasunięte wokół łóżka poszarzałe kotary, podrygujące lekko w jego subtelnych powiewach. Gdzieś w oddali rozlegał się melodyjny głos dzikiego ptaka, pełen radości i szczęścia, jakoby pieśń na powitanie nowego dnia.


Nikt nie pisze dzisiaj takim jezykiem , moze dlatego ,ze z tego opisu nic nie wynika. Tesc ubrana w ladne slowa , z ktorej nic nie wynika to zadna tresc. Jak dla mnie ten wstep moglby nie istniec...albo istniec zastapiony dwoma zdaniami.



Po zobaczeniu ze dalsze zdania sa pisane w podobnym stylu ,zrezygnowalam z czytania.

Nie mowie ze to jest zle, po prostu ja w takim czyms nie gustuje.

Pozdrawiam


"Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz

z moim bólem - jak boli

Ciebie Twój człowiek."

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 23 cze 2006, 23:13

Jako czytelnik, czułem sie błogo czytając ten tekst. Polonista zapewne ( albo i nie - to zależy ) klął by nader czesto, ale to Ja, a nie ktoś Inny napisał to co Ja napisałem (opinię) . Mi się to podobało.



Zawsze przytaczam w takich chwilach ten tekst: Harlequiny to najwieksza lipa pod słońcem- czyż nie one był najlepszymi bestsellerami ?:)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » pt 23 cze 2006, 23:42

Tylko, ze one traktowaly o milosci - czyli o temacie ktory sam w sobie sprzedaje sie doskonale. To niestety, nie traktuje o niczym a cala tresc - mozna zastapic piecioma zdaniami - bez straty ani kawalka przekazu i sensu. A jak wiadomo, przerost formy nad trescia nie jest niczym dobrym. Jesli do tego dochodzi stara prawda, a mianowicie: jesli mozesz zmiescic cos w kilku zdaniach, po prostu to zrob - wychodzi nam - ze ten tekst jest fatalny ;)



Oczywiscie Twoja opinia jest Twoja opinia - ale ja wyglaszam swoja ;)



Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Audrey
Pisarz domowy
Posty: 53
Rejestracja: czw 22 cze 2006, 15:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Audrey » sob 24 cze 2006, 00:03

To, ze jest duzo przymiotnikow, ktore udaja i nasladuja piekny, wybujaly styl - nie znaczy jeszcze, ze jest on dobry.


Tu się zgodzę. Przeczytałam dziś ten tekst drugi raz i muszę powiedzieć, że znów mnie "zmęczył". Język wydaje mi się jak najbardziej poprawny, ale całość sprawia wrażenie do przesady naszpikowanej przeróżnymi zbędnymi określeniami. Czasem warto napisać mniej, a "lżej" ;)



Awatar użytkownika
Szecherezada
Pisarz domowy
Posty: 68
Rejestracja: wt 30 maja 2006, 10:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Szecherezada » ndz 25 cze 2006, 18:50

święte słowa, ciężkie to oj ciężkie. A generalnie z założenia mogłoby byc ładne gdyby to trochę odchudzic.


Rzekła wtedy do Szecherezady " Na Allacha siostro opowiedz nam cokolwiek aby skrócić nocne godziny..."


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości