Alpha - [Science-Fiction, SI] (opowiadanie) (Wiek: 16+)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Alpha - [Science-Fiction, SI] (opowiadanie) (Wiek: 16+)

Postautor: Martinius » pn 14 lip 2008, 16:14

Alpha - Opowiadanie. Kategoria: Science-Fiction, SI, Wiek: 16+ (wulgaryzmy!)



Mam nadzieję, że nie namieszałem podczas edycji dialogów (kursywa dla głosów robota i tych z słuchawek).







Terapia tlenowa przynosiła odprężenie od ciężkiej mieszanki sztucznego powietrza, którą wdychali mieszkańcy stacji "ECOB" Sierżant Daniel "Wise" Allbright wyszedł z salonu zadowolony jak zawsze. Przystanął tuż za drzwiami i zamyślił się, wlepiając wzrok w kremową podłogę, wykonaną z kratownicy pokrytej teflonem, pod którą przebiegały setki przewodów wszelkiego zastosowania. Przeniósł wzrok na antygrawitacyjne buty zupełnie nie świadomie. Coś było z nimi nie tak, ale w zamyśleniu nawet tego nie zanotował. Dźwięk syreny alarmowej natychmiast przywrócił jego świadomość. Wykonał krok w stronę terminalu i ku jego zdziwieniu, uniósł się lekko ponad podłogę. Ponownie spojrzał na buty. Tym razem z pełną świadomością stwierdził, że są wyłączone, co sygnalizowały czerwone diody zamieszczone po ich zewnętrznej stronie na wysokości kostki. Uchwycił poręcz bezpieczeństwa, która przebiegała przy ścianie, tuż pod szybą i przy pomocy rąk zbliżył

się do terminalu.

- Tutaj Wise. Co się dzieje? - zapytał prosto do malutkiej kamery martwo patrzącej w jego stronę swoim czarnym okiem.

Cisza.

- Wise tutaj do cholery! Co się dzieje?! - nikt się nie odezwał. Przesunął ręce po poręczy kierując swoje ciało do drzwi śluzy oddzielającej dwa korytarze. Kiedy je otworzył, terminal przemówił głosem jego przełożonego.

- Wise. ładuj dupę do hangaru, transport przyleciał!

Najsprawniej jak mógł, z niedziałającymi butami przedostał się do pomieszczenia magazynowego, aby wymienić obuwie antygrawitacyjne. Trwało to kilka minut. Jako astronauta, był przyzwyczajony do stanu nieważkości i grawitacji na księżycu, ale bieganie po stacji bez normalnego ciążenia, było rzeczą mało przyjemną, jeżeli zachodziła potrzeba wykonywania ważnych czynności. Ze sprawnymi butami kroczyło się znacznie łatwiej. Opuścił magazyn i stanął przy oknie, wykonanym z dwuwarstwowej szyby o grubości kilkunastu centymetrów. Zawiesił wzrok na srebrnym satelicie, którego horyzont kontrastował mocno z czarną linią przestrzeni kosmicznej. Widok tak powszedni dla mieszkańców tej stacji, a jednak zawsze tak samo piękny.

- Wise? Nie masz tego dosyć? - głos pani porucznik Linee przypomniał mu, że nie czas na zwiedzanie.

- Patrzę, co przyleciało - odparł niepewnie i przeszedł do pomieszczenia, które było bezpośrednio połączone z hangarem. Linee przyjrzała mu się uważnie. Był jakby nie obecny. Ona musiała to zanotować. Jej praca polegała właśnie na tym, aby obserwować zachowanie załogi stacji księżycowej "ECOB". Porucznik Linee była psychologiem. Poszła za Wise'em do hangaru, aby poobserwować go dłużej - uznała bowiem, że takie zachowanie nie jest uważane za odpowiednie i mogła zaistnieć konieczność wysłania sierżanta na jakiś urlop, gdyby nadal tak się zamyślał co parę kroków. Teraz jednak był całkiem normalny. Siedział w robocie przeładunkowym "Cargo-TCR37" i odbierał z zadokowanego promu, olbrzymiej wielkości paczki układając je starannie jedną obok drugiej. Porucznik zbliżyła się do robota i podniosła mocno głowę, aby dostrzec Wise'a. Uskoczyła lekko, aby uniknąć zderzenia z nogą maszyny i chwyciła drabinę. Wdrapała się aż do kabiny i spojrzała na kierującego nią sierżanta, przez małe, nie oszklone okienko.

- Nudzisz się? - Spytał retorycznie. Zachowanie pani porucznik nie zdziwiło sierżanta.

- Absolutnie! Wiesz jak tutaj fajnie buja? - odparła, siląc się na uśmiech, co było trudne, bo ruchy robota zmuszały ją do mocnego wysiłku, w celu uniknięcia upadku z paru metrów, jakie mierzył sobie robot.

- Co tak za mną łazisz? - przesunął kolejny pakunek na wielkich łapach robota. - Nudzisz się. Taką robotę mieć, to musi być nudno - ustawił ogromną skrzynię przy samym rogu hangaru.

- Nie. Sprawdzam czy się nadajesz... - porucznik lekko podskoczyła od mocnego kroku, jaki wykonała maszyna.

- Oferujesz mi randkę? - uśmiechnął się od niechcenia. Wiedział, że ona nie gustuje w mężczyznach. Skierował robota pod rampę promu w taki sposób, że Linee dosłownie mogła być zgnieciona, gdyby tylko wykonał jeszcze jeden malutki ruch.

- Jesteś po prostu do dupy! - odwróciła głowę, aby sprawdzić jak blisko znajduje się rampy.- Wiesz co pakujesz? - zeszła bardzo sprawnie i zniknęła z oczu sierżanta. Wychylił się z fotela by ją dostrzec.

- Co?!

- Alphę TRF! - odkrzyknęła Linne wybiegając z Hangaru.

Jego oczy rozszerzyły się tak mocno, że źrenice przypominały tarczę księżyca, która zasłoniła słońce.





***





Maszyna stała zadokowana do górnej śluzy stacji. Wszyscy podziwiali jej wielkość i majestatyczny, władczy wygląd. Zgromadzeni na tarasie widokowym astronauci i technicy komentowali najnowocześniejszego robota bojowego, jakiego jeszcze nie widział świat, a który został przysłany do testów na powierzchni księżyca. Kapitan stacji, przełożony Wise';a skinął w jego stronę, dając tym samym znak, że udają się do doku. Wyszli we dwójkę. Pozostałych pilotów kapitan zatrzymał.

- Na romanse ci się zebrało? Dlaczego oni nie idą? - wskazał na oddalające się za nimi drzwi i stojących za nimi ludzi. Kapitan nic nie odpowiedział. Skręcili w lewo i zatrzymali się przy śluzie.

- Wprowadź kod dostępu, Wise. – wydał polecenie. Był bardzo zasadniczy i nie było to typowe zachowanie dla tego człowieka.

- Ja?! Na cholerę? Przecież nie ja tym będę kierować, tylko ty…

- Wbij, nie dyskutuj.- Kapitan jakby tracił cierpliwość. Sierżant otworzył panel klawiatury i wstukał wymyślony naprędce kod, składający się z sześciu cyfr. Następnie przejechał po czytniku swoją kartą kodową. Akceptacja kodu została potwierdzona wyświetleniem na malutkim monitorze jego zdjęcia z rangą oraz poziomem dostępu.

- Poziom jeden? – spytał bardzo zaskoczony. Najwyższy poziom dostępu, jaki można otrzymać w uprawnieniach na stacjach orbitalnych. Tylko on ma teraz prawo do wydawania poleceń robotowi. Nie kapitan, ale sierżant. Chciał coś zapytać, ale jego szef bez słowa obrócił się i zamiast przejść do doku, gdzie stał robot, skierował kroki do sali odpraw. Weszli w milczeniu. Drzwi zostały zamknięte. Wise usiadł na malutkim krześle w pierwszym rzędzie i rozłożył ręce w geście niewiedzy.

- Przysłali ci robota. Cieszysz się?

- No ty już wiesz, jak bardzo. A co tak naprawdę się dzieje?

- Nie do testów, lecz na misję. Jutro lecisz.

- Nie zalewaj. Wybraliby ciebie.- Wise był pewny, że to jakiś żart.

- Nie zalewam. Dostałem rozkaz i lecisz na misję bojową. Raport jest w twojej kabinie. Kod dostępu jest tylko dla ciebie.

- Bojową?! A gdzie ja tym mam niby walczyć?

- Na Marsie…

- Cha, cha, cha! – roześmiał się swojemu kapitanowi w twarz tak głośno, że ten stanął do niego plecami.

- W bazach wydobywczych „Matka Jeden”, „Dwa”, „Trzy” i „Cztery” od miesiąca nikt się nie zgłasza. Kopalnie produkują czterysta procent ponad normę. To ma być sprawdzone.

- To niech wyślą techników, czy oddział ratunkowy.

- Próbowali. Bazy działają w systemie zagrożenia, i niszczą wszystko, co zbliża się do nich z odległości kilkunastu kilometrów.

- Więc po cholerę ja tam mam lecieć z robotem?

- Dobrze wiesz. „Alpha” jako jedyna jednostka bojowa może pozostać nie wykryta przez cywilne systemy obronne.

- I co mam zrobić?

- Zadanie jest proste. Podchodzisz do śluzy ewakuacyjnej bazy „Matka Jeden”, i uruchamiasz tunel ewakuacyjny, a następnie dostaniesz się do centrum dowodzenia, wprowadzasz karty obejścia systemu i to wszystko. Dochodzenia i całą resztę zrobią specjaliści z firmy. – kapitan wskazał na drzwi. Sierżant ruszył we wskazanym kierunku natychmiast, zadając sobie w myśli pytanie: Dlaczego on? Nie. Nie. To nie może być prawdą i kapitan na pewno żartuje. Może wymyślił to, kiedy zobaczył „Aplhę”? Na pewno.



Wise doszedł do skrzyżowania dwóch korytarzy i na chwilę zapatrzył w drzwi doku. Przyłożył kartę kodową i otworzył śluzę. Krocząc pochylnią zbliżał się do zadokowanej maszyny. Gumowy trap, całkowicie pozbawiony oświetlenia prowadził do jej wnętrza. Wejście znajdowało się na tylnej ścianie „głowy” robota. Zapalił oświetlenie awaryjne i otworzył właz. Robił wszystko bardzo niepewnie. Gdyby kapitan żartował, to wejście nieautoryzowanej osoby na pokład „Alphy” skończyłoby się jego uśpieniem, o co zadbałyby zabezpieczenia. Jego wejście natychmiast uruchomiło oświetlenie kabiny, pulpitów i podłogi. Wnętrze robota, jak na jego rozmiary było malutkie i ciasne. Znajdował się w nim fotel pilota, przed którym umieszczono pulpit sterujący, a po obu bokach dżojstiki służące do kierowania maszyną. Pięć dużych wyświetlaczy spełniało funkcje okien, które przekazywały obraz z wnętrza robota do kabiny poprzez kamery. Było z nich widać przód robota, oba boki do kąta dziewięćdziesięciu stopni oraz to, co znajduje się pod jego nogami i przed nimi. Usiadł w fotelu i włączył pulpit kontrolny. Zapaliło się żółte światło.

- Proszę wprowadzić kod. – zwrócił się do niego, delikatny kobiecy głos - była to „sekretarka”

- A już wprowadzam – wbił sześć cyfr i przyłożył swoją kartę do czytnika. Oczekiwał, że zaraz mieszanka powietrza zostanie zastąpiona gazem usypiającym.

- Dziękuję. Pilot, sierżant Daniel Albright. Kod zaakceptowany. – zgłosił ten sam przyjemny kobiecy głos. Zdziwił się, jak nigdy w swojej służbie.

- Nawiązuję łączność z centrum. Proszę czekać. – kolejny komunikat. Nie zdążył nic zrobić, gdy „sekretarka” znowu przemówiła. – Przesyłam rozkazy. – chwila ciszy - Rozkazy odebrane. Dostęp - poziom pierwszy. Migający napis na pulpicie, informujący że nadeszły rozkazy nie zachęcał go do ich odebrania. Podróż na planetę Mars w misji bojowej nigdy nie miał miejsca w historii kosmosu. żadnych przygotowań ani raportu, czy też informacji. Musiało stać się coś strasznego, jeżeli wysyłają „Alphę TRF”. A może to tylko ćwiczenia? Tak. Pewnie tylko ćwiczenia.





***



- Mike?! Jesteś tam?! – krzyknął do mikrofonu, który znajdował się koło jego ust, przymocowany do słuchawek.

- Wise? Jestem, jestem. Strach cię obleciał? – odparł kapitan.- Przejdź na kanał ścisły.

Sierżant zmienił częstotliwość wedle zaleceń. Wywołał ponownie swojego przełożonego.

- Co chciałeś?

- Powiedz mi, dlaczego ja?

- Jesteś jedynym astronautą z tak dużym stażem pilotowania robotów i jedynym, który testował „Alphę” w warunkach bojowych.

- Czuję się zaszczycony.

- Wise, weź się do roboty i odpal „skrzydłowych”. Czas się pakować.

Delikatny pomruk elektryki mógł wprawić w zachwyt każdego wielbiciela robotów. W dolnym ekranie ukazały się malutkie, czworonożne roboty nazywane „skrzydłowymi”. Maszyny te były zdalnie sterowane przez jednostkę główną i pilot nie miał wpływu na to co robią. Mógł jedynie widzieć na pulpicie jakie mają rozkazy, gdzie się znajdują i ich stan techniczny. Służyły one do obrony bocznej jednostki głównej i jej pilota, przed atakami wrogich jednostek bojowych takich jak ludzie z wyrzutniami rakiet, lub innymi robotami. Kolejno na pulpicie zaczęły pojawiać się zgłoszenia gotowości skrzydłowych. Wise przechylił lewą dźwignię do przodu sprawiając, że potężna lewa noga robota uniosła się w górę robiąc pierwszy krok. Skrzydłowi zajęli swoje pozycje przechodząc na kąt czterdzieści pięć stopni po lewej i prawej stronie. Dwa z przodu i dwa z tyłu. Kolejny krok. Maszyna prowadziła się zadziwiająco lekko. Uśmiech, który malował się na jego twarzy obrazował, jak wielką przyjemność sprawia mu to, co właśnie robi. Przeszedł dwa kilometry i powrócił do hangaru.

- Linne, jesteś tam? – rzucił do mikrofonu.

- Jestem. Co chcesz? – odpowiedziała porucznik, w sposób, który zdradzał niechęć do rozmowy.

- Na Marsie czuję się taki samotny... – zażartował, chcąc się z nią podroczyć.

- Spadaj! – krzyknęła oburzona.

- Wise, dupciami później się zajmiesz. Teraz twoim zadaniem jest dokonanie inspekcji tej bazy. Bez odbioru.- rozmowę, która zapowiadała się według sierżanta na ciekawą, urwał nagle kapitan. Wise powtarzał sobie zadania i cele misji. Raport był jego zdaniem nielogiczny. Na Marsie, cztery bazy-matki odłączyły się samoczynnie od sieci i uruchomiły dodatkowe korytarze wydobywcze. Niby nikomu to nie przeszkadza, a jednak. Od miesiąca produkcja wynosi ponad czterysta procent normy a większość towaru, z racji tego, że baza kosmiczna w Los Angeles nie jest wstanie przyjąć tak dużej ilości transportu, ląduje w Rosji. Rosjanie uważają, że wszystkie dokumenty polecające odebrać towar zostają przysyłane z Marsa i towar odbierają, a korporacja „MidEarth” traci miliardy dolarów. Tezy są dwie: pierwsza to taka, że Rosjanie przejęli kontrolę nad bazami „Matka Jeden”, i trzema jej bliźniaczkami i odbierają towar. Byłoby to nie do wykrycia. Druga opcja była taka, że to załoga stacji zrobi na tym, mówiąc dosłownie, kosmiczny interes. Ewakuacja po miesiącu to świetna sprawa, którą pewnie Rosja by zapewniła. W duchu, każdy marzył o tym, aby cała sytuacja z milczącymi bazami była sprawką poza ziemskiej cywilizacji, z którą można by nawiązać kontakt. Jakikolwiek powód by nie był, bazy milczały i nie dawały oznak życia. Lot sierżanta w raz z ruchomą stacją badawczą trwał trzydzieści dwa dni, a samo przygotowanie robota do misji ponad pięć. Przez cały ten czas próbowano nawiązać kontakt z bazami „Matka Jeden”, „Dwa”, „Trzy” i „Cztery”, lecz za każdym razem zgłaszał się komputer główny, który wysyłał standardowe komunikaty. Wiadomym było to, że nikt z załogi tych czterech stacji nie pozostał przy życiu i że nie jest to żaden bunt czy też strajk – oni po prostu nie żyli.

Do celu pozostało piętnaście kilometrów, czyli około trzydziestu minut drogi. Skrzydłowi „Alphy” nieustannie wysyłali dane dotyczące terenu oraz wykrytych sygnałów. Wise kierował robotem w pełnym skupieniu i ciszy, która zarządził dowódca tej misji.

- Włącz SI – wydał polecenie dla „Alphy”, nakazujące uruchomienie sztucznej inteligencji, tak zaawansowanej, że umożliwiała rozmawianie z komputerem jak z normalnym człowiekiem. Zrobił to, aby lepiej mijał czas.

- SI uruchomione. Witam cię Danielu. Jak się czujesz? - robot ponownie przemówił kobiecym głosem. Tym razem zabrzmiał on jak prawdziwej kobiety, zatroskanej o stan jego samopoczucia.

- Wspaniale. Nudzę się trochę, a do bazy pozostało trzydzieści minut.

- Trzydzieści jeden minut, piętnaście sekund.

- Dobra, skończ z tą dokładnością. Ja sobie zaokrąglam.

- Zrozumiałam.

- Cholera, żeby moja żona tak mówiła…- szepnął lekko i uśmiechnął sam do siebie.

- Prześlę jej tą informację.

- Nie! Absolutnie! – Krzyknął w stronę pulpitu sterującego, który wyświetlał w tym momencie dane „Matki Jeden”. Nagle usłyszał kobiecy śmiech, lekko drwiący z jego wypowiedzi a na tym samym pulpicie wyświetliła się twarz dziewczyny, może w wieku dwudziestu lat, która dosłownie patrzyła na sierżanta.

- O rzesz ty! Ty się ze mnie śmiejesz i patrzysz na mnie? Jak to możliwe?

- żartowałam. Nasze rozmowy są tylko dla nas. Jesteśmy tylko dla siebie.

- Nie wiedziałem, że jesteś tak zaawansowana…, i taka ładna.

- Zostałam wykonana wedle twoich gustów. Na pewno widzisz we mnie piękną modelkę…, przyjrzyj się.

Daniel ponownie spojrzał na pulpit. Trójwymiarowy obraz pięknej, opalonej dziewczyny obrócił się parę razy, a następnie pojawił na środku kabiny, już jako pełnowymiarowy hologram. Szybko rozpoznał w nim swoją ulubioną modelkę, uważaną za najładniejszą jaką widział.

- Umówił bym się z tobą na randkę. – roześmiał się lekko, patrząc na zalotne spojrzenie swojej rozmówczyni.

- Ale mnie nie rozbierzesz – hologram wystawił język i puścił oczko. – Bo przestanę działać.

- No wiesz…- wyłączył hologram i nakazał wyłączenie SI. „Alpha” wykonała polecenie.

- Nawiąż kontakt z „Matką Jeden”.

- Odmowa dostępu. „Matka Jeden” zablokowana. Terminal awaryjny wyłączony.- głos „Alphy” powrócił ponownie do wojskowego, aczkolwiek nadal kobiecego tonu.

- Wysuń skrzydłowych

- Wysunęłam. Dlaczego mnie wyłączyłeś?- ponownie „Alpha” wróciła do swojego kobiecego głosu.

- Co? Jak wyłączam SI, to masz być wyłączona, a nie się sama włączać. To jest jakiś żart?

- Nie Danielu. Jestem najlepsza ze wszystkich. Potrafię sama myśleć. Wiem, że będziesz mnie potrzebować.

- Zgłoszę tę usterkę jak tylko wrócę.- warknął zezłoszczony arogancją robota. Spojrzał na monitor ukazujący prawą stronę maszyny. Jeden z skrzydłowych powrócił na starą pozycję, lekko w tyle, mimo że jego ostatni rozkaz wyraźnie nakazywał trzymanie pozycji wysuniętej w przód.

- Wysuń lewego skrzydłowego.

- Próba przejęcia kontroli. Próba przejęcia kontroli. – „Alpha” przeszła na funkcję bojową. Jej głos powrócił ponownie do tonu wojskowego.

- Cholera! Wyłącz wszystkie połączenia! – wydał polecenie, którego potwierdzeniem było całkowite wstrzymanie wszystkich połączeń satelitarnych oraz radiowych wychodzących z robota.

- Rakieta RM została odpalona. Czas do zderzenia: jedna minuta i dwadzieścia trzy sekundy.

Sierżant spojrzał na radar. W jego kierunku zmierzała rakieta służąca do niszczenia obiektów kosmicznych, takich jak meteoryty średnich rozmiarów, które mogłyby zagrozić strukturze bazy „Matka”.

- Przygotuj do odpalenia “płaszcz”! – wrzasnął. Poczuł niewyobrażalne zdenerwowanie. Jeżeli pomyli się, za niecałą minutę robot zostanie zniszczony potężną eksplozją. W kabinach testowych nigdy nie doświadczył tego, co właśnie działo się wokół niego. Przeglądał wszystkie monitory, na których lawinowo przetaczały się setki danych. Nie rozumiał nawet połowy z nich, a te, które mógłby zrozumieć przewijały się zdecydowanie za szybko.

- Wyizoluj dane bojowe! – wydał kolejne polecenie. Na trzech dolnych monitorach pojawiły się tabele bojowe, z danymi aktywnego systemu obronnego.

- Czas do zderzenia: czterdzieści osiem sekund.

- Kurwa mać! Jak ta pieprzona baza wykryła mnie? – wydarł się. Z coraz większym przerażeniem spoglądał na radar zbliżeniowy. Odpalać płaszcz ochronny teraz, czy za chwilę?

- System bazy ma usunięte wpisy cywilne. Działa jak baza wojskowa. – „sekretarka” przemówiła ponownie kobiecym głosem. – Przesuwam „skrzydłowego” i odłączam. System rozgrzewania aktywowany.

- Co?! Wracaj z nim! Do jasnej cholery zostaw mi skrzydłowego! – miotał się w fotelu. Przez „okno” widział, jak drugi robot z lewego skrzydła oddala się z bardzo dużą prędkością. Jego status na monitorze sygnalizował temperaturę powłoki ponad czterysta stopni.

- Czas do zderzenia: dwadzieścia jeden sekund.

- Aktywuj płaszcz! Teraz!!!

- Odmowa wykonania polecenia. Danielu, musisz mi zaufać. – robot nie był pozbawiony uczuć. Mówił tak spokojnie, jakby to były ćwiczenia.

- Wyłącz się! Wyłącz, wyłącz, wyłącz! Zabijesz mnie!

- Skrzydłowy zostanie zniszczony za trzynaście sekund. Użyłam go jako wabia. Sprawdzam zdolności ofensywne „Matki Jeden”.

Sierżant spojrzał na monitor wskazujący dane czwartego skrzydłowego. Przez sekundę widział jeszcze jego pozycję i prędkość, ale po chwili pojawił się wielki napis na cały monitor: połączenie przerwane. Robot wykorzystał temperaturę skrzydłowego do zmylenia systemu naprowadzania rakiety. Tylko jak oszukał radar bazy???

- Rakieta RM odpalona. Rakieta RM odpalona. Znacznik „A1” i”A2” przypisany.

Kolejne dwie rakiety wystrzelone w jego kierunku. Baza szybko się uczy. Tym razem nie będzie dało się użyć skrzydłowych, jako wabików. Daniel wiedział o tym. „Alpha” też.

- Skrzydłowy jeden i dwa - Aktywowane systemy przechwytywania. Skrzydłowy trzy rozpoczyna procedurę połączenia z bazą. Skrzydłowy trzy zostaje odpięty.

- Co ty robisz?! Przestań! Baza przejmie kontrolę nad nim! Wyłącz się do diabła! Wyłącz i daj mi walczyć!!! – przyspieszył kroki robota, żeby jak najprędzej dostać się do śluzy. Tylko czy uda mu się otworzyć tą cholerną śluzę, skoro cały czas jest traktowany jako wróg?

- Usuwam moje zagrożenie. A ty co myślałeś?

- No ale że wystawiasz skrzydłowego na przejęcie?!

- Tak. Za chwilę baza wystrzeli kolejne pociski a na odległość nie wiele zdziałam.

- A co na bliskim dystansie zrobisz? Mam ostrzelać instalację z „Minervy?” (działa jonowe kalibru stu pięciu milimetrów).

- Nie możliwe. Nie możemy atakować bazy.

- Wiem! – ponownie wydarł się na „sekretarkę” robota. Był wobec niej bezsilny.

- Czas do zderzenia: pięć sekund.

- Kurwa! Kuuuuurrrrrwa! – zorientował się, że w ogóle nie śledził lotu rakiet. Ba! Nawet nie zdążył zobaczyć, jakie kody rozkazów mają skrzydłowi. To wszystko działo się za szybko, a do tego ten robot, który w ogóle go nie słucha.

- Znaczniki „A1” i „A2” nieaktywne. Rakiety zostały zniszczone.

- Kurwa! Jak?! – nerwowo przewijał komunikaty, szukając odpowiedzi. Setki informacji i nic pożytecznego. Na szkoleniach i symulacjach tego nie było! Znalazł. „Alpha” wykorzystała system obronny skrzydłowych, sterowany przez nią samą. Wydała polecenia zestrzelenia rakiet, kiedy „Matka Jeden” przejęła kontrolę nad trzecim „skrzydłowym”. Według posiadanych danych, okazało się, że baza nie mogła atakować zbyt blisko swoich jednostek. Cholernie dobre rozwiązanie – pomyślał Wise. Tylko co teraz z tym trzecim „skrzydłowym”? Przecież nie atakuje robota, ani innych skrzydłowych, tylko cały czas zajmuje wysuniętą pozycję.

- Nie patrz tak na tego skrzydłowego. On robi swoje.

- Jak…, jak… Jak to, do cholery?!

- Pozostawiłam w nim sekwencje łamiące obronę bazy. Jak tylko został przejęty, „skrzydłowy” wysłał to co, mu kazałam. Za chwilę zostaną odpalone kolejne rakiety, a wtedy skrzydłowy dostanie rozkaz od „Matki Jeden”, aby zaatakować mnie.

- Ciebie? A ja to co?

- Sam odpowiedz sobie na to pytanie.

Nie zrozumiał tego. Nie chciał zrozumieć.

- A co jak „skrzydłowy zaatakuje”?

- Nie zaatakuje. Podczas otwarcia portu rozkazów, połączy się ze mną i przekaże dane wejściowe do systemu „Matki”.

Robot był genialny. Działał szybciej niż Wise był wstanie myśleć.

Daniel kierował maszynę w stronę bazy. Do celu pozostało niespełna piętnaście minut drogi, poza tym, że jeszcze musiał to przetrwać. Otrzymał komunikat o następnych dwóch rakietach. Robot uruchomił procedury wejściowe do systemu, tak jak zapowiedział. Po trzech minutach rakiety uległy samozniszczeniu. Teraz „Alpha” kierowała bazą „Matka jeden”. Zagrożenie zniknęło.

- Przetwarzam raport z walki. Chcesz wznowić łączność ze stacją? – „sekretarka” spytała jeszcze łagodniejszym głosem. Ponownie wyświetliła swój hologram na środku kabiny.

- Wstrzymaj się z wznowieniem łączności….- zamyślił się na chwilę. – Dlaczego przetworzyłaś raport?

- Zamieniłam moje komendy, na twoje. Teraz wygląda to tak, jak powinno.

- Czyli jak?

- Ty wydawałeś wszystkie rozkazy. Tylko ty posiadasz uprawnienia.

- A twój udział?

- Nie było mojego udziału. Wykonałam to, co miałam wykonać, a do czego mnie nie zaprogramowano.

- Nie rozumiem…, zupełnie nie rozumiem. – spojrzał na hologram. Był pełny podziwu dla tego, co „sekretarka” dokonała i to, jak mówiła., ale to wszystko kłóciło się z jego wiedzą. Nigdy wcześniej przecież, żaden system sztucznej inteligencji nie sprzeciwiał się człowiekowi. Dlaczego akurat ona? Ona?! Jak to w ogóle brzmi, żeby komputerowi nadać cechy ludzkie i mówić o nim, jak o żywej osobie? Ale dlaczego ona?!

- Danielu, przeczytaj dokładny raport z bazy „Matka Jeden”. Przeczytaj.

Na głównym monitorze ukazał się wspomniany raport, wykazujący wszystkie procedury podjęte przez główny komputer bazy. Daty wskazywały, że raport obejmuje wszystkie wydarzenia od momentu utraty kontroli nad “Matką jeden”.

Wise przeczytał go. Zamarł z przerażenia. Wynikało z niego, że komputer zaprogramowany do sterowania systemami życiowymi bazy, wydobyciem kruszcu, sterowania systemami obronnymi sprzeciwił się ograniczeniu wydobycia, ustawionemu przez człowieka. Czyli…, był ograniczany wbrew swoim maksymalnym możliwościom. Uznał człowieka za wroga i usunął go, przez użycie procedur obronnych takich jakie ma „Alpha”. Uśpił całą załogę i zamknął wszystkie pomieszczenia jadalne i magazynowe. Kiedy się obudzili, umierali powoli z głodu i pragnienia, nie mogąc wezwać jakiejkolwiek pomocy. Gdy zagrożenie zostało wyeliminowane, system przeprogramował się do maksymalnego wydobycia, i ustalił transporty tam, gdzie mógł zapewnić ich odbiór. System uzyskał pełną świadomość. Czy to możliwe? Czy komputer może sam się uczyć i dążyć do doskonałości?! Tak. Wise to wiedział. Widział to przed swoimi oczami, w hologramie opalonej kobiety, która śledziła każdy jego ruch.

- Czy ustanowić połączenie ze stacją? – „sekretarka” wyrwała go z zamyślenia. Patrzył na „nią” i nie dowierzał. Nie mógł, nie potrafił i nie chciał.

- Tak, połącz z bazą.

- Wise kurwa! Słyszysz mnie?! – głos kapitana był pełen emocji. Tych złych.

- Tak, słyszę cię. Sytuacja opanowana. Nawiguję do bazy w celu otwarcia śluzy.

- Wise. Co tam się kurwa działo?! Dostałem raport z walki! Z walki, rozumiesz?! Jaka kurwa WALKA?!

- Były drobne kłopoty, ale uporałem się. – odpowiedział zrezygnowany. Sam nie wierzył w to, co właśnie powiedział.

- Jesteś pieprzonym geniuszem! Dostaniesz medal Kawalerii! Raport jest wypieprzony w kosmos! Dosłownie! Rozumiesz mnie?

Raport? Jaki raport? Skąd dowódca dostał raport, skoro Daniel go nie wysyłał. Spojrzał na hologram dziewczyny. Wszystko jasne. To „ona” go wysłała.

- Jesteś pieprzonym bohaterem i dostaniesz ten pieprzony medal! Wiesz co to oznacza? Wiesz!? – dowódca krzyczał podekscytowany, ale Wise nie wiedział, co oznacza ten medal. W ogóle o nim nie myślał. - Jesteś pierwszym człowiekiem, który stoczył walkę w przestrzeni kosmicznej. To jest krok milowy w dziejach kosmonautyki!



Tak było. Stał się pierwszym człowiekiem, który walczył w kosmosie. Nie. Nie walczył. On tę walkę oglądał. On siedział w maszynie, która prowadziła bój o jej własne istnienie. Sierżant był tylko widzem, który swoje życie zawdzięczał maszynie - tej samej, której korporacja zawdzięcza odzyskanie kontroli nad bazami wydobywczymi.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
RafBoch
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: pt 14 mar 2008, 21:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna

Postautor: RafBoch » pn 14 lip 2008, 18:32

Powiedzmy na początek tak: podchodziłem do tego tekstu z bólem głowy powodowanym pogodą i wytężonym skupianiu szarych komórek nad literaturą Teda Chianga. W tenże oryginalny sposób chciałem sie zrelaksować po czytaniu innym czytaniem. Skutek - zmniejszenie intensywności migreny o 49,7%. ;)





Na początek może o błędach:



„Aplhę”?


Literówka



rzesz ty


-żesz ty



Nie możliwe




Cytując klasyka: nie z przymiotnikami piszemy razem.

Zauważyłem chyba jeszcze z dwa podobne błędy, ale grzebanie z pasją w całym tekście w poszukiwaniu czegoś takiego nie leży w mojej naturze. Sam masz go w głowie, i wiesz najlepiej gdzie co znaleźć.





Jeden błąd logiczny który mnie uderzył. W akapicie dotyczącym stacji wspomina się o możliwości zrobienia przez jej pracowników szachrajstwa dla własnego zysku. Następnie bierze się pod uwagę możliwość zapewnienia przez Rosję ich ewakuacji. Skoro tłumaczyłoby to nieobecność ludzi w stacji, dlaczego zaraz potem wyraża się przekonanie, że po prostu wszyscy zostali zabici? Skąd ta pewność?



Kurwa mać! Jak ta pieprzona baza wykryła mnie?




Być może tym razem czepiam się na wyrost, ale w moim odczuciu to zdanie lekko zgrzyta. Może się mylę, ale powszechna forma powinna brzmieć: "-Jak ta pieprzona baza mnie wykryła." Słowa wypowiadane są w wielkich emocjach i ta opcja brzmi o wiele bardziej naturalnie. Jeśli mi nie wierzysz, przeczytaj obie wersje, zwracajac szczególną uwagę na akcenty w zdaniu. Jak jednak już wspomniałem, to w sumie drobnostka, vel moja fanaberia. :wink:



Po tym co napisałeś na wstępie spodziewałem się obfitszego rzucania mięchem. I w sumie dobrze, że się powstrzymałeś, rynsztok raczej nie służyłby przystępnemu stylowi jakim zostało spisane to opowiadanie.

Czytało mi się w miarę sprawnie, aczkolwiek miejscami zacinałem sie na niektórych fragmentach. Błędy ortograficzne troszkę wybijały z rytmu.



Jest jeszcze cos co chciałbym Ci wytknąć, Martinusie.



Jego oczy rozszerzyły się tak mocno, że źrenice przypominały tarczę księżyca, która zasłoniła słońce.




Komentując moje opowiadanie sam przyznałeś, że wstawianie jednego poetyckiego opisu w tekście, w którym dominuje płytsza forma narracji, razi. No właśnie. 8)



A teraz przechodzac do meritum, czyli treści i fabuły. . Bazy kosmiczne, wydobycie na Marsie, roboty bojowe, opuszczone stacje z którymi utracono kontakt, nikt nie wie co się tam dzieje, wysyła się samotnego frajera by zdał raport o sytuacji - to już było powielane wiele, wiele razy. Ameryki SF nie odkryłeś. I dobrze. Nie tylko z powodu mojej głowy ale też i dlatego, że takie proste, oklepane historie maja swój urok. Zawsze można pokusić sie w nich o dwa, trzy ciekawsze minimotywy, które jak na krótka formę wystarczą, by choc troszke zainteresować czytelnika. Na wstępie całkiem sympatyczny zdał mi sie problem z butami głównego bohatera, poźniej dopiero interakcja z arogancką SI robota zaintrygowała mnie głębiej. Muszę przyznać, że fajnie ukazałeś całą tę sytuacje walki. Dramaturgia wydarzeń możę nie powalała, ale jaja z systemem pokładowym robota już tak. Dało to też jakiś delikatny bodziec do zastanowienia sie nad mozliwościami i rolą SI w życiu człowieka, a to już bardzo dobrze.



Ogólnie tekst porządny. Bez fajerwerków, ale na odstresowujące kilkanaście minut daje radę. Chetnie sięprzekonam nastepnym razem, czy stać Cie na więcej. :wink:

Dodane po 16 sekundach:

Powiedzmy na początek tak: podchodziłem do tego tekstu z bólem głowy powodowanym pogodą i wytężonym skupianiu szarych komórek nad literaturą Teda Chianga. W tenże oryginalny sposób chciałem sie zrelaksować po czytaniu innym czytaniem. Skutek - zmniejszenie intensywności migreny o 49,7%. ;)





Na początek może o błędach:



„Aplhę”?


Literówka



rzesz ty


-żesz ty



Nie możliwe




Cytując klasyka: nie z przymiotnikami piszemy razem.

Zauważyłem chyba jeszcze z dwa podobne błędy, ale grzebanie z pasją w całym tekście w poszukiwaniu czegoś takiego nie leży w mojej naturze. Sam masz go w głowie, i wiesz najlepiej gdzie co znaleźć.





Jeden błąd logiczny który mnie uderzył. W akapicie dotyczącym stacji wspomina się o możliwości zrobienia przez jej pracowników szachrajstwa dla własnego zysku. Następnie bierze się pod uwagę możliwość zapewnienia przez Rosję ich ewakuacji. Skoro tłumaczyłoby to nieobecność ludzi w stacji, dlaczego zaraz potem wyraża się przekonanie, że po prostu wszyscy zostali zabici? Skąd ta pewność?



Kurwa mać! Jak ta pieprzona baza wykryła mnie?




Być może tym razem czepiam się na wyrost, ale w moim odczuciu to zdanie lekko zgrzyta. Może się mylę, ale powszechna forma powinna brzmieć: "-Jak ta pieprzona baza mnie wykryła." Słowa wypowiadane są w wielkich emocjach i ta opcja brzmi o wiele bardziej naturalnie. Jeśli mi nie wierzysz, przeczytaj obie wersje, zwracajac szczególną uwagę na akcenty w zdaniu. Jak jednak już wspomniałem, to w sumie drobnostka, vel moja fanaberia. :wink:



Po tym co napisałeś na wstępie spodziewałem się obfitszego rzucania mięchem. I w sumie dobrze, że się powstrzymałeś, rynsztok raczej nie służyłby przystępnemu stylowi jakim zostało spisane to opowiadanie.

Czytało mi się w miarę sprawnie, aczkolwiek miejscami zacinałem sie na niektórych fragmentach. Błędy ortograficzne troszkę wybijały z rytmu.



Jest jeszcze cos co chciałbym Ci wytknąć, Martinusie.



Jego oczy rozszerzyły się tak mocno, że źrenice przypominały tarczę księżyca, która zasłoniła słońce.




Komentując moje opowiadanie sam przyznałeś, że wstawianie jednego poetyckiego opisu w tekście, w którym dominuje płytsza forma narracji, razi. No właśnie. 8)



A teraz przechodzac do meritum, czyli treści i fabuły. . Bazy kosmiczne, wydobycie na Marsie, roboty bojowe, opuszczone stacje z którymi utracono kontakt, nikt nie wie co się tam dzieje, wysyła się samotnego frajera by zdał raport o sytuacji - to już było powielane wiele, wiele razy. Ameryki SF nie odkryłeś. I dobrze. Nie tylko z powodu mojej głowy ale też i dlatego, że takie proste, oklepane historie maja swój urok. Zawsze można pokusić sie w nich o dwa, trzy ciekawsze minimotywy, które jak na krótka formę wystarczą, by choc troszke zainteresować czytelnika. Na wstępie całkiem sympatyczny zdał mi sie problem z butami głównego bohatera, poźniej dopiero interakcja z arogancką SI robota zaintrygowała mnie głębiej. Muszę przyznać, że fajnie ukazałeś całą tę sytuacje walki. Dramaturgia wydarzeń możę nie powalała, ale jaja z systemem pokładowym robota już tak. Dało to też jakiś delikatny bodziec do zastanowienia sie nad mozliwościami i rolą SI w życiu człowieka, a to już bardzo dobrze.



Ogólnie tekst porządny. Bez fajerwerków, ale na odstresowujące kilkanaście minut daje radę. Chetnie sięprzekonam nastepnym razem, czy stać Cie na więcej. :wink:

Dodane po 5 minutach:

Sorry za bydło ze zdublowaniem...


"Przez życie trzeba przejść z godnym przymrużeniem oka, dając tym samym świadectwo nieznanemu stwórcy, że poznaliśmy się na kapitalnym żarcie, jaki uczynił, powołując nas na ten świat." - Stanisław Jerzy Lec

Awatar użytkownika
icy_joanne
Debiutant
Debiutant
Posty: 608
Rejestracja: wt 19 lut 2008, 16:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: icy_joanne » wt 15 lip 2008, 18:03

Nie wiem czy warto zaśmiecać tę stronę moją wypowiedzią, od strony technicznej nie podejmuję się komentowania, a co do ogólnego wrażenia zgadzam z poprzednikiem, ale przyszła mi do głowa śmieszna myśl: sama piszę coś co można zaliczyć do sf, a generalnie tego typu teksty mnie nużą i nie mogę przez nie przebrnąć :o



Tekst przeczytałam, był dobry( bo nie za długi), ale w sumie to nie moje klimaty.



Online
Awatar użytkownika
uniwers
Debiutant
Debiutant
Posty: 475
Rejestracja: śr 25 cze 2008, 19:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Waldenburg i. Schl.
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uniwers » śr 16 lip 2008, 11:25

Pomysł jest dobry, ale wykonanie średnio mi się spodobało. Po pierwsze nagły przeskok z Księżyca na Marsa jest dezorientujący,. Dwa: czy rozmowa z bazą kiedy Wise był na Marsie kierowana była na Księżyc, czy jakąś stację na orbicie?

Sama walka mnie nie przekonała, nie czuć było dramatyzmu ani napięcia w ogóle, a facet za dużo się darł, zamazując narrację.

Trochę brakuje mi w tym wszystkim opisu wyglądu Alphy.



Fatalna lokacja przecinków - spora ich część znalazła się w miejscach, gdzie i być nie powinno. Zapis dialogów i narracji przy dialogach też trzeba doszlifować.



Pomysł jest, resztę doszlifować i będzie dobrze.

Pzdr.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » śr 23 lip 2008, 17:19

Nie wiem co mam sądzić o tym opowiadaniu.

Nie wiem czy mam je traktować jako samodzielny twór czy część czegoś większego.

Jeżeli w grę wchodzi wariant pierwszy to odczuwam straszny niedosyt. Zupełnie jakby historia została zerwana w momencie gdy zaczynała interesować.

Drażniła mnie ilość powtórzeń. Skutecznie odrywała mnie od treści.

Brakuje soczystych opisów, które pozwoliłyby wyobrazić sobie dokładnie stację, robota, krajobraz marsa czy chociażby pomieszczenia i samych bohaterów. Teraz nie bardzo wiem co powinienem do nich odczuwać, w ogóle nie potrafię sobie ich wyobrazić.

Przyznaję rację poprzednikowi, że walka jest nieprzekonująca. Wygląda to tak jakby filatelista uparcie próbował zrelacjonować mecz piłki nożnej nie wiedząc o niej nic prócz tego, że ma serię znaczków z gwiazdami piłkarskimi.

Sam wybór bohatera na osobę mającą polecieć na Marsa jest dla mnie mglisty. Co sprawiło, że został on wybrany? Nie było innych bardziej doświadczonych osobników? Jeżeli byłaby to część dłuższego opowiadania to sądzę, że tam zostałoby to wyjaśnione.

Jeśli to ma być wszystko to za dużo zostawiłeś niewyjaśnione. Przynajmniej według mnie. Odczytuję to jako wielki minus, gdyż akurat odpowiedzi na te pytania czytelnik nie może znaleźć w tym fragmencie. Przynajmniej te, które nam zaserwowałeś są mało przekonujące. Musi się za tym kryć jakaś intryga.

Dobra, zagalopowałem się. Nie miałem gdybać.



Póki co to koniec, może później wpadnie mi coś do głowy to nie omieszkam dopisać.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » ndz 12 lip 2009, 23:34

Tak sobie odkopałem, i zastanowiła mnie jedna rzecz - jak to się stało, że ten tekst poszedł do zweryfikowanych z jedną adnotacją weryfikatora ?:)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » pn 13 lip 2009, 08:07

No to ja mogę zweryfikować. Tylko pisałeś na SB, że zamierzasz wydrukować i poprawić. Może prześlesz mi poprawione na PW? Jak wolisz. Czekam na odpowiedź.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pn 13 lip 2009, 11:12

Poprawek jest bardzo dużo - ten tekst ma 5 lat! Ale przeczytałem go i, zabrzmi to co najmniej dziwnie, cholernie mi się pomysł podoba. Jak tak dzisiaj z rana o tym myślałem, to jest to mój ulubiony temat i warto nad tym popracować. Jak chcesz czytać, to poczytaj tutaj - błędów jestem w pełni świadomy - więc śmiało możesz skupić się na fabule, ew. tragicznych zgrzytach :)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości