Nasza paczka

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mariopeiro
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: ndz 10 sie 2008, 12:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Nasza paczka

Postautor: mariopeiro » pn 11 sie 2008, 15:50

Rozdział I







W myślach wracałam do dzieciństwa kiedy czas wypełniała mi jedynie beztroska zabawa. Wydawało mi się wtedy, że tak będzie zawsze. Oczywiście chciałam być kiedyś dorosła, ale szybko i bezboleśnie. Tymczasem zaczęłam dorastać i wszystko dookoła się zmieniło, a ja nie mogę się w tym odnaleźć. Nagle zmienia się sylwetka, gust, upodobanie. Wszystko za jednym zamachem. Najgorsze jest to, że nikt mnie do tego nie przygotował. Dobrze gdyby to była mama, ale z nią też nie jest już tak jak kiedyś.

Rozejrzałam się po klasie. Niektórzy mieli trądzik, inni wzrost wyróżniający się w tłumie, a jeszcze inny za długie do reszty sylwetki ręce. Możliwe, że kiedyś to unormuje, ale dziś obserwowaliśmy siebie dzień po dniu nie rozumiejąc co się z nami dzieje. Niektórzy świadomie lub nie zaczęli działać mi na nerwy.

Nagle promienie słońca odbiły się w oknie sali gimnastycznej, która mieściła się w lewym skrzydle budynku. W sali pojaśniało. Na zewnątrz zrobiło się tak przyjemnie, że z chęcią uciekłabym ze szkoły i poszła na spacer. Przez uchylone okno napłynęło świeże powietrze, niemal wyczuwało się nadchodzącą wiosnę.

Siedzenie w klasie było prawdziwą udręką. Nie mogłam doczekać się końca lekcji. Spojrzałam na resztę dziewczyn. Były tak samo znudzone jak ja. Odwróciłam się i spojrzałam na Agnieszkę, która siedziała za mną. Uśmiechnęła się.

- Jeszcze tylko pięć minut – szepnęła widząc, że się niecierpliwię.

Kto jak kto, ale ona potrafi mnie zrozumieć. Sama kiedyś powiedziała mi, że codzienne walczy ze sobą żeby przychodzić do szkoły. I przychodzi jej to z coraz większym trudem.

Ja też przestałam słuchać pani Gretkowskiej. Zadzwonił dzwonek. Pewnie gdyby to była lekcja z kimś innym wstalibyśmy z ławek. Jednak godzina wychowawcza do czegoś zobowiązuje. To jest jedyna nauczycielka ( jest równocześnie naszą wychowawczynią), która traktuje nas poważnie i z szacunkiem. My też w miarę naszych możliwości okazujemy jej szacunek.

- Już kończę. Pamiętajcie, że to czego nauczycie się w szkole podstawowej zaowocuje w przyszłości, a dalsza nauka będzie powielaniem i rozszerzaniem wiedzy, która posiadacie. Być może kiedyś, na jakimś spotkaniu absolwentów, powiecie mi w jakim stopniu ta wiedza przydała się w zawodach.

- Ja to wiem już dzisiaj – odezwała się nasza przewodnicząca – będę nauczycielką tak jak pani.

Spojrzałam na nią niechęcią. Nie lubiłam jej. Była ładną dziewczyną, więc jej figura i długie blond włosy przyciągały uwagę chłopców. Ale nie dlatego jej nie lubiłam. Jest głupia. Przewodniczącą klasy została nie z powodu ilorazu inteligencji . Druga blondynka siedziała razem z nią w ławce. Nosiła taka sama fryzurę i zawsze starała się mieć takie same ciuchy.

- Cieszę się z tego Barbaro – odpowiedziała nauczycielka i zwróciła się ponownie do wszystkich - to była jedna z ostatnich lekcji wychowawczych, na której mogliśmy spokojnie porozmawiać. Dziękuję, możecie już iść.

Wrzuciłam do plecaka przybory do pisania i zeszyt. Rozmyślałam o tym co będę robić za dwadzieścia lat. Za kilka miesięcy musimy podjąć decyzję w sprawie naszej przyszłości. To bardzo trudne, zrobić tak żeby później nie żałować. Moje zainteresowania nie ograniczają się do jednego, więc jak mam wybrać z tego to najważniejsze. Jednak jest coś co bardzo lubię robić, a moja mama nie chce o tym słyszeć. Bardzo lubię czesać ludzi i wymyślać im nowe fryzury. Może otworzę w przyszłości salon fryzjerski. Wspominałam kiedyś o tym mamie, powiedziała wtedy:

- Dziecko, przerażasz mnie. Czy ty nie masz żadnych ambicji, nie myślisz o studiach ?

Może i myślałam, lecz takie postawienie sprawy utwierdziło mnie w tym , że nie należy z nią na ten temat rozmawiać.

- Co się tak wleczesz? – zapytała Beata.

Rozejrzałam się dookoła. Klasa opustoszała. Nie widziałam nawet kiedy wyszedł Mirek, a przecież siedzę z nim ławce. Zauważyłam, że często rozmawiał ze Zbyszkiem. Mieli jakieś tajemnice. Może to nie powinno mnie interesować, ale ostatnio Mirek zachowywał się jakoś inaczej niż zwykle.

- No chodźże wreszcie, bo zajmą nam najlepsze miejsca- powiedziała Beata. Wyraźnie się niecierpliwiła.

W piątki zawsze chodziliśmy niemal całą klasą do herbaciarni. Nasza ósemka trzymała się z dala od reszty, na tyle na ile się dało, miło spędzając czas w swoim towarzystwie. To nam wystarczało.

Dzisiaj nie miałam wielkiej ochoty tam iść. Od samego rana byłam jakaś niespokojna. Dosłownie wszystko mnie drażniło. Powiedziałam o tym Beacie. Skwitowała to jednym słowem :

- Okres.

Policzyłam w myśli dni ... racja. Pokiwałam głową przytakując jej. Dopiero od kilku miesięcy mam okres i nie zdążyłam się jeszcze do niego przyzwyczaić . Powinnam przynajmniej zapamiętać datę, ale kiedy mi się kończy zapominam o sprawie i już.

Dogoniłyśmy naszą paczkę. Beata poszła do przodu, a ja wlokłam się za nimi. Dopiero potem wyrównałam krok. Obok mnie szedł Mirek. Coś mówił. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Chyba zadał mi jakieś pytanie, bo patrzył wyczekująco.

- Pytałeś mnie o coś?

- Czy idziesz dzisiaj z nami?

- Gdzie?

- Do kina.

- Do kina?

- Czy mówię jakoś niewyraźnie? Do kina na film, ale dla ciebie mogę iść nie na film, ale do kina. Co ty na to ?- zapytał kładąc mi rękę na ramieniu.

- Odczep się !

- żartuję. Czemu jesteś taka zła?

- Nie jestem!

- Właśnie widzę. Na lekcji kopnęłaś mnie w kostkę za jakiś żart. Co cię dzisiaj ugryzło?

- Nic !

Między nas wkroczyła Beata.

- Zostaw ja dzisiaj w spokoju – powiedziała.

- Dlaczego dzisiaj?

Ja się zaczerwieniłam, a moja koleżanka machnęła ręką.

- A, rozumiem! – powiedział Mirek – będziesz miała okres. Z moją siostrą jak była jeszcze w domu, też nie dało się wytrzymać.

- Dajcie mi spokój ! – powiedziałam i uciekłam do przodu.

Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zdziwiłam się, że Mirkowi łatwo jest o tym mówić. Ja krępuję się nawet kiedy kupuje podpaski. Pamiętam, że kiedyś gdy byłam w aptece, długo wyczekiwałam na moment kiedy przy okienku nie będzie zupełnie nikogo. Wtedy poprosiłam cichutko o to co chciałam. Pani magister poszła na zaplecze, a w miedzy czasie przyszedł jakiś młody chłopak. Z głębi apteki usłyszałam:

- Ze skrzydełkami czy bez?!

Natychmiast uciekłam z apteki i przez jakiś czas prosiłam o zakupy kogo innego. Mama zdała sobie sprawę z tego, że dorastam dopiero, kiedy zaczęłam jej podbierać środki higieniczne.

- Martusiu – powiedziała wtedy – Moje dziecko, ty masz już okres? Nie zdążyłam nawet o tym z tobą porozmawiać.

Nie zdążyła. żyje już prawie piętnaście lat na tym świecie, a ona nie zdążyła. Ja cały czas czekam na jakąkolwiek rozmowę. O wiele lepiej byłoby rozmawiać z mamą niż z koleżankami. Poczuć więź emocjonalną taką jak w dzieciństwie. Teraz jest to co raz trudniejsze. Mama nie chce pewnych rzeczy zrozumieć zrzucając to na różnicę wieku. Kiedy nie wie co mi odpowiedzieć, zaczyna:

- Gdy ja była w twoim wieku ...

Tyle razy to powtarzała, że ja w końcu uwierzyłam w tę różnicę wieku, jako barierę nie do pokonania. Wydaje mi się , że mama zaczęła traktować mnie bardziej jak pracownika niż jak córkę. Jak w takiej sytuacji mam rozmawiać z mamą na tematy osobiste?

Dość trudno było mi przebrnąć przez ten temat rozmawiając z Beatą. Ona z kolei nie rozumiała, że jest mi ciężko. Byłam bardzo skrępowana, bo mama nie nauczyła mnie, że może być inaczej.

Mirek był ostatnia osobą, z którą mogłabym o tym rozmawiać.

Parłam do przodu jak przywódca stada i nie zauważyłam kiedy znalazłam się przed herbaciarnią. Początkowo nie miałam ochoty tu przyjść, ale zrobiłam to z przekory. Ostatnio dość często zmieniam zdanie nawet wbrew sobie. Ta huśtawka nastrojów, którą u siebie zaobserwowałam jest nieznośna.

Wyprzedziłam dwie grupy rówieśników i zostawiłam ich daleko w tyle. Była taka zamyślona, iż nawet nie pamiętam jak minęłam główne skrzyżowanie. Nie chcąc samotnie stać przed wejściem, otworzyłam drzwi i schowałam się w środku. Weszłam na dużą salę i zajęłam najlepszy stolik. Teraz mogłam już tylko czekać na resztę.

Pierwsza weszła Barbara ze swoja grupą. Zobaczywszy mnie, przysłała Tomka.

- Basia powiedziała żebyś zajęła inny stolik, bo nas jest więcej i będzie nam ciasno – mówiąc to usadowił się na jednym z krzeseł.

- Nic z tego – powiedziałam – ja byłam tu pierwsza.

Drzwi wejściowe trzasnęły i wszedł Rysiek. Pomachałam mu. Za nim dołączyła reszta naszej paczki.

- Dziewczyno, chodzisz jak Robert Korzeniowski – powiedział z uznaniem Rysiek.

- Które miejsca nam zajęłaś ? – zapytała Agnieszka podchodząc do stolika.

- Wszystkie. On – wymierzyłam palec w kierunku Tomka - dosiadł się bez pozwolenia. Mówiłam ci już, poszukaj innego stolika.

Rysiek widząc, że ten nie reaguje, usiadł na tym samym co on krześle, nieco go spychając.

- Pospiesz się – podpowiedział, - bo inaczej nasza przewodnicząca nie będzie miała żadnego wolnego miejsca.

Tomek rozejrzał się szukając Baśki. Ta, widząc nas zajmujących wszystkie krzesła, wydęła wargi i odwróciła się niezadowolona. Tomek natychmiast wstał i poszedł w jej stronę. Rysiek, nie wiem dlaczego, przesiadł się z Beatą o jedno miejsce zostawiając obok mnie puste krzesło.

Mirek jakby tylko na to czekał. Z głupkowatym uśmieszkiem zajął miejsce przy mnie . Kładąc kurtkę na parapecie, który był za mną, przysunął do mnie tak blisko, że aż zrobiło mi się gorąco. Wyglądał jakby wąchał moją szyję. Obróciłam się do niego wściekła. W odpowiedzi wyszczerzył zęby. Co w niego wstąpiło? Był do tej pory jak brat, a teraz zachowywał się jak ... typowy chłopak.

Wojtek poszedł zamówić sok i herbatę. Zrzucaliśmy się zawsze na końcu, przy płaceniu rachunku.

- Widzieliście jak nasza Gretka troszczy się, żebyśmy dobrze wypadli na egzaminach? – zauważył Zbyszek.

- Troszczy się raczej o siebie niż o nas – stwierdził Rysiek.

- Co ty mówisz? Przecież ona zawsze była dla nas dobra – powiedziała Beata.

- Jak sama zauważyłaś, to czas przeszły – powiedział Zbyszek.

- Nie zgadzam się ...

- Porozmawiajmy lepiej o kinie. – Zbyszek zręcznie zmienił temat uśmiechając się do Beaty- Idziemy ?

Mirek odwrócił się w moja stronę. Czekał na odpowiedź.

- Idźcie sami – powiedziałam- Jakoś nie mam nastroju.

Wojtek właśnie wrócił z pełna tacą.

- Ty musisz mieć nastrój żeby iść z nami do kina ? – zdumiał się – Przedtem ci się to nie zdarzało.

Mirek zaśmiał się cicho. Zacisnęłam zęby widząc, że chce coś powiedzieć. Chyba nie skompromituje mnie przy wszystkich ? Nie przeżyje tego.

- Do jutra na pewno go odzyskasz – powiedział Mirek klepiąc mnie po ramieniu – za dziewczynami trudno nadążyć. Ale jestem pewny, że jeśli tylko wybierzemy jakąś komedie, to Marta nie będzie miała żadnych oporów. Prawda ?

- Na komedię się zgadzam, ale romantyczną – powiedziałam z premedytacją, bo wiedziałam, że chłopcy tego nie lubią.

- O nie! – Wojtek i Rysiek jęknęli z niezadowolenia – Nie zgadzamy się.

- Dlaczego nie? – zapytałam przekornie – Ja lubię ten gatunek filmu, a samej nie chce mi się go oglądać.

- Ja pójdę z tobą – powiedział znienacka Mirek – Nie musisz sama go oglądać.

- żartujesz ?

- Nie.

- Ja też chcę iść! – ucieszyła się Beata – Zbyszek zgódź się.

- Dobrze, robimy głosowanie.

Rezultat był taki, że ja z Mirkiem i Beata ze Zbyszkiem wybraliśmy komedię romantyczną , a reszta film przygodowy.

- Tylko pamiętaj – upomniał mnie Mirek – nie możesz się już teraz wycofać- to by oznaczało, że kłamałaś.

Bawiłam się podstawką pod szklankę, gdy usłyszałam , że ktoś zaszurał butami. Siedziałam w rogu sali, miałam widok na drzwi wejściowe. Tym razem weszło dwóch chłopaków, a za nimi wlókł się mój brat. Gdy wchodzili nie wyglądało na to, że się znają. Jednak zaraz potem usiedli razem przy barze i zaczęli rozmawiać. Każdy z nich dostał piwo. Co prawda mój brat jest pełnoletni, ale nigdy nie widziałam go z żadnym alkoholem. W dodatku był środek dnia.

Zobaczyłam kłęby dymu wokół Adama i tych chłopaków. Przestałam zupełnie zwracać uwagę co się dzieje przy naszym stoliku, patrzyłam cały czas w tamtą stronę. Trudno było mi uwierzyć, że mój brat pali papierosy. Do tej pory wydawało mi się , że jest ich przeciwnikiem. Po chwili przy barze było już tak dużo dymu, że ich ledwo widziałam. Barman zachowywał się tak jakby mu to nie przeszkadzało.

Nagle ktoś mnie mocno szturchnął, a że podpierałam się na łokciu, omal nie wyrżnęłam głową w dół.

- Co robisz?- krzyknęłam na Mirka, który był winowajcą.

- Przepraszam, ale mówię do ciebie, a ty nie słuchasz tylko wciąż się tam patrzysz.

Spojrzeliśmy oboje w stronę baru.

- Patrzę się , bo tam siedzi mój brat i dziwnie się zachowuje.

W tym momencie Adam wstał z krzesła z trudem utrzymując równowagę.

- Co mu się stało ? Chyba nie upił się tak połową piwa ?- zapytałam i wstałam – muszę tam pójść.

- Nie idź tam! – syknął Mirek ciągnąć mnie z powrotem na krzesło. Mówił cicho jakby bał się, że nas ktoś usłyszy.

- Ale on wygląda tak dziwnie ...

- Wiem. To po trawce.

- Co ?

- Palą trawkę.

Oczyma wyobraźni zobaczyłam wypalaną trawę na łące.

- Tutaj?

- Tak tutaj. Ci chłopcy sprzedają takie rzeczy.

- Skąd wiesz?

- Wszyscy wiedzą. Oni najpierw częstują, a potem wciągają do interesu.

- Po co Adam miałby robić coś takiego?

- Nie wiem. Dla kasy?

- Rodzice ładują w niego ze wszystkich stron, więc chyba na brak kasy nie może narzekać.

- A czego żądają w zamian ?

- Chyba niczego.

- No to może z przekory, chcąc coś zamanifestować, nie wiem – Mirek zastanawiał się, a widząc moje niedowierzanie ciągnął dalej – A studia ? Twój brat jest na drugim roku studiów, prawda?

- Prawda.

- Na jakim kierunku ?

- Na psychologii.

- Zawsze o tym marzył?

Zastanowiłam się.

- Z tego co pamiętam zawsze chciał być muzykiem.

- Właśnie, a rodzice się sprzeciwiali.

Zaczynałam być zła na Mirka, że się wtrąca i łatwo ocenia innych.

- Psychologia w końcu mu się spodobała.

- A może nie do końca i on chce odreagować w ten sposób...

- Wybierając takie towarzystwo ? Wątpię – powiedziałam zła .

- Porozmawiaj z nim w domu to się przekonasz.

Mój brat szykował się do wyjścia. Ubierał kurtkę, ale szło mu trochę nieporadnie. Wstałam.

- Siadaj – powiedział Mirek przez zaciśnięte zęby – Nie wtrącaj się teraz kiedy jest razem z nimi. Nie wiesz jacy potrafią być bezwzględni.

- Nie wierzę żeby Adam robił z nimi jakieś interesy.

- To nie wierz, ale unikaj ich.

Kiedy mój brat i jego znajomi wyszli, Mirek zostawił mnie wreszcie w spokoju. Byłam na niego zła, w dodatku nasi koledzy zaczęli robić jakieś aluzje.

- Co tak szeptacie, papużki ? – zapytał Wojtek.

- A co – krzyknęłam – nie wolno?

- Wolno, wolno tylko pamiętaj, że nie masz monopolu ma Mirka – Wojtek przyjrzał się nam i odrobinę zmieszał – chyba, że masz to przepraszam.

- Och, daj spokój!

Poszukałam wzrokiem Beaty. No tak, ona w najlepsze ucinała sobie pogawędkę ze Zbyszkiem , ale im nikt nie robił wymówek. Byłam co raz bardziej zła.

- Beata- zwróciłam się do niej.

Nie usłyszała.

- Beata ! – zawołałam – Czy możesz wyjść ze mną na chwilę ?

Z trudem oderwała się od Zbyszka i odpowiedziała:

- Jasne.

Uśmiechnęła się, aż mi się głupio zrobiło. Zdaje się, że tylko ja mam dzisiaj zły humor.



Po wyjściu z kabiny zauważyłam, że moja koleżanka uśmiecha się do swojego odbicia.

- Co ci się stało? – zapytałam.

- Nic – odpowiedziała dalej się uśmiechając.

- Co tak szczerzysz zęby?

Zdałam sobie sprawę, że nie ma zamiaru mi odpowiadać. Wpatrywała się w swoje odbicie przekrzywiając głowę i poprawiając włosy. Jej oczy były takie błyszczące zupełnie jak moje, gdy miałam gorączkę. Ona chyba nie ... Jęknęłam w duchu. Przypomniałam sobie jak wyglądała rozmawiając ze Zbyszkiem.

- Chyba nie chodzi o Zbyszka? – zapytałam z nadzieją.

Drgnęła na dźwięk jego imienia.

- Cudownie mi się z nim rozmawia – powiedziała rozmarzona.

- Z w s z y s t k i m i z naszej paczki dobrze rozmawia.

- Ale on zrobił się taki fajny.

Niczego takiego nie zauważyłam. Beata zupełnie zwariowała.

- To znaczy?

- No nie wiem jest fajny i już. Mówi takie miłe rzeczy ...

- Wariatka – stwierdziłam.

- Dlaczego jesteś taka zła – Beata spoważniała – Jesteś zazdrosna czy co ?

- Tego już za wiele ! – krzyknęłam i odwróciłam się od niej.

- Przepraszam, nie to chciałam powiedzieć – Beata przytuliła mnie – ale ostatnio stale jesteś o wszystko zła.

- Sama nie wiem co się ze mną dzieje – powiedziałam. Dalej byłam zła.

- Wszystkim nam jest ciężko. Hormony w nas szaleją.

- Inni jakoś sobie radzą.

- Każdy inaczej reaguje na dojrzewanie. Nie na darmo dorośli mówią o tym trudny wiek.

- Właśnie. Czy jest szansa, że nam to przejdzie?

Beata zaśmiała się.

- Pewnie i to prędzej niż myślisz.

- Widziałam, że ty z Mirkiem też rozmawiałaś tak jakby na osobności.

- Tak, ale to zupełnie inna sprawa. Wojtek czepiała się nas, a na was nikt nie zwrócił uwagi.

- To przypadek, bo was zauważyli wcześniej. Zresztą, wiesz jacy są chłopcy.

Przyjrzałam się Beacie.

- A co z tym Zbyszkiem, tak bardzo go lubisz ?

- Nie tylko. Myślę, że się w nim zakochałam.

- Nie !

- Tak.

- To niemożliwe.

- Dlaczego? – teraz Beata zaczęła się złościć.

- Bo to głupie żeby zakochać w kimś z naszej paczki. Jeszcze nie tak dawno traktowaliśmy się jak rodzeństwo.

- To stare dzieje !

- Ale ...

- Marta posłuchaj, dzisiaj nie jest dobry dzień na to żeby z tobą o tym rozmawiać – powiedziała i wyszła.

Powlokłam się za nią i usiadłam na miejscu. Długo nie namyślając się chwyciłam mój plecak.

- Idę do domu- powiedziałam.

- Wszyscy już idziemy – powiedział Mirek.

Sięgając po swoją kurtkę znowu przysunął się mocno, niemal kładąc mi się na plecy.

- Nie bój się , nie gryzę.

- Co robisz – podskoczyłam ze złości.

- Przytulam się do ciebie- powiedział i zaśmiał się.

Szarpnęłam się trafiając mu w brodę.

- Au! – jęknął Mirek – uderzyłaś mnie.

- Przepraszam to przypadek.

Nawet jeżeli do tej pory patrzyłam na Mirka z sympatią , to nagle stało się to krępujące. Wszystko dookoła mnie tak się zmienia, że za tym nie nadążam.

- Spotykamy się jutro przed kinem – powiedział Wojtek kiedy stanęliśmy przed herbaciarnią.

Wybieraliśmy się do ”Multikina”, a to dawało możliwość obejrzenia dwóch różnych filmów przez dwie nasze grupy o tej samej godzinie.





Byłam odrobinę zmieszana. Zaraz po odejściu od kasy rozdzieliliśmy się. Zawsze chodziliśmy do kina całą paczką, a teraz nie dość, że tylko w czwórkę to jeszcze na film romantyczny( oczywiście taki na jaki można sobie pozwolić w wieku lat piętnastu) czego zazwyczaj chłopcy nie cierpią.

Chłopcy usiedli w środku, pewnie dlatego żeby z sobą swobodnie rozmawiać, gdy będą się nudzić.

Film był na tyle fajny i wesoły, że wszyscy patrzyliśmy na niego z zainteresowaniem. Do czasu. Pod koniec seansu Mirek coraz częściej dotykał mojego ramienia.

- Boję się – mówił kiedy go odpychałam.

- Coś ci się pomyliło.

Potem zaczął mnie obejmować mówiąc , że bardzo się ochłodziło.

- Co cię dzisiaj ugryzło ? – zapytałam.

- Ty tak na mnie działasz, a poza tym pierwszy raz jestem na filmie romantycznym. Nie wiem jak się zachować, ale chyba wypada się do ciebie przytulać.

Zaśmiałam się. Byłam zła na siebie, bo nie powinno mi to sprawiać przyjemności, a tak właśnie było. Chociaż nikomu bym się do tego nie przyznała.







ROZDZIAł II





Po kilku dniach stawałam się spokojniejsza i wydawałoby się, że wszystko wraca do normy. Jednak każde kłótnie i nieporozumienia zostawiały jakiś ślad. Powstawało między nami jakieś niewidzialne napięcie. Dało się to zauważyć szczególnie między mną, a Anetą. Ja nic konkretnego do niej nie miałam, a ona kiedy zostawałyśmy same wysyłała do mnie złe fluidy.

Dalej chodziliśmy wszędzie razem : do kina , na spacery czy do herbaciarni, ale nie było już tak jak kiedyś.

Agnieszka z czasem spotykała się z nami coraz rzadziej, Beata zazwyczaj trzymała się blisko Zbyszka, a Mirek zachowywał się dość osobliwie. Coraz częściej łapałam go na tym , że mi się przygląda, a widząc moje spojrzenie wcale nie odczuwał zażenowania.

Któregoś razu, gdy wracaliśmy grupą do domu, ja szłam z Beatą na samym końcu. Zbyszek co chwilę się na nas oglądał. Zapytałam moją koleżankę o niego.

- Jeszcze ci nie przeszło?

- Nie. Jemu też nie.

- Jesteście więc parą ?

- Można tak powiedzieć. To nie jest takie zwyczajne chodzenie. Tak robią ci, którzy dopiero się poznają, a my przekształciliśmy naszą przyjaźń w ...

- Może w miłość? – weszłam jej w słowo.

- Nie kpij. Wiesz jak to jest, patrzysz na kogoś i nagle stwierdzasz, że odbierasz go zupełnie inaczej.

- O czym ty mówisz?

- Jak się zakochasz to się przekonasz. A wiesz co – ściszyła głos- Mirek jest ostatnio jakiś milczący, to niepodobne do niego i ... zauważyłam, że często ci się przygląda.

- Też to zauważyłam – powiedziałam pogardliwie.

- I co?

- I nic.

- Jak to, przecież go lubisz? Może wyniknie z tego coś więcej?

- Nie zastanawiałam się nad tym, bo nadal uważam, że chodzenie z kimś z naszej paczki jest głupie.

- Nie myśl o nim tak. A gdyby jednak zaproponował ci chodzenie to co?

- Dlaczego miałaby to robić?

- Oj Marta! Jakoś trudno mi się dzisiaj z tobą dogadać. Jesteś ładna i zwyczajnie mu się podobasz, nie zauważyłaś tego?

- Wcale. Sylwetka mi się zmieniła na gorsze, bo jestem wyższa i automatycznie zaczęłam się garbić, a moich włosów zrobiła się szopa.

- Jesteś wysoka i szczupła, a włosy to nie szopa tylko burza loków, a zresztą mówisz tak, żebym ci prawiła więcej komplementów.

- A to są komplementy?

Zaśmiałam się. To było bardzo miłe nawet jeżeli wyszło z ust koleżanki.

- Marta ty się czerwienisz! Nie jesteś przyzwyczajona do takich powiedzonek od znajomych typu: „ale wyładniałaś, wyrosłaś i temu podobne”, już nie mówiąc o mamie ...

- O mamie?- zdziwiłam się – Ona ledwo zauważa, że jestem, a i to tylko wtedy kiedy mam zrobić zakupy lub ugotować obiad.

- Chyba trochę przesadzasz.

- Mamy nigdy nie ma kiedy jej potrzebuje. Jest w pracy od rana do wieczora albo przynosi do domu stosy papierków. Wspominała kiedyś coś o drogich wczasach dla całej naszej rodziny, ale kto tego potrzebuje? Skoro na co dzień nie możemy się dogadać to co zmieni się na wczasach?

- Wszyscy rodzice mówią podobnie, na wakacjach nareszcie spędzimy ze sobą dużo czasu. I po co to robią?

- Dla naszego dobra! – powiedziałyśmy chórem.

- Nie pamiętam już kiedy ostatni raz rozmawiałam z mamą na jakiś poważny temat – poskarżyłam się.

Zatrzymałyśmy się przed moim domem. W pobliżu stał Zbyszek.

- Nie martw się, na szczęście masz nas no i ... Mirka.

- Bardzo śmieszne.

- No to cześć ! – powiedziała Beata wesoło.

- Cześć! – odpowiedziałam i pomachałam z daleka Zbyszkowi.

Wyjęłam klucze i otworzyłam drzwi. Spojrzałam jeszcze raz na nich. Kiedy Beata dotrzymała kroku Zbyszkowi, ten wziął ją za rękę. Nie do wiary. Chyba muszę się z tym oswoić.

Zatrzymałam się na schodach przed skrzynka pocztową. W środku były same rachunki. Rozumiem, że ktoś musi za to wszystko płacić, ale jakim kosztem ? Nie muszą przecież mieć dwóch drogich samochodów i jechać na wczasy na Kretę. Mamy nie ma przez całe dnie nie wspominając o tacie, który jest w Anglii. Kiedy firma w której pracował przeniosła siedzibę właśnie tam, on pojechał również. Mógłby oczywiście znaleźć pracę tu, ale nie wyobrażał sobie tego, że musiałby obniżyć standardy życiowe.

Adam też stale nie ma. Zapytałam go kiedyś o ten dzień w herbaciarni, ale wyparł się znajomości z dealerami. Nie wracałam więcej do tego tematu. W końcu to nie ja ich rozpoznałam, a Mirek.

Wspinając się po schodach zastanawiałam się czy to możliwe, że Mirek i ja moglibyśmy być parą. Fajnie jest mieć paczkę przyjaciół. A gdyby wśród nich była jedna osoba wyłącznie dla mnie ?......

Odruchowo nacisnęłam klamkę, a przecież wiedziałam, że nikogo nie ma. Drzwi uchyliły się. Popchnęłam je szeroko. W tym momencie z dużego pokoju wypadł mój brat. O dziwo, ucieszył się na mój widok.

- Dobrze, że jesteś. Potrzebuje pieniędzy, oczywiście chodzi o pożyczkę.

Zdziwiłam się. Adam, który dostaje co miesiąc dużą gotówkę i rzekomo pracuje jest spłukany? Wrzuciłam plecak do mojego pokoju.

- No nie wiem. Nie zostało ci już nic? - zapytałam

- A co cię ...- zaczął, ale w porę zorientował się, że musi być dla mnie grzeczny - ... a co ci szkodzi pożyczyć ?

- W zasadzie to nic. Ile potrzebujesz?

- 200 zł.

- Tyle nie mam.

- A ile masz?

- 100 zł.

- Pożycz chociaż tyle.

Poszłam do mojego pokoju i wyjęłam pieniądze ze „skarbonki”. Tak nazywałam kubek, który stał wysoko na regale. Wyjęłam wszystko co miałam.

- Proszę – wręczyłam Adamowi dwa banknoty.

- Dzięki – powiedział – oddam jak tylko będę mógł.

Chwycił swoja kurtkę i już go nie było. Zamknęłam drzwi na zamek i poszłam do kuchni.

Na stole zobaczyłam kartkę od mamy.





Usmaż kotlety i zjedz sama. Ja wrócę późno. Mama



Jak zwykle. Gdyby chociaż tata był na miejscu ... Włączyłam telewizor.



Czytałam książkę kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Spojrzałam na zegarek, była 19.30. Mama by chyba nie dzwoniła. Podeszłam na palcach do wizjera. To była Agnieszka.

- Witaj – powiedziałam w drzwiach – wejdź.

- Cześć – odpowiedziała i wsunęła się do środka.

Weszłyśmy do mojego pokoju. Kiedyś wszystkie często odwiedzałyśmy się w naszych domach i wesoło spędzałyśmy czas. Wyczułam, że moja koleżanka jest zdenerwowana.

- Czy coś się stało? – zapytałam- Nie było cię dzisiaj w szkole.

Agnieszka zatrzęsła się jakby miała febrę. Dopiero teraz przyjrzałam jej się uważnie.

- To chyba przeziębienie – powiedziała nie patrząc mi w oczy- Ale przyszłam w innej sprawie.

- Mów o co chodzi.

- Chciałam pożyczyć od ciebie pieniądze.

Następna. Co to dzisiaj, jakaś epidemia?

- Przykro mi, ale popołudniu pożyczyłam mojemu bratu ostatnią stówę.

- Potrzebuję pieniędzy.

- Nie mam.

- Błagam to bardzo ważne. Nie mam do kogo pójść.

Rozejrzałam się bezradnie po pokoju. Nie mam już żadnych skrytek. Przypomniało mi się, że mama zostawiała mi zawsze trochę pieniędzy na zakupy. Powiedziałam Agnieszce, że sprawdzę ile mi zostało reszty.

- Mam 25 zł - poinformowałam ją kiedy wróciłam do pokoju.

- Dzięki chociaż za to.

Moja koleżanka wzięła pieniądze. Pocałowała mnie w policzek żegnając się. Wybiegła tak szybko jak Adam. Nawet nie zdążyłam jej zapytać czy będzie jutro w szkole.



Agnieszka nie pojawiła się w szkole następnego dnia ani przez kilka kolejnych. Po dwóch tygodniach wydało mi się to dość niepokojące. Staliśmy na korytarzu przed klasą.

- Nie wiecie co się dzieje z Agnieszką ? – zapytałam w szkole.

- Byłyśmy u niej dwa razy po lekcjach, ale nikogo nie zastałyśmy – powiedziała Aneta.

- Wczoraj widziałem jej siostrę, wyglądała jakoś dziwnie. Wcale na mnie nie spojrzała – powiedział Zbyszek.

- Wcale jej się nie dziwię – stwierdził Rysiek.

Do rozmowy wtrącił się Mirek.

- Słuchajcie, widziałem Agnieszkę i Urszulę w podejrzanym towarzystwie ...

Popatrzył na nas i zatrzymał wzrok na mnie. Byłam na niego jeszcze zła za to co wygadywał o moim bracie, a poza tym miałam comiesięczne trudne dni.

- ... myślę – kontynuował- że chodzi o narkotyki, trawkę i tym podobne ...

Nie wytrzymałam.

- Tym razem przesadziłeś – oburzyłam się – Nie można wszystkim wmawiać narkotyków !

- ... na wszelki wypadek – ciągnął Mirek nie zwracając uwagi na moje protesty – nie pożyczajcie jej żadnych pieniędzy, nawet gdyby błagała.

- A kim ty jesteś żeby nam rozkazywać ! – krzyknęłam.

Mirek spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział. Nagle Aneta odwróciła się w moją stronę.

- Marta! Przestań krzyczeć na Mirka, przecież nic ci nie zrobił.

Zrobiło mi się głupio.

- Och – zaczęłam, bo nie wiedziałam co powiedzieć – przymknij się !

Wszyscy popatrzyli się na mnie za zdziwieniem.

- No co się tak gapicie! – krzyknęłam.

Odwróciłam się. Byłam upokorzona i zła.

Zadzwonił dzwonek na ostatnią lekcję. Chwyciłam swój plecak i odwróciłam się na pięcie. Muszę stąd wyjść jak najszybciej. Nie chciałam siedzieć z nimi w klasie.

- Marta ! – zawołała Beata – Zaczekaj!

Przyspieszyłam kroku.

Nie bardzo wiedziałam gdzie się udać. Nie chciało mi się jeszcze iść do domu, więc poszłam na rynek.

Tutaj zawsze było pełno młodzieży, a ja nie chciałam być sama. Z moją paczką też nie. Ostatnio nie możemy się porozumieć. Myślałam, że Mirek jest inny. Chyba pomyliłam się co do niego. Wydawało mi się, że ... a zresztą. Nienawidzę ich wszystkich ! Nienawidzę również siebie. Znowu mam zły nastrój. Jestem nieszczęśliwa ...



JESTEM SłABA PSYCHICZNIE





Wstałam, zdecydowana wreszcie wrócić do domu. Byłam zmęczona i smutna. Muszę z kimś dzisiaj porozmawiać. Może uda mi się z mamą?

- Kochanie nie dzisiaj – tłumaczyła się wieczorem – mam mnóstwo papierkowej roboty.

Nawet nie odwróciła głowy w moją stronę. Nie zauważyła napływających do moich oczu łez. Już chciałam rzucić się na moje łóżko i przepłakać resztę wieczoru, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi.

- Martusiu otwórz! – krzyknęła mama z pokoju.

Otworzyłam drzwi nie patrząc nawet przez wizjer. Byłam pewna, że to któraś z sąsiadek do mamy. W drzwiach stał Mirek.

- Cześć, czy mogę wejść ?

- Nie.

- Martusiu, kto to? – zapytała mama zaglądając do przedpokoju – A Mirek, dawno cię nie wiedziałam. Wejdź do środka, co tak stoisz w progu.

Rzuciłam mamie złowrogie spojrzenie, ale nie widziała tego. Dzisiaj była ślepa i głucha.

- Wejdź do pokoju – mruknęłam do Mirka, bo nie chciałam żeby mama słyszała o czym rozmawiamy.

Gdy byliśmy już w środku on zaczął.

- Nie wiem co się ostatnio z tobą dzieje, ale ...

- Jeżeli przyszedłeś myśląc, że cię przeproszę to się przeliczyłeś !

Odwróciłam się od niego i podeszłam do okna.

- To ja przyszedłem cię przeprosić. Nie chciałem, żeby to co mówiłem zabrzmiało jak rozkaz, zwłaszcza do ciebie. Marta ja...

Na dźwięk mojego imienia wypowiadanego tak delikatnie poczułam się nieswojo. Mirek nagle znalazł się tuż za mną.

- Bardzo cię lubię wiesz.

Dotknął mojej ręki.

- Co robisz?! – oburzyłam się.

- Nic takiego, ja chciałem...

W tym momencie drzwi otworzyły się i weszła mama.

- Tak jak myślałam, Marta nie zaproponowała ci nic do picia.

- Mirek już wychodzi mamo.

- Tak? Szkoda, ale miło było cię znowu zobaczyć.

- Panią również

Kiedy mama wyszła Mirek powiedział:

- Chciałbym żebyś wiedziała, że jeżeli jest ci ciężko, zawsze możesz na mnie liczyć. Chcę być kimś więcej niż tylko twoim przyjacielem.

- Nie potrzebuje od nikogo pomocy ani użalania się.

- Nie to miałem na myśli. Od dłuższego czasu patrzę na ciebie inaczej.

- Przestań – powiedziałam, sama nie wiem dlaczego byłam zła – Idź już.

Mirek stał chwilę niezdecydowany.

- Dobrze, jak chcesz. Cześć.

Zamknęłam za nim drzwi i powlokłam się do mojego pokoju. Zaczęłam rozmyślać. Czułam się trochę głupio po tej dziwnej rozmowie. Chyba przestraszyłam się Mirka i tego wszystkiego co mogłoby się stać. Szkoda, że przyszedł. Mogłabym być jeszcze na niego zła ( chociaż nie miałam za co), a tak już mi przeszło...Nawet mi się podobało to, że przyszedł, ale lepiej się stało, że go pożegnałam. Nie radzę sobie z emocjami, nie radzę sobie z chłopakami. Nie nadaję się do niczego.

Myślałam, że ten wieczór będzie zepsuty, bo będę chodzić zła albo co gorsza płakać do poduszki, ale tak się nie stało.

Długo nie umiałam zasnąć, a jak już to zrobiłam to budziłam się i tak w kółko. Miałam w głowie zupełny mętlik.





JESTEM ZAGUBIONA



Rano czułam się już lepiej, ale w dalszym ciągu byłam zła na moją paczkę, więc po raz pierwszy świadomie do szkoły nie poszłam. Nie wiem co mną kierowało, ale adrenalina związana z wagarami podziałała na mnie pozytywnie. Prawdziwą przyjemność sprawił mi spacer po rynku podczas trwania lekcji.

Nagle w tłumie zobaczyłam Agnieszkę. Kiedy podeszłam bliżej okazało się, że jej siostra. Była do niej bardzo podobna. Chciałam zapytać o Agnieszkę, ale zastanowił mnie jej widok. Patrzyła mi się prosto w oczy, ale była jakaś nieobecna. Wyglądała na pijaną chociaż niczego od niej nie wyczuwałam.

- Urszula – powiedziała cicho.

Zamrugała oczami.

- Urszula ! – powtórzyłam, ale już głośniej.

- T a k ?

- Czy ty mnie widzisz?

- N o.

- Co ci się stało?

Uśmiechnęła się i pokazała ręką dookoła.

- J e s t p i ę k n i e.

Ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłam się, to był jakiś młody chłopak, chyba nawet młodszy ode mnie.

- Daj parę groszy – powiedział bez ogródek.

- Słucham – zapytałam – mówisz do mnie?

- Daj parę groszy – powiedział z naciskiem.

- Nie masz pieniędzy ?

- Nie mam i jestem na głodzie.

- Mam kanapkę, chcesz?

- Głupka ze mnie robisz? – oburzył się. Popatrzył jeszcze raz na mnie, a widząc, że nic nie wskóra machnął ręką i poszedł w inną stronę.

Urszula poruszała się chwiejnym krokiem. Zapytałam ją szybko o siostrę.

- A g n i e s z k a ? – zastanowiła się – N i e w i e m g d z i e j e s t .

Jakaś dziewczyna odciągnęła ja na bok.

- Chodź, musisz odpocząć.

Urszula pomachała mi ręką na pożegnanie jak małe dziecko. Wyglądało na to, że jest odurzona, zresztą tak jak większość młodzieży, która tu przebywa. Nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Nie potrafiłam też rozpoznać czy to pod wpływem papierosów, narkotyków czy trawki. Tylko alkohol można wyczuć. Czy to możliwe, że Urszula była pod wpływem narkotyków?

Czyżby Mirek miał rację? Nie znosiłam , gdy miał rację. Byłam na niego jeszcze bardziej zła. A co z Agnieszką, ona też? Nie, to niemożliwe. Urszula jest starsza i w ogóle ... sama nie wiem.

Wstałam, bo musiałam coś ze sobą zrobić. Muszę komuś o tym powiedzieć, ale jeszcze nie teraz. Przeszłam się do parku. Prawie na każdej ławce siedziała jakaś całująca się para. To nie był dobry pomysł żeby tędy iść. Nagle ktoś zawołał mnie po imieniu. Odwróciłam się. To była Agnieszka. Dawno tak się nie ucieszyłam na jej widok.

- Cześć! – powitała mnie podbiegając bliżej.

- Cześć!

- Dobrze, że cię widzę. Daj mi jeszcze trochę czasu na zebranie pieniędzy, mam trochę długów.

- Nie ma o czym mówić- machnęłam ręką – lepiej powiedz co się z tobą dzieje?

Nie zauważyłam w jej zachowaniu nic niepokojącego. Była taka jak zawsze.

- OK. Siedzimy razem tam, chodź przyłącz się do nas.

Spojrzałam we wskazanym przez nią kierunku. Na dwóch ławkach zestawionych do siebie siedziała duża grupa ludzi. Większość z nich była z naszej szkoły. Tylko dwóch chłopaków było zupełnie obcych i chyba dużo starszych od nas.

- E, nie chce się dosiadać, nie znam ich i trochę mi nieswojo – powiedziałam.

- Co ty mówisz? – pociągnęła mnie w stronę swoich znajomych - Chodź zobaczysz jacy są fajni i wyluzowani, nie tacy drętwi jak niektórzy z naszej ...

- Paczki? – dokończyłam za nią.

- Właśnie. Ostatnio strasznie działali mi na nerwy.

Po tych słowach dałam się zaprowadzić na miejsce bez protestów.

Kiedy podeszłyśmy, Agnieszka dokonała prezentacji.

- Tu jest miejsce obok mnie – przekonywał mnie nowy znajomy Mariusz.

Z reguły, gdy poznaję nowych znajomych jestem nieśmiała. Dziś było jednak inaczej. Od razu poczułam się fajnie, jak wśród starych znajomych. Z żalem pomyślałam o naszej paczce, kiedyś tak dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Chciałam zapytać Agnieszkę dlaczego nie chodzi do szkoły, ale to nie był odpowiedni moment. Wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy kiedy była u mnie. Dzisiaj była pogodna i spokojna. Po jakimś czasie przebywając wśród tych ludzi sama odzyskałam dobry humor. Zauważyłam, że niektórzy z nich pili piwo, ale nawet to mi nie przeszkadzało. Gdyby mama mnie teraz widziała ... O kurczę, spojrzałam na zegarek, ale już późno.

- Muszę już lecieć – powiedziałam na głos.

- No co ty – zaprotestował Mariusz – jest jeszcze wcześnie.

- Muszę zrobić ...- zaczęłam.

O mało nie dokończyłam. Już słyszę jak się śmieją na wzmiankę o obiedzie, który muszę zrobić. Oni sami wyglądali tak jakby mieli tu spędzić cały wieczór bez względu na dom.

- Zostań jeszcze, masz blisko do domu – powiedziała Agnieszka.

- Innym razem się spotkamy, teraz musze lecieć.

- Odprowadzę cię – zdecydował Mariusz.

- Nie trzeba.

- Odprowadzę cię – powtórzył, tym razem z naciskiem jakby nikt inny nie miał przy nim nic do gadania.

- Dobrze, tylko szybko wracaj – Agnieszka wydała przyzwolenie.

Rozmawiali tak jakby mnie tu nie było.

- No to cześć ! – pożegnałam się czym prędzej.

- Cześć! – odpowiedzieli mi nowi znajomi.

Odwróciłam się i poszłam, a Mariusz dotrzymywał mi kroku. Nie wiem dlaczego, ale chciałam żeby zobaczył mnie teraz ktoś z naszej paczki, najlepiej Mirek. Mariusz jest bardzo przystojny i dobrze zbudowany. Idąc razem z nim czułam się bardzo dorosła. Rozmawialiśmy zupełnie swobodnie. Miałam wrażenie, że znamy się od lat.

- To tutaj – powiedziałam pokazując na budynek – dzięki za odprowadzenie.

- To była przyjemność – odpowiedział Mariusz patrząc mi w oczy, aż poczułam się skrępowana – Mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy.

Nie wiedziałam co powiedzieć, więc szybko się pożegnałam i schroniłam w klatce schodowej.

Zaczynałam rozumieć Agnieszkę, która wybrała takie towarzystwo. Mnie też kusiło żeby z nimi zostać i nie wracać do szkoły, a jednocześnie było mi żal. Przecież to końcówka szkoły i wystarczy tylko pozdawać ostatnie egzaminy.

Przez sobotę i niedzielę wszystko sobie przemyślę i poukładam. Muszę to jakoś przetrwać.

Idąc po schodach usłyszałam głos mamy. Nie do wiary, że była w domu tak wcześnie. Przestraszyłam się, że ktoś dzwonił do niej w sprawie mojej nieobecności. Ale zaraz sama siebie przekonałam, że nikt by się z tego powodu nie fatygował. A może mama widziała mnie na mieście?

Nieśmiało otworzyłam drzwi. Mama zajrzała do przedpokoju z telefonem przy uchu. Pomachała mi ręką na powitanie. Uśmiechnęła się, a więc nie była zła, nie wiedziała o niczym. Wreszcie odłożyła słuchawkę.

- Cześć- powiedziałam – przepraszam, że nie wróciłam na czas.

- Wcale się nie zdziwiłam, że cię nie ma. Taka dziś piękna pogoda.

- A dlaczego ty jesteś tak wcześnie ? – zapytałam.

- Zapomniałaś, że jutro mamy pełno gości.

- Nie zapomniałam.

- Musimy przygotować przyjęcie. Pomożesz mi?

- Pomogę.

Pomoc przy gotowaniu, krojeniu itp. mogłam jeszcze znieść, ale sama obecność na takim przyjęciu była dla mnie prawdziwą karą. Gdyby chociaż byli jacyś rówieśnicy ... Niestety ciotki, wujkowie i beznadziejny kuzyn Karol.



RODZIAł III







Z powodu wagarów czułam wyrzuty sumienia i dlatego jak na winowajczynię przystało, przez cały wieczór i połowę soboty pomagałam mamie bez słowa skargi.

Kiedy wszystko było już przygotowane, a mama stała się bardziej spokojna, podsunęłam jej mój dzienniczek ucznia.

- Napisz mi usprawiedliwienie za wczorajszy dzień.

Nie zrozumiała.

- Byłam za wagarach.

Mama zaczęła się śmiać.

- żartujesz, prawda ?

- Nie, po prostu nie miałam ochoty iść do szkoły.

- Co to znaczy „nie miałam ochoty” ? To twój jedyny obowiązek: Iść do szkoły i w niej być.

- Miałam wczoraj kiepski dzień.

- Ty miałaś kiepski dzień ?!– fuknęła mama – A co ja mam powiedzieć mając na głowie palące terminy i rewizję.

- Ty robisz to za pieniądze. Ja nie mam nic z tego, że chodzę do szkoły.

- Co to za porównanie! Ja robię to po to żeby utrzymać dom ...

- I dwa samochody.

- Nie bądź cyniczna. Tata jeździ swoim w Anglii.

- Mogłabyś jeździć do pracy autobusem.

- Ja ?! Chyba żartujesz? Nie po to harowałam tyle lat żeby teraz jeździć autobusem.

- No przecież – mruknęłam.

- Mając to wszystko na głowie – kontynuowała mama przeglądając mój dzienniczek – mogę mieć zły dzień, ale ty ? Chodzisz tylko do szkoły. Co będzie gdy dorośniesz i będziesz w moim wieku, zamiast do pracy pójdziesz na wagary?

Milczałam, ale wiedziałam swoje.

- No dobrze – powiedziałam żeby ją udobruchać – to co robisz jeżeli masz zły dzień ?

- No cóż – westchnęła zapisując coś w zeszycie – ja to inna sprawa, jestem dorosła mam dużo obowiązków i muszę działać szybko. W najgorszym wypadku ratuje się tabletkami na uspokojenie albo na sen.

Mówiła to wszystko tak lekko, zaczęła układać kwiaty w wazonie nie zastanawiając się nawet nad znaczeniem swoich słów. Wystarczy wziąć tabletkę i już, po kłopocie. Uciec od wszystkiego. To jest myśl ...



UCIECZKA



- Mamo, napiszesz mi to usprawiedliwienie? – zapytałam.

- A dlaczego ty nie próbujesz się z tego usprawiedliwić tylko stawiasz mnie przed faktem dokonanym?

- Powiedziałam ci, ze miałam zły dzień czy to nie wystarczy?

Mama pokręciła głową i wskazała na stół. Dalej układała kwiaty. Wzięłam dzienniczek i szybko go przekartkowałam żeby znaleźć koniec. Usprawiedliwienie było napisane.

- Dziękuję.

- Robię to dlatego, że nigdy nie było z tobą żądnych problemów, dobrze się uczyłaś. Proszę cię tylko o jedno, żeby to się więcej nie powtórzyło.

- Dobrze mamo.

Spojrzałam na zegarek. Było jeszcze dużo czasu.

- Mamo, pójdę się przejść zanim wszyscy przyjdą. Potrzebuję chwili dla siebie.

Mama przyjrzała mi się uważnie i uśmiechnęła. Uznałam to za zgodę, więc włożyłam adidasy, zarzuciłam plecak i wyszłam.

Poszłam przed siebie nie myśląc gdzie idę. W głowie znowu usłyszałam głosy.

UCIECZKA

UCIECZKA W SEN



Znalazłam się w parku. Może i chciałam kogoś spotkać, ale Aneta była ostatnia osobą, z którą chcę teraz rozmawiać. Z niechęcią patrzyłam jak się zbliża.

- Cześć! – powiedziała z uśmiechem.

- Cześć – wymamrotałam.

- Nie było cię wczoraj w szkole – stwierdziła.

- źle się czułam – skłamałam.

- Naprawdę ? – zmartwiła się. Wyglądała na szczerą.

- Chyba się czymś zatrułam. A co słychać w szkole? – szybko zmieniłam temat.

- Gretka powiedziała, że znalazły się fundusze i możemy jechać na wycieczkę.

- Naprawdę?! Do Tenczynka?

- Tak. Do Tenczynka.

- Kiedy?

- We wtorek lub w środę.

- Och, nie mogę się doczekać.

- Ja też. Agnieszka się ucieszy, zawsze chciała jechać w to miejsce.

- Wątpię czy będzie chciała jechać.

- Dlaczego ? Widziałaś się z nią ?

- Tak, wczoraj.

- Mówiłaś, że źle się czułaś.

- Spotkałam ją .... kiedy szłam do apteki – powiedziałam i rozejrzałam się ukradkiem czy nie jej w pobliżu.

Aneta przyjrzała mi się dokładnie.

- Coś kręcisz.

- Wcale nie.

- Gdzie ją widziałaś? Może ja też ja spotkam. To ważne, bo pożyczyłam jej pieniądze od mojej mamy – zapytała. Jeżeli wcześnie czuła do mnie jakąś niechęć, to albo tak dobrze się maskowała albo jej przeszło. Była spokojna i rozluźniona.

- Naprawdę?

- Tak.

- Dużo?

- 70 zł, a dlaczego pytasz? Ty też jej pożyczałaś ?

Czułam, że też powinnam być szczera.

- Pożyczyłam, ale tylko 25 zł.

- Mirek nas ostrzegał żeby tego nie robić – powiedziała ze skruchą moja koleżanka - ale to było dużo wcześniej.

- Mirek niech się nie rządzi. Chciałam to pożyczyłam.

Aneta rzuciła mi wściekłe spojrzenie. Zrozumiałam, że udawała tylko dobrą i troskliwą koleżankę.

- Ostatnio stale jesteś na niego zła, właściwie dlaczego? On jest taki fajny, wesoły i wyładniał. Jeszcze dwa lata temu nie było na czym oka zawiesić, a teraz ...

Zrobiłam wielkie oczy.

- Jak jest taki fajny, to go sobie weź ! – rzuciłam ze złością.

- Marta, ty ostatnio na wszystkich się wydzierasz, zrób cos ze sobą !

- Bo co ? – zapytałam zaczepnie.

- Bo nie da się z tobą wytrzymać!

To zabolało.

- Idź sobie, działasz mi na nerwy – powiedziałam z naciskiem i odwróciłam się w drugą stronę.

- Zastanów się jak traktujesz innych, zwłaszcza Mirka- powiedziała na odchodnym.

Prychnęłam ze złości. Co ona sobie wyobraża !



UCIECZKA W SEN



UCIECZKA NA ZAWSZE



Szłam wolno, aż w końcu stanęłam nie wiedząc dokąd iść. Zaczęłam wypatrywać Agnieszki. Nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. Odwróciłam się. To był Mariusz. Na oddalonej ławce siedział reszta grupy oprócz moje koleżanki.

- Cześć – powiedział.

- Cześć – odpowiedziałam z uśmiechem. Ucieszyłam się na jego widok, bo nie chciało mi się jeszcze wracać do domu.

- Szukasz mnie? – jego głos miał dziwną barwę.

- Niezupełnie. Szukam Agnieszki.

- Chwilowo jej nie ma.

- A gdzie jest ?

- Zaraz wróci, poszła po fajki.

- Po co ?

- Po papierosy. Ty nie palisz?

- Nie.

- I dobrze. Po co masz sobie psuć taka śliczną cerę.

Dotknął mojego policzka, a potem włosów.

- Wyglądasz pięknie.

Spuściłam wzrok.

- Hej, nie ma co udawać takiej skromnej. Na pewno taka nie jesteś.

Nie zrozumiałam o co mu chodzi.

- Usiądźmy na ławce i zaczekajmy razem.

- No nie wiem- powiedziałam bez przekory. W jego towarzystwie czułam się nieswojo.

Mariusz popchnął mnie lekko w kierunku ławki. Wystraszyłam się , ale poszłam posłusznie jak zahipnotyzowana. Usiedliśmy.

- Od wczoraj nie mogę przestać o tobie myśleć – powiedział.

- Ja też ... – zaczęłam – myślałam o spotkaniu z ....wami.

- Dzisiaj wieczorem też przyjdź.

- Nie mogę.

- Umówiłaś się?

- Dzisiaj mamy dużo gości, muszę pomóc mamie – powiedziałam, ale zaraz tego pożałowałam.

Mariusz zaśmiał się w nieprzyjemny sposób.

- Goście niech się zajmą sobą, a my sobą. Będzie fajnie, zobaczysz. Ja w każdym razie będę na ciebie czekał.

- Marta?

Odwróciłam się. To była Agnieszka. Chyba ucieszyła się na mój widok.

- Cześć!

- Cześć!

- Właśnie zaprosiłem Martę na wieczór – poinformowała ją Mariusz.

- Tak? – zapytała ze zdziwieniem, już się nie uśmiechała.

- I tak nie mogę przyjść – powiedziałam.

- A wiesz dlaczego? – zapytał chłopak – bo wydają w domu przyjęcie dla gości.

Oboje wybuchli śmiechem jak po usłyszeniu dobrego dowcipu. To niesprawiedliwe. Nie mogą mnie upokarzać z takiego powodu. Wyrwę się z domu za wszelka cenę. Pokaże im , że mogę jeśli tylko chcę.

- Muszę już iść – uśmiechnęłam się do nich – ale obiecuję, że wieczorem przyjdę.

Zostawiłam ich na ławce i poszłam. Agnieszka wygląda na zazdrosną. Wczoraj tego nie zauważyłam. Nie wiem czy naprawdę podobam się Mariuszowi, ale to co mówi jest miłe. Byłam zafascynowana nowym towarzystwem.





W przedpokoju usłyszałam jakieś głosy. To ciotka Zyta. Jej obecność jeszcze jakoś zniosę.

- Dzień dobry!- przywitałam się.

- Dzień dobry Martusiu!

Ciocia cmoknęła mnie w policzek i zaczęła okręcać mną jak w tańcu.

- Ale ty się zmieniłaś! Wyładniałaś!

Mama obróciła się w moją stronę i też zaczęła się przyglądać jakby nie wierzyła w słowa cioci.

- Na pewno masz powodzenie u chłopców. Przyznaj się !

- Nie mąć jej w głowie – powiedziała mama śmiejąc się.

- Ona ma już 15 lat ! – oburzyła się ciocia – a ty ile miałaś lat kiedy zaczęłaś spotykać się z Marianem ?

- To co innego. Z Marianem chodziliśmy razem do klasy, więc znaliśmy się od dawna.

Rzeczywiście tak było. Moi rodzice chodzili ze sobą do klasy. Zupełnie o tym zapomniałam.

- A w twojej klasie jest jakiś chłopak, który ci się podoba? – zapytała ciocia.

- Może – odpowiedziałam uśmiechając się.

Zanosząc potrawy na półmiskach miałam nadzieję, że dzisiejszego wieczora nie będzie tak źle. Rozmowa z ciocią dobrze mi zrobi. Chciałabym w taki sposób rozmawiać z mamą. Ciocia jest młodsza od mamy o 10 lat i tę różnicę niestety dało się wyczuć.

Cioci


mariopeiro

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » pn 11 sie 2008, 16:08

Nie dałbym ostrzeżenia gdybyś tylko się nie przedstawił, ale widać, że nie czytałeś regulaminu gdyż w tytule tematu zapomniałeś wyłączyć caps locka, co jest błędem niewybaczalnym.

Temat blokuję.

Jeśli się nie przedstawisz usuwam.



PS Zrobię edycję tytuły, bo aż bije po oczach. Napiszę go poprawnie.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1004
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » wt 12 sie 2008, 17:50

Oj, widzę, że zjadło Ci kawałek tekstu.

Powiem tak - stworzyłaś wiarygodną postać nastolatki, wszystko, co wokół niej się dzieje opisałaś realistycznie.



Opowiadanie jest niestety strasznie monotonne. Brakuje czegoś, dzięki czemu chciałabym czytać dalej. Przydało by się rzucić coś na zachętę czytelnikowi, czymś zaciekawić.

Niestety zabrakło takiej iskry.



Styl prosty, mało finezyjny, ale czytelny. Błędów nie szukałam, przyznaję bez bicia.



Przykro mi, nie spodobało mi się. Ale również namawiam do dalszego pisania. Trzeba ćwiczyć, próbować się w różnych tematach. Może postaraj się napisać coś bardziej dynamicznego?



A, opisz gatunek przy tytule. Teraz się zorientowałam, po napisaniu komentarza.



Awatar użytkownika
Arrianna
Pisarz pokoleń
Posty: 1159
Rejestracja: pt 02 maja 2008, 17:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Ciemności
Płeć: Kobieta

Postautor: Arrianna » sob 20 wrz 2008, 01:19

a jeszcze inny za długie do reszty sylwetki ręce.
w stosunku do? cokolwiek... czegoś tam brakuje. Zdanie szwaszczy



Możliwe, że kiedyś to unormuje,
tu też jakby czegoś brakowało.





trochę... jakbyś... przecinków nie używał!



Jest głupia. Przewodniczącą klasy została nie z powodu ilorazu inteligencji .
aż się prosi żeby napisać "nie z powodu X a Y"


Teraz jest to co raz trudniejsze.
co raz czy coraz? Tutaj coraz :P



Była taka zamyślona,
Byłam - literówka


taka zamyślona,nawet nie pamiętam jak minęłam główne
to nie jest błąd... ale szwaszczy, jakieś przekombinowane a kombinacja do takiego tekstu nie pasuje



Weszłam na dużą salę
a nie 'do sali"?? O_o


Wojtek przyjrzał się nam i odrobinę zmieszał
jakoś brzydko



plus zapis dialogów kuleje. Jakieś zaginione kropeczki...



Z w s z y s t k i m i z
może lepiej to pogrubić. tez tak kiedyś zrobiłam... faktycznie nieczytelne :)



- Pewnie i to prędzej niż myślisz.

- Widziałam, że ty z Mirkiem też rozmawiałaś tak jakby na osobności.


to mówi ta sama osoba, tak? Arri się gubi w dialogu... o Boziu!



dzisiaj nie jest dobry dzień na to żeby z tobą o tym rozmawiać
bez "z tobą" zrobiło by się "lepciej"



Wybieraliśmy się do ”Multikina”, a to dawało możliwość obejrzenia dwóch różnych filmów przez dwie nasze grupy o tej samej godzinie.

to też mi jakoś szwaszczy ;)



- Dlaczego miałaby to robić?
literówka



a moich włosów zrobiła się szopa
a tu chyba "Z" brakuje :)



Adam też stale nie ma.
literówka

Na oddalonej ławce siedział reszta grupy oprócz moje koleżanki.
literówki



Nie wiem czy mnie jeszcze na nich zależy .
ło jak z pięści w twarz, to mnie obudziło. to skrzypi!



Mirek chciał żeby zaprzeczyła lub potwierdziła.
żebym?

Było jeszcze kilka minut do lekcji.
<krzywi się lekko> ale właściwie nawet to zniosę



Kiwnęła głową ze zrozumieniem.
a to literówka czy tak ma być?

Chowanie się w ubikacji przed nimi jest tak samo głupie jak kłótnie z nimi.
to drugie "z nimi" co najmniej śmierdzi ;)





przyszła nasz wychowawczyni.
nasza - literówka





No, zżarło kawałek tekstu.



Eh <wzdycha ciężko>.

Czytałam i czytałam i nie mogłam skończyć.

Pomysł - no fakt, zgodzić się trzeba... sytuacja jest realna... ale do bólu oklepana i wyeksploatowana.



Styl - prosty, tak, to dobre słowo. A i tak robisz błędy O_o

Nie czytało się źle... tylko nudne to było, ze względu na temat <zuo!>.



Ale może nie będzie źle :) W inne tematyce i jakby trochę popracować nad stylem :)

Aha i zapis dialogów plus inty :P do remontu!

<jak ja widzę inty -> to jest gorzej niż źle :P>





Jak dla mnie za nudne i schematyczne. <taki styl to też nie moja bajka>



Pozdrawiam serdecznie :)


"It is perfectly monstrous the way people go about, nowadays, saying things against one behind one's back that are absolutely and entirely true."

"It is only fair to tell you frankly that I am fearfully extravagant."
O. Wilde

(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości