Krzesło [opowiadanie]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mariusz Klepaczko
Pisarz domowy
Posty: 50
Rejestracja: sob 05 kwie 2008, 09:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Krzesło [opowiadanie]

Postautor: Mariusz Klepaczko » wt 08 kwie 2008, 15:37

Witam.

Tym razem krótkie opowiadanie. Nie chcę nikogo zamęczać czytaniem moich tekstów ale bym był wdzięczny za jakiekolwiek uwagi.



KRZESłO



Zastanawiam się gdzie popełniłem błąd. Gdzie tkwiła przyczyna moich niefortunnych posunięć, które nieodwracalnie pchnęły mnie do czynu, który popełniłem? Czyżby to była moja makabryczna wizja świata. Jeszcze przed paroma miesiącami niczym wolny ptak przemierzałem ciemnymi uliczkami łodzi. Delektując się brudnym zapachem, który wydobywał się z zapijaczonych melin, fast foodów mieszając się z perfumami dam z wyższych sfer.

Dla mnie ta suma zapachów była najmilszym wspomnieniem dziecięcych lat, a zarazem najświeższą bryzą morskiego powietrza. Wszystko mogłoby się potoczyć inaczej, nie potoczyło. Dlaczego.., mógłby się ktoś zapytać. Wszystko pewnie przez grubego Zdzicha. Gdybym wtedy, choć przez krótką chwilę pomyślał o przyszłości, nie było mi to dane. Czy mam za to winić siebie, świat, a może matkę, która każdego dnia karmiła mnie nienawiścią do ludzi i przeterminowaną owsianką, bo było taniej.

Teraz chciałbym jej wykrzyczeć. – Nie mamo nie było taniej, było znacznie drożej. Tylko teraz ja za to płace, a ty spokojnie wąchasz kwiatki od spodu. Już nie długo mamo, już nie długo... W końcu ty byłaś moim mentorem i wyrocznią. Dorwę cię choćbym miał za to zapłacić ponownie, tam po drugiej stronie, gdziekolwiek jesteś.

Teraz jednak musisz poczekać. Janusz spojrzał na zegar wiszący na przeciwległej ścianie. Jego umysłem zawładnęła teraz tylko jedna myśl, chęć znienawidzenia tych wszystkich ludzi, którzy siedzą po drugiej stronie szyby. Nie potrafił, nadal czuł do nich wdzięczność. Powstrzymali mnie, przecież gdyby nie oni pewnie nadal bym krzywdził. Teraz muszę za to zapłacić potrójnie za siebie, rodzinę i Zdzicha.

Pytali czy chcę księdza, wtedy pomyślałem, że tak, jeszcze dotąd żadnego nie ukarałem. Nawet przez chwilę nie dostrzegłem w żadnym z nich grzesznika, a jednak był taki jeden. Ale on się nie liczy, był stary i miał sklerozę. Nawet wyprute z niego flaki były już zgniłe jak jego zepsute rozpustą pomarszczone ciało.

światło na chwilę przygasło. – Boże, nie teraz, nie pozwól by odcięli prąd – pomyślał – dokończ to, co zacząłeś, nie karz mi dłużej walczyć z zmorami przeszłości. Krzesło zdawało się być dużo twardsze niż na to wyglądało. Czuł jak do przypiętych do poręczy dłoni napływa fala skurczu. Nie teraz, niech nic nie zakłóci tej wzniosłej chwili.

Jeszcze raz spojrzał na zegar.

– Jeszcze pięć pieprzonych minut – pomyślał – a dostąpię przemiany.

Przez te kilka miesięcy spędzonych w celi śmierci zastanawiałem się nad tym, co mogłoby być moim ostatnim życzeniem. Lody waniliowe? Było by wspaniale, nigdy nie było mi dane spróbować jakichkolwiek lodów. Ilość potraw, które mnie ominęły jest zbyt ogromna, a czasu nie starczyłoby nawet gdybym żył po trzy kroć dłużej bym mógł, chociaż ich część spróbować. Nie, to by było zbyt banalne. Na koniec chcę wyrecytować dziecięcą wyliczankę, tak.., tylko ona w moim świecie była prawdziwa, prawie namacalna. W tych kilku jej słowach mieściła się cała prawda szczęścia i fantazji, która jest dana tylko dzieciom. Małym osobnikom, którym natura dała dar widzenia rzeczy niewidzialnych, a nie widzenia rzeczy złych.

Tłum zasiadający po drugiej stronie ekranu nieznacznie poruszył się. Spowodowane to było napięciem, które z każdą ulatniającą się minutą wzrastało. Nie tylko ono, ale również myśli oskarżycieli potęgowały się zmieniając ich pewność siebie, pewność, która to pozwalała myśleć im, że wyrok był sprawiedliwy, że podjęli słuszną decyzję. Ale czy skazanie człowieka można nazwać sprawiedliwością, kto dał im to prawo by decydować, co jest dobrem, a co jest skończonym złem. Z oka grubego Zdzicha popłynęła łza, która w ciszy opadła na poły jego marynarki by po chwili wtopić się w jej zamszowy materiał. Czuł się odpowiedzialny, gdyby tylko tego dnia nie wyrzucił go z pracy. Każdy przecież zasługuje na szanse i to nie drugą czy trzecią, a na ich nieskończoność.

Starszy sierżant Tomasz Klej ściskał kurczowo czerwoną dźwignię.

„Ramię Boga” – tak nazywano tu zapadkę, która po opuszczeniu posyłała w stronę skazańca 2000 volt. Czekał na znak od dyrektora więzienia, który jednym skinieniem głowy miał oczyścić świat z grzechów tego człowieka. Przynajmniej tak to sobie tłumaczył, on miał tylko pociągnąć ją w dół nie chciał czuć się winny.

– Jestem tylko narzędziem – powtarzał sobie w kółko – tylko narzędziem.

Janusz ponownie zerknął na zegar tuż przed tym nim czarna kotara opadająca na jego oczy odgrodziła go od świata żywych. Przygryzł mocniej gumowy kołek, który wcisnęli mu wcześniej w usta odbierając tym samym resztę należnej mu się godności. Miało go to uchronić od odgryzienia sobie języka. Dotąd prawie niewyczuwalne elektrody podłączone do ciała zdawały się płonąc żywym ogniem. Hełm kurczył się z każdą sekundą i mimo nasączonych wodą gąbek oddzielających metal od ogolonej głowy wrzynał się w skórę niczym korona cierniowa.

To mój czas – pomyślał. Każdy ma swoją chwilę tą jedną jedyną, która zmienia jego życie diametralnie. Część z was zostanie przypadkowymi bohaterami inni zdecydują się zostać chirurgami, a jeszcze inni zostaną wybrani przez innych. Tak jak teraz ja, siedzę tu dla was, dla waszej chęci wiary w sprawiedliwość tego systemu. Bo gdyby nie on, czym byście byli, pozostało wam wierzyć w słuszność waszego wyroku tak jak i ja to czyniłem.

Dźwignia opadła w dół, światła przygasły, a dusza uwięziona w ciele wyrywała się z niego miotając nerwowo każdym mięśniem jego ciała.

Po drugiej stronie ekranu ktoś z siedzących tam ludzi wstał, to był gruby Zdzicho. Z jego ust wypłynął niezrozumiały dla innych potok słów, ale nie dla niego, on znów czuł się wolny.

– Ele, mele, dutki

Gospodarz malutki

Gospodyni garbata

I do tego smarkata



Awatar użytkownika
MasterMind
Szkolny pisarzyna
Posty: 32
Rejestracja: sob 15 mar 2008, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MasterMind » śr 09 kwie 2008, 10:47

W pierwszym i drugim zdaniu - popełniłem ( błąd i czyn ) powtórzenie, które rzuca się w oczy. O ile nie jest specjalne, zmień to.



Jeszcze przed paroma miesiącami niczym wolny ptak przemierzałem ciemnymi uliczkami łodzi.




Zdaje mi się, że przemierzać można coś, a nie czymś. Nie jestem pewien. W tym kontekście chodzi mi o: "przemierzałem ciemne uliczki łodzi."



Dla mnie ta suma zapachów była najmilszym wspomnieniem dziecięcych lat, a zarazem najświeższą bryzą morskiego powietrza.




Nie wiem tego na 100% ale czy bryza to właśnie nie morskie powietrze?

Chodzi o to, że w takim przypadku to masło maślane. Mówi się "morska bryza" ale czy bryza morskiego powietrza?



Zdzicha. Gdybym wtedy, choć przez krótką chwilę pomyślał o przyszłości, nie było mi to dane.


"Nie było mi to dane" powinno działać jako osobne zdanie. Po "przeszłości" kropka lub wielokropek.



Teraz jednak musisz poczekać. Janusz spojrzał na zegar wiszący na przeciwległej ścianie. Jego umysłem zawładnęła teraz tylko jedna myśl, chęć znienawidzenia tych wszystkich ludzi, którzy siedzą po drugiej stronie szyby. Nie potrafił, nadal czuł do nich wdzięczność. Powstrzymali mnie, przecież gdyby nie oni pewnie nadal bym krzywdził. Teraz muszę za to zapłacić potrójnie za siebie, rodzinę i Zdzicha.




Narracja pierwszoosobowa z trzeciosobową tak perfidnie się tu miesza, że nie wiem kto jest narratorem. I tak do końca tekstu.



Początek opowiadania gorszy od końca. Całościowo mam BARDZO mieszane uczucia. Twoja pięta Achillesowa to dziwne porównania ( łączysz rzeczy, które mają ze sobą mało ze sobą wspólnego ). Najbardziej tekst zepsuła mieszana narracja.



Awatar użytkownika
sonicexx
Dezerter
Posty: 251
Rejestracja: wt 08 kwie 2008, 18:14
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Re: Krzesło [opowiadanie]

Postautor: sonicexx » śr 09 kwie 2008, 12:37

Kara śmierci kojarzy mi się wyłącznie ze Stanami Zepsutymi Ameryki Północnej. Wiadomo, jak USA, to muszą być i Polacy, choćby na posadzie rzeźnika-kata :) W tekście również widać wyraźną stylizację na j. angielski:

Gdybym wtedy, choć przez krótką chwilę pomyślał o przyszłości, nie było mi to dane.


typowy przykład contitional'a :P



Ogólnie jest bardzo dużo błędów stylistycznych, które nawet mi rzucają się w oczy (a to już bardzo źle). Pomijając jednak zapis, tekst jest ciekawy i taki... prawdziwy. Gdyby go poprawić, byłby bardzo dobry.


I've got the lot to burn...

Awatar użytkownika
Mariusz Klepaczko
Pisarz domowy
Posty: 50
Rejestracja: sob 05 kwie 2008, 09:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mariusz Klepaczko » czw 10 kwie 2008, 19:02

Wersja, poprawiona (mam nadzieje) już raczej nie będę się dalej w tym babrał.







KRZESłO



Zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd. W czym tkwi przyczyna moich niefortunnych posunięć, które nieodwracalnie pchnęły mnie do czynu, który popełniłem. Czyżby to była moja makabryczna wizja świata? Upiór, który pchnął mnie w nurt rzeki, gdzie na jej końcu, czekała mnie już, tylko pustka i ból.

Jeszcze przed paroma miesiącami, niczym nie skrępowany, przechadzałem się ciemnymi uliczkami łodzi. Czując zaszczyt, z możliwości delektowania się, ich brudnym zapachem. Odorem, gnijących zakamarków, który wydobywał się z zapijaczonych melin, fast foodów i zmieszanych perfum, dam z wyższych sfer.

Dla mnie, ta suma zapachów, była najmilszym wspomnieniem dziecięcych lat, a zarazem najświeższą bryzą. Ulotną chwilą, która czule pieściła moje zmysły powonienia.

Wszystko mogłoby się potoczyć inaczej, nie potoczyło.

Dlaczego?., mógłby się ktoś zapytać. Wszystko pewnie przez grubego Zdzicha. Gdybym wtedy, choć przez krótką chwilę, pomyślał o przyszłości. Nie było mi to dane. Czy mam za to winić siebie, świat, a może matkę? Która każdego dnia karmiła mnie nienawiścią, do ludzi i zwierząt. Oraz przeterminowaną owsianką, bo było taniej.

Teraz chciałbym jej wykrzyczeć. – Nie mamo, nie było taniej, było znacznie drożej.

Tylko, że teraz ja za to płace, a ty spokojnie wąchasz kwiatki od spodu. Już nie długo mamo, już nie długo.., odpłacę się, za twą miłość i krzyk, który budził mnie każdej nocy.

Głos, który nadal drąży moje szare komórki, formując je twoimi słowami.

Bym widział to, co tylko ty mogłaś widziałaś. Komercyjne zło, rdze, która pokrywała spopielałe wspomnienia miłości.

W końcu byłaś moim mentorem i wyrocznią. Zabiłem dla ciebie własnego ojca, tym właśnie była moja miłość. Bezkompromisowym zapatrzeniem się w twój ból i wielką chęcią uśnieżenia go w zarodku.

Płakałaś, gdy przychodził pijany i od progu lustrował mieszkanie w poszukiwaniu swojej ofiary, tak matko. Ty nią byłaś i nadal jesteś, gdyż to ja w twoim imieniu wymierzam karę.

Chciałbym zniweczyć w sobie moje drugie Ja. Które zostało stworzone przez twój świat, nie mój, a mimo to ja, za niego odpowiadam.

Wyklułem się ze strachu, z czeluści piekielnych, w których za drwa służyły razy, tak szczodrze obdarowywane tobie przez ojca. Gdybym był, choć trochę mądrzejszy, zamykałbym wtedy oczy. Nie potrafiłem, karmiłem się nienawiścią, która z początku kiełkowała we mnie niczym zboże. Lecz gdy już wyrosła, to jedynymi jej plonami była chęć samozagłady.

Dawała ona ukojenie, ale ty nauczyłaś mnie walczyć, nie poddawać się. Więc podjąłem wyzwanie. Moją drugą ofiarą była siostra zakonna, próbowała zmienić mój charakter.

Czytała mi biblie, nakazując bym był wierny dziesięciu przykazaniom, nie mogłem.

Miałem ich dużo więcej, a każde z nich było z goła inne niż te z czarnej księgi. Gdybym, chociaż w jednym z nich, dostrzegł chwile z mego życia. Niestety moja prawda była inna, ty mi ją pokazałaś, była zgodna z rzeczywistością i namacalna.

Dorwę cię, choćbym miał za to zapłacić ponownie, tam, po drugiej stronie, gdziekolwiek jesteś. Jednakże, musisz poczekać.

Janusz spojrzał na zegar wiszący na przeciwległej ścianie. Jego umysłem zawładnęła teraz tylko jedna myśl.

Chęć znienawidzenia tych wszystkich ludzi, którzy siedzą po drugiej stronie szyby. Nie potrafił, nadal czuł do nich chorobliwą wdzięczność. Powstrzymali mnie, przecież, gdyby nie oni, pewnie nadal bym krzywdził. Tylko jednego z nich potrafiłem nienawidzić. Był nim tykowaty szatyn, o długim, w połowie zgarbionym nosie, wyłupiastych oczach i kościstych policzkach, na którym widniały ślady przepicia. Przypominał mi ojca, matkę i cały grzeszny świat.

Gdybym tylko mógł, ukarałbym go, za ten perfidny uśmiech, przekrwione poliki i erekcje, która pewnie wypełnia teraz jego spodnie, na samą myśl iż jest częścią czegoś wielkiego. Mrowiska, w którym każdy krząta się, tylko po to, by odnaleźć swoje miejsce. Zjednoczyć się w imię niezauważalnego, nie namacalnego.

Ktoś nazwie to wiarą, dla mnie wiara była czymś więcej. Dawała mi możliwość przetrwania dnia, bym nocą we śnie zapomniał o prowadzonej przez zemnie wojnie, o wymierzaniu kary, tym co to na nią zasługują.



Teraz muszę za to zapłacić, potrójnie: za siebie, rodzinę i Zdzicha.

Pytali, czy chcę księdza, wtedy pomyślałem, że tak, jeszcze dotąd żadnego nie ukarałem. Nawet przez chwilę, nie dostrzegłem w żadnym z nich grzesznika, a jednak był taki jeden. Ale on się nie liczy, był stary i miał sklerozę.

Nawet wyprute z niego flaki, były już zgniłe, zresztą, jak całe jego zepsute rozpustą pomarszczone ciało.

światło na chwilę przygasło. – Boże, nie teraz, nie pozwól by odcięli prąd – pomyślał.

– Dokończ to, co zacząłeś, nie każ mi dłużej walczyć ze zmorami przeszłości.



Krzesło, zdawało się być dużo twardsze, niż na to wyglądało. Czuł, jak do przypiętych do poręczy dłoni, napływa fala skurczu.

Nie teraz, niech nic nie zakłóci tej wzniosłej chwili.

Ponownie spojrzał na zegar.

– Jeszcze pięć pieprzonych minut – pomyślał – a dostąpię przemiany.



Przez te kilka miesięcy spędzonych w celi śmierci, zastanawiałem się nad tym, co mogłoby być, moim ostatnim życzeniem.

Lody waniliowe? Byłoby wspaniale.

Nigdy nie było mi dane spróbować jakichkolwiek lodów. Liczebność potraw, a przy tym ich różnorodność, była zbyt duża, by móc je wszystkie zasmakować.

Nie mam tyle czasu, a nawet gdybym go miał, czy wtedy dostrzegłbym ich brak.

Pewnie nie. Nadal byłbym ślepy. Jedynie chwila, moment, w którym się poruszałem, była dla mnie rzeczywista i dostrzegalna. Teraz czuję niedosyt, to, co dotąd było dla mnie pięknem, stało się, zwykłym nawozem mojego życia.

Jednak nie, na koniec chciałbym wyrecytować dziecięcą wyliczankę, tak.., tylko ona w moim świecie, była prawdziwa, prawie namacalna.

W tych kilku jej słowach mieściła się cała prawda szczęścia i fantazji, która jest dana tylko dzieciom.

Małym osobnikom, którym natura dała dar widzenia rzeczy niewidzialnych, a nie widzenia rzeczy złych.

Tłum, zasiadający po drugiej stronie ekranu, nieznacznie poruszył się. Spowodowane to było napięciem, które z każdą, ulatniającą się minutą wzrastało. Nie tylko ono, ale również myśli oskarżycieli potęgowały się, zmieniając ich pewność siebie, pewność, która to pozwalała myśleć im, że wyrok był sprawiedliwy, że podjęli słuszną decyzję.

Ale czy skazanie człowieka można nazwać sprawiedliwością, kto dał im to prawo, by decydować, co jest dobrem, a co jest skończonym złem.

Z oka grubego Zdzicha popłynęła łza. Niedostrzeżona przez nikogo, opadła na poły jego beżowej marynarki, by po chwili wtopić się w jej zamszowy materiał, pozostawiając po sobie jedynie małe wspomnienie w postaci mokrej plamki.

Czuł się odpowiedzialny, gdyby tylko tego dnia, nie wyrzucił go z pracy. Każdy przecież zasługuje na szanse i to nie drugą czy trzecią, a na ich nieskończoność.



Starszy sierżant Tomasz Klej ściskał kurczowo czerwoną dźwignię.

„Ramię Boga” – tak nazywano tu zapadkę, która po opuszczeniu posyłała w stronę skazańca 2000 volt. Czekał na znak od dyrektora więzienia, który jednym skinieniem głowy, miał oczyścić świat z grzechów tego człowieka. Przynajmniej tak to sobie tłumaczył, on miał tylko pociągnąć ją w dół, nie chciał czuć się winny.

– Jestem tylko narzędziem – powtarzał sobie w kółko – tylko narzędziem.

Janusz ponownie zerknął na zegar, tuż przed tym, nim czarna kotara opadająca na jego oczy, odgrodziła go od świata żywych.

Przygryzł mocniej gumowy kołek, który wcisnęli mu wcześniej w usta, odbierając tym samym resztę należnej mu się godności.

Miało go to uchronić od odgryzienia sobie języka. Dotąd prawie niewyczuwalne elektrody, podłączone do ciała, zdawały się płonąc żywym ogniem.

Hełm kurczył się, z każdą sekundą i mimo nasączonych wodą gąbek oddzielających metal od ogolonej głowy, wrzynał się w skórę niczym korona cierniowa.

Tuż za uszami poczuł swędzenie, to mała mucha, owocówka. Wdarła się pod osłaniający twarz materiał. Przepychała się przez porastające na twarzy włosy, wywołując przy tym, swędzenie w okolicach policzka.

„Uciekaj muszko, uciekaj.

Uciekaj muszko do dziury, bo cię porazi prąd z rury”



To mój czas – pomyślał.

Każdy ma swoją chwilę, tą jedną jedyną, która zmienia jego życie diametralnie. Część z was zostanie przypadkowymi bohaterami, inni zdecydują się zostać chirurgami, a jeszcze inni, zostaną wybrani przez innych.

Tak jak teraz ja. Siedzę tu dla was, dla waszej chęci wiary w sprawiedliwość tego systemu. Bo gdyby nie on, czym byście byli, pozostało wam wierzyć w słuszność waszego wyroku.

Tak jak i ja to czyniłem.

Dźwignia opadła w dół, jej zgrzyt uświadomił wszystkim, nieodwracalność tej chwili.

Ułamku, który zastygnie w ich pamięci, skaleczy dany moment na wieki. Będzie wstydliwą tajemnicą życia, o której nigdy i pod żadnym pozorem, nie opowiedzą swoim dzieciom.

światła przygasły, a dusza uwięziona w ciele, wyrywała się z niego, miotając nerwowo każdym mięśniem napiętego ciała.

Po drugiej stronie ekranu ktoś z siedzących tam ludzi wstał, to był gruby Zdzicho. Z jego ust wypłynął niezrozumiały dla innych potok słów, ale nie dla niego, on znów czuł się wolny.

– Ele, mele, dutki

Gospodarz malutki

Gospodyni garbata

I do tego smarkata

Dodane po 39 minutach:



Szkoda że nie można edytować. Poniżej przedstawiam błąd, miało być:



Wdarła się pod osłaniający twarz materiał. Przepychała się przez porastające na niej włosy, wywołując przy tym, swędzenie w okolicach policzka.



Awatar użytkownika
sonicexx
Dezerter
Posty: 251
Rejestracja: wt 08 kwie 2008, 18:14
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: sonicexx » czw 10 kwie 2008, 19:36

Aaaa i zapomniałam napisać, że, szczególnie początek, kojarzy mi się ze "Zbrodnią i Karą" Dostojewskiego. Otoczenie, brudne miasto (tam Petersburg) wpływa negatywnie na bohatera, który popełnia zbrodnię. On sam nie jest zły, choć fakt wyrządzenia zła jest niepodważalny. A później kara - ta już trochę inna niż u Ciebie. Tam była jeszcze druga szansa.



Tak od siebie: kara śmierci jest be i dowodzi zacofania moralnego społeczeństw które ją stosują. Tu się chyba zgadzamy.



Peace



(mimo poprawek nadal niektóre zdania się nie kleją)


I've got the lot to burn...

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 12 kwie 2008, 17:48

Przyznam zaraz na początku, że dziwnie mi się czytało.

Wszystko przez mieszaną narrację. Trochę nieumiejętnie ją zastosowałeś. Tekst wydaje się być przez to chaotyczny, pisany na szybko, bez przyjrzenia mu się dokładnie. Dobrze, by było gdybyś nie zmieniał narracji tak nagle tylko zaznaczał to w jakiś sposób, np: akapitami. Sam musisz znaleźć na to sposób.

Dalej, niektóre zdania są, albo inaczej, wydają się być nienaturalne.

Nie czuje się między nimi splotu przyczynowo - skutkowego. Poza tym jest trochę powtórzeń, ale pociesza mnie fakt, że mniej niż w poprzednim tekście.

Dlaczego?., mógłby się ktoś zapytać.


Cóż to za wytwór?



Doda, że bryza to wiatr wiejący na wybrzeżu, a wiatr to chyba powietrze. Wiem o co Ci chodzi w tym zdaniu, ale wydaje mi się, że nieumiejętnie to przedstawiłeś. Może lepiej byłoby zrezygnować ze słowa "bryza" i dać"powiew morskiego powietrza"? Nie wiem. Ty jesteś autorem. Z autorem się nie polemizuje, można mu tylko coś podsunąć do rozważenia.

Pierwsze skojarzenie jakie miałem gdy zobaczyłem końcówkę opowiadania to: kolejne wersja "Ferdydurke", na szczęście się myliłem.



Ogólnie jest lepiej niż ostatnim razem. Pisz dalej, nic dodać nic ująć.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Mariusz Klepaczko
Pisarz domowy
Posty: 50
Rejestracja: sob 05 kwie 2008, 09:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mariusz Klepaczko » sob 12 kwie 2008, 18:04

Dzięki za Komentarze.



Teraz, "Krzesło" napisałbym nieco inaczej. Jednak zostawię to w takiej formie, jakiej jest. Po prostu, nie mam ochoty, dalej tego ciągnąć. Pracuję nad kolejnym opowiadaniem. Gdzie nie omieszkam, zastosować się do rad udzielonych mi na forum.





(praca, praca, ciągle praca)



Pozdrawiam

Mariusz Klepaczko



Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » ndz 27 kwie 2008, 21:11

No tak. Wersja druga jest lepsza od pierwszej - a to duży plus. Nadal jednak jest tu dużo błędów.



Jeżeli chodzi o klimat, nie udało ci się pokazać dramatyzmu tej sytuacji. Zabrakło mi tu emocji związanych ze zbliżającą się egzekucją.



Rzeczywiście, sposób prowadzenia narracji w tym opowiadaniu powoduje specyficzne poszatkowanie historii, które wybija czytelnika z rytmu.

Zgadzam się z tobą, nie ma co dalej tego ciągnąć - lepiej pisać coś nowego.


który pchnął mnie w nurt rzeki, gdzie na jej końcu, czekała mnie już, tylko pustka i ból.


albo gdzie czekała już tylko, albo a na jej końcu



Bym widział to, co tylko ty mogłaś widziałaś.



widzieć



twój ból i wielką chęcią uśnieżenia go w zarodku


uśmierzenia



tak szczodrze obdarowywane tobie


obdarować można kogoś czymś a nie komuś. Tu bardziej pasowałoby po prostu wymierzane.



pozdrawiam


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości