Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Nie jestem twoją lalką

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Nie jestem twoją lalką

Postautor: macieks » śr 28 lis 2007, 21:29

"Nie jestem twoją lalką"



Dlaczego to znowu się stało? Dlaczego oni ciągle to robią? Czym sobie zasłużyła na takie traktowanie? Swoim ciałem? Tak, z pewnością była najatrakcyjniejszą dziewczyną w bidulu. Czy aby napewno dziewczyną? Czy może już tylko mięsem? żywym mięsem, z którego powoli, sekunda po sekundzie, uchodzi życie? Egzystencja przepełniona jedną wielką pustką, którą zrodził ten przeklęty sierociniec, była już nie do zniesienia dla Ani. Brak miłości i prawdziwej rodziny to jedno, ale to, co z nią tutaj robiono, te chore rzeczy... Boże, kim trzeba być, żeby dopuszczać się czegoś takiego? Ile trzeba mieć w sobie próżności, aby wypalać dziurę w drugim człowieku? Może to przez frustrację... Do diabła, przecież ona też jest sfrustrowana, ale mimo to nie wyrządza nikomu krzywdy! Też musi gnić w tym cholernym przytułku dla niechcianych! Dlaczego z wszystkich domów dziecka trafiła właśnie tutaj? Do tej starej zaniedbanej rudery, w której wiecznie jest zimno? W której są oni? W której nikt nie reaguje na to, co oni jej robią?



Pewnie jutro też przyjdą... Tyle, że nie w czterech, a w sześciu lub nawet siedmiu, jak to przeważnie bywało. Przyjdą, wezmą to, co im się należy - czyli ciało biednej Ani, zaspokoją się w nim i odejdą. Zostawią ją brudną i zużytą, w ciemnym pokoju, w którym prawie co noc dochodzi do mordowania resztek jej postrzępionej duszy. Zostawią ją samą ze swoimi marzeniami o jednorodzinnym domku gdzieś na wsi, o sadzie pełnym jabłoni i kwiatów, o polu jęczmienia falującego pod wiatrem; o kochających rodzicach i starszej siostrze, której mogłaby się ze wszystkiego zwierzyć. Zostawią ją, żeby jutrzejszej nocy przyjść znowu i wycisnąć z jej zlęknionych oczu kolejne łzy bezsilności. Aby nakarmić się jej strachem i tą przykrą pustką w spojrzeniu, jaką miała zawsze podczas niechcianego stosunku. Już dawno przestała się opierać; to tylko wzmagało ich podniecenie, a wówczas na ich gniewnych obliczach pojawiał się gardzący uśmieszek, mówiący bezgłośnie: "Jesteś tylko ścierwem, czy ci się to podoba, czy nie". I dzień za dniem Ania coraz częściej myślała o sobie w taki sposób. Unikała ich spojrzeń w stołówce i świetlicy, kiedy to trzeba było przebywać z całą grupą. W świetlicy bywała bardzo rzadko, jedynie wtedy, gdy ich tam nie było. Wolny czas spędzała przeważnie z Izą - o rok młodszą, piętnastoletnią dziewczyną, z którą dzieliła pokój. Godzinami mogłaby grać z nią w warcaby, które były tutaj jedną z nielicznych rozrywek. Miały starą zniszczoną planszę i pogryzione pionki, które przemyciły kiedyś ze świetlicy. Czasami potrafiły przez pół dnia leżeć obok siebie na dywanie, wpatrywać się w niebo za oknem, zasłoniętym pożółkłymi firankami, i fantazjować wspólnie, jakby to było mieć normalny dom, wieść normalne życie... Umawiać się na randki, chodzić na zakupy do centrum handlowego, beztrosko trwonić czas w sklepach z odzieżą i na imprezach... Przynajmniej na jeden dzień...



Iza była naocznym świadkiem okropieństw, jakich doświadczała jej przyjaciółka. Prawie każdej nocy zmuszona była oglądać bezradną Anię, nagą, z rozłożonymi szeroko nogami, patrzącą nieobecnym szklanym wzrokiem w sufit. żal ściskał jej serce, w końcu to była jej jedyna przyjaciółka! Niestety nie mogła jej pomóc. Mogła jedynie leżeć w bezruchu, udawać, że śpi i modlić się w duchu, żeby nie zabrali się za nią. Miała spokój bo widocznie nie była dla nich dość atrakcyjna, nie tak jak Ania. Dziękowała za to Bogu.



Drobne szesnastoletnie ciało, bezwiedne, jakby pozbawione duszy, służyło im do rozładowania napięcia i chorej nienawiści do rodziców, którzy ich porzucili lub zmarli, skazując na życie bez miłości. Podła dominacja nad życiem bezbronnej dziewczyny leczyła ich kompleksy i zranione ego. Ich przyśpieszone oddechy, które Ania czuła we włosach, na szyi, na piersiach i wszędzie, były zemstą za cierpienie, jakiego w środku doświadczali.



Tego dnia Ania musiała stawić czoło swoim oprawcom i pójść do świetlicy. We wszystkich pokojach zepsuło się ogrzewanie, dlatego też nie miała innego wyjścia; świetlica była - prócz sekretariatu - jednym pomieszczeniem w budynku, które nigdy nie miało żadnej awarii z ogrzewaniem. Jako jedyne też pomieszczenie, miało szczelne plastikowe okna i śnieżnobiałe firanki, nieskażone żółcią jak w pokojach dzieci.



Siedziała więc samotnie w kącie, oblepiona gardzącymi spojrzeniami starszych chłopców, którzy przychodzili do niej każdej nocy. Nie patrzyła na nich, ale słyszała ich śmiechy i kąśliwe uwagi skierowane w jej stronę. Obserwowała Izę grającą w gumę ze swoimi koleżankami. Kilkakrotnie Iza zachęcała ją, żeby się przyłączyła, ale Ania wiedziała, że one nie mają ochoty na jej towarzystwo. Nikt prócz współlokatorki jej nie lubił. Bo jak można lubić kogoś, kto całe dnie spędza u siebie w pokoju i nigdy z niego nie wychodzi? Zresztą w takich sytuacjach jak ta, nawet owa współlokatorka patrzyła na Anię jakoś krzywo. Wszyscy myśleli, że Ania jest nawiedzona albo conajmniej "pierdolnięta" (jak to na nią mówili). Pierdolnięta to, pierdolnięta tamto. Mimo swojej zjawiskowej urody i wdzięku, była odizolowaną od reszty szarą myszką, która marzyła o tym, żeby cały ten koszmar się wreszcie skończył. "Pierdolnięta? Też byście były pierdolnięte, gdybyście codziennie czuły się jak worek na spermę" - myślała, wylewając w tych myślach namiastkę złości i nienawiści do samej siebie, jakie drzemały w jej sercu.

"Anka do jebanka! Anka do jebanka!" - rzucił w jej stronę jeden z tych, przez których przeżywała piekło. Siedział kilka metrów dalej, na stoliku, w otoczeniu innych piętnasto i szesnastoletnich bestii. "Tylko się nie popłacz! Nie bój się, dzisiaj w nocy cię pocieszymy!". Dlaczego oni to robią? Dlaczego chociaż w dzień nie dadzą jej świętego spokoju? Takie słowa sprawiały jej niemal fizyczny ból. "Wyjebiemy cię dzisiaj jak nigdy w życiu!", "Będzie ci dobrze, zobaczysz! Hahaha!".

Ania podkuliła się jeszcze bardziej, schyliła głowę, a jej ciało dopadły drgawki. Już nie mogła wytrzymać. Rozpłakała się. Tak bardzo chciałaby być kimś innym... Z całych sił pragnęła wymazać z pamięci te wszystkie złe rzeczy jakie jej robiono. Marzyła, by ci, którzy jej to zrobili, zdechli... żeby pozdychali jak psy! Tylko na to zasługują. Na nic więcej.

Myśli osaczonej dziewczyny zaczęły przybierać przerażające kształty. Malowały wypatroszone zwłoki jej oprawców, posadzone na muszlach klozetowych; hektolitry gęstej krwi płynącej z wolna po lodowatej podłodze w łazience, ich oderwane od ciała członki, które wepchnęłaby każdemu do ust. Przynajmniej nie zrobiliby już krzywdy żadnej dziewczynie.



Nagle poczuła na szyi znajomy dotyk. Dłoń ścisnęła ją, unosząc w ten sposób głowę do góry. Była otoczona...

- Ssij - jeden z nich gwałtownie włożył palec do ust dziewczyny. Ta wyjęła go ze wstrętem.

- Zostawcie mnie, nie tutaj! Przyjdźcie w nocy, proszę! - mówiła przez łzy. Nikt ze świetlicy nie reagował. Tak jakby nikt nie widział co się dzieje. Mimo że niejedne oczy były świadkiem upodlania Bogu ducha winnej szesnastolatki.

- Co to miało znaczyć!? - wrzasnął chłopiec, wymierzając bezbronnej Ani siarczysty policzek. - Ssij, powiedziałem! - I znowu włożył w nią palec. Ania wiedziała, że wszelkie opory na nic się zdadzą; lepiej ich nie denerwować bo będzie jeszcze gorzej. Zamknęła więc oczy i robiła co jej kazano.

- Grzeczna dziewczynka... Patrzcie tylko na nią... Urodzona dziwka. - Nie szczędzili jej gardzącego śmiechu. Mieli niezły ubaw, patrząc na mokry palec, wsuwający się i wysuwający z jej ust. Ale prawdziwą frajdę sprawiało im upokorzenie, jakiego Ania doświadczała. Kręciło ich zabijanie szczątek człowieczeństwa w tej biednej dziewczynie. Wtem zaczęli ją obłapiać. Dotykali ją wszędzie, jakby była zabawkową lalką. W takich momentach Ania wyłączała się. Odzielała swoją duszę od ciała i przenosiła myśli gdzieś daleko na wieś, do wyimaginowanych rodziców i nieistniejącej siostry. Byleby tylko pamiętać jak najmniej. Byleby tylko morderczy dotyk nie parzył tak mocno.

- Co tutaj się dzieje!? - krzyk pani prowadzącej świetlicę, uratował Anię od obrzydliwych rąk. - Zostawcie ją, rozejść się!



Chwilę później chłopcy powrócili do swoich zajęć, a ich ofiara dalej siedziała samotnie w kącie. Ta idiotka zwróciła im tylko uwagę. Ironia losu...



***



Noc wydawała się jeszcze mroźniejsza niż zwykle. Przez nieszczelne drewniane okno, do pokoju dostawał się chłód. Pomieszczenie ogarniał złowieszczy mrok, przytłaczający swoją czernią. Nie... To było ponad siły naszej bohaterki. Co to za życie? Stała teraz na krześle, jej szyję oplatał gruby sznur, zwisający z sufitu. Była naga, przed paroma minutami zdarto z niej ubranie. Jej dłonie, nogi i piersi kleiły się od świeżo zastygłej, lepkiej białej mazi. Iza spała. Szkoda bo chciałaby się do niej przytulić. Przytulić i uciec w ten sposób. Znaleźć schronienie w ramionach drugiej osoby. Dostać trochę ciepła. Szczerego ciepła, które być może uratowałoby ją od czarnych myśli, popychających w przepaść.



W głowie Ani pojawiło się pewne przykre wspomnienie. Pierwszy gwałt... Miała wtedy trzynaście lat, a sprawcami były te same skurwysyny co teraz. Pamiętała jak dopadli się do niej we trzech. Dwóch ją trzymało, a jeden odbierał niewinność. Jego słowa zapadły biednej dziewczynie głęboko w pamięci: "Jesteś do tego stworzona, laleczko".

- Nie jestem twoją lalką - wyszeptała i w ułamku sekundy zsunęła się z krzesła. Nim zapadła w wieczny sen, przeszyły ją konwulsje, z jej ust dobyło się ciche chrząkanie, a następnie piana. Po minucie ostatnie skurcze poruszały jej zwisającym ciałem. A raczej już tylko mięsem...



koniec



Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: winky » śr 28 lis 2007, 22:10

W sumie powinnam się uczyć fizyki (:F), ale skoro już tu jestem i długie nie jest - czemu nie?

To był wstępniak z serii żenujący żart Prowadzącego. Przejdźmy do rzeczy. Na dzień dobry to, co winky i Muza lubią najbardziej - błędy i czepianie się każdego mniej lub bardziej nieudolnie napisanego fragmentu opka. :D







Dlaczego to znowu się stało? Dlaczego oni ciągle to robią? Czym sobie zasłużyła na takie traktowanie?
Wklejam fragment, ale w sumie chodzi mi o cały akapit. Takie pytania lepiej brzmią stawiane przez bespośredniego zainteresowanego (czytaj: bohatera). Narrator to narrator - on (raczej) nie jest od moralizowania i stawiania pytań. On zmusza czytelnika, by sam je sobie zadał. (Powiało grozą... <trzask pioruna>)

Dlaczego z wszystkich domów dziecka
ZE wszystkich domów dziecka.

Tyle, że
Przecinków nie stawia się po: tyle, mimo, pomimo, tylko, chyba i jeszcze mnóstwie innych słów w podobnym kontekście, ale zgubiłam definicję. o_O (Może wklej ją sobie w podpis? Niezła myśl... ino twoje zacne zdjęcie się nie zmieści. A nie, to nie wklejaj.)

Zostawią ją brudną i zużytą, w ciemnym pokoju, w którym prawie co noc dochodzi do mordowania resztek jej postrzępionej duszy.
To zabrzmiało bardzo EMOcjonalnie.

o polu jęczmienia falującego pod wiatrem
Falującego na wietrze raczej.

Unikała ich spojrzeń w stołówce
<drapie się po głowie niczym rasowy goryl> A nie ,,na stołówce"? Niech mnie ktoś oświeci. ^_^'

Drobne szesnastoletnie ciało, bezwiedne
Bezwiedne ciało... interesujące.

Mimo swojej zjawiskowej urody i wdzięku, była odizolowaną od reszty szarą myszką
A teraz (i na początku też) pachnie marysuizmem. Po co od razu piękność? Jak jakiś knur gwałci dziewczynę/kobietę, niekoniecznie musi być piękna - byle tylko osiągnąć swój cel. Jak się nie opiera - tym łatwiej.

gardzącego śmiechu
Dziwnie to brzmi. ,,Pogardliwy śmiech" albo coś w ten deseń byłby lepszy.

jakby była zabawkową lalką
Zabawkowa lalka? o_O Sama ,,lalka" albo ,,zabawka" w zupełności by starczyła. (A mnie się przypomniała Aqua. You can touch, you can play! If you say I'm always yours! Idź się lepiej gdzieś schować. Nie sądzę, by był to odpowiedni moment na takie piosenki. -__-" Ale miała ona na celu wywołanie refleksji: takie teksty są kierowane do zupełnie małych dzieci, a potem... tada?)

Ta idiotka zwróciła im tylko uwagę.
Aby zaakcentować odpowiedni fragment zdania, lepiej by było: ,,Ta idiotka tylko zwróciła im uwagę."

To było ponad siły naszej bohaterki.
Nie lubię takich zabiegów.

jej szyję oplatał gruby sznur, zwisający z sufitu.
A czego był uczepiony?

Szkoda bo chciałaby
Szkoda, przecinek.

te same skurwysyny co teraz.
Skurwysyny, przecinek.

Pamiętała jak dopadli się do niej we trzech.
Dopadli się do niej...? Dopadli do niej. Albo dorwali się do niej.

Dwóch ją trzymało, a jeden odbierał niewinność.
To się nazywa dziewictwo. :P

z jej ust dobyło się ciche chrząkanie
Chrząkanie dziwnie brzmi. Ja bym napisała ,,charczenie" albo jeszcze inaczej, ale nie mam słownika synonimów pod ręką. ^^







Styl wyraźnie ci się poprawił, aczkolwiek wciąż nie ma tu jakiegoś klimatu. Opisujesz wydarzenia tak trochę bezpłciowo, uczucia bohaterki są nieprzekonujące i używasz wyświechtanych określeń, które powtarzają się też między twoimi opowiadaniami - brak inwencji? Zasobu słownictwa?



O nadzwyczajnej urodzie bohaterki już pisałam. Kompletnie zbędny i bardzo irytujący element. Ofiarami są nie tylko piękności. Jak do tej pory w żadnym twoim opowiadaniu nie czytałam o kobiecie o ,,przeciętnej" czy ,,nijakiej" urodzie. Wszystkie - wszystkie! - były zawsze PIęKNE. Piękne, pomimo tralala. NUDA.



Napisałabym coś więcej, ale już zapomniałam, co. ^^ Jak sobie przypomnę, to dopiszę. Pozdrawiam.


Z powarzaniem, łynki i Móza.

Obrazek

לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
Eitai Coro
Dusza pisarza
Posty: 648
Rejestracja: wt 14 sie 2007, 09:21
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Niedaleko zamku.
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Re: Nie jestem twoją lalką

Postautor: Eitai Coro » czw 29 lis 2007, 10:26

łokej, winky wymieniła, ale sprawdzimy, czy wszystko. Co dwie korekty, tym większe bezpieczeństwo.

Przepraszam za brak Muzy, ale wybrakowana jestem, no.



macieks pisze:"Nie jestem twoją lalką"



Dlaczego to znowu się stało? Dlaczego oni ciągle to robią? Czym sobie zasłużyła na takie traktowanie? Swoim ciałem? Tak, z pewnością była najatrakcyjniejszą dziewczyną w bidulu. Czy aby na pewno dziewczyną? Czy może już tylko mięsem? żywym mięsem, z którego powoli, sekunda po sekundzie, uchodzi życie?

Egzystencja przepełniona jedną wielką pustką, którą zrodził ten przeklęty sierociniec, była już nie do zniesienia dla Ani. Brak miłości i prawdziwej rodziny to jedno, ale to, co z nią tutaj robiono, te chore rzeczy... Boże, kim trzeba być, żeby dopuszczać się czegoś takiego? Ile trzeba mieć w sobie próżności, aby wypalać dziurę w drugim człowieku? Może to przez frustrację... Do diabła, przecież ona też jest sfrustrowana, ale mimo to nie wyrządza nikomu krzywdy! Też musi gnić w tym cholernym przytułku dla niechcianych! Dlaczego z wszystkich domów dziecka trafiła właśnie tutaj? Do tej starej, zaniedbanej rudery, w której wiecznie jest zimno? W której są oni? W której nikt nie reaguje na to, co oni jej robią?



Pewnie jutro też przyjdą... Tyle, że nie w czterech, a w sześciu lub nawet siedmiu, jak to przeważnie bywało. Przyjdą, wezmą to, co im się należy - czyli ciało biednej Ani, zaspokoją się w nim i odejdą. Zostawią ją brudną i zużytą, w ciemnym pokoju, w którym prawie co noc dochodzi do mordowania resztek jej postrzępionej duszy. Zostawią ją samą ze swoimi marzeniami o jednorodzinnym domku gdzieś na wsi, o sadzie pełnym jabłoni i kwiatów, o polu jęczmienia falującego pod wiatrem, o kochających rodzicach i starszej siostrze, której mogłaby się ze wszystkiego zwierzyć. Zostawią ją, żeby jutrzejszej nocy przyjść znowu i wycisnąć z jej zlęknionych oczu kolejne łzy bezsilności. Aby nakarmić się jej strachem i tą przykrą pustką w spojrzeniu, jaką miała zawsze podczas niechcianego stosunku. Już dawno przestała się opierać, to tylko wzmagało ich podniecenie, a wówczas na ich gniewnych obliczach pojawiał się gardzący uśmieszek, mówiący bezgłośnie: "Jesteś tylko ścierwem, czy ci się to podoba, czy nie".

I dzień za dniem Ania coraz częściej myślała o sobie w taki sposób. Unikała ich spojrzeń w stołówce i świetlicy, kiedy to trzeba było przebywać z całą grupą. W świetlicy bywała bardzo rzadko, jedynie wtedy, gdy ich tam nie było. Wolny czas spędzała przeważnie z Izą - o rok młodszą, piętnastoletnią dziewczyną, z którą dzieliła pokój. Godzinami mogłaby grać z nią w warcaby, które były tutaj jedną z nielicznych rozrywek. Miały starą, zniszczoną planszę i pogryzione pionki, które przemyciły kiedyś ze świetlicy. Czasami potrafiły przez pół dnia leżeć obok siebie na dywanie, wpatrywać się w niebo za oknem, zasłoniętym pożółkłymi firankami, i fantazjować wspólnie, jakby to było mieć normalny dom, wieść normalne życie... Umawiać się na randki, chodzić na zakupy do centrum handlowego, beztrosko trwonić czas w sklepach z odzieżą i na imprezach... Przynajmniej na jeden dzień...



Iza była naocznym świadkiem okropieństw, jakich doświadczała jej przyjaciółka. Prawie każdej nocy zmuszona była oglądać bezradną Anię, nagą, z rozłożonymi szeroko nogami, patrzącą nieobecnym szklanym wzrokiem w sufit. żal ściskał jej <- serce, w końcu to była jej <- powtórki są be jedyna przyjaciółka! Niestety, nie mogła jej <- powtórki... niech to będzie Twoja mantra jedynie leżeć w bezruchu, udawać, że śpi i modlić się w duchu, żeby nie zabrali się za nią. Miała spokój, bo widocznie nie była dla nich dość atrakcyjna, nie tak, jak Ania. Dziękowała za to Bogu.



Drobne szesnastoletnie ciało, bezwiedne (jakie? "Bezwiedny" to, według PWN-u "mimowolny"), jakby pozbawione duszy, służyło im do rozładowania napięcia i chorej nienawiści do rodziców, którzy ich porzucili lub zmarli, skazując na życie bez miłości. Podła dominacja nad życiem bezbronnej dziewczyny leczyła ich kompleksy i zranione ego. Ich przyśpieszone oddechy, które Ania czuła we włosach, na szyi, na piersiach i wszędzie, były zemstą za cierpienie, jakiego w środku doświadczali.



Tego dnia Ania musiała stawić czoło swoim oprawcom i pójść do świetlicy. We wszystkich pokojach zepsuło się ogrzewanie, dlatego też nie miała innego wyjścia, świetlica była - prócz sekretariatu - jednym pomieszczeniem w budynku, które nigdy nie miało żadnej awarii z ogrzewaniem. Jako jedyne też pomieszczenie <- ej, no, mantra, mantra! miało szczelne plastikowe okna i śnieżnobiałe firanki, nieskażone żółcią, jak w pokojach dzieci.



Siedziała więc samotnie w kącie, oblepiona gardzącymi spojrzeniami starszych chłopców, którzy przychodzili do niej każdej nocy. Nie patrzyła na nich, ale słyszała ich śmiechy i kąśliwe uwagi skierowane w jej stronę. Obserwowała Izę grającą w gumę ze swoimi koleżankami. Kilkakrotnie Iza zachęcała ją, żeby się przyłączyła, ale Ania wiedziała, że one nie mają ochoty na jej towarzystwo. Nikt prócz współlokatorki jej nie lubił. Bo jak można lubić kogoś, kto całe dnie spędza u siebie w pokoju i nigdy z niego nie wychodzi? Zresztą w sytuacjach takich jak ta, nawet owa współlokatorka patrzyła na Anię jakoś krzywo. Wszyscy myśleli, że Ania jest nawiedzona albo co najmniej "pierdolnięta" (jak to na nią mówili). Pierdolnięta to, pierdolnięta tamto. Mimo swojej zjawiskowej urody i wdzięku, była odizolowaną od reszty szarą myszką, która marzyła o tym, żeby cały ten koszmar się wreszcie skończył. "Pierdolnięta? Też byście były pierdolnięte, gdybyście codziennie czuły się jak worek na spermę" - myślała, wylewając w tych myślach namiastkę złości i nienawiści do samej siebie, jakie drzemały w jej sercu.

"Anka do jebanka! Anka do jebanka!" - rzucił w jej stronę jeden z tych, przez których przeżywała piekło. Siedział kilka metrów dalej, na stoliku, w otoczeniu innych piętnasto i szesnastoletnich bestii. "Tylko się nie popłacz! Nie bój się, dzisiaj w nocy cię pocieszymy!". Dlaczego oni to robią? Dlaczego chociaż w dzień nie dadzą jej świętego spokoju? Takie słowa sprawiały jej niemal fizyczny ból. "Wyjebiemy cię dzisiaj jak nigdy w życiu!", "Będzie ci dobrze, zobaczysz! Hahaha!".

Ania podkuliła się jeszcze bardziej, schyliła głowę, a jej ciało dopadły drgawki. Już nie mogła wytrzymać. Rozpłakała się. Tak bardzo chciałaby być kimś innym... Z całych sił pragnęła wymazać z pamięci te wszystkie złe rzeczy, jakie jej robiono. Marzyła, by ci, którzy jej to zrobili, zdechli... żeby pozdychali jak psy! Tylko na to zasługują. Na nic więcej.

Myśli osaczonej dziewczyny zaczęły przybierać przerażające kształty. Malowały wypatroszone zwłoki jej oprawców, posadzone na muszlach klozetowych; hektolitry gęstej krwi płynącej z wolna po lodowatej podłodze w łazience, ich oderwane od ciała członki, które wepchnęłaby każdemu do ust. Przynajmniej nie zrobiliby już krzywdy żadnej dziewczynie.



Nagle poczuła na szyi znajomy dotyk. Dłoń ścisnęła ją, unosząc w ten sposób głowę do góry. Była otoczona...

- Ssij - jeden z nich gwałtownie włożył palec do ust dziewczyny. Ta wyjęła go ze wstrętem.

- Zostawcie mnie, nie tutaj! Przyjdźcie w nocy, proszę! - mówiła przez łzy. Nikt ze świetlicy nie reagował. Tak jakby nikt nie widział, co się dzieje. Mimo że niejedne oczy były świadkiem upodlania Bogu ducha winnej szesnastolatki.

- Co to miało znaczyć!? - wrzasnął chłopiec, wymierzając bezbronnej Ani siarczysty policzek. - Ssij, powiedziałem! - I znowu włożył w nią palec. Ania wiedziała, że wszelkie opory na nic się zdadzą; lepiej ich nie denerwować, bo będzie jeszcze gorzej. Zamknęła więc oczy i robiła, co jej kazano.

- Grzeczna dziewczynka... Patrzcie tylko na nią... Urodzona dziwka. - Nie szczędzili jej gardzącego śmiechu. Mieli niezły ubaw, patrząc na mokry palec, wsuwający się i wysuwający z jej ust. Ale prawdziwą frajdę sprawiało im upokorzenie, jakiego Ania doświadczała. Kręciło ich zabijanie szczątków człowieczeństwa w tej biednej dziewczynie. Wtem zaczęli ją obłapiać. Dotykali ją wszędzie, jakby była zabawkową lalką. W takich momentach Ania wyłączała się. Odzielała swoją duszę od ciała i przenosiła myśli gdzieś daleko na wieś, do wyimaginowanych rodziców i nieistniejącej siostry. Byleby tylko pamiętać jak najmniej. Byleby tylko morderczy dotyk nie parzył tak mocno.

- Co tutaj się dzieje!? - krzyk pani prowadzącej świetlicę uratował Anię od obrzydliwych rąk. - Zostawcie ją, rozejść się!



Chwilę później chłopcy powrócili do swoich zajęć, a ich ofiara dalej siedziała samotnie w kącie. Ta idiotka zwróciła im tylko uwagę. Ironia losu...



***



Noc wydawała się jeszcze mroźniejsza niż zwykle. Przez nieszczelne drewniane okno do pokoju dostawał się chłód. Pomieszczenie ogarniał złowieszczy mrok, przytłaczający swoją czernią. Nie... To było ponad siły naszej bohaterki. Co to za życie? Stała teraz na krześle, jej szyję oplatał gruby sznur, zwisający z sufitu. Była naga, przed paroma minutami zdarto z niej ubranie. Jej dłonie, nogi i piersi kleiły się od świeżo zastygłej, lepkiej białej mazi. Iza spała. Szkoda, bo chciałaby się do niej przytulić. Przytulić i uciec w ten sposób. Znaleźć schronienie w ramionach drugiej osoby. Dostać trochę ciepła. Szczerego ciepła, które być może uratowałoby ją od czarnych myśli, popychających w przepaść.



W głowie Ani pojawiło się pewne przykre wspomnienie. Pierwszy gwałt... Miała wtedy trzynaście lat, a sprawcami były te same skurwysyny, co teraz. Pamiętała, jak dopadli się do niej we trzech. Dwóch ją trzymało, a jeden odbierał niewinność. Jego słowa zapadły biednej dziewczynie głęboko w pamięci: "Jesteś do tego stworzona, laleczko".

- Nie jestem twoją lalką - wyszeptała i w ułamku sekundy zsunęła się z krzesła. Nim zapadła w wieczny sen, przeszyły ją konwulsje, z jej ust dobyło się ciche chrząkanie, a następnie piana. Po minucie ostatnie skurcze poruszały jej zwisającym ciałem. A raczej już tylko mięsem...



koniec




Super, że wstawiłeś cudzyslów do tytułu. Rzadko autorzy to czynią, doprawdy nie rozumiem, dlaczego.

"Obelpiona spojrzeniami" brzmi... dziwnie. Może "otoczona"?

Styl się poprawił, ale nadal główną bazą Twojego tekstu jest gwałt, tylko w innych dekoracjach. Sprawa, którą poruszasz, jest poważna, zgadza się, ale Twoje ujęcie wyraźnie ją spłyca. Tak, ja wiem, że sierocińce są okropne, ale od kiedy się nimi zainteresowano, każdy przeciętny człowiek wie, że zdegenerowaniem nadrabia się ból, krzywdy wyrządzone przez los, et cetera. Może inne ujęcie?

"Ania podkuliła się" - raczej "skuliła".

Kiepski tekst, niezbyt mi się podobał.

Pozdrawiam.


"Tymczasem zaś trzymajcie się ciepło i bądźcie dla siebie dobrzy".

Przedmowa - list do Czytelnika z "Zielonej mili" Stephena Kinga.



"Zawsze wiedziałem, że jestem cholernie wyjątkowy".

Damon Albarn

Awatar użytkownika
Ninetongues
Pisarz pokoleń
Posty: 1073
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 19:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ninetongues » czw 29 lis 2007, 11:40

O. Kolejne opowiadanie o biednej gwałconej nastolatce której nikt nie może pomóc i która na końcu umiera.



Co tu dużo nie mówić - Janko Muzykant to to nie jest.



Nie obraź się macieks, ale gdyby nie to, że masz tylko 1 komentarz, to zrezygnowałbym z czytania tego tekstu skończywszy pierwszych parę linijek. Tematyka mnie nudzi i odrzuca, ale zawsze można powiedzieć że ja po prostu wolę teksty przygodowe niż egzystencjalno-dramatyczno-obyczajowe.



Za to styl jest rzeczywiście lepszy niż poprzednio. Czyta się płynniutko i bez większych zgrzytów.



Tyle ode mnie.



Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » czw 29 lis 2007, 17:47

winky pisze:Opisujesz wydarzenia tak trochę bezpłciowo, uczucia bohaterki są nieprzekonujące i używasz wyświechtanych określeń, które powtarzają się też między twoimi opowiadaniami - brak inwencji? Zasobu słownictwa?




Zasób słownictwa... Wiesz, jak jestem w trakcie czytania jakiejś książki, to zauważyłem, że pisze mi się znacznie lepiej. Ostatnio skończyłem pewną powieść i nie miałem nic do czytania przez jakiś czas, i w tym samym czasie pisałem powyższy tekst. Pisało mi się znacznie trudniej i nieraz było tak, że nie mogłem znaleźć odpowiedniego słowa, chociaż wiedziałem, że istnieją takie słowa, które lepiej oddałyby sytuację i klimat.



Co do wyświechtanych określeń to naprawdę staram się ich unikać, nie chcę pisać jak tysiące innych pisarzy i staram się budować zdania w sposób oryginalny, nigdzie nie spotykany. Stąd "oblepiona spojrzeniami", "mimo że niejedne oczy były świadkiem..." itp.



Piszesz, że nie ma tu klimatu, i w tym miejscu ponoszę porażkę, bo klimat miał być głównym, kluczowym elementem tego opowiadania. Bo akcji za dużo tu nie ma, nie o to mi zresztą chodziło. Chciałem za pomocą tego tekstu zdołować, wszczepić czytelnikowi negatywną energię, ukazać najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy... A to wszystko składa się na klimat. Jeśli go nie ma - opowiadanie jest bezużyteczne :(



No, ale dla tych słów:



Styl wyraźnie ci się poprawił


Styl się poprawił


Za to styl jest rzeczywiście lepszy niż poprzednio




warto było umieścić tu ten tekst. Dziękuję za uwagę :)



Co do powtórzeń to niekiedy mam ogromny kłopot ze słowami takimi jak "jej, ją, nią" itp. No po prostu czasami nie sposób ich nie powtarzać i samemu się denerwuję :(



Co do tego, że nadal główną bazą mojego tekstu jest gwałt, to przecież moje ostatnie opowiadania "Kajdany" i 3 części "Cody'ego" nie były o gwałcie :P A od tych właśnie tekstów wkroczyłem w tak zwany NEW AGE mojej twórczości, dlatego też zdecydowałem się z nowo nabytymi umiejętnościami, powrócić do tej - dla niektórych nudnej, dla innych poruszającej - tematyki. Poza tym nie zależało mi w tym tekście na samym gwałcie jako czynności, a na skupieniu się na emocjach bohaterki. Przecież nie opisywałem gwałtu samego w sobie... Chodziło mi raczej o mroczny klimat, którego niestety nie udało mi się stworzyć, ale każdy kolejny tekst jest ćwiczeniem, a wiadomo, że ćwiczenie czyni mistrza :)



Awatar użytkownika
Ninetongues
Pisarz pokoleń
Posty: 1073
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 19:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ninetongues » czw 29 lis 2007, 17:55

Myślę że to dlatego, że pewnie nie wiesz jak wielu gości piszących do szuflady pisze dokładnie takie same mroczne teksty, które mają być mroczne z zasady, a nie z wykonania. ;)



Na szczęście bijesz ich na głowę stylem, więc jest nieźle. Ale spróbuj może coś z innej tematyki, hmm?



Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » czw 29 lis 2007, 20:05

Teraz napewno będzie inna tematyka, nie zamierzam się powtarzać (a ten tekst nie uważam za powtórzenie bo jak już wspomniałem, jest jedynym opowiadaniem dotyczącym gwałtu pod szyldem 'new age' [tak sobie wymyśliłem]).



Na szczęście bijesz ich na głowę stylem, więc jest nieźle.




Takie słowa są bardzo budujące, ale mam nadzieję, że są szczere ;) Dzięki.



Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » pt 30 lis 2007, 10:17

również przyłączę się do pochwał stylu, bo jest zdecydowanie lepiej. Klimatu nie udało ci się utrzymać - ale cóż.. następnym razem będzie lepiej. Tematyka jest mocno wykorzystana, a i twój sposób przedstawienia nie odbiega od normy - ale to przecież sam dobrze wiesz.

Nie będę wypisywać błędów, bo dziewczyny zrobiły to bardzo dokładnie.

Pozwolisz również, że nie będę wystawiać ocen, byłyby słabe, a ja - po przeczytaniu tego tekstu - jestem raczej zadowolona z poprawy stylu, choć sam tekst mi się nie podobał.



pozdrawiam


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » pt 30 lis 2007, 20:00

Senk ju :)



Aha, tak sobie czytałem swoje najwcześniejsze posty na tym forum i chciałem przeprosić Was za swoją głupotę. Na początku nie wyczuwałem klimatu Weryfikatorium i odbierałem ofiarowaną przez Was pomoc (w postaci wytknięcia błędów itd.) jako atak, i później takie kąśliwe uwagi kierowałem w stronę niektórych osób, potem te osoby się rewanżowały, i tak jakoś dziwnie wyszło.

Jak czytam, co wypisywałem, to aż mi wstyd. Przepraszam.



Nie ma za co Macieks - Weber edit mod_on




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości