Erynie [psychologiczne] miniaturka

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mal
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: pt 13 kwie 2007, 19:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Erynie [psychologiczne] miniaturka

Postautor: mal » pn 19 maja 2008, 18:37

Pod powierzchnią skóry pulsował ból. To nieco melodramatyczne stwierdzenie doskonale oddawało istotę sytuacji. W życiu każdego człowieka zdarzają się takie momenty, kiedy całe jego jestestwo skupia się na jednym niewielkim fragmencie istnienia. Ktoś naprawdę spragniony potrafi myśleć tylko o wodzie, herbacie, coca-coli wreszcie, ale na pewno nie o rozwiązywaniu zadań matematycznych. Z kolei uczeń, skoncentrowany na pisaniu niezwykle trudnej klasówki, zapomina o świecie zewnętrznym. A czy potraficie wyobrazić sobie na czym, co pochłania myśli człowieka prześladowanego, molestowanego?



Dla Ani wszystko zaczęło się od niby niewinnych uwag. Kpin wymienianych między jej klasowymi kolegami. Głośno, tak żeby dziewczyna słyszała. Ania była zbyt łagodna, żeby się odgryźć. Początkowo myślała, że to tylko żarty, więc z wrodzoną autoironią śmiała się wraz z innymi i próbowała odpowiadać w podobnym tonie. Szybko uznano ją za idiotkę.



Potem było już coraz gorzej. Nikt nie przejmował się jej osobą. W oczach kolegów przestała być człowiekiem, a stała się lalką, zabawką, przedmiotem, na którym można wyładować złość. Nauczyciele nie chcieli tego widzieć, a może naprawdę nie widzieli. Byli bardzo zajęci organizowaniem zajęć, któż mógłby ich winić, że nie mieli czasu zająć się drobnymi sprzeczkami między uczniami?



Powoli i znajomi Ania zaczęli się od niej odsuwać. Coraz częściej widziała w ich oczach pogardę i lekceważenie. Nie była kimś z kim warto się było przyjaźnić. Agresja, podstawianie nóg, wyśmiewanie stały się dla niej czymś na porządku dziennym. Coraz częściej znajdowała swój tornister skopany, książki porozwłóczone po korytarzu. Raz, kiedy wychodziła ze szkoły, nad głową świsnął jej kamień.



Nie rozumiała, czemu to właśnie ją to spotyka. Czym sobie na to zasłużyła? Bo przecież czymś musiała. Nikt nie prześladowałby innego człowieka bez powodu. Może faktycznie była, jak to mówił Damian, małą głupią kurewką? Zaczęła w to wierzyć i za wszystko, co się działo obwiniała siebie. Może gdyby była inna...



Coraz bardziej się bała. Powoli, nieubłaganie strach ogarniał ją całą. Chodzenie do szkoły stało się koszmarem. W domu starała się o tym wszystkim nie myśleć, ale ani na chwilę nie potrafiła zapomnieć. Gdzieś w głębi wiedziała, że jutro będzie znowu musiała tam pójść. Pojutrze też. Pod powiekami cały czas czaiły się niechciane łzy.



Nie chciała powiedzieć rodzicom. Bała się, że będą nią rozczarowani. Nie znalazła przecież przyjaciół, była wyrzutkiem, głupią kurewką. Kto chciałby mieć kogoś takiego córkę? Pewnego dnia przeczytała w książce, że rodzice cierpią najbardziej wtedy, gdy ktoś krzywdzi ich dzieci. Zaczęła wmawiać sobie, że nie mówiąc, oszczędza mamie i tacie bólu. Przecież i tak nie mogliby nic na to poradzić, prawda? Ona na to wszystko zasługiwała.



Potem koledzy dowiedzieli się gdzie mieszka i zaczęła spotykać ich także pod własnym blokiem. Bała się wychodzić z domu. Nie tylko z powodu kpin. Także dlatego, że ktoś ze znajomych rodziców mógłby zobaczyć jak ją traktują. Własnych przyjaciół już nie miała.



Strach przed ludźmi narastał. Raz rodzice mama zabrała ją w odwiedziny do ciotki. Spotkała tam swojego kuzyna - zabawnego sympatycznego chłopaka, którego znała od urodzenia. Nie potrafiła przełamać się nawet na tyle, żeby podnieść głowę i spojrzeć mu w oczy. Na jego przywitanie odpowiedziała tylko niewyraźnym mruknięciem i nie patrząc, weszła w głąb mieszkania. Dopiero w domu, kiedy mama zwróciła jej uwagę, że zachowała się bardzo nieuprzejmie, dowiedziała się, że ignorowała jego wyciągniętą na powitanie rękę.



Ania cieszyła się, że zawsze miała opinię samotnicy i dziwaczki. Inaczej ktoś w rodzinie mógłby zacząć podejrzewać. Mógłby zacząć dochodzić, domyślać się, a wtedy... Nie potrafiła sprecyzować, co by się stało, ale panicznie bała się tego „wtedy”. Permanentna obawa zrosła się z nią, nosiła ją niczym drugą skórę. Dni mijały jeden za drugim, wyrzucane z pamięci siłą, a jednak istniejące gdzieś w głębi jej podświadomości i piekące niczym kwas. Zawsze obecne.



Ania nienawidziła swoich prześladowców, ale zarazem nie miała do nich pretensji. Wierzyła, że mają święte prawo traktować ją w ten sposób. W którymś momencie narodziła się w niej nawet fascynacja w stosunku do jednego z nich. Nie chciała używać słowa miłość. Nie miała masochistycznych skłonności, ale podziwiała jego siłę. Ona była bezradna, ale on mógł robić, co tylko chciał. Kto miałby go powstrzymać? Wmawiała sobie, że to, co odczuwa jest chore, ale uczucie nie chciało zniknąć. Była chyba bardzo samotna. Nie miała nikogo innego.



A potem nadszedł ten poranek, kiedy... Nie pamiętała. Podczas przerwy została przez zagoniona przez kilku chłopców do pustej sali, a potem... Pustka. Wiedziała tylko, że płakała, a to zdawało się ich jeszcze bardziej bawić. śmiali się z jej strachu. Wybiegła ze szkoły i ciągle łkając... Nie. łkanie to złe słowo, zbyt ładne, zbyt eleganckie na to, co się działo. Krztusząc się, zanosząc spazmami, zasmarkana, zapłakana wpadła do domu i opowiedziała wszystko rodzicom.



Wychowawczyni zmusiła chłopców do przeprosin. Ania chciała, żeby pozwolono jej zmienić szkołę, ale okazało się, że wiąże się z tym zbyt wiele formalności i w rezultacie nic z tego nie wyszło. Dziewczyna po części cieszyła się z tego. Bała się, że w nowej szkole prześladowania zaczęłyby się od początku. Skoro śmiali się z niej jedni, mogli zacząć kpić i drudzy. Była przecież tylko głupią kurewką. Na nic innego nie zasługiwała.



Przez długi czas była potem otępiała i zrezygnowana. Myślała o samobójstwie, ale nie potrafiła się na nie zdobyć, bo nie była zdolna do jakiegokolwiek działania – Ania bardziej egzystowała niż naprawdę żyła. Pragnęła tylko świętego spokoju.



Z czasem zaczął rodzić się w niej bunt. Po kolejnym pół roku spędzonym w szkole, stwierdziła, że nie potrafi tak dłużej. Nikt z niej już nie kpił, nikt nie prześladował – to prawda. Ale też nikt się do niej nie odzywał, nikt z nią nie rozmawiał, nikt nie chciał się zaprzyjaźnić. Była całkowicie poza nawiasem szkolnego życia.



Głos Alecto usłyszała pierwszy raz, kiedy siedziała na korytarzu przed salą z podręcznikiem w ręku i udawała, że czyta. Obiecywał jej, że już nigdy nie będzie sama, plótł o największych pragnieniach jej serca, opowiadał o zemście. Potem przyłączyły się do niego kolejne dwa. Kobiety kazały nazywać się Semnaj, Czcigodne. Było ich trzy. Alecto, Megajra, Tyzyfone. Mówiły, że musi czekać.



Trzy tygodnie później Damian wpadł pod samochód. Wychowawczyni powiedziała, że jego stan jest krytyczny i zarządziła zbiórkę pieniędzy na kwiaty dla niego. Ania się nie dołożyła, nie widziała sensu. Wiedziała, że i tak nie przeżyje.



Drugi był Paweł. Skaleczył się podczas krojenia chleba. Niby nic, drobna ranka. Ale wdało się zakażenie. Zbyt późno zdecydowano się na amputację.



A Ania? Powoli odzyskiwała pewność siebie. Czasami myślała, że śmierć Pawła i Damiana to jej dzieło, innym razem podejrzewała sobie o schizofrenię. Z przerażeniem wertowała strony internetowe traktujące o chorobach psychicznych. Megajra mówiła, że to głupota, Alecto tylko śmiała się cicho.



Michał zmarł na atak serca podczas grania w piłkę nożną. Ponoć zawsze miał z nim problemy, lekarze ostrzegali, że musi unikać wysiłku fizycznego, ale nie słuchał.



Na Marcina Ania natknęła się wieczorem na ulicy niedaleko swojego bloku. Dwóch skinów trzymało go mocno za ręce, a trzeci walił w niego jak w worek treningowy. Dziewczyna stanęła jak wryta, ich oczy spotkały się. Zobaczyła w nich niemą prośbę o pomoc. Uśmiechnęła się i poszła dalej.



Alecto, Megajra, Tyzyfone.



Awatar użytkownika
GreyMoon
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pt 29 lut 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Leżajsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: GreyMoon » wt 20 maja 2008, 18:23

(komentarz piszę w trakcie czytania)



Na bogów, co za tytuł! Erynie! Jak ja dawno nie miałem do czynienia ze światem myths & legends... Do tego miniaturka, nie trzeba będzie ślęczeć pół godziny nad tekstem. Jedziemy zobaczyć, co zaserwował autor.



Akapit numer 1.

Czuję ból. Niekoniecznie pod powierzchnią skóry, ale mimo wszystko... Pierwsze zdania wprowadzają w klimat, a tu wyskakuje jakieś zadanie matematyczne. Co to ma być? Mógłbyś znaleźć lepszy, bardziej stosowny przykład, bo jak do tej pory zalatuje zadaniem z polskiego. Ostatnie zdanie wydaje się potwierdzać moją hipotezę - po co ten bezpośredni zwrot do odbiorców, i to jeszcze w liczbie mnogiej? Ktoś to będzie czytał publicznie, czy co? Chyba przed klasą :devil:



Akapit nr 3

Nauczyciele zajęci zajęciami, więc nie mieli czasu, aby zająć się Anią. Wypas.



Akapit 4

Znajomi Ania? Kinder niespodzianka!



Akapit 6

W głębi siebie czuła, że jutro będzie musiała pójść do szkoły... Coś w tym jest. Ja jednak wiem, że następnego dnia pójdę do mojego kochanego LO - nie mam żadnych wewnętrznych głosów, które mi to sugerują.



Akapit 7

Kogoś takiego córkę. Córkę kogoś takiego. Górkę-wzgórkę-ogórkę. Ktoś tu chyba coś zjadł. Ogórka?



Akapit 8

Napisałbym to bardziej rozwlekle, bo te zdanka są dla mnie zbyt pourywane.



Akapit 9

Raz rodzice mama zabrała

A to co? Mama już nie rodzic? Moment, jeszcze raz:

"Raz rodzice mama zabrała ją w odwiedziny do ciotki. Spotkała tam swojego kuzyna "

Która spotkała kuzyna? Z kontekstu zdania wynika, że to mama (nie rodzic, mama!), chociaż co niektóremu może strzelić do głowy, że to Ania. Ale gdzież tam, narrator mówi co innego. To kuzyn mamy.



Nie widzę związku tekstu z tytułem.



Akapit 11

"Była chyba bardzo samotna."

No raczej.

"Nie miała nikogo innego."

Innego niż kto? Innego od kogo? Wypatruję odpowiedzi, ale jakoś jej nie widać.



Akapit 12

"została przez zagoniona przez kilku chłopców"

Na bogów, ktoś tu chyba nie czyta swoich tekstów przed wrzuceniem ich na WM. Przecież to się rzuca w oczy jak czerwona płachta.



Akapit 15

"kolejnym pół roku"

Kolejnej połowie roku, albo kolejnym semestrze. To powyżej do mnie nie przemawia.

"Była całkowicie poza nawiasem szkolnego życia. "

Nawias szkolnego życia? A co to takiego?



Akapit 16

Najpierw piszesz o głosie Alecto (haha, wreszcie!) i to do niego stosujesz zaimki. OK, OK. Wszystko w porządku. Ale kiedy później wspominasz o Tezefone i Megajrze, płci żeńskiej oczywiście, następuje konfuzja. To cóż to za rodzaj, do diabła? Czytelnik jest nieco skołowany, dopiero po ponownym przeczytaniu akapitu wie, o co Ci chodziło. źle. Ma to wiedzieć od razu.



Końcówka.

No, wreszcie. Warto było przebrnąć przez ten tekst, żeby przeczytać zakończenie. Nawet się uśmiechnąłem...



Warto było.



Ocena? -3. Błędy, błędy błędy. Sucha narracja, bez większych uniesień czy ozdobników, ale tutaj pasuje. Mniej więcej. Brakowało mi przeżyć wewnętrznych Ani, ale takich naprawdę wewnętrznych. Narrator potraktował ją tak oschle i przedmiotowo jak ci chłopcy ze szkoły.



Ale motyw Erynii w końcówce wynagradza wszystko. Jak ja lubię mitologię...


(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
mal
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: pt 13 kwie 2007, 19:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: mal » wt 20 maja 2008, 23:06

Dzięki za wszystkie uwagi. Błędy poprawiłam (jestem kobietą tak na marginesie), ale ponieważ forum nie dopuszcza możliwości wnoszenia poprawek tutaj powisi sobie w pierwotnej formie. Cieszę się, że podoba Ci się chociaż zakończenie. Szczerze powiem, że ja też je lubię, a jakoś do tej pory nikomu z osób, które czytały tę miniaturkę nie przypadło do gustu... Bywa. Resztę napiszę chyba jeszcze raz, bo jakoś tracę do niej sentyment. W każdym razie wielkie dzięki za konstruktywną krytykę - jak zapewne zauważyłeś nie umiem zbyt dobrze pisać, więc bardzo ją sobie cenię ;)



Awatar użytkownika
GreyMoon
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pt 29 lut 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Leżajsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: GreyMoon » śr 21 maja 2008, 14:03

Przepraszam, Mal, za pomylenie płci, ale ani po Twoim nicku, ani po avatarze (którego z resztą nie ma) nie mogłem jej stwierdzić. Jeszcze raz przepraszam za ten nietakt.



jak zapewne zauważyłeś nie umiem zbyt dobrze pisać




Warsztat, styl - to są rzeczy do wyćwiczenia. Trening czyni mistrza, więc wszystko przed Tobą.


(\__/)

(O.o )

(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » czw 05 cze 2008, 10:40

Bardzo fajny, klimatyczny początek - do momentu "zadań matematycznych". środek słaby, historia opowiedziana sucho, bezbarwnym językiem, natomiast końcówka rzeczywiście przyjemna - tj. można się uśmiechnąć na koniec.

Bardzo dużo błędów, większość odnalazł GreyMoon, ja chciałabym dodać jeszcze trzy:



A czy potraficie wyobrazić sobie na czym, co pochłania myśli człowieka prześladowanego, molestowanego?


niezrozumiałe, powinnaś coś dodać po "czym"



Agresja, podstawianie nóg, wyśmiewanie stały się dla niej czymś na porządku dziennym


stały się dla niej codziennością, lub były na porządku dziennym - widzę że łączliwość wyrazów i związki wyrazowe należałoby powtórzyć ;)



innym razem podejrzewała sobie o schizofrenię.


" u siebie" jeżeli już, ale zdanie i tak źle brzmi.



Jak powiedział GreyMoon: Trening czyni mistrza - tak więc ćwicz



pozdrawiam


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości