Dzień Wieku Istnienia - czytajcie.

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Dzień Wieku Istnienia - [thriller, political fiction, s

Postautor: Martinius » wt 18 mar 2008, 00:10

Dzień Wieku Istnienia





Każdy ma swoje pięć minut. Nie pamiętam, kto to powiedział ale albo był głupi albo zbyt mądry dla mnie. Zresztą… dla mnie wiele jest zbyt mądre… na przykład … życie. No nie ważne – stary jestem, a za kratami wiedzy nie da się zdobyć, nawet jak się chce. Ten co powiedział o tych minutach to musiał być jednak jakiś obłąkany, no chyba że zliczył to statystycznie. Na przykład ja w swoim życiu nie miałem jednej zasranej sekundy a taki Lolo to na scenie występuje już z dziesięć lat. Normalnie dziesięć zasranych lat trzeba go słuchać – to tyle ile istnieją te więzienie. Człowiek jeszcze pomyśli, że jego muzyka została stworzona przez te samą władze, co te cztery ściany… wielkie zasrane gówno. Pięć minut. Ha! Zasraną sekundę mieć… Kris to ma swoje pięć minut od dziesięciu lat. Może też stworzyły go władze? Tak bynajmniej mówi. Z tym, że jego pięć minut jest ciche – on wie, kim jest a ludzie uważający go za bohatera, wojownika i Bóg wie co jeszcze nazywają go NN, bo na oczy w życiu go nie widzieli…

Jakoś mi nie pasuje do tego wszelkiego chłamu, który spotykam tu, w Twierdzy – cichy, spokojny i skromny. No w sumie nie wielu wie, że to jest NN. Tak w ogóle, to tylko ja. A te jego zasrane pięć minut zaczęło się z nową władzą w dziesiątym roku dwudziestego pierwszego wieku. I nie był to przypadek. NN, najczęściej przezywany Enka lub Enko - to mi się nawet podoba - pracował w swoim nie wymarzonym fachu, lecz jak najbardziej upragnionym. Po czterech latach doświadczeń związanych z przykrą rzeczą jaką jest drugi człowiek, stwierdził że cała jego nauka, wiedza i inteligencja są po prostu zbędne w konfrontacji z szarym, czasem mniej szarym klientem. Nawet on poległ nie raz ze swoimi perswazjami i intuicją, mając przed sobą zwyczajny beton, zamiast osobowości. Beton to też człowiek, ale jaki to człowiek, z którym nie da się nawet normalnie, po zwyczajnemu porozmawiać… zresztą, on już miał dosyć dialogów i tłumaczenia. Pięć lat na wydziale fizyki, dwa na chemicznym i trzy lata w armii. śmieci – to jest to co polubił a z czasem nawet pokochał i zrozumiał. One nie krzyczały, nie wymagały, tylko dawały mu pracę w ciszy, kulturze i spokoju. I co z tego, że czasem sprzątał gówno – te gówno zawsze miało więcej kultury od niejednego spotkanego człowieka. Posrane to jest. Wiem. No ale tak to już tak jest. Stary jestem, to wiem. Enko pracował w spółce miasta w wydziale utrzymania porządku. Sprzątanie czyli. Różne miał przydziały, ale wszystkie składały się do wyrzucania śmieci na terenie miasta, sprzątania skwerów i placów no i czasem nocne porządkowanie przystanków autobusowych. Pracował tak i lubił to. Nie dość, że dobrze płacili bo nie jeden głupi za worki by się nie chwycił, to na dodatek miał upragniony spokój i czas na rozmyślanie. No na rozmyślanie to na pewno … zresztą… nieważne. Widać polubił tę pracę inaczej nie siedziałby w tym gównie tyle lat. No może cztery to nie dużo, ale ja bynajmniej bym za zasraną przepustkę w tą srakę się nie pakował. Przepraszam… nawyki zostają. Ale to naprawdę była zasrana praca – nie sposób go zrozumieć. I tam nie miał pięciu minut... tych swoich i nie widział pewnie osób, które je miały… a zresztą… no ale to była ta praca, która sprawiła, że stał się kim stał.

Kiedyś, jak co dzień wyszedł do pracy. Mówił, że idzie do ludzi. No sprzątał po nich i jak mówiłem, to po prostu lubił. O śmieciach też się nauczył i pewnie – gdyby chciał – mógłby zostać garbologiem… to taki facet co bada śmieci, aby zrozumieć nawyki i stan majątkowy innych osób. Chyba. No i poszedł do roboty. W nocy. Jechał na pace do kolejnego przystanku. Jakieś pilne wezwanie, bo pominęli kilka ulic zanim tam dotarli. Przystanek był zdewastowany i w notatce służbowej musiał to odnotować. Ktoś rozwalił pleksi i cisnął blaszanym śmietnikiem z logo firmy w krzaki. No miał parę, bo kosz upadł ładnych parę metrów za tymi krzaczorami. No i Enko poszedł za ten krzak…

- śmietniczku, pokaż się – mówił sam do siebie. Pewnie wstydził się, że prowadzi dialog z przedmiotem, którego na dodatek jeszcze nie widzi. No ale widać to mu odpowiadało. I usłyszał głos w ciemni. Za krzakami, z dala od świateł latarni stał jakiś gość w płaszczu. Zawołał go.

- W śmietniku jest wiadomość. – Ciemna, źle widoczna postać wskazała to, czego Enko szukał. Bez problemu pochwycił blaszaną skrzynkę i wygrzebał z niej żółtą, podmokniętą kopertę. Jak mówił, zdziwiła go ta sytuacja – wyglądało to jak z góry ukartowane… ta cała dewastacja, wezwanie i koperta w śmietniku. Uprzątnął miejsce i ustawił śmietnik pod przystankiem. Kopertę zabrał oczywiście, bo diabelnie go zainteresowała. Przez cała noc w pracy nie otwierał jej, dopiero później, już w domu usiadł przed kominkiem i spokojnie, bez emocji zajrzał do środka. No… wiadomość niczego sobie. Jakiś typ – zapewne ten sam, co przy przystanku – zapraszał na pogadankę w cztery oczy o ważnych sprawach.

Enko, czyli Kris – bo taki pseudonim był wypisany na kopercie – poszedł na te spotkanie. Nie wiem, na co liczył, no ale poszedł. Gość faktycznie był ten sam, a bynajmniej tak się mu wydawało. Tym razem powiedział więcej niż jedno zdanie…



Dwudziesty pierwszy wiek w trzydziesto czteromilionowym kraju był nadzwyczaj wyjątkowy. Do władzy doszli młodzi ludzie, wprowadzają radykalne zmiany w strukturach gospodarczych, służbie zdrowia i podatkach , a na służbie więziennej kończąc. Zmiany były tak szybkie i zadziwiające, że zakrawały na rewolucję. Ogółowi społeczeństwa wszystko odpowiadało - a zwłaszcza nowy minister sprawiedliwości – pan Zygmunt Kłosiak. Był młody i waleczny. Powołał do życia program „jeden na jeden”, który zreorganizował więziennictwo. Głównym celem byli recydywiści i przestępcy, którzy dopuścili się najcięższych czynów karalnych. Nadrzędnym celem jego kampanii, było wybudowanie więzień o zaostrzonym rygorze, takich które w drastyczny sposób miażdżyłyby przyszłych przestępców w zalążku. Największym osiągnięciem tej kampanii były więzienie pod Rzeszowem – Twierdza. Był to kompleks budynków wzniesionych w granicach dwudziestu kilometrów od najbliższych zabudowań, ogrodzony kilkoma warstwami murów i płotami od świata zewnętrznego. Cztery bloki więzienne mieściły dziewięćset skazanych, którzy byli pilnowani dwadzieścia cztery godziny na dobę i podlegali najsurowszemu prawu więziennemu znanemu w Polsce – prawu wyjętemu spod prawa. Tutaj każdy czyn, zły lub nieważny był karany, bo były to więzienie, o których kraj i jego ludność nie wiedziały. Takie miejsce, w którym każdy człowiek cieszył się, że zobaczył kolejny dzień i że strażnicy przyszli tylko na rutynową kontrolę celi – a nie jak to bywa – na cotygodniowe wyżycie się na i tak zmarnowanym i stłuczonym więźniu.

Strażnicy nie byli źli. Byli inteligentni, mądrzy i silni. Robili co im kazano nie dlatego, że nie wiedzieli co robią, ale dlatego, że wierzyli w to, że trzeba tak robić. Zresztą ich wiara szła w parze z rozumem. Skuteczność resocjalizacji i uczciwości w Twierdzy był równy stu procentom. Program „jeden na jeden” odpowiadał hasłu: Jeden więzień – jedno zmartwienie mniej. Faktycznie – ci, którzy chcieli dokonać jakiegoś przestępstwa najpierw zastanawiali się, czy nie trafią do Twierdzy. Jednak mit tej budowli więziennej szybko przeminął i mimo ostrzeżeń przedstawicieli prawa, przestępcy nadal robili to, co potrafili najlepiej. Wyjątkiem byli ci, którzy do Twierdzy trafili – oni już nie wiele mogli zrobić. Nawet przekazać wiadomości swoim znajomym czy rodzinie. Twierdza nie istniała na mapie.



No i poszedł na to spotkanie. środek lasu w centrum kraju. Nie bał się – zresztą czy on się kiedykolwiek bał? Sami wiecie. Czekał chyba z godzinę i się doczekał. Przyszło dwóch facetów i rozmawiali z nim jakiś czas. Chodziło o bezpieczeństwo narodowe.

- Jak się nazywali?

Spokojnie. O tym wam opowiem. Mam dwadzieścia cztery godziny, a to jest wasza najważniejsza sprawa. Moja i wasza jedyna szansa. Słuchacie mnie, albo idziecie sobie. Tylko pamiętajcie – powiecie komuś o naszej rozmowie i leżycie. Leżycie jak nie jeden… dajcie mi skończyć. Tacy młodzi jak wy, z ABW to myślą że mają odznaki i mogą kraj zawojować. A to nie jest tak… zresztą dowiecie się, o co mi chodzi.

- I co dalej?

No i stał tam. Podeszli do niego i powiedzieli mu, że szukają człowieka, który podjął by się pewnego zadania.

- Jakie to zadanie?

Ja mówię. Wy słuchacie… Zadanie nie było codzienne. Raczej takie co się na filmach widuje. Rozchodziło się o to, że Rząd poszukiwał ludzi do tajnej współpracy. Ale nie zwykłych ludzi, tylko takich z umiejętnościami. Znaczy się mądrych i tych, co rozumieliby sytuację społeczno-prawną w kraju. Krótko mówiąc takich, co rozumieliby burdel któryście zrobili.

- Jak to my? ABW?

Nie. Władza. No wy ale i wszystko inne. Enko dostał taką pracę. Miał eliminować wskazane cele. Miał stać się zwerbowanym, bardzo tajnym agentem ABW do celów… nazwałbym to … ściśle tajnych. Opowiedzieli mu , co ma robić. Chodziło o eliminowanie osób, którzy byli świetnie znani organom ścigania, a którzy zawsze wymykali się prawu.

Nowa władza – nowe metody.

- Jakoś nie przypominam sobie o takiej akcji.

Ty nie… mało kto sobie przypomina. Jak powiedziałem – ty słuchasz a ja mówię.

Enko dostał taką propozycję. Cholera go wie, dlaczego on – ale dostał. W sumie to był logiczny wybór, tylko zastanawia mnie, skąd oni tyle wiedzieli o Krisie. Był w armii, był fizykiem i studiował też chemię. Mądry był. Może dlatego? No ale funkcję, którą mu powierzyli to raczej dla komandosa, a nie dla uczniaka bez wojennego stażu. No nie ważne – zaproponowali mu robotę polegającą na eliminacji złych i szkodliwych czynników społecznych. Czyli przestępców. Jak sobie pomyślę, to dostał przez te śmieci – nikt go przecież nie kojarzył z życia codziennego, a i nie wiele miał codziennych zobowiązań wobec ludzi, a śmieci są złym i słabym świadkiem. W sumie to było mocne ogniwo w ich planie. Sami wiecie…

- I zabrał tę robotę?

Tak. Wziął, chociaż nie za bardzo wiedział o co chodzi tak naprawdę. Miał jakieś tam wyobrażenia, ale żadnych konkretnych informacji nie uzyskał. Miał czekać…

Dajcie papierosa.





Gatunek waćpan podaj, reguły na forum się pozmieniały ;)


Dodane po 1 godzinach 20 minutach:

poddaje się - nie ma zakładki edytuj :/

Dodane po 1 minutach:

Może zadziała.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Hairoth
Pisarz domowy
Posty: 142
Rejestracja: pt 04 sty 2008, 16:34
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Hairoth » śr 19 mar 2008, 15:39

Styl: 4



Dobry, bez potknięć, z wyjątkiem interpunkcji na początku i literówki gdzieś pod koniec. Czytało sie miło i przyjemnie. świetnie rozkładasz materiał na poszczególne sceny.



Pomysł: 5



Już sam tytuł mnie zaintrygował. Spodobało mi się, że akcje umieściłeś w Polsce przyszłości. Gawęda więźnia też jest dobra, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że za mało przeklinał. No i to uczucie niedosytu na końcu 8)



Schematyczność: 4+



Historia śmieciarza, który został doceniony i zauważony z początku trącił Hollywoodem, ale szybko mnie wyprowadziłeś z błędu.



Ogólnie: 4++


jestem, więc pisze...


Jedni myślą, że piszą. Drudzy piszą, że myślą.

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » czw 20 mar 2008, 17:02

huh, no nie wiem, hmmmmm, napiszę tak: drugi raz się zabrałem za to opowiadanie i nie ukrywam, że za pierwszym nie mogłem przebrnąć przez więcej, jak kilka zdań i... dobrze, bo gdy przed momentem skończyłem, zaskoczony uśmiechnąłem się:) Przypadło mi do gustu, ale do głębszych refleksji wrócę później, w domu...

p.s. gdy już zabieram się za komentowanie, to w dwóch częściach, no, ale tak mam i tak mi się podoba i musicie (nie tylko Ty, Martinius) to zaakceptować! ;P



Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » czw 20 mar 2008, 22:07

na poczatku: Martiniusie witaj z powrotem :)



kto to powiedział ale albo był głupi, albo zbyt mądry dla mnie. Zresztą… dla mnie wiele jest zbyt mądre… na przykład … życie.


dążenie do skrócenia wypowiedzi nie zawsze wychodzi najlepiej... musisz dodać "wiele" czego - inaczej mamy taki bełkot jak wyżej



(po chwili naszła mnie refleksja, że może to tak specjalnie zrobiłeś jako niepoprawny tok myśłi bohatera... nie ważne, ja tylko zaznaczam



Hmm... zastanawiające jest to, jak odmienne jest moje zdanie. Pomysł rzeczywiście ciekawy i tu nie mam nic do zarzucenia. Narracja dobrze prowadzona. Zastrzeżenie mam głównie do stylu. Pomijając całą charakteryzacje i wszystkie takie ważne drobiazgi - za długie zdania. Miejscami miałam ochotę przelecieć po prostu linijkę w dół... bo i tak nic mnie nie ominie. Szczerze mówiąc z trudem przebrnęłam przez ten tekst i - można by rzec iż zrobiłam to tylko dla ciebie ;)



Ogólnie, to ja może poczekam na jakiś inny twój tekst.

pozdrawiam


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pt 21 mar 2008, 08:02

Lan, i tu się kłaniają gusta i guściki, bo mi się podobało:)

Nie wiem, czy to specjalny zabieg, czy po prostu tak wyszło, ale tekst sprawia wrażenie chaotycznie przedstawionego. O co mi chodzi? Czytając go, miałem uczucie, że obok mnie siedzi jakaś osoba i opowiada zdarzenia, wtedy wszystko byłoby ok. Ale to jest opowiadanie i wygląda to tak, jakbyś napisał całość, pobieżnie przeleciał ją wzrokiem drugi raz i wrzucił na forum, bez właściwego dopieszczenia. Po prostu, jakbyś usiadł ze znajomymi, zaczął im coś opowiadać, nagrał to, a później spisał. Poza tym, interpunkcja, literówki, czyli takie głupie pierdoły, psujące trochę jakość czytania. Zdecydowanie za dużo zaimków ten, te, ta itp., co można było w wielu przypadkach pominąć. I tak, jak Lan stwierdził wcześniej, parę zdań można wyrzucić, ale tylko parę.

Poza tym, postać Krisa zdecydowanie do mnie trafia, lubię takich bohaterów - outsider, mający w dupie większość ludzi. Jest kilka stwierdzeń, które doskonale ten stosunek obrazują i wywołały uśmiech na mojej twarzy, ot, chociażby:

I co z tego, że czasem sprzątał gówno – te gówno zawsze miało więcej kultury od niejednego spotkanego człowieka


I WIEEEEEEEELKI plus za zakończenie. Pod koniec naprawdę czekałem rozwinięcia akcji, zapomniałem, że tekst jest stosunkowo krótki i miałem nadzieję, że jednak coś się będzie działo, a tu BACH!! Dajcie papierosa i spadajcie... cholera, z jednej strony chcę więcej, ale z drugiej w głowie pozostaje smaczny niedosyt.

.

.

.

Miejscami zbyt duży chaos, ale właściwie nie wiem, czy to plus, czy minus +/- :?

W niezwykle obrazowy sposób przedstawiłeś relacje Kris vs. Reszta świata, nie bawiłeś się w przesadne, psychologiczne rozpisywanie, co w tak krótkim tekście daje zdecydowany +

No i zakończenie... :) +

Pozdrawiam!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 21 mar 2008, 21:37

Witam i ja Ciebie Lan!



Aż dziwne, że to przezytaliście, ale cieszy mnie to niezmiernie.



I tu mam nadzieję Was zaskoczę.



To nie opowiadanie, tylko kawał potężnej księgi - o spisku narodowym, o zbrodniach i winach.



To co postnąłem to bardzo surowy tekst i jego początek. Chaos jest zamierzony - w dalszych działach akcja jest dzielona na retrospekcję, na opowiadanie ( ten bełkot skazanego Andrzeja) i teraźniejszość, czyli działanie dwóch agentów do wyjaśnienia czegoś, co przerasta wszystko co widziały "polskie gały".



W zasadzie nie wiem, dlaczego to pokazałem - może pijany nazbyt byłem, a może nie - jednak dziękuję za poczytanie:)



PS: Dialogi jak zawsze u mnie, są twarde, chaotyczne i ... mam nadzieję... naturalne.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » czw 27 mar 2008, 19:02

Na początku muszę zaznaczyć, że tekst czytałem na szybko, więc wiele rzeczy mogło mi umknąć i zaważyć na mojej interpretacji lub też komentarzu.

Zacznijmy od... początku. Wiesz, wydaje mi się, że zbyt dużo chaosu chciałeś przemycić do tekstu i nie wyszło Ci to najlepiej. Dwa pierwsze akapity to w sumie kluczenie wokół jednego i tego samego. Powtarzasz się tam strasznie, wciąż te "dziesięć lat:, "zasrane pięć minut" i "NN". Ileż można czytać o tym samym w tak krótkim tekście.

Przyznaj się: napisałeś ten tekst na szybko i nie będąc pewien co o nim myśleć wrzuciłeś tutaj? Tak mi się wydaje gdy patrzę na potknięcia w postaci literówek i braku przecinków. Nadmiar powtórzeń też mógłby na to wskazywać. Rozumiem, że to jest jakiś zabieg, ma swój cel, ale bez przesady. Oczy się męczą za drugim razem.

Czemu raz piszesz tak,

na pewno …

a raz tak jak poniżej?

zresztą…

Nie będę kopiował fragmentów z błędami, gdyż nie mam na to czasu, ale jest tego całkiem sporo jak na tak krótki tekst.

Za krótkie żebym polubił bohatera, zbyt chaotyczne bym polubił tekst.

Popracowałbym nad tym.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 24 cze 2008, 19:56

Przyznaj się: napisałeś ten tekst na szybko i nie będąc pewien co o nim myśleć wrzuciłeś tutaj? Tak mi się wydaje gdy patrzę na potknięcia w postaci literówek i braku przecinków. Nadmiar powtórzeń też mógłby na to wskazywać. Rozumiem, że to jest jakiś zabieg, ma swój cel, ale bez przesady. Oczy się męczą za drugim razem.

Czemu raz piszesz tak




Umknęło mi to...



Ad: przecinków i literówek: nigdy nie poprawiam tekstu pod względem stylistycznym i nigdy tego nie zrobię i robić nie będę, przed postnięciem na forum. Ma to zasadniczo dwa cele: pierwszy, to umiejętne wychwycenie zarzucanych błędów, a drugi, jakże ważniejszy, uzyskanie opinii na temat gołego tekstu - w tym wypadku, jeżeli czytelnik zechce skupić się na tekscie, to przy dobrej lekturze (tematyka, narracja, dialogi) nie napomknie (za bardzo) na utarczki stylistyczne.



Co do pierwszej linijki: nie ma się do czego przyznawać, bo bym skłamał. Tekst powstawał dwa lata i ilekroć wracam do niego, podoba mi się jeszcze bardziej. W zamyśle to miałbyć bełkot.



Błędy, które cytujesz to dialogi - w nich zawsze zawrę ludzką naturę, a nie pisarską poprawność.



Co do bohatera, jest tylko raz wspomniany i jest to owy NN (Enko, Nieznany...) i bohaterem jest ( i to jakim!), ale niestety temat jest BARDZO OPAśNY i książka zawiera prawie 500 stron i jest to political-fiction..., osadzony w Polsce dość przyszłościowej...



Narracja początkowa jest prowadzona przez skazanego, który jest... a no nie napiszę, kim jest bo spalę całą fabułę :D



Pozdrawiam,

M


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości