Jaki jest najlepszy powód do budowy wehikułu czasu

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pn 15 paź 2007, 07:26

Witam!

Jestem wprawdzie w trakcie pisania innego opowiadania, ale to poniżej skrobnął spontanicznie, pod wpływem emocji i w miarę szybko, rano siadłem z taką potrzebą, skończyłem w południe. Na początku chciałem po prostu wylać z siebie uczucia, zobaczyć, jak wyglądają z boku, ale uznałem w końcu, "Czemu nie? Wszak to opowiadanie o życiu, a takich tutaj dużo przecież" i w ten sposób jest...Tak z grubsza, to kolejny traktat o miłości, niestety napisany przez prawdziwe życie, nic zmysśonego tu nie ma, nad czym cholernie ubolewam...No nic, przyjemnego trawienia zdań!





Przyjmijmy taką sytuację: jest Pan X i Pani Y, czyli wiadomo, będzie o miłości, ze wstępu przypuszczać można, że będzie o niespełnionej miłości Pana X do Pani Y.

Akcja- klaps I:

Godzina mniej więcej druga w nocy, może parę minut przed. Idą oboje osiedlową uliczką otoczoną niezliczonymi blokami. Latarnie od dawna nie świecą, jasność zawdzięczają pełni księżyca i bystrości swych oczu. Ludzi wokół, jak na lekarstwo, co o tej porze żadnego nie dziwi. Po okolicy krążą odgłosy śpiącego miasta, szum nielicznych samochodów, sporadyczne krzyki pijanych żulików. Y ma obcasy, więc do krajobrazu dźwięków dorzuca jeszcze stukot , X natomiast na stopach ma zwyczajne cichobiegi, jest niczym szpieg z Krainy Deszczowców, porusza się zupełnie bezszelestnie.

Dlaczego o tej porze łażą po osiedlu, miast normalnie odpoczywać w sennej krainie?

Spotkali się po raz pierwszy od trzech lat, od zakończenia liceum. Przez ten okres nie utrzymywali ze sobą żadnych kontaktów, absolutne zero rozmów, ktoś mógłby pomyśleć, iż zapomnieli o swoim istnieniu. Ona studiowała w Zakopanem, zrobiła licencjat, on permanentnie starał się pobierać nauki w Krakowie, kolejno w studium medycznym i jednej z wyższych uczelni, mało skutecznie. Po każdym pierwszym semestrze kończył w miasteczku, gdzie się urodził, jako sprzedawca w spożywczaku bądź w księgarni. Nie to, że był głupi, ale mało wytrwały. I nagle, nie wiedzieć czemu, właśnie po tych trzech latach wpadli na siebie, zupełnie przypadkowo. X wchodził na rondo, wracał skądś, dokąd wysłał go szef, Y schodziła z ronda, szła z mamą. Ich spojrzenia spotkały się, na twarz wskoczyły spontaniczne uśmiechy, w oczach zaświeciła radość.

- X...

- Y...

To było pierwsze spotkanie po trzech latach, były to okolice połowy sierpnia. Po okresie rozstania przypomnieli sobie o sobie. Co myślała Y? Nie wiadomo, ale X zobaczył w niej rozpromienienie na jego widok. U niego natomiast emocje, wspomnienia, niczym uschnięte roślinki podlane po tygodniach suszy, gwałtownie obudziły się do życia, wzbiły mocą wielką.

Skoro tak długo nie utrzymywali ze sobą kontaktów, to z jakiego powodu? I co ich łączyło, że nawet po rozłące w ten sposób zareagowali na swój nieoczekiwany widok?

Trzeba wiedzieć, że Y i X, w czasach liceum, czuli ze sobą niesamowitą więź, połączenie magiczną nicią porozumienia bez słów. Było im ze sobą po prostu dobrze. Nie tworzyli żadnego związku, nie trzymali się za rączki, nie mówili do siebie „kochanie”, czy „kotku”, mówili do siebie X i Y. Mogli rozmawiać o wszystkim i o niczym, wszystko zawieszone było na haku dobrej znajomości. Zacieśnienia relacji doświadczyli w czwartej klasie liceum. Oboje nie mieli z kim iść na studniówkę- poszli razem. Oboje zdawali na maturze, jako przedmiot dodatkowy, chemię- razem się przygotowywali i razem przeżywali stres. Razem odpowiadali na maturze z języka polskiego- jedno mówiło, a drugie w tym czasie przygotowywało się za jego plecami do własnej odpowiedzi. Razem się cieszyli, uśmiechali. Razem też byli na jednej z ostatnich imprez u znajomego z klasy, już po odebraniu świadectw. Jak się okazało, był to początek końca ich znajomości, przynajmniej początek długiej przerwy. X powoli, nieśmiało zaczynał zdawać sobie sprawę z tego, że Y może chcieć widzieć w nim kogoś więcej, niż tylko dobrego kolegę. On jednak w sobie niczego takiego nie dostrzegał, był ślepy na to, kogo ma pod bokiem. Nastał czas imprezy, każdy trochę wypił, ktoś coś zapalił, X między innymi, ogólnie było przyjemnie. Zabawa dobiegła końca, przyszła pora na pożegnania tych, co mieli odjeżdżać. Parę osób zostało, w tym X i Y. Los chciał, iż wylądowali w jednym pokoju, po chwili pod jednym kocem. Do niczego nie doszło, choć wszystko wskazywało na to, że coś będzie się działo. X miał blokadę, nie chciał, nie mógł, źle się z tym czuł. Oboje spędzili noc przytuleni do siebie. Nadszedł ranek, X wstał, przetarł twarz, popatrzył na Y, Y popatrzyła zaspanym wzrokiem na X i rozstali się bez słów. Parę dni później spotkali się raz jeszcze, powiedzieli do siebie zwyczajne „cześć”, X unikał spojrzenia Y, nie chciał z nią rozmawiać, miał straszne wyrzuty sumienia, że w ogóle wtedy, u znajomego, wylądowali pod jednym kocem. Zdawał sobie sprawę z tego, co czuje Y, dlatego bał się konfrontacji z nią. Nieodwzajemnione uczucie zepsuło wszystko, zepsuło cudowną atmosferę przyjaźni.

Zaczęły się studia. Ona wyjechała, on też. Ona wracała i on wracał. Choć wracali do tego samego miasteczka, choć miasteczko było i jest niespełna trzydziestotysięcznym molochem, przez trzy lata nie zamienili ze sobą słowa, nie mieli okazji.

I nagle, przez zupełny przypadek, wpadli na siebie na rondzie. X, do tego zaskakującego spotkania, czuł się, jakby pływał po spokojnym jeziorze emocji, dryfował zawieszony w mgle absolutnego rozmazania, przeżyć pozbawionych wrażeń. Nagle uświadomił sobie, iż przez te trzy lata żył na pustyni, a otoczenie, w którym przebywał było jedynie dekoracją, natomiast on sam jedynym żywych stworzeniem, które czuje i nikt nie może doświadczyć tego, co on. Uświadomił to sobie dopiero, gdy minął na rondzie Y, nagle w tym jałowym środowisku spotkał kogoś mu bliskiego, kogoś, kto tchnął kolor w jego szare życie.

Akcja- klaps II:

Kilka dni później spotkali się, już nie przez przypadek, specjalnie. X skontaktował się z Y i wylądowali razem w parku, na scenie. Siedzieli, rozmawiali, czasem milczeli, po cichu wspominali, by nagle znów wybuchnąć potokiem słów. I nastała pora rozstania, okolice godziny drugiej w nocy. Wtedy X rzucił pytanie.

- Y...miałabyś ochotę się jeszcze spotkać?

- Oj, X, no pewnie! Bardzo chętnie- uśmiechała się.

- A co byś powiedziała, gdyby nasze następne spotkanie przybrało charakter bardziej randevu?

- Ojej...

X nie był pewien tego, co mówi. Nie wiedział jeszcze dokładnie, czy czuje do Y, zwyczajną sympatię, czy jest mu bliska jako przyjaciółka, której nie widział długi czas, czy może oczekuje od niej czegoś ponad poziom dobrej znajomości. Nie wiedział, nie był pewien. Niech ona zadecyduje, uznał.

- Pozostawmy rzeczy własnemu biegowi...niech świat się toczy, a my razem z nim, dobra?- stwierdziła Y.

- To jest najgorsze, co mogłaś powiedzieć- odpowiedział X, ale się uśmiechnął. Nie wiedział, czego chce, nie wiedział, czy chciał usłyszeć zgodę, czy odmowę, czy właśnie to, co usłyszał. Nie wiedział, czy się cieszyć, czy smucić, że Y podjęła taką decyzję.

Ponowna rozłąka, tym razem kontrolowana.

Dni mijały. Y wyjechała do Warszawy, wyjechała z rodziną, pożegnać krewnych, którzy wracali do USA. Nie było jej jakiś czas, ledwie parę dni, czyli praktycznie nic w porównaniu z okresem wcześniejszego rozstania.

X chodził do pracy, tonął wśród klientów i faktur, pudeł z książkami, którymi wraz z koleżankami musiał się zaopiekować. Y natomiast tonęła w przyjemnościach serwowanych przez rodzinę zza Wielkiej Wody.

X nieświadomie wpada w pułapkę miłości.

Wróciła.

Ponowne spotkanie.

Długie rozmowy o wszystkim i o niczym. Bezsensowne stwierdzenia przeplatane życiowymi sentencjami. Ale czuli się przy tym dobrze, śmiali się. Rozmawiali o filmach, o muzyce, snach i marzeniach. O tym, że Y chce wyjechać za granicę do pracy, że w przyszłości chcieliby otworzyć, niekoniecznie wspólnie, lokal utrzymany w klimacie lat wojennych, że Y chce zrobić sesje zdjęciową z X w roli głównej, ale nie ma pieniędzy na film do starego Zenit-a. Wiele wątków się przewinęło przez ich usta. Zdarzało się, iż widzieli się tylko przez pół godzinki. X dzwonił do Y, przychodził do niej pod pretekstem relaksującego papierosa po pracy. Papieros był jedynie pretekstem, nic nie znaczącym. I to nie on go relaksował, ale widok Y. Patrzył na nią, jak wciąga dym, jak przymyka oczy i nagle wybucha niespodziewaną energią, wskakuje na trzepak i zawisa na nim.

- O Boże, X, ale ffffajnie, ha, ha, ha...

- Oj, Y, Y...

Uwielbiał ją za to. Za tą spontaniczność, szaleństwo w głowie. Z czasem uwielbienie przerodziło się w coś mocniejszego, czego jeszcze nie potrafił nazwać.

Tragiczna próba wyznania.

Przyszedł wieczór, kiedy X wyciągnął Y na piwko. On siedział w pracy od rana, zmęczenie, głód dawały się we znaki. Przyszedł do Y, ona go nakarmiła, napoiła, po czym wyciekli przez próg i zniknęli w otchłani miasta. Chcieli pójść na koncert, nie było miejsc, poszli gdzie indziej.

Usiedli na balkonie, w którymś z wolnych lokali. Wieczór przyniósł mocne ochłodzenie, dygotali z zimna. Ale trwali mężnie. X patrzył na każdy gest Y, w jaki sposób sięga do torebki po krem do ust, w jaki sposób wyciąga papierosa i jak się denerwuje, kiedy nie może znaleźć komórki.

- Cholera, X, zostawiłam ją w domu.

- Nic nie szkodzi, zaraz przecież wracamy.

X znał całą gamę jej ruchów, ton głosu, kiedy się cieszy, te lekko piskliwe wibracje i cudowne...

- O Boże, X...

Uśmiech na jej twarzy był widokiem, jakiego X nie zamieniłby na nic innego. W takim stanie mógłby patrzeć na nią wieczność. Nie chodziło mu o to, że Y była piękna, owszem, przy niej słowo to nawet traciło na znaczeniu, ale najbardziej X uszczęśliwiało go to, że Y jest zadowolona, że jest szczęśliwa. Bo kiedy ona była radosna, on czuł to samo.

Wszystko ma swój koniec, a podczas tego spotkania katalizatorem dla niego było zimno. Uznali po godzinie dziesiątej wieczór, iż najlepiej będzie już wracać. Zgodnie wyszli, obrali azymut na mieszkanie Y i szli. Czasem się zatrzymali, stanęli przy drzewie, zapalili papierosa, powiedzieli coś i poszli dalej.

- Y, ja...ja...nie wiem, co to jest, ale...wpłynąłem na mieliznę...i nie wiem...

X nie mógł, nie wiedział jak zacząć wyznanie, po prostu zaczął. Bardzo nieudolnie, niezgrabnie. Chciał powiedzieć, co czuł, ale cały problem polegał na tym, że nie miał pojęcia, co to jest. Z jednej strony chciał pójść w stronę związku, z drugiej bał się tego, że właśnie związek może nie wypalić i raz jeszcze się rozstaną. Jego wyznanie przypominało bełkot piętnastolatka, a do tego było tak zimno. Cały trząsł się od emocji i chłodu.

Czas mijała, a niska temperatura spokojnie otaczała ich ciała. Musieli się rozstać. X odszedł z dziwnym pragnieniem natychmiastowego powrotu i ponownego powiedzenia, co czuje, ale tym razem pewniej. Dopiero, kiedy ułożył sobie w głowie słowa, dopiero wtedy mógł jej je przedstawić. Y jednak zdążyła zniknąć w klatce, było już za późno, musiał.

Następne dni. Następne spotkania. X, niczym więzień w kajdankach sprawiedliwości prowadzony do sali śmierci, kroczy obezwładniony pułapką miłością.

Oglądanie filmów. Słuchanie muzyki. Jedzenie kalafiora, jednej z ulubionych potraw X i Y, a przy tym kłótnie, czy lepiej panierkę z bułką tartą przyrządzić z większą ilością masła, czy tez uczynić ją suchą. Czasem jakieś wyjście na wino za siedem złotych, nie za drogie, ale też nie to całkiem tanie, to przesączone siarą, czy zwykłymi chemikaliami, nie gustowali w takich. Woleli to najtańsze rozpoczynające serię win korkowanych.

Zdarzył się kiedyś wieczór, gdy X wyciągnął Y na małą domówkę do swojej kuzynki, nic nadzwyczajnego, paru znajomych, kilka flaszek wódki. X i Y oczywiście mieli swój etatowy trunek, jego się trzymali i nie puścili. On jednak czasem dał się skusić na jedną, czy dwie kolejki wody ognistej, czuł, że trzeźwość tak łatwo go nie opuści. I nie opuszczała, cały czas miał zachowane racjonalne myślenie, spokojnie się kontrolował.

Jak po nocy przychodzi dzień, a po dniu noc, jak po zimie wiosna, po wiośnie lato, tak po początku przybywa koniec. W pewnej chwili godzina dwudziesta, początek całego spotkania, stała się chwilą tak odległą, że prawie nierealną. Nagle część osób zniknęła, ktoś spadł i leżał na kanapie, a ktoś siedział przy komputerze i oglądał na internecie urywki życiorysu, piosenek Billie Holiday. Byli to X i Y. Y nie wytrzymała długo, po kilkunastu sekundach seansu spojrzała na X, przygryzła lekko wargi i wydusiła z siebie krótkie stwierdzenie.

- Dlaczego tak jest...?- wypuściła z oczu łzy.

X przytulił ją, objął i nie puszczał. Nic nie mówili, trwali przy sobie. Ona na krześle, on na fotelu, rozdzieleni przestrzenią złączeni ramionami. Smętne dźwięki saksofonu, wolna trąbka i głos piosenkarki wylatywały z głośników.

świat kręcił się bez nich. Przestali istnieć dla wszystkiego, co ich otaczało, byli razem, jedyni, dla siebie, tylko dla siebie.

Pozbawiony litości czas nakazał im jednak powrót do rzeczywistości, sprowadził twardą swa ręką na ziemię, do pokoju. X otarł łzy Y, przytulił raz jeszcze i zszedł na dół. Y po chwili dołączyła do niego, pożegnali ostatnich wojowników i wyszli. Noc trwała już w mocnym środku, na niebie skrzyło się kilka gwiazd, wesoły księżyc uśmiechał się do wszystkich. Szli przytulenie do siebie, mówili o drzewach, o tym, że babcia Y powiedziała jej kiedyś, iż od drzew płynie spokój, że należy się do nich przytulać kiedy tylko można. Oni byli przytuleni do siebie, byli spokojni.

X bezpiecznie odprowadził Y do domu, zostawił ją pod klatką, wyciskał na pożegnanie i odszedł. W momencie ogarnął go chłód nocy, natychmiast poczuł, że ma na sobie lekką koszulę i cienką bundeswerkę. Rozstał się z Y i w momencie stracił ciepło.

X orientuje się, że dał się złapać w pułapkę.

Następnego dnia X poszedł do pracy. Nawet nie następnego, tego samego, przecież położył się po godzinie czwartej, wstał o ósmej, to przecież ten sam dzień, nawet poranek. Kołyszącym się krokiem obrał azymut na księgarnię i niepewnie zaczął zabijać dzielące go do niej metry. Oczekiwał kolejnej ciężkiej soboty, dostał prawdziwa masakrę, horror, jakiego nie spodziewał się doświadczyć w najgorszych snach. I nie przez kaca, bo takiego nawet nie miał, ale przez głupie wiadomości, jakie zaczął otrzymywać na „gg”.

Najpierw doznał pełnej dezorientacji, kto w ogóle ma jego numer? Skąd? I dlaczego pisze takie rzeczy? W pierwszej chwili uznał, że to głupi kawał kogoś ze znajomych, ale szybko wyszło, że się myli. Szybko wyszło, że to były Y. Zaczął od niego otrzymywać groźby, ostrzeżenia. Oczywiście wszystko to ignorował, nie pierwszy raz przez coś takiego przechodził, już kiedyś nauczył się nie zwracać uwagi na takie zastraszanie. Gdy jednak dowiedział się, dlaczego tak naprawdę były Y się do niego odezwał, prawie spadł z krzesła. Na szczęście był już w domu, gdy przeczytał wyjaśnienia, więc spokojnie mógł oddać się twórczemu przeklinaniu, dać upust złości. Okazało się, że Y ma przez X problemy, że przez ich zeszło-nocną zabawę rodzice zrobili jej wielką awanturę. Gdy X to przeczytał przeżył horror, prawie oszalał. Natychmiast zadzwonił do Y, jej komórka jednak głucho piszczała, na „gg” też jej nie było, więc chwycił za telefon stacjonarny. Ale szybko odłożył słuchawkę. Do głowy weszły mu wątpliwości, skoro jej rodzice zrobili taką awanturę, to pewnie i jemu będą czynili wyrzuty, więc czy na pewno chce konfrontacji z nimi? Nie, nie chce, ale chce porozmawiać z Y, dowiedzieć się wszystkiego.

I okazało się, że X padł ofiarą zwykłej prowokacji. Chociaż owszem, Y miała kłopoty, ale nie w takiej skali, jakiej przedstawił to jej były, ot wyrzuty rodziców do dziecka, że spiło się zeszłej nocy. X też się odrobinę oberwało. Dla niego jednak co innego było ważne.

Jasnym stało się, że dobro Y stoi u niego na pierwszym miejscu w hierarchii wszelkich spraw i, że jej dobro, to jego szczęście, jej smutek, to jego rozpacz. Nagle wszelkie wątpliwości, czy chce przyjaźni, czy miłości z Y zniknęły, wyparowały. X nie czuł do niej zwykłego zauroczenia, nie traktował jej, jak kobiety poznanej w zeszły weekend w lokalu, której uroda złowiła go w sidła namiętności. X czuł do Y coś więcej niż zwykłe, mało kruche zadurzenie.

Problem polegał na tym, że Y nie czuła tego, co on. Nie czuła tego teraz, kiedyś? Może, ale nie teraz.

Nowe marzenie. Nowy cel.

Największy ból X sprawia nie sam fakt odrzucenia, ale fakt, że Y była kiedyś na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło, by poczuł do niej coś najmniejszego, choćby zalążek uczucia, a on czuł jedynie więź dobrej znajomości, żadnej miłości.

Dlatego postawił sobie nowy cel w życiu. Musi skonstruować wehikuł czasu i wrócić ponownie do czasów licealnych, by wyznać Y, co czuje.

Musi.

I zrobi to.

Dodane po 8 minutach:

Tak myślałem. Może uda Wam się wyłapać przerywniki między akapitami, są one sporadyczne,w formie pytań w stylu:

Dlaczego o tej porze łażą po osiedlu, miast normalnie odpoczywać w sennej krainie?

lub:

X orientuje się, że dał się złapać w pułapkę

Gdy pisałem opowiadanie, specjalnie wyróżniłem te przerywniki podkreśloną i przekrzywioną kursywą, lecz tutaj ten zabieg nie wypalił, co zepsuło efekt. Mi samemu się on spodobał, lecz tu mocno stracił na mocy, trudno się go doszukać. Mam jednak nadzieję, iż dacie radę...

Dodane po 10 godzinach 52 minutach:

Jeszcze takie małe info. Napisałem, że opowiadanie powyżej, jest tworem mojego życia i tak jest, ale żeby nikogo to nie krępowało w krytyce, bo krytykujemy samo opowiadanie przecież, formę, styl i inne tego typu sprawy:)


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1004
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » pn 15 paź 2007, 18:05

Nie wiem, co na to inni weryfikatorzy, ja proponuję dać Ci bilet ulgowy i potraktować tekst jako ćwiczenie.

Bo nad fabułą nie musiałeś się głowić, bohaterów wymyślać również- bo jak sam napisałeś, jest to życiowa sytuacja.

Chciałeś się wyładować, wypisać - sam dla siebie, bo kompletnie zignorowałeś czytelnika. Ja nie wiem, jaki jest X ( cholera, ponadawałbyś tym nieszczęśnikom/ Wam jakieś fikcyjne imiona! ), bo Y jest spontacniczna i piękna - tyle o niej.



Tekst jest napisany na zasadzie - "Zobaczcie, co się zdarzyło pewnego razu". Byle szybciej, jaknajszybciej czytający dowiedział się jak to się potoczy.



Nie chciałeś napisać opowiadania, prawda? Chciałeś przedstawić tę historię i wyszło mizernie. Jeśli chcesz przykłady zgrzytów, podam. Dużo tego jest, dużo.



X powoli, nieśmiało zaczynał zdawać sobie sprawę z tego, że Y może chcieć widzieć w nim kogoś więcej, niż tylko dobrego kolegę. On jednak w sobie niczego takiego nie dostrzegał, był ślepy na to, kogo ma pod bokiem. Nastał czas imprezy, każdy trochę wypił, ktoś coś zapalił, X między innymi, ogólnie było przyjemnie. Zabawa dobiegła końca, przyszła pora na pożegnania tych, co mieli odjeżdżać. Parę osób zostało, w tym X i Y. Los chciał, iż wylądowali w jednym pokoju, po chwili pod jednym kocem. Do niczego nie doszło, choć wszystko wskazywało na to, że coś będzie się działo.






Nie dało się szybciej? Kurcze - proces, który opisujesz chyba nikomu nie jest obcy - zauroczenie, niepewność, motyle w brzuchu, chemia tegez. Urokliwa w tym jest nieśmiałość, intymność i inne takie przyjemności.



Piszesz - było tak, było siak, ale na końcu wyszło inak.



Nie ocenię tekstu. Niech kolega ochłonie i pracuje dalej nad opowiadaniem.


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pn 15 paź 2007, 21:00

Hyh, kolega nie będzie pracował raczej nad tym tekstem bo, jak sam zauważyłeś, "Tekst jest napisany na zasadzie - "Zobaczcie, co się zdarzyło pewnego razu". Byle szybciej, jak najszybciej czytający dowiedział się jak to się potoczy". Nie gustuję w tego typu prozie, nie umiem tu tworzyć klimatu, nadawać tonu poezji, itd...Kolega z trudem chłonie;/ i wraca do pisania tematów go interesujących, nad którymi zdecydowanie będzie pracował, znaczy się w stronę fantastyki kieruję swą uwagę.

A taryfy ulgowej proszę jednak nie stosować, to opowiadanie, a że się ujawniłem iż sytuacja nie jest wymyślona? Cóż, to chyba nie ma nic do rzeczy:)

Kłaniam się nisko za komentarz!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » pn 22 paź 2007, 21:11

Przeczytałem już jakiś czas temu, więc informacje w głowie mogą być odrobinę nieświeże lub wręcz przeciwnie. Ale to mało istotne jest... bo, khem... proste równanie:



Opinia łasic



+



"Zobaczcie, co się zdarzyło pewnego razu". Byle szybciej, jak najszybciej czytający dowiedział się jak to się potoczy". Nie gustuję w tego typu prozie, nie umiem tu tworzyć klimatu, nadawać tonu poezji, itd...Kolega z trudem chłonie;/ i wraca do pisania tematów go interesujących, nad którymi zdecydowanie będzie pracował, znaczy się w stronę fantastyki kieruję swą uwagę.




+



No i czy to nie jest wszystko co można w tym temacie powiedzieć? ;S

Historia na faktach autentycznych, przedstawianie suchych wydarzeń, jedna zwarta bryła tekstu, jeden długi opis, hop siup tralala, koniec. Ni w tym klimatu, ni w tym jakiejś głębszej fabuły. Ot, relacja. na dodatek sam przyznajesz, że w tym nie gustujesz, nie potrafisz takiego czegoś robić... no więc właśnie. Nie wiem, co tu jeszcze można dodać.



= All.



Pomysł: 3

Styl: 4 (Czytałem dosyć dawno, ale pamiętam, że był najpozytywniejszą stroną tekstu)

Schematyczność: ?

Błędy: ? (Zastrzel mnie, tudzież "przemetamorfożyj" na miazgę, ale już nie pamiętam, wiem, że jakieś były. Zresztą, czy to istotne, biorąc pod uwagę wagę tekstu?)

Ocena ogólna: 3+



Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości