Cody 3 [poprawiony]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Cody 3 [poprawiony]

Postautor: macieks » pt 16 lis 2007, 16:18

-- CODY część 3 --



12



Głęboko pod podłogą piekła, w brudnych piwnicach z wieloma wąskimi korytarzami, gdzieś, gdzie nawet Bóg bałby się zajrzeć, swoją siedzibę miała Andariel - strażniczka potępionych dusz. Siedziała na tronie zrobionym z ludzkich kości, a w ręku - jeśli jej obrzydliwą koniczynę można by nazwać ręką - trzymała berło z kości nosorożca. W jej obskórnej komnacie tańczyły cienie, rzucane przez płomienie pochodni zawieszonych na ścianach. Cienie te były jej jedynymi towarzyszami gdyż była ona jedyną żywą istotą egzystującą w tych piwnicach. Dawniej - za życia ziemskiego - nastoletnia dziewczyna z zaburzeniami psychicznymi, która w okrutny sposób zamordowała swojego chłopaka, a potem - nie mogąc znieść wyrzutów sumienia - podcięła sobie żyły. Przez kilkadziesiąt długich lat odchodziła od zmysłów w jednej z zimnych cel, jak inne skazane na piekło dusze. Jednak po tym długim czasie, który mógłby się nigdy nie skończyć, najwyższy z demonów, Mefistofeles, okazał jej łaskę i uczynił z niej swoją poddaną demonicę. Zlecił jej panowanie nad piekłem i obdarzył nadzwyczajnymi mocami, zwolniając z obowiązku pokuty za bestialski czyn, jakiego dopuściła się przed laty.



Do tej pory nie wiedziała, dlaczego szatan oszczędził ją od wiecznego cierpienia. Czasem zastanawiała się nad tym, ale bezowocnie, nic nie przychodziło jej do głowy. W sumie nie powinno ją to interesować. Ważne, że teraz była to tylko zamierzchła przeszłość, niekiedy tylko nie dająca jej spać po nocach i powracająca w koszmarach sennych.

Teraźniejszość była taka, że Andariel prawie nieustannie siedziała na swoim trupim tronie, od czasu do czasu wychodząc z komnaty i spacerując po piwnicach. W każdy ostatni dzień co drugiego miesiąca teleportowała się do piekła i sporządzała inwentarz dusz, wędrując wzdłuż korytarza i licząc potępionych. Trwało to przeważnie kilka dni, ale było to jednym z jej nielicznych obowiązków, jakie musiała wykonywać. Była odpowiedzialna za każdą duszę, która cierpiała męki w swojej celi. Ostatni dzień listopada - dzień inwentarzu, miał nadejść za trzy dni, a brakowało jednej duszy - Codiego.



Andariel miała pod sobą dwa demony, które pilnowały porządku w piekle. Jednym z nich był Dynamis - ten sam, który zaryzykował wypuszczenie Codiego na wolność. Drugim był Mizabu, który podsunął Dynamisowi pomysł jak z powrotem zwrócić zaświatom utraconą duszę. Gdyby tylko Dynamis wiedział o dwulicowości drugiego celnika...



Teraz Mizabu stał przed dużymi, drewnianymi wrotami do komnaty Andariel, z zamiarem powiedzenia jej o występku tego pierwszego. Nie chciał ryzykować. Wiedział, że jeśli wyda się, że w piekle brakuje jednej duszy, poniesie on takie same konsekwencje jak Dynamis. Z jakiej racji ma on cierpieć za błędy kogoś innego? Potwornie bał się Andariel, bał się paść ofiarą jej gniewu. Ona jest szaloną dziwką, nigdy nie wiadomo co tej kreaturze może przyjść do głowy! Ma moce od samego szatana, nie warto z nią zadzierać. Nieraz zdarzało się, że pojawiała się w piekle kilka dni wcześniej niż w ostatni dzień miesiąca, a teraz mogłoby być tak samo. Dlatego też Mizabu nie miał innego wyjścia. Musiał to zrobić. Musiał powiedzieć jej o Codim.



Zapukał przyczepionym do wrót ciężkim, stalowym uchwytem. Chwilę potem wrota otworzyły się. Zakurzony i śmierdzący stęchlizną czerwony dywan prowadził Mizabu ku despotycznej strażniczce piekła, siedzącej jak zwykle na swym diabolicznym tronie. Pokonując kolejne metry, zastanawiał się czy dobrze zrobił, przychodząc tutaj. Co się stanie, kiedy demonica wpadnie w furię? Może lepiej trzeba było pozwolić Dynamisowi działać? Czy ta przebrzydła suka ukarze go za przynoszenie złych wieści?

Było już za późno na zadawanie takich pytań. Teraz klęczał przed nią, ze spuszczonym w podłogę wzrokiem. Nie było odwrotu.



13



Gwizdek czajnika zaświszczał, a ponad nim zaczęła unosić się para. Cody schwycił czajnik i wrzątkiem zalał szklankę z herbatą. Na dworze szalał silny wiatr, a szarzyzna listopadowego dnia przedostawała się do kuchni przez okno. Cody zasiadł przy stole, przed gorącą herbatą i śniadaniem, na które składało się kilka kanapek z masłem i pomidorem.

Tej nocy pracował, a więc miał przed sobą wolny cały dzień. Myślał, że miał ogromne szczęście, że znalazł zatrudnienie. Większość pracodawców patrzyła krzywym okiem na jego tatuaż, którego nosił dumnie na czole. Czarny napis "Rachel", wytatuowany gotycką czcionką był dla niego powodem do dumy. Oznaczał on, że jego serce należy tylko i wyłącznie do jednej kobiety i cały on - jego ciało, dusza i umysł, są jej własnością. Na szczęście właściciel piekarni nie zwrócił zbytnio uwagi na czoło Codiego i zatrudnił go bez problemu. Miał farta.

Przegryzając kolejną kanapkę, zastanawiał się jak spędzi te kilka godzin, nim jego miłość wróci z uczelni. Prześpi się - to napewno, ale co potem? Nie lubił siedzieć sam w domu, nie miał nikogo prócz niej, dla innych był trupem. Jednak brak jakiegokolwiek życia towarzyskiego wynagradzała mu Rachel. Była wystarczającym powodem, dla którego warto było żyć. Była wszystkim.



Za oknem hałasowała śmieciarka, przykuwając nieobecny wzrok zmęczonego nieprzespaną nocą bohatera. Krajobraz za szybą jakby zastygał; szumiące sosny zwalniały, a ruchy śmieciarzy stawały się ociężałe. Hałas opróżnianego kontenera zatracił swoją ostrość i teraz przypominał tylko głuchy szum. Zmęczenie dawało się Codiemu we znaki, odłożył więc niedokończoną kanapkę i dopił herbatę z zamiarem pójścia do łóżka.



Kiedy wchodził po skrzypiących schodach na górę, zatrzymał się nagle. Zdawało mu się, że posłyszał na dole jakieś kroki. To nie mogła być Rachel, dopiero co poszła na uczelnię! Stał tak w bezruchu, nasłuchując. "Zdawało ci się, jesteś zmęczony. Wyobraźnia płata ci figle" - pomyślał i uśmiechnął się do siebie. Jednak kiedy pokonał dwa kolejne stopnie, odgłos kroków z dołu dobiegł go znowu.

- Kto tam jest!? - krzyknął, prawie połykając słowa.

Lecz nie było słychać żadnego odzewu.

Zmęczenie, które do tej pory nim targało, teraz ustąpiło miejsca silnemu pobudzeniu połączonemu z nieokreślonym strachem. Złapał się kurczowo za poręcz i powoli zaczął schodzić w dół, wytrzeszczając z przerażenia oczy. Od kiedy zdołał uciec piekłu, koszmary nie dawały mu spokoju. Zawsze przed snem faszerował się valium, o czym Rachel nie wiedziała. Co noc śnił o tym jak przychodzą po niego parszywe demony i zabierają go z powrotem do mrocznej celi, której obcy jest dotyk światła. Te dwa traumatyczne dla Codiego miesiące spędzone w zaświatach, odcisnęły na nim potężne piętno, którego nie sposób było się pozbyć. Teraz, kiedy koszmar zaczął przenikać do rzeczywistości, jego czoło pokrył zimny pot, a skamieniała z lęku twarz pobladła straszliwie. Pokonywał kolejne stopnie, które skrzypiały lekko pod jego stopami. Kiedy był już na parterze, skierował się w kierunku kuchni. Kroki stawiał ostrożnie i powoli, przygotowując się w duchu na najgorsze. Myśl goniła kolejną, szybko niczym błyskawice raziły go, powodując nieprzyjemne dreszcze rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa. Jednak ciągle miał przed oczami Rachel. Nie chce jej zostawiać, musi przy niej być, musi się nią opiekować! Kto się nią zajmie, jeśli go zabraknie? Kto inny będzie ją kochał równie mocno? Komu innemu nieziemskie szczęście będzie sprawiało klęczenie przed nią i całowanie jej stóp? Kto inny będzie podziwiał ją w tak intensywny sposób?



Wejdzie do kuchni i wyjmie z szuflady tasak - taki był plan. Musi mieć coś, czym zdoła się obronić.

Wtem zza framugi wyłoniła się głowa Rachel, z promiennym uśmiechem na ustach.

- Boże! - Codiego odrzuciło do tyłu, złapał się za łomoczące w piersi serce. Poczuł jak ciśnienie rozsadza mu czaszkę, a głowa pulsuje z nerwów. Przestraszyła go nie na żarty. - Ni... - zachłannie łapał powietrze w płuca, jakby miał się zaraz udusić. - Nigdy więcej tego nie rób!

- Oj, przepraszam - Z dziecięcej buzi Rachel zniknął uśmiech, a pojawił się wyraz troski. Zrobiła maślane oczy. - Nie chciałam cię aż tak przestraszyć. To miała być niespodzianka. - Wyszła, ukazując się w całej swej okazałości. Miała na sobie tylko seksowną czarną bieliznę, kontrastującą z jej jasną cerą i łagodnym, niewinnym spojrzeniem. Do tego ręce złożyła na udach, jak do modlitwy, i patrzyła z pochyloną lekko głową. Zaczerwieniła się. Wyglądała tak skromnie... Włosy zachodziły na jeden z jej policzków, przez co twarz nabrała zagadkowej tajemniczości. Cody przełknął ślinę z wrażenia, nie mogąc oderwać oczu od jej idealnego ciała. żadna inna kobieta nie mogła się z nią równać.

Piękność podeszła do niego niepewnym krokiem, jakby skupiając się na reakcji, jaką wywierała na ukochanym. Teraz stała tuż przed nim i patrzyła mu prosto w ślepia. W oczach Codiego pojawiły się łzy, chciał płakać ze szczęścia. Diametralnie inne od tego, które przed chwilą nim zapanowało, uczucie niepohamowanej radości, trzęsło nim jak szmacianą lalką. Uniósł drżącą dłoń i odgarnął z policzka dziewczyny włosy. Rachel uśmiechnęła się. Uwielbiała wzbudzać w nim takie skrajne emocje. Uwielbiała jego wrażliwość, dzięki której czuła się naprawdę wyjątkowa. Kochała go za to.

Skryła ręce za plecami i powoli poczęła uwalniać piersi ze stanika, ciągle napawając się rozmarzoną miną swojej miłości. Gdyby jakąś magiczną mocą dało się zatrzymać wskazówki zegara, oboje zrobiliby to bez wahania. Niestety sekundy żyją własnym życiem i nie ma sposobu, żeby je uśmiercić. Kolejne sekundy sprawiły, że stanik Rachel leżał już na podłodze, a Cody obdarowywał delikatnymi pocałunkami jej nagie piersi. Jego usta raziły ciało dziewczyny prądem, a ona trzęsła się kiedy następny ładunek elektryczny przeszywał ją na wskroś. Gdy zetknęły się z łonem, skrywanym za koronkowymi stringami, w powietrzu pojawił się świst ostrza, jakby wyjmowanego z jakiejś kabury, a następnie z gardła kobiety wydobył się krótki okrzyk. Cody podniósł szybko głowę i zobaczył wykrzywioną twarz Rachel i wytrzeszczone do granic możliwości oczy. Z brzucha wystawała jej zakrwawiona szabla, która przebiła ją na wylot. Dziewczyna rzygnęła krwią prosto na uniesioną głowę Codiego. Ten, w szoku, nawet nie odskoczył, nie wiedział co się dzieje. Rzygi spływały po jego głowie i twarzy, cięknąc po szyi i zalewając ubranie. Ostrze zniknęło z brzucha Rachel, a jej półnagie ciało padło jak długie na podłogę, obok Codiego. Wtedy jego oczom ukazał się Dynamis, trzymający w ręku narzędzie zbrodni ociekające krwią.



cdn



Poprzednie skasowano



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 17 lis 2007, 14:33

Zabierałem się za przeczytanie tej części już kilka razy. Nie potrafiłem przebrnąć przez pierwsze zdanie, a dokładnie przez stwierdzenie - "Głęboko pod podłogą piekła".



Wiesz nie jestem ekspertem w tej kwestii, szczerze to nie znam się na tym wcale, ale wydaje mi się, że błędnie zapisujesz imię bohatera przy odmianie. W jednym temacie pisałem o odmianie nazwisk, nie wiem czy można zastosować te same reguły do imion, wydaje mi się jednak, że tak. Jeśli to prawda to powinno wyglądać to mniej więcej tak:

Cody, Cody'ego, Cody'emu, z Codym, o Codym. Chyba. Właśnie w tym tkwi niebezpieczeństwo używania w opowiadaniach zagranicznych imion. Zawsze przed tym przestrzegałem.



Pisze, że jest to wersja poprawiona. Jeśli to prawda to nie chcę sobie wyobrażać tej wcześniejszej. Ponownie mamy do czynienia z mnogością błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i logicznych.



N końcu piszesz, że Rachela została przebita szablą i zwymiotowała krwią na Cody'ego. Z tego co pamiętam, szabla jest bronią przeznaczoną do zadawania cięć i sztychów (kłucia), nie do przebijania ludzi. To byłoby chyba trudne, nie wiem. I to wymiotowanie krwią, bez przesady literackiej, ale aż tak źle nie mogło być. Nie chce mi się w to wierzyć.



trzymała berło z kości nosorożca.


Konkretnie jakiej? Piszczelowej?



Proszę cię, zanim wkleisz kolejny tekst pozwól mu poleżeć trochę na twoim dysku twardym. Jakiś tydzień wystarczy.



Moja ocena względem tekstu się nie zmieniła. Dalej za całość stawiam dwójkę.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » sob 17 lis 2007, 15:43

Dzięki. OK, teraz zanim umieszczę cokolwiek tutaj to przeczekam trochę, żeby potem samemu wyłapać wszystkie błędy, a Was uraczyć w końcu czymś naprawdę na poziomie :P



Mam nadzieję, że kolejne części przypadną Ci do gustu i zrehabilitują potknięcia w poprzednich. Bo myślę, że sam pomysł jest wart kontynuacji.



Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » czw 06 gru 2007, 15:36

Ostatni dzień listopada - dzień inwentarzu, miał nadejść za trzy dni,


powtórzenia



miał przed sobą wolny cały dzień.


Dziwny szyk, lepiej np: "miał przed sobą cały dzień wolnego"



Większość pracodawców patrzyła krzywym okiem na jego tatuaż, którego nosił dumnie na czole


który



napewno


na pewno



skierował się w kierunku kuchni


powtórzenie



Do tego ręce złożyła na udach, jak do modlitwy


Nie od razu pojęłam, o co chodzi. Przemknęło mi przez głowę "to ona w końcu stoi czy siedzi?!". Lepsze i bardziej oczywiste będzie np "ręce zaplotła przed sobą na wysokości ud"



patrzyła mu prosto w ślepia


Rozumiem, że chciałeś przez to uniknąć powtórzenia, ale uwierz mi, że wyraz "ślepia" w scenie erotycznej nie brzmi najlepiej XD



Trochę rozśmieszył mnie ten tatuaż na czole, rozumiem, że ją kochał, ale bez przesady, na czole?!

Swoją drogą w Twoich opowiadaniach często powtarzasz ten sam schemat stosunków między kobietą i mężczyzną.



Mam wrażenie, że styl z każdą częścią jest coraz gorszy, niestety. W opowiadaniu "dwudziesta druga" było lepiej. Tutaj dużo zdań wydaje mi się takich... koślawych, to chyba dobre określenie. Przesadzasz z przecinkami, jest ich zbyt dużo i to tam, gdzie być nie powinny, przez co zdania są pociachane, potęgując wrażenie "koślawości".



Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » czw 06 gru 2007, 19:25

Dzięki za komentarz, ale mam prośbę: nie czytajcie już tego "Codiego", tej czwartej i ostatniej zarazem części też nie czytajcie. Ja tak teraz patrzę na to, co stworzyłem i rzygać mi się chce. Błędy logiczne, powtórzenia w każdej części, ciągle coś nie tego, mi samemu nie podobają się opowiadania z tej serii.



Odpocznę trochę i stworzę coś lepszego, przeczekam jakiś czas, przeczytam sobie potem, a dopiero wtedy wrzucę tutaj, żebyście ocenili.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości