Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Kajdany z koron drzew

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Kajdany z koron drzew

Postautor: macieks » pn 15 paź 2007, 17:58

Wyszedł z lasu, rozpostarł zmęczone oczy, którym chwilę potem ukazała się przepiękna górska polana porośnięta zielną roślinnością i drobnymi żółtymi kwiatami. Pośrodku niej stała nieduża drewniana chatka z gankiem, wokół której rozciągała się pusta przestrzeń na kilkadziesiąt metrów kwadratowych, otoczona zewsząd szumiącymi od wiatru drzewami. Niedaleko chatki stała studnia z rzucającym się w oczy, pomalowanym na czerwono daszkiem.



Al niepewnym krokiem począł zbliżać się w stronę zabudowania. Był trochę zdumiony tym, że pośrodku polany, w górach, jak gdyby nigdy nic stoi sobie chatka. Sam nie wiedział czy miał nadzieję, że ktoś tu mieszka, czy raczej, że domek jest niezamieszkały i będzie mógł w nim dzisiaj przenocować. Zmęczenie i brak snu nie są najlepszym towarzyszem do wędrówki, a nocleg w ciepłym przytulnym domku był teraz dla Al'a jednym z największych marzeń, jeśli nie największym.



Drewniane schody zaskrzypiały cicho pod jego ciężarem, wszedł na ganek i zapukał do drzwi. Nikt nie otwierał...



Powoli nacisnął klamkę i pchnął ją do przodu. Dźwięk skrzypiących drzwi przerwał na chwilę wszechobecną ciszę, którą zagłuszały jedynie szumiące korony drzew. "Halo, jest tu ktoś?" - zawołał. Nikt nie odpowiadał...



Wszedł do środka.



Ciemny przedpokój spowił Al'a swym mrokiem. "Halo?!" - powtórzył rozglądając się po pomieszczeniu. Wszedł przez pustą framugę do jakiegoś pokoju. Przez brudne zakurzone okno wpadało światło pochmurnego dnia. Pod oknem stało małe biurko, wzdłuż jednej ściany ciągnęły się dwie półki z książkami, wzdłuż drugiej wbudowany był kominek, a obok niego leżał stary brudny materac.



"Jest tu ktoś?" - Al nawoływał po raz trzeci.



Przemierzył przedpokój i wszedł do pomieszczenia przypominającego kuchnię. Do ścian przymocowane były szafki, a pod nimi ciągnął się dębowy blat, na którym stała gliniana miska, a w niej spleśniałe owoce oblężane przez małe bezdźwięczne muszki. Smród pleśniejących owoców wypełniał całe pomieszczenie. Na środku stał duży drewniany stół i jedno krzesło.



Al powrócił do przedpokoju i rzucił okiem na schody, prawdopodobnie prowadzące na strych. Wszedł na górę, jednak poddasze było tak samo puste i brudne jak reszta mieszkania; nie znalazł tam nic ciekawego, żadnego znaku życia.



Schodząc, już szybkim i śmiałym krokiem po skrzypiących schodach, uśmiechnął się do siebie. Tak - ta stara zaniedbana chałupa z pewnością musiała być opuszczona. W przedpokoju nie ma żadnych butów, w izbie przypominającej kuchnię żadnego świeżego jedzienia, a na dodatek te cuchnące owoce... Dzisiaj tu przenocuje, a jutro wyspany i wypoczęty ruszy dalej, na wschód, do Soundcity.



Szkoda tylko, że nie ma czego do ust włożyć. Od kilku dni i nocy żywił się samymi owocami leśnymi, jakie napotka przypadkiem na swej drodze. Bardzo przez to schudł mimo, że już wcześniej miał chuderlawą posturę. Teraz wyglądał nie jak człowiek, a jak jego ledwo padający cień.



Al nie miał jednak siły iść do lasu i szukać pożywienia. Wyszedł tylko na chwilę, żeby napić się wody ze studni. Musiał być naprawdę spragniony bo wlał w siebie pół wiadra, po czym wrócił do chatki i ułożył się do snu, na przesiąkniętym kurzem i brudem materacu przy ścianie.



Obudził go zimny dotyk ostrego noża przy gardle. Nie wydusił z siebie żadnego słowa tylko wpatrywał się z przerażeniem na klęczącą nad nim kobietę. Miała na oko z dwadzieścia parę lat, była ładna; długie rude włosy, piegi na kościstych policzkach i piękne zielone ślepia. Patrzyła na niego podejrzliwie, mrużąc oczy.



- Kim jesteś? - spytała prawie szeptem.

- Spokojnie. Ja myślałem, że nikt tutaj nie mieszka, chciałem tu tylko przenocować. Nie wiedziałem, że... - Al zaczął się tłumaczyć, głos mu drżał, a urwał się w momencie kiedy kobieta jeszcze mocniej przycisnęła ostrze do jego szyi.



Patrzyła na niego nieufnie, wpatrywała się z taką koncentracją i uwagą jakby chciała czegoś dojrzeć. Po chwili wstała, jak gdyby nigdy nic, odwróciła się i zniknęła w wejściu do pokoju. Zdezorientowany Al usiadł na materacu, złapał się za szyję i patrzył dużymi oczyma w gnijącą podłogę.

"Przepraszam" - usłyszał kiedy kobieta znowu pojawiła się w wejściu, tym razem z miską pełną soczystych jagód. Podsnunęła mu ją pod stopy i usiadła na biurku zasłaniając swym drobnym ciałem okno, przez co pogrążyła pomieszczenie w jeszcze większej ciemności.



Al spojrzał na nią dziwnie, a następnie wziął do ręki miskę z owocami i począł jeść. Ta patrzyła na niego z uśmiechem na twarzy, w zupełnym milczeniu.



- Co tutaj właściwie robisz? - zadała pytanie.

- Idę do Soundcity, na wschód - odpowiedział nie rozwiązując się zbytnio.

- Pieszo? Przez góry?

- Nie mam innego wyjścia.

- Jak to?



Al podrapał się z tyłu głowy i odpowiedział na odczepkę: "Nie chcę o tym rozmawiać", zajadając się soczystymi jagodami. Nie mógł jej przecież powiedzieć, że jest zbiegiem; przestępcą, który ma na sumieniu morderstwo własnej żony.



- A ty? Mieszkasz tutaj? - zdecydował się zmienić temat.

- Tak, od urodzenia.

- Przecież to jest totalne odludzie. - Przerzuwając jedzenie, podniósł wzrok i zawiesił go na kobiecie. Siedziała tak ze splecionymi nogami, podpierając się rekoma o blat biurka. Wyglądała teraz jak anioł, w świetle dnia wpadającego przez okno.

- Nie chcę o tym rozmawiać - odpowiedziała z uśmiechem satysfakcji na ustach. Al odwzajemnił gest widząc, że pomiędzy nimi tworzy się jakaś nić porozumienia. Jednak nie dawał za wygraną:

- Nie obraź się, ale ten domek nie wygląda na zamieszkały, a już tym bardziej nie wygląda na to, żeby mieszkała w nim kobieta.



Twarz rudowłosej niewiasty nagle posmutniała. Dziewczę spuściło głowę i dłońmi zaczęło bawić się kosmykiem swych długich włosów.



- Jestem samotna, zupełnie sama... - Jej urodziwy, pewny siebie głos zamienił się teraz w cichy i łamliwy. W pokoju zapanowała niezręczna cisza, Al przestał jeść. - Dawniej mieszkałam tu z dziadkiem... On mnie wychował, nauczył chodzić, mówić, czytać... Powiedział mi wiele mądrych rzeczy. Mówił, że świat jest zły i okrutny, i że niewarto wychodzić poza te góry. - Przerwała na chwilę, żeby otrzeć łzę, która spłynęła po jej piegowatym policzku. - Nie wiem jak wygląda świat, z którego ty pochodzisz... Dużo o nim czytałam, znam go tylko z książek. Spędziłam tutaj, w tych górach, całe swoje życie.

- Jak to? Nie byłaś ciekawa innych ludzi? Miast, wsi? - wtrącił Al.

- Dziadek mówił, że tylko tutaj będę bezpieczna... Powiedział, że cała planeta, prócz tych gór, jest skażona mocą szatana i że nie wolno mi nigdy stąd odejść. Byłam szczęśliwa dopóki... - Znów przerwała ocierając łzę, tym razem z drugiego policzka. - Dopóki dziadek nie umarł... Wtedy poczułam się bardzo samotna.



Al zesłupiał. Nie mógł uwierzyć w tą nieprawdopodobną historię. Dziewczyna całkowicie odizolowana od cywilizacji, mieszkająca całe swoje życie w drewnianej chatce na baśniowej polanie, w środku lasu. To nieprawdopodobne!



- Chodź ze mną - wycedził przez gardło.

Ta podniosła głowę i zmierzyła go posępnym wzrokiem.

- Namawiasz mnie do tego, żebym oddała się w ręce diabła? A może to on cię tu zesłał? - W jednej chwili podniosła się z biurka i stanęła na dwie równe nogi.

- Nie... Spokojnie. Nie jestem żadnym wysłannikiem diabła ani niczym podobnym. Chcę ci tylko pomóc.

- Nie potrzebuję pomocy.

- Potrzebujesz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wielką krzywdę wyrządził ci twój dziadek.



Al wstał z materaca i włożył ręce w kieszenie swych brudnych workowatych spodni, łupiąc na kobietę spode łba.



- Jak masz na imię?

- Monic.

- Monic... Te wszystkie rzeczy, o których opowiadał ci dziadek są nieprawdą. - Przerwał na chwilę. - Za tymi górami nie ma żadnego szatana, tak jak nie ma diabelskich mocy. - Mówił spokojnie i łagodnie, żeby nie zranić uczuć stojącej przed nim rudowłosej niewinności. - Istnieje zło, ale nie nazewnątrz, a w sercach i duszach ułomnych ludzi, którzy się mu poddają.



- Myślę, że powinnaś ze mną pójść - dodał po krótkim czasie namysłu.

Monic stała w bezruchu i patrzyła w ciszy na zbiega. Podświadomie wiedziała, że ma rację, i że opowieści dziadka są mocno ubarwione. Książki, które czytała mówiły zupełnie co innego o świecie poza górami. Dziadek jednak zawsze tłumaczył to tym, że są to powieści fantastyczne, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Wiedziała też, że zmarnowała ponad dwadzieścia lat swojego życia, spędzając je tutaj, na tej zasranej polanie; ale nie chciała dopuszczać do siebie tych myśli. żyjąc w przeświadczeniu, że za górami naprawdę czyha na nią diabeł, czuła się normalnie. W jakim byłaby stanie, gdyby cały jej dotychczasowy system wartości legł w gruzach? Rzeczy, które jej wpajano, w które wierzyła, nagle okazałyby się bujdą, łgarstwem? Czy nie lepiej żyć spokojnie, choć w nieświadomości?



Wiatr na dworze nasilał się, a światło pochmurnego dnia zdawało się powoli gasnąć. Niewiasta jak opętana rzuciła się w ramiona Al'a i poczęła szlochać. Ten, zdezorientowany, przytulił ją do siebie i uspokajał jak małą dziewczynkę, która rozbiła sobie kolano. Głaskał ją po głowie, szeptał i czuł w środku, że topnieje; że budzi się w nim współczucie, które od czasu kiedy zamordował swoją małżonkę, przestało odwiedzać jego duszę. Teraz powróciło na nowo, ze zwielokrotnioną siłą. Naprawdę było mu żal tej biednej dziewczyny.



- Chcę z tobą iść. Chcę zobaczyć twój świat - mówiła przez łzy. - Mam już dość tej cholernej polany, tych nieszczęsnych gór i tych wstrętnych drzew, które mnie osaczają!



Tej nocy Al dzielił materac z dziewczyną. Nie rozumiała dlaczego chciał spać osobno, na podłodze. Nie znała tych podstawowych i niepisanych zasad, o jakich my mamy pojęcie. Za to bardzo chciała się do kogoś przytulić, poczuć ciepło drugiego człowieka, jego zapach. Tak dawno nikt jej nie przytulał, tak bardzo jej tego brakowało. Zapadła w sen, ocierając się twarzą o dłoń przestępcy.



O świcie wyruszyli w drogę. Al opowiadał kobiecie o wspaniałościach współczesnego świata, ona zaś mówiła mu o ubogim życiu w górach, o tym że nigdy nie znała swoich rodziców i jedynymi ludźmi jakich widziała - prócz dziadka - było kilku wędrowców przechodzących przez polanę.



Przemierzali góry przez kilka następnych dni, nocami rozpalali ognisko i zasypiali przytuleni do siebie. Monic była szczęśliwa mogąc rozmawiać z drugim człowiekiem, patrzyć mu w oczy, czuć jego obecność. W Al'u, pogrzebane dotychczas na dnie duszy uczucia powróciły do życia. Opiekował się bezbronnym ucieleśnieniem niewinności, nie znającym zła, dwulicowości, oszczerstwa ani nienawiści. Niewiasta była istotą tak nieskazitelnie czystą jak anioł; roztaczała wokół siebie niewidzialną aurę, którą Al chłonął jak przepiękny zapach.



W dwie doby później dotarli wreszcie do miasta. Zlękniona z początku Monic, zszokowana tyloma naraz piętrzącymi się ku niebu budynkami, samochodami, które były dla niej czystą abstrakcją, ludźmi w autobusach i na chodnikach, powoli zaczęła się oswajać z tą niedorzecznością jaką widziała na własne oczy. Oto znalazła się w świecie, który w jej wyobrażeniach był zupełnie inny: straszny, pełny demonów. Cieszyła się, że mogła przełamać wpajany jej od dzieciństwa lęk przed diabelskimi mocami, które tak naprawdę nie istniały. Była szczęśliwa, skakała przed Al'em nie mogąc uwierzyć w piękno współczesności. Oglądając wystawy sklepowe, witryny restauracji i zakładów fryzjerskich, cukierni i barów szybkiej obsługi, czuła w środku żal do dziadka i do samej siebie, że tyle czasu zmarnowała na egzystowanie - bo trudno było nazwać to życiem - w górach, na polanie, która była jej więzieniem.



Więzieniem, z którego wydostał ją zbieg. Zbieg, którego ona również uwolniła; z nieżelaznych kajdan pustki i zgryzoty.



Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1045
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » wt 16 paź 2007, 16:31

Hej!



Opowiadanie nie jest najciekawsze - a mogłoby być. Początek strasznie się wlecze. Mógłbyś "podkręcić " klimat - wyobraź sobie, jak wkradasz się do opuszczonej chatki. Brrr.. mnie by strach obleciał, a przynajmniej czułabym się nieswojo. Wiesz o czym mówię? Twój opis jest nieco zbyt pobieżny.



Dalej, lecimy jak strzała, dialogi są sztuczne - szczególnie opowieść dziewczyny. Rozumiem, że miała być odciętym od cywilizacji wypłoszem, jednak nie udało ci się tego zaakcentować.



To:
Nie mógł jej przecież powiedzieć, że jest zbiegiem; przestępcą, który ma na sumieniu morderstwo własnej żony.
. To mnie zaintrygowało, szkoda że pominąłeś wątek morderstwa.



A teraz usterki -



Wyszedł z lasu, rozpostarł zmęczone

oczy




Rozpostarł oczy? Możesz zmienić to na :przetarł oczy, ogarnął wzrokiem polanę, na wiele innych wyrażeń. Rozpostarł po prostu nie pasuje.



Sam nie wiedział czy miał nadzieję, że ktoś tu mieszka, czy raczej, że domek jest niezamieszkały i będzie mógł w nim dzisiaj przenocować.





Namieszane z poplątanym.



...ta stara zaniedbana chałupa z pewnością musiała być opuszczona




Stwierdził, że chałupa jest opuszczona. Nie trzeba tak udziwniać. ( Nie chodzi mi o przymiotniki tylko o konstrukcję zdania)



W tekście jest jeszcze kilka takich nieco dziwnych zdań.



No i ciężko mi podsumować.

Styl wymaga pracy, fabuła... I tu nie wiem. Jest w tym coś optymistycznego. Coś co urok zawdzięcza naiwności. Taka bajkowa nutka.

Z drugiej strony słabo opowiedziana, mało barwnie, bez finezji.



Taka słaba trójka będzie. Jestem pewna, że potrafiłbyś to lepiej napisać - mam nadzieję, że wskazówki się przydadzą.


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
Gendek
Pisarz domowy
Posty: 126
Rejestracja: pn 17 wrz 2007, 22:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Re: Kajdany z koron drzew

Postautor: Gendek » wt 16 paź 2007, 16:49

macieks pisze:
Al zesłupiał.




Ja nie „zesupiałam” ani razu.



Przyczyna: opowiadanie jest całkowicie przewidywalne. Realizujesz utarte schematy, w każdym zdaniu czyha banalne sformułowanie. Opis krajobrazu, chatki, otoczenia nie tworzy klimatu, nie wiem jak pachną drzewa, nie wiem nawet czy to buki czy sosny. Podajesz kolory i stwierdzenie, że drzewa szumią od wiatru, co jest zresztą błędem stylistycznym.



Ten świat to papierowy świat, papierowi ludzie. Ich gesty i słowa rażą sztucznością. Można znaleźć też zastrzeżenia w fabule, przykładowo: na słowa Al’a dotyczącego tego, że dom wygląda na niezamieszkały, (zepsute owoce, etc.) ona mówi o samotności, umarł jej dziadek, tragedia przez wielkie T. To znaczy, że tak bardzo cierpi, niczego w domu nie rusza, ale znajduje siłę, żeby iść z obcym facetem w świat. Ruda piękność o zielonych oczach. Bleeeee. Wciskasz nam świat z tektury, który pomalowany plakatówkami ma stwarzać pozory prawdziwego.


Co możesz wiedzieć o życiu, jeśli nigdy się nie biłeś?

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » wt 16 paź 2007, 18:01

Dziękuję obu paniom za skomentowanie :)



A więc... Co do klimatu opowiadania to wydawało mi się, że w miarę umiejętnie go uchwyciłem, jednak jak widzę niewystarczająco umiejętnie. Ale nie zmienia to faktu, że jest to - moim zdaniem - najlepsze opowiadanie jakie do tej pory w życiu napisałem. Zarówno pod względem stylu, fabuły jak i przekazu.



macieks pisze:Nie mógł jej przecież powiedzieć, że jest zbiegiem; przestępcą, który ma na sumieniu morderstwo własnej żony.


. To mnie zaintrygowało, szkoda że pominąłeś wątek morderstwa.




Wątek morderdstwa byłby w tym opowiadaniu w ogóle niepotrzebny. Zależało mi tylko na podkreśleniu zła tkwiącego w Al'u. Zła, które znika kiedy poznaje dziewczynę. Chciałem pokazać jak bardzo zły człowiek może się zmienić, kiedy ktoś wyciągnie do niego pomocną dłoń. Tak jak on wyciągnął ją do Monic, tak i ona - nieświadomie lub świadomie - wyciągnęła też rękę ku niemu; pomogli sobie nawzajem. Zresztą ująłem to w sposób dosadny w ostatnim akapicie.



Generalnie postawiłem na przekaz, starając się nadać tej historii odpowiedni klimat. Będę dalej się rozwijał ;)



Ps. Do admina: chciałbym zmienić tytuł opowiadania na "Lęk" (bardziej pasuje do przesłania). Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1045
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » wt 16 paź 2007, 19:20

Nie zrozumiałeś mnie. Skąd ja mam wiedzieć, że Al to zły człowiek? Zamordował żonę - fakt, nieładnie z jego strony. Ale poza tym drobnym wtrąceniem, nie napisałeś nic o jego charakterze. "Zamordował żonę" to za mało. Jakby "na odczep się".

Ja wiem, że dla Ciebie wszystko jest jasne i oczywiste ale opowiadasz to osobie, która nie ma wglądu do Twoich myśli. Twoim zadaniem jest przelanie ich na papier w jaknajlepszej formie, co Ci się nie udało.



Przemyśl to.


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » wt 16 paź 2007, 19:28

Gendek pisze:Ten świat to papierowy świat, papierowi ludzie. Ich gesty i słowa rażą sztucznością. (...) Wciskasz nam świat z tektury, który pomalowany plakatówkami ma stwarzać pozory prawdziwego.




Skoro tak sądzisz... Wiesz, w tym opowiadaniu postawiłem generalnie na przekaz. I to on stanowi główny fundament tego tekstu, dlatego styl w jakim utrzymane jest opowiadanie może wydawać się taki tekturowy, ale niekoniecznie jest to błąd (w tym przypadku). Tak myślę.



To znaczy, że tak bardzo cierpi, niczego w domu nie rusza, ale znajduje siłę, żeby iść z obcym facetem w świat.




I to jest właśnie główny motyw! Ona przełamuje się w sobie, staje twarzą w twarz z własnym lękiem, obawami. Boi się tego świata. Jednak zjawia się ktoś kto podaje jej pomocną dłoń, ona chwyta się jej i ufa temu człowiekowi, który wyciąga ją z bagna samotności. Ona wyciąga go z bagna "pustki i zgryzoty" (gdyż ten od kiedy zabił swoją żonę stracił wszelkie czucie).



Opowiadanie to można odnieść do wielu sytuacji w naszym życiu i natchnęła mnie przede wszystkim sytuacja, w której teraz się znajduję.



Jeszcze raz dzięki za komentarze :)

Dodane po 5 minutach:

łasic pisze:Nie zrozumiałeś mnie. Skąd ja mam wiedzieć, że Al to zły człowiek? Zamordował żonę - fakt, nieładnie z jego strony. Ale poza tym drobnym wtrąceniem, nie napisałeś nic o jego charakterze. "Zamordował żonę" to za mało. Jakby "na odczep się".




A czy człowiek dobry zamordowałby własną żonę? Nie wiem czy masz rację bo gdybym zaczął rozpisywać się na temat jego charakteru to opowiadanie byłoby zbyt rozwlekłe i nieproporcjonalne, bardziej nadawałoby się to na powieść niż na opowiadanie. Nie chciałem "przynudzać" dlatego nie zagłębiałem się w charaktery postaci. Może jednak powinienem... ale wtedy wyszedłby pierwszy rozdział jakiejś powieści a nie opowiadanie.



Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1045
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » śr 17 paź 2007, 15:22

Nie tłumacz nam o co chodzi w opowiadaniu, zapomnij o przesłaniach. Czytanie ze zrozumieniem opanowałam w podstawówce :P



A teraz bardzo ważne sprawy:



Przykład nr 1



Przychodzi Piegzik na przesłuchanie do programu Idol. Staje przed jurorami i mówi:

- Wymyśliłem piosenkę. Jest o...

- Nie gadaj, Piegzik, tylko śpiewaj - przerywa mu Wojewódzki

- Lalala lala la.

- Stop - mówi Ela Z. - Fałszujesz. Nie trzymasz tonu.

- Ale to jest piosenka o (...) sam ją wymyśliłem, chodzi mi o to, że jest...



Jak myślisz, przejdzie Piegzik przez eliminacje?





Przykład nr 2.



Piegzik startuje w konkursie kulinarnym. Wymyślił własne ciasto. Jednak źle zmieszał składniki. Wyszedł z tego zakalec o smaku sody oczyszczonej.

Chciałbyś skosztować ciasta Piegzika?





Rozumiesz, za co zostałes skrytykowany? Nie za to, że źle odczytałam "przesłanie", tylko dlatego, że opowiadanie jest słabe. Nudzi, nie interesuje. A wystarczyłoby zmienić składniki.



Wiesz, w tym opowiadaniu postawiłem generalnie na przekaz. I to on stanowi główny fundament tego tekstu, dlatego styl w jakim utrzymane jest opowiadanie może wydawać się taki tekturowy, ale niekoniecznie jest to błąd (w tym przypadku). Tak myślę.




Nie tłumacz się w ten sposób. Weź pod uwagę wskazówiki, zacznij inaczej myśleć o pisaniu.

Słowa i zdania to składniki ciasta o nazwie opowiadanie. Nie wystarczy wsypać składników byle jak do miski, bo wyjdzie nam piegzikowy zakalec.


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » śr 17 paź 2007, 17:12

Biorę pod uwagę wskazówki i przyjmuję krytykę.



Nie wystarczy wsypać składników byle jak do miski, bo wyjdzie nam piegzikowy zakalec.




Nie napisałem tego "na odwal", starałem się. Będę się dalej rozwijał, dzięki :P



Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: winky » śr 17 paź 2007, 17:39

Pośrodku niej stała nieduża drewniana chatka z gankiem, wokół której rozciągała się pusta przestrzeń na kilkadziesiąt metrów kwadratowych, otoczona zewsząd szumiącymi od wiatru drzewami. Niedaleko chatki stała studnia z rzucającym się w oczy, pomalowanym na czerwono daszkiem.
Powtórzenie.

Sam nie wiedział czy miał nadzieję, że ktoś tu mieszka, czy raczej, że domek jest niezamieszkały i będzie mógł w nim dzisiaj przenocować. Zmęczenie i brak snu nie są najlepszym towarzyszem do wędrówki, a nocleg w ciepłym przytulnym domku był teraz dla Al'a jednym z największych marzeń
Tu tyż.

Powoli nacisnął klamkę i pchnął ją do przodu.
Cofnęłam się do tyłu, gdy to przeczytałam.

Ciemny przedpokój spowił Al'a
Bez apostrofu.

spleśniałe owoce oblężane przez małe bezdźwięczne muszki
Oblę-co? Nie ma takiego słowa. Od ,,oblężenia", rozumiem, ale nie ma czegoś takiego, jak ,,oblężany". Jest ,,oblegany".

A poza tym co to są ,,bezdźwięczne muszki"?

mimo, że
Po mimo, tylko, chyba i za czymś jeszcze nie stawia się przecinków.

jakby chciała czegoś dojrzeć.
Chyba jakby chciała ,,coś" dojrzeć.

Podsnunęła mu ją pod stopy i usiadła na biurku
Pierwsze słyszę. W poprzednich opisach nie było nic o biurku.

Przerzuwając
No chyba rzartujesz. :P

- Chodź ze mną - wycedził przez gardło.
- Grrr... - zawarczałam przez nos.

stanęła na dwie równe nogi
...i jedną krzywą.

łupiąc na kobietę spode łba.
łup! Ała... To Muza. łupnęła na mnie spode oka. (Jasne, co zło to Muza. Foch z przytupem.)

Istnieje zło, ale nie nazewnątrz
..tylko wśrodku.



Nie ma momentów! Gratulacje.



Zdecydowanie za mało uczuć, emocji etc., o czym pisała już Gendek. Nie chce mi się pisać trzeci raz o tym samym, więc powiem tylko końcowo, że nadal mi się nie podoba. Bardzo nieprawdziwe. Takie dziewczę nie zachowywałoby się tak, jak to opisałeś, gdyby spędziła 20 lat na pustkowiu. I za bardzo ją idealizujesz, te wszystkie anioły, niewiasty i tak dalej tylko mnie bawiły. Ten tak zwany ,,przekaz" jest praktycznie niewidoczy, jeśli w ogóle jakiś przekaz tam jest. Przykładem tekstu z przekazem (najprostszym) jest ,,Mały Książę". Z błędów to, co wypisałam + to, co wypisała łasic + to, co wypisała Gendek i jeszcze parę powtórzeń, których już mi się nie chciało wypisywać.


Z powarzaniem, łynki i Móza.

Obrazek

לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
macieks
Pisarz domowy
Posty: 58
Rejestracja: sob 01 wrz 2007, 19:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: macieks » śr 17 paź 2007, 17:57

Podsnunęła mu ją pod stopy i usiadła na biurku


Pierwsze słyszę. W poprzednich opisach nie było nic o biurku.




"Pod oknem stało małe biurko, wzdłuż jednej ściany ciągnęły się dwie półki z książkami, wzdłuż drugiej wbudowany był kominek, a obok niego leżał stary brudny materac."



Dzięki za zjechanie ;) Dziwne, że nie wyłapałaś przekazu skoro jest on bardzo widoczny (już łasic w pierwszym poście go zauważyła) :P ale ok łatewer ;)



Wybacz młodej sklerotyczce, załamanej tróją z polskiego. ;) - winky




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości