Obrazek

Zbrodnia i sen

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów. Opowiadania z przeszłości.

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz osiedlowy
Posty: 341
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Wrotycz » sob 11 sty 2020, 08:14

Ostatni post z poprzedniej strony:

Ustalmy jedno. Czytelnik ma niezbywalne prawo do krytycznej oceny tekstu. Autor może sobie pomiauczeć, ale po co?:)

Dziękuję obu Paniom za czytanie i opinie.
Pozdrawiam:)



Awatar użytkownika
Seener
Pisarz osiedlowy
Posty: 344
Rejestracja: śr 10 lut 2010, 21:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Seener » sob 11 sty 2020, 09:05

Wrotycz pisze:Source of the post Nie wiedziałam, że przedstawianie swoich racji, obrona założeń tekstu jest tak niemile widziana, a wręcz skazuje na komentatorski ostracyzm:(

Zastanów się proszę dlaczego umieściłaś ten tekst na Weryfikatorium w dziale do weryfikowania, a nie na przykład na własnym blogu z wyłączonymi komentarzami. Czy to jest tekst gotowy i skończony, czy tekst który szuka lepszej formy, ma spełnić jakieś zadanie szkoleniowe. Można przekonać Margot i Rubię, że się mylą, tylko czy to tekstowi pomoże? Zadaję to pytanie już któryś kolejny raz tutaj. Czy jeśli go wydasz i spotka się powiedzmy z chłodnym przyjęciem to będziesz stać w księgarni i przekonywać czytelników, że jednak jest dobry tylko trzeba przeczytać do końca, żeby zrozumieć?
W pisaniu są pewne prawidła, to nie sztywne reguły, ale jednak pewnych zasad czasem trzeba się trzymać. Czasem dlatego, że tak mówiła pani o polskiego - gramatyka i ortografia, a czasem dlatego, że ludzki mózg poznaje i pojmuje w określony sposób.
Jest przyczyna, dla której w klasycznym kryminale zdanie "Janina leżała martwa" jest na początku, a zdanie "To woźny był mordercą" znajduje się na końcu.

Wrotycz pisze:Source of the post Na katedrze stał tomik mordercy.

To zdanie to tylko pewien symbol jednej ze słabości tego tekstu. Ludzie kojarzą w prosty sposób.
Zobacz jaka jest różnica pomiędzy takimi określeniami:

tomik poezji
nóż mordercy
tomik mordercy

Co budzi skojarzeni natychmiastowe i w jakimś sensie oczywiste, a co nie?
Samo określenie "tomik" też jest niezbyt szczęśliwe. "Tomik poezji" funkcjonuje w powszechnej świadomości. "Opasłe tomiszcze", "tom encyklopedii" - również. "Tomik prozy", a tym ostatecznie okazuje się chyba wspomniane dzieło... wybrałaś bardzo, bardzo wąską ścieżkę.

Owszem, nie musisz wszystkiego od razu łopatą. Jeśli w pierwszym zdaniu napiszę na przykład "Samochód unosił się dwa metry nad ziemią" to mogę założyć, że wszyscy wiedzą, że samochody normalnie tak nie robią i może przytrzymam na parę akapitów czytelnika tajemnicą.

W twoim zdaniu nie ma tajemnicy, nie ma obrazu, a jest tylko zamieszanie poznawcze. Co to do cho$@ry jest "tomik mordercy".
Coś Ci daje utrudnianie życia czytelnikowi?
W zasadzie nie było by sensu pastwić się tak nad tym zdaniem, gdyby nie to, że to objaw generalnej słabości tego tekstu. Słabości właściwej dla początków pisania. Nie trzeba się silić na wyszukane i nietypowe wyrazy, żeby coś opowiedzieć. Niektórzy pisarze tak robią, ale po pierwsze umieją, po drugie mają w tym zazwyczaj jakiś cel.
Swojego stylu czasem trzeba szukać bardzo długo. Jordan Belfort zaczynał swojego Wilka z Wallstreet wiele razy i wiele razy rękopis trafiał do kosza. Ja szukam stylu od ponad dwudziestu lat. Jak widać bez skutku. Robię przerwy na czytanie. Czasem parę tygodni, czasem parę lat.
Nie trać czasu na zbędne potyczki słowne. Analizuj, wybieraj porady i poprawiaj. Przepisuj i przepisuj.
Jak na razie masz zapał i być może coś ciekawego do opowiedzenia. Warsztat na tę chwilę jest bardzo słaby. Dobór wyrazów, formułowanie zdań, różnicowanie narracji i wypowiedzi. To są kwestie do poprawy na początek. Nie będę Cię oszukiwać. Na każdego fioletowego na tym forum są setki niefioletowych. Nie gwarantuje, że się uda. Ale jeśli lubisz, to pisz. I ucz się na własnych błędach.
Im szybciej, tym prędzej - jak mówi pismo.


Jako pisarz odpowiadam jedynie za pisanie.
Za czytanie winę ponosi czytelnik.

Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz osiedlowy
Posty: 341
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Wrotycz » sob 11 sty 2020, 15:53

Szanowny panie! ( Fioletowy, z bogatym dorobkiem wydawniczym:)
Dziękuję za przeciekawą recenzję gniota, przede wszystkim dlatego, że rozstrzygnęła mój wieloletni dylemat: mózg ma mnie, czy ja mam mózg? Już tłumaczę, jak do tego doszło.
Po przeczytaniu tej zacnej opinii moje -ja- rozbryzgnęło się niepięknie, acz eterycznie, po ścianach lichej chałupy, tudzież po klepisku licho imitującym podłogę, by z tornadem wstydu, chaotując po wewnętrznych ścianach uszczerbionego komina, uciec na nietknięty zasadami logiki, prosty jak budowa standardowego zdania, ląd oczeretów i bulgocących, prastarych bagien. Co za ulga! Nie czułam cienia zażenowania. Nie czułam siebie.
Nie było mnie.
Nałożyłam się na realizm. Jaszczurka z gniewem wypluła kropelkę rosy, bo zdeformowałam H2O.
-- Nędzna podróba! -- rzuciła. Ale moja ezoteryczna cząsteczka, cząstunieczka ledwo, pojąć krytyki nie była w stanie.
Durne EGO zniknęło w bezświadomości szarych tynków, gliny, sadzy i przykleiło się skraweczkami dygocących fotonowych pramyślątek do płynących, płożących, podrygujących wykwitów matki natury. To było to! Błogość.

I wtedy ewolucyjny mózg wyświadczył mi niedźwiedzią przysługę. Hipokamp się wkurzniaście nadufizycznił, przypomniał tym wyżej położonym pofałdowanym delikaciorom wspólną wszak genetyczną walkę o byt. Jak? Elektrycznym nadprzewodnictwem rażąc co rusz wszystkie neuroprzekaźniki. Wiesz co powiedział?
– Mazgaje, chceta być wyizolowane? Nie? Więc do roboty yyynteligęci, kuźwa!
Aksonki zbladły i szybko zmaterlializowały gotowe do wessania wypasione kwantelektromagnetyczne odkurzadło świadomości.
Bolało, Mistrzu, wyobraź sobie być wciąganym w czarną, metalową rurę. Widzisz? Umierał ze strachu każdy rozerwany strzępek ego mego!
Po wysypaniu ego mego z odkurzadła, polaniu sosem dopaminowym i wstawieniu do emocyjnego piekarnika – ueteryczniłam się w całość, która z ogromnym wstydem Ci odpisuje.
Pożałuj, nie rań analizując i oceniając inne kwiatki z mej grafogrządki.
Nie bądź jak czwarty nieczuły!

Mózg ewaluował, aby mieć narzędzie do komunikacji z innymi mózgami, czyli mnie.
Wreszcie zrozumiałam.

Podpis masz genialny:)



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 902
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Zbrodnia i sen

Postautor: Leszek Pipka » sob 11 sty 2020, 19:52

No ale żeby taki akt strzelisty w komentarzu do komentarza, gdzie Seener, no... troszkę przestrzelił? Zlitowania, ludeczkowie! Każdemu się może zdarzyć.
Mnie samemu... a nie, dowód anegdotyczny. I JaJaMi :P
Siostro_Wrotycz, napalm i naloty dywanowe warto przyoszczędzić na lepszą okazję. Będzie :P Zresztą, co Ci będę mówił, żaden z Ciebie nowy grzbiet na Onecie.

Króciutko o tym nieszczęsnym pierwszym zdaniu. Wydaje mi się, że dobrane słowa jakoś gryzą się między sobą. Tak - wrrrr! „Katedra” jest wieloznaczna. A „tomik” zdrabnia. A „morderca” galimatiasuje. A "stoi" sugeruje osobę.

Jeśli zechciałabyś pochylić się nad sugestią czytelnika, to przyjemniej byłoby mi wejść w opowiadanie, gdybyś zaczęła od „książki”, opisu jej wyglądu, potem dała informację, że „tomik” (tu trzeba byłoby dopowiedzieć, trzysta pisiąt zeta poezję – no to jednak brzmi fantazyjnie, wydawcy pchający się do zabójcy-poety też), a potem, że czyj. I tu już użyłbym zabiegu, który mi się bardzo podoba, to znaczy dodałbym do Andrzeja imię ojca. I posłużył się pełnym określeniem "kolegów", nie uciekając w zaimek "ich".

Zaś cały tekst wchodzi bardzo dobrze, jednak w całej rozciągłości podzielam zastrzeżenia stylistyczno-ideowe przedmówców. Otóż gdy przychodzi do relacjonowania snu Przemka, spodziewałem się czegoś mocniej szarpiącego czytelnicze ja. To znaczy albo beznamiętnej relacji psychopaty, albo porzucenia maski układności, przybieranej w sytuacji dla więźnia jednak mało zwyczajnej (szkoła), na rzecz wyrzucenia z siebie wewnętrznego bagna językiem ancla. Jest natomiast trochę... letnio. I rzeczywiście, wypowiedzi bohaterki i sprawozdawcy niespecjalnie się różnią stylem.
Oczywista oczywistość, że za kratami siedzą różni ludzie. Jednak w rzeczywistości polskich zakładów karnych bardziej prawdopodobne jest coś takiego
https://www.youtube.com/watch?v=dG0HD982dnQ
niż literacko wygładzona spowiedź. Również ze względu na reguły, kodeks więzienny, normy współżycia w swoistym świecie pod nadzorem.
Tu taka drobniutka niezręczność, niby przecinek sugeruje że to sława jest leniwa (ale dlaczego?), jednak czyta się jak wyrzut pod adresem uczniów.
Wrotycz pisze:Source of the post Sława i kasa jest na wyciągnięcie ręki, leniwa, klaso trzecia.

Pewnie coś jeszcze by się znalazło, ale mi się nie chce :P

Bo poza tym temat fajny i poprowadzony całkiem zajmująco.



Awatar użytkownika
Quincunx
Pisarz domowy
Posty: 171
Rejestracja: pt 18 paź 2019, 11:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zbrodnia i sen

Postautor: Quincunx » sob 11 sty 2020, 21:18

Miałem pomilczeć miesiąc, dwa lub parę kolejnych. Ale...

Jestem po Twojej stronie, Wrotycz.
Bezapelacyjnie.
Mit o pisaniu dla Czytelnika jest tylko mitem. Pisze się „z powodu”, „z konieczności”, „z wielości czasu” lub po prostu „dla siebie”. Inne opcje to żart.

Przykład dumań Czytelnika, z pstrym cytatem zapisu autora (z własnego podwórka, kursywa: moje, pogrubione: refleksja Czytelnika):
Przeszło trzymetrowy tuńczyk poruszył się na fali.
Ogon wielkiej ryby zmącił wodę
Spojrzeliśmy sobie w oczy.
I wtedy wbiłem harpun prosto w plecy Doherty’ego.


A Doherty był sową i głowa odwracała mu się o 180 stopni”.

I jak tu polemizować? Po co? Na co? I kiedy?
Mądrość Czytelnika poraża. Takich przemyślnych kwiatków mógłbym wypisać na wielość.
Czyli jest tak – Bohater, pierwsza osoba, zapis czytelny. Jeżeli Czytelnik, Korektor lub Ktoś inny próbuje wykreować sobie z tego swój subiektywny punkt widzenia i patrzenia to niby może, ale tylko może. Autor nie ma wpływu na myśli, przeczucia i odbiór Czytelnika.
Po prostu Go sobie nie wybiera. Co innego Czytelnik, ten ma przewagę ponieważ czytuje jedynie te literki, które chce czytać. I które jest w stanie ogarnąć.
Żeby definitywnie zamknąć ten dziwny wątek „niezrozumienia myśli bohatera” napiszę rzecz takową – w obecnym czasie (chociaż nie tylko) panuje taka specyficzna moda schematu – piszemy według próby czasu, myślimy według przekazu dnia, a chodzimy zawsze po prostych chodnikach.

Napiszę to raz jeszcze – myśli Czytelnika są Jego prywatnym światkiem. Kiedy jednak próbuje wejść w rolę narratora lub bohatera to już inna bajka.
Autor i Czytelnik... Któż ma łatwiej i lepiej? Zagadka bez kwiatka.

Dlatego uważam, że Masz rację. I z Czytelnikiem i z cytatami, które sugerujesz wyczytać i zapamiętać niektórym.
Czasami szkoda jest prądu na komentowanie Czytelniczych przedumek.

U każdego można coś wynaleźć lub wyszukać. Ale czasami trzeba potrafić tak uczynić.
Rubię akurat uwielbiam. Mądra z Niej Kobieta jest. Czy w tym przypadku ma rację? Nie wiem. Nad pewnymi rzeczami można polemizować bez końca końców. Wszystko przecież można inaczej. Tylko po co, na co i dlaczego?

A sam tekst. Nie moje światy. Nie moje literki. A nawet nie moje myśli. Przepraszam.
To jednak tylko ja.
Sądzę, że znajdzie się wiele osób, które stwierdzą, że to są ich „widzenia i patrzenia”.
Czego Ci życzę i wyczekuję, że właśnie tak się wyczyni.
Pozdrawiam.


Wiem, że oni nigdy tego nie zrozumieją, ale pod moją maską sarkazmu wspomnienia żyją.

Awatar użytkownika
Seener
Pisarz osiedlowy
Posty: 344
Rejestracja: śr 10 lut 2010, 21:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Seener » sob 11 sty 2020, 22:13

Ja już się trochę pogubiłem... ale jeśli założę, że jednak mam coś wspólnego z tym zamieszaniem, a zwłaszcza z tym:
Wrotycz pisze:Source of the post moje -ja- rozbryzgnęło się niepięknie, acz eterycznie, po ścianach lichej chałupy

to serdecznie przepraszam.
Nie było moją intencją wyganiać z Osoby tę niepokorną Istotę, która uwierana przez rzeczywistość decyduje się kserować duszę i wystawiać jej podobiznę na pożarcie obcym.

Jest kilka sposobów przekazywania złych wieści, i z jakiejś losowej przyczyny uznałem, że tym razem zerwanie plastra przyspieszy gojenie rany. W niektórych przypadkach to oszczędza sporo czasu.

Cofam jednak moje generalizujące oceny na temat Twoich aktualnych zdolności literackich. I robię to z konkretnego powodu. To Twój ostatni post. Napisany szczerze i od serca broni się bardzo dobrze, Mimo, że podczas tej żonglerki czasem niektóre piłeczki się zderzyły to jednak wciąga, interesuje, daje poczucie szczerości. Jest wiarygodny. Ten tekst płynie.

Wrotycz pisze:Source of the post by z tornadem wstydu, chaotując po wewnętrznych ścianach uszczerbionego komina, uciec na nietknięty zasadami logiki, prosty jak budowa standardowego zdania, ląd oczeretów i bulgocących, prastarych bagien. Co za ulga! Nie czułam cienia zażenowania. Nie czułam siebie.

O, to jest niezłe.

Wrotycz pisze:Source of the post Hipokamp się wkurzniaście nadufizycznił, przypomniał tym wyżej położonym pofałdowanym delikaciorom wspólną wszak genetyczną walkę o byt.

To trochę przekombinowane. Ewentualnie za trudne jak na moją wiedzę ogólną i zdolności poznawcze.
Ale wolę tę pierwszą opcję, bo druga stawia mnie w niekorzystnym świetle.
Wrotycz pisze:Source of the post Bolało

Przepraszam. Nie jestem wybitnym dydaktykiem.

Autor może wszystko. W końcu jest stworzycielem światów.
Ale utwór ostatecznie staje się pewną interakcją między piszącym a czytającym. Oczywiście Jerome Salinger nie może brać odpowiedzialności za czyny Marka Chapmana, ale jeśli autor nie stworzy zrozumiałego komunikatu językowego to o interpretacji nie ma co mówić.
Są autorzy, którzy tworzą wyłącznie dzieła wybitne (podobno) i są autorzy, którzy tak myślą (z pewnością).
Ale są też tacy, którzy nad tekstem pracują. Taki Wyspiański, którąś tam scenę z Wesela przepisywał w nieskończoność, bo nie podobało mu się jak chłopi tańczą.
Nie da rady pisać pod cudze gusta, bo nie da rady zadowolić wszystkich. Ale ignorowanie wszystkich opinii sprawdza się tylko nielicznym.
No i na koniec: nie pamiętaj mi tego na sądzie ostatecznym...


Jako pisarz odpowiadam jedynie za pisanie.
Za czytanie winę ponosi czytelnik.

Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz osiedlowy
Posty: 341
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Wrotycz » ndz 12 sty 2020, 00:46

@ Leszek Pipka.
Dzięki za opinię, która ugruntowuje poprzednie. Nie chcę i nie de facto nie mogę polemizować z oceną czytelnika. Jest źle wg Was, przyjmuję to do wiadomości. Choć, sorry za powtarzanie się, nijak nie potrafię zrozumieć sygnalizowanego przez Was długiego namysłu nad zdaniem pierwszym opka (btw, czuję się okresem tego namysłu zaszczycona). Mając identyczną zagwozdkę w cudzym utworze, szukam wyjaśnienia w zdaniach pod nim. Jeśli tekst nie jest utworem idioty, prędzej czy później z ciemności wejdę w światło. Albo i nie, ale to już problem mojego potencjału.

Leszek Pipka pisze:Source of the post trzysta pisiąt zeta poezję – no to jednak brzmi fantazyjnie, wydawcy pchający się do zabójcy-poety też),


Rzuć okiem, znajdziesz nawet teksty z tego tomiku:
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/p ... s1#slajd-9
Na wywiady autorka nie wyraziła zgody.

Leszek Pipka pisze:Source of the post Tu taka drobniutka niezręczność, niby przecinek sugeruje że to sława jest leniwa (ale dlaczego?), jednak czyta się jak wyrzut pod adresem uczniów.


Dzięki, gdyby była możliwa edycja tekstu po opublikowaniu, natychmiast usunęłabym przecinek po przymiotniku 'leniwa'.

__________

Seener pisze:Source of the post No i na koniec: nie pamiętaj mi tego na sądzie ostatecznym...


:))))



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 902
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Zbrodnia i sen

Postautor: Leszek Pipka » pn 13 sty 2020, 14:43

Wrotycz pisze:Source of the post Jest źle wg Was, przyjmuję to do wiadomości.

Nie, nie jest źle, jest nawet dobrze, ale mogłoby być lepiej.
Wrotycz pisze:Source of the post Choć, sorry za powtarzanie się, nijak nie potrafię zrozumieć sygnalizowanego przez Was długiego namysłu nad zdaniem pierwszym opka (btw, czuję się okresem tego namysłu zaszczycona). Mając identyczną zagwozdkę w cudzym utworze, szukam wyjaśnienia w zdaniach pod nim. Jeśli tekst nie jest utworem idioty, prędzej czy później z ciemności wejdę w światło. Albo i nie, ale to już problem mojego potencjału.

Chodzi mniej więcej o to, że łatwo napisać komentarz osobie, która zaczyna przygodę z pisaniem. Magiczną moc przyciągania mają teksty, w których wszystko leży. I kwiczy. Ty nie masz problemów z fabułą, mową ojczystą, postaciami. Nie ten poziom. Dlatego właśnie zwracają uwagę drobne rudymenty rzemiosła, o które warto zadbać, taka czynność, z ulubieniem nazywana tu „szlifowaniem”. Pewnie, że ze ściśle logicznego punktu widzenia otwierające zdanie Twojego opowiadania rozjaśnia się z perspektywy dalszego ciągu. Jednak – ja do niego musiałem wrócić i mimo jasności co do treści, dalej na mnie warczało.

Podobne spostrzeżenie można potraktować tak, albo inaczej. Zatem przyjmuję do wiadomości, że Ty przyjmujesz do wiadomości (czyli – hmm... niespecjalnie się zgadzasz i odsyłasz do potencjału :mrgreen: ). OK. Jest jednak w tej kontrowersji pewne drugie dno.

Nie widzę powodu, żeby uwaga miała status natychmiastowej wykonalności, pchanie się z sugestiami poprawek wywołuje oczywistą eskalację dyskusji i pojawienie się wymogu okazania uprawnień do korygowania (kolor, dorobek etc). Nie widzę też powodu, by zaogniać, więc pozostaję przy niezobowiązującej roli czytelnika. Ale: takim samym czytelnikiem bywasz w odniesieniu do tekstów innych użytkowników tego czy innych portali. Czy jednak zgodziłabyś się ze stwierdzeniem, że ani Ty ani ja (oraz inni komentujący) nie jesteśmy zwykłymi, średnimi, statystycznymi – nazwij to jak chcesz – czytelnikami? Że wykonujemy tę prostą czynność nieco jednak uważniej? Że wszyscy mamy jakąś skalę, do której przykładamy utwór? Jakąś znajomość reguł i możliwości ich łamania?
Wrotycz pisze:Source of the post Rzuć okiem, znajdziesz nawet teksty z tego tomiku:
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/p ... s1#slajd-9

Yhy, pamiętam sprawę i ciągle żywe konto na Fejsie. Jest jeszcze Amok i dwie, podobno napisane lecz zaginione powieści niejakiego Bali.
Rzecz w tym, że zafiksowałem się na pewnym założeniu. Otóż nauka w szkole więziennej wydaje mi się – przynajmniej w teorii - częścią procesu resocjalizacji. Nawet na oddziale dla zabójców. Zarówno Maria/Zuzanna jak i Bala swój flirt z literaturą zaczęli przed dokonaniem zbrodni/wyrokiem, stąd też, ze zbrodni/wyroku, wynika jakiś tam rozgłos ich pisarskich usiłowań. Stawianie ich jako wzoru przez nauczycielkę, czyli jednak uczestniczkę procesu resocjalizacji więźniów wydaje mi się krzywe moralnie. Choć, być może, użyteczne, bo zapewne każdy pomysł na trafienie do tak specyficznej grupy jest użyteczny. Ale wtedy przydałoby się wyjaśnienie dla czytelnika – że tak.
O przypadku odwrotnym (pisanie PO wyroku) słyszałem tylko jednym: Sławomira Sikory, współbohatera „Długu”.
Aczkolwiek „dobijanie się wydawnictw” dalej wydaje mi się problematyczne.



Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz osiedlowy
Posty: 341
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Wrotycz » pn 13 sty 2020, 19:33

Witaj, dzięki za kontynuowanie rozmowy, bo bardzo, ale to bardzo z pewnego względu, który wyjawię oczywiście, ucieszyła mnie Twoja odpowiedź.
Lecz najpierw, bo nie jestem fochującą pannicą, spójrzmy realnie, mimo że piszesz:
Leszek Pipka pisze:Source of the post Nie, nie jest źle, jest nawet dobrze, ale mogłoby być lepiej.

Jeżeli:
MargotNoir pisze:Source of the post syn Adama (celowy dobór imienia?) opowiada drętwo i gładko, jakby relacjonował wycieczkę na grzyby. Zero stylizacji języka i nie mam tu na myśli tego, że każdy więzień musi sypać funflami i innymi takimi, ale o zwykłą wypowiedź żywego, czującego człowieka, któremu niespecjalnie zależy na zgarnięciu nagrody mówcy roku.
No i podsumowanie... Moim zdaniem dość naiwny i mało kreatywny pomysł. Ma sens, jest to wszystko spójne i ładnie domknięte, ale przeczyta się i zaraz zapomni.
;
Rubia pisze:Source of the post Z końcówki natomiast wynika, że to znaki miały swojego zioma spod celi. W tym fragmencie nie ma nikogo innego, do kogo można by odnieść zaimek "ich".
W dalszej części nie ma ewidentnych kiksów (w każdym razie, ja nie dostrzegłam), jest natomiast ujednolicenie języka narratorki i mężczyzny opowiadającego swój sen. Rzecz nie w uproszczeniu zdań, ale w ich superpoprawności. Język jest starannie wyczyszczony, gładki. Nie chodzi mi o to, żeby ów morderca mówił gwarą więzienną, bo i po co? W tak długiej wypowiedzi powinny się jednak pojawić jakieś cechy indywidualne, a przede wszystkim - składnia i rytm charakterystyczne dla języka mówionego. Może spróbuj powiedzieć głośno (ale nie przeczytać napisany już tekst), to wszystko, co Przemek mówił nauczycielce.
;
Seener pisze:Source of the post Warsztat na tę chwilę jest bardzo słaby. Dobór wyrazów, formułowanie zdań, różnicowanie narracji i wypowiedzi.


- uważasz nadal, że jest dobrze?

Sam przecież napisałeś:
Leszek Pipka pisze:Source of the post w całej rozciągłości podzielam zastrzeżenia stylistyczno-ideowe przedmówców. Otóż gdy przychodzi do relacjonowania snu Przemka, spodziewałem się czegoś mocniej szarpiącego czytelnicze ja. To znaczy albo beznamiętnej relacji psychopaty, albo porzucenia maski układności, przybieranej w sytuacji dla więźnia jednak mało zwyczajnej (szkoła), na rzecz wyrzucenia z siebie wewnętrznego bagna językiem ancla. Jest natomiast trochę... letnio. I rzeczywiście, wypowiedzi bohaterki i sprawozdawcy niespecjalnie się różnią stylem.

- zatem, jak może być dobrze?! :mrgreen:
Przyjęłam do wiadomości cenne uwagi i jestem mega wdzięczna, że opiniodawcy poświęcili czas na czytanie i weryfikację. Pochwalatorium mnie nie interesuje. Nie jestem pisarzem i nie będę, zerwanie plastra tylko pomogło. Szlifowanie byłoby marnowaniem czasu. Albo ma się nerw pisarza, albo nie. Redagowanie wypracowanek, kiedy rynek zalewany jest powieściami, mija się z celem.
_____________
Leszek Pipka pisze:Source of the post Pewnie, że ze ściśle logicznego punktu widzenia otwierające zdanie Twojego opowiadania rozjaśnia się z perspektywy dalszego ciągu. Jednak – ja do niego musiałem wrócić i mimo jasności co do treści, dalej na mnie warczało.


Jestem mega przywiązana do tego zdania i cieszę się, że wywołało dyskurs, choć jednocześnie żałuję, iż stało się zapłonem Czyjejś niechęci wobec mojej osoby.
Inicjująca informacja ma warczeć, nawet po przeczytaniu tekstu. Ty, jako pierwszy, dalej w komentarzu pisząc o resocjalizacji, na to wpadłeś. Wreszcie mogę się odnieść nie do pomieszania poznawczego, przyzwyczajeń utartych związków, czy li tylko faktu namysłu, bo wkurza i szlus.
O co mi chodziło? Czemu wystawiłam na katedrze, a nie na zwykłym nauczycielskim biurku tomik mordercy? (Nota bene to faktycznie katedra a nie skromny mebel biurowy, bo stoi na podwyższeniu, patrzy się na uczniów z góry, jest ogromniasta, dominuje jako element wyposażenia sali.)
Talent nie wybiera według pozycji społecznej Autora. Może być w każdym, nie tylko w głowach Fioletowych. Ta dziewczyna go ma. Żeby było jasne, w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwiam okrutnej zbrodni. Mnie też denerwuje fakt jej pisarskich zdolności, no bo to wysoce niesprawiedliwe, prawda? Ale tak ten świat urządzony (stary banał), że dobro i zło, relatywizm, chodzą ze sobą.
Nie wiem, czy wiesz, ale wysyła wiersze na konkursy organizowane przez zakłady karne, z sukcesami. Te konkursy to tez w ramach resocjalizacji, o której tu by można dużo pisać i posprzeczać się.
W linku, który podrzuciłam (mini risercz:) widnieją kwoty na aukcjach. Od 250 zł w górę. Pewnie, że nabijają kasę właścicielom tomiku, ale i stąd zainteresowanie wydawnictwA (nie ma w opku l.mn.!), prawo rynku działa, też może zarobić.
Wydaje mi się, że żadnego nadużycia w tym tekście nie popełniłam, nauczycielka wobec skazanych też nie. Lepiej żeby osadzeni pisali w celi niż bezsensownie wegetowali. A pisze ich całkiem sporo, niestety najczęściej są to grafomańskie wierszydła, unurzane w patosie.
__________
Leszek Pipka pisze:Source of the post Czy jednak zgodziłabyś się ze stwierdzeniem, że ani Ty ani ja (oraz inni komentujący) nie jesteśmy zwykłymi, średnimi, statystycznymi – nazwij to jak chcesz – czytelnikami? Że wykonujemy tę prostą czynność nieco jednak uważniej? Że wszyscy mamy jakąś skalę, do której przykładamy utwór? Jakąś znajomość reguł i możliwości ich łamania?

:D
Leszku, tam gdzie ewidentna racja, nie ma sporu. Potwierdziliście Waszymi komentarzami moją wcześniejszą opinię o sobie - jako autorze.
Ale!
W wypadku prawdziwych talentów naginanie reguł jest natomiast absolutnie zasadne. Nie mam co do tego cienia wątpliwości.
Ponadto niezmiernie wkurza mnie sytuowanie czytelnika w roli klienta, któremu wszystko pod nosek, czyli komfortowa, bezproblemowa jazda do główki. A jak ma się on rozwijać? O co rozbić schemat swojego myślenia? Literatura, ta Literatura z Misja, a nie produkt komercyjny, ma ważne cele. Trzeba nimi jakoś zainteresować w tekście, nawet prowokacją. A na pewno ucieczką od szablonu.

A mi nawet do szablonu daleko, spoko, ulżyło. Dziękuję jeszcze raz wszystkim Weryfikatorom.



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 902
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Zbrodnia i sen

Postautor: Leszek Pipka » czw 16 sty 2020, 15:46

Zrewanżuję się. Też mi dostarczyłaś, Wrotycz, małej radości. Też będzie na końcu, jakiej.
Wrotycz pisze:Source of the post - uważasz nadal, że jest dobrze?

Nie ma jednego, absolutnego „dobrze”. Już choćby ze względu na indywidualny charakter odczytywania tekstu, o stopniu wierności, bądź mocy złamania reguł nie wspominając. Kontekst jest ważny. Napisałem „dobrze” z pewnego powodu. W dalszym ciągu bowiem Twojej wypowiedzi jest tak:
Wrotycz pisze:Source of the post Szlifowanie byłoby marnowaniem czasu. Albo ma się nerw pisarza, albo nie. Redagowanie wypracowanek, kiedy rynek zalewany jest powieściami, mija się z celem.

Z idei pisania „na czysto” łatwo się wyleczyć. Na jednym oddechu da się w miarę bezbłędnie napisać miniaturę, już grubsze opowiadanie znacznie podnosi poprzeczkę, a powieść to jeszcze inna bajka. O tym, czy ma się nerw pisarza (mówimy o jednym z kryteriów, upraszczam) decyduje według mnie nie to, na ile „czysto” napisze się pierwszy draft, tylko to, jak odległy od ostatecznej wersji jest materiał wyjściowy. Dochodzenie do owej ostatecznej wersji może być zrobieniem kilku kroczków, albo długą, krętą drogą. Banał, nie? Ponieważ jednak oceniłem, że mam do czynienia z tym pierwszym wariantem, dlatego napisałem w kolejnym komentarzu - „dobrze”.
I zdecydowanie uważam, iż z perspektywy końcowego efektu redakcja jest nie mniej ważna, niż samo pisanie. Jedna, jedyna zmiana zaimka w akapicie może rozstrzygnąć o jakości tekstu.

Teraz sprawa tych – domniemanych - kilku kroczków. Zostawmy na boku otwierające zdanie, jesteś do niego przywiązana, OK. Przyczepiłem się do kluczowego monologu, w zasadzie budującego sens opowiadania, ponieważ ma w sobie za mały ładunek dramaturgii i stylistycznie pokrywa się z narracją bohaterki. Ten zarzut nie dotyczy wiarygodności, to znaczy nie kwestionuję faktu, że mógłby właśnie tak wyglądać. Mnie chodzi o ten punkt, w którym autor ma prawo, może nawet obowiązek, użyć specjalnych środków, żeby uzyskać bardziej wstrząsający efekt. Czyli kwestie czysto techniczne, czysto warsztatowe. I tu już mamy do czynienia z umiejętnością kreacji – fabularnej albo stylistycznej.
Gdybyś mi położyła przed nosem kartki – hipotetycznie zakładamy taką sytuację - i zapytała, co zrobić, by uzyskać efekt inny, niż ten, który nie bardzo mi się podobał, miałbym takie oto opcje. Po pierwsze, spróbowałbym na przykład „wypłaszczyć” wypowiedź o snach. Skróciłbym zdania, być może nawet przedzielił przez tak wielu znienawidzonym wielokropkiem, sugerującym namysł, uprościł słownictwo tak, by była to bardzo rzeczowa relacja. W stylizacji dałoby się posunąć jeszcze dalej: https://www.youtube.com/watch?v=uZ2WK5dCgFs Pasikowski ma dobrą rękę do dialogów, nie na próżno wiele z nich zyskało miano kultowych. Ten jest obezwładniający.

Po drugie, przepołowiłbym wypowiedź Przemka, to znaczy mniej więcej w połowie zmieniłbym styl, używając tego z linku i literackiego, przezroczystego. Z której strony na którą? Ha. Jeśli Przemek zacząłby od stylu więziennego (a tu mamy dobry punkt wyjścia, reakcję na zachowanie Jerzego, odpyskowanie należące do oddziałowego fasonu) i od pewnego momentu szedł w kierunku poprawnej polszczyzny, wyrażającej prawdziwe, normalnie nazwane emocje – dowiódłby człowieczeństwa. Znaczy pokazałby, że w mordercy tkwi istota ludzka z wyrzutami sumienia. A w drugą stronę? Początek szkolną polszczyzną, taką trochę podręcznikową, przejście przez fazę własnej ekspresji do kminy dawałoby dla odmiany efekt opamiętania i przybrania z powrotem sztywnego pancerza więziennej etykiety, pokazując mocno władzę grupowego komformizmu. Zatem w monologu Przemek przeszedłby pewną podróż, napinając strunę dramaturgii.
No ale to nie moje opko :)
Wrotycz pisze:Source of the post Mnie też denerwuje fakt jej pisarskich zdolności, no bo to wysoce niesprawiedliwe, prawda? Ale tak ten świat urządzony (stary banał), że dobro i zło, relatywizm, chodzą ze sobą.

Owszem. Nie mam pojęcia, czy zbrodniarka ma talent. W poezję nie umiem, a fejsbukowe zachwyty nie wydają się być dobrym źródłem do formułowania własnych ocen. Jednak na tym przykładzie można się pozastanawiać nad tym, jaką władzę ma ktoś, kto o poetce/więźniarce pisze . Może bowiem zacierać dysonans poznawczy, wyśmiewając w narracji rzekomy, poddany w wątpliwość talent, może też ów dysonans pogłębić, w zachwytach nad siłą wyrazu wierszy oddać niejaką złożoność świata - o której wspominasz - uwypuklając oczywiste zderzenie między generyczną wzniosłością sztuki, a sadyzmem rzeczywistej, popełnionej realnie zbrodni. Ciekawe zagadnienie.
Wrotycz pisze:Source of the post W linku, który podrzuciłam (mini risercz:) widnieją kwoty na aukcjach. Od 250 zł w górę. Pewnie, że nabijają kasę właścicielom tomiku, ale i stąd zainteresowanie wydawnictwA (nie ma w opku l.mn.!), prawo rynku działa, też może zarobić.

Dobra, mogę czegoś nie wiedzieć. Akurat w przypadku Zuzanny M. tak wysokie ceny tomiki osiągają, bo, zdaje się, nie zostały wznowione. Co więcej, było to typowe vanity, realizowane w wydawnictwie zajmującym się na co dzień historią Grudziądza. Brak wznowienia może być skutkiem niechęci tegoż lub innych wydawnictw, może też być decyzją samej zainteresowanej, która z sobie znanych przyczyn odmawia zmultiplikowania egzemplarzy.

Mnie tak naprawdę chodzi o coś innego. Pokazując tom, sporządzony i wydany PRZED zbrodnią, wykładowczyni mówi coś w rodzaju: „Nieważne, co zrobiliście, furda, czy jesteście w stanie zastanowić się nad niegodziwością zabójstwa, to jest pryszcz, ważne, że macie talent i powinniście zrobić z niego użytek. A tu macie dowód, że czeka was sława i frukta przeróżne, jeśli pójdziecie za tym przykładem.” Czyli nauczycielkę interesuje wyłącznie skuteczność, implikacje wynikające z pokazanego wzoru jej nie obchodzą. Zgoda, na poziomie zajęcia czymś sensownym więźniów ma to sens, na poziomie idei resocjalizacji – już niekoniecznie. W każdym razie na miejscu pani profesor miałbym zapewne wahanie. Tego wahania mi zabrakło w tekście.
Wrotycz pisze:Source of the post Ponadto niezmiernie wkurza mnie sytuowanie czytelnika w roli klienta, któremu wszystko pod nosek, czyli komfortowa, bezproblemowa jazda do główki. A jak ma się on rozwijać? O co rozbić schemat swojego myślenia? Literatura, ta Literatura z Misja, a nie produkt komercyjny, ma ważne cele. Trzeba nimi jakoś zainteresować w tekście, nawet prowokacją. A na pewno ucieczką od szablonu.

Tu jest ten fragment Twojej wypowiedzi, który mnie ucieszył. Co prawda „Misję” (duża armata) zastąpiłbym wyrażeniem „literatura, w której o coś chodzi”. Z grubsza. Toczę na Wery nieustanną wojenkę o to, by pisanie traktować (na tyle, na ile się da) jako coś większego, bardziej znaczącego niż źródło utrzymania i usługę dla ludności, jako rodzaj wypowiedzi, który zawiera wewnątrz siebie ślad bagażu kulturowego, indywidualne myślenie i niewygodne pytania. Jako coś, co nie jest kolejną zwrotką piosenki, którą znamy, w związku z czym lubimy. Czy jednak w związku z tym można i powinno się bezwzględnie wykluczyć z wewnętrznego dialogu z Dziełem czytelnika, to już zupełnie inne zagadnienie na osobną dyskusję.



Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz osiedlowy
Posty: 341
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Wrotycz » pt 17 sty 2020, 22:49

Leszek Pipka pisze:Source of the post Po pierwsze, spróbowałbym na przykład „wypłaszczyć” wypowiedź o snach. Skróciłbym zdania, być może nawet przedzielił przez tak wielu znienawidzonym wielokropkiem, sugerującym namysł, uprościł słownictwo tak, by była to bardzo rzeczowa relacja.


Cenne uwagi, dziękuję. Rzeczowa, skrócona relacja w potocznym ujęciu byłaby wiarygodniejsza. I jeszcze, aby tytuł zbierał sens i cel tekstu, warto byłoby pójść w miniaturę. Zacząć od postawienia syna Adama przed tablicą. Wątek pierwszy pominąć.

Leszek Pipka pisze:Source of the post Po drugie, przepołowiłbym wypowiedź Przemka, to znaczy mniej więcej w połowie zmieniłbym styl, używając tego z linku i literackiego, przezroczystego. Z której strony na którą? Ha. Jeśli Przemek zacząłby od stylu więziennego (a tu mamy dobry punkt wyjścia, reakcję na zachowanie Jerzego, odpyskowanie należące do oddziałowego fasonu) i od pewnego momentu szedł w kierunku poprawnej polszczyzny, wyrażającej prawdziwe, normalnie nazwane emocje – dowiódłby człowieczeństwa. Znaczy pokazałby, że w mordercy tkwi istota ludzka z wyrzutami sumienia. A w drugą stronę? Początek szkolną polszczyzną, taką trochę podręcznikową, przejście przez fazę własnej ekspresji do kminy dawałoby dla odmiany efekt opamiętania i przybrania z powrotem sztywnego pancerza więziennej etykiety, pokazując mocno władzę grupowego komformizmu. Zatem w monologu Przemek przeszedłby pewną podróż, napinając strunę dramaturgii.


Nie ma stylu więziennego, grypsera (czyli osadzeni posługujący się nią) nie kwalifikuje się do szkoły.
Bardzo konkretne wskazówki, znowu pomogłeś. Dziękuję.

Leszek Pipka pisze:Source of the post Nie mam pojęcia, czy zbrodniarka ma talent. W poezję nie umiem, a fejsbukowe zachwyty nie wydają się być dobrym źródłem do formułowania własnych ocen. Jednak na tym przykładzie można się pozastanawiać nad tym, jaką władzę ma ktoś, kto o poetce/więźniarce pisze . Może bowiem zacierać dysonans poznawczy, wyśmiewając w narracji rzekomy, poddany w wątpliwość talent, może też ów dysonans pogłębić, w zachwytach nad siłą wyrazu wierszy oddać niejaką złożoność świata - o której wspominasz - uwypuklając oczywiste zderzenie między generyczną wzniosłością sztuki, a sadyzmem rzeczywistej, popełnionej realnie zbrodni. Ciekawe zagadnienie.


Można talent osadzonego podważyć, uznać albo w ogóle o nim nie mówić. Narratorka go nie ocenia, nawet nie wspomina, pokazuje jedynie efekt - dobrze sprzedający się tomik mordercy. Jednocześnie sporą dawkę gorzkiej ironii serwując w pierwszej wypowiedzi.
Twórczości Villona i Cervantesa też nie powinno być w programie liceum?

Leszek Pipka pisze:Source of the post Toczę na Wery nieustanną wojenkę o to, by pisanie traktować (na tyle, na ile się da) jako coś większego, bardziej znaczącego niż źródło utrzymania i usługę dla ludności, jako rodzaj wypowiedzi, który zawiera wewnątrz siebie ślad bagażu kulturowego, indywidualne myślenie i niewygodne pytania.


Masz we mnie sprzymierzeńca:)



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 902
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Zbrodnia i sen

Postautor: Leszek Pipka » sob 18 sty 2020, 19:48

Tak się przyczepiłem do tego tekstu, ale mam konkretny cel. Nie za często się zdarza, że można w Tuwrzuciu pokombinować na przykładzie, który mieści się powyżej poziomu ubożuchnej polszczyzny, wtórnej fabuły, bombastycznej epiki, radosnych związków frazeologicznych czy przypadkowej interpunkcji. A też – jak mi się wydaje - „trud Twój nie skończon, mimo halucynacji z głodu i niedożywienia”. Chociaż zamierzam zakończyć niniejszą wypowiedzią, bo mniej więcej narysowana została mapa stanowisk i nie ma powodu dłużej męczyć konia. Jego ojca.
Wrotycz pisze:Source of the post Nie ma stylu więziennego, grypsera (czyli osadzeni posługujący się nią) nie kwalifikuje się do szkoły.

Polemizowałbym. Mało tego, że prawilna grypsera ma przemożny wpływ na słownik wszystkich w więzieniu, ze strażnikami i wychowawcami włącznie. Przykładów nie ma co podawać, ten fakt wydaje mi się oczywisty. Ale jest jeszcze inny aspekt. W klasie są mordercy. Zabójstwo to działanie niesłychanie stabuizowane, można powiedzieć, że zwykły człowiek zupełnie wyjątkowo łamie tak mocne normy. Zdarza się to raczej ludziom w jakiś sposób patologicznym, czy to pod względem ukształtowania w środowisku, cech psychicznych czy emocjonalnych/intelektualnych odchyleń od średniej. Przaśne na ogół są te morderstwa, z powtarzalnymi scenariuszami. Nóż, siekiera, jasieczek przytrzymany na ustach, bejsbol, pięść. Z niesłychaną dawką przemocy. Trudno oczekiwać po wykonawcach tych scenariuszy wyjątkowych kwalifikacji umysłowych. W linku, który załączyłem, gdzie zabójcy wypowiadają się na temat pedofilów widać to wyraźnie. Siedzą w celach, nasiąkają subkulturą dyktowaną przez grypsujących, słuchają mądrości współtowarzyszy takich, jak oni sami. I oglądają telewizję, przez co w każdej sytuacji, gdy są „na zewnątrz” więziennego kręgu, powtarzają niczym papugi charakterystyczne zwroty, używane w tym masowym ogłupiaczu. Bardzo niewprawnie, bez głębszego zrozumienia treści. A szkoła jest „na zewnątrz”.
Powyższa próba diagnozy przywołuje cechy średniej lub mediany zachowań. Pewnie, że są odchylenia od standardu. Ale raczej w standardzie szukałbym cech językowych wypowiedzi.
Co niewątpliwie jest trudne, wymaga dobrego ucha i sporych umiejętności technicznych.

Ale przyszedł mi do głowy pewien trick, obchodzący uwarunkowania, o jakich mówię. Wystarczyłoby przemycić wzmiankę, że podstawowym wymaganiem merytorycznym ze strony pani profesor w czasie „szkolnym” jest posługiwanie się poprawną polszczyzną. Wówczas problem stylizacji językowej może się znacznie uprościć. Nawet fajnie by mogłaby wyjść dynamika wypowiedzi Przemka, najpierw poprawianego przez nauczycielkę, gdy się zacinał w nieprawidłowych konstrukcjach, stopniowo rozgrzewającego się, by ukazać indywidualny wymiar zbrodni i kary.
Wrotycz pisze:Source of the post Twórczości Villona i Cervantesa też nie powinno być w programie liceum?

Naprawdę dobra riposta. Była na Wery dyskusja w związku z Marion Zimmer Bradley, tą od „Mgieł Avalonu”.
Jednak obaj wymienieni nie uczestniczyli w dobie sobie współczesnej jako wzorce w postępowaniu resocjalizacyjnym, nicht Wahr?
Wrotycz pisze:Source of the post Masz we mnie sprzymierzeńca:)

Najs :D
To bywaj.



Awatar użytkownika
RebelMac
Pisarz osiedlowy
Posty: 305
Rejestracja: ndz 05 cze 2016, 13:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko - Biała
Płeć: Mężczyzna

Zbrodnia i sen

Postautor: RebelMac » sob 18 sty 2020, 20:07

Dobre, zaczytałem się. Warsztat ok. Po prostu me gusta. :) Jakby z tego powieść zrobić? Czytał bym. Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz osiedlowy
Posty: 341
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Zbrodnia i sen

Postautor: Wrotycz » ndz 19 sty 2020, 10:00

Leszek Pipka pisze:Source of the post Chociaż zamierzam zakończyć niniejszą wypowiedzią, bo mniej więcej narysowana została mapa stanowisk


Raz jeszcze dziękuję, wdzięcznam za poświęcony czas, przedstawione propozycje rozwiązań, nakreślenie wątpliwości, szczególnie tych etycznych. Zainteresowanie tekstem, nawet jeśli jest krytycznie negatywne, karmi:)
W ostatnim słowie, bo naprawdę nie proszę, nie oczekuję odpowiedzi (najedzoną będąc w tej dyskusji nad realiami świata przedstawionego w tekście), zwrócę jedynie uwagę na źródła kształtujące wyobrażenia Czytelnika o więziennej rzeczywistości. Przedstawiają ją tak, aby była atrakcyjna medialnie, czy to w formie doniesień prasowych, reportaży, tekstów literackich, filmów. A przede wszystkim, msz, ogniskują się na tym, co podkreśla różnicę między światem przestępczym a 'normalnym', zapominając, że w tym naszym, prawilnym, musiała zaistnieć anomalia, aby pojawiła się kara - miejsce odosobnienia.
Specyficzne miejsce, to nie podlega dyskusji, ale przede wszystkim ze względu na znaczną utratę podmiotowości osadzonych, i to jest clou resocjalizacji.
Nie jest najważniejsze bowiem: kim jest osadzony człowiek, ale to kim może się stać. (Sąd wydał wyrok, została przysądzona kara. Karać po wielokroć?)Szkoły przywięzienne idealnie się do wskazywania pozytywnych możliwości nadają. Transformacja osobowości już w czasie odbywania kary. Bywa, że się udaje.
Winien być balans, równowaga między dobrem społeczeństwa a dobrem jednostki - tej zamkniętej za murami. Wyautowanie jej na margines, niedanie cienia szansy, na pewno nie sprawi, że zejdzie ona z utrzymania państwowego budżetu. Recydywa to klęska resocjalizacji.
Niektórzy ( z różnych przyczyn) są bardzo oporni, w tym grypsujący. Nisza wśród skazanych, w zasadzie stracona dla edukacji więziennej. Wśród nich nie prowadzi się rekrutacji do szkoły.
Oczywiście, masz rację, że wyimkowo, jest obecna w języku uczniów (tudzież pracowników, nie mówiąc o tym, że przecież wyrywkowo wchodzi do języka naszego potocznego), ale nie jest dominantą.
Wracając do monologu Przema, otóż morderca nie musi grypsować, a jeśli nawet... to za używanie jej w szkole dostanie wniosek karny, recydywa w tym zakresie, skutkuje usunięciem ze szkoły.
Podświadomie, bo efekt filmów jest znaczący, Czytelnik oczekuje w każdej wypowiedzi skazanego przynajmniej nacechowania grypserą. No i tego prymitywizmu językowego. Hm. W szkole zawodowej nie jest niczym wyjątkowym obecność uczniów z wykształceniem średnim i wyższym, zdobywanie kwalifikacji zawodowych to możliwość podjęcia pracy w warunkach osadzenia (zakłady pracy przywięzienne, a i choćby zatrudnienie w kuchni), ale również ucieczka od nudy, szczególnie dla tych 'na zamku', czyli poza godzinnym spacerniakiem, pozbawionych wyjścia z celi. Telewizor? Za zgodą dyrektora więzienia i na koszt własny osadzonego, oj, uwierz, wcale nie norma jej wyposażenia.
Uff, ale przynudzam, już kończę. Może jeszcze kilka słów w obronie wystawionego na katedrze tomiku mordercy w kontekście resocjalizacji.
Daj Boże, żeby pisali, a pisać będą, jeśli uwierzą, że nawet oni mogą. I że to może się im opłacić.
Podobno Villon jedną napisaną balladą uniknął stryczka. W średniowieczu resocjalizacji w więzieniach nie było. Funkcjonowało prawo odwetu. Cierpienie za cierpienie, zmaksymalizowane w ramach dotkliwości kary. Stryczek, jak na owe czasy, to całkiem łagodny jego wymiar.
I już absolutne finito, nauczycielka mogła postawić jedną z książek Karola Maya, zaczął przygodę z pisaniem w więzieniu. Ponad 200 mln wydań jego powieści, nie ukrywajmy słabych stylistycznie, robi wrażenie. Ale to też fakt z przeszłości. Odległej.
Pragmatyzm leżał w scenariuszu lekcji... niech cel - wy też tu i teraz - usprawiedliwi środki.
Pozdrawiam:)

____________

RebelMac pisze:Source of the post Dobre, zaczytałem się. Warsztat ok. Po prostu me gusta. :) Jakby z tego powieść zrobić? Czytał bym. Pozdrawiam.


Jejku, jak miło:)
Powieść, patrząc na moje możliwości warsztatowe odpada, ale zbiorek opowiadań? Może by dało napisać? Jak na razie są dwa. To fragment pierwszego ("Janka"):

"Z więziennego ambulatorium wychodzę, kiedy już nie ma szans na pociąg, a autobus odpada. Jak nic klaustrofobia i kolejny atak kaszlu. Idę za milczącym strażnikiem. Prostokątny, duży plac z trzema wydzielonymi spacerniakami. Mury, mury, a na nich hektary zrolowanej siatki. Jej porąbany świat, który opuści za dekadę. Zamiast drzwi masywna krata, trzask, długi korytarz, wszędzie kamery, czuję lustrujące oczy. Trzask, trzask, trzask - kolejne kraty. Opuszczam budynek, wychodzę na zewnętrzny dziedziniec. Znowu mur, potężny, na nim rosną trzy rzędy zaostrzonych, stojących na baczność metalowych prętów, szczelnie przeplecionych siatką, a za nimi ulica wolnych ludzi.

Jeszcze cztery strome schodki do dużej wartowni, dwie kraty (trzask, trzask) na ostatnim korytarzu i finał. Prostokątna bramka – wykrywacz metalu. Strażnik wręcza mi przepustkę i cofa się do chorego, wypaczonego świata. A mnie przejmuje młody mundurowy, mam zawrócić i przejść bramkę bez teczki. Zawsze to samo. Odkładam wysłużoną aktówkę, idę, bramka piszczy. Patrzę pytająco, zapominając o przyczynie.
– Odłóż pan kulę.
Opieram ją o ścianę i kuśtykając, przechodzę bramkę w ciszy. Uff... Podaję przepustkę młodemu funkcjonariuszowi. Biorę kulę.
– Pan otworzy teczkę.
Upokarzający moment, zaciskając zęby, walczę z zacinającym się suwakiem. A on czeka, młody, co z tobą, pomóż człowieku. Kula coraz mocniej wrzyna się w pachę, gdybym usiadł, byłoby łatwiej.
– Da pan.
Mocuje się. Pozwalam sobie na uśmiech. Rzuca:
– Trzeba będzie rozciąć.
– Tnij pan."

Pozdrawiam:)




Wróć do „Zweryfikowane i zarchiwizowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości