Obrazek
    :arrow: Zasady konkursu 18+

  • duży słoik miodu porzeczkowego do wygrania!
  • na opowiadania z wątkiem erotycznym czekamy do 22 sierpnia

NAJLEPSZA MINIATURA CZERWCA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY! :text-link:

Nowa bitwa! :ulan:

Kawiarnia Natchnienia (Pisarz)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
Wiktoria
Zarodek pisarza
Posty: 24
Rejestracja: pn 16 lip 2007, 00:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Kawiarnia Natchnienia (Pisarz)

Postautor: Wiktoria » ndz 30 mar 2008, 19:04

W sierpniu 2007 dałam wam do przeczytania "Kawiarnię Natchnienia". Dziś powstał ciąg dalszy, a raczej opowiadanie, którego miejsce akcji odbywa się w tym samym lokalu...

Proszę o wasze opinie...



Kawiarnia Natchnienia



Pisarz





Niezrozumianym...



Witaj, mój drogi Czytelniku, w dobrze Ci już znanej kawiarni. Nic się nie zmieniło. Spójrz. ściany wciąż są obite materiałem w dziesiątkach odcieni czerwieni. Na stolikach, pokrytych majestatycznymi obrusami, płoną czerwone lampki. Wonna stróżka kadzidełka skręca się w ślimaki, rozpuszczając w powietrzu. I ta sama muzyka wypełnia myśli.

Widzisz tamten stolik w rogu pokoju? Tak, to właśnie tam płakał Anioł. Pamiętasz jego szafirowe łzy?

Lecz teraz nie będę Ci opowiadać o nim. Z resztą dawno się z nim nie widziałam, nie wiem co u niego słychać, jak ułożył sobie życie, czy wrócił do nieba, czy też pozostał na ziemi.

Dziś chcę opowiedzieć Ci o pewnej rozmowie. Rozmowie starego pisarza i młodego studenta. łączy ich jedno – oboje pragnęli pisać dla ludzi i o ludziach.

Spójrz za okno. Widzisz tego wysokiego, chudego chłopaka. Nieco się zgarbił, idąc ulicą. Wciąż poprawia swoje niesforne loki, w których się bawi wiatr. Jest zdenerwowany, ale wiem, że sobie poradzi. Poza tym składam na jego ramiona ciężar opowiedzenia Ci tej historii i wierze, że zrobi to o wiele lepiej niż ja...



Zobaczyłem go zanim wszedłem do środka kawiarni. Przyszedł i czekał na mnie... Moją pierwszą myślą był odwrót i niestawienie się na spotkanie. Ale przecież nie mogłem mu i przede wszystkim sobie tego zrobić.

Wciąż rozbrzmiewały w mojej głowie słowa profesora. „Prawdziwy dziennikarz wydobędzie ciekawostkę nawet ze spróchniałego pnia!”. Dostaliśmy zadanie, będące warunkiem zaliczenia roku. Mieliśmy wziąć wywiad z kimś naprawdę ciekawym... Przy czym nie miała to być opowieść o nieszczęśliwej miłości sprzątaczki z naszego wydziału.

Pomysł na wywiad przyszedł do mnie sam. Jedna z książek Wincentego Koriona, pisarza, który nigdy nie udzielał nikomu wywiadów, spadła z półki podczas sprzątania i już na nią nie wróciła...

To była pierwsza książka, którą nie odrzuciłem, będąc jeszcze dzieckiem. Pamiętam, że odkąd nauczyłem się czytać nie widziałem w nowo nabytej umiejętności żadnego sensu. Gry komputerowe i telewizja wydawały się być bardziej kuszące. Jednak książka Koriona, którą przypadkiem zrzuciłem z półki w jednym z supermarketów, przyciągnęła moją uwagę. Pamiętam, że szukałem wtedy jakiejś gry, a „Wyprawa chwili” znajdowała się na półce obok. Sięgając po płytkę, zahaczyłem o książkę i na kolejne nieszczęście jeszcze na nią niechcący nadepnąłem. Wszechwidzący sprzedawca w ciągu sekundy pojawił się tuż przy mnie i oznajmił, że muszę zapłacić za zniszczoną okładkę książki.

Tak oto pieniądze, odkładane przez miesiąc na wymarzoną grę, posypały się do dłoni sklepikarza w zamian za kupę papieru w zniszczonej okładce.

Chyba nie muszę opisywać jaki wtedy byłem wściekły. Wyszedłem ze sklepu, pragnąc jedynie wrzucić nabytek do śmieci.

- Też mi, wyprawa chwili... – mruknąłem.

Jednak widok przedstawionego na okładce książki chłopca, mnie zatrzymał. Maluch wyglądał na sześć-siedem lat, stał w łódce, płynącej pośród bezbrzeżnego morza.

- Wyprawa chwili przez ocean? Przecież to paradoks... – pomyślałem wtedy i odwróciłem książkę, by przeczytać o czym jest.

Była to historia małego chłopca, który pozostawiony samemu sobie, w ciągu jednej chwili potrafił stworzyć w swej wyobraźni własny świat i przeżyć w nim przygody, których żadna, nawet najlepsza gra czy też film, nie mogły mi ofiarować.

Przeczytałem książkę w jedną noc. Rano zacząłem błagać mamę by kupiła mi inne dzieła Koriona. Spojrzała wtedy na mnie zdziwiona, jednak nie skomentowała mojego nagłego zwrotu zainteresowań i tego samego dnia wróciła z pracy z czterema innymi książkami.



Wziąłem głęboki oddech i pchnąłem drzwi kawiarni. Korion podniósł swe zielone oczy i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.

- Kazałeś na siebie czekać, chłopcze. – rzekł cicho, jednak usłyszałem wyraźnie każde jego słowo. – Choć mówi się, że spóźnienie to cecha arystokratów, ja zawsze stałem i będę stał w obronie punktualności.

- Przepraszam... – zagryzłem wargę.

Tak długo musiałem prosić go by zgodził się na wywiad, a teraz sam się spóźniłem. Pamiętam tą rozmowę, jakbym dopiero przed chwilą odłożył słuchawkę. Korion od razu był na nie. Z resztą on nigdy nie udzielał wywiadów. Podejrzewam, że zgodził się po tym, jak powiedziałem, że przeczytałem wszystkie jego książki.

- Nie przejmuj się – uśmiechnął się pisarz. – Starsi ludzie mają to do siebie, że lubią ponarzekać. Siadaj. – Wskazał mi miejsce naprzeciwko siebie.

Usiadłem i spojrzałem na niego. O jego podeszłym wieku świadczyły siwe, wręcz srebrzyste włosy. Twarz miał pokrytą głębokimi zmarszczkami, uwieńczonymi ogromnymi okularami, spoczywającymi dumnie na nosie. Jednak zza ich grubych szkieł patrzyły na mnie młode oczy. Ich głęboki szmaragd przypominał mi morze z okładki „Wyprawy chwili”.

- Dziękuję, że pan się zgodził.... – zacząłem, jednak Korion mi przerwał.

- Zupełnie nie widzę sensu w udzielaniu wywiadu. Wszystko, całe moje życie jest w książkach, które napisałem.

- Wiem. – uśmiechnąłem się po raz pierwszy odkąd wszedłem do tej kawiarni.

Od dawna podejrzewałem, że autor wzoruje się na sobie i na otaczających go ludziach. Jego książki żyły i pachniały prawdziwością.

- Skoro wiesz... – zaczął nie bez zdziwienia pisarz – to po cóż ten wywiad?

- Mówiłem panu przez telefon. To warunek zaliczenia roku... – westchnąłem.

- Ah, no tak... A więc ratujmy twoje studia... Jak masz na imię? – spojrzał na mnie uważnie.

- Szymon. Szymon Czajkowski. – pośpieszyłem z odpowiedzią.

- Piękne nazwisko, Szymonie. – uśmiechnął się. – No dobrze. Co chcesz o mnie wiedzieć?

Spojrzałem na kartkę z pytaniami, którą przygotowałem sobie wcześniej. Teraz wydały mi się jakieś puste... Zapragnąłem spytać tego człowieka o coś, co nie zdołał umieścić w swoich książkach. O coś, o co jeszcze nikt go nie pytał.

Moje rozmyślania przerwała kelnerka.

- Co dla panów? – uśmiechnęła się ciepło i przygotowała notesik.

- Kawy... Czarnej... – westchnąłem, złoszcząc się w duchu na siebie za płytkość przygotowanych wcześniej pytań.

- Kawa niszczy organizm, Szymonie. Dwie herbaty zielone, dla mnie i dla tego młodzieńca.

Korion powiedział to takim tonem, że byłem pewny, iż przez całe życie nie tknę już węcej kawy.

Kelnerka obrzuciła mnie uśmiechem, w którym z pewnością kryła się ironia, i odeszła.

- Panie Korion... – zacząłem, nie wiedząc właściwie, o co mam go zapytać.

W tej samej chwili do głowy przyszło mi pytanie, które narodziło się podczas czytania jednej z jego książek. Zdawało mi się dziecinne. Jednak kiedyś bardzo mnie to zaintrygowało.

- Panie Korion, dlaczego pańscy bohaterowie nie przeklinają? – wyrzuciłem z siebie na jednym oddechu, spodziewając się, że za chwilę zostanę wyśmiany.

- Podoba mi się to pytanie. – Wbrew moim oczekiwaniom pisarz był w pełni poważny. – Tyle wokół nas teraz jest chamstwa, oszczerstwa i nieokrzesania, że grzechem by było odzwierciedlać to także w literaturze. Książka ma kołysać duszę, a nie ranić ją. Znasz takie pojęcie jak język literacki? Wiem, że obecnie każdy z twórca próbuje zaskoczyć czytelnika czymś nowym, w tymże i wulgaryzmami. Ja jednak pozostanę staroświecki. Literatura ma służyć pięknu. Brzydoty człowiek ma dość wokół siebie.

- Więc chce pan ofiarować piękno poprzez swoje książki?

- Nie. Zawsze pragnąłem ofiarować siebie. Wszyscy moi bohaterowie są częścią mnie bądź żyjącymi we mnie wspomnieniami.

- To jest powód dla którego zaczął pan pisać?

- Tak... Chciałem oddać cząstkę siebie światu. Niestety mało kto może tą cząstkę ujrzeć między kartkami... Pisarzy ciężko zrozumieć, to bardzo samotni ludzie.

- To dlatego nie ma pan rodziny? Nie chciałby pan... – zacząłem cicho, czując swój nietakt i nachalność. Jednak ciekawość była silniejsza, a język szybszy.

- Pytanie nie tkwi w „chciałbym czy nie”. – przerwał mi. – Mógłbym mieć żonę, trójkę dzieci i siedem kochanek ale i tak byłbym samotny. Ofiarowując dar pisania, Bóg zabiera duszę do innego wymiaru. Nie lepszego czy gorszego. Innego. Myślimy inaczej, czujemy inaczej, inaczej kochamy i nienawidzimy. To wieczne przekleństwo a zarazem błogosławieństwo – pozostawać wiecznie niezrozumianym, ofiarując siebie światu w książkach.

- żywe książki... – wyszeptałem.

- A żebyś wiedział, chłopcze. – uśmiechnął się Korion. – Gdy zobaczyłem wydrukowaną moją powieść, pierwsze co zrobiłem, to przytuliłem ją. Czułem się tak, jakbym przytulał swoją duszę w zmaterializowanej postaci...

Pisarz zamyślił się, patrząc na dymiące się kadzidełko. Jego herbata już dawno wystygła, nie tknięta, tak samo jak i moja. Patrzyłem na niego, zastanawiając się, co mieszka w duszy tego człowieka i czy ktoś kiedykolwiek weń przeniknie.

Korion podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się, jakby zgadując me myśli.

- Coś co jest ukryte i strzeżone, zawsze ma szanse na odnalezienie. A dusza, która spoczywa na stronicach książki dostępnej w każdej księgarni, jest niestety skazana na wieczne niezrozumienie.

- Ale czemu? Jak to możliwe? – zagryzłem wargę.

- Jest skomplikowana w swej prostocie. – westchnął.

Zdjął okulary i przetarł je chusteczką. Następnie spojrzał na zegarek.

- Na mnie już czas.

- Panie Korion... – wstałem, targany ogromnym pragnieniem zatrzymania go.

- Poświęcamy zbyt wiele czasu na poszukiwanie podwójnego dna. Nie staraj się czytać między wierszami. Czytaj to, co jest napisane i próbuj zrozumieć...



Wróciłem do domu i długo siedziałem w ciemnościach pokoju, nie chcąc z nikim rozmawiać. Zaprzysiągłem sobie, że nie przejdę już obok żadnego człowieka, mianując go w myślach płytkim. W każdym bowiem kryje się głębia, często jednak zasypana fałszem i pustką świata. Wziąłem do ręki długopis i zacząłem pisać wstęp do mojego wywiadu:



„Każdy człowiek jest samotny na swój sposób. A najbardziej samotnymi ludźmi są pisarze. Gdy świat ich nie rozumie, na papierze tworzą sobie własny... A któż jest bardziej samotny i niezrozumiany, niż twórca pośród swych dzieci... „



Dodane po 2 godzinach 26 minutach:



Przepraszam za złe zatytułowanie tematu. Moja wina, niedopatrzenie...



Powiedz jaki gatunek, zedytuję - Testudos


"Czemuż wszystkie istoty, gdy wypełni się ich marzenie, zapominają z jakim trudem i zapałem dążyli do niego..."



"żyje się pragnieniem chwili, lecz umiera się, tracąc całe zycie..."




'Armandia' Wiktoria Korzeniewska

Awatar użytkownika
Ryszard Jasiński
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: sob 23 lut 2008, 00:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Ryszard Jasiński » ndz 30 mar 2008, 20:07

To opowiadanie kojarzy mi się z postawą A. Schweitzera. Ponad warstwą słowną, ponad fabułą dominuje humanitaryzm. Akcja zmierza do przeobrażenia narratora, który w finale wręcz wyznaje: "Zaprzysiągłem sobie, że nie przejdę już obok żadnego człowieka, mianując go w myślach płytkim." Można tę deklarację uznać za morał, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Myślę, że narracja w tym opowiadaniu służy wydobyciu z człowieka - skry dobra.



Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » pn 31 mar 2008, 21:27

To była pierwsza książka, którą nie odrzuciłem, będąc jeszcze dzieckiem.




Troszkę drobnych potknięć, łatwych zresztą do naprawienia.

Całkiem przyjemne opowiadanko. Wstęp nieco pretensjonalny, ale później historia płynie własnym, spokojnym rytmem. Zaciekawiła mnie, trącając nuty wspomnień, przywołując pierwsze fascynacje literaturą. Jest kilku pisarzy, którym chciałbym zadać pytanie, ale... No właśnie, pewnie bałbym się rozczarowania...

Czytając liczyłem na jakąś niespodziankę, owo drugie dno, stąd lekkie poczucie nieokreślonego rozczarowania. Zresztą niepotrzebne, bo mam wrażenie, że udało Ci się przekazać, co chciałaś. Jest miejsce na zadumę o pisarskiej samotności...



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Wiktoria
Zarodek pisarza
Posty: 24
Rejestracja: pn 16 lip 2007, 00:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Wiktoria » pt 04 kwie 2008, 23:18

Gatunek - opowiadanie. Jeszcze raz przepraszam za niedopatrzenie.



Dziękuję za opinię :)



Jacek Skowroński pisze:Wstęp nieco pretensjonalny




Pewnie wynika to z tego, iż jest to nawiązanie do pierwszego opowiadania z tego cyklu...


"Czemuż wszystkie istoty, gdy wypełni się ich marzenie, zapominają z jakim trudem i zapałem dążyli do niego..."



"żyje się pragnieniem chwili, lecz umiera się, tracąc całe zycie..."




'Armandia' Wiktoria Korzeniewska

Awatar użytkownika
Testudos
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 1183
Rejestracja: czw 25 paź 2007, 16:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Testudos » sob 05 kwie 2008, 08:28

Czemu wszyscy piszą gatunek "opowiadanie"? Gatunek to fantasy, thriller, horror, SF, obyczajowy, etc...

Masz temat w tym dziale. Jak tytułować blablabla.

Zajrzyj.


Are you man enough to hold the gun?

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 05 kwie 2008, 10:07

Jeżeli morałem są słowa wymienione przez Ryszarda, to moim zdaniem w opowiadaniu może się kryć coś więcej. Jeden malutki krok do zrozumienia, do pojęcia różnicy między byciem samym, a byciem samotnym. Może to nadinterpretacja, ale widzę odrobinę tego w tekście. Może gdybyś podała to na trochę bardziej, nie wiem - wysublimowanej, konkretniejszej, bardziej dosadnej? formie, obie rzeczy równoważyłyby się ze sobą. Jednak nie o tym.



Rację ma niewątpliwie Jacek mówiąc, że początek jest pretensjonalny i słabo zobrazowany. Gdybym zdecydował skończyć czytanie na nim powiedziałbym, że opowiadanie jest strasznie proste. Jednak doczytałem.

Dalej jest nieco lepiej. Brakuje mi w tekście oddechu, śladu życia. Widzę otwarte oczy, ale one są puste, bez tchnienia. Miło, by było gdybyś jeszcze raz się wzięła za napisanie tego tekstu i włożyła w niego więcej serca.

Zastosuj się do tego o czym sama piszesz, niech tekst będzie częścią Ciebie.

W tym momencie brak mu wiele.



Potknięcia są. Trochę wyprzedzasz myśli, ale tylko chwilami.

Wciąż poprawia swoje niesforne loki, w których się bawi wiatr. Jest zdenerwowany, ale wiem, że sobie poradzi. Poza tym składam na jego ramiona ciężar opowiedzenia Ci tej historii i wierze, że zrobi to o wiele lepiej niż ja...


Wiesz, że sobie poradzi, ale z czym? Dopiero następny wers mówi nam o co chodzi, ale stosujesz tutaj "poza tym" czyli wcześniej powinien być wymieniony inny powód. Tak myślę.



a „Wyprawa chwili” znajdowała się na półce obok. Sięgając po płytkę, zahaczyłem o książkę i na kolejne nieszczęście jeszcze na nią niechcący nadepnąłem. Wszechwidzący sprzedawca w ciągu sekundy pojawił się tuż przy mnie i oznajmił, że muszę zapłacić za zniszczoną okładkę książki.


Wybacz, ale jak bardzo musiała się zniszczyć ta okładka? Sprawdziłem w domu i nawet jeśli się lekko zagięła to wątpię żeby kazano mu ją od razu brać argumentując to zniszczeniem. Dziwi mnie też ułożenie książek obok płyt lub też raczej między sobą. Nie wiedziałem tego w żadnym hipermarkecie.



Dobra to, by było na tyle. Tekst średni, można w nim znaleźć drugie dno, ale jest za słabo zarysowane. Może gdybyś wzięła go jeszcze raz na warsztat i napisała prawie od nowa dodając co nieco, może coś, by z tego wyszło.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2891
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » pn 07 kwie 2008, 18:40

Tekst jest słaby, nawet jeżeli można w nim znaleźć drugie dno.

Poprzedni tekst o kawiarni podobał mi się znacznie bardziej. Jak już zauważono wstęp jest pretensjonalny.

Sporo błędów:


To była pierwsza książka, którą nie odrzuciłem, będąc jeszcze dzieckiem.


której!!!



mało kto może tą cząstkę ujrzeć






i zły zapis dialogów:



- Jest skomplikowana w swej prostocie. – westchnął.


bez kropki przed myślnikiem, jeżeli po myślniku masz odnośnik do mówienia np.: westchnął, powiedział, pomyślał, rzekł, wyszeptał itd



Pomysł słaby - zabrakło to magii i klimatu poprzedniego tekstu. opowieść jaką nam przedstawiasz jest niewiarygodna.



podobała mi się jedna myśl:

Poświęcamy zbyt wiele czasu na poszukiwanie podwójnego dna. Nie staraj się czytać między wierszami. Czytaj to, co jest napisane i próbuj zrozumieć...




Mam nadzieję, że następnym razem zaproponujesz nam coś lepszego



pozdrawiam


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości