Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

"Wichrzyciel" [ Fantasy ] (Opowiadanie )

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MasterMind
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: sob 15 mar 2008, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Wichrzyciel" [ Fantasy ] (Opowiadanie )

Postautor: MasterMind » wt 08 kwie 2008, 21:45

Niniejsze opowiadanie bazuje na realiach autorskiego świata fantasy ( nie fanfik ). Opowiadanko napisałem na potrzeby Weryfikatorium. Chcę po prostu sprawdzić, czy to co piszę da się przeczytać i być może czerpać z tego jakąś przyjemność. Z góry mówię, że moim słabym punktem jest czasem interpunkcja ( głównie stosowanie przecinków ). W poniższym opowiadaniu postanowiłem nie ciągnąć akcji w nieskończoność i nie tworzyć w nim wielu wątków, oraz nie "pogłębiać" bohaterów ( zapewne gdybym się uparł, opowiadanie mogłoby się zmienić w wielowątkową książkę z wyrazistymi bohaterami ) Postanowiłem jednak zmieścić się w dziesięciu stronach, by nie męczyć zbytnio tutejszych Weryfikatorów ( może będą nudzić, a nie doczytać nie wypada :wink: ) życzę miłej lektury.





Wichrzyciel



Elinum to przepiękna wieś położona nad malowniczym Jeziorem Mglistym. Tutejsze życie upływa niemalże beztrosko, rozdrabniając się między codzienne obowiązki, a małe festyny, organizowane co miesiąc przez okoliczną ludność. To jednak nie wszystko co można powiedzieć o Elinum. Każde miejsce ma swoje tajemnice i historie, o których nawet targowe plotkary wolałyby nie wspominać. W roku 1026 Wielki Książę Selerith przychylił się do woli mieszkańców wioski i wraz z osiągnięciem przez nią liczby ludności w postaci pięciuset dusz, ustanowił istnienie gminy Elinum. Wydarzeniem zainteresował się zakon Maaranitów, który od dawna chciał wybudować tam choćby skromną świątynię ku czci Maara. Maaranici wysłali więc do wioski swojego kapłana, by ten dopilnował wszelkich formalności.



Zakapturzona postać przesuwała się wzdłuż leśnej ścieżki z gracją zjawy. Człowiek prowadził za sobą obładowanego bambetlami czarnego konia, który co jakiś czas parskał, wyrażając w ten sposób niezadowolenie. Nagle mężczyzna zauważył na swej drodze spory głaz. Zatrzymał konia, przywiązał niechlujnie uzdę do gałęzi jednego z drzew i ukląkł przy kamieniu. Po chwili niewyraźnego mamrotania, wokół podróżnika pojawiła się naelektryzowana mgiełka. Człowiek wstał i zdjął kaptur, odsłaniając siwiuteńką głowę.

- Do Elinum? – powiedział wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, który pojawił się niespodziewanie na drodze. Choć ściskał w rękach pokaźną siekierę, nie sprawiał wrażenia psychopaty, takiego co hasa po lesie mordując napotkanych ludzi.

- A i owszem drwalu. Mam nadzieję, że podążam w dobrą stronę. – starzec odezwał się nieco zachrypniętym głosem.

- Wielu przybyszów się tu gubi. Przy następnym rozstaju należy skręcić w prawo. Idąc dalej na wprost, przyjazny las zmienia się w Zagajnik Czarownic, miejsce niezbyt bezpieczne.

- Wezmę tę radę do serca. – starzec odwiązał konia i ukłonił się drwalowi.

Najtęższy z mieszkańców nowopowstałej gminy okazał się być życzliwy i uprzejmy. To dobrze wróżyło misji, z jaką podróżnik tu przybył. Starszy człowiek poszedł za radą i skręcił na krzyżówce w prawo. Po pół godziny spokojnego marszu ujrzał w dolinie wioskę, otoczoną solidną palisadą. Przy głównej bramie zatrzymali go dwaj strażnicy, których od zwykłych wieśniaków odróżniały tylko pomarańczowe płachty, przerzucone przez głowę, oraz wysłużone miecze o wyszczerbionych ostrzach.

- W jakim celu przychodzi? – odezwał się od niechcenia jeden z wartowników.

- Czy Maaranici chcą tu wybudować świątynię? – mężczyzna odpowiedział pytaniem.

- Prawda, lecz do czego dążysz starcze.

- Czyż każda świątynia nie potrzebuje swojego kapłana?

Logiczne myślenie nie należało do ulubionych zajęć strażnika. Podrapał się po głowie i odpowiedział niepewnie:

- Chyba tak.

- A więc jestem kapłanem.

- Kapłanem Maara?

- Nie inaczej. – Maaranita uśmiechnął się, pokazując komplet nadzwyczaj zdrowych zębów.

Strażnicy zaprowadzili go do chaty sołtysa wsi Elinum. Euzebius, bo tak zwał się zarządca, w większym mieście mógłby robić co najwyżej za karczmarza, w jakiejś podrzędnej oberży, lecz tutaj był panem na włościach. Odziany w nieprane od tygodni, jeżeli nie miesięcy, spodnie i koszulę, capił niczym obesrana krowa. Wyczuwając urzekającą aurę sołtysa, Maaranita na przywitaniu wziął głębszy oddech.

- Zwą mnie bratem Tytusem. Przybyłem tu, by dopilnować budowy świątyni ku czci Maara. – powiedział, wypuszczając z płuc cenne, bo świeże powietrze.

- Tak, oczekiwaliśmy jego świętobliwości ale powiedziano nam, że przybędziecie dopiero w przyszłą niedzielę. Tydzień wyprzedzenia jest dla nas zaskoczeniem - stwierdził sołtys. – Nie interesowaliście się Elinum przez sto lat, a teraz nie dość, że budujecie u nas świątynię, to jeszcze przychodzicie przed czasem?

- Nie chcę stwarzać niepotrzebnych problemów. Mogę wrócić do Azkan i poczekać, aż wszystko przygotujecie.

- Ależ nie! – sołtys zaczerwienił się z powodu własnej zuchwałości. – Zgodnie z poleceniami, przekazanymi przez posłańca, oraz dzięki darowanemu złotu, zorganizowałem już ekipę budowlańców. Proszę się też nie martwić o lokum. W Elinum zawsze z otwartymi rencami* witamy sługi Maara. – spojrzał na gościa z nieudawaną sympatią. - Nie rozumiem jednak mentalności waszego zakonu – dodał, nie mogąc powstrzymać swej ciekawości.

Kapłan uśmiechnął się skrycie.

- Podążamy za dewizą: „To nie Maar powinien poszukiwać swych wyznawców lecz to wyznawcy powinni poszukiwać Maara.”. Zauważyłem, że złaknieni bliskości z Panem Równowagi wybudowali sobie tutaj małą kapliczkę, co dobrze o nich świadczy. Ci, których pragnienie było większe, wybierali się dotychczas do świątyni w Azkan. Wiem o tym, ponieważ natknąłem się w Azkan na dwóch pielgrzymów z Elinum. Co prawda spragnieni byli jeszcze czegoś, bo spotkałem ich spitych w karczmie „Gwieździsta Noc”, lecz i tak ich pierwotne intencje zapewne zostaną im wynagrodzone.

Sołtys wyszczerzył zęby w uśmiechu i zakrył swoim wielkim cielskiem szafę, na której stała masa pustych butelek po sotańskim winie. Sam nie był lepszy od wspomnianych pielgrzymów. Tym bardziej, że ostatni raz świątynię odwiedził zeszłej zimy, kiedy to dopadło go jakieś zjadliwe choróbsko. Grubas zdjął z przybitego do ściany gwoździa zardzewiały klucz i wręczył go Tytusowi.

- Nad brzegiem jeziora stoi niewielka chata. To jedyne lokum, które mogę ci bracie w tej chwili zaproponować. Strażnicy cię tam zaprowadzą.

- Jestem bardzo wdzięczny – odrzekł Tytus.

Kapłan doskonale wiedział, jak wyglądała sytuacja w Elinum. Sołtys na siłę zapełniał wszystkie domostwa, byleby przekroczyć magiczny limit pięciuset mieszkańców, który gwarantował wsi powstanie gminy. Do Elinum zaproszono nawet kilku bezdomnych z większy miast, takich jak Przystań Diasa, czy Taurantia. Jak widać plan się udał, pytanie za jaką cenę. Społeczność wsi była podzielona i zaniepokojona. Nowi mieszkańcy nie zawsze zgadzali się ze starymi. Powstawały niepotrzebne spory, wybuchały sąsiedzkie kłótnie. Sam sołtys, choć miewał czasem przebłyski inteligencji, nie zdawał sobie sprawy, że powołanie do życia gminy wiązało się z wymianą jej zarządcy na człowieka należącego do Rodu Selerith. Euzebius miał zaledwie parę dni na nacieszenie się swoją posadą, zanim jego miejsca nie zajmie jakiś nadęty Lord, czy inny Hrabia pochodzący ze stolicy.

Postępując wedle rozkazu, wiejscy strażnicy zaprowadzili Tytusa do małej chatki, stojącej nad brzegiem Jeziora Mglistego. Parę tygodni wcześniej żył w niej doświadczony grotołaz, któremu jednak, pewnego pięknego dnia, głowę odgryzł górski Baast. Oczywiście o byłym lokatorze chaty nikt nawet nie śmiał wspomnieć kapłanowi. Jeszcze by się zraził i uciekł. Elinum potrzebowało duszpasterza, a Tytus wspaniale się na niego się nadawał. Sam starzec również był tego świadom, choć nie dawał nic po sobie poznać. Na razie wolał ostrożnie stawiać kroki w nowym środowisku, zdobyć zaufanie tutejszej ludności, by później jego słowa łatwiej trafiały do ludzkich serc. Na drugi dzień Tytus wybrał się na targ, by zobaczyć jak wyglądała codzienność w Elinum. Zgodnie z jego oczekiwaniami, rynek był raczej skromny. Kilkanaście stanowisk z warzywami, wędzonym mięsem, oraz jedna perełka, kram z narzędziami. Tytus przechadzał się po targowisku, patrząc pobieżnie na oferowane towary. Gdy tylko omijał jakiś stragan, siedzące przy nim baby natychmiast zaczynały między sobą coś szeptać. To znak, że wieści w Elinum rozchodziły się nader szybko. Nagle uwagę kwok przykuło pojawienie się innej osoby na drugim końcu rynku. Była to czarnowłosa dziewczyna, odbiegająca znacznie urodą od wszystkich zgromadzonych tu kobiet. W rękach trzymała duży kosz, wypełniony po brzegi przeróżnymi ziołami. Nagle Tytus poczuł mocne szturchnięcie w bok. Gdy tylko się odwrócił, jego oczom ukazała się paskudna, porośnięta krostami gęba babsztyla sprzedającego nieopodal ryby.

- Widzi brat Maaranita tę dziewkę? – powiedziała to tak, jakby przez przypadek wcisnęła w słowo „dziwka” niepotrzebne „e”.

- Widzę - odparł krótko Tytus.

- Radzę na nią uważać. Przecie na pierwszy rzut oka widać, że to samo zło. Kusi tylko mężczyzn i udaje, że nie ma konszachtów z królem plugastw. To czarownica powiadam!

Tytus spróbował przyjrzeć się dziewczynie. Z daleka widział jednak mało szczegółów.

- A czemuż tak uważacie? Sprzedawanie ziół i zdrowy wygląd to jeszcze nie podstawa do oskarżania kogoś o posługę Zanzeinowi.

Imię przerażającego bóstwa, wypowiedziane tak otwarcie przez kapłana, wzbudziło we wszystkich perfidnie przysłuchujących się kwokach trwogę.

- Dziecko sobie zrobiła pięć lat temu. Nie wiadomo z kim… Ludzie mówią, że z demonem obcowała.

- A kto inny by tam chciał z nią spółkować?! – odezwała się sprzedawczyni ze straganu obok, wymachując przy tym gniewnie cukinią. – Pewnikiem jakiś pomiot diabelski jej bachora zrobił!

- Drogie panie, nieznane pochodzenie dziecka to też nie powód, by oskarżać ją o czarną magię.

- Nie chodzi do kaplicy, nikt nie słyszał, by modliła się do Maara. Wychowuje tego swojego bękarta w odosobnieniu, w ponurej chacie na skraju lasu, który nie bez przyczyny zwie się Zagajnikiem Czarownic. To miejsce tak niebezpieczne, że nawet drwale się tam nie zapuszczają. A jednak ta wątła dziewka wchodzi tam bez strachu, a gdy wraca, to o… – otyła baba wskazała cukinią na kosz trzymany przez dziewczynę – Ziół ma w brud i to takich co nie rosną na skraju lecz tych najrzadszych, z serca lasu, gdzie potworów masa.

- Im się też pewnie oddaje! – zaśmiała się paskudna sprzedawczyni ryb. Zrobiła to tak głośno, że na drugim końcu rynku usłyszała ją obgadywana dziewczyna.

- Nadobne niewiasty – starzec albo nie dowidział, albo specjalnie przesadził ze słodkim zwrotem - Jako, że jestem człowiekiem światłym, zajmę się sprawą i wyjaśnię co trzeba. – rzekł na odchodne Tytus.

- Powiem ja tobie braciszku. - oblepiony zeskrobanymi łuskami babsztyl zatrzymał kapłana i szepnął mu do ucha. – Taką to tylko ogień oczyści...

W oku Tytusa coś błysnęło. Zastanowił się chwilkę nad słowami kobiety i ruszył dalej. Przemierzył cały targ, minął wspomnianą dziewczynę, korzystając z okazji, by przyjrzeć się jej z bliska. Rzeczywiście była bardzo urodziwa, czego pozazdrościć mogła jej niejedna mieszkanka Elinum. Jej piękna twarz wyglądała na zatroskaną. Dziewczyna zapewne wiedziała do kogo zaadresowane były słowa sprzedawczyni ryb. Duma nie pozwalała jej jednak okazać skrywanej urazy. Tytus zostawił przemyślenia dotyczące rzekomej czarownicy i skierował się w stronę kaplicy. To obok niej wybudowana miała zostać większa świątynia. Gdy kapłan dotarł na miejsce, prace już trwały. Wynajęci przez Euzebiusa robotnicy właśnie stawiali drewniany szkielet Katedry. Materiały i robocizna zostały opłacone przez zakon, jeszcze zanim Tytus przybył do Elinum. Sołtys miał dopilnować rozpoczęcia prac, wysłany do wsi Maaranita ich zakończenia. Tytus z uwagą przyglądał się robocie. W końcu obserwatora zauważył nadzorca budowlańców, znany wszystkim jako majster Reman.

- W czymś mogę pomóc? – majster przed podaniem ręki wytarł ją o zakurzony kubrak.

- Pomagacie mi już w tej chwili, budując tę świątynię. Zdaje się, że już niedługo będę tutaj odprawiał msze.

- A witam braciszka! – majster niemalże krzyknął z radości. - Mam nadzieję, że to ma właśnie tak wyglądać. – zbliżył się do stolika, na którym rozłożone były plany nadesłane przez zakon.

- Wszystko jest w najlepszym porządku. – stwierdził Tytus, przyglądając się drewnianej konstrukcji i rusztowaniom. - Do kiedy się uwiniecie?

- Mamy dużo ludzi do pomocy. Myślę, że do przyszłego wtorku większość prac zostanie zakończona. Obecnie mocujemy belkę nośną. Widzi braciszek te kołki? – Reman wskazał na drewniane bloczki usztywniające belkę. – To tak naprawdę na nich opierać się będzie dach. Musimy je wbić głęboko, a wszystko pójdzie jak z płatka.

- Dobrze wiedzieć takie szczegóły. Jak spadnie mi na głowę kołek, to będę wiedział, że należy uciekać ze świątyni. – zażartował Tytus.

Kapłan pozostał na budowie do późnego wieczora, rozprawiając przy tym z majstrem o istocie wiary. Z łatwością godną Najwyższego Kapłana odpowiadał na wszystkie nurtujące Remana pytania. Później poszedł, wraz z robotnikami, do jedynej karczmy we wsi. Na przyozdobionym żelaznymi okuciami szyldzie widniał napis „Pod Pękniętym Kotłem”. Tytus stanął pewnie w progu oberży i rozejrzał się po sali. Jego wzrok zatrzymał się na tęgim karczmarzu, który zamaszystymi ruchami rąk zapraszał go do lady.

- Duchowny pije? – zapytał oberżysta i nie spodziewając się negatywnej odpowiedzi, nalał do drewnianego kielicha czerwone wino.

- W moim wieku alkohol ponoć może już tylko pomóc. - Tytus zaśmiał się i zgarnął z lady kubek.- Jestem tutaj nowy, a zdaje się, że zagoszczę w Elinum na dłużej. Ty z kolei codziennie widujesz tutejszych mieszkańców…

- Ależ Maaranito kochany – karczmarz przerwał kapłanowi w połowie zdania, ponieważ wyczuł jego intencje. - Nie chcesz chyba, bym dzielił się z tobą ich sekretami? W moim zawodzie również istnieje takie coś, jak tajemnica spowiedzi.

Zaskoczony wnikliwością oberżysty, Tytus zastanowił się, czy aby nie stał się zbyt przewidywalny. W tym przypadku, w zamian za rozwiązanie języka, należało chyba złożyć materialną propozycję. Z drugiej strony nie przystało kapłanowi posługiwać się tego typu metodami. Wolał podejść do sprawy nieco łagodniej. Być może trzeba było zacząć od osoby, na której karczmarzowi zależało najmniej?

- Dobry pasterz musi znać swoje owieczki – odparł Tytus. - Na targu zaczepiły mnie tamtejsze sprzedawczynie i zwróciły moją uwagę na kwestię pewnej dziewczyny.

- Niech zgadnę. Chodzi o Mirtę? Te stare hetery znowu posądzały ją o czary?

- A więc jej sprawa jest ci znana.

- Mirta nikomu nie szkodzi, a do jej dziwnych upodobań osobiście nic nie mam.

- Dziwnych upodobań? Co masz na myśli? – kapłan dopił wino jednym duszkiem.

- Słyszałem od tych heter, że z jej chaty czasem dobiegają odgłosy okultystycznych rytuałów i że wykorzystuje do nich swoją córkę. Na moje to ona po prostu gzi się z mężczyznami za pieniądze, a dziecko samo jest skutkiem takiego „dorabiania” na życie.

- Ludzie mówią, że córkę zrobiła sobie z demonem.

- Powiem ci coś braciszku. Ludzie mówią też, że Maaranici nie dbają o sprawy słabych i zostawiają ich na pastwę Zanzeina.

- Być może mają rację. – dystans Tytusa do polityki zakonu zdziwił karczmarza. – Czy mają też rację w sprawie Mirty? Praktykuje ona czarną magię, czy jest zwykłą zielarką?

- Tego to ja nie wiem. Ale powiem szczerze, że za niewinność tej dziewki głowy bym sobie uciąć nie dał.

Wahanie karczmarza potwierdziło przewidywania kapłana. Dziewczyna miała w Elinum wątpliwą reputację, a gdy tylu mieszkańców zauważało problem, dobry duszpasterz musiał się nim zająć. Trzeciego dnia, a była to środa, Tytus znów odwiedził plac budowy lecz tym razem opuścił go wcześniej. Postanowił wybrać się do domostwa Mirty i poznać ją osobiście. Gdy zapytał majstra Remana o drogę, ten spojrzał na niego z niedowierzaniem i natychmiast przestrzegł o niebezpieczeństwach czyhających na szlaku. Słysząc kolejne przestrogi i dziwne historie związane z dziewczyną, Maaranita jedynie umocnił się w swych przekonaniach. Przemierzając las zauważył w oddali tego samego drwala, który dwa dni temu powiedział mu, jak dotrzeć do Elinum. Najwyraźniej mężczyzna kręcił się w starszej części lasu, by wyciąć chore drzewa. Obaj spojrzeli w swoją stronę i skinęli głową na znak przywitania. Tytus szedł dalej. Leśna ścieżka powoli zwężała się, aż w końcu stała się praktycznie niezauważalna. Z dróżki korzystała zapewne tylko Mirta, przez co nikt porządnie jej nie udeptał. Po paru minutach kapłan dotarł do szerokiej polany, oddzielającej bujny Zagajnik Czarownic, od rzadkiego lasu. W oddali zauważył małą chatę , z której komina unosił się gęsty, czarny dym. Tytus podszedł pod chałupę i rozejrzał się po nieuporządkowanym podwórku, otoczonym uroczym, niziutkim płotem. Wśród narąbanych do kominka drewien siedziała mała, czarnowłosa dziewczynka. Miała z pięć lat i czerpała niewymierną przyjemność z zabawy wystruganymi z lipy laleczkami.

- Witam cię młoda damo! – kapłan ukłonił się przesadnie.

Kocmołuch spojrzał na zasuszoną twarz starca i uciekł do wewnątrz chaty. Po chwili wyszła z niej Mirta. Była przygotowana na najgorsze. W ręku trzymała rzeźnicki tasak.

- Witam też panią domu! – Tytus znów zgiął się w pół. Miał bardzo staromodne podejście do kobiet.

- Wynocha Maaranito. Twój bóg nie ma tutaj wstępu! – Mirta powiedziała to tak, jakby odpędzała jakiegoś złego ducha.

- A więc to prawda, co o tobie mówią w Elinum. Służysz Zanzeinowi i pewnie zatruwasz też umysł swojej córeczki. - kapłan spróbował zagrać jej na ambicjach.

- Ależ oczywiście! Jestem złą czarownicą! I jeżeli zbliżysz się do mnie, to zamienię cię w żabę. Później usmażę i zjem ze smakiem!

- Usmażysz, powiadasz…

- Zostaw mnie klecho w spokoju, bo przez przypadek ktoś ci na śniadanie poda nać Ikinu. – Mirta zerknęła na suszące się na sznurku ziele. – Padniesz niczym wielki dąb i choć będą rozprawiać nad twoim ciałem, nikt się nawet nie spostrzeże, że nadal żyjesz. Wsadzą cię do trumny i zakopią. Po dwóch dniach obudzisz się i zaczniesz wznosić modły do Maara, prosząc o szybszą śmierć.

- Ty jesteś już stracona w oczach mego pana. Ale dziewczynka… - wzrok Tytusa zatrzymał się na małej, która skryła się za nogami matki. – Istnieje jeszcze dla niej nadzieja.

Nieoczekiwanie na polanie pojawił się znajomy drwal. Na barku niósł wielki, świeżo co ociosany pniak. Gdy mężczyzna zobaczył Maaranitę, stanął jak wryty. Po namyśle ruszył jednak w stronę chałupy. Skoro i tak już został nakryty, liczył na wyrozumiałość kapłana. Minął starca bez słowa, wszedł na podwórko i zrzucił belę z ramienia.

- Mogłem się domyśleć, że tego płotu nie postawiła kobieca ręka. – Tytus zmarszczył czoło.

- Jestem ojcem Celiny… - drwal wymamrotał pod nosem.

Kapłan spróbował ukryć swoje zdziwienie.

- I zgadzasz się na to, co czyni jej matka? Przez nią twoje dziecko jest już jedną nogą w Piekłach Zanzeina!

Drwal spojrzał na Mirtę. Od lat wiedział, że nie była przeciętną zielarką i że zwyczaje jej matki, babki i prawdopodobnie prababki, wyglądały tak samo. Nie widział do końca czemu z nią przebywał. Być może zauroczyła go przy pomocy czarów? Teraz jednak czuł odpowiedzialność za Celinę. Tylko przez wzgląd na córkę pomagał Mircie. Cała trójka stała przez moment w ciszy.

- Jestem gotów przyjąć Celinę pod swój dach i dać jej godne warunki do życia, oraz odpowiednie wychowanie. - Tytus postanowił przerwać milczenie.

- Nie oddam ci mojej córki klecho! – wrzasnęła Mirta. – Nigdy jej nie dostaniesz!

- Przekonamy się... – chłodne spojrzenie kapłana wywołało u dziewczyny dreszcze.

Tytus odwrócił się na pięcie i zostawił w tyle przedziwną parę. Udał się z powrotem do miasteczka. Dotarł tam bardzo późno, bo pod wieczór.

W czwartek mieszkańcami wioski wstrząsnęła ponura wieść. Rano do Elinum przybył zapłakany drwal, w rękach trzymając zwłoki swojej córki. Przyznał się do ojcostwa przed sołtysem i zażądał pojmania Mirty, zrzucając na nią winę za śmierć dziecka. Sołtys natychmiast wysłał pod Zagajnik Czarownic połowę ze straży, jaką dysponował. Obawiał się, że Mirta może stawiać opór i bronić się czarną magią. Gdy spętaną i zakneblowaną dziewczynę przytargano przed domostwo sołtysa, za prowadzącymi ją strażnikami uzbierał się tłum ciekawskich gapiów. Każdy, kto mógł, wypełzł ze swego domostwa, by przyjrzeć się rozwojowi sytuacji. Za tłumem podążał również Tytus, który o całym zajściu dowiedział się od majstra Remana. Sołtys ogłosił Sąd Wiejski, który wyjaśnić miał wszelkie okoliczności zbrodni, oraz ustalić, co dalej począć z Mirtą. Wedle tradycji, rozprawy wiejskie zawsze odbywały się przy kaplicy, co miało sprzyjać wsparciu ze strony Maara. Tłum przeniósł się wraz z oskarżoną pod plac budowy. Przed szkieletem Katedry postawiono wielki stół. Zasiedli przy nim sołtys Euzebius, dowódca straży Dagnak i kapłan Tytus. Euzebius otworzył rozprawę słowami:

- Proszę przyprowadzić oskarżoną!

Dwóch osiłków przytargało przed stół skrępowaną łańcuchem Mirtę.

- Zdjąć jej knebel. Niech powie coś na własną obronę – odezwał się Dagnak.

W jego oczach widać było radość. Od dawna zabiegał o względy dziewczyny, ta jednak odrzucała go za każdym razem. Teraz miał okazję się na niej odegrać.

- Mordercy! – krzyknęła Mirta. – Zabiliście mi dziecko!

- Dobra, dobra. Nas nie zwiedziesz. Widzieliśmy piętno, które pozostawiłaś na ciele Celiny. – Dagnak uśmiechnął się tryumfalnie. – Przyprowadzić Okela!

Z tłumu gapiów wyłonił się drwal. Na rękach trzymał na wpół nagie zwłoki dziewczynki. Widząc wymalowane na jej ciele czerwone znaki, Tytus wstał od stołu i podszedł bliżej, by się im przyjrzeć.

- Co tam widzisz bracie Maaranito? – zapytał Euzebius.

- Nie ulega wątpliwości sołtysie, że na klatce piersiowej tej biednej istoty ktoś wymalował krwią symbol Zanzeina. – te słowa wywołały w tłumie wielkie poruszenie. – Oraz – kapłan dodał po chwili – Jakieś słowo w Gniewnym. Jeżeli się nie mylę, tłumaczy się je na „dar” lub „ofiarę”.

Sołtys uciszył jednym gestem rozgadany tłum.

- Opowiedz nam Okelu, w jakich okolicznościach odnalazłeś ciało swej córki.

Drwal przełknął ślinę i zdławił w sobie żal.

- Wczesnym rankiem wybrałem się na wycinkę, na skraj lasu. Moją uwagę przykuł stos gałęzi, którego jeszcze dzień wcześniej tam nie było. Gdy podszedłem do owej sterty… - słowa ugrzęzły mu w gardle. – Znalazłem tam moją córkę. Obok niej leżała rozpruta sarna. To pewnie jej krwią... - drwal spojrzał na Mirtę – Ta wyrodna matka wymalowała znaki na ciele Celiny.

- Co może być przyczyną śmierci dziecka? – sołtys zwrócił się do Tytusa, który cały czas oglądał zwłoki.

- Ciało nie jest poranione. Na moje oko, dziewczynka została czymś otruta.

Euzebius spojrzał na oskarżoną. Wszyscy zgromadzeni w mig połączyli fakty. Mirta była zielarką i doskonale znała się na truciznach, a o konszachty z Zanzeinem od dawna podejrzewała ją cała wieś. Wyrok skazujący zapadł, jeszcze zanim proces się rozpoczął.

- Kłamcy! To wszystko kłamstwa! – dziewczyna wydzierała się w niebogłosy. – Jak możecie uważać, że byłabym zdolna zabić własną córkę?!

- Gotowaś była poświęcić jej duszę Zanzeinowi. Czemu nie miałabyś być gotowa poświęcić także jej ciała? – odparł Tytus. – Drogi sołtysie. Wczoraj oferowałem pomoc Mircie. Dałem słowo, że zajmę się dzieckiem i że wychowam je zgodnie z dogmatami Kościoła Maara. Natomiast ona odpowiedziała mi, że nigdy nie odda córki. - kapłan odwrócił się w stronę dziewki - Dotrzymałaś słowa, tylko za jaką cenę!

Orientując się, że jej sprawa i tak jest już przegrana, Mirta wpadła w histerię. Przez łzy zaczęła kląć na otaczający ją motłoch.

- Gdy na was patrzę, to rzygać mi się chce! Może to lepiej, że moja biedna córka nie będzie musiała żyć wśród tych wszystkich obleśnych mężczyzn, którzy nic tylko by swe chucie zaspokajali. – dziewczyna spojrzała na Dagnaka. - Wśród półgłówków i wieśniaków śmierdzących krowim łajnem. – tym razem jej wzrok padł na Euzebiusa. – I wśród świętojebliwych duszpasterzy, którzy myślą, że samą swą obecnością zbawiają świat! Niech was Niszczycielski Ogień pochłonie!!!

- Myślę, że wszystko zostało już powiedziane. – Tytus skwitował wściekłą ripostę oskarżonej - Jak brzmi wyrok?

Sołtys zaczął się zastanawiać. Według prawa ustanowionego przez samego Króla, zarządcy wiejscy mogli jedynie decydować o wysłaniu podejrzanych o dokonanie zbrodni do stolicy rodu, gdzie ich sprawą zajmował się Sąd Książęcy. Sołtys nie mógł wydawać samodzielnie wyroków, nie w sprawach tej wagi. Jego wahanie wyczuł natychmiast Maaranita. Zbliżył się do stolika i zapytał:

- W czym problem Euzebiusie? Pragniesz wesprzeć się radą?

- Nie mogę skazać tej dziewki.

- Euzebiusie… Dobrze wiesz, że za dzień lub dwa przybędzie tu nowy zarządca. Zaprawdę powiadam ci, poznałem wielu członków Rodu Selerith i żaden z nich, w swej ignorancji, nie byłby skłonny uwierzyć, że w Elinum działa czarownica. Ja natomiast doskonale wiem, że nawet w szeregach Kultu Zanzeina znajdują się kapłanki, których umiejętności niejednokrotnie przewyższają zdolności ich braci. – kapłan spojrzał głęboko w oczy Euzebiusa - Nowy zarządca zbagatelizuje sprawę Mirty i wyśle ją do Maar’Est. Tam Wielki Książę lub jego Namiestnik, w natłoku pracy, przeprowadzi niechlujny proces i skaże ją, za niepoczytalność, na parę lat w lochu. Stamtąd będzie słała na was swoje klątwy, a gdy tutaj wróci, żniwo zebrane przez śmierć będzie niewyobrażalne. Czy tego pragniesz dla swych ludzi?

- Kapłan słusznie prawi Euzebiusie. – szepnął Dagnak.

Sołtys wbił wzrok w blat stolika. Nie minęła minuta i wstał, niemalże wywracając za sobą krzesło.

- Winna! – krzyknął tak, by usłyszeli go wszyscy zgromadzeni.

W przeciwieństwie do Mirty, uradowany tłum nie krył podziwu dla odważnej decyzji sołtysa.

- Jak powinniśmy ją ukarać? – Euzebius spojrzał na swych wiernych doradców.

- Taką… To tylko ogień oczyści – odrzekł stanowczo Tytus, cytując zasłyszane gdzieś słowa.

Pod wieczór Okel oddał ciało córki w ręce Maaranity, który obiecał pochować ją następnego dnia na cmentarzu za kaplicą. Mirta noc spędziła w piwnicy, pod chatą sołtysa, gdzie pilnował jej Dagnak. Euzebius doskonale wiedział, że dowódca straży będzie chciał wykorzystać okazję do lubieżnych celów, było mu jednak wszystko jedno. Choć krzyków z piwnicy nie słyszał, bo Mirta cały czas była zakneblowana, sołtys nie mógł zmrużyć oka.

W piątek wszyscy mieszkańcy Elinum wyruszyli na rynek. Na środku placu wkopano długi pal, który notabene przytargał z lasu, rozgoryczony utratą córki, drwal. Okel pomógł też narąbać suchego drewna i samodzielnie ułożył je wokół pala. W zbieraniu chrustu udział wzięły nawet kwoki z targu. Czyniły to z nieskrywaną radością, żartując sobie przy tym, jak na ogniu skwierczeć będzie doskonałe ciało dziewczyny. W południe słońce prażyło niemiłosiernie, zupełnie tak, jakby chciało dać zgromadzonym ludziom do zrozumienia, jak wkrótce czuć będzie się czarownica. Gdy Dagnak wyprowadził Mirtę z chaty, rozjuszony tłum zaczął obrzucać ją wyzwiskami. W powietrzu zaczęły latać również podgniłe warzywa, których sprzedawcom nie udało się opchnąć w ciągu tygodnia. Poszli po rozum do głowy i za ćwierć ceny sprzedali je mieszkańcom dzisiaj, podsuwając jednocześnie sposób ich użycia. Gdy pochód doszedł do stosu, napięcie wiszące w powietrzu było niemalże namacalne. Strażnicy przywiązali Mirtę do pala i położyli pod jej nogi jeszcze trochę chrustu, na wypadek, gdyby podstępna czarownica nie zechciała się tak łatwo zająć ogniem.

- Przyznaj się do win, a być może Maar ulituje się nad tobą – powiedział na głos Tytus.

Strażnicy zdjęli dziewczynie knebel i zeszli ze stosu.

- To wy zabiliście mi dziecko parszywcy! I wy śmiecie się nazywać wyznawcami Maara?! Pluję na was i na waszą świątynię!

Ledwo co dokończyła, posadami Katedry ruszyły wstrząsy. Wspomniane przez Remana kołki, tak ważne dla konstrukcji świątyni, wyskoczyły ze swoich miejsc. Dach świątyni runął na ziemię z hukiem, ściany zapadły się do środka, w powietrze wzbiły się tumany kurzu. Jedno z rusztowań stojących obok Euzebiusa zaczęło się chwiać. Widząc, że zaraz na niego spadnie, sołtys w ostatniej chwili wskoczył pod stolik, co zapewne uratowało jego życie. Tłum przez moment stał w osłupieniu i przyglądał się zniszczeniu spowodowanemu przez rozsierdzoną czarownicę. Gdy postanowiono zdjąć rusztowanie przygniatające Euzebiusa, Tytus wykorzystał moment i wspiął się na stos. Zbliżył się do Mirty i powiedział jej na ucho:

- Myślałaś, że możesz bezkarnie korzystać z błogosławieństw Zanzeina i nie dać nic w zamian?

- To nie ja… - Mirta sama zdziwiona patrzyła na zgliszcza świątyni.

- Wiem, ale twojemu odejściu potrzebny był mały dramatyzm.

Oczy dziewczyny powiększyły się do rozmiarów złotych monet.

- Ty nie jesteś Maaranitą. – wykrztusiła.

- Kobiety z linii Salin od wieków służyły Zanzeinowi i robić to będą nadal. Nasza córka będzie kontynuowała tradycję i nic na to nie poradzisz.

- Nasza?! – Mirta spojrzała na kapłana w inny sposób – Angarze… to ty? – wydukała.

- Zanim cię posiadłem pięć lat temu, powiedziałem ci wyraźnie: Na linii Salin ciąży klątwa samotności i dopóki sam Zanzein nie zechce jej zdjąć, dopóty twoje następczynie będą żyły w odosobnieniu, służąc naszemu Panu. Tymczasem ty chciałaś walczyć z przeznaczeniem swoim i Celiny. Odkąd ten drwal zaczął ci pomagać, zaniedbałaś swe obowiązki i poczęłaś myśleć o założeniu rodziny. Byłaś też na tyle zuchwała, że postanowiłaś nie szkolić córki. Ten błąd będzie cię kosztował życie.

- ślepy niewolniku! Zabiłeś własne dziecko, zwyrodnialcu jeden!

- Czyżby? Moja misja nie miałaby wtedy sensu głupia kobieto. Pamiętasz swe słowa? „ I choć będą rozprawiać nad twoim ciałem, nikt się nawet nie spostrzeże, że nadal żyjesz”. Ikin to bardzo przydatne ziele. Dobrze, że mi o nim przypomniałaś.

Dziewczyna spojrzała na starca z niedowierzaniem.

- Tak Mirto. Ty jesteś stracona w oczach Skrwawionego. Twe ciało spłonie tu na stosie, a twa dusza za nieposłuszeństwo smażyć się będzie w Drugim Piekle. Natomiast nasza córeczka wkrótce obudzi się ze snu. Przywitam ją wtedy i stanę się dla niej nauczycielem. Kto wie, być może po latach wróci do Elinum, by kontynuować tradycje swych poprzedniczek.

Tłumowi udało się dźwignąć belkę przygniatającą sołtysa. Widząc, że o dziwo Eugeniusowi nic się nie stało, kapłan zszedł ze stosu.

- On nie jest Maaranitą! – Mirta rozpaczliwie próbowała ratować własną skórę.

- Oczywiście! A ty pewnie nie jesteś Czarownicą? – zadrwił kapłan. - Ile jeszcze wam trzeba, byście otworzyli oczy na zło wyzierające z tej wszetecznicy?! – krzyknął, zwracając na siebie uwagę ludzi. - Mieszkańcy Elinum! Przeprowadziliście uczciwy proces i wydaliście sprawiedliwy wyrok! Teraz należy go wykonać!

Tłum ryknął wyrażając swoją aprobatę. Wśród zgromadzonych najgłośniej darły się zazdrosne babsztyle z targu, oraz szpetni mężczyźni, których końskie zaloty Mirta ignorowała. Cicho natomiast stał drwal, który nie był do końca pewien słuszności własnego osądu. Przyglądał się biernie egzekucji i powoli zaczynał żałować, że tak pochopnie ocenił Mirtę. Mimo to słowa dziewczyny i idące za nimi zniszczenie przez jakieś ciemne siły świątyni, napawały go strachem. Tylko to powstrzymywało go od wtargnięcia na środek placu i uwolnienia dawnej kochanki. Jeden z gapiów szturchnął Euzebiusa, by ten odczytał pełny werdykt. Obolały po zderzeniu z kawałkiem rusztowania sołtys wyjął z kieszeni koszuli wymięty kawałek papirusu i z drżącymi rękoma przeczytał treść wyroku.

- Jako obecny zarządca gminy Elinum, po przedstawieniu obciążających cię dowodów i zeznań świadków, orzekam wszem i wobec, że jesteś winna dokonywania plugawych rytuałów ku czci Zanzeina, oraz złożenia ofiary ze swej rodzonej córki Celiny. Tak w Elinum traktujemy czarownice… - sołtys skinął na Dagnaka, który od jakiegoś czasu trzymał w ręce pochodnię. Tłum wrzeszczał: Spalić diabelski pomiot! Niech wraca do Trzech Piekieł, skąd przyszła! Dagnak podszedł do stosu, uśmiechnął się szyderczo w stronę dziewczyny i podpalił chrust. Stos błyskawicznie stanął w metrowych płomieniach. Ludzie narzucali tam tyle drewna, że słup czarnego dymu widać było z odległości paru kilometrów. Mieszkańcy Elinum przyglądali się ostatnim chwilom Mirty z zadowoleniem i ulgą. Choćby im domy za plecami obrabiano, widok krzyczącej w ogniu czarownicy mieli zamiar zapamiętać do końca swych dni. Czuli się jak zwycięzcy, którzy własnoręcznie wyplenili zło ze wsi. Tymczasem kapłan, korzystając z nieuwagi gapiów, niezauważenie zniknął z placu, używając do tego magii. Zmaterializował się w domku nad jeziorem. Wyszedł na zewnątrz i odwiązał konia, który znów załadowany był mnóstwem bambetli i tobołków. Przerzucił ciało Celiny przez wierzchowca, przykrył je płachtą i po raz ostatni spojrzał na małą chatkę oraz rozciągające się za nią Jezioro Mgliste. Opuścił Elinum bez pożegnania. W bramie nie było nikogo, bo nawet wartownicy poszli oglądać widowisko. Po drodze starca omal nie przejechała rozpędzona karoca, eskortowana przez ośmiu zbrojnych na koniach. Kareta zatrzymała się parę metrów za starcem, a z jej okna wychyliła się głowa uczesana w nienaganną fryzurę.

- Podróżniku, co to za dym unosi się nad wsią? – arystokrata zapytał z poruszeniem w głosie.

- Zacny panie, straszne się rzeczy dzieją w tej mieścinie. Samosąd powiadam. Biedną dziewkę na stosie palą! Dlatego właśnie wolę uciekać, bo jeszcze mnie też wezmą za sługę Zanzeina! – kapłan odparł równie przejęty.

Słysząc szokujące słowa starca, arystokrata, w osobie Lorda Renberta Seleritha, rozkazał woźnicy czym prędzej jechać do wioski. Gdy powóz dotarł na plac, z czarownicy pozostał tylko osmalony szkielet. Eskortująca Lorda Straż Rodowa parę minut później pojmała Euzebiusa i Dagnaka. W sobotę, po przesłuchaniu chętnych do rozmowy świadków, a byli to karczmarz i walczący z wyrzutami sumienia drwal, Lord zdecydował wysłać sołtysa i dowódcę do stolicy rodu, gdzie za dokonanie samosądu odpowiadać mieli przed Wielkim Księciem. Decyzja podjęta przez Księcia nikogo nie zaskoczyła. Sołtys i dowódca straży, dokonując samosądu i samodzielnie wykonując wyrok, podnieśli rękę nie tylko na skazaną dziewczynę ale i na cały system prawny obowiązujący w Królestwie. Paląc oskarżoną na stosie, wrócili do metod stosowanych w ciemnych wiekach, na długo przed Zjednoczeniem. Za ten czyn odpowiedzieć musieli przed samym Królem. Gdy wieść o samosądzie w Elinum, dotarła do Maar’Abded, Król Renard II wysłał list do Błogosławionego z Ziem Selerith. W liście zażądał wyjaśnień odnośnie wspomnianego przez świadków kapłana Tytusa. Oczywiście okazało się, że Maaranici nikogo takiego do Elinum nie wysłali, a prawdziwy kapłan przybył do wioski w niedzielę, zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami. W adnotacji do swej odpowiedzi, Błogosławiony napisał:

„ Drogi Królu. Według praw, ustalonych przez twych wielkich poprzedników, Kult Zanzeina nie ma wstępu na teren Królestwa. Nie oznacza to niestety, że Kult trzyma się tych zasad. W historii znanych jest wiele przypadków ingerencji sług Zanzeina w życie obywateli Królestwa. Wystarczy, że przypomnę wydarzenie bardzo podobne do tego z Elinum, kiedy to wieśniacy, których umysły zatruł osobnik podający się za Maaranitę, zabili i poćwiartowali Wybrańca Maara, Derata Oświeconego. Wśród Wysokich Kapłanów panuje przekonanie, iż na Ziemiach Centralnych działa potężny wysłannik Skrwawionego. To prawdopodobnie czwarte Ziarno Chaosu, jeden z potencjalnych następców Najwyższego Kapłana Zanzeina. Ze względu na jego szkodliwą działalność, zwiemy go Wichrzycielem. Człowiek ten podróżuje po Ziemiach Centralnych i wszędzie, gdzie się pojawia, sieje zamęt. Większość z jego dokonań jest niezauważalna. Czasem jednak, tak jak w przypadku Elinum, wyraźnie widać jego rękę. Wichrzyciel to mocarny sługa ciemności, siłą dorównujący nam, Błogosławionym. Jego Pan zsyła nań iluzje, które pozwalają Wichrzycielowi ukryć prawdziwy wygląd.”

Euzebius i Dagnak zostali skazani na śmierć przez zgilotynowanie. Bez względu na to, czy Mirta była rzeczywiście winna, czy też nie, Król postanowił ukarać mieszkańców wioski, którzy nie protestowali przed jej spaleniem, a nawet jawnie partycypowali w wykonywaniu wyroku. Wydał więc Lordowi Renbertowi polecenie narzucania dwukrotnej stawki podatku na mieszkańców Elinum, przez okres dziesięciu lat. Kara wygasła w roku 1036. Oprócz tego Renard II w tajemnicy nakazał gildii Kasperian wytropienie i zabicie Wichrzyciela. Do dziś pozostaje on jednak nieuchwytny.



Starzec uśmiechnął się, spoglądając na pędzącą w stronę Elinum karocę. Nadszedł najwyższy czas, by zrzucić nieudolną powłokę. W mgnieniu oka Tytus rozmył się, a tworząca go naelektryzowana mgiełka odleciała wraz z pierwszym podmuchem wiatru. Na miejscu starca pojawił się prawdziwy kapłan, trzydziestoparoletni Kersh, zwący się Angarem.

- Dwie pieczenie na jednym ogniu – Zanzeinczyk zażartował okrutnie – świątynia zburzona, a linia Salin uratowana. – zerknął na przewieszone przez konia filigranowe ciało.

Jednym ruchem ręki zdjął z dziewczynki usypiające działanie ikinu. Gdy Celina wybudziła się z letargu, kapłan usadowił ją na koniu.

- Gdzie ja jestem? Ja chcę do mamy! – dziewczynka była mocno zdezorientowana.

- Mama wyparowała. Teraz masz tylko mnie, tatusia. – Angar spojrzał na nią z udawaną miłością.

- Gdzie jest moja mama?! – mała szykowała się do płaczu.

- Nie pytaj mnie o to nigdy więcej Celino. Jeżeli nie będziesz mnie słuchać, to zamienię cię w żabę, a potem usmażę i ZJEM!







Mini glosariusz:

Maar – bóstwo neutralności, znane między innymi jako Pan Równowagi

Zanzein – zła część osobowości Maara ( od stworzenia świata działa jako osobna jaźń ), bóstwo potworów, znane między innymi jako Niszczycielski Ogień lub Skrwawiony.

Gildia Kasperian – jawnie i legalnie działająca gildia łowców głów.

Ziarno Chaosu – według oficjalnych podań, kapłanów noszących tę rangę w Kulcie Zanzeina jest trzech. Każdy z nich dowodzi kościołem w osobnej krainie i każdy jest potencjalnym następcą Najwyższego Kapłana.

Kersh – jedna z trzech podras Zanzeinczyków ( rasy ulubionej przez bóstwo zła ). Zwykle są to smukli i bladzi ludzie ( o nieco anemicznym wyglądzie ).



Awatar użytkownika
Raxe
Pisarz domowy
Posty: 149
Rejestracja: pt 14 wrz 2007, 21:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Raxe » śr 09 kwie 2008, 22:03

Po pierwsze zamiast imienia Tytus (próbowałam oszacować jego częstotliwość, ale po 20 straciłam rachubę ;p) wstaw mężczyzna, kapłan itp.



Po drugie kilka potknięć typu:



Zatrzymał konia, przywiązał niechlujnie uzdę do gałęzi jednego z drzew i ukląkł przy kamieniu.


Lepiej brzmi uklęknął.



W Elinum zawsze z otwartymi rencami* witamy sługi Maara.


rękami



Na środku placu wkopano długi pal, który notabene przytargał z lasu, rozgoryczony utratą córki, drwal.


zbyt współczesne.



A poniższe zwroty, są dla mnie niekonwencjonalne:



capił niczym obesrana krowa




gzi się z mężczyznami




Tego jest więcej, ale to główny powód zmniejszenia wartości zainteresowania w trakcie czytania tego fragmentu. Oczywiście to moja dodatkowa opinia, podkreślam subiektywna ;p


"Nawet najdalsza podróż, zaczyna się od pierwszego kroku."

Awatar użytkownika
MasterMind
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: sob 15 mar 2008, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MasterMind » śr 09 kwie 2008, 23:41

"gzić się

1. pot. «o zwierzętach: biegać z bólu spowodowanego ukąszeniami gzów»

2. posp. «o zwierzętach: ujawniać i zaspokajać popęd płciowy»

3. wulg. «o ludziach: współżyć seksualnie»"



capił = śmierdział



"nota bene, notabene łac., zauważ dobrze (że); (przy czym) zwróć uwagę na to (że); do tego, w dodatku, nawiasem mówiąc; à propos; (skr. nb.)."



To jest łacina - raczej mało współczesne, chyba przyznasz :)




W Elinum zawsze z otwartymi rencami* witamy sługi Maara.



rękami




Nawet tam gwiazdkę postawiłem. To mówi człowiek prymitywny, a błąd w wymowie jest specjalny.



Uklęknął i ukląkł - obie formy są ponoć poprawne. Być może masz rację. Pierwsza lepiej brzmi.



Co do Tytusa - rzeczywiście jest go dużo, mogę nieco pozamieniać.

Co do "współczesności" tekstu. Staram się nie przesadzać w żadną stronę. Nie przeginam ze stylizacją, tym bardziej, że sam świat to mieszanka średniowiecza z późniejszymi epokami ( tak więc język to również mieszanka starego z nowszym ).



Dzięki za komentarz i pozdrawiam!



Awatar użytkownika
Raxe
Pisarz domowy
Posty: 149
Rejestracja: pt 14 wrz 2007, 21:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Raxe » czw 10 kwie 2008, 00:28

Ja wiem co oznaczają poszczególne wyrazy, też posiadam w domu coś takiego, jak słownik języka polskiego ;p



Nawet tam gwiazdkę postawiłem. To mówi człowiek prymitywny, a błąd w wymowie jest specjalny.


Cóż jeżeli taki był zamiar, zabrakło byś o tym wspomniał.



I powtórzę się, to była ocena subiektywna.



tak więc język to również mieszanka starego z nowszym


Mnie nie przekonał, ale jak najbardziej przeczytam coś jeszcze. Dobranoc ^ ^


"Nawet najdalsza podróż, zaczyna się od pierwszego kroku."

Awatar użytkownika
noetting
Debiutant
Debiutant
Posty: 1083
Rejestracja: ndz 23 mar 2008, 22:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: noetting » pt 11 kwie 2008, 08:49

A mnie przekonał! :) Lubię tego typu rzeczy, a dużo dziwnych (że tak to ujmę) słów, lekko mnie drażniło, ale tylko na początku. Potem się przyzwyczaiłam, ba- stwierdziłam, że tak miało być z zamierzenia, więc dlaczego mam się czepiać? :wink:



Poza tym dobrze mi się to czytało, a to chyba najważniejsze. Opowiadanie było moim zdaniem ciekawe (bo w końcu coś się tam działo, były jakieś zwroty akcji) i miało fajny klimat, który mi odpowiadał. No i to fantasy - nic dodać, nic ująć :wink:



Zresztą uważam, że pisanie ci wychodzi :) Pisz dalej, a chętnie przeczytam :)


Obrazek

http://zalecka-wojtaszek.pl

Pisanie to czary, woda życia, jak każdy akt twórczy. Woda nic nie kosztuje. Pijcie zatem. Pijcie i nasyćcie pragnienie. - S. King

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 12 kwie 2008, 23:12

Uf, doczytałem. Chwilę mi zajęło, ale mniejsza o to.

Przyznam, że zmęczyło mnie to.

Największy mankament wpadający na pierwszy rzut oka to powtórzenia. Ciągle powtarzające sie słowa "Elinum", "Maar", "Euzebius" i inne imiona i nazwy, które nadałeś bóstwom i miastom strasznie drażnią.

To jest bez wątpienia Twoja pięta achillesowa.

Odnoszę wrażenie, że sam się gubiłeś w historii, którą przedstawiasz, mały przykład: sołtys Elinum nosi imię Euzebius, a w pewnym momencie zmienia się ono na Eugenius.

Tytus wspaniale się na niego się nadawał


Umknęło Ci.



Ogólnie nie przyglądałem się błędom, przynajmniej nie o tej porze gdyż jestem już mocno zmęczony, więc umknęłyby mi tak czy siak.

Dodam, że nienawidzę fantasy. Chociaż to zapewne wiesz.

W tym przypadku nie jest inaczej. Prawdopodobnie to wina gatunku, ale opowiadanie mnie nie wciągnęło. W pewnym momencie trochę zaczęło ciekawić, ale wszystko szybko się skończyło. Od momentu pojmania Mirty wszystko się zrobiło przewidywalne. Zaczynam sądzić, że nikomu nie uda się odbić na chwilę od schematów "narzuconych" przez innych.

Krótko i zwięźle: nie mój klimat, zbyt dużo powtórzeń i momentami zdawało się zbyt długie.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
MasterMind
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: sob 15 mar 2008, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MasterMind » ndz 13 kwie 2008, 01:26

Uf, doczytałem. Chwilę mi zajęło, ale mniejsza o to.

Przyznam, że zmęczyło mnie to.




Czytanie o 22 opowiadania z gatunku którego się nie lubi, może być męczące. Tym bardziej, że trzeba je jeszcze ocenić :)



Największy mankament wpadający na pierwszy rzut oka to powtórzenia. Ciągle powtarzające sie słowa "Elinum", "Maar", "Euzebius" i inne imiona i nazwy, które nadałeś bóstwom i miastom strasznie drażnią.




Nazwy, jak nazwy. Jeżeli chodzi o fantasy to akurat nie sądzę, bym używał nazw, które mogłyby konkurować o miano najtrudniejszych. Czytałem już takie książki, gdzie imiona głównych postaci były niewymawialne dla przeciętnego człowieka. Jak jest u mnie?

Tytus ( wzięte od Andronicusa ), Euzebius ( to zwykły Euzebiusz bez "z" na końcu ), Celina ( zwykłe imię ), Mirta ( zagraniczne imię, zdaje się, że także zioło ), Okel i Dagnak - proste imiona. Elinum? W Anglii Rzymianie założyli miasto Londinum. Jedyna nazwa, która może sprawiać problem to Zanzein, ale miał mieć dźwięczne imię, więc ma :twisted:



sołtys Elinum nosi imię Euzebius, a w pewnym momencie zmienia się ono na Eugenius.




Zauważyłem to za późno, by zmienić. Nie wiem czemu, po prostu mi się pomyliło ( Euzebiusz i Eugeniusz, łatwo mi się mylą )



Od momentu pojmania Mirty wszystko się zrobiło przewidywalne. Zaczynam sądzić, że nikomu nie uda się odbić na chwilę od schematów "narzuconych" przez innych.




Tu mnie zadziwiłeś. Nie sądziłem, że końcówka jest przewidywalna ( może oprócz tego, że Mirta spłonie ). Ale reszta? Starzec okazuje się być młody, jest kapłanem innej religii, okazuje się być ojcem Celiny ( :!: ), w dodatku sama dziewczynka niejako zmartwychwstaje po rzekomej śmierci, a cała historia nie kończy się happy endem ( nie licząc czarnego humoru ). Jeżeli ktoś to przewidział, to niech zacznie zarabiać jako wróżka, bo ma talent :D



momentami zdawało się zbyt długie.




Ja po przeczytaniu zacząłem się martwić, czy aby zbytnio nie popędziłem z akcją. Przychodzi do wsi kapłan, w dwa dni przekonuje do siebie ludzi i prowokuje spalenie czarownicy. Dialogi starałem się pisać krótkie i treściwe. Opisy? Praktycznie brak jakichkolwiek, większość rzeczy zostawiłem do wyobrażenia odbiorcy. Nie wiem skąd pojawiło się uczucie dłużyzny, tym bardziej, że próbowałem przenieść na każdą część tekstu troszeczkę humoru, by czytelnik się nie nudził. Powtórzę jeszcze raz:



"Czytanie o 22 opowiadania z gatunku którego się nie lubi, może być męczące. Tym bardziej, że trzeba je jeszcze ocenić"



A propos powtórzeń. Rzeczywiście widzę, że może to być problem, który muszę wyeliminować.



Dziękuję za komentarz Weber. Jesteś pierwszym Weryfikatorem, który wziął się za przeczytanie mego opowiadanka. Tym bardziej doceniam wysiłek, bo wiem, że fantasy to nie Twój "konik".



Pozdrawiam!



Awatar użytkownika
Mariusz Klepaczko
Pisarz domowy
Posty: 50
Rejestracja: sob 05 kwie 2008, 09:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Re: "Wichrzyciel" [ Fantasy ] (Opowiadanie )

Postautor: Mariusz Klepaczko » ndz 13 kwie 2008, 10:59

MasterMind pisze:


Tutejsze życie upływa niemalże beztrosko, rozdrabniając się między codzienne obowiązki, a małe festyny, organizowane co miesiąc przez okoliczną ludność.




Wydaje mi się, że zdanie źle sformułowane, czytelnik będzie się zastanawiał, co jest z tymi festynami.



MasterMind pisze:
Choć ściskał w rękach pokaźną siekierę, nie sprawiał wrażenia psychopaty, takiego co hasa po lesie mordując napotkanych ludzi.




Wyraz psychopata, brzmi zbyt współcześnie.





MasterMind pisze:
z mieszkańców nowopowstałej gminy




nowo powstałej







MasterMind pisze:
- Nie inaczej. – Maaranita uśmiechnął się, pokazując komplet nadzwyczaj zdrowych zębów.




od pokazując, chyba lepiej by zabrzmiał wyraz ukazując



MasterMind pisze:
Odziany w nieprane od tygodni, jeżeli nie miesięcy, spodnie i koszulę, capił niczym obesrana krowa.




a mi się, to właśnie podoba, brzmi zabawnie



MasterMind pisze:
powiedział, wypuszczając z płuc cenne, bo świeże powietrze.




nie potrzebne przedłużenie











MasterMind pisze:
Proszę się też nie martwić o lokum. W Elinum zawsze z otwartymi rencami* witamy sługi Maara.




Być może wyraz "rencami" był zamierzony mimo to nie pasuje, nic nie wskazywało wcześniej na to, że jego język jest ubogi, a wręcz przeciwnie.







MasterMind pisze:
Sołtys wyszczerzył zęby w uśmiechu i zakrył swoim wielkim cielskiem szafę, na której stała masa pustych butelek po sotańskim winie. Sam nie był lepszy od wspomnianych pielgrzymów.




nie potrzebnie tłumaczenie, czytelnik powinien to zrozumieć





MasterMind pisze:
Parę tygodni wcześniej żył w niej doświadczony grotołaz, któremu jednak, pewnego pięknego dnia, głowę odgryzł górski Baast.




nie wydaje mi się, że ważne jest kto tu mieszkał, ale...



MasterMind pisze:
a Tytus wspaniale się na niego się nadawał.




sam wiesz, gdzie tkwi błąd



MasterMind pisze:
Nagle uwagę kwok przykuło pojawienie się innej osoby na drugim końcu rynku.




rozumie znaczenie "kwok" w tym zdaniu, ale nie brzmi to ciekawie









MasterMind pisze:
- Taką… To tylko ogień oczyści – odrzekł stanowczo Tytus, cytując zasłyszane gdzieś słowa.




wcześniej słowa - lepiej brzmi





MasterMind pisze:
W południe słońce prażyło niemiłosiernie, zupełnie tak, jakby chciało dać zgromadzonym ludziom do zrozumienia, jak wkrótce czuć będzie się czarownica.




Zbędne ubarwienie, sporo ich w twoim tekście. Naprawdę strasznie rozciągnięte opowiadanie. Też nie jestem fanem fantasty.

Trochę ciężko się czytało.



Parę błędów w logice np.



MasterMind pisze:
Zaskoczony wnikliwością oberżysty, Tytus zastanowił się, czy aby nie stał się zbyt przewidywalny. W tym przypadku, w zamian za rozwiązanie języka, należało chyba złożyć materialną propozycję. Z drugiej strony nie przystało kapłanowi posługiwać się tego typu metodami. Wolał podejść do sprawy nieco łagodniej. Być może trzeba było zacząć od osoby, na której karczmarzowi zależało najmniej?




z tekstu wynika, że absolutnie nie chodzi mu o dziewczynę, a tak naprawdę cały tekst ku temu zmierza.



Ogólnie zbyt wiele "upiększaczy" poprzez co miejscami opowiadanie staje się nudne i załamuję się jego tępo. Oprócz tego jest sporo spowolnień, co utrudnia czytanie. Być może, moja ocena jest spowodowana, niechęcią do tego typu gatunku. Nie podobało mi się, radzę popracować nad warsztatem.

Mniej ubarwień, więcej akcji.



Pozdrawiam

Mariusz Klepaczko



Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » pt 25 kwie 2008, 11:25

Mnie fantasy nie przeszkadza, mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że lubie fantasy.



Twój tekst jest całkiem dobry i styl też całkiem dobry - jednak nie zmienia to faktu, że podczas czytania tylko człowiek się zastanawia kiedy tekst się skończy. Wszystko sprowadza się do sposobu prowadzenia narracji. Akcja miała trwać dwa dni, jednak wszystko jest tak rozciągnięte, że człowiek ma ochotę czytać co któreś zdanie.



Poza tym Weberowi nie chodziło o "dziwność" imion i nazw, tylko o zbyt częste ich powtarzanie.



Tekst był przewidywalny - oczywiście nie w szczegółach (że stary jest młody itp) ale nie trudno było się domyślić, że kapłan nie jest dobry, albo w ogóle nie jest kapłanem - bardzo wyraźnie pokazałeś to w tekście, w jego zachowaniu. Wiadome było, że ta panna jest jednak tą czarownicą, a na dodatek - skoro już się nią okazała - to spłonęła. Podejrzewam, że właśnie o to chodziło Weberowi. Sama "podstawa" jest schematem.



Poczatek tekstu, "wstępniaka" mozesz równie dobrze wywalić, bo wszystkich tych informacji dowiadujemy się ponownie z opowiadania.



Popracuj nad dynamicznąnarracją i nad obrazowaniem tekstu. Spraw aby czteln ik poczuł odór palącego się ciała itp., itd.,



P.S. tak na marginesie, mimo wszystko mógłby to być dobry tekst, gdyby był dobrze "opowiedziany".





pozdrawiam


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
MasterMind
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: sob 15 mar 2008, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MasterMind » pt 25 kwie 2008, 19:42

Dzięki za komentarz Lan. Wezmę sobie te rady do serca ( jak mi wyjdzie wprowadzanie ich w życie, czas pokaże )



Tekst był przewidywalny - oczywiście nie w szczegółach (że stary jest młody itp) ale nie trudno było się domyślić, że kapłan nie jest dobry, albo w ogóle nie jest kapłanem - bardzo wyraźnie pokazałeś to w tekście, w jego zachowaniu.




Zastanawiam się, czy tekst musi być rzeczywiście super nieprzewidywalny. Szczerze mówiąc, panuje ostatnio moda na wymuszoną nieprzewidywalność. Trend jest tak wielki, że sam czytelnik spodziewa się, że na końcu spotka go niespodzianka. Niesamowity zwrot akcji, który powali go z nóg.



Ja odbieram to inaczej. Jeżeli koniec ( zły kapłan, czarownica= rzeczywiście czarownica ) okaże się być przewidywalny dla człowieka, który jest pewny niespodzianki, brak niespodzianki jest... niespodzianką. Heheh wiem dziwna logika.



Nie mam zamiaru pisać tak, by koniecznie ( na mus ) odwrócić akcję do góry nogami. W tym konkretnym przypadku nie zamierzam skazywać niewinnej dziewicy na spalenie, ani popychać do tego dobrego kapłana. Wolę niespodziankę w szczegółach.



Przykrywką Angara nie jest kapłan reprezentujący siły dobra - Maar to bóstwo neutralności i równowagi, stroniące zarówno od okazywania nadmiernego miłosierdzia, jak i od tyranii. Jego kapłani być może nie są bez serca, ale daleko im do "dobrych Samarytan". Angar przybywa do wsi z konkretną misją. Ma zamiar ukarać nieposłuszną czarownicę i odebrać jej córkę, by samodzielnie zająć się jej szkoleniem. Czarownica nie ma dostać z rózgi tylko ma zginąć. Najlepiej popchnąć do tego innych, by Zanzein cieszył się z upadku mieszkańców Elinum.



Owszem zostawiłem w tekscie pewne podpowiedzi co do prawdziwej natury osobnika podającego się za Tytusa. Celowo.

Mirta nie udawała dziewicy orleańskiej, tylko po to by zmylić czytelnika. Te kwestie pozostały na tyle klarowne, że podejrzliwy czytelnik może zacząć się zastanawiać, czy aby nie są zbyt oczywiste.



Poczatek tekstu, "wstępniaka" mozesz równie dobrze wywalić, bo wszystkich tych informacji dowiadujemy się ponownie z opowiadania.




Racja. Wstawiłem wstępniak tylko po to, by niezaznajomiony z dziwnymi nazwami obiorca nie czuł się, jak wrzucony na głęboką wodę, czytając dalszą część tekstu.



Popracuj nad dynamicznąnarracją i nad obrazowaniem tekstu. Spraw aby czteln ik poczuł odór palącego się ciała itp., itd.




Roger Huston. Dzięki za zweryfikowanie. Również pozdrawiam!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości