Cody cz. 1

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Cody cz. 1

Postautor: macieks » sob 27 paź 2007, 17:02

-- CODY część 1 --



1



Piekło nie znajduje się pod ziemią... Nie ma w nim ognistych czeluści ani jęków smażących się ludzi pokutujących za swoje grzechy, których dopuścili się za życia. Nie ma tu gorąca ani demonów, nie ma nic. Piekło jest wiecznym więzieniem złych dusz, nieskończonym korytarzem, po którego obu stronach są mroczne cele bez okien. Cele z zaszczanymi i zasranymi sedesami i z niedużymi pryczami przyczepionymi do ścian. Im szybciej zapomnisz czym jest światło, tym lepiej. Na początku trudno jest się przyzwyczaić do braku słońca. Ciemny i obskórny loch przytłacza cię z dnia na dzień, zabijając w sposób niewidzialny dla oczu. Z każdą kolejną spędzoną tu minutą poddajesz się czerni mroku, która obezwładnia twoją duszę i robi z nią co tylko zechce.



Nie ma nic gorszego od ciemności.



Cody powoli zaczynał się o tym przekonywać... W sumie nie powinien się tu znaleźć, był dobrym człowiekiem. Jednak odebranie sobie życia jest grzechem śmiertelnym, automatycznie skazującym na wieczność w piekle.



Dlaczego człowiek został tak beznadziejnie stworzony, że potrzebuje miłości? Dlaczego potrafi kochać tak mocno, że nic innego się nie liczy? Dlaczego miłość jest uczuciem tak samo niszczącym jak nienawiść czy zazdrość, tyle że niszczy znacznie szybciej i silniej? Dlaczego ludzie zabijają się przez nią? Jak biedny Cody...



Rzuciła go kobieta... Kobieta, która była dla niego kimś więcej aniżeli tylko kobietą. Była jego Boginią, którą czcił jak chrześcijanie czczą swojego boga. Była Królewną, przed którą klękał i składał na jej stopach pocałunki. Co rano wstawał wcześniej, żeby zrobić i podać jej śniadanie i filiżankę kawy do łóżka. Jej imię wytatuował sobie na czole, żeby pokazać całemu światu jak bardzo ją kocha. A kochał ją nade wszystko.



żałował swojej decyzji. Cholernie żałował. Nie dość, że w niczym mu to nie pomogło to teraz siedział pod ścianą, uwięziony w mrocznej celi, z której już nigdy nie wyjdzie. Czy warto było?



Dziewczyna, przez którą się zabił dalej nie dawała mu spokoju. Nawiedzała go w snach, była obecna w każdym otaczającym go atomie, w każdej myśli przebiegającej po jego głowie; była jego obsesją, halucynacją śmigającą co jakiś czas w ciemnym pomieszczeniu w jakim się znajdował.



Nie pozostawało mu nic innego jak tylko płakać. Płakał więc, wydzierając się wniebogłosy, jednak nikt go nie słyszał. Dźwięk nie wydostawał się poza celę, odbijał się jedynie od jej ścian i wracał ze zdwojoną siłą rozsadzając Cod'iemu czaszkę. Nie mógł już tego wytrzymać, był bliski obłędu.



Wtem kraty odgradzające celę od korytarza otworzyły się. Po raz pierwszy od kiedy tu siedział, kraty otworzyły się.



Do środka weszła zakapturzona postać, ubrana w czarny postrzępiony płaszcz ciągnący się za nią po ziemi. Usiadła na pryczy przyczepionej do ściany i zwróciła wzrok w stronę Cod'iego.

Ten zerwał się nagle z podłogi i - wytrzeszczywszy oczy - oparł o ścianę, jakby chciał w nią wsiąknąć ze strachu.

- Spokojnie, nic ci nie zrobię - odezwała się postać. - Jestem tu po to, żeby złożyć ci pewną propozycję...

Cody nie odzywał się tylko stał "przylepiony" do ściany i słuchał. W jego głowie panował chaos, od dwóch miesięcy myślał tylko o Rachel - dziewczynie, przez którą się tu znalazł, a tu nagle pojawia mu się przed oczami jakaś zakapturzona sylwetka i mówi, że ma dla niego propozycję.



- Wypuszczę cię stąd. Przywrócę cię do świata żywych, ale będziesz musiał coś dla mnie zrobić - mówiła istota, a pod Cod'im ugięły się kolana. Nie mógł uwierzyć w prawdziwość tych słów.

- Haha! Nie, to niemożliwe. Ty mi się śnisz, to nieprawda - roześmiał się, osuwając się ze ściany na podłogę. - Ciebie nie ma, to tylko sen!



Demon - bo któżby inny - wstał z pryczy i wolnym krokiem zbliżył się do Cod'iego. W jednej chwili zdjął kaptur, ukazując swój przebrzydły, zgniły i pokryty pleśnią śmierdzący ryj. Uśmiechnął się zawadiacko trzeszcząc żółtymi zębami i powiedział:

- To nie jest sen, Cody. Zaraz stąd wyjdę, a wtedy już nigdy mnie nie zobaczysz i spędzisz całą wieczność myśląc o Rachel.

W istocie myślenie o niej było najgorszym piekłem jakie Cody mógł sobie wyobrazić. Dałby wszystko, żeby się stąd wydostać; ujrzeć słońce, drzewa, bezkres nieba rozciągający się ponad ziemią, poczuć zapach świeżego powietrza, które od dwóch miesięcy zastępował odór szczyn i gówna rozchodzący się niemiłosiernie po celi. Jednak co jeśli to naprawdę tylko sen albo halucynacja, która teraz da mu nadzieję, a kiedy się obudzi, odbierze mu ją?

- To jak, nędzna duszo? - zapytał pogardliwie demon, wyrywając Cod'iego z oceanu przeróżnych myśli klejących się ze sobą chaotycznie w jego czaszce.

- Chcę stąd wyjść...

- A więc zrobisz co ci każę?

- Tak zrobię wszystko, ale błagam, wypuść mnie stąd! - Cody padł na kolana, skrył twarz w dłoniach i rozbeczał się, ze szczęścia i z bólu jakiego doznawał przez ten cały czas jaki tu spędził. - Błagam, nie każ mi myśleć o niej ani minuty dłużej!

- Wrócisz na Ziemię i zamordujesz Rachel. Zrobisz to przy użyciu tego sztyletu. - W nieproporcjonalnie dużej ręce kreatury zmaterializowało się błyszczące ostrze z czarną skórzaną rękojeścią. Cody schwycił je i jak zahipnotyzowany wpatrywał się w jego blask. - Jeśli dziewczyna zginie w inny sposób, wrócisz tutaj. Daję ci na to jedną dobę.



2



Tymczasem morderczyni jego serca leżała w miękkim pościelonym łóżku, pod białą kołdrą, która nie przykrywała tylko jej śniadej twarzy i jasnych włosów. Pogrążona w marzeniach sennych, nie zdawała sobie sprawy z niekończącej się udręki jej biednej ofiary, zatracającej zmysły w piekle. Tej nocy miała wyjątkowo głęboki spokojny sen. Od kiedy Cody odebrał sobie życie, rzadko kiedy spała. Przeżywała tę tragedię jeszcze bardziej niż najbliższa rodzina Cod'iego. Nie chciała go zostawić, żal przepełniał jej duszę gdyż dopiero po tym przykrym incydencie uświadomiła sobie jak bardzo go kochała. Z całych sił pragnęła zapomnieć o Cod'im, o tym jak bardzo był dla niej ważny.



Za oknem, pod osłoną nocy, silny wiatr uginał pod sobą drzewa, a gałąź leszczyny piętrzącej się przed domem uderzała co jakiś czas w parapet. Październikowa, nic nie zapowiadająca noc.



Noc zmartwychwstania Cod'iego. Noc, która pozwoli mu na zawsze uwolnić się z zimnych objęć piekła i da szansę na drugie życie. Noc, w którą zabije swoją ukochaną i odeśle ją tam, skąd przybył.



Dostał jedną dobę na zamordowanie swojej miłości. Wydawałoby się, że to dużo, jednak człowiek niecodziennie staje przed takim zadaniem. Zabójstwo ukochanej kobiety wymagało czasu, oswojenia się z tą myślą.

Tak więc Cody siedział pod domem Rachel, na wilgotnym trawniku i próbował poukładać sobie bałagan, jaki miał teraz w głowie. Co też demon, który zlecił mu tą potworną misję, zrobi z jego ukochaną w tej ciasnej celi? Jakie katusze będzie ona przeżywać? Co ją czeka w tamtym mrocznym świecie, którego Cody już nigdy nie wymaże ze swojej pamięci? Chrzanić to! Wykona powierzony mu rozkaz i koniec! To przez nią to wszystko, należy jej się!



Gnany tymi myślami wstał z trawnika, wszedł na ganek i nogą wywarzył drzwi. Rachel zbudziła się raptownie i usłyszawszy czyjeś szybkie kroki na schodach, spadła na podłogę i odruchowo złapała za nocną lampkę stojącą na szafce obok łóżka. Do sypialni wparował Cody.



Nacisnął włącznik, a po chwili światło żyrandola oświetliło cały pokój. Kiedy zobaczył Rachel... padł na kolana, rzucił sztylet na podłogę i przyczołgał się do jej stóp. Nie, nie zrobi tego. Jak w ogóle mógł pomyśleć o czymś takim? Przecież to jest Rachel! Przecież oddałby dla niej wszystko, nawet duszę!



Inaczej wykorzysta tę dobę... Spędzi ją razem z Rachel, spędzą ją wspólnie. Nie zabije jej, prędzej zabije sam siebie, by z powrotem wrócić do piekła.



3



- Teraz wiesz już wszystko - zakończył Cody przytulając się do piersi Rachel. - Jeżeli cię nie zabiję, za kilkanaście godzin wrócę tam z powrotem.

Dziewczyna głaskała ukochanego po głowie i uspokajała go, kiwając się w przód i w tył. Szlochała pocichu i patrzyła smutnymi oczyma na sztylet leżący na podłodze. Sztylet, którym Cody miał odebrać jej życie.

- Kochanie... To będzie najwspanialsza doba w twoim życiu, obiecuję ci to - powiedziała przez łzy. Co też innego mogła teraz powiedzieć?



Cała noc upłynęła im na rozmowie. Wylali hektolitry łez przytulając się do siebie. Rachel nie mogła się uspokoić. Trzęsła się, a z jej dużych niebieskich oczu płynęły strumienie słonych łez, które Cody zbierał palcem, a potem zlizywał delektując się ich gorzkim smakiem. Delektował się nią póki jeszcze mógł, bowiem za kilkanaście godzin znowu miał trafić do zgrzybiałej ciemnej celi, w której będzie gnił przez wieczność.



4



Następnego dnia wybrali się do parku na Manther Street, gdzie się poznali. O tej porze roku wyglądał najpiękniej. Spacerowali wzdłuż wąskiego chodniczka obsypanego żołędziami, mijali łysiejące klony i brzozy, małe bawiące się dzieci co jakiś czas zagradzały im drogę, żeby powiedzieć "dzieńdobry". Mimo, że nie było im do śmiechu, odwzajemniali ciepłe uśmiechy tych małych nieświadomych świata istotek, które sprawiały, że park tętnił życiem.



- Może jest jakiś magiczny sposób, żeby zapobiec mojego powrotu do piekła - Cody zdecydował się przerwać ciszę.

- A czym dla ciebie jest magia? - Rachel zapytała cicho, patrząc pod nogi. Tak cicho, że gdyby nie wyjątkowość i tajemniczość tych słów, Cody nie usłyszałby ich.

Zatrzymał się nagle, zwrócił wzrok w stronę dziewczyny i odparł:

- Wierzysz w magię?



Ta również się zatrzymała i niewiedząc co odpowiedzieć, schyliła głowę. Zimny wiatr rozwiewał jej jasne włosy, a żółte liście spadające z drzew unosiły się w powietrzu. Mógł tak stać i marznąć całą wieczność, byleby móc karmić oczy pięknem tej młodej kobiety, którą miał teraz przed sobą.



- Chyba nie... Magia nie istnieje - odpowiedziała nie odrywając spojrzenia od ziemi.

Cody w milczeniu patrzył na nią chwilę, a potem ośmielił się dotknąć jej szalejących na chłodnym wietrze włosów. Wtedy podniosła głowę.

- Pokażę ci coś - mówiąc to schwycił dłoń niewiasty i przyłożył ją do swojego serca. Spojrzał jej głęboko w oczy i nagle stało się coś niesamowitego...



Telepatia.



Niespodziewanie w głowie kobiety zaczęły pojawiać się pojedyncze obrazy. Oczy Cod'iego zaszkiły się od łez i niewidzialną nicią przekazywały dziewczynie kolejne wizje.

Wizje, w których zobaczyła przeogromną miłość jaką do niej żywił.



- To jest magia - powiedział, a po jego jego policzku spłynęła łza.

Rachel zabrała rękę, schowała ją w kieszeń kurtki i ponownie spuściła wzrok.

- To nic nie da, Cody.



5



Jedyną rzeczą jaką Cody mógł zrobić tej nocy, to ofiarować Rachel całą swoją duszę. Ofiarować jej się tak, żeby piekło nie było zdolne do oderwania go od ukochanej. Rachel nie wierzyła w powodzenie tego misternego planu, jednak chciała przeżyć ostatnią noc z mężczyzną, któremu odda się dziś po raz ostatni. Który po raz ostatni zabierze ją tam, dokąd żaden inny facet nigdy nie potrafił jej zabrać.



Wkrótce światło dnia całkowicie zagasło, ustępując czerni nocy.

Jasnowłosa niewiasta o dużych niebieskich oczach, najpiękniejsza kobieta na świecie stała teraz pośrodku sypialni pogrążonej w półmroku. Stała tak, w kręgu kilkudziesięciu palących się świec. Ogniste płomienie tańczyły ze sobą rzucając cień jej idealnego ciała na ścianę. Uśmiechała się kiedy Cody zawiązywał na jej oczach jedwabną przepaskę.



Czuła na karku jego ciepły oddech, on napawał się zapachem jej aksamitnych włosów. Powoli rozpiął jej bluzkę, która samoistnie zsunęła się na podłogę. Drżącymi dłońmi dotykał jej nagich rąk. Oto miał przed sobą najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Nie był pewien czy jest godzien zaszczytu jakiego teraz dostępował. Zaszczytu dotykania jej rąk, zaszczytu całowania jej karku, zaszczytu zdjęcia jej dźinsów.

Mimo, że robił to z nią niejednokrotnie, za każdym kolejnym zbliżeniem przeżywał to tak samo jak za poprzednim. Za każdym razem zastanawiał się czy jest godzien miłości najpiękniejszej kobiety na świecie. Za każdym razem kiedy dotykał ją w ten sposób, dłonie mu drżały.

Ukląkł tak, że głowę miał na wysokości jej pośladków. Ucałował je z głębokim oddaniem i miłością - należał do niej; jedyną rzeczą jaka miała teraz sens było ofiarowanie tej kobiecie całej swojej duszy.



Bowiem nie ma chyba nic przyjemniejszego od uszczęśliwienia kobiety. Cody uszczęśliwił ją tej nocy. To była ich ostatnia wspólna noc.



Kiedy Rachel usnęła, wtulona w niego z całych sił, Cody chwycił sztylet leżący na nocnej szafce i dźgnął nim w pierś nadistoty, którą kochał ponad życie.

- Wybacz mi, Rachel - wyszeptał zimno i przekręcił ostrze uwalniając z gardła dziewczyny makabryczny jęk.



cdn



Awatar użytkownika
Alan
Dusza pisarza
Posty: 456
Rejestracja: sob 14 kwie 2007, 12:34
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Alan » sob 27 paź 2007, 17:51

Z Twoich dotychczasowych tekstów, ten jest najlepszy, przynajmniej jesli chodzi o tematykę.

Choć kiedy przeczytałem, że rzeczywiście chodzi o piekło, a nie np. o jakieś ziemskie więzienie, a facet jest tam bo się zabił, to trochę się zawiodłem.

Czyta się to szybko i bez zgrzytów, niestety jest to skutkiem braku opisów (przynajmniej głębszych) czegokolwiek. Muszę Ci powiedzieć, że strasznie upraszczasz, jakbyś się bał, że odbiorcami będą dzieci. Wychodzi to troche takie naiwne, by nie rzec, że to filozofia dla ubogich. Hasła w stylu "żałował swoich decyzji" nic nam nie mówią o stanie psychicznym bohatera. Naiwne jest też, że facet, który nie żyje, wchodzi z nożem do domu dziewczyny, a ona go po chwili głaszcze, jakby nic nie było dziwnego.

Ten demon w celi- czy każdy wysłannik szatana musi być szpetny?



Jesli chodzi o całokształt to może być jak dla mnie. Jestem na TAK.



Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » sob 27 paź 2007, 18:11

Wow! Dzięki :D



Ale wiesz co? Myślałem, że ten tekst jest całkowicie do bani w porównaniu do mojego poprzedniego opowiadania pt. "Lęk" (i chyba jest w moich oczach). Przynajmniej pod względem stylu...



Poprawiłem ostatni rozdział i dodałem jeden nowy, krótki:



5



Jedyną rzeczą jaką Cody mógł zrobić tej nocy, to ofiarować Rachel całą swoją duszę. Ofiarować jej się tak, żeby piekło nie było zdolne do oderwania go od ukochanej. Rachel nie wierzyła w powodzenie tego misternego planu, jednak chciała przeżyć ostatnią noc z mężczyzną, któremu odda się dziś po raz ostatni. Który po raz ostatni zabierze ją tam, dokąd żaden inny facet nigdy nie potrafił jej zabrać.



Wkrótce światło dnia całkowicie zagasło, ustępując czerni nocy.

Jasnowłosa niewiasta o dużych niebieskich oczach, najpiękniejsza kobieta na świecie stała teraz pośrodku sypialni pogrążonej w półmroku. Stała tak, w kręgu kilkudziesięciu palących się świec. Ogniste płomienie tańczyły ze sobą rzucając cień jej idealnego ciała na ścianę. Uśmiechała się kiedy Cody zawiązywał na jej oczach jedwabną przepaskę.



Czuła na karku jego ciepły oddech, on napawał się zapachem jej aksamitnych włosów. Powoli rozpiął jej bluzkę, która samoistnie zsunęła się na podłogę. Drżącymi dłońmi dotykał jej nagich rąk. Oto miał przed sobą najpiękniejszą dziewczynę na świecie.

- Teraz jesteś zdana tylko na mój głos - szepnął jej do ucha. Niewiasta wzdrygnęła się.Nie był pewien czy jest godzien zaszczytu jakiego teraz dostępował. Zaszczytu dotykania jej rąk, zaszczytu całowania jej karku, zaszczytu zdjęcia jej dźinsów. Mimo, że robił to z nią niejednokrotnie, każde kolejne zbliżenie przeżywał tak samo intensywnie jak poprzednie. Za każdym razem zastanawiał się czy jest godzien miłości najpiękniejszej kobiety na świecie. Za każdym razem kiedy dotykał ją w ten sposób, dłonie mu drżały.

Ukląkł tak, że głowę miał na wysokości jej pośladków. Ucałował je z głębokim oddaniem i miłością - należał do niej, Rachel była Panią jego duszy.



6



- Nie śpisz?

- Nie zasnę dopóki ty nie zaśniesz - odpowiedział przytulając dziewczynę jeszcze mocniej do siebie. Niektóre z kilkudziesięciu świec paliły się jeszcze ledwo oświetlając sypialnię.

- Boję się. Nie chcę, żebyś znowu odszedł - łamliwy głosik Rachel zadrżał z żalu jaki powoli ogarniał jej krwawiące serce. Cody nic nie odpowiedział tylko pocałował ją w główkę i koniuszkami palców zaczął obrysowywać jej ciało; jakby chciał nauczyć się go na pamięć nim odejdzie na zawsze.



cdn



[czy to dobry zabieg? (te poprawienie)]



Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » pn 29 paź 2007, 16:44

moim zdaniem dobry a więc proszę admina o skasowanie 5 rozdziału z pierwszego postu i wstawienie w to miejsce 5 i 6 rozdziału z drugiego postu, z góry dzięki ;)



Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: winky » pn 29 paź 2007, 18:27

Nie, nie, kitek, stare rozdziały zostają. I nie robimy tego ze złośliwości, po prostu nie ma tak, że poprawiamy jakieś teksty, ok, wstawiamy od nowa, a te stare wywalamy w pi...erdut. ^^ ,,Dowody" muszą być. Poza tym trzeba mieć co porównać.



Przeczytam całość kiedy indziej, z braku czasu.


Z powarzaniem, łynki i Móza.

Obrazek

לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » wt 06 lis 2007, 13:50

czerni mroku


Trochę masło maślane.



jak chrześcijanie czczą swojego boga.


Boga z wielkiej litery, chodzi przecież o tego konkretnego, chrześcijańskiego.



Cod'iemu


Ojej, ale potworek. "Codiemu" albo "Cody'emu" (raczej to pierwsze, aczkolwiek sprawdź gdzieś, bo nie jestem pewna, czy dobrze pamiętam). W każdym razie to, co Ty napisałeś jest błędnym odmienieniem imienia.



Wtem kraty odgradzające celę od korytarza otworzyły się. Po raz pierwszy od kiedy tu siedział, kraty otworzyły się.






Twój Cody mimo całego cierpienia był jakiś za suchy, za mało emocji nim targało. Na przykład, kiedy otworzyły się kraty, normalnemu człowiekowi przez głowę przebiegłoby miliard myśli, uczuć i pytań. A Cody nic, dopiero jak ktoś wszedł i usiadł na pryczy, trochę się przestraszył.

Napisałeś, że myśli o tej Racheli ciągle, ale dla mnie to też zbyt sucha, nie wzbudzająca emocji informacja. Gdyby na przykład, każdego ranka po przebudzeniu czuł zapach jej włosów... albo jakikolwiek odgłos sprawiał, że sercu mu podskakiwało na myśl, że to może Rachel... Rozumiesz?

Na razie przeczytałam tylko pierwszy fragment, bo muszę teraz uciekać.



Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » śr 07 lis 2007, 20:03

No to ciąg dalszy czytania i oceniania.



w miękkim pościelonym łóżku, pod białą kołdrą


"Pościelonym" nie pasuje tu zupełnie. pościelone łóżko to raczej takie z ładnie ułożoną, wyrównaną kołdrą. Jeśli chodziło Ci o to, że nie było "gołe" tylko była na nim pościel, to też niepotrzebne, bo zaraz piszesz, że była kołdra, no więc... Dobra, nie będę się rozwodzić, wyraz kompletnie niepotrzebny, zagraca tylko zdanie.



Tak więc Cody siedział pod domem Rachel


Wywaliłabym "tak więc".



tą potworną misję






Szlochała pocichu


po cichu



dzieńdobry


dzień dobry



dźinsów


Dżinsów. Już chyba kiedyś winky poprawiała Ci identyczny błąd.



Styl... Niektóre części są napisane lepiej, inne gorzej. W niektórych chcesz jakby wszystko jak najszybciej przeskoczyć, żeby przejść już dalej, spłycasz niektóre reakcje i emocje bohaterów.

O, właśnie przeczytałam komentarz Alana, mówi Ci praktycznie to samo.



Treść wyróżnia się wśród Twoich opowiadań, ale bez przeczytania drugiej części na razie nic więcej nie będę mówić.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości