Miłość małżeńska [obyczaj] opo

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mandriel
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: czw 10 lip 2008, 13:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Miłość małżeńska [obyczaj] opo

Postautor: Mandriel » pt 01 sie 2008, 13:51

Był piękny wiosenny, niedzielny poranek.

Marcin i Anita Grabek spacerowali właśnie po parku znajdującym się nieopodal Jasnej Góry. Piętnaście minut temu skończyła się południowa msza, na której byli. Szli tak wzdłuż jednej z nowo zrobionych ścieżek, spokojnie sobie rozmawiając o wydarzeniach z ostatniego tygodnia, wspólnych planach, niezrealizowanych marzeniach, i o innych ważnych dla nich sprawach. Gdy nagle usłyszeli czyjeś krzyki dobiegające z przeciwległej strony parku. Oboje spojrzeli na siebie i przyśpieszyli kroku, żeby sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Po paru chwilach widzieli już kto krzyczał, i chyba oboje domyślali się dlaczego.

- Zostaw mnie, Ty gnoju! – krzyknęła kobieta próbując wyszarpnąć się z uścisku trzymającego ją mężczyzny.

- Zapomnij, Ty zdziro! – ostro odpowiedział groźnie wyglądający mężczyzna – to wszystko przez Ciebie, Ty mi zgotowałaś te nerwy, trzeba było się nie puszczać!

- Nie puszczam się! – odpowiedziała, żałośnie próbując się uwolnić od dwa razy silniejszego od niej człowieka. – tylko z nim rozmawiałam, chyba mogę to robić prawda? PUSZCZAJ!!!

- Tak się to dziś nazywa szmato, co ty wiesz o miłości? Zapłacisz mi za to! – i uderzył ją w twarz

W tym momencie Marcin puścił swoją żonę Anitę i ruszył w kierunku oprycha.

- Ej Ty! – krzyknął – Bohaterze!

Mężczyzna odwrócił się

- Do mnie pijesz? – rzucił prostując się przy tym i prężąc jak paw próbujący pokazać samiczce, że to właśnie on jest najlepszy i najsilniejszy, przy okazji dając znać innym samcom, że nie ma lepszych od niego

- Ta, właśnie do Ciebie – odpowiedział Marcin

- A po ryju to kiedyś dostałeś? Oklepał ktoś kiedyś tą śliczną buziulkę? – szarpnął dziewczyną, po czym przewrócił ją na ziemię i przycisnął ją do ziemi kolanem – chodź no tu tylko, to zobaczysz gwiazdki w biały dzień! No chodź!

- Jak sobie życzysz – powiedział Marcin, zupełnie jakby był już znudzony paplaniną tego typka.

I podszedł do brutala. Niestety owy brutal nie miał pojęcia, że Marcin prowadzi szkółkę karate, w której szkoli młodych biednych nastolatków, żeby mieli chłopcy jakieś zajęcie. Inne niż przesiadywanie przed blokiem z piwem i papierosem, i kombinowanie co by tu zbroić. Marcin niewiele musiał się natrudzić, by obezwładnić damskiego boksera, który w pozycji leżącej już taki odważny i słowny nie był. Dziewczyna szybko wstała, i podziękowała wybawcom.

- Bardzo Państwu dziękuję, przynajmniej tym razem mam spokój – powiedziała

- Nie ma problemu, proszę Pani, proszę jednak na przyszły raz takie rzeczy zgłaszać – odparła Anita – w przeciwnym razie ponownie może Panią zaatakować.

- Niestety to mój mąż – powiedziała z rezygnacją kobieta

- Aha, no to niestety, bardzo nam przykro. Ale mimo wszystko następnym razem proszę szukać pomocy – powiedział Marcin.

- W porządku

- Czy czegoś Pani potrzeba? – zapytała Anita

- Nie, nie. Dziękuję. Naprawdę nie trzeba. I tak mi Państwo pomogli. Do widzenia.

Marcin podszedł jeszcze do człowieka, który jeszcze kilka minut temu groził mu kilkoma siniakami na twarzy.

- I nie waż się Pan swojej żonie robić krzywdę – powiedział – Zrozumiano? Masz Pan ją szanować i kochać, a jeśli ona Pana nie szanuje to niech Pan z nią o tym porozmawia, bo w taki sposób nie załatwia się takich spraw.

Odpowiedziało mu milczenie, ale czego właściwie mógł się spodziewać.

Wrócił do żony, objął ją w talii i poszli dalej.

Gdy byli już przy samochodzie stojącym na parkingu nieopodal III Alei Najświętszej Marii Panny, zaczęli rozmawiać

- Co za patologia – oburzył się Marcin – jak można się tak traktować? Do tego Ci ludzie są małżeństwem! Masakra

- Zgadzam się w pełni kochanie, naprawdę nie rozumiem takich ludzi. Od razu widać, że szybko się poznali, pewnie do tego jeszcze wpadli za młodu, no i zostali małżeństwem. Niestety nie taka jest kolejność.

Wsiedli do samochodu. Marcin odpalił silnik. Wyjechał z parkingu i pojechał w kierunku ich domu.

- Kochanie… - zaczęła Anita – naprawdę zaimponowało mi to, co dziś zrobiłeś. To było bardzo odważne. Kocham Cię

- Dziękuję kochanie – odpowiedział Marcin – w sumie nie wiem dlaczego to zrobiłem, po prostu coś mnie tknęło, a wiesz, że nienawidzę, kiedy faceci wyżywają się na kobietach. Poza tym, jak widzę jest tego następny plus, czymś Cię zaskoczyłem – uśmiechnął się – jak widzisz, Twój stary mąż jeszcze potrafi pokazać coś nowego

- Nie przesadzaj! – żachnęła się Anita – Wcale nie taki stary! Masz dopiero czterdzieści lat, poza tym nie dodawaj sobie lat, bo przy okazji dodajesz i mi – zaśmiała się - czyżbyś już zapomniał że jesteśmy ten sam rocznik?

- Oj… Tak! Jak dobre wino – oboje zaczęli się śmiać. Anita położyła dłoń na jego dłoni, która to spoczywała na gałce sprzęgła.

- A tak wracając do tematu tych ludzi, których spotkaliśmy – rozpoczął temat Marcin – naprawdę to jakiś kompletny niewypał z takim małżeństwem. Nie wiem skąd biorą się tacy ludzie i skąd biorą się takie małżeństwa, ni to z wyboru, ni to z rozsądku, ni to z przymusu. Efekt? Porażka na całe życie.

- Oczywiście idąc naszym tokiem rozumowania, i wykluczając rozwody – dodała Anita

- Faktycznie kochanie, zapomniałem – przyznał

- Mi tam się bardzo podoba, że nasze małżeństwo jest takie „staromodne” – jak to mawiają moje koleżanki. Bo takich małżeństw jak nasze jest naprawdę coraz mniej, a przecież to właśnie na tym polega życie małżeńskie i partnerstwo, prawda Skarbie?

- Czysta prawda , najdroższa – jesteśmy najlepsi. Oczywiście nie chcę być nieskromny, albo jakiś idealizujący nasze życie, ale uważam, że postępujemy zgodnie ze sobą, i zgodnie z Bogiem. Wszystko u nas było po kolei. Najpierw się poznaliśmy, potem była przyjaźń, następnie się w sobie zakochaliśmy, były zaręczyny, ślub kościelny, piękne weselisko…

- Ale powiedz mi, jak to jest – zastanowiła się Anita

- Ale z czym kochanie?

- Ano z tym, że niektórzy ludzie mają takie problemy między sobą? Skąd się to bierze?

- Myślę, że to dlatego, że ludzie, i partnerzy niewiele tak naprawdę o sobie wiedzą. Albo jak się już dowiedzą, to na tym przystają, i potem żyją obok siebie, a nie razem. I to się wszystko nawarstwia. Do tego dodajmy, że wielu ludzi w dzisiejszych czasach zapomina o Bogu, a przypomina sobie o nim dopiero wtedy, gdy dzieje się coś złego. – powiedział Marcin, i wyprzedził jakiegoś okropnie wolno jadącego kierowcę. – Ludzie powinni być dla siebie przyjaciółmi i wspólnikami, niezależnie od tego, co się między nimi dzieje, i jak się dzieje. I powinni inwestować w siebie. W swoją wspólną przyszłość.

- Ale w jaki sposób kochanie? – spytała Iwona

- Myślę, że wszyscy małżonkowie, nie tylko my - choć my akurat nie mamy z tym większego problemu – powinni być ze sobą w każdej chwili, nawet gdy źle się w ich życiu dzieje, a nie iść na łatwiznę, i w momencie, gdy pojawi się jakiś problem zwinąć manatki i zrobić skok w bok, albo uznać małżeństwo za nie ważne, lub cokolwiek innego. Bo nie zawsze to, co łatwe, jest dobre. A czasem warto poczekać i po prostu, być ze sobą. Dzisiejszy świat jest jaki jest – niezbyt przyjazny i niebezpieczny – ale jeśli w człowieku jest miłość i nadzieja, chociaż jej namiastka – to wszystko będzie dobrze. Bo miłość wysłana przez nas, wraca do nas samych ze zdwojoną siłą.

- Kochanie, jesteś niesamowity. Uwielbiam kiedy zaczynasz się tak rozkręcać, i mówisz w taki sposób.

- Po prostu Cię Kocham – odpowiedział Marcin.

Podjechali już pod dom, wysiedli z samochodu, i weszli do domu, czując zapach pieczonego ciasta przez mamę Anity. Przywitali się z mamą.

- Cześć Mamo – powiedzieli razem

- Cześć kochani – odpowiedziała starsza kobieta

- Gdzie mały ? – spytał Marcin

- Na górze – wskazała dłonią mama – składa najnowszy model samolotu, który niedawno dostał.

- Jak on się czuje? – zapytała Anita

- Już lepiej córeczko, dobrze że nie poszedł dziś do kościoła, bo zafajdałby całą ławkę.

Oboje poszli więc na górę zobaczyć jak czuje się ich ukochany, dziesięcioletni synek.


"Wywiozą Ci wszystko, co kochasz"

-----------------------------------------------



"Why am I fighting to live, if I'm just living to fight

Why am I trying to see, when there aint nothing in sight

Why am I trying to give, when no one gives me a try

Why am I dying to live, if I'm just living to die..."

Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Richard Scott » pt 01 sie 2008, 15:08

...marzeniach, i o innych(...)


Bez przecinka przed tym nienagannym - i -.



Więcej błędów nie wytykam.



Słuchaj. Jak dla mnie, to opowiadanie jest zbyt prostackie. Powiewa brakiem doświadczenia, wprost amatorszczyzną. Jednak nie masz się czym martwić. U mnie jest podobnie. Spokojna głowa.



Pomysł? Słaby.

Wykonanie? Lekko powyżej określenia - słabe.

Wartości? Może i jakieś są... Mało zauważalne jednak.



Moje zdanie jest takie.

Poszukaj sobie bardziej wyrafinowanego pomysłu. Masz pracować nad swoim stylem.

Myśl. Pisz. Myśl. Pisz.



I tak w kółko...


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » pt 01 sie 2008, 19:31

Odniosłem bardzo podobne wrażenie, jak Richard - tekst przypomina wypracowanie na temat: "Małżeństwo i obywatelska postawa na wskazanym przykładzie". Doczytałem do końca, gdyż do ostatniej linijki nie mogłem uwierzyć, że nie masz pomysłu na intrygujące zakończenie. Coś, co pokaże, iż idealni z pozoru ludzie mogą kryć nieodgadnione wnętrze.

Czarno-białe postaci raczej nie nadają się na bohaterów literackich. Są nudne. Pisząc w takiej konwencji, nie zdobędziesz czytelnika - po kilku tekstach fabuła będzie dla niego przewidywalna jak wypowiedzi większości polityków.



Dużo niedociągnięć warsztatowych.



Był piękny wiosenny, niedzielny poranek.


Krótkie zdanie i aż trzy określenia. Spróbuj tak: Niedzielny poranek pachniał wiosną...



Marcin i Anita Grabek spacerowali właśnie po parku znajdującym się nieopodal Jasnej Góry.


Daruj sobie nazwisko, jeśli nie jest ważne dla fabuły. Teraz zdanie trąci policyjnym raportem.



Piętnaście minut temu skończyła się południowa msza, na której byli.


Informacja, iż byli na owej mszy jest zbędna.



Szli tak wzdłuż jednej z nowo zrobionych ścieżek, spokojnie sobie rozmawiając o wydarzeniach z ostatniego tygodnia, wspólnych planach, niezrealizowanych marzeniach, i o innych ważnych dla nich sprawach.


I zastanawiali się, gdzie znaleźć staruszkę, której przydałaby się ich bezinteresowna, spontaniczna, wynikająca z najgłębszej potrzeby serca pomoc.



Gdy nagle usłyszeli czyjeś krzyki dobiegające z przeciwległej strony parku.


"Gdy" - wyciąć.



Oboje spojrzeli na siebie i przyśpieszyli kroku, żeby sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy.


To miło, że oboje spojrzeli na siebie.



Po paru chwilach widzieli już kto krzyczał, i chyba oboje domyślali się dlaczego.


Coś takiego. Jestem pełen podziwu.



Jak widać, nie ostało się ani jedno zdanie pierwszego akapitu. Dalej jest podobnie. Wybacz drobne złośliwości, starałem się tylko wskazać nieporadność oraz infantylność wypowiedzi.

"Ty", "Pan", "Pani", "Mamo" z małej litery! To nie jest list.



Nie przerażaj się i nie zniechęcaj. Czytaj i pisz. Szukaj swoich fascynacji, zaglądaj postaciom pod podszewkę, zastanawiaj się, czy kumpel miałby ochotę wysłuchać historii, którą wymyślasz...



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Richard Scott » pt 01 sie 2008, 22:55

No ładnie.

Nie popatrzyłem i skrytykowałem starszego użytkownika od siebie.

Ale numer.

Starałem się "urągać" młodszym, albo równym...



Wybacz.

Ale przynajmniej prawdę powiedziałem.

:oops:


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
Mandriel
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: czw 10 lip 2008, 13:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mandriel » pn 04 sie 2008, 08:43

właśnie to jest dla mnie ważne , wiem że nie jestem dobry ( ba, gdyby było przeciwnie bardzo źle by ze mną było xD ). Poza tym każdy człowiek potrzebuje kubła zimnej wody, żeby spojrzeć z dystansem na swoją twórczość. To się na prawdę przydaje. I motywuje. Dziękuje za opinię oraz zainteresowanie - wiele osób mogło w ogóle nic nie napisać.



Pozdrawiam.



ps. prześlę dziś kolejne opowiadanie - sprzed roku, więc pewnie będzie podobnie słabe i nie dopracowane, ale jestem ciekawy swoich błędów.


"Wywiozą Ci wszystko, co kochasz"

-----------------------------------------------



"Why am I fighting to live, if I'm just living to fight

Why am I trying to see, when there aint nothing in sight

Why am I trying to give, when no one gives me a try

Why am I dying to live, if I'm just living to die..."

Awatar użytkownika
Testudos
Pisarz pokoleń
Posty: 1183
Rejestracja: czw 25 paź 2007, 16:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Testudos » wt 16 wrz 2008, 14:45

Przecinki. Zapis dialogów. Wielkie litery. Opisy.



Z tym masz problem. źle zapisujesz dialogi, wielkie litery wciskasz, gdzie nie trzeba. gubisz całe worki przecinków. Mało, mało opisów. Niewyraźne. Wszystko bez uczucia, beznamiętnie. Wyprane z emocji.

Tekstu się po prostu nie czuje.

Nic. Przeczytać - zapomnieć. To wszystko. Fabuła nikła. Miał być patos i mądre sentencje, a wyszło czytadło. Nieciekawe.

Opowiadanie na trójkę.

Pisać, pisać, pisać, pisać.

Będzie lepiej. Moc z tobą.

Pozdrawiam.

Z Brodą i Toporem, Testudos.


Are you man enough to hold the gun?


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości