Zapiski z martwej duszy (psychologia, obyczaj)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
wiedzmin89
Pisarz osiedlowy
Posty: 288
Rejestracja: pt 09 lis 2007, 14:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zapiski z martwej duszy (psychologia, obyczaj)

Postautor: wiedzmin89 » śr 05 mar 2008, 15:35

tekst nalezy traktowac jako kontynuacje tekstu 6598 dni samotnosci ktory jakis czas temu tu zamiescilem, choc forma nieco sie zmienila.







"Dzwiek czarnobialego telewizora"

Wściekałem się, krzyczałem, rzucałem laczkami, nie słuchałem, piłem, brałem narkotyki, plułem, rzygałem, przeklinałem, paliłem i palę do dziś. Co warte jest moje życie... Nic zupełnie... Nie potrafię współczuć, pocieszać. Nie potrafię pokazywać uczuć. No... Przepraszam. Te negatywne potrafię. Moje wybory nie były dobre. Ale jest zawsze taki kawałek ciebie, który zostaje dobry, nietknięty, święty. A przynajmniej mam taką nadzieję (Trzeba się czasem okłamywać, no nie?). Ale go nie widać. Można być złym i dobrym. Jednocześnie, jak sądzę. Ale to nie jest już nic warte. Wolałbym być zwierzęciem zamiast człowiekiem. Brzydzę się nimi. Nie wszystkimi, ale ogółem. Mam ten jeden problem, że jestem człowiekiem i potrzebuję ludzi.



"Smaczny czarny asfalt"

Jestem na huśtawce. Bujam się w jedną stronę, drugą. Bęc. Gleba. I jeszcze raz. I kolejny. Bach, bach, ciągle leżę i wstaję. Wstaję i leżę. Już mi się nie chce wstawać. Mogę tak leżeć. Mogę? Nie? Czemu...? Tak mi dobrze. Takie piętno nigdy nie znika. Zawsze będzie parzyło, jakby co dzień ktoś przybijał mi nowy numerek rozżarzonym prętem. Nie chcę tak żyć. Nie mogę, nie potrafię. Czemu to jest trudne? Głucha cisza... Nie chcę od was odpowiedzi. Droga mleczna z Saturnem i Uranem sprzysięgły się zabić mnie. Księżyc nie protestuje, a darzyłem go takimi uczuciami... Gwiazdy nigdy nie miały własnego zdania więc niczego od nich nie wymagam, ale nie księżyc. Nie on. Jak mógł mnie opuścić. Jak ten co na stosie z mirry sam się spalał i z popiołów własnych odradzał. Feniks. Mógłbym spłonąć i powstać zupełnie nowy. Probably the worst life in the world. Gorzej jest jak odebrane zostanie wszystko oprócz życia. Nie żyć byłoby lepiej. Może. Być może. Nie wiem. Gdzie są przyjęte granice normalności? W dupie. Wolę drugi świat, bardziej go rozumiem choć nie istnieje. Jestem bliski szału. Wybuchnę i wszystko pokryje się moim obrzydzeniem.



"Szept wulkanu"

Rozpadam się na atomy. Już nawet nie na kawałki, nie na proch. Na najmniejsze istniejące części. Bezsilność, jak to powiedział ktoś bliski memu sercu, jest porażająca w swej mocy. Przyprawiam ludzi o tą bezsilność. Tacy jak ja po prostu muszą być sami. Dla bezpieczeństwa innych. Nie bardzo to wszystko rozumiałem. Jak się jest cały czas samemu to nie ma rady – jesteś egoistą choćbyś nie chciał. To znaczy właściwie rzadko kiedy wie się, że nim jesteś. Ale świadomość też cię nie chroni. Właściwie nic cię nie chroni. Mój feniks się spalił i nie powstanie choć w legendzie jest inaczej. Co możesz zrobić ze świadomością, że dla kogoś jesteś ważny, a ten ktoś znajduje się nierealnie daleko? Wariujesz. Chciałbym cofnąć się o rok, albo półtora najlepiej. W mojej krwi krążyłby DXM, a wiecie co się wtedy dzieje… Nie, w sumie czemu mielibyście wiedzieć… Ale to najpiękniejsze co poznałem. Chyba jest tylko jedno co może to przebić. Dekstrometorfan to syntetyczna pochodna morfiny, a jest tak łatwo dostępny… Dla takich jak ja to zbyt duża pokusa.



"ślub z klawiszami fortepianu"

Chyba się już nic nie zmieni. Tak czuję, a przynajmniej wydaje mi się, że czuję. Tak się pałętam niepotrzebnie jak ci co nie mieli pod językiem monety. Zostawieni sami sobie. I ja jestem w takiej krainie. Siedzę na spalonej ziemi i gdzie się nie ruszę dostaję suchymi, obdartymi z liści gałęziami w twarz. Niezauważalny zupełnie. A weź się zabij... Zaraz powiedzą: "A to wredny egoista. Spierdolił z miejsca zdarzenia. Na skróty poleciał." Poza tym Mangowiec by usechł, a tego nie chcę. A to oznacza, że póki nasze drogi się nie rozejdą, będę próbował w nicości żyć. Męki, męki, męki. Kto wie jak długo. A przecież tak właściwie to nie żyję. Jestem nieumarły, ale i nie żywy. To jest tragedia, której nie wysłowię choćby w 10 procentach. życie jest radosne, życie się czuje. Skoro ja nie czuję to znaczy, że nie żyje. Tylko jeszcze nie wiem czemu nadal tu jestem. Dlaczego pisze to wszystko. Dlaczego nie umieram. Tak po prostu, samoistnie... Reakcją organizmu na samotność mogłaby być śmierć. To by było cudowne...





"Huk ciszy, nie wiesz co się stanie za 7 godzn"

Siedzisz i głowę masz zwieszoną nad ziemią. Ale twoje wrażenie to przepaść. Nawet nie, że stoisz nad nią tylko wisisz w niej. I wcale nie spadasz. Oczy zamknięte, tak jest lepiej. Czujesz ścisk. Natłok, ale nie informacji bo żadnej i tak nie przetworzysz, ani myśli bo w tej chwili żadne się nie tworzą. Mimo wszystko coś cię przytłacza. łapiesz się za głowę w nadziei, że to pomoże. Nie da się tego ogarnąć. Nie skupisz się na niczym. Możesz się tylko poddać. Wszystko jest niby takie jak zawsze, ale jakoś bardziej tajemnicze. W sumie to nie interesuje cię to co się dzieje. Najlepsze co teraz może być to spokój, a właściwie to łóżko i muzyka. To w pewnym sensie jest spokój. Zaczyna się senność, coraz większa obojętność, brak reakcji. Odczuwasz, że coś tam wokół ciebie ma miejsce, ale nie chcesz, żeby cię to dotyczyło. Czasem lekko cię trzęsie, ale jest raczej gorąco. Aby tylko nikt nie przeszkadzał. Senność, senność, coraz większa. Obrazy przybierają innego wydźwięku, są inaczej odebrane. Jest genialnie, cudownie, pięknie. Dużo określeń by pasowało. Wszystkie takie pozytywne. Wszystko łączy się w miły klimat przemijania. Błogostan. Kiedy zaśniesz będzie po wszystkim. Ale to nie tak szybko. 30 minut wydłuża się do 2 godzin. Jest tak świetnie, ale jednak chcesz już spać. Zasypiasz z uśmiechem na ustach. Z radością. I nie budzisz się więcej. Ale co z tego, kiedy tego nie poczułeś.





"ślub z kwiatem kalafiora/u?"

Dzisiejsza samotna wyprawa po kalafior zakończyła się niepowodzeniem. świeży kalafior został zastąpiony mrożonką. Gdyby mi się udało, powiedziałbym, że szczęście mi dopisuje, ale czy w tak błahej sprawie można doszukiwać się interwencji sił wyższych? Tym pytaniem mógłbym zakończyć kalafiorowe rozważania. Ulubione to me warzywo, i ładne całkiem. Ożenię się z jakąś panną kalafiorową… Czemu nie jestem sałatą, albo pomidorem?

"Cookies in my brain"

Czym jest miłość? Fuu. Rzygać mi się chce, jak widzę to pytanie. .. ohydne. Po cholerę je zadałem. Spotkałem ją parę razy, zawsze ze mnie kpiła. śmiać to się ona potrafi. Bo uznajmy, że istnieje. Taka prawdziwa, bezwarunkowa. Innej nie znam. Są inne, ale znam tylko tą i bardzo się z tego faktu cieszę. Ale przecież dla innych, liczy się kształtna dupa. Rodne biodra. Pfu… Ludzie… Co za parszywy gatunek. Najgorszy jaki powstał. I wiecie co? Należę do niego. Jestem taki sam. Nie oszukujmy się.





"Bagno szaleństwa"

Tak sobie myślę… jestem niewolnikiem. Niewolnikiem siebie samego i innych. Niewolnikiem instynktów. Ludzkość zatraciłem. Jestem uzależniony od powietrza, wody, kawy, jedzenia, srania, sikania, spania, telefonu, komputera, nikotyny, prawa polskiego, słońca… Nie wiem co jeszcze. A nadgryziony pączek leży sobie na stole. Z tym dzikim uśmieszkiem ukazującym marmoladę, wie że i tak go zjem. Kusi spękanym lukrem i świeżym ciastem. Pomyślicie, kurwa, no nienormalny. Nie podoba mu się, że jeść musi. Jesteście nadzy. Nic nie wiecie i nigdy wiedzieć nie będziecie. Czemu na świecie jest tyle zadowolonych, nieświadomych ludzi? Bo nie myślą. 90 lub 80% ludzkości nie używa mózgu. Myślenie jest groźne. Kiedy przestaje się zamykać oczy na fakty, marzyć o ideałach, to przynosi za sobą konsekwencje. Nie można być szczęśliwym. To przekleństwo. Osobiście, być może sam zabiłem swoje szczęście. Nie wiem. Już naprawdę bardzo mało wiem. Kiedy przestanę wiedzieć cokolwiek, mogę umrzeć. Bo co można zrobić, kiedy tak długo hodowana nadzieja, okazuje się ułudą? To tak jak dopłynąć z wraku statku, resztkami sił, do bezludnej wyspy. Bez szans na uratowanie. Być skazanym, na dożycie reszty życia w samotności. Albo przeżyć wypadek i zostać kaleką. Cieszyć się, że udało się wyjść z tego z życiem, czy popaść w rozpacz, mając świadomość, że do końca życia będziemy zależni od innych, a nasz byt będzie wegetacją? To samo czuje się przy utracie nadziei. I nieuchronnie prowadzi to tylko do jednego.



"Something, something (Coś tam, coś tam?)"

Poczułem dziś przenikliwy chłód. Było mi zimno, ale chciałem zmarznąć. Ocknąć się na chwilę. Taki chłód życia. Tak jak to jest naprawdę. Nie wiem co powiedzieć. To było straszne. Kruche ludzkie życie. Mała, porcelanowa filiżanka, na którą spada betonowy blok o wadze jednej tony. Obronisz się? Ocalejesz? Nie ma szans. żmiażdżyło cię. Choćby się bardzo starali, nie poskładają cię, a ty nie wrócisz do życia.


Tych wszystkich którzy upajają się zgiełkiem mass mediów, kretyńskim uśmiechem reklamy, zaniedbaniem przyrody, brakiem dyskrecji wyniesionym do rzędu cnót, należy nazwac kolaborantami nowoczesności.

Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » pt 07 mar 2008, 10:56

Tekst z gatunku tych, które chętnie zobaczyłbym w formie monodramy, monologu na jakiejś kameralnej scenie. Aktor mógłby wypełnić mimiką i gestami puste miejsca, niekoniecznie narzucając interpretację.

Lubię Twoje opowieści za szczerość i kilka pytań, jakie niekiedy sam sobie zadaję...



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » pt 07 mar 2008, 12:02

Takie teksty ocenia sie strasznie trudno. trzeba na nie patrzeć pod zupełni innym kątem niż na typowe opowiadania z fabułą.

Generalnie nie lubię takich form. Jak wspomniał Jacek, najlepiej wyglądałaby ona na deskach jakiegoś teatru, uzupełniona mimiką i gestami oraz scenografią.

Na papierze/ekranie jest już znacznie gorzej. Zwłaszcza, że stylowo opowiadanie jest troszkę roztrzepane. Ciężko jest mi, człowiekowi, który do takich form nie przywykł, wczuć się maksymalnie w treść i wynieść z niej tyle ile autor chciał przekazać.

Mimo wszystko twoja praca podobała mi się, może nie bardzo bardzo, ale zawsze. Miała w sobie coś prawdziwego i naturalnego. Brawo.


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.



„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.



"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » wt 18 mar 2008, 21:24

Wolałbym być zwierzęciem zamiast człowiekiem. Brzydzę się nimi. Nie wszystkimi, ale ogółem. Mam ten jeden problem, że jestem człowiekiem i potrzebuję ludzi.


Przechodzisz z liczby pojedynczej (człowiek) w mnogą (ich, w domyśle ludzie). Czytelnik musi wrócić wzrokiem do zdania poprzedniego i upewnić się czy coś mu nie umknęło. Popraw to, treść się bardzo nie zmieni, a tekst stanie się bardziej przejrzysty.



"Dzwiek czarnobialego telewizora"


dźwięk czarno - białego (monochromatycznego) telewizora.

Powyżej są tylko przykłady.

Bardzo dużo powtórzeń w tekście, ale uznam, że forma tego wymagała. Ludzie często się powtarzają w trakcie mówienia. Sporo też literówek. Widać, że pisałeś tekst na szybko i nie przyjrzałeś się błędom zanim wrzuciłeś go na forum. Następnym razem się tak nie śpiesz, gdyż psuje to wrażenia estetyczne. Pośpiech również widać w budowie zdań. Czasem lecisz z historią nie zwracając uwagi na czytelnika i to czy lepiej będzie mu się czytało zdania, w których myśli są trochę rozbite, czy takie, w których są skondensowane aż do bólu. Pomyśl czasem o czytelniku w końcu to dzięki niemu tekst może żyć dłużej. Rodzi się z Ciebie, ale wychowanie należy do czytającego.



Ogólnie nie jest źle, ale popracowałbym nad tekstem.



Pozdrawiam.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości