Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

(nie)wiara - Poprawione. Jest trochę przekleństw

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Iwonka
Szkolny pisarzyna
Posty: 30
Rejestracja: pt 20 wrz 2019, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta

(nie)wiara - Poprawione. Jest trochę przekleństw

Postautor: Iwonka » czw 10 paź 2019, 18:39

Na stole w kolorze ciemnego mahoniu, stała na wpół opróżniona Soplica Wiśniowa. Matylda siedząca przed flaszką i oglądająca stare zdjęcia westchnęła, słysząc wołanie z pokoju na dole. Pociągnęła spory łyk, który ciepłem, słodyczą, a potem ostrym smakiem rozlał się po jej gardle i z impetem trafił do żołądka, powodując gwałtowny skurcz. Potem chwiejnie wstała i wyszła z kuchni, przeszła przez korytarz, gdzie po prawej stronie, w jasnoróżowym pokoju, otoczona misiami spała jej ośmioletnia córka. Kobieta nie zapalając światła, podeszła do schodów.

- Kurwa - mruknęła bełkotliwie, pewna, że któregoś dnia skręci kark na nich. Niecierpliwe wołanie z dołu powtórzyło się. - Idę, idę - zawołała i trzymając się barierki zeszła powoli, chwiejnym krokiem wchodząc do przestronnego pokoju, w którym czuć było już moczem.

Leżąca na lekarskim łóżku starsza kobieta, u której widać było znamiona ciężkiej choroby, na widok Matyldy zawołała:

- Ty dziwko. Ile mam czekać! - Uniosła się trochę na łokciach, na tyle na ile pozwalały jej parciane pasy, którymi była przywiązana. Łysa głowa, którą potrząsała zawzięcie i wychudła twarz z wyrazem nienawiści, zatrzymały na moment młodszą w progu. - Wołam cię ty suko, od godziny. Ja nie wiem, co mój syneczek widział w tobie.

- Ja też nie wiem, co widziałam w nim - mruknęła cicho i zerknęła na zegarek. Dochodziła druga w nocy.

Przebrała pampersa, mocno zaciskając rzepy i wciągnęła spodnie od piżamy na wychudłe biodra teściowej. Potem cicho wyszła z domu. Na zewnątrz było dość jasno, świecił księżyc w pełni i nie było żadnej chmurki. Chłodnym powietrzem po upalnym dniu przyjemnie się oddychało. Wyrzuciła przemokniętą pieluchę i siadła na starej ławeczce zachwycając się nocą. Niewiele miała okazji do posiedzenia sobie w ciszy, w ogóle do siedzenia i nic nierobienia. W chwilę później usłyszała wołanie i znowu musiała iść do teściowej. Nie miała do niej żalu, a za całe zachowanie obwiniała jej chorobę. Każdy w domu wiedział, że Hanna umiera na raka, oprócz samej zainteresowanej. Miała już przerzuty wszędzie i nie chciano jej leczyć, córka pokazywała się raz w tygodniu, a syna praktycznie całymi dniami nie było.
Małżeństwo Matyldy, już dawno przestało istnieć, a ona sama była niczym służąca i niewolnica z kłębkiem nerwów. Wszystko ją denerwowało, drażniło, dlatego piła coraz więcej, aby ukoić nerwy, móc się wyspać. Wiedziała, że ma problem, ale nie zdawała sobie sprawy jak wielki.
Przez chwilę stała przed drzwiami do pokoju teściowej i zastanawiała się, czy tam w ogóle wchodzić. Panowała bowiem niczym niezmącona cisza. Zerknęła przez szparę.

- No wreszcie - zawołała Hanna, kiedy tylko ją zauważyła. - Jakieś śmieci są na szafie. – Wskazała wychudłą, baldą ręką.

- Nic tu nie ma.

- Ale przyjrzyj się takie wióry, dokładnie gdzie patrzysz. - Upierała się kobieta.

- Nic tu nie ma mamo - powiedziała spokojnie. Starsza kobieta pokiwała łysą głową z takim entuzjazmem, że przez moment Matylda miała wrażenie, iż odpadnie jej od chudej szyjki.

- A Klara może przyjść?

- Klara śpi. Jest druga w nocy - odparła cicho kobieta.

- Myślałam, że już jest dzień. - Matylda zaprzeczyła. - A to idź spać, jutro musisz iść do pracy.

- Dobrze - Nie miała serca jej przypominać, że od miesiąca nigdzie nie pracuje, tylko zajmuje się nią, córką i domem.

Odkąd wróciła z Niemiec z pracy, gdzie była opiekunką dla starszych pań, wszystko było nie tak. Zaczynała mieć wrażenie, że mąż wcale jej nie kochał, lecz tylko pieniądze, które przywoziła, a skoro źródełko wyschło, to Matylda była już niepotrzebna.
Przez chwilę przyglądała się chorej, a potem siadła przy stole stwierdzając, że z chęcią by się jeszcze napiła wiśniówki, pozostawionej na górze. Hanna zaczęła przysypiać, co jakiś czas chrapiąc, a kobieta położyła głowę na stole, próbując nie zasnąć.
Nie mogła spać. Bała się, że znowu przyśni jej się to, co ostatnio, kilka razy z rzędu.
W tym śnie topiła się, zachłystywała brudną wodą, właściwie to błotem, które wciągało ją coraz głębiej. Czuła tysiące dłoni, które ściągały ją w dół, łapały za kostki, czepiały się ubrań i włosów, chwytały ją w pasie, za gardło, dusiły, wpychając błoto do ust. Zawsze pozostawała jej jedna ręka wyciągnięta nad mętne wody, zawsze ktoś ją za nią chwytał, ale nigdy nie wyciągał.
Gwałtownie otworzyła oczy i usiłowała wyciągnąć z ust błoto. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest w pokoju u teściowej, która chrapie.
Dochodziła czwarta i Matylda powlokła się na górę, ciężkim krokiem.
Po drodze zajrzała do pokoju męża, spał sobie w najlepsze, tak samo, jak Klara u siebie.
Wyciągnęła poduszkę i położyła się na materacu, koło łóżka dziewczynki.
Dzień rozpoczynał się zwykle dwadzieścia po piątej. Matylda wstawała, przygotowywała śniadanie dla męża, żeby mógł sobie dłużej pospać, herbatę i płatki dla córki, pomagała teściowej przy porannej toalecie, właściwie to myła ją i przebierała, a jeśli starczyło czasu to piła kawę. To ostatnie zdarzało się bardzo rzadko. Niestety.
Dzisiejszy dzień rozpoczął się więc tradycyjnie i od awantury z Klarą, która nie mogła znaleźć skarpetek.

- Gdzie są moje skarpety - wrzasnęła, stając w drzwiach od pokoju. - Miałaś mi je wyprać.

Matylda wychyliła głowę z łazienki i wytarła pastę do zębów z ust.

- Jeszcze nie prałam.

- To mogłaś wyprać ręcznie!

- Nie tym tonem moja panno! Mówisz do matki.

- W dupie mam taką matkę! Nic nie potrafisz zrobić! Jesteś nieudacznikiem! Nikim!

Matylda na chwilę zaniemówiła, nigdy nie pomyślałaby, że dożyje momentu, kiedy usłyszy od własnego dziecka takie słowa. Rodziła ją prawie trzydzieści cztery godziny, dała jej wszystko, czego chciała, nigdy nie podniosła na nią głosu, ani uderzyła i dowiaduje się nagle, że jest nikim. Zbudowała ten cholerny dom i użerała się z budowlańcami, trzymając dziecko na ręce i jest nieudacznikiem?

- Przestańcie się do cholery drzeć, ja się muszę wyspać! Dwie tępe krowy kłócą się o byle gówno - krzyknął z pokoju Krzysztof, z głośnym hukiem coś strącając. Matylda zarejestrowała dźwięk jako stary porcelanowy wazon po babci i westchnęła zrezygnowana. Oparła się o szafkę w kuchni i powiedziała do Klary.

- Rączek ci nie ucięło. Mogłaś wyprać sobie sama. - Odwróciła się i wyszła, nie mając ochoty słuchać córki. Ledwo otworzyła drzwi na korytarz, już usłyszała wołanie Hanny. Pies plątał jej się pod nogami, tak samo, jak trójkolorowy kot, kiedy schodziła. - Jutro idziemy do fryzjera, co psianeczko, a dziś po południu do nowej wspaniałej pracy. - To ostatnie powiedziała z sarkazmem.

York zamerdał entuzjastycznie ogonem i podskakując, niemal spadł ze schodów, a ona zastanowiła się, co takiego wspaniałego i niesamowitego może być w sprzątaniu szatni i kibli. Westchnęła zrezygnowana. Znajomy męża załatwił, jej tę pracę. Inna sprawa, że zrobił to, żeby po trzech przepracowanych przez nią miesiącach dostać, za polecenie pracownika, trzysta złotych. Mogła oczywiście nie przyjąć tej oferty, ale po pierwsze to był bliski kolega, Krzysztofa, a po drugie potrzebowali tych pieniędzy, nawet marnych sześciuset złotych. Sama praca nie napawała ją entuzjazmem, w końcu miała maturę i kilka lat studiów, ale skoro nie mogła znaleźć nic innego, musiała zadowolić się tym. Westchnęła ponownie i zrezygnowana poszła powtórnie przebrać teściową oraz nakarmić. Hanna będzie się opierać, twierdząc, że nie jest głodna, a ona będzie jej wpychać, bojąc się, że ta umrze z głodu i tak codziennie. Właściwie nawet kilka razy dziennie. Czasem Matylda miała już dość, domu, rodziny, całego życia. Kiedyś, gdy była młodsza, a problemy wydawały się nie do przeskoczenia, błagała Boga o śmierć, ale ten milczał.
Każdego dnia.
A ona codziennie o to prosiła zalana łzami, w końcu nerwy i skrywana niemoc, złość, wzięły ją w swoje panowanie i wykrzyczała co myśli o Nim, jak bardzo Go nienawidzi, a każde słowo było poparte pustą puszką po piwie i butelką po wódce. Pospadały wtedy wszystkie święte obrazy u niej w pokoju, a ona pożałowała tego, co zrobiła. Mimo to, przez dwadzieścia lat nie poszła już więcej ani do kościoła, ani do spowiedzi. Wyjątek stanowił ślub z Krzysztofem, ale na tym się skończyło.
Teraz gdy myśli, o tamtych problemach, to wydają się śmieszne i żałosne w porównaniu z dzisiejszymi. Tak wiele się zmieniło, a jednocześnie wszystko było takie same.
Nie myślała już o Nim, bo nie można myśleć o kimś, kogo się nie zna, ani pamięta.



Miras
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: śr 02 paź 2019, 23:18
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Śląsk
Płeć: Mężczyzna

(nie)wiara - Poprawione. Jest trochę przekleństw

Postautor: Miras » pt 11 paź 2019, 13:14

Przeczytałem pierwszą wersję i tą poprawioną. Poprawiona oczywiście lepsza. Generalnie fajny tekst, o życiu. Mimo wszystko wyrzuciłbym jednak Soplicę, rodzaj trunku nic nie wnosi do opisanej sytuacji, wręcz trochę rozprasza. Słowo "Kurwa" przy schodach też może niepotrzebne, za ostre, opis bohaterki nie wskazuje na to, że jest zdegenerowana, tylko przytłoczona sytuacją. Jeszcze tylko kwestia wazonu po babci - dla mnie też trochę przerysowane - bo kto stawia porcelanowy wazon tuż przy łózku.
Zastanawiam się, jak mogłaby się rozwinąć sytuacja bohaterki w kwestiach wiary/niewiary po kilku miesiącach (po pogrzebie teściowej? choroba córki - powrót do wiary - wyzdrowienie, itp.). Może dopiszesz ciąg dalszy?



Awatar użytkownika
Iwonka
Szkolny pisarzyna
Posty: 30
Rejestracja: pt 20 wrz 2019, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta

(nie)wiara - Poprawione. Jest trochę przekleństw

Postautor: Iwonka » pt 11 paź 2019, 14:06

Teoretycznie mial być ciag dalszy z elementami fantasy (wiem, że to brzmi strasznie :twisted: ) o wierzę... Tylko, że wiara to bardzo delikatny oraz drażliwy temat i trzeba o tym z wyczuciem pisać. Póki co nie mam do tego warsztatu, ale pomysłu nie porzucam.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4399
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

(nie)wiara - Poprawione. Jest trochę przekleństw

Postautor: Rubia » pt 11 paź 2019, 15:27

Nie wiem, czy Twój tekst jest skończonym, zamkniętym opowiadaniem, czy fragmentem jakiejś większej całości. Wygląda mi raczej na to drugie, gdyż nie ma kompozycji typowej dla opowiadania, przypomina raczej rozdział w powieści, więc tak go będę traktować.
Nie będę skupiała się na różnych błędnych sformułowaniach, których w tym fragmencie, pomimo poprawiania, nadal jest sporo. Chciałam zając się tylko kwestiami fabularnymi, gdyż one też omawiają omówienia.
Niestety, sporo tu mankamentów. A mógłby to być niezły tekst, gdyż mamy w nim dość wiarygodnie zarysowaną sytuację wyjściową. Młoda (jeszcze) kobieta wraca z pracy za granicą, zajmuje się śmiertelnie chorą teściową, w mężu nie ma żadnego wsparcia, córka też przysparza zmartwień... Zaczyna więc pić (a może piła już wcześniej). Dobry punkt wyjścia, żeby napisać coś ciekawego o całej czwórce.
Niepotrzebnie jednak wprowadzasz łopatologiczne wyjaśnienie:
Iwonka pisze:Source of the post Małżeństwo Matyldy, już dawno przestało istnieć, a ona sama była niczym służąca i niewolnica z kłębkiem nerwów. Wszystko ją denerwowało, drażniło, dlatego piła coraz więcej, aby ukoić nerwy, móc się wyspać. Wiedziała, że ma problem, ale nie zdawała sobie sprawy jak wielki.

To jest dopiero do wykazania, nie do skwitowania paroma zdaniami. Że Matylda ma problem, mogłabyś zasugerować czytelnikom pisząc np., że odkąd wróciła, musiała mieć w schowku butelkę. I nie mogła zasnąć, jeśli nie wypiła paru łyków. Dlaczego tak się dzieje, to powinno wynikać z przedstawionych zdarzeń.
No i można być służącą, niewolnicą oraz kłębkiem nerwów w jednej osobie, ale "niewolnica z kłębkiem nerwów" brzmi po prostu zabawnie. W ręku trzyma ten kłębek?
Iwonka pisze:Source of the post Dzisiejszy dzień rozpoczął się więc tradycyjnie i od awantury z Klarą, która nie mogła znaleźć skarpetek.
- Gdzie są moje skarpety - wrzasnęła, stając w drzwiach od pokoju. - Miałaś mi je wyprać.

To jeszcze można przyjąć.
Iwonka pisze:Source of the post - W dupie mam taką matkę! Nic nie potrafisz zrobić! Jesteś nieudacznikiem! Nikim!

A to już nie bardzo. To jest typowy zarzut stawiany w kłótniach dorosłych partnerów, wynikający z nierównowagi w związku i zawiedzionych ambicji, ulokowanych w tej drugiej osobie. Dziecko wykorzystałoby raczej "ty wcale o mnie nie dbasz! Nie kochasz mnie! Jestem ci niepotrzebna!", co byłoby zresztą całkiem zrozumiałe, zważywszy, że matka wyjechała, zostawiając Klarę z ojcem i babcią. Dlatego późniejsze rozważania Matyldy mogłyby pójść w kierunku "To ja nie kocham? Przecież dla ciebie tak tyrałam, żebyś ty wszystko miała!".
Iwonka pisze:Source of the post Czasem Matylda miała już dość, domu, rodziny, całego życia. Kiedyś, gdy była młodsza, a problemy wydawały się nie do przeskoczenia, błagała Boga o śmierć, ale ten milczał.
Każdego dnia.
A ona codziennie o to prosiła zalana łzami, w końcu nerwy i skrywana niemoc, złość, wzięły ją w swoje panowanie i wykrzyczała co myśli o Nim, jak bardzo Go nienawidzi,

A to domaga się rozwinięcia. Nie można takiej sytuacji skwitować krótkim "problemy wydawały się nie do przeskoczenia". Tu trzeba operować konkretami. Chłopak ją zdradził z jej najbliższą koleżanką? Rodzice chcieli wyrzucić ją z domu, bo przez problemy sercowe oblała maturę? Błaganie Boga o śmierć nie może być zawieszone w próżni, nawet jeśli z perspektywy lat widac jasno, że były to tylko uniesienia nastolatki, oceniane teraz jako śmieszne.
I jeszcze jedna sprawa wydaje mi się tu istotna dla "ustawienia" postaci. Matylda straciła pracę w Niemczech i nie mogła znaleźć następnej, czy sama z niej zrezygnowała, żeby ogarnąć sprawy rodzinne, kedy okazało się, że teściowa jest cięzko chora? Nie piszesz o tym wyraźnie, a rzecz ma niebagatelne znaczenie dla relacji Twojej bohaterki z innymi osobami.

Added in 3 minutes 1 second:
Aha: pisałam ten post zanim Miras umieścił swój komentarz, a Ty dopisałaś wyjaśnienie, stąd na początku moje wątpliwosci dotyczące charakteru Twojego tekstu :)


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Iwonka
Szkolny pisarzyna
Posty: 30
Rejestracja: pt 20 wrz 2019, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta

(nie)wiara - Poprawione. Jest trochę przekleństw

Postautor: Iwonka » pt 11 paź 2019, 16:25

Bardzo dziękuję za komentarz. Postaram się wszystko jeszcze raz poprawić. Jak skończę to wstawię tekst pod komentarzami.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości