Obrazek
    :arrow: Zasady konkursu 18+

  • duży słoik miodu porzeczkowego do wygrania!
  • na opowiadania z wątkiem erotycznym czekamy do 22 sierpnia

NAJLEPSZA MINIATURA CZERWCA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY! :text-link:

Nowa bitwa! :ulan:

" W drodze do Boga" [ fragment ksiązki psych

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
weronikk
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: śr 16 lip 2008, 10:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

" W drodze do Boga" [ fragment ksiązki psych

Postautor: weronikk » śr 16 lip 2008, 10:56

Podam kilka fragmentów mojej książeczki. Proszę o szczerą opinię....

FRAGMENT I:

Warszawa, 06.12.2007r



Drogi Panie Boże!



Dzisiaj uwierzyłem, że naprawdę istniejesz. Dopiero dzisiaj to zrozumiałem, gdy dałeś mi kolejne życie. Gdy dachowaliśmy myślałem, że to koniec. Bałem się tego, mam dopiero 17 lat. Jeszcze tak naprawdę nigdy się nie zakochałem… jeszcze nigdy tak naprawdę się nie modliłem do Ciebie. Dopiero wtedy, gdy całe życie przeleciało mi przed oczyma, zacząłem Cię gorąco prosić, abyś mnie uratował i zrobiłeś to. Dziękuję Ci za to mój Boże. Pragnę być na zawsze przy Tobie.



Twój Robert



Warszawa, 13.12.2007r



Mój Przyjacielu!



Dzisiaj przyszli do mnie rodzice. Byli źli, bo widzieli jak się modlę. Tata krzyczał, że Ciebie nie ma, że gdybyś był to by nie było tego wypadku. Ale ja wiem, że Ty jesteś, że to dzięki Tobie ja żyję, a tacie nic się nie stało. Panie Boże proszę Cię, jeżeli mnie słyszysz to przyślij kogoś do mnie, abym mógł z nim pogadać o Tobie.



Pozdrawiam. Robert.









Warszawa, 14.12.2007r



Boże!

Już prawie zasypiam. Nikogo nie było…Przez cały dzień nikt nie przyszedł. Czy Ty tam w ogóle jesteś?! Chyba nie!!! Tata miał rację, że Ty to tylko bajka dla dzieci. Jaki ja jestem głupi. Wiedziałem, że to ściema.



Już nie Twój Robert.



Warszawa, 15.12.2007r



Niebieski Tato.



Chcę Cię przeprosić. Już wiem, dlaczego nikt wczoraj nie przyszedł. Ten, którego do mnie wysłałeś musiał być przy umierającej osobie. Przepraszam Cię Panie, że tak nie fair zachowałem się wobec Ciebie. Wybacz mi. Ksiądz łukasz jest naprawdę wporzo. Jak tylko będę mógł wstać z łóżka chcę iść na mszę. Dzisiaj pierwszy raz od dobrych kilku lat się wyspowiadałem i przyjąłem Cię do mojego serca. Było to dla mnie cudowne uczucie. Ty taki wielki przychodzisz do mnie nędznego człowieka i wybaczasz mi moje grzechy. Jesteś naprawdę kochany. Ks. łukasz zostawił mi różaniec i modlitewnik młodzieżowy. Normalnie się cieszę, że to jego do mnie wysłałeś. Boże jesteś naprawdę super.

Bardzo szczęśliwy Robert







Warszawa, 18.12.2007r



Tatusiu!



Znowu tu byli. Znaczy się moi rodzice znowu przyszli i krzyczeli, widzieli różaniec tata wziął i go wyrzucił. Dobrze, że wtedy poszli. Zawołałem siostrę Zosię. Widziałem, że ona ma na szyi taki dziwny krzyż w kształcie litery „T”, ale widziałem taki kiedyś u jakieś siostry zakonnej, dlatego poprosiłem ją, żeby wyjęła ten różaniec ze śmieci. Ona to zrobiła, ucałowała go i mi podała. Powiedziała, że to fajne, że chłopak w moim wieku umie się modlić. Pierwszy raz gadałem z dziewczyną (Zosia ma 25 lat) na takim luzie i bez zboczonych podtekstów (sam Boże wiesz, że Zosia to niezła laska jest). Kurka, ona potem do mnie po dyżurze przyszła i chyba z godzinę gadaliśmy. Powiedziała, że już jutro będę mógł wyjść z łóżka, ale nie będę mógł chodzić tak normalnie tylko na wózku jeździć. Ale to nie robi, Zosia powiedziała, że jutro mnie zabierze na mszę, bo będą na niej jacyś młodzi ludzie z jakiegoś stowarzyszenia i oni będą na tej mszy śpiewać. Boże już się nie mogę doczekać. Szkoda, że ksiądz łukasz nie mógł dzisiaj przyjść, że nie mogłem znowu Cię przyjąć, ale już jutro będziesz w moim sercu. Dobranoc Panie Boże.

Przeszczęśliwy Robert.











Warszawa, 20.12.2007r



Mój Panie!



Dziękuję, że mogłem być dzisiaj na tej mszy, aż się popłakałem. Na początku się powstrzymywałem, ale Zosia powiedziała, że nie ma się, czego wstydzić. Super były te pieśni i w ogóle cała liturgia, tylko głupio mi było, że nic już nie pamiętałem. Tak bardzo mi wstyd, ale ja naprawdę wszystko naprawię. Przepraszam. Zosia obiecała mi pomóc i ksiądz łukasz też. Panie Boże chciałbym mieć taką wiarę jak tamta banda. Chciałbym bez zachamownia o Tobie świadczyć. Wiesz, że w prywatnej szkole to nie jest łatwe. U nas nawet religi nie ma, bo rodzice się nie zgodzili. A dzisiaj Kamas (mój były kumpel) napisał mi sms-a, że jestem ciele, że w Ciebie wierzę. Pewnie rodzice już famę puścili. Boże proszę dodaj mi siły, żebym nie zwątpił. Chcę powiedzieć pewne słowo pierwszy raz w życiu tak naprawdę szczerze. Panie Boże ja… KOCHAM CIę!!! Dobrej nocy.



Twój na zawsze kochający Robi.



Warszawa, 22.12.2007r



Tato!



Moi rodzice od momentu, gdy zobaczyli mnie jak się modlę nie przychodzą do mnie. Bardzo mnie to boli, bo to w końcu moi rodzice. Zosia zauważyła, że ostatnio jestem jakiś smutny i więcej czasu zaczęła ze mną spędzać. Dzisiaj nieśmiało spadł pierwszy śnieg. Wszędzie jest tak pięknie. Był u mnie ks. łukasz dał mi Komunię święta i powiedział, że przyjdzie za dwa dni z ogromną niespodzianką. Ciekaw jestem, co to takiego może być



Twój kochający Robert



Warszawa, 23.12.2007r



Panie Boże!



Dzisiaj słyszałem, że na holu coś się dzieję. Niestety gorzej się poczułem i nie mogłem tam iść. Zosia nie chciała mi powiedzieć, co się tam dzieję, zresztą była tak zabiegana, że prawie w ogóle u mnie nie była. Tato czułem się taki samotny, nie wiem już, o co w tym wszystkim chodzi.

Twój smutny Robert."





FRAGMENT II:

" Warszawa, 08.03.2008r.



Tato!



Na początku muszę Cię przeprosić, że tak długo nie pisałem, ale miałem mały wypadek. Schodziłem z oblodzonych schodów i się poślizgnąłem i złamałem sobie nogę w trzech miejscach. Musiałem leżeć w szpitalu. Jaki ja zły byłem. Tym bardziej, że pracownicy pogotowia poinformowali moich rodziców, a oni powiedzieli, ze nie mają już syna. Bardzo mnie to bolało, bo mówiła to moja mama. Dobrze, że byli przy mnie rodzice Klaudii no i oczywiście Ona i Artur. Gdyby nie oni na pewno bym się załamał. Jak mi smutno było, że nie mogę do Ciebie pisać. No, ale nic, teraz jestem już w domu i mogę pisać. Tylko teraz już nie bardzo, bo mi się oczy zamykają i głowa mnie boli, więc idę spać. Dobranoc Tatusiu.



Twój niezdarny syn Robert.





Warszawa, 15.03.2008r.



Panie Boże!



Co jest?! Panie Boże, dlaczego mnie tak doświadczasz. Przecież wiesz, że Cię kocham, o co Ci jeszcze chodzi? Wiesz te bóle głowy były coraz częstsze i mocniejsze, Zosia kazała mi iść do lekarza i co się okazało? Mam jakiegoś guza na mózgu. Panie Boże, lekarze powiedzieli, że będę musiał być poddany serii badań, żeby wykluczyć najgorsze - nowotwór złośliwy. Proszę Cię, spraw żeby to nie było to…Proszę Cię Tato…



Twój syn Robert.





Warszawa, 20.03.2008r



Tato!



Dzisiaj miałem ostatnie badania. Teraz cierpliwie muszę czekać, aż przyjdą wyniki. Jestem cały znerwicowany. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Rodzice Artura i Klaudii zaproponowali mi, żebym u nich zamieszkał. To są naprawdę dobrzy ludzie. Dziękuję, że postawiłeś ich na mojej drodze. Cała ta rodzina otoczyła mnie takim wsparciem i miłością, jakiej nigdy wcześniej nie zaznałem. A co do rodziny… ks. łukasz i Zosia powiedzieli, że dobrze by było powiedzieć rodzicom o tych badaniach, ale ja się nie zgodziłem. Nie chcę znów usłyszeć, że nie jestem ich synem i że to tylko mój problem… Jest mi wystarczająco ciężko…



Twój smutny syn Robert.





Warszawa, 01.04.2008r



Tatusiu!



Dzisiaj, jak Tato zapewne wiesz, jest Prima Aprilis i z tego powodu Klaudia z Arturem wzięli mnie do wesołego miasteczka. Było świetnie. Chociaż na chwilę zapomniałem o tych wynikach, których jeszcze nie dostałem. Uśmieliśmy się, co nie miara, ale potem trzeba było wrócić do domu i nie było już tak wesoło, bo spotkaliśmy moich rodziców, a oni na mój widok przeszli na drugą stronę ulicy. Bardzo mnie to zabolało. Dlaczego oni traktują mnie jak trędowatego? Czemu na to pozwalasz??? Wiesz jak bardzo mnie to boli.



Twój bardzo smutny syn Robert.





Warszawa, 15.04.2008r



Tatusiu!



Nie wiem, co jest grane. Jeszcze nie ma tych wyników. Zaczynam się bać i to naprawdę mocno. Dzisiaj była odprawiana msza w mojej intencji. Był cały KSM, a ze mną w ławce siedziała rodzina Klaudii. Byłem taki szczęśliwy, ze ich mam. Panie Boże dziękuję Ci za wszystko. Naprawdę kocham Cię całym moim sercem.



Robert…



Warszawa, 23.04.2008r



Niebiański Tatusiu!



Dlaczego??? Odpowiedz mi, dlaczego, dlaczego mi to robisz? Czy za mało Cię kocham? Przecież wszystko Ci poświęcam. O co chodzi?! Dzisiaj przyszły wyniki, te okropne wyniki, przez które zawalił się mój cały świat. Ten guz to nowotwór złośliwy mózgu w średnio zaawansowanym stadium rozwoju. Nie wiadomo czy są szanse na wyleczenie. Dlaczego Tato? Dlaczego, co ja takiego zrobiłem??? Nie mam już nic, wszystko mi zabierasz… Proszę zostaw mi chociaż Klaudię, jej rodzinę i ich miłość. Bez tego się załamię… Proszę Cię Tatusiu… Już wiem, dlaczego te wyniki przyszły tak późno… Chciałeś, abym przeżywał mękę razem z Twoim Synem… Dzisiaj przecież jest Wielki Piątek… Proszę dodaj mi siły, abym tak jak Jezus mógł przejść przez to cierpienie z godnością i honorem…



Twój na zawsze oddany syn Robert



Warszawa, 24.04.2008r.



Tatusiu!



Dzisiaj z Klaudią byliśmy w kościele ze święconką. Robiłem to po raz pierwszy w życiu. Nigdy wcześniej nie słyszałem o takim zwyczaju. Może dlatego, że w Wielkim Tygodniu zawsze wyjeżdżaliśmy na wyspy, najlepiej takie gdzie nie obchodzono Wielkanocy. Jeszcze dzisiaj idziemy na godzinę 22 na Wigilię Paschalną i na nabożeństwo światła, a jutro na 6 rano na mszę rezurekcyjną. To będą dziwne święta. Nie dość, że pierwsze prawdziwe w moim życiu to obchodzone z tak zła nowiną. No nic kończę to pisanie, bo zbieramy się już na to nabożeństwo.



Twój syn Robert."





FRAGMENT III:

"

Warszawa, 01.12.2008r



Niebieski Tato!



Obudziłem się tu w szpitalu, przy łóżku siedziała zapłakana Klaudia i zdenerwowani Zosia, ks. łukasz i Artur. Nie wiedziałem, co się stało. Dopiero Klaudia mi powiedziała, że jak już złożyliśmy przyrzeczenie, otrzymaliśmy legitymacje i odznaki, to w drodze powrotnej do ławek ja zemdlałem i uderzyłem głową w posadzkę. To było dziwne… Głowa cały czas mnie boli.. Tato nie wiem, co się we mnie dzieje. Są we mnie jakieś dziwne pomieszane uczucia. Strach przed nadchodzącym jutrem, smutek, że znowu narobiłem kłopotu moim bliskim, żal, że nie ma przy mnie moich rodziców i radość, że zdążyłem złożyć przyrzeczenie. Tatusiu wiesz, jakie to było dla mnie ważne. Dziękuję Ci Tato… Kocham Cię……

Twój Robert…











Warszawa, 06.12.2008r



Kochany Tato!



To już rok minął od tamtego wypadku, rok odkąd jesteś w moim życiu…, ale to też już prawie rok jak moi rodzice się mną nie interesują. Tato tak bardzo mnie to boli. Dzisiaj oprócz Klaudii, która cały czas jest przy moim łóżku i Zosi, która codziennie sprawdza jak się czuję, to zajrzeli do mnie Artur i ks. łukasz. Oni ciągle namawiają mnie, żebym powiedział moim rodzicom o tej chorobie. Może i jestem uparty jak osioł, ale ja naprawdę Tato nie chce tego robić, nie chcę być po raz kolejny odtrącony przez moich rodziców. Nie chce…



Twój Robert…





Warszawa, 15.12.2008r



Tatusiu!



Coraz gorzej się czuję. Mam mało siły. Lekarze już nie informują mnie o moim stanie. Zresztą nikt mi o niczym nie mówi. Wszyscy są tacy smutni i mają oczy zapuchnięte od płaczu. Ja to wszystko widzę Tato. Proszę powiedz mi się, co się dzieje… To wszystko jest takie trudne i męczące… Nie mam już siły…



Robert…





Warszawa, 24.12.2008r



Niebiański Tato!



Czuje się fatalnie. Nie ma siły na nic. Byli dzisiaj u mnie wszyscy… Składali życzenia, dawali prezenty. Ks. łukasz przyniósł mi Pana Jezusa…Tylko ja nic dla nikogo nie miałem prócz łzy… Całe do południa płakałem. Potem oni poszli, a do mojej sali przyszedł taki mały chłopaczek i dał mi obrazek z aniołkiem, taki sam, jaki miał Sławek, gdy umierał. Ten dzieciak się przytulił i pobiegł dalej… Tato kocham Cię…

…Robi.







Warszawa, 25.12.2008r.



Tato!



Zabrałeś dzisiaj w nocy Roberta do siebie. Wiesz, że bardzo będzie nam go brakowało. Był częścią naszej rodziny…Tak bardzo go kochaliśmy… Miewał chwile dobre i złe, ale zawsze ufał Tobie… Od niego uczyliśmy się, że nigdy nie można w Ciebie zwątpić. Jak weszliśmy dzisiaj do jego sali i on jeszcze tak leżał uśmiechnięty z dłońmi położonymi na sercu i obrazkiem anioła, który przeprowadza dwójkę dzieci na drugi brzeg, to się popłakaliśmy. Z jednej strony było nam smutno, że Roberta już nie ma z nami, że już nigdy z nim nie porozmawiamy, a z drugiej strony byliśmy szczęśliwi, że Robert jest już przy Tobie, że już nie cierpi i jest szczęśliwy… Dziękujemy Ci Tato, że postawiłeś go na naszej drodze… Nigdy go nie zapomnimy…

Klaudia, Artur, ks. łukasz





Warszawa, 25.12.2008r



Drogi Panie Boże!



Dzisiaj zesłałeś swojego Syna na ten świat, a naszego syna wezwałeś do siebie. Rano zadzwonił do nas jakiś ksiądz i powiedział, że Robert nie żyje, że miał raka. Nie chcieliśmy w to uwierzyć, ale pojechaliśmy do tego szpitala. Jak zobaczyliśmy Roberta takiego uśmiechniętego z tym obrazkiem i dłońmi na sercu, coś w nas pękło. Tylko, dlaczego późno??? Mamy nadzieję, że nas syn nam wybaczy. Ks. łukasz dał nam listy, które pisał nas syn od czasu tego feralnego wypadku. Dopiero teraz zrozumieliśmy jak wielką krzywdę wyrządziliśmy naszemu kochanemu synkowi… jak bardzo on musiał przez nas cierpieć. Przepraszamy Cię Panie Boże, że dopiero śmierć syna wzbudziła w nas miłość i wiarę w Ciebie. Mamy nadzieję, że wybaczysz nam to, że przez tyle czasu byliśmy tak daleko od Ciebie… Może gdybyśmy byli zawsze przy Tobie, Robert dzisiaj by żył, i razem byśmy cieszyli się z przyjścia Zbawiciela na ten świat. Dzisiaj spalimy te listy, aby wraz z dymem doszły do Ciebie słowa naszego kochanego i jedynego synka… Wybacz nam wszystko Miłosierny Panie…



Rodzice Roberta…







„ Drogi Boże piszę, chociaż kilka słów…”



„ Bóg jest miłością, a tych, których kocha on doświadcza.”





„ W życiu dróg wiele jest, którą wybrać, jak iść nie wiemy…”





„ Kiedyś żyłam też bez Boga, miałam tysiąc różnych spraw. Sprawiedliwość ta mnie wiodła w pustkę grzechu, bagno kłamstw. On mnie wołał, ja milczałam, odwracałam swoją twarz. On mi mówił, że mnie kocha, lecz ja miłowałam świat. Jezus to dzisiaj moja pieśń. Jezus zmienił życie me, bo w Nim na nowo narodziłam się.”



„Kto chcę mnie naśladować, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje” "



Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: " W drodze do Boga" [ fragment ksiązki p

Postautor: Richard Scott » ndz 20 lip 2008, 23:18

Dzisiaj uwierzyłem(...) Dopiero dzisiaj(...)


Może i się nie znam. Może się czepiam detali. Jednak w tych dwóch zdaniach wprowadziłbym korektę.



...naprawdę się nie modliłem do Ciebie(...)


...naprawdę nie modliłem się do Ciebie.



Dopiero wtedy, gdy całe życie przeleciało mi przed oczyma(...)


A nie ładniej by było skomplikować to zdanie? Dać czytelnikowi przyjemność z czytania na dłuższą metę?...



Ale to nie robi(...)


Czy tylko ja tego nie rozumiem?



...nie robi, Zosia powiedziała(...)


Po tym nie robi użyj po prostu kropki i zacznij nowe zdanie.



...mnie zabierze na mszę(...) będą na tej mszy śpiewać(...)


Powtórzenie tu mamy.



...bez zachamownia(...)


...bez zahamowania. Błąd ortograficzny.



...teraz jestem(...)Tylko teraz(...)


Po raz wtóry - powtórzenie.



Ogólny zarys...



  Powiem Ci szczerze, że masz odwagę, żeby w dzisiejszych czasach, kiedy Bóg praktycznie jest spychany poza margines, wspominać o nim. Nikomu nie potrzebny. Zaryzykuję i powiem - zbędny. Ty podjęłaś się tego zadania i w moim odczuciu udało Ci się. Przedstawiłaś dramatyczną sytuację młodego chłopaka. Szczęśliwego bez Boga, ale jeszcze bardziej zadowolonego z życia i możliwości obcowanie z prawdziwym Ojcem.

Cały tekst mi się podoba. Ostatnia scena do przewidzenia to fakt, ale konstrukcja napięcia bardzo udana. Nie można i nie wolno wytykać Ci wielu błędów, w końcu ten tekst jest pisany przez małego chłopca. Nie studenta, nie męża, ale młodej istoty zakochanej w Bogu.

Powiem, że w moim osobistym życiu ostatnio borykałem się z problemami natury psychologicznej. Po przeczytaniu tego tekstu odczuwam jakby pewną zmianę. Dziękuję Ci za to.

Ostatecznie, bardzo mi się podobało. Sam tekst w mojej opinii jest dobry.


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » pn 21 lip 2008, 19:21

Książeczki powiadasz? A możesz zdradzić coś więcej o fabule? Bo w tym momencie wydaje mi się jakbym czytał kolejną książkę o tym samym, w dodatku napisaną w ten sam sposób co zawsze. Chociaż nie, dopiero od jakiegoś czasu wszyscy praktycznie wracają do do takiej formy.

Czy nie wydaje się wam ona nudna?

Te daty, wpisy. Blee.



Powtórzenia zdarzają się nagminnie. Jest ich zbyt wiele jak dla mnie. Zbyt dużo dla moich złaknionych smacznej literackiej pożywki. Chociaż to brzydkie słowo.



Tak, Richard ma rację - zakończenie jest nawet bardziej niż przewidywalne. W takich opowiadaniach zawsze musi zginąć bohater, który jest bardzo pokrzywdzony przez los, ale i pełen wiary, która w pewnym momencie musi się załamać, by po chwili wrócić jeszcze silniejsza.

Nie mam nic przeciwko takiej postawie, ale w literaturze ukazywanie jej stało się nagminne, wręcz nudne. Co innego gdyby pokazywano to w różnych sytuacjach, zdarzeniach, ale wszystko się tylko powtarza.



Mnie opowiadanie nie poruszyło. Nie do tego stopnia w jakim powinno.

W moim mniemaniu brak w nim jakiś głębszych przemyśleń, a nawet momentów, które kazałyby czytelnikowi na chwilę się zatrzymać i pomyśleć.



Nie rozumiem czemu nie wkomponowałaś cytatów gdzieś w tekst tylko rzuciłaś je luzem na końcu. Odpowiednio wplątane w tekst wywołałyby pożądany efekt. A tak są jedynie dodatkiem, niczym więcej.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
weronikk
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: śr 16 lip 2008, 10:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: weronikk » czw 24 lip 2008, 14:33

dziękuję za te komentarze. Fajnie, że książka wywołuje różne opinie. Póki co ciągle słyszałam same pochwały, a teraz mam możliwość zetknięcia się również ze słowami krytyki. Prawda w tym tekście dosyć często można znaleźć powtórzenia, to dlatego, że dopiero zaczynam pisać i mój warsztat jest dosyć słaby. Richardscott masz racje mam odwagę pisać o Bogu. Mam odwagę, gdyż ta odwaga płynie prosto od Niego...dla niektórych może się to wydawać śmieszne i zalatywać dewotyzmem, ale mam to głęboko w poszanowaniu... mi to nie robi. Milo mi, że po przeczytaniu tych fragmentów odczuwasz w swoim życiu jakąś zmianę... o to chodziło:) Jeżeli masz ochotę zapoznać się z całością mojego "dzieła" to podaj swojego maila,a ja poprostu prześlę Cie cały tekst...

Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » czw 04 wrz 2008, 18:12

Dobrze, że piszesz szczerze, nawet odważnie, o swoich odczuciach i przemyśleniach. To widać, to się czuje. Mimo, iż tekst jest "płaski" w sensie fabularnym - od początku zmierza w jednym kierunku i bardzo łatwo przewidzieć zakończenie. Jest mocno subiektywny, właściwie nie pozostawia miejsca na wątpliwości i zadumę. Tak to przynajmniej odczułem. Po lekturze, ani w trakcie, nie miałem ochoty na dyskusję z autorem.



Masz podstawy dobrego stylu, myślisz, czujesz i nie wahasz się o tym mówić.



Trzymaj się!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość