TAROT (SF)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MarsnTwix
Dezerter
Posty: 160
Rejestracja: sob 19 sty 2008, 14:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

TAROT (SF)

Postautor: MarsnTwix » wt 29 lip 2008, 16:20

Dziś zamieszczę prolog, a Wy powiedzcie mi czy taki eksperymentalny "bezosobowy" sposób narracji Wam odpowiada czy Was wkurza. Suchych nitek nie zostawiajcie. W domu mam cały kłębek.



Prolog



Zbawienny boski cień, który sunął majestatycznie przez bezkres pustyni wyznaczał pory dnia i czas zwykłych zajęć. A że nie doszło jeszcze do zenitu trzeba było odwiedzić Gaj.



Kręta i kamienista droga wiodąca między poszarpanymi ścianami spieczonego na czerwono kanionu kończyła się przejściem między dwoma kamiennymi kolumnami. Bóg postawił je tutaj i nakazał trawom, krzewom i innemu drobnemu rośliństwu by je oplotło i utrzymywało w wilgotnym, zielonym uścisku.



Dał w ten sposób nadzieję tym, co zrozpaczeni nieustannym błądzeniem wśród wydm natrafią na tą aberrację w linii horyzontu. Pokrzepią się Oni myślą o rychłym zaspokojeniu pragnienia i skierują tam swe kroki.



Tuż za zieloną bramą kolumn otwiera się kotlina osłonięta od piekielnego żaru wysokimi ścianami kanionu, również w rośliństwie zatopionemi.



To w glebie tej kotliny spoczywa tajemnica przetrwania na tym pustkowiu. To jej dary pozwalają przetrwać ten trudny czas nauki spędzony na Ho. Co Bóg zsyła w potaci deszczu ze swej siedziby w niebie to trafia do niej, a potem poprzez pompy do spragnionych. Dziś nie było inaczej, pompa

zadziałała bez zarzutu - Obowiązek został dopełniony.



Jednak nie był to jeszcze dzień w którym stać się miało to, co Nestor nazywał Konfrontacją - aura życia zielonego raju znów nie uczyniła żadnych wędrowców jego gośćmi. Może to wiatry pustyni obsypały piachem szczyty kanionu i kolumny nie są już dłużej szalupą dla rozbitków pustyni? Czy to oznaczałoby koniec oczekiwania na Przyjście? Trzeba jak najprędzej to

zbadać.



Jednak nie było to na ten czas pisane. Tuż po zakończeniu Obowiązków wielka światłość nagle zajaśniała pod firmamentem. Rozszerzyła się w wielką kulę ognia, która zawisła w przestworzach rażąc świat niczym drugie słońce. Ból głowy spotęgowany strachem i trwogą pojawił się jeszcze przed falą uderzeniową. Paraliżował mięśnie i rozsadzał ciemię, tak jakby eksplozja miała miejsce tuż za czołem a nie dziesiątki tysięcy stóp nad ziemią. Uderzenie dotarło do zielonej kotliny pod postacią gradu ziarenek piasku, parzących, raniących skórę i szarpiących ubranie oraz przeciągłego odgłosu giętego metalu, przeraźliwego wycia szarpanych stalowych mięśni mechanicznego potwora zawieszonego w przestworzach. Gdy grad opadł, a ryk ucichł okazało się, że wiele rośliństwa jest okaleczone. Jednak nie był to koniec tej tragedii.



Maleńki świecący punkcik na niebie stawał się coraz większy. Jajowaty niezidentyfikowany obiekt niczym zwiastun apokalipsy zmierzał błyskawicznie w kierunku doliny ciągnąc za sobą ognisty warkocz. Po ułamku sekundy pędzące ciało niebieskie bezgłośnie zderzyło się z jedną z zielonych kolumn rozbijając ją na drobne kamyczki, które rozprysły się po całej okolicy. Dźwięk oraz siła zderzenia rozchodzące się po całej kotlinie i kanionie dotarły z milisekundowym opóźnieniem. Ziemia zatrzęsła się pod gradem metalowych płyt wbijających się w powierzchnię sfery. Jednak kotlina była pełna kryjówek, nie straszny był dzień sądu temu miejscu.



Kiedy opadł kurz i przeminął strach można było rzucić okiem na miejsce katastrofy. W miejscu gdzie stała kolumna był teraz krater szeroki na jakieś 20m. Na szczęście druga jeszcze stała, Bóg jest jednak miłosierny i nie utrudnia swym wyznawcom wypełniania Jego planu. Na dnie krateru spoczywała kapsuła wyjęta jakby żywcem z katalogu, częściowo zakopana w

skale, a częściowo z nią stopiona od siły uderzenia. Kiedy kurz opadł dało się dostrzec wypisane mistycznymi runami słowo "TAROT" nad włazem próźniowym. Po kilku sekundach właz wyrównał ciśnienie po obu stronach i rozpoczął otwieranie. Pneumatyczny mechanizm rozsunął metalowe odrzwia. W parnym i duszącym środowisku oazy po raz pierwszy w historii rozszedł się zapach spalonych przewodów elektrycznych. Ale nie tylko on.



Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Richard Scott » wt 29 lip 2008, 17:08

Wybacz, że nie mam dziś siły.



Zmotywowałem się i przeczytałem Twój tekst. Po części mi się spodobało. Ogólnie? Nie moje klimaty... Może dlatego.



...na jakieś 20m(...)


Brak Ci słów? Oszczędzasz na wolnej przestrzeni? Nie chce Ci się stukać w klawisze?

Weź to popraw. Napisz prosto, ładnie i z pełną świadomością: dwadzieścia metrów.


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
MarsnTwix
Dezerter
Posty: 160
Rejestracja: sob 19 sty 2008, 14:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MarsnTwix » wt 29 lip 2008, 20:10

Zwykle tak nie pisuję. Masz rację Richard, to jest błąd. Mogę się jedynie usprawiedliwić, że na papierze napisałem słownie.



Awatar użytkownika
MarsnTwix
Dezerter
Posty: 160
Rejestracja: sob 19 sty 2008, 14:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MarsnTwix » czw 31 lip 2008, 21:17

Szkoda że tylko Richard pokwapił się skomentować chociaż twierdzi że to nie Jego klimaty, a nasi eksperci od SF nie pofatygowali się. Cóż, może mój tekst był po prostu bezbłędny.



Skoro tak to jest i drugi fragment.



- A niech to szlag! - Gervaise wrzasnął z głębi swojej kapsuły ratunkowej. Jego głos odbił się echem od ścian kanionu - Dym w kombinezonie próżniowym! Jak można mieć takiego pecha?

Kaszląc i próbując dostrzec cokolwiek przez dym zalegający w hermetycznym kasku spróbował wyzwolić się po omacku ze stelażu grawitacyjnego dzięki któremu przeżył upadek. Upadł na kolana na metalową posadzkę kapsuły, szybka HUD'a rozbiła się o podłogę, a dym poszybował do góry. Oczy łzawiły nadal ale przynajmniej złapał oddech. Po chwili jego kombinezon zaczął się smażyć. Tłumiąc z trudem atak histerii wstał odlepiająć rękawice i spodnie od gorącego metalu i spojrzał na stelaż, z którego się wyswobodził. Z dziury w pancerzu kapsuły wylewał się stopiony metal. Temperatura w stalowej pułapce wzrastała. Właz stał już otworem, wlewało się przez niego intensywne światło dnia. "Oby tylko było tam trochę chłodniej niż tutaj" pomyślał Gervaise, złapał drabinkę, wspiął się na pierwszy szczebel, a następnie niemal się przewrócił. Zza krawędzi prostokąta wyjścia wyłonił się kontur głowy, a zza niej dwa ramiona, potem trzecie, czwarte, a przy piątym wrzasnął "Jezus Maria!" i sięgnął po pistolet, którego nie miał. Istota jednak również wrzasnęła i zniknęła co oznaczało, że się przestraszyła. A jeśli coś się przestraszyło znaczy ma gruczoły. A jeśli coś ma gruczoły znaczy nie jest robotem i nie urwie Ci rąk tylko dlatego, że reszta ciała była przywiązana do stołu operacyjnego. I była to najlepsza logika na jaką było go stać w tej chwili. Gervaise poczuł się dzięki niej trochę lepiej, zaryzykował i wystawił czubek głowy z kapsuły. Z początku intensywne światło oślepiło go, wzrok przez kilka sekund przyzwyczajał sie i nabierał ostrości. Zogniskował się na pokracznym stworzeniu wspinającym się na szczyt krateru jaki wywołało uderzenie kapsuły. Miało dwie nogi, dwie ręce i głowę, więc może nie będzie tak trudno przekonać go o dobrych zamiarach. Gorzej będzie z tymi czterema stalowymi ramionami na plecach. Oczy znów zaszły mu łzami, głowa zabolała. Wygramolił się i stoczył na skalne podłoże. Uderzył się w głowę, o dziwo ból ustał. Kiedy wstał wyrzucił niepotrzebny balast w postaci resztek kombinezonu i przyjrzał się swojej żałosnej osobie.

Niewiele z niej zostało oprócz tych najbardziej niezbędnych kawałków, z którymi trudno byłoby się rozstać i ubrania. Otarł sadzę i pot z twarzy i głowy. "Cóż" pomyślał "Włosy i brwi i tak by mi tylko przeszkadzały na tym zapomnianym przez wszystkich świecie. Przynajmniej w tym słońcu będę bardziej widoczny dla potencjalnych ratowników. Khe Khe".

Gervaise spojrzał w górę na krawędź krateru ale nie dostrzegł już dziwnej pokraki. Dostrzegł za to coś, na co wcześniej nie zwrócił należytej uwagi. Mianowicie drugi plan. Tak naprawdę nie był w miejscu wystawionym na słońce. Cały nieboskłon przesłonięty był metalową konstrukcją rozciągającą się od południa na północ i kładącą cień na pustynię niczym olbrzymi gnomon. Eksplorując HoGravę od wewnątrz nie dostrzegał jej ogromu. żałował tylko, że przespał podróż, mógłby zobaczyć jak statek wygląda z orbity. Słońce musi być okropne na tej planecie, inaczej nie byłoby tak gorąco w cieniu rzucanym przez Arkę. Wspiął się ponad krawędź krateru. Temperatura wyraźnie spadła, w powietrzu pojawiło się więcej wilgoci. Ku swojemu zdumieniu musiał przyznać, że sporo tutaj roślin jak na pustynną planetę. Teren był ograniczony skalnymi ścianami, również porośniętymi. Powiódł wzrokiem wzdłuż grubego pnącza wijącego się wokół zerodowanej kolumny, obrastało ją aż po sam czubek.

Właściwie to nie wypada dziwić się losowi, że właśnie uratował Cię od głodowej śmierci na obcym świecie ale to dziwne, że nikt nie wiedział o życiu na HoGravie, planecie, która była cmentarzem już ze swojej nazwy. Zbliżał się zachód słońca, cienie wydłużały się. Oby tylko skończyło się na jednym pogrzebanym tu nieboszczyku, pomyślał Gervaise, noce pustynne bywają podobno paskudnie mroźne... Zarośla za nim zaszeleściły zdradliwie. Ponad najwyższą kępką krzaków sięgającą do piersi sterczały mechaniczne ramiona, które widać zapomniały, że trzeba się ukryć.

- Ekhem - odświeżył zaschnięte gardło Gervaise - Chyba powinniśmy teraz uścisnąć sobie dłonie ale wolałbym żebys pozwolił mi za Ciebie wybrać którą.

Implanty nagle odwróciły się o sto osiemdziesiąt stopni, potem znów o sto osiemdziesiąt i zniknęły w gęstwinie. Gervaise pognał przez dżunglę ścigając niewyraźną sylwetkę wśród zieleni i co chwilę doznająć siły sprężystości tutejszych badyli. Właściciel sylwetka nie biegł szybko, w dżungli, z ośmioma kończynami nie zostanie się mistrzem sztafety ale znał teren więc zyskał przewagę. Nagle zniknął za potężnym odpryskiem z czarnego metalu jaki spadł tu pewnie razem z kapsułą.

Jak się okazało była to granica zielonego raju. Tuż za gigantycznym szrapnelem rozciągał się spieczony na czerwono krajobraz, teraz już powoli zanurzający się w mroku. Tajemniczy pokrak stał teraz spokojnie jakieś dwadzieścia kroków od granicy lasu i przypatrywał się. Dziwnie. Spodełba, kątem oka. Jakby nie tylko badał wzrokiem ale też chciał żeby badany wiedział o tym, że jest obserwowany.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » pt 01 sie 2008, 11:37

To chyba jeszcze bardziej nie moje klimaty niż w przypadku Richard'a.



Kod: Zaznacz cały

rośliństwie zatopionemi

potaci

próźniowym


Roślinstwo? To Twój osobisty wymysł czy literówka? Mam nadzieję, że to drugie. Dalej też literówki.



Kod: Zaznacz cały

kapsuła wyjęta jakby żywcem z katalogu


Jakiego katalogu? O czym jest tu mowa?



Przesadzasz z używaniem słowa "jednak". Zbyt dużo tego jak na tak krótki tekścik. A czytam tylko prolog póki co.



Kod: Zaznacz cały

Tuż za zieloną bramą kolumn


Kod: Zaznacz cały

jedną z zielonych kolumn


Zapewniam Cię, że czytelnik nie zdąży zapomnieć o kolorze kolumn w tak krótkim czasie i tekście.



Zapomniałeś o sporej ilości przecinków.



Ogólnie czytało się tak jak się wchodzi po tysiącu schodach, po których czeka nas kolejne tysiąc.

Krótkie, ale mnie zmęczyło, chyba jest to wina suchej i bezosobowej narracji jak to ładnie ująłeś.

Nie mój klimat, jednak doczytam do końca, ale dopiero jak wrócę z pracy czyli grubo po 22. Nie ciekawość mnie do tego popycha lecz obowiązek, a to coś może powiedzieć.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
GreyMoon
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pt 29 lut 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Leżajsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: GreyMoon » sob 09 sie 2008, 16:55

Jak zwykle oceniam bez uprzedniego czytania innych komentów, jak zwykle w trakcie czytania tekstu. No to jazda.



Pierwszy akapit. Mam ochotę wkropić przecinek między tymi zdaniami i przerobić je w jedno, ale czuję że tak zgrzytałoby fabularnie. I tak źle, i tak niedobrze. Coś z tym trzeba zrobić.



Rośliństwo. Dobre. Ale nie pasuje do sytuacji. Opisujesz ją z niejakim patosem, a tu nagle wyskakuje zgrubienie. W innej sytuacji - OK. Tutaj - razi.



I znowu rośliństwo. Hmm, teraz zaczyna mi to wyglądać na historię opowiadaną rzez wędrownego dziada, który ma swój własny, ścisły repertuar słów.



"Rozszerzyła się w wielką..." Co?

Fireball! Yippie!



"Po ułamku sekundy pędzące ciało niebieskie bezgłośnie zderzyło się z jedną z zielonych kolumn rozbijając ją na drobne kamyczki, które rozprysły się po całej okolicy. Dźwięk oraz siła zderzenia"



Może tak: ciało uderzyło w kolumnę, gdyż zderzenie kojarzy mi się z dwoma ruchomymi ciałami. Dalej można zaszpanować i stwierdzić, że żar był tak piorunowaty, że kamyczki zjarały się na szkło. Mieszkańcy doliny założyli wytwórnię lusterek. Kamyczki rozprysnęły się, nie rozprysły. I w końcu siła uderzenia, nie zderzenia.



Krater szeroki na dwadzieścia metrów. Liczby słownie piszem.



"W miejscu gdzie stała kolumna był teraz krater szeroki na jakieś 20m. Na szczęście druga jeszcze stała"

Kolumna już nie stała, ale druga jeszcze stała. Fuj.



środowisko... parne i duszące. Jasne, atmosfera składa się z pary wodnej, tlenu, azotu i węży boa.



Jak na mój gust OK, ale styl nie pasuje do tekstu. Weber często mi to zarzucał, teraz wiem, o co mu chodziło. Zanim wrzucisz dalszy ciąg, przeczytaj go na głos przynajmniej trzy razy.



Trzy, nie 3.


(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Danek
Pisarz domowy
Posty: 50
Rejestracja: śr 06 sie 2008, 16:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Re: TAROT (SF)

Postautor: Danek » sob 09 sie 2008, 17:27

Witaj



MarsnTwix pisze: również w rośliństwie zatopionemi.


ciekawe, rośliństwo? to jakby wulgarne określenie dla roślin. :D



MarsnTwix pisze:


To w glebie tej kotliny spoczywa tajemnica przetrwania na tym pustkowiu. To jej dary pozwalają przetrwać ten trudny czas nauki spędzony na Ho.





powtórzenie przetrwać, przetrwania



Po pierwsze primo, dziwnego używasz słownictwa: rośliństwo, odrzwia i inne. To świadoma stylizacja? Strasznie sztucznie to brzmi, przynajmniej dla mnie.



Po drugie primo, mówisz o bezosobowej narracji, a nagle mówisz o jakimś bólu głowy, czerepie itp. To oznacza, że jednak kołata Ci się po głowie jakaś postać, która to wszystko widzi i możnaby rzec "komentuje" otaczającą rzeczywistość.



Po trzecie primo, wydaje mi się, że brakuje wielu przecinków w Twojej pracy, zwłaszcza w początkowym fragmencie.



Po czwarte primo, niektóre zdnaia układasz dośc dziwnie. Nie powiem, że źle, bo tego nie jestem pewien, ale prawdą jest, że czasem brzmią sztucznie, a czasem naciąganie. np.
aura życia zielonego raju znów nie uczyniła żadnych wędrowców jego gośćmi
praktycznie nie wiadomo, o co chodzi, jakiś kanion, a tu naglezielony raj, jacyś goście, pomieszane z pokręconym.



Szczerze powiedziawszy, nie bardzo przypadło mi to do gustu. Może, gdyby to była nromalna narracja i jakieś sensowne opisy, to dałoby się coś z tego wykrzesać. A po tak krótkim prologu wiemy jedynie, że spadła kapsuła na jakąś planetę Ho. Może później dowiemy sięczegoś więcej.



Pozdrawiam serdecznie.

Danek


- This is jachtinnnnnnnnnng! *boot* -

Awatar użytkownika
Uccello
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: śr 06 sie 2008, 14:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Uccello » sob 09 sie 2008, 17:53

Danek, po czwarte primo? ;> :P

wybaczcie, że się wtrąciłam




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości