Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Karak-Vlag

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Meaglar
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: wt 25 gru 2007, 20:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Karak-Vlag

Postautor: Meaglar » wt 25 gru 2007, 20:30

Witam! Po tej stronie Mateusz. Lat 17.

Zamieszczam opowiadanie, którego zarys pojawił się, gdy przeglądałem komiks „300” Franka Millera i Lynna Varleya. Umieściłem je w świecie Warhammera (taki świat RPGowy).



Pozdrawiam!



Karak-Vlag



Przybywam do podnóży wieczorem, cztery dni po wiosennej równonocy. Trzy górskie szczyty spozierają wrogo, szarpiąc granatowe niebo śnieżnymi koronami.

Do rozwartych paszcz jaskiń prowadzi mnie setka schodów. Strome i oblodzone stanowią próbę dla tych, którzy podążają ku sercu Karak-Vlag.

Wspinam się, wbijając zmrożone palce w skalne szczeliny. Serce bije coraz mocniej, oddech nabiera swoistego impetu. Ciemnieje w oczach.

Wspinam się. Miecz kołysze się na plecach. Tarcza ściąga w zamgloną otchłań. Zrywa się wiatr. Kryształy lodu tańczą w powietrzu i boleśnie kaleczą twarz. Wspinam się.

Ostatnie stopnie zwijają się spiralnie. Jeszcze kilka kroków. Padam. śnieg koi, mimo, że jest twardy. Słyszę kołatanie serca.

Słyszę i wsłuchuję się. Pojawia się nowy dźwięk - kilka nieregularnych, mocnych uderzeń. A potem twardy jak stal, basowy śpiew. Podnoszę się i wspinam. Kolejne kroki. Wyżej podniesiona głowa. Wiatr targa białymi włosami. Miecz pokrył się szronem. Wspinam się i dostrzegam czarny korytarz w głąb góry. Pojawiają się niesione na drewnianych kijach ogniki. Zbliżają się.

- Kto idzie? – Woła pierwszy.

- Jesteś ze Złotej Gwardii? – Pyta drugi.

Zatrzymują się i mierzą mnie wzrokiem. Widzę mocniej zaciśnięte na drzewcach dłonie. Podchodzę bliżej.

- Ci dwaj ze Złotej Gwardii zginęli pod lawiną – Mówię.

- Coś za jeden?! – Krzyczy pierwszy, a wichura niemal zagłusza jego słowa.

- Gadaj, albo zapytamy inaczej – drugi unosi topór, zbliżając go do oblodzonej, sztywnej brody.

- Spokojnie – mówię, podnosząc białe od zimna dłonie – jestem wędrowcem.

- Wędrowcem? Po coś przybył do krasnoludów?

- Co, wędrowcze?

- To jest więc ta osławiona, krasnoludzka gościnność? – Pytam.

- Jak śmiesz?!

Krępy, opatulony w futro krasnolud rzuca się w moją stronę. Rozcina wichurę szerokim ostrzem. Stal trafia na stal.

- Nie stawaj na mej drodze, mości krasnoludzie – mówie powoli i wyraźnie, cofając się przy tym o kilka kroków. Miecz czeka jednak w mej dłoni, gotowy do rozpruwania gardeł.

- Thorinie. Schowaj swój topór.

Nazwany Thorinem krasnolud spluwa i niechętnie opuszcza broń.

- To nasz gość – kontynuuje tamten przy ujściu korytarza – winniśmy mu gościnność.

- Jeśli to wróg?

- żaden wróg nie pokonałby schodów. Jam jest Karnak – zwraca się do mnie.

- Prowadź Karnaku do swoich przełożonych.



Jest gorąco. Pieczary wypełniają się skłębionym powietrzem. Pachnie pieczonym mięsem. Ciało woła o swoje. Nie zwracam na nie uwagi. Idę za Karnakiem, a mości Thorin mierzy mnie swoimi skrytymi pod krzaczastymi brwiami oczami. Czarnymi jak węgiel. Zimnymi jak stal.

- Nie licz wędrowcze, że król Dumborg zechce cię przyjąć. Trwa narada wojenna. Możni radzą nad ważnymi sprawami, które już rano wybuchną świstem armatnich kul. Nie licz więc…

- Nie liczę.

Karnak znikna za ciężkimi, dębowymi drzwiami zakutymi w żelazne ramiona. Cichną rozmowy. Po chwili grzmi głos, podobny do bojowego okrzyku wyrywającego się z gardeł setek i tysięcy:

- Jesteśmy w przeddzień wielkiej bitwy! Od niej zależy nasz być lub nie być! Od niej zależy los Karak-Vlag!

- Wiem, wasza wysokości. Mówiłem mu to, ale nalegał.

- Co?!

- Wyszedł schodami, panie. Prawo nakazuje mu szacunek i…

- Wasza wysokość. Tak mówi prastara tradycja.

- Racja panowie. Często zdarzało się już, że przybysz…



- Ghmbrrr… - Thorin spogląda gniewnie. Odsuwam się od drzwi i uśmiecham. Widzę, jak trzęsą mu się ręce, jak krew szybciej płynie żyłami.

Karnak wychodzi i uśmiecha się do mnie.

- Jego wysokość – zaczyna – król Dumborg zechce się przyjąć, drogi gościu.

- Dzięki ci Karnaku – mówię i wchodzę do środka.

Komnata jest wysoka na kilkadziesiąt stóp. Tysiące, topiących się świec rozjaśnia bogate wnętrze: pozłacane posągi, marmurowe płaskorzeźby, srebrne siedziska i ławy

z czarnego drewna. Za dzbanami wody siedzą krasnoludy i ludzie, w tym jedna kobieta.

- Jestem król Dumborg, obcy – mówi siwy, majestatyczny krasnolud stojący pomiędzy zgromadzonymi. Jego pierś jest dumnie wypięta, ukryta pod zielono-złotym kubrakiem.

- Miło mi być tutaj z tobą królu Dumborgu. Witam was mężni wojownicy i ty droga pani.

- Ja go znam – szepce żylasty, krótkościęty żołnierz.

- Konrad von Schwarz.



***

Huk armat stawia wszystkich na nogi. Nie ma czasu na pytania. Nie ma czasu na posiłek. Nie ma czasu. Każdy wie, co oznaczają pękające mury, ogień rozjaśniający górską zawieruchę. Nie ma czasu na pytania.

Czarna chmara nieprzyjaciół maszeruje równym tempem. Górskie ścieżki roją się od stalowych wojowników niosących śmierć w nasze szeregi. Mutanty wdzierają się po grani

i pustoszą nasze tyły. Brama pęka pod taranem zbudowanym z tysięcy ludzkich kości. Krzyk

i wizg. Ryk i śmiech. Gdzieś ponad nami. Pojawiają się demony. Mroczni książęta sieją popłoch wśród dzielnych mężów Karak-Vlag. Krasnoludy bronią swych domostw rozcinając czarne morze tysiącem ostrych toporów. Miażdżą czarne tarcze tysiącem ciężkich młotów. Podtrzymują się i ramię przy ramieniu stoją nieruchomo. Na miejsce zabitego wkracza następny.

Wolna Kompania walczy wśród swych pracodawców. Szukając chleba, znajdują śmierć. Zanim jednak trafią do krainy Morra, burzą mur najeźdźców z Północy. Kręcą się korbacze. Lecą włócznie. Szybują strzały. Miecz uderza o miecz. Ogień pochłania ogień. Walka. Karak-Vlag.

- Schwarz! Schwarz! – Krzyczy ktoś na polu bitwy. Nie słyszę. Nie chcę słyszeć. Walczę przy bramie. Przy bramie, przez którą przechodzą olbrzymie bestie rosłe na pięć metrów. Obalają nas jednym uderzeniem ciężkiego miecza. Biegnę w stronę jednego. Spogląda na mnie. Mruży żółte ślepia. A potem ryczy. I z tym rykiem wykonuje zamach.

- Schwarz! – Nie słyszę. Odskakuję w bok, uchylam przed ciosem i wbijam swój miecz aż po rękojeść. Wbijam dotąd, aż słyszę łamanie kości, aż czuję, jak milkną wnętrzności. Potem odchodzę. I ruszam ku następnemu.





***



- Schwarz! – Huk. Armatnia kula odrąbuje kamiennego gargulca. Stwór pęka zabierając ze sobą biegnących krasnoludów.

- Schwarz! Wycofaj się do twierdzy. Brama upada!

- Nie upada – mówię. I biegnę do khornity. Wojownik Chaosu kpi sobie ze śmierci. Jednak śmierć nie kpi sobie z niego. Ja nie kpię z niego. Dopadam go i tłukę odsłonięte ramię. Krzycząc odpycha mnie i rąbie ostrzem. Trafia rozcinając lewą rękę. Syczę z bólu. I walczę dalej. Odbijam cios za ciosem. I cios za ciosem wbijam swe żądło dalej. Dopóki dopóty głowa trzyma się szyi. Potem przestaję i wracam do posłańca.

- Brama nie upada. Brama nie upadnie. Przekaż to swojemu królowi.



***



- Wolna Kompania! Do mnie! Do mnie! – Biegną. Ktoś przyniósł sztandar. Czerwoną różą targa lodowaty wiatr, strzały śniegu przykrywają go srebrzystym lodem. Stoimy. Ramię przy ramieniu. Miecz przy mieczu. Tarcza przy tarczy. Stoimy. Jesteśmy Wolną Kompanią.

- Równo! Poczujcie oddech swego towarzysza! – Burza stara się zagłuszyć moje słowa. – Walczymy za korony! Za złote korony! – Okrzyk bojowy wzmacnia nasze serca. Znika chłód. I znika dwie setki zwierzoludzi biegnących w stronę bramy, w stronę żywego muru, który stanowimy. Znika. Jednak tylko na chwilę.



***



- Panie! Panie! Musimy się wycofać! – Krzyczy ociekający zamarzającym osoczem żołnierz.

- Ilu nas zostało? – Pytam go.

- Trzydziestu mój panie.

- Przegrupować się! Biegną kolejni! Wolna Kompania?! Nie słyszę was! Wolna Kompania?!

- Rrrraaaaaa!

Uśmiecham się. Biegną kolejni.



***



Walka zbiera swoje żniwo. Deptamy naszych towarzyszy i naszych wrogów. Krwisty dywan zamarza. To sam Ulryk spogląda na swoje dzieci. Czujemy jego gniew. Nasi wrogowie też go czują. Bo ten gniew mamy w sobie. Mamy w sobie Furię Ulryka.

Spychają nas na schody. Zostało dziesięciu. Dziesięciu najlepszych. Dziesięciu Spod Bramy. Wbiegamy na kamienne tarasy. Kilka metrów za nami jest już horda chaośników.

- Dalej się nie cofniemy! – Oznajmiam moim towarzyszom. Moim braciom. Patrzą na mnie pytająco. Wskazuję tunel prowadzący do wnętrza góry. Nie możemy im na to pozwolić. Niżej są tylko kobiety i dzieci. Niżej będzie krwawa jatka. Dlatego nie może być niżej. Nie będzie niżej.

Tańczymy. Któryś odrywa się od ściany i pada w ruchomą, czarną otchłań wrogów. Słyszymy jego krzyk. „Wolnaaaaa Kompaaaa…”. Tańczymy. I nie cofamy się. Płacimy za to krwią. Piekielny ból przeszywa mnie na wskroś. Dostrzegam czarny grot wystający z mego ciała. Czuję słabość. Czuję słabość. łamię strzałę. Czuję słabość. Dlatego rzucam się do walki.

Schody są coraz szersze. Chaośników jest coraz więcej. Nie ma nadziei. Nie ma śmierci. Jest walka.

Są krasnoludy. Dwie ich setki…

***



- Schwarz!

- Królu! – Wbiegam do komnaty. Przy kilku świecach, oparci o stół dowódcy spoglądają tępo w pożółkłą mapę. Za stołem siedzi król Dumborg, z twarzą naznaczoną złością. Wiem, dlaczego się złości. Ponad nim umierają wojownicy. Umierają za wolność, za pokój. Umierają za honor. A on, ich król, najbardziej waleczny krasnolud w Karak-Vlag, musi siedzieć jak szczur i nadzorować przebieg bitwy.

Obok niego równie niezadowoleni przywódcy Wolnej Kompanii: Frald Biały, krasnolud Grumor Estlig i Słodka Lillien. Spoglądają ponurym wzrokiem, jakby zazdroszcząc mi mojego bólu, zazdroszcząc krwi na mym ciele. Zazdroszcząc lodu we włosach. I ręki trzymanej na mieczu. Tą ręką za parę chwil znów będę odbierał życie. Zazdroszczą mi.

- Trzymamy się przy Węglowym Przejściu. Potrzebujemy posiłków. Za przepaścią szaleją Khornici. Wyślijcie kogoś, kto ich stamtąd ściągnie. Jeśli kusznicy nas oskrzydlą, będziemy mieli wspaniałą pozycję do obrony. Potrzebujemy też ludzi przy samym Węglowym Przejściu.

- Lillien, wyślij Bretończyków – mówi Frald wypuszczając długo trzymane w płucach powietrze – Grumorze, zwołaj swych ludzi i chwyć za topór. Dosyć siedzenia w miejscu.

- Dosyć! – Woła Grumor Estlig i dumny wstaje od stołu. Nienawiść tańczy w jego oczach.

Wstaje Lillien. Uśmiech gości w kącikach jej ust. Wiąże w kucyk czarne włosy. Na głowę wkłada hełm. Wstaje król Dumborg. Przywdziewa rękawice. Cała czwórka spogląda w moją stronę. Dziękują, że przyniosłem im wieści. Wieści. Teraz mogą ruszyć w bój.



***



- Dumborg! Dumborg! Dumborg! – Woła jednym tchem dwie setki elitarnych jednostek Karak-Vlag. Nieustraszeni.

Dumborg schodzi pośród nich. Jest dla nich bratem. Jest dla nich ojcem. Dziadkiem. Jest dla nich królem. I przyjacielem.

Spoglądam, jak ruszają za nim. Wkrótce znikają w jednej z bram. Ich równy chód jeszcze długo odbija się echem.

Czas na mnie. Na plac wszedł mężczyzna ze sztandarem. Na nim czerwona róża – piękne płatki i ostre kolce. Moi żołnierze. Wychodzę im na spotkanie. Razem wspinamy się po schodach. Nadszedł czas rejzy.



***



Zimne powietrze gra w naszych płucach. Biegniemy poprzez zaspy nie znając ni chłodu, ni zmęczenia, ni strachu. Jesteśmy na dachu świata. I na dachu świata zostaną nasi wrogowie. Już nigdy stąd nie odejdą. Damy im piekło. Zimne piekło Karak-Vlag.

Biegniemy niezauważeni. Jak cienie prześlizgujemy się między schodami i skałami. Kilku z nas pożerają góry. Oni też tutaj zostaną.

Poniżej nas – przedzierający się przez śniegi oddział Wojowników Chaosu. Nie widzą nas – przeszkadza im śnieg. Nie słyszą nas – przeszkadza im wiatr. Ale my ich widzimy. My ich słyszymy. Nie znamy strachu.

Skaczemy na nich ze wszystkich stron przesmyku. Podrzynamy gardła, wbijamy ostrza między metalowe łączenia ich pancerzy. Tym, którzy przeżyli pierwszy atak, obcinamy kończyny. Giną zaskoczeni. Giną wierni swym mrocznym prawom. Wierni swoim mrocznym bogom.

Mroczni bogowie się dziś nie śmieją. Dzisiaj śmieje się Ulryk, Pan Zimy. Dzisiaj śmieją się kamienni przodkowie krasnoludów. Dzisiaj… dzisiaj Karak-Vlag pożera swoich wrogów.



***



Pierwsze starcie ma się ku końcowi. Ku końcowi ma się krwista noc. Ciężkie starcie. Wielu naszych opuściło tę płaszczyznę. Odeszło do lepszych ziem. Do Avalonu. Spotkać Panią Jeziora. Napić się dobrego piwa wraz z Grungim. Zagrać w karty z Morrem. Odeszli.

Na zawsze pozostanie po nich pamięć. Pozostaną ich dzielne czyny. Na zawsze pozostaną opowieści o Dziesięciu Spod Bramy. Jeśli kiedykolwiek usłyszysz to określenie, pochyl głowę dla męstwa, honoru i odwagi. Pochyl głowę, jeśli kiedykolwiek dotrzesz do Karak-Vlag. Pochyl głowę i uśmiechnij się do tych, którzy swe życie oddali broniąc granic naszego świata przed zalewem wszystkiego, o czym najchętniej chcielibyśmy zapomnieć.

O naszych braciach jednak nie zapomnimy. Najemnicy z Wolnej Kompanii. Przyszli po pieniądz. Odeszli walcząc za ideę i wolność. Pochyl głowę…



***

Płoną stosy. Ogień zabiera ziemską formę. Na wschodzie dostrzegamy słońce. Wspaniała, gorąca kula gazów ogrzewa nasze zarumienione policzki. Drżymy z zimna

i przemęczenia. Wewnątrz góry krasnoludy odprowadzają swych braci. Martwe ciała naszych brodatych przyjaciół łączą się z kamieniem. Stają się częścią góry. Tutaj, w Karak-Vlag wszystko jest jednością.

- Dobrze walczyłeś – mówi Frald. Opiera się o mur i spogląda gdzieś przed siebie. Jego umysł jest daleko. Białymi włosami targa wiatr. Frald Biały. Nasz dowódca. Spokojny

i majestatyczny niczym król.

- Dobrze walczyłeś – przyznaje Słodka Lillien, przechodząc obok.

- Trochę jak szaleniec. Momentami jak idiota. Ale dobrze. Masz ikrę, chłopcze – Grumor Estlig klepie mnie po plecach i odchodzi do swoich żołnierzy.

Po chwili zostaję sam. Zrywa się wiatr, który przynosi granatowe chmury. Unoszę głowę.. Szczyt Karak-Vlag rozszarpuje chmury. Szczyt jest ponad chmurami…



***



Zimny Zefir stara się zepchnąć mnie w przepaść. Ryczy i atakuje jak potwór. Zmrożone grudy śniegu trafiają w moje ciało. Czuję cieknącą krew. Kolejny wieczór. Kolejne mroźne piekło góry. Wspinam się. Oddech jest głęboki i równy. Wspinam się.

Jeszcze kilka metrów, powtarzam, kiedy grad błyskawic rozcina przeraźliwe niebo. Nie słyszę walki w dole. Czuję ją w swoim sercu. Czuję, jak krasnoludzcy bracia zakuci

w stalowe pancerze za nic mają sobie śmierć. Czuję, jak chłopcy z Wolnej Kompanii giną pod kołami kościanych maszyn oblężniczych. Czuję, jak śmierć tańczy z każdym z nas. Czuję górę. Dotarłem do szczytu.

- Ulryku! Panie Zimy! Panie Lodowego Podmuchu! Panie Gór! Panie Walki! Wzywam Cię! Pomnij na swego sługę! Pomnij na Konrada von Schwarza! Pomnij na mój miecz, który wnet przyniesie Morrowi Twych nieprzyjaciół! Pomnij i błogosław Panie Wilków!

Lecę na skrzydłach wiatru.









***



Mur pęka. Czarne sylwetki wlewają się do środka. śliskie macki miażdżą szyje. Ostre kły wbijają się w ramiona. śmierć. Walka. Krzyki. Ogień. I lód Karak-Vlag. Walka. Tańczę pośród nieprzyjaciół. Ulryku, powtarzam w myślach. To moja ofiara dla Ciebie. Tańczę. Tańczę zabierając im ich przeklęte życie. Tańczę wraz z Fraldem Białym, wraz ze Słodką Lillien, wraz z Grumorem Estligiem. Wraz z Dumborgiem IV Wspaniałym, potomkiem Srebrnego Siwarda.



***



Nasze życie ucieka zbyt szybko. Przesącza się miedzy zgrabiałymi palcami, które staramy się ogrzać przy wielkich, krasnoludzkich paleniskach wewnątrz góry. Na tych samych, posiniaczonych palcach liczymy dni i noce w tym górskim piekle.

Brakuje nam palców.



- Dwadzieścia jeden. Tyle tu już jesteśmy – rzecze Frald Biały swoim spokojnym, ale potężnym głosem. – Dwadzieścia jeden dni trzymamy Karak-Vlag. A kiedy nasi wrogowie zamarzają między zaspami, czekając na sygnał od swoich mrocznych panów, my regenerujemy siły przy krasnoludzkim trunku. Tu leży nasza przewaga!

Komnata wypełnia się radosnym okrzykiem. Następnie odzywają się drewniane kubki ze złocistym, gorącym płynem.

- A ich potępieni bogowie – mówi dalej nasz przywódca – posyłają kolejne setki przerażających monstrów. Przerażających w ich mniemaniu. Bo kto jest w stanie przerazić nieulękłe serca krasnoludów?!

Rozlega się okrzyk i toasty.

- A kto jest w stanie powalić równe szeregi Wolnej Kompanii?!

To król Dumborg. Krasnoludzki władca Karak-Vlag. Jego słowom towarzyszą wzajemne przyrzeczenia o wiecznej przyjaźni, a także puste dzbanki gorącego naparu.

Radujemy się. Radujemy się. A ja spoglądam w ogień, w tańczące iskierki pięknego żywiołu. I rozmyślam.



***



Oszronione mury spozierają na puste pola poniżej. Na czarne, przysypane śniegiem zarysy wielkich wozów śmierci. Na splamione krwią plemiona chaośników. Monstrualnych bestii i małych koszmarów. Stalowych Khornitów i wyuzdanych sukkubów. Oszronione mury spozierają na wolność.

Karak-Vlag. Dwadzieścia osiem dni. Cztery tygodnie. Zimnego piekła. Przelewania krwi. żegnania przyjaciół. Niespokojnego snu. Dwadzieścia osiem dni. Karak-Vlag.

ściskamy się mocno i w górę podnosimy naszych brodatych przyjaciół. Ktoś inny straciłby życie robiąc to. My zyskujemy szczere uśmiechy i pochwalne pieśni mieszkańców góry.

A potem odchodzimy ciągnąc wozy złota i srebra. Odchodzimy, nie oglądając się za siebie, jednak czując pustkę w sercach i szeregach. Dwadzieścia osiem dni pięknej wojny. Odchodzimy. Jesteśmy Wolną Kompanią.



Awatar użytkownika
Erendis
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: pt 12 paź 2007, 21:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Erendis » śr 26 gru 2007, 13:03

Dopóki dopóty głowa trzyma się szyi


to celowe? w każdym razie nie brzmi najlepiej. albo jedno, albo drugie i będzie dobrze.



- Trzydziestu, mój panie.


przecinek



Widzę, że nie tylko ja lubię pisać zimowe teksty, gdy śnieg jest za oknem :roll:

Nigdy nie miałam styczności z Warharmerem. Podobało mi się, Twój styl był przyjemny. Osiągnąłeś dzięki niemu efekt, który zapewne chciałeś uzyskać. Udało Ci się mnie zaciekawić, choć pomysł sam w sobie nie powala oryginalnością. Dokonałabym kilku poprawek typu wywalania paru kropek, na przykład tutaj "Cztery tygodnie. Zimnego piekła." Wiem, że chciałeś to podkreślić, ale co za dużo, to niezdrowo ;p Na początku źle zapisywałeś dialogi (chodzi mi o "mówię" na przykład), ale potem było już dobrze. Nie zauważyłam specjalnych błędów, tekst jest poprawny, nie zatrzymywał mnie, choć błędni weryfikatorzy na pewno jeszcze coś znajdą ;-)


czas poplątał kroki; jest łagodny i beztroski

ma zielone kocie oczy, tak samo jak ty

Awatar użytkownika
Lawicky
Pisarz domowy
Posty: 96
Rejestracja: sob 24 lis 2007, 13:45
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Lawicky » śr 26 gru 2007, 13:14

Dość ciekawy styl. Napisane w czasie teraźniejszym. Przypomina mi to jednak trochę opisy sennych koszmarów i wizji. ;)



Jednak krasnoludy i świat warhamca (mój ulubiony system) to ciekawy pomysł.


TU!... tak byłem ja!

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » czw 27 gru 2007, 09:45

Dobra, wreszcie trza się wziąć do roboty.



Tekst przeczytałem już przedwczoraj, ale jakoś nie mogłem się za to zabrać. Cóż, najwyższa pora.



Z jednej strony jest fajnie.

Podoba mi się czas teraźniejszy połączony z pierwszą osobą. Daje niezły efekt, szczególnie podczas samej bitwy. Potrafisz wprowadzić odpowiedni klimat do swoich słów, plastycznie opisać wydarzenia dziejące się w Twojej głowie.



Z drugiej strony jednak...

Widać, że już opracowujesz swój styl. To bardzo dobrze, ale odnośnie go: według mnie aż za dużo tych powtórzeń i króciutkich zdań. Tak, rozumiem, że to tak miało być, tak zaplanowane, ale mnie - nie wiem jak innych - po dłuższej częsci tekstu zaczęło irytować. Co chwila. Krótkie zdania. Zdania, które są. Tak krótkie. I jeszcze te. Te powtórzenia. Powtórzenia tak liczne. Powtórzenia tak silne. Na dłuższą metę. Metę długą. Drażniły.



( I mogłeś. Darować sobie. Powtarzanie co pięć sekund to. To, że są Wolną Kampanią. Mężną Wolną Kampanią. Dzielną Wolną Kampanią. Wspaniałą Wolną Kampanią. że są Wolną Kampanią. Odważną Wolną Kampanią. Są Wolną Kampanią.)



Wiem, że patos także był zamierzony, to już kwestia gustu, mi się podobał i sądzę, że pasował do ogólnej konwencji utworu.



Odnośnie pomysłu niewiele można się wypowiedzieć. Wydaje się, że pomysł to tylko tło, że był bardziej impulsem, siła sprawczą opowiadania, po czym zszedł na dalszy plan. Z początku zapowiadało się nieźle, jakieś lodowe, długie schody, samotny wędrowiec, później fabuła zeszła ze sceny, jej funkcją był raczej fundament dla stylu i patosu.



Inspirację "300" widać, ale słabo to wyakcentowałeś. Niby jest tych dziesięciu, walczą sobie, ale nie czułem tego, znacznie więcej było innych scen walki. Może lepszy efekt osiągnąłbyś, kładąc większy nacisk na walkę owych dziesięciu?



Sam świat... Nie ma co oceniać, nie jest Twój, nie wiem, czy coś zmieniałeś, czy naciągałeś fakty, nie znam Warhammera, więc przemilczę, ustępując miejsca Obeznanym W Temacie (Testudos?).



Podsumowując, podobał mi się klimat, podobał mi się styl, jednak po jakimś czasie drażnił armią króciutkich zdań i hordą powtórzeniówek, które miast snuć klimat, zaczęły go delikatnie kopać.



Pomysł jest wyświechtany do bólu, ale traktuję to raczej jako utwór z serii Impulsywnych, Inspirowanych czy też Pastiszowych.



Odnośnie strony technicznej. Kompletnie nie pamiętam na jakie błędy się natknąłem, to oddam w ręce dalszych oceniających.



Ocen nie wystawię, bo w liczbach wyglądałoby to negatywnie i brzydko, a tekst generalnie - jako ćwiczenie, czy pastisz - wywarł na mnie pozytywne wrażenie.



Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
blackgrzywa
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 26 gru 2007, 15:21
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: blackgrzywa » pt 28 gru 2007, 12:22

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem uczulony na fanfiki, nie znoszę ich. Słynna seria warhammerowa o Gotreku i tym drugim (Feliks? czy jak mu tam...) zupełnie do mnie nie trafia. Jedyna forma młotka jaką trawię (i nawet lubię) to sesja raz na miesiąc.



Jednak ten tekst wyraźnie przypadł mi do gustu. Styl jest bardzo dobry, szczególnie biorąc pod uwagę młody wiek autora. Widzę wyraźne nawiązania do "300" jeśli chodzi o narrację.



Zakończenie: "Odchodzimy, nie oglądając się za siebie, jednak czując pustkę w sercach i szeregach. Dwadzieścia osiem dni pięknej wojny. Odchodzimy. Jesteśmy Wolną Kompanią" - skojarzyło mi się z filmem "9 kompania". Bardzo ładnie.



Widzę tu zatem połączenie kilku elementów (młotek +300 + 9 kompania), które ładnie ze sobą współgrają i dają ciekawy efekt. Naprawdę dobry tekst. Jestem mile zaskoczony.



Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » pt 04 sty 2008, 19:10

Pierwsze starcie ma się ku końcowi. Ku końcowi ma się krwista noc. Ciężkie starcie.




to zdanie to jak dla mnie jużdrobna przesada



jeśli chodzi o moje wrażenia po lekturze tego tekstu... cóż, jak dla mnie było zbyut posiatkowane i zbyt chaotyczne. Ogólnie niezbyt dobrze mi się czytało, gubiłam się w akcji. a do tego wszystkiego te powtórzenia - koszmar. Nie obraź się, ale nie nazwałabym twojego stylu "bardzo dobrym", ewentualnie średnim.

Nie znaczy to, że nic w tym tekście nie widze - wręcz przeciwnie. myśle, że mogłabym się zgodzić z Patrenem - tylko widze więcej niedociągnięć niż on :)



życzę dalszych, bardziej udanych prób i pozdrawiam


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
Meaglar
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: wt 25 gru 2007, 20:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Meaglar » sob 05 sty 2008, 22:09

Dzięki wszystkim za weryfikację :)

Wiem już co poprawić, a co rozwinąć. Nie pozostaje nic innego jak zamiast gadania, zacząć wreszcie pisać. I pisać. I pisać.



Pozdrawiam


Ka jest jak wicher.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości