"Piąte wyjście" [suspens, akcja]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Piąte wyjście" [suspens, akcja]

Postautor: Mazer » wt 08 sty 2008, 08:05

Witam! Dość długo mnie tu nie było, problemy zdrowotne, później święta i inwentaryzacja w robocie, pfffff, ale jestem! Wróciłem! i wszyscy się cieszą;]...opowiadanie poniżej nie ma formy ostatecznej, sam nie wiem, czy będzie jakaś kontynuacja, czy nie, się okaże. Nie ukrywam, iż jest to mój jeden z ulubionych tworów, dlatego proszę o naprawdę bezlitosną krytykę, bym to, co złe poprawił i nadał mu kształt dzieła godnego lektury szkolnej, hehe. Mam nadzieję, że choć w części oddałem klimat w głowie mi siedzący podczas skrobania tego tu, poniżej. I jeszcze tytuł, błagam ludzie, jeśli ktoś dobrnie do końca, choć przynajmniej połowy, niech wymyśli mi tytuł!!! To jest moja pięta achillesowa... Miłego czytania...





Piąte wyjście.



Krople deszczu rytmicznie uderzają o zadaszenie, pod którym kuca mężczyzna. Ubrany jest w długi, czarny, skórzany płaszcz. Jego włosy sięgają mu za ramiona, czasem są rozrzucane silniejszym podmuchem wiatru. Nie rusza się, wzrok ma sztywno wbity gdzieś przed siebie, ręce w łokciach oparte na kolanach, palce dłoni splecione ze sobą. Noc jest ciemna, nie rozświetlona blaskiem księżyca, ani sztucznym światłem latarni. Zarząd Wielkiego Miasta uznał, że po dwudziestej trzeciej żaden Człowiek nie może, choć przypuszczalnie bardziej nie chce, poruszać się po ulicach, więc po co je rozświetlać?

Ten mężczyzna to ja.

Kucam na dachu przylepiony plecami do ściany klatki wychodzącej na szczyt budynku. Na wysokości ramienia po prawej mam na wpół otwarte okno. Po lewej drzwi, mocno zamknięte, by je otworzyć musiałbym użyć materiału wybuchowego, a teraz liczy się cisza i zaskoczenie, więc pewnie wybiorę okno. Deszcz mi sprzyja, lekko kamufluje moje ruchy, zarówno akustycznie jak i wizualnie, poza tym, lubię klimat takiej pogody. Oczywiście przeciwnik ma jeszcze całą masę gówna, dzięki któremu może mnie nakryć, ale ja też mam takie samo gówno, które może ich gówno wywieźć w pole. Teraz pozostaje tylko kwestia, kto wykona pierwszy krok. Ja zdążę zaatakować, czy oni mnie wykryją wcześniej?

Zawsze w takich chwilach zastanawia mnie jedno, dlaczego nie możemy stanąć w szczerym polu i zwyczajnie, prosto w oczy, wykrzyczeć co nas boli, po czym skoczyć sobie do gardeł? Nawet nie musielibyśmy nic mówić. Dla mnie było by dobrze od razu, bez gadania, zacząć walczyć. Od dawien dawna przecież arsenał wyposażenia po obu stronach jest taki sam. Nic nie zmieniło się do dzisiaj, ja mam swoje wynalazki, oni mają swoje i szale są wyważone. Oni sądzą, że jeśli otoczą się techniką po szyję, będzie im łatwiej nas pokonać, tyle że my też faszerujemy się tą samą techniką, wyrównując dzielące nas różnice. Pytam więc, dlaczego nie możemy stanąć w szczerym polu, bez tych wszystkich gadżetów, skoro od technicznej strony jesteśmy sobie równi, a o wygranej decyduje taktyka, zwinność i wytrzymałość?

W oddali rozlega się grzmot, a mnie przyszywa ciepły dreszcz, jasny znak, że akcja zacznie się lada moment. Jestem podekscytowany. To ledwie moja piąta misja i nie mam na tym polu zbyt dużego doświadczenia, więc każde starcie wiąże się jeszcze z wielkim podnieceniem. Zobaczymy jak pójdzie.

Spod skórzanego płaszcza wyciągam malutkiego laptopa wielkości notesu i wstukuję właściwą kombinację klawiszy. Ekran natychmiast się rozmazuje, zmienia z czarnego na granatowy i po chwili mogę swobodnie oglądać wnętrze budynku. Parę minut temu rozmieściłem na każdym rogu dachu czujniki fal Neva, które teraz przesyłają mi dane, jakie tylko chcę. Przeciwnik widocznie nie spodziewa się tutaj ataku, nawet nie zamontował wygłuszaczy moich maleństw. Widać, czuje się bezpiecznie. Dobrze, zobaczymy, czy za moment też tak będzie się cieszyć z życia.

Budynek ma sześć pięter, plus dwie kondygnacje piwnic. Na ekranie mogę zobaczyć niestety tylko górną część. Podziemie jest albo lepiej zabezpieczone, albo zwyczajnie kryje się pod grubymi podłogami, tamując sygnał Neva. Nie jest specjalnie wielki, choć zdecydowanie góruje nad okolicznymi kamienicami. Z tego, co widzę, wewnątrz jest podzielony na wiele oddzielnych sektorów, które łączą się ze sobą wąskimi korytarzami. Jak dobrze pójdzie, jak wszystko załatwię szybko i cicho, alarm w całym budynku nie będzie musiał być wszczynany.

Dla opracowania lepszego planu działania muszę jeszcze nanieść rozmieszczenie Ludzi w budynku, tu też mi pomogą fale Neva, zmieniam tylko ich czułość na ludzkie ciepło. Wodzę wzrokiem po ekranie, wybieram interesujące mnie odcinki, wyłapuję najłagodniejsze fragmenty. Podczas szkolenia zawsze nam wpajano, że liczy się cel. Akcja musi przebiegać sprawnie, a sprawność gwarantuje jedynie cisza i szybkość. Walka to tylko odgłosy i spowalnianie właściwego działania, podczas walki można zginąć, a to oznacza niepowodzenie misji. Dlatego teraz skupiam się na obraniu właściwej ścieżki. Na ekranie wyskakują możliwe opcje...

- Cholera, że też nam przypadła nocna warta – słyszę czyjś głos, błyskawicznie chowam laptopa i mocniej przylegam do ściany, wstrzymuję oddech. W oddali, przez gęste krople deszczu, widzę migające czujniki Neva, jeśli strażnicy są dość bystrzy i oni je zauważą.

- Nie narzekaj, teraz trochę posiedzimy, a jutro się najebiemy za wypłatę.

- Sram na jutro, jestem przeziębiony, mam kilogram gówna w nosie i chce mi się spać. Od czterech dni nie mogę złapać porządnego snu, albo harówa przy rozładowaniu towaru, albo pilnowanie budynku – widzę, jak jedno skrzydło okna otwiera się szerzej. Zza parapetu wystają dwie dłonie, po chwili w którejś ląduje papieros.

- Wyluzuj – obok dłoni pierwszego strażnika drugi kładzie swoją broń. Pierwszy błąd, broń to przyjaciel, którego zawsze trzeba mieć blisko, w pewnych sytuacjach spryt i uwaga nie wystarczą, czasem po prostu trzeba się czymś wspomóc.

>>> Tu baza... Tu baza... <<< - nagle rozlega się ciche nawoływanie, metaliczny głos wylatujący z pewnością ze słuchawek.

- Jesteśmy na miejscu, stoimy przy wejściu południowo-wschodnim Z-34.

>>> Jak sytuacja? <<< - głos nie bawi się w zbędne pogaduszki, wali konkretami.

- Pada deszcz, nikogo nie widać, czyli jest do dupy, bo jestem jeszcze przeziębiony.

>>> Utrzymujcie pozycję do odwołania <<< - ignoruje narzekania i milknie.

- Dupek – mruczy.

Mam dwa warianty, albo szukam innego wejścia, albo rozwalam tych tutaj i wchodzę, jak planowałem.

Następuje kilka chwil ciszy. Widzę, jak z okna wylatują smugi dymu.

- Co to... ? – z zastanowienia wyrywa mnie głowa strażnika. Wychyla się odważnie i z uwagą spogląda a róg dachu. Pewnie odkrył moje czujniki, tym samym nie mam już nad czym rozmyślać.

Bezszelestnie wyjmuję dwa pistolety z tłumikiem, odklejam się od ściany, padam na plecy i celuję w głowę przeciwnika. Nawet nie zdążył mnie zauważyć, trafiam go prosto w podbródek. Prawym pistoletem namierzam drugiego, ale jego nie ma. Ułamek sekundy później stoję już na nogach, wchodzę ostrożnie przez okno i obserwuję otoczenie. Lewy korytarz ciemny i pusty, prawy to samo, przede mną wejście do pokoju, pozbawione drzwi, sama framuga, wewnątrz kolejne wejście. Widzę w nim słaby strumień światła, słyszę też głos.

- Dobra, skończyłem, możesz teraz ty! – mówi swobodnie, pewnie nawet nie słyszał cichego piknięcia strzału, nawet upadek ciała mu umknął – Cholera, co za... – urywa, gdy wychodzi z pomieszczenia w pokoju. Zamiera z latarką w ustach, dłońmi na rozporku i przerażającym spojrzeniem na mnie – Aaaaaeeeee... – chyba coś stara się powiedzieć, ale nie daję mu szansy na dokończenie.

A więc zaczęło się, mam już na koncie dwa trupy, trochę nie po mojej myśli. Nie, nie to, żebym ich żałował, ale co kwadrans wszystkich strażników przesłuchuje baza, a to oznacza, że mam około czternastu minut na wykonanie planu. Ci moi tutaj byli sprawdzani chwilę temu. Przynajmniej wiem ile mi pozostało.

Muszę się dostać na pierwsze piętro, wykraść dokumenty i spieprzać, jak najszybciej się da. Za cel uważam zdobycie jakiś papierków i szybkie ich przeskanowanie do bazy. Sama ucieczka, to już sprawa drugorzędna, drugorzędna dla ogółu, bo dla mnie cholernie osobista i ważna.

Cały czas mam wyciągnięte pistolety. Nie lubię tej broni, ale w takich chwilach jest jednak niezastąpiona. Idę w lewo, ignoruję trupy, usuwanie ciał zajęłoby mi za dużo czasu. Po kilkunastu metrach korytarza natrafiam na schody, prowadzą w dół, normalne, w końcu jestem na samym dachu. Stopnie są z drewna i wydają się być stare, pewnie przeraźliwie skrzypią z każdym stąpnięciem, więc korzystanie z nich odpada, za dużo hałasu. Wychylam się za poręcz, nasłuchuję kilka sekund, sprawdzam, czy ktoś siedzi poniżej. Gdy teren wydaje się czysty, staję na krawędzi pierwszego stopnia i lekko się odbijam. Jednym skokiem dolatuję do przeciwległej ściany, od niej znów odbicie i w kuckach przelatuje półpiętro, cały czas mając broń w pogotowiu. Ani ułamek sekundy nie umyka mej obserwacji. Ląduję idealnie tuż pod ścianą, gdzie podłoga jest najpewniejsza, najbardziej stabilna, gdzie mam pewność, że nie zaskrzypi. Kilka kropel potu spływa mi po plecach, czuję ich łaskotanie.

Przyklejam się do ściany.

Mógłbym wyciągnąć laptopa, sprawdzić, co i jak, ale uważam, że należy sobie radzić bez niej. To jest oczywiście moje prywatne zdanie, nauczyciele powiedzieliby od razu, że osiągnięcie celu jest najważniejsze, nie ważne jakimi drogami, z czyją pomocą. Teraz jednak ich tu nie ma, jestem ja i moi przeciwnicy.

Za ścianą, do której jestem przyklejony z pewnością jest tylko pusty pokój. Schody na piąte piętro są zablokowane solidnymi drzwiami, mógłbym mieć problemy z szybkim ich sforsowaniem. Drzwi na prawo też wyglądają na solidne, pozostaje mi więc jedna droga.

Wchodzę ostrożnie do pomieszczenia za plecami. Wszystko wygląda, jakby nikt tu nie przebywał od ładnych paru lat. Każdy mebel porośnięty kurzem i pajęczyną, trochę mnie to dziwi, w końcu Ludzie starają się dbać o czystość, są przecież delikatni zdrowiem, ale z drugiej strony może to być też zwykła podpucha.

Idę dalej, intuicyjnie wybieram ścieżkę, w głowie kołata mi się obraz z oględzin budynku. Lecz wszystko widzę, jak przez mgłę, choć czuję, że dokonuję dobrych decyzji. Pozostało mi niecałe dziesięć minut, tyle mam na dotarcie do celu, później będzie tylko trudniej, wszczęty alarm i korytarze zaroją się od strażników. Wolałbym tego uniknąć.

Kroczę swobodnie, bez przeszkód, każdy pokój sprawia wrażenie nie używanego od lat, a informacji naszego wywiadu wynika, iż Ludzie powinni mieć tu swoją bazę już kilka miesięcy. Coś tu nie gra.

Pomieszczenia są ciemne, ciche, jedynie odgłosy burzy za oknem zakłócają atmosferę. Jednym zakłócają, innym sprzyjają, mi zdecydowanie sprzyjają. Docieram do pokoju, gdzie nie ma okien, nie ma drzwi, są tylko gołe ściany. Z tego, co pamiętam, gdzieś tutaj powinno być zejście na niższe piętro.

Nagle kątem oka wyławiam czerwonym punkcik na ścianie, natychmiast wyczuwam obecność obcego. Zagryzam wargi, zamieram w bezruchu, czas zatrzymuje się w miejscu. Jestem zły na siebie, bo swoboda poruszania się po pomieszczeniach zmniejszyła moją ostrożność, właśnie wyszedł brak doświadczenia, który jednak nadrabiam błyskawicznym działaniem.

Nie sprawdzam, kto za mną stoi, nie mam takiej potrzeby. Przyjaciel nie celowałby do mnie i ujawniłby się dawno. Jednym ruchem dłoni przewracam pistolety w drugą stronę, na szczęście w pomieszczeniu jest ciemno, więc moje ruchy są praktycznie niezauważalne. Naciskam spusty i po chwili czerwony punkcik spada kilka centymetrów ponad podłogę. Przez ułamek sekundy cieszę się ze zwycięstwa, i po raz kolejny wychodzi brak doświadczenia. Okazuje się, że przeciwników było dwóch, został jeszcze jeden. Zaraz po moim ataku następuje kontra, krótka seria, której cudem unikam. Szybkim kucnięciem i obrotem umykam przed kulami. Natychmiast dostrzegam wroga. Ubrany w ciemny kombinezon celuje do mnie z karabinka, jest cichy, nad wyraz cichy. Wróg okazuje się być kobietą, jej kształty wyraźnie podkreśla obcisły kombinezon. Mi to nie robi różnicy, kobieta, czy mężczyzna, nie ważne, ważne, że Człowiek.

Następuje wymiana ognia, ona krótkimi seriami, ja pojedynczymi strzałami dwóch pistoletów. Przebieg pojedynku jest dla mnie dość zaskakujący. Kobieta zwinnie umyka przed moimi atakami, widzę, że skutecznie przeczuwa moje ruchy. Chowamy się za ścianami, ona w swoim pomieszczeniu, ja w swoim. Jednocześnie wymieniamy magazynki, po ich upadku na podłogę następuje chwilowa cisza. W głowie pojawia mi się licznik z czasem, pozostało może osiem minut. A może już nic nie zostało? Może już ci tutaj zaalarmowali resztę? Cholera wie.

Słyszę skrzypnięcie, intuicyjnie wybijam się. Jedna nogą odbijam od ściany, drugą od podłogi i bezszelestnie przelatuję na przeciwną stronę, po wylądowaniu natychmiast celuję na drzwi i... nie widzę nikogo.

- Zaskoczony? – tuż obok mojej głowy słyszę jej głos.

Cholernie zaskoczony. Przypadki, by to Człowiek nas zaskoczył zdarzają się raz na milion. Tym razem padło na mnie.

- Ale ty też powinnaś być uważniejsza, jesteśmy w tym samym położeniu.

- Sądzisz? Ja zaraz wezwę swoich towarzyszy, a ty? Ty zostaniesz sam – mówi cicho, prawie mruczy. Zaczynam czuć do niej coś, czego nie powinienem. Na każdym szkoleniu, zawsze nam wpajano jedno, że to ludzkie kobiety są bardziej niebezpieczne od mężczyzn. Nigdy nie mogłem pojąć dlaczego? Teraz jednak rozumiem te przestrogi – Gdzie masz swoich pomocników? Wiem, że jesteś tu sam... – jeśli kobieta trafi na słabego faceta i dostanie okazję na użycie swej seksualności, najskuteczniejszej broni w bliskim starciu, facet może zostać uznany za martwego. Odnoszę wrażenie, że są specjalnie szkolone w tym kierunku. Powoli zaczynam czuć jej kontrolę nad swoim umysłem i ciałem. Widok obcisłego kombinezonu, dźwięk tajemniczego głosu sprawia, że raz po raz przebiegają po mnie fale gorąca. Znów brak doświadczenia w tego typu sytuacjach daje się we znaki, to już trzeci przypadek na tej akcji, zdecydowanie na więcej nie mogę sobie pozwolić. O ile będę miał szansę na więcej.

- Myślisz, że pozwolę ci wezwać pomoc? – niepostrzeżenie przystawiam tłumik do jej brzucha, czym zaskakuję nawet sam siebie. O dziwo, moja podświadomość sama z siebie jest jeszcze w stanie odpierać jej ataki.

- Jesteśmy tu sami, prawda? – przysuwa usta do mego ucha, prawie dotyka go wargami.

Strzelam.

Nie miałem wyjścia, musiałem to zrobić. Jeśli pozwoliłbym wypowiedzieć jej jeszcze kilka słów, uczynić parę kuszących gestów więcej, byłbym jej, a to oznaczałoby moją śmierć.

Popatrzyła na ranę w brzuchu, wypuściła karabinek z dłoni, pomacała krwawiące miejsce.

- Ale... – charknęła.

- życie, moja droga, życie – mówię beznamiętnie. Nagle cała jej seksualność znika, staje się dla mnie szybko zapomnianym snem – Jedni dają radę, inni nie – stwierdzam i celuję w głowę. Dla pewności muszę zobaczyć jej rozbryzgany mózg na ścianie, muszę być pewien, że nagle nie wyskoczy na mnie zza pleców.

Przystanąłem na moment. „Cel jest najważniejszy!!!”, hasło ze szkolenia mam praktycznie wyryte na czole, za każdym razem, gdy zamykam oczy ono pierwsze pojawia się w myślach. Jest ważne, ale tylko dla moich przełożonych, dla mnie natomiast ważniejsze jest życie, a byłem przecież cholernie blisko jego utraty. Ciągle jeszcze czuję ciepło w całym ciele, tętniące olbrzymim ciśnieniem krwi żyły w skroniach. Przysięgam sobie maksymalną ostrożność i uwagę. Drugi raz nie dam się tak łatwo podejść.

Muszę szybko doprowadzić się do jako takiej równowagi, lecz adrenalina we mnie zakrólowała.

Zostało może cztery minuty. Trzeba ewidentnie przyspieszyć działanie, chociaż pewien jestem, że wracał będę pośród wyjącego alarmu i mnóstwa wrogów. Może to i dobrze, że stałem się bardziej pobudzony? Szybsze ruchy, większa ostrość widzenia, skupianie na szczegółach, przy jednoczesnym rejestrowaniu całego otoczenia, cholera! To jest prawdziwa moc!

Wracam do punktu wyjścia, na schody. Stawiam wszystko na jedną kartę, czasu na ciche działanie i tak mam za mało, więc lada moment zwalą mi się na głowę pozostali strażnicy. Muszę zaatakować z zaskoczenia, na pewno się nie spodziewają frontalnego, oficjalnego ataku.

Podchodzę do stalowych drzwi na schodach prowadzących do niższego piętra, przyklejam do nich niewielki ładunek, uzbrajam i odchodzę do pokoju. Wybuch nie jest silny, ani głośny, lecz wystarczający na stworzenie przejścia, z pewnością też wystarczający na wszczęcie alarmu.

Chowam pistolety, broń dobrą na niewielu przeciwników, w jej miejsce wyciągam coś lepszego. Dwa karabinki mp-44 pewnie leżą w dłoni. Dla własnych potrzeb kazałem sobie zmodyfikować rękojeść, by stanowiły część mnie.

Adrenalina, wzmożona czujność i zmiana broni daje mi poczucie niezwyciężoności.

Nie usłyszałem jeszcze wycia alarmu, ale jestem pewien, że na piętrze poniżej już panuje wzmożony ruch. Nie zastanawiam się długo, zbiegam po schodach niczym błyskawica, przykucam przy ścianie i celuję odruchowo przed siebie, prosto w mroczny korytarz. Nic, cisza, zero akcji. Wyczekuję kilka sekund, sądząc, że wróg gdzieś się schował i zaatakuje z zaskoczenia, a takich pułapek nie lubię.

Wstaję ostrożnie. Początek tego piętra wygląda bliźniaczo do wyższej kondygnacji, na wprost korytarz, na prawo pokój, na lewo zejście. Tu różnica leży w tym, że drzwi na korytarz są otwarte, pewnie kolejna podpucha. Kurwa, wszędzie widzę jakieś pułapki.

- Raz... dwa... trzy... – ruszam. Bez zastanowienia wbiegam na korytarz, pułapka czy nie, trudno, dam radę, w końcu do tego byłem szkolony. Poza tym zabawa się zaczęła, muszę działać, a im więcej stoję, tym więcej analizuję sytuację, co ciągnie za sobą więcej wątpliwości, a im więcej wątpliwości nad wybraniem właściwej ścieżki, tym ruchy mniej pewne.

Obraz nagle zamazuje się, ściany pokrywają niewyraźną mgła, świat wokół, jakby tonie w wodzie. Jednak kroczę pewnie, odruchowo, intuicja mnie prowadzi, ukazując odpowiednią drogę. Choć wszystko wydaje się rozmazane, to rejestruję najdrobniejszy szczegół. Brak doświadczenia nadrabiam intensywnymi treningami, znacznie intensywniejszymi od innych rówieśników.

Wpadam jak huragan do pokoju, natychmiast dostrzegam troje drzwi, ale tylko jedne wybijają się ponad pozostałe, są o wiele bardziej materialne, reszta sprawia wrażenie snu. Wybieram i wbiegam do środka. Natychmiast nacisnąłem spust, jeszcze zanim dostrzegam wroga. Dwóch stało w przejściu do następnego pomieszczenia, jeden skulony za stołem. żadna ochrona im nie pomogła, moje kule były szybkie i pewne.

Im bardziej zagłębiam się w budynek, tym wystrój pokoi był coraz czystszy, schludniejszy, ewidentna oznaka zwiększonej egzystencji ludzkiej. Nie mam jednak czasu na analizę otoczenia, dlaczego tu czysto, gdzie indziej nie, dlaczego raz to ja jestem atakowany, a innym razem znów zabijam z zaskoczenia, jakby przeciwnik nie wiedział o tym, że jestem. Nie mam na to czasu, koło zdarzeń toczy się błyskawicznie, a myślenie mogłoby mnie wybić z właściwego rytmu.

Prawie biegnę. Do tej pory nie napotkałem na znaczniejsze przeszkody, mogące spowolnić me ruchy. Trwam w amoku zabijania, im więcej ludzi na koncie, tym adrenalina i chęć mordu coraz bardziej rośnie w mym sercu. Do osiągnięcia absolutnej ekstazy brakuje mi tylko dotarcia do celu.

W którymś z kolei pokoju nagle wszystko ciemnieje, tracę z pola widzenia nawet własne dłonie. Poruszanie się w warunkach mroku nigdy nie sprawiało mi trudności, ale teraz jest zupełnie inaczej. Zawsze, gdy oczy zawodzą bazuję na dźwięku, na czułości uszu. Tym razem zarówno dźwięk, jak i obraz zniknęły. Jestem zupełnie zdezorientowany, nie czuję dłoni, nie czuję ciała, wiem, że gdy pomyślę o jakimś ruchu wykonuję go, ale zwyczajnie tego nie czuję, ani tym bardziej nie słyszę tego minimalnego świstu powietrza. Jestem jak ślepy i głuchy duch.

Taki stan rzeczy trwa na szczęście ledwie kilka sekund, do świadomości doprowadza mnie szybkie cięcie na nodze i ciepła krew, spływająca po łydce. Nie wiem, czy martwić się obecnością wroga, czy cieszyć powrotem do normalności? To tak, jakbym wynurzył się z głębokiej wody, ujrzał świat w nowych barwach. Przez kilka chwil tkwiłem w sytuacji kryzysowej, nawet na szkoleniach nikt nie wspominał o takim przypadku, ale teraz jest znacznie lepiej, więc pewnie jednak się cieszę. Ale na pewno tego nie wiem. Koniec końców wroga pokonam, jak to miało miejsce do tej pory, kimkolwiek by nie był.

Staję w rozkroku, powierzchowne cięcie nie może mnie znaczniej osłabić, potrzeba czegoś więcej. Ciągle jest ciemno, więc jest tylko jeden sposób na rozjaśnienie sytuacji. Pewnie prostuję ręce, zaczynam i obracać, oddając nieprzerwaną serię strzałów. Gdy opróżniam pierwsze magazynki, kilkoma ruchami palców wymieniam je na następne i powtarzam ostrzał. Blask ognia lekko nakreśla mi otocznie. Stoję w zwyczajnym pokoju, a wokół nie ma nikogo, przynajmniej nikogo nie dostrzegam.

Zatrzymuję się. Czekam.

I nagle czuję na włosach i policzkach lekki powiew. Z pewnością przebiegły obok mnie co najmniej dwie postacie.

Cholera, Ludzie przecież nie są zdolni do takiego poruszania, tylko moja rasa tak może. Wpadam w strach, nad którym muszę zapanować. Wiem, że gdy zaczynam analizować sytuację zbyt szczegółowo, intuicyjne działanie szlag trafia. Rzucam więc wszystko na jedną szalę i wyciągam kilka ładunków wybuchowych, błyskawicznie je uzbrajam, po czym rozrzucam wokół siebie. Te, które lecą za plecy mają trochę dłuższy czas detonacji, bym mógł wybiec z pomieszczenia i ukryć się. W poprzednim pokoju bez problemów znajduję przynajmniej prowizoryczną osłonę.

Pod wpływem eksplozji budynek aż drży w posadach, mam wrażenie, że zaraz wszystko rozleci się w drobny mak. Po kilku sekundach ściany dalej jednak stoją na swoim miejscu, ostrożnie więc wstaję, poprawiam broń i podchodzę do przejścia. Za cholerę nie mogę pojąć, co się dzieje? Gdy tym razem wchodzę do pokoju, wszystko wygląda standardowo dla sytuacji po wybuchu, tylko kurz i pył unoszą się w powietrzu. Wszystko, co było, minęło, dezorientująca ciemność ustąpiła miejsca tej zwykłe, w której mój wzrok swobodnie się porusza. ściany na powrót przybrały naturalny wymiar, a ja nad każdym ruchem muszę się zastanawiać, gdyż adrenalina, która dawała mi poczucie niewyobrażalnej siły wyparowała ze mnie. Do tego wszystkiego doszło jeszcze zapytanie o nieuchwytnego wroga. Kim był, jakim sposobem zdołał zupełnie niepostrzeżenie mnie zranić?

Poszukiwania odpowiedzi muszę odstawić na bok. Ciągle nie osiągnąłem celu.

O dziwo, dalsza droga przebiega bez żadnych przeszkód, co jest to dla mnie absolutnie zaskakujące. Z łatwością znajduję właściwą drogę i nie napotykam na niej najmniejszego choćby oporu. Do tej pory, nawet na drobnych akcjach, musiałem się o wiele bardziej wysilać, a teraz? Ponoć mój obecny cel stanowi niezmiernie wielką wartość, ale jego skromna ochrona mówi mi całkowicie co innego.

Gdy w końcu wychodzę na zewnątrz, dostrzegam, że świat wygląda tak samo, gdy wchodziłem. Cóż, niczego innego się nie spodziewałem. Deszcz ciągle pada, martwe latarnie smutno spoglądają na ulice, pogrążając okolicę w mroku. Spokojnie wchodzę na chodnik i bez potrzeby gwałtownej ucieczki obieram azymut swojej bazy.

Dobry nastrój zapanowuje nad moim umysłem, spodziewałem się ostrego oporu, a tu proszę, spotkało mnie coś zupełnie innego. Owszem, z drobnymi problemami, ale były one sporadyczne, w świetle całości jakoś traciły na sile. Zaczynam nawet nucić pod nosem „Deszczową piosenkę”, brakuje mi tylko parasolki i okręcania się wokół latarni.

Na ulicy nie spotykam nikogo, poza kilkoma patrolami Policji, które za każdym razem łatwo omijam, nie, nie dlatego bym się ich lękał, ale panuje ogólny zakaz poruszania się po mieście o tej porze i każdy, kto go naruszy zostaje odstawiony na posterunek. Patrol sam w sobie nie stanowił dla mnie większego wyzwania, ale policjanci w ułamku sekundy wzywali posiłki, a z tak skomasowanym atakiem raczej bym sobie nie poradził. Z jednym to żaden problem.

Pozostało mi jeszcze kilka przecznic do pokonania. Dachy budynków smutno spoglądają na chodnik. Staram się kroczyć pod zadaszeniem, lubię deszczową pogodę, ale nie lubię moknąć. Okna w domach są przepełnione ciemnością, w żadnym nie można dostrzec choćby najmniejszego snopka światła, każdy porządny obywatel śpi o tej porze. Z opowiadań starszych wiem, że kiedyś życie o godzinie dwunastej w nocy dopiero się zaczynało, miasto wtedy najbardziej tętniło energią. Od kiedy w Mieście zaczął panować Zarząd wszystko się odmieniło, zapanował ład i porządek, poziom przestępstwa drastycznie spadł, a za wszelkie zbrodnie obarczano nas. Wojna pomiędzy Ludźmi a Kebukami od kilku lat przybrała oficjalny charakter, wyszła na światło dzienne. Dla mnie jednak nie ma to większego znaczenia, ja wychowałem się z otwartą do Ludzi nienawiścią i dla mnie taki oficjalny stan rzeczy stanowi normę.

Wędruję tuż przy ścianach budynków, chroniąc się przed deszczem i unikając badawczego spojrzenia Policjantów. Gdy dochodzę przecznicę od bazy, wyczuwam charakterystyczne ukłucie na karku, wzrok Obserwatorów. Nie spoglądam na nich, wystarczy mi zwykłe uczucie bycia pod obserwacją, które, choć uciążliwe, to jednak przynosi pewną ulgę. Teraz już nic nie może się wydarzyć, teraz mam wsparcie kompanów i nawet wiele patroli Policji może mnie co najwyżej w dupę cmoknąć.

Gdy dochodzę do skrzyżowania, staję na rogu, tuż przy ścianie gmachu. Opieram się łokciem o ścianę, macając specjalną cegłę, po czym robię dwa kroki wzdłuż ściany, zatrzymuję przy oknie i opieram o parapet. Nie zauważam go, ale wiem, że jest. Wykonuję wolny obrót. Dostrzegam postać schowaną w cieniu dachu lokalu „Kongo-Bongo” po przeciwnej stronie skrzyżowania, stoi w tej samej odległości od skrzyżowania, co ja i w identycznej postawie. Gdy tylko nasze spojrzenia się spotykają wykonujemy minimalne kiwnięcia głowami i ruszamy w przeciwnych kierunkach.

Po kilkunastu metrach chodnik pode mną nagle znika, po prostu rozpływa się, a ja spadam w ciemną otchłań. Lecę w wąskim tunelu, na ramionach czuję dotyk klaustrofobicznie nieprzyjemnych ścian. Piersi nie chcą się unosić, w płucach brakuje powietrza, w skronie uderza nagłe ciśnienie, oczy zachodzą mgłą. Lot w ciemnym tunelu zdaje się nie mieć końca.

- Cholera, nienawidzę tego – jęczę, gdy wreszcie uderzam o podłogę.

- Nie da się tego uniknąć, a może wolałbyś wejść przez drzwi? – postać, którą widziałem po przeciwnej stronie ulicy klepie mnie po ramieniu. Nie widzę jej. Zresztą jestem w domu, jestem bezpieczny, mogę sobie pozwolić na kilka chwil nieuwagi, starając wolno i spokojnie doprowadzić organizm do porządku po uciążliwym locie – Masz?

- Mam... w płaszczu... kurwa... ekhu, ekhu!

- Jak dojdziesz do siebie, staw się w Radzie.

- Spoko, zaraz – wstaję, ocieram pot ze skroni.

Powoli wracam do normalności. Postać, która mnie przywitała odeszła w ciemność, zostałem sam. Wyciągam ręce, czuję na dłoniach sufit. Pomieszczenie nie jest wielkie. Nienawidziłem tego, z całej akcji nie mogłem przyswoić sobie jeszcze powrotów, nieoczekiwanego wpadnięcia w tunel, lotu w nim i szybkiej aklimatyzacji w luce przejściowej, niewielkiej dziupli, tak chłodnej i wilgotnej.

Chwiejnym jeszcze krokiem podchodzę do przejścia. Próżno tu szukać drzwi, zwyczajna dziura w ścianie. Przekraczając próg odnoszę dziwnie niepokojące wrażenie, nie wiem dlaczego, ale moje zmysły same z siebie się wyostrzają. Stoje parę sekund w miejscu, lecz niczego szczególnego nie dostrzegam, pewnie zwyczajna dezorientacja po powrocie. Teraz najważniejsze, to dotrzeć przed Radę i złożyć raport. Około dwudziestu metrów od przejścia zapalają się niewielkie światełka na suficie. Nie miały mi oświetlać drogi, jedynie ją wskazywać. Nawet najbardziej doświadczenie Kubekowie bez właściwego naprowadzenia potrafili się zgubić w skomplikowanym systemie tuneli. Po powrocie z misji jakiś czas jeszcze odczuwa się lekką dezorientację i jest potrzeba naprowadzenia.

Nasza baza mieściła się w zapomnianych przez Ludzi podziemiach, wybudowanych jeszcze przez Niemców w czasie drugiej Wojny światowej, w celu założenia tajnej placówki. Im jednak się to nie udało, nam tak. Prawdopodobnie dlatego, że od wieków toczyliśmy wojnę z ukryciu, co wyrobiło w nas idealny styl życia w ciągłej tajemnicy. I choć każdy Człowiek już o nas wiedział, to żaden nie miał pojęcia o tym, że mieszkamy tuż pod ich nosem.

Nagle dostrzegam nad głową czerwony punkcik i staję jak wryty. Gorąco natychmiast uderza mi w skronie, wiem doskonale, co on oznacza. Przecież to niemożliwe, by ktoś się tu dostał, by ktoś mnie śledził. Raz, że idealnie wyczuwaliśmy każdego ludzkiego szpiega, dwa, Obserwatorzy mieli okolicę pod swoim czujnym okiem, a trzy, by się dostać do tunelu przejściowego, trzeba było jednocześnie wykonać właściwą kombinację po przeciwnych stronach ulicy na górze, inaczej odkrycie wejścia było niemożliwe.

A jednak czerwony punkcik wciąż świecił mi nad głową. Od razu przypomniałem sobie sytuację z budynku Ludzi, kiedy po raz pierwszy zostałem zaatakowany. W ułamku sekundy uświadomiłem sobie, że tamci Ludzie byli nadzwyczaj szybcy i doskonale kamuflowali się w mroku. Nagle doszło do mnie, że mogli jednak mnie śledzić, mogli uniknąć uniknąć, a nawet, o zgrozo! pokonać Obserwatorów, i w końcu odkryć tajemnicę naszej lokacji. Wszystkie te wnioski zajęły mi ułamek sekundy, to nie były myśli nachodzące po sobie, lecz jednoczesne uświadomienie.

Niczym błyskawica obracam się, wyciągając karabinki i oddaję na ślepo serię. Odpowiedź jest natychmiastowa, w trzech różnych punktach w ciemności rodzi się ogień wystrzałów. Nie jest dobrze, nie jestem pieprzonym Supermanem, żeby przed czymś takim umknąć. ściągam palec ze spustu, wolną ręką wyjmuję ładunek, rzucam przed siebie i jak najszybciej tylko mogę uciekam. Do wyjścia z korytarza mam jeszcze ze czterdzieści metrów, podmuch wybuchu z łatwością mnie w nim dosięgnie. Trudno, rodzi się raz i umiera raz. Tylko czemu akurat ja muszę tak krótko żyć?

Słyszę eksplozję za sobą, już czuję na karku ciepły powiew. Do wyjścia została mi za duża odległość, padam na ziemię i czekam. W ułamku sekundy dostrzegam przed sobą wycofujących się braci z klanu, a nad głową palące piekło wybuchu. Włosy natychmiast się spalają, daję rade jeszcze tylko okryć się długim płaszczem, może coś pomoże.

Pomogło. Dobra, stara skóra oparła się ogniowi. Ostrożnie wstaję i nagle zostaję powalony. Nie, nie przez wroga, ale przez walący się sufit. Eksplozja albo była zbyt silna, w co jednak wątpię, albo jeszcze gdzie indziej coś wybuchło, mocno naruszając konstrukcję bazy.

To jest już nie ważne, ja leże pod stertą gruzu. Mam jeszcze świadomość, ale jest ona bardzo nikła. Niczym ekran w starym telewizorze, powoli gaśnie, aż znika zupełnie.

Trudno, tak miało być.



Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » wt 08 sty 2008, 14:22

Jego włosy sięgają mu za ramiona


Nadmiar zaimków, „jego” albo „mu” niepotrzebne.



ręce w łokciach oparte na kolanach


Lepiej po prostu „łokcie oparte na kolanach.



blaskiem księżyca, ani sztucznym światłem latarni


Bez przecinka przed „ani”



poza tym, lubię klimat takiej pogody


Bez przecinka. Poza tym klimat pogody? Trochę kiepsko brzmi.



Dla mnie było by dobrze od razu


byłoby



Zobaczymy jak pójdzie.


Przecinek przed „jak”



Widać, czuje się bezpiecznie.


Bez przecinka



Budynek ma sześć pięter, plus dwie kondygnacje piwnic. Na ekranie mogę zobaczyć niestety tylko górną część. Podziemie jest albo lepiej zabezpieczone, albo zwyczajnie kryje się pod grubymi podłogami, tamując sygnał Neva. Nie jest specjalnie wielki, choć zdecydowanie góruje nad okolicznymi kamienicami.


Co nie jest specjalnie wielkie? Budynek? Ekran? Podziemie?



wewnątrz jest podzielony na wiele oddzielnych sektorów


Podzielony na oddzielne? Masło maślane. „Oddzielnych” niepotrzebne.



albo harówa przy rozładowaniu towaru, albo pilnowanie budynku – widzę, jak jedno skrzydło okna otwiera się szerzej.


„Widzę” z wielkiej litery i kropka po budynku. Z małej litery można pisać tylko czasowniki w stylu: powiedział, zapytał, szepnął, itp.



- Wyluzuj – obok dłoni pierwszego strażnika drugi kładzie swoją broń.


To samo. „Obok” z wielkiej i kropka po „wyluzuj”.



Prawym pistoletem namierzam drugiego, ale jego nie ma.


Trochę kiepsko to zabrzmiało.



gdy wychodzi z pomieszczenia w pokoju.


Znaczy pokój, a w pokoju drugi pokój? O_O Gdybyś ominął to „w pokoju” byłoby jaśniejsze niż jest teraz.



Zamiera z latarką w ustach, dłońmi na rozporku i przerażającym spojrzeniem na mnie


Po pierwsze, „spojrzeniem spoczywającym na mnie”. Po drugie, chyba „przerażonym”, co?



Ci moi tutajbyli sprawdzani chwilę temu.


Nadmiar zaimków, w zupełności wystarczy „Ci tutaj”.



Przynajmniej wiem ile mi pozostało.


Przecienke przed „ile”.



Mógłbym wyciągnąć laptopa, sprawdzić, co i jak, ale uważam, że należy sobie radzić bez niej.


niego



Za ścianą, do której jestem przyklejony z pewnością jest tylko pusty pokój.


Przecinek po „przyklejony” (ponieważ „do której jestem przyklejony” to wtrącenie).



Pozostało mi niecałe dziesięć minut, tyle mam na dotarcie do celu, później będzie tylko trudniej, wszczęty alarm i korytarze zaroją się od strażników.


Wszczęty alarm zaroi się od strażników? :lol:



każdy pokój sprawia wrażenie nie używanego od lat, a informacji naszego wywiadu wynika,


z informacji



Mi to nie robi różnicy, kobieta, czy mężczyzna, nie ważne, ważne, że Człowiek.


Po pierwsze „kobieta czy mężczyzna” – bez przecinka. Po drugie, „nieważne” łącznie.



Może już ci tutaj zaalarmowali resztę?


Znowu nagromadzenie krótkich wyrazów obok siebie. A przeczytanie „już ci” nawet w myślach jest trudne i brzmi jak „juźci”, a to jak z „Krzyżaków” XD Lepiej „może ci tutaj już zaalarmowali resztę”.



to już trzeci przypadek na tej akcji


W tej akcji



Zostało może cztery minuty.


Lepiej „zostały”



skupianie na szczegółach, przy jednoczesnym rejestrowaniu całego otoczenia


Bez przecinka



na schodach prowadzących do niższego piętra


Na niższe piętro



Wybuch nie jest silny, ani głośny


Bez przecinka.





Przed "ani" nie stawia się przecinka - zapamiętaj, bo często tak robisz.



Przeczytałam do miejsca, z którego pochodzi ten ostatni z wymienionych przeze mnie fragmentów. Resztę przeczytam później, bo na razie nie mam czasu.

Szerzej wypowiem się po zapoznaniu się z całością.



Awatar użytkownika
Purgatov
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: ndz 06 sty 2008, 23:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Purgatov » śr 09 sty 2008, 14:16

Witam.



Pomysł 4+

Ciekawy i ciekawie opracowany. Wprawdzie niezbyt orginalny, ale widać, że dobrze się czujesz w temacie.

Styl 4-

Zdarza się sporo wpadek. Widać, że nadrabiasz tempem akcji.

Schematyczność 4+

Było już sporo podobnych historii. Swoją drogą, trudno teraz wymyślić coś orginalnego. No, ale wyszkoleni agenci na tajnych misjach to naprawdę częsty chwyt. Plus za poryszenie tematu z kobietą i rozwiązanie go. Wielu pokusiłoby się chyba o jakieś przeciąganie ze szkodą dla akcji, a ty eliminujesz bez pardonu.

Błędy 3

Niestety sporo tego i im dalej, tym więcej. Nie będę się skupiał na wymienionych już wcześniej, ani na dialogowych i interpunkcyjnych (sam je popełniam)

Nagle kątem oka wyławiam czerwonym punkcik na ścianie


Nadliteroza. Zdarza się w pośpiechu.

Podchodzę do stalowych drzwi na schodach prowadzących do niższego piętra, przyklejam do nich niewielki ładunek, uzbrajam i odchodzę do pokoju.


Za dużo tego 'do'

k***a, wszędzie widzę jakieś pułapki.


Po pierwsze, powinno być 'K', bo to początek zdania.

Po drugie, co to znaczy k***a? Chciałeś napisać 'kufla'? A może 'klata'? Czy też 'kurwa'? Przekleństwo użyte w opowiadaniu ma swój cel. Nie gwiazdkujemy go, tym bardziej, że najwyraźniej jest wypowiadane w myślach. W opowiadaniu wulgaryzmy służą zazwyczaj wzmocnieniu efektu akcji, bądź przerysowaniu, sparodiowaniu. Skoro już zdecydowałeś się na gwiazdki, to czemu nie ocenzurowałeś wyrazów 'gówno', czy 'dupa'? To też przecież wulgaryzmy?



Edit Nine Na większości forów budowanych na podstawie ogólnodostępnej technologii pphb niektóre wulgaryzmy zostają wygwiazdkowane automatycznie. Szukamy sposobów na obejście tego, ale to potrwa. Póki co - gwiazdki pojawiają się kurwa automatycznie, jasne Purgatov?! ;)



Wpadam jak huragan do pokoju, natychmiast dostrzegam troje drzwi, ale tylko jedne wybijają się ponad pozostałe


ale tylko jedne wyróżniają się.

Pewnie prostuję ręce, zaczynam i obracać, oddając nieprzerwaną serię strzałów.


Zaczynam je obracać.

Wszystko, co było, minęło, dezorientująca ciemność ustąpiła miejsca tej zwykłe, w której mój wzrok swobodnie się porusza.


1. Niedoliteroza tą razą.

2. To tobie wzrok się porusza? :shock:

O dziwo, dalsza droga przebiega bez żadnych przeszkód, co jest to dla mnie absolutnie zaskakujące.


Co jest dla mnie absolutnym zaskoczeniem.

Zdarzyło się jeszcze kilka zjedzonych, lub dodanych na końcach wyrazów literek, czasem zamieniasz literki (jest z, powinno być w itp.), jeden przypadek zdublowania wyrazu. Wydaje mi się, że duża część tych błędów jest popełniona przez nieuwagę i pośpiech. Niestety jest ich strasznie dużo.

Ocena ogólna 4-

Trochę trudno się przez te błędy czytało.

Dodane po 45 minutach:

Jasne jak słoneczko, Nine. ;) Przyznam, że jestem zaskoczony. To pierwsze forum, na którym spotkałem się z czymś takim. A przynajmniej pierwsze z takim skryptem, na którym widziałem jego działanie. Tym samym błędu nie ma. Mogłem o tym pomyśleć ;)


Nie obgryzaj paznokci. Wenus z Milo też tak zaczynała...

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » śr 09 sty 2008, 21:06

Dzięki wielkie za wytknięcie błędów, na tym właśnie mi zależało :D Co do literówek, racja, mam z tym problem, ale staram się go eliminować (dobrze, że nie widzicie moich notatek, tam dopiero walę literówkami, przez duże L) Temat wyszkolonych agentów oczywiście pojawiał się już w wielu opowiadaniach, powieściach, lecz tym razem mam zamiar trochę zagmatwać sprawę :twisted: Piszę dalszą część i mam nadzieję, że wytrwam w tym do końca, bo pomysł bardzo mi się podoba.

Dzięki raz jeszcze za poświęcenie uwagi i krytykę, no, ale dość przyjemności na dzisiaj, teraz do psychologii społecznej (egzaminy, aghhhhhhrrrrrr!!!)



Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » śr 09 sty 2008, 21:09

Kontynuując...



ściany pokrywają niewyraźną mgła


mgłą



świat wokół, jakby tonie w wodzie


Bez przecinka



intensywnymi treningami, znacznie intensywniejszymi od innych rówieśników


Treningi intensywniejsze od rówieśników? A nie przypadkiem od treningów, które mieli rówieśnicy?



Wybieram i wbiegam do środka.


Wybieram je



Wybieram i wbiegam do środka. Natychmiast nacisnąłem spust, jeszcze zanim dostrzegam wroga.


Pierwsze dwa czasowniki są w czasie teraźniejszym, trzeci w przeszłym, a czwarty znów w teraźniejszym.

Przez całe opowiadanie „żonglujesz” czasami, ale to akurat nie przeszkadza, bo pasuje do aktualnego tempa akcji, itd. Natomiast w tym zdaniu brzmi to okropnie ;/ Postaraj się, żeby przynajmniej w jednym zdaniu były te same czasy.



Im bardziej zagłębiam się w budynek, tym wystrój pokoi był coraz czystszy


To samo. A fuj!



szybkie cięcie na nodze


Dziwnie to brzmi O_O



Pewnie prostuję ręce, zaczynam i obracać, oddając nieprzerwaną serię strzałów.


Coś nie ten teges. Zamiast „i” chyba „nimi”.



tylko moja rasa tak może


Lepiej by brzmiało „tak potrafi”.



Wiem, że gdy zaczynam analizować sytuację zbyt szczegółowo, intuicyjne działanie szlag trafia.


Tu się czepiam, ponieważ piszesz zdanie na ten temat już któryś raz. Kilka linijek wyżej rozwodziłeś się nad tym samym. Nie ma potrzeby takiego powtarzania się, czasami jest to wręcz irytujące.



gdyż adrenalina, która dawała mi poczucie niewyobrażalnej siły wyparowała ze mnie.


„Ze mnie” niepotrzebne. Poza tym, przecinek po „siły”.



spodziewałem się ostrego oporu, a tu proszę, spotkało mnie coś zupełnie innego.


Znów się powtarzasz któryś raz.



Gdy dochodzę przecznicę od bazy


To brzmi jeszcze dziwniej O_O „Dojść przecznicę”, tja? Lepiej: „gdy jestem już przecznicę od bazy…” lub coś takiego.



starając wolno i spokojnie doprowadzić organizm do porządku po uciążliwym locie


Starając SIę



pewnie zwyczajna dezorientacja po powrocie

(…)

Po powrocie z misji jakiś czas jeszcze odczuwa się lekką dezorientację


Widzisz, znowuż to samo. Aż ma się ochotę zakrzyknąć „Ale my to wieeeemy!”. To zdanie, gdzie tłumaczysz, po co się naprowadza, jak dla mnie zupełnie niepotrzebne. Czytelnik (w większości przypadków XD) to nie idiota.



w czasie drugiej Wojny światowej,


Wydaje mi się, że „drugiej” też z wielkiej litery.



od wieków toczyliśmy wojnę z ukryciu


Z ukrycia



mogli jednak mnie śledzić, mogli uniknąć uniknąć,


dubel



daję rade jeszcze tylko okryć się długim płaszczem,


radę



To jest już nie ważne


Nieważne





Jakoś pierwszą połowę czytało mi się lepiej. Druga połowa wydawała mi jakaś chaotyczna. Głównie dziwiło mnie to, że bohater na przemian twierdził, że misja przebiega niezwykle spokojnie, za chwilę wszystko ogarnia mgła, nie czuje swego ciała, ktoś mu pociął nogę, a on za moment znów uważa, że jest zadziwiająco spokojnie.

Dziwne, że wybuch, który jakoby wstrząsnął posagami budynku, nie zrobił nic poza wzbiciem kurzu w pokoju O_O Przed wybuchem w bazie bohater uciekał ile sił w nogach, a tutaj, ot, przeszedł do drugiego pokoju.

W ogóle ominąłeś ten moment, kiedy bohater brał to, po co przyszedł. Kiedy wyszedł na zewnątrz, zastanawiałam się, po co w takim razie on w ogóle tam lazł, skoro nic nie wziął? Nie wiem, czy to było celowe z Twojej strony, ale na moje oko przydałoby się choć jedno zdanie na ten temat, np. mówiące, jak się poczuł bohater, gdy zobaczył i wziął główny cel swej misji. Na razie wygląda, jakbyś sam nie wiedział, co to właściwie za przedmiot, więc specjalnie przemilczałeś tę sprawę ;P



Mimo, że dosyć wcześnie zaczęłam się domyślać, jak to się skończy, czytanie opowiadania sprawiało mi przyjemność. Styl nie jest zły, acz wymaga paru poprawek, zdarzają Ci się niefortunne określenia lub nadmiary zaimków, jak na przykład „jego włosy sięgają mu za ramiona”. Ale to wszystko da się wyłapać przy uważniejszym sprawdzaniu.



Pozdro!



Awatar użytkownika
Hansu
Dusza pisarza
Posty: 528
Rejestracja: wt 13 lut 2007, 21:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Hansu » śr 23 sty 2008, 09:26

Obywatelka, nasz promyczek, który pogrązy nawet Miodka ;) A tak serio, zaoszczedzilas mi pracy ^^ Dzis se to wydrukuje i ocenie jutro, a bledy wskazala nasza pani zoolog ;)

Dodane po 11 godzinach 25 minutach:

Po lewej drzwi, mocno zamknięte,




Mocno zamknięte, a cóż to za figura?



Jestem podekscytowany.




Po po tym jak nasz bohater wypowiadał się wcześniej i zachowywał potem, wnoszę, że aż tak podniecony nie był.



Ekran natychmiast się rozmazuje, zmienia z czarnego na granatowy




Niepotrzebny szczegół, domyślamy się, że skoro włączył laptopa to ekran zmienił barwy.



Zza parapetu wystają dwie dłonie, po chwili w którejś ląduje papieros.




Wybacz, nie rozumiem. Czy ten papieros skąś przyleciał? Bo chyba nie wyjął fajki stopami i nie wrzucił se między palce u rąk?



ignoruję trupy, usuwanie ciał zajęłoby mi za dużo czasu.




Owszem, możemy to zrzucić na brak wprawy bohatera w wykonywanym zawodzie, ale zwracam uwage, że każdy tajny agent odsunął by ciała, chociaż za jakąś szafke, by na pierwszy rzut oka nie było ich widać..



stwierdzam i celuję w głowę. Dla pewności muszę zobaczyć jej rozbryzgany mózg na ścianie, muszę być pewien, że nagle nie wyskoczy na mnie zza pleców.




Czytelnik się domyśli, że ją zabił, ale mógbyś to napisać. Chwilowe przemyślenia na temat tego, czego go uczyli może sprawić, że czytelnik pomyśli, że nasz agencik nie odstrzelił jej główki.



moje kule były szybkie i pewne.




A widziałes kiedyś jakieś inne? Wolne, niepewne?



im więcej ludzi na koncie,




Drugi raz spotykam to określenie. Nie podoba mi się ono, gada jak jakiś gangsta raper.



***************************************************

Tekst ciekawy. Pomysł wyświechtany, ale ładnie ukazany. Ale [tak, musi być ale] opisałeś nam jedną akcję, ładnie to zrobiłeś ale to nie wszystko. Wspomniałeś o wojnie ras, o tym, że bohater to nie człowiek, o podziemiach. Domyślam się, że ukazujesz świat w przyszłości i tu jest to "ale". Nie uchyliłeł nawet rąbka tajemnicy. Wiemy tylko tyle, że jest agencik, wykonał swoją misję, coś wspomniał u wojnie, na goniec zostaje przysypany gruzami. Dopóki nie ma kontynuacji za Pomysł tylko 3+. Lepiej ze stylem, podobało mi się, potrafisz się wczuć w bohatera, czasami troche to kuleje, ale ogólnie, trzyma w napięciu do konca dzięki twoim opisom. Za Styl: 4.

Błędy wskazała Ci Obywatelka, ja dodałem swoje 3 grosze, jak widzisz najlepiej nie jest, więc tylko 2+. Wiele z nich wynikało z pośpiechu, tak sądze. Nastepnym razem, radzę sprawdzić dokładnie. Schematyczność , cóż, jak juz wspomniano, temat już do granic mozliwości wykorzystany, ale u Ciebie widzę jakiś promyczek w tunelu, czekam na kontyuację i wyjaśnienia, narazie tylko 3-. ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, styl masz dobry, ale pozostawiasz czytelnikowi wielki niedosyt. Moja ogólna ocena to 3. Czekam na kontyuację. Wiem, że weryfiaktorzy zrezygnowali z tego, ale ja niestety stara szkoła więc napiszę to: jestem na tak. <Drodzy koledzy weryfikatorzy, proszę nie linczujcie mnie, ostatni raz, obiecuję :)>


Bliscy sąsiedzi rzadko bywają przyjaciółmi.





Tylko ci, którzy nauczyli się potęgi szczerego i bezinteresownego wkładu w życie innych, doświadczają największej radości życia - prawdziwego poczucia spełnienia.

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pt 25 sty 2008, 14:11

"Cytat:

ignoruję trupy, usuwanie ciał zajęłoby mi za dużo czasu.





Owszem, możemy to zrzucić na brak wprawy bohatera w wykonywanym zawodzie, ale zwracam uwage, że każdy tajny agent odsunął by ciała, chociaż za jakąś szafke, by na pierwszy rzut oka nie było ich widać.. "



Emmmm, bohater miał świadomość potrzeby schowania martwych przeciwników, ale wolał działać, gdyż czasu miała niewiele, a "zabawa w usuwanie ciał" pochłonęłaby go za dużo. Specjalnie je zignorował. Tu, uważam, jest dobrze ;)





"Cytat:

stwierdzam i celuję w głowę. Dla pewności muszę zobaczyć jej rozbryzgany mózg na ścianie, muszę być pewien, że nagle nie wyskoczy na mnie zza pleców.





Czytelnik się domyśli, że ją zabił, ale mógbyś to napisać. Chwilowe przemyślenia na temat tego, czego go uczyli może sprawić, że czytelnik pomyśli, że nasz agencik nie odstrzelił jej główki. "



No ok, mogłem dorzucić ro słówko, że "strzelam", ale tak, jak napisałeś Hansu, czytelnik może się domyślić.



A ten gangsterski rap, hmmmmm, bleeeee, nie tak chciałem <zdecydowanie nie>, ale to już chyba kwestia indywidualnego odbierania opowiadań, jak zawsze zresztą.



Co do reszty wytkniętych błędów nie mogę się przyczepić ;)



Opowiadanie miało być zaczęte i skończone w takiej formie, a jednak jest kontynuacja, zwłaszcza, że gładko mogę je połączyć z innym moim tworem, napisanym kilka miesięcy temu. Generalnie szykuje się coś dłuższego, ale mój zapał... to moja bolączka, dużo zaczynam, mało kończę :oops:



Dzięki jeszcze raz!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości