"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
echO
Pisarz domowy
Posty: 118
Rejestracja: sob 08 cze 2019, 23:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: echO » wt 02 lip 2019, 22:40

Las, stara puszcza o aż ciężkim od zapachów powietrzu, objął podróżnych krótko przed zaraniem. Od progu domu drzew przywitało ich kukanie kukułki. W tłumie pni przeważały sosny, wiekowe i wyniosłe, o rozlicznych kikutach gałęzi. Niżej hojnie rozdawał się bez, leszczyna. Siwowłosy mąż prowadził konia na przełaj, ani razu nie napotkawszy żadnej ścieżki pośród gęstwy, a czuł się doprawdy, jakby płynął na rumaku, miękko stawiającym kopyta na bujnym, soczystym runie.


Już po godzinie wyłoniły się przed nimi potężne, grubopienne i majestatyczne okazy, zgoła nieokreślonego pokroju, skręcone w pniach, dorodnie przesycone wprost jaskrawą zielenią. Ociekające festonami porostów i mchu niczym roślinne futro, długie swe brody oraz owłosione listowiem konary przewieszały ponad jadącymi. Z niektórych z tych ramion żółciły się klosze misternych dzwonkowych kwiatów, w swych rozmiarach wahające się od wielkości ludzkiej pięści, aż po przeciętną kulę jemioły. Wszystkie, zaczepiane subtelnym wiatrem, grały cichuteńko najzupełniej metalicznym tonem. Co większe liście fantastycznego kształtu zwijały się z kolei
w rulony, w które ten sam wiatr dął i gwizdał zgoła odmiennie.


Gdy podróżnym stawał na drodze jar, strome wzniesienie, zwarte zarośla, wykrot, wiatrołom – kukułka dawno już odzywała się z innego kierunku, a jeździec na kilku niemiłych przypadkach nauczył się wybierać właśnie ten, gdzie kukało ptaszę. Przeciąć miał las, brnąć byle na wschód i to właśnie uskuteczniał. Dzwonowe drzewa z dzwonowymi kwiaty takoż grały mu w drodze, rzadko, prawie wcale nie odzywały się z innych zakątków lasu.


Z czasem dotrzymało mu kompanii i inne ptactwo, drzewa oblazły wiewiórcze rody; tu i tam przemknął lis, gdzieś nisko zabeczał jeleń, zając kniaził w zaroślach. Grunt przeszywał co chwila dygot od czyjejś ciężkiej szarży. A co większa – niewiarygodne, kolorowe gromady motyli zaroiły sobą powietrze.


Las okazał się czarowny.


Popatrzył na usadzoną przed sobą niewiastę i nie potrafił się nie uśmiechnąć. Spała błogim, głębokim snem. Gdy nad głowami otwierało im się niebo, kiedy odrobinę na bok szły zielone korony drzew, ciepłe promienie słońca powodowały jej silniejsze zaciśnięcie powiek.


Pod żadnym pozorem jej nie cuć

Siwowłosy z każdym przebytym odcinkiem lasu zbliżał się ku czystej, klarownej jasności, iż jego ingerencja nie będzie ani trochę potrzebna. Drzewa leczyły, puszcza tchnęła życiem i wspierała życie, młodzieniec doświadczał tego na własnej skórze. Jego dłoń zabliźniła się, nie bolała, nie swędziała też ani trochę. Niewiasta, to pewne, dochodziła do siebie.


Będzie dobrze.



***

Dzień stał już wysoko, a las nie rzedł i nie zapowiadał tego. Szczelny dach listowia do cna zacienił jeźdźca oraz niewidzialny szlak, jakim to prowadziło go przez swe włości owo drzewne królestwo. Kiedy wtem regularna brzezina, niczym sypialna komnata w zacienionym zamczysku drzew, zabieliła się z prawej strony od obranego kursu.


Dzwonek na wisiorku niewiasty zaczął brzęczeć cichutko, gubiąc się wszak śród wołań kukułki i wielogłosu lasu.


Białe w ciemne cętki, smukłe proste słupy brzóz emanowały jak gdyby wewnętrznym blaskiem, a ruch, jaki dodatkowo podrażnił oczy Levela, choć nieznaczny i odległy, sprawił, że gwałtownie pociągnął za wodze, dosiadł stanowczo. Zwierze szło niczym w transie, od wielu godzin nie raczone ni chwilą wytchnienia zwieszało głowę coraz niżej. Stanęło jednak z niejakim oporem, czyniąc też niemały hałas.


A jednak… jednak nie postrzegła go – nie tak prędko. Twarz skierowaną miała w przeciwną stronę, beztrosko tuląc się do jednego z drzew, ciasno obejmując szczupłymi ramionami. Brzozowej barwy skóra i długi rudy włos były jej jedynym okryciem. Lewa noga zgięła się w kolanie, postawiona na dużym palcu, kiedy głowa leniwym ruchem przekręciła się na drugą stronę, po kociemu otarła o bielutki pień. Powieki, miękko przymknięte, spokojne, na jedną chwilę, na błysk zieleni pod nimi podniosły się, zamknęły.


Jeździec patrzył z sercem młócącym wolno.


Kobieta spojrzała. Powolnie odjęła policzek od drzewa… dłonie przesunęły się po pniu na wysokość oczu niewiasty. A oczy to były jak ze snu. Z dziennego rozmarzenia; o trawach i łąkach, jakie niedosiężne śmiertelnym. Otwarte i czujne teraz, przeogromne, więcej: nieskończone – jak te trawy właśnie, jak te łąki. Lecz nie koniec było na tym niespodzianek.


U stóp kobiety, za brzozą, kryło się ludzkie szczenię. Dziecięca dłoń poruszyła się nisko na pniu, druga miała w objęciu także i jedną z łydek kobiety. Mała główka wychynęła spomiędzy smukłych nóg, gdy jedna z nich, lewa, spełzła już z brzozy i wycofała się. Kolor ciekawskich teraz oczu, odcień zasłaniających uszy loków, nawet konstelacje piegów na buźce – nie pozostawiały miejsca na wątpliwość.


Kobieta o pełnych mleka piersiach spłoszyła się w końcu, poniewczasie; porwała córę za rękę, odskoczyła kilka kroków po miękkiej ściółce. Za szybko, zbyt zwinnie, pomyślał. W przymroczonej atmosferze lasu prysłaby mu z oczu w strzelenie palcami, niczym łania.


Stała już jednak, zatrzymana w pół kroku, patrząc przez ramię (z arcywierną miniaturą obok, do wierności zwierciadła podążającą w ślad za każdym ruchem matki, za każdym) a i w tym wypadku – prawie nieludzko to czyniąc, po sowiemu. Pozwoliła dogonić się bujnym, lekkim niczym puch włosom jak lisi ogon. Wciąż się kołysały, gdy dwie piegowate twarzyczki, filigranowe posążki, zdecydowały się w końcu odwrócić, powoli, sennie niemal, jak te włosy przed chwilą. A równo niczym jedno. Odwrócić i, już nigdy, na jeźdźca oczu nie zwrócić.


Matka i dziecię, leśne cuda, bez jednego szustu znikły w brzezinie.


Jedno z subtelniejszych w lesie, cichutkich dzwonowych drgań umilkło momentalnie.



Przeminęły godziny, całe stajania lasu zostały za plecami jeźdźca. Przed nim – dalsza drzewna nieskończoność, rozkukana, rozdzwoniona. Tymczasem w głowie nadal tkwił obrazek, który zobaczył. Który mu się ukazał.


Matka i dziecię. W dzikim sercu puszczy.


Myślał. Nieustannie. O sobie, o nich. Skąd się tam wzięły? Kim lub czym były? Co właściwie działo się tam, w brzezinie? Czułości, chwile sam na sam z lasem. Raz jeszcze wspomniał moment, kiedy kobieta podniosła nań te dwie syte zielenią łąki, ogromne, baczne ludzkie oczyska…


Ukłucie w okolicy pępka było jak piorun z czystego nieba, było echem krwi w uszach! Siwy w odruchu o mały włos nie odepchnął od siebie niewiasty; koń również zareagował, szarpnął się – zaraz stanie dęba!, przeraził się jeździec. Na szczęście udało się temu zapobiec.


Ukłucie, ledwie ukłucie. Spoglądając w dół, by skontrolować stan blizny, przekonał się, że to brzeszczot. Tnąca krawędź wreszcie zachowała się po tnącemu. Po prostu. Skaleczyła skórę.


Odetchnął.


Czekał, aż uspokoi się wewnętrzny huragan. Klacz pod nim otrząsała się w podobnym tempie.


Niewiasta spała. Pierś (a może coś na tej piersi) drgała jej przedziwnie.


Stukanie dochodziło z lewa. Po subtelnym pogłosie, po tym, jak drewniany hałas się szerzył, z przekonaniem można było wnosić, iż rodził się on gdzieś na otwartym terenie, rozbijając o ścianę drzew, może nawet o stoki.



Zaiste, polana okazała rozległa i z czterech stron otoczona puszczą. Pysznie opromieniona dniem, który to wciąż wysoko. Level przezornie zatrzymał konia za ścianą jałowców, odkrywszy krytą dranicą pochyłość z niskim kominem, mniej więcej na środku polany. Za niedalekimi już trzcinami skrzyło się małe jezioro.


Ostrożnie ściągnął nieprzytomną z siodła, po czym ułożył bezpiecznie w otoczeniu paproci. Koń mógłby skorzystać z traw, jednak bardziej interesowało go co innego.


– Skubnij ją, skubańcu, a do jutra będzie z ciebie konina.


Klacz zarżała, kręcąc łbem i oddaliła się, zanim dostałaby po nosie.


Level wsunął klingę do pochwy, lecz po namyśle wydobył ją i zważył w dłoni. Przychylił się nisko do ziemi, miecz chwytając wspak, wzdłuż ramienia. Ruszył w polanę.


Kawałek od chaty rósł w odosobnieniu wiąz. Siwy mąż przyczaił się za szerokim, iście pomnikowym pniem, wyciągając szyję ponad wysokie źdźbła. Z początku nie zoczył nikogo, a stukot już się nie powtarzał. Przelękł się nawet, że pozwolił się dostrzec i być może w tej właśnie chwili to jego starano się cichcem podejść.


Była to główna obawa, jaka naszła mężczyznę. Był to też, jak na ironię, główny powód, dla którego jeszcze nie uciekał.


Nie umiał się bowiem nie rozejrzeć. Wokoło królowały białe maki; fruwały owady, pszczoły, ważki; motyle z lasu przybyły za Levelem i część z nich za nic nie chciała go opuścić; ptaszęta ćwierkały w przygrzewającym miło słońcu, wiatr głaskał polanę, doskonałe naturalne pastwisko.


Popatrzył na staw. Poprzez rzadką rogożę dostrzegł parę podpływających do siebie łabędzi. Wyhamowały na wprost siebie, zetknęły się piersiami oraz frontami głów. Ich smukłe szyje przedstawiły doskonale symetryczne, lustrzanie odwrócone łuki.


Pojawiło mu się w głowie, że nie powinien tak zostawiać niewiasty. Powinien wracać.


Pomyślał, że w ogóle nie rozumie, dlaczego zdecydował się tu zajrzeć.


Pomyślał, że gryzie go klinga. Uzbrojoną dłoń bolało powierzone jej zadanie, którego, można było zgadywać, tak samo nie rozumiała.


Dopiero po tych prostych, najoczywistszych przemyśleniach zainteresował się na powrót drwalską siedzibą.


Gdyż była to, istotnie, sadyba drwala, nie inaczej. Sam drwal oto ukazał się Siwowłosemu, taszcząc za sobą coś, co opierało się niemrawo. Ogromny, barczysty, do tego półnagi osobnik wyglądał jak dąb albo wiąz. Nie inaczej. Wielkimi krokami potężnych nóg przybliżył się do wysokiego karcza na udeptanym podwórku przed chatą, wysypanym rudym żużlem, czy może popiołem. Przytaszczony przezeń nieszczęśnik w ścisku jego mocarnej ręki – niemłody już mężczyzna o słabo skamlącym głosie – ułożony został głową na pieńku. Właśnie tak. Olbrzym nie przytrzymywał go. Wziął niezbędny dystans, bez pośpiechu wzniósł siekierę, rozmiarów bojowego toporzyska.


Level stężał. Cały błogi spokój zaszedł czarną chmurą, w której już oto włóczył się grom. Siwowłosy oparł dłoń o wiąz, mocno zacisnął drugą na ostrzu.


Wiąz lub dąb, wielkie, majestatyczne drzewo, skrzyżowane z człowiekiem. Dębowe golenie o grubej korze przechodziły w ludzkie uda, odziane w poszarpane portki – zakrywał je ciemny fartuch rodem z kuźni – a potem w nagi tors, w górę mięśni o zarośniętych ramionach i piersi; za to powyżej…


Pół człowiek, pół drzewo spuścił siekierę. Drewniany stuk zaznaczył oddanie ducha przez nieszczęśnika, którego ciało wierzgnęło konwulsyjnie, głowa kicnęła jak potworna żaba, potoczyła się po podwórku.


Oczy Siwowłosego, zdawałoby się, dopiero się otwierały. Ściana wyglądającej całkiem niewinnie chaty zabudowana była nie sągiem opałowego drewna, a stosem ściętych głów. Podwórko szkarłatniało od kałuż i ścieżek krwi, nie było żadnego żużlu. Fartuch drwala przestał wyglądać na kowalski, stał się po prostu rzeźnicki. Tuż za węgłem chaty czekały pozostałe ofiary, garstka chłopa w sile wieku, usadzeni plecami do siebie – niczym nie skrępowani, dygoczący ze spuszczonymi głowy, a jednak osobliwie obojętni, posłuszni. A drwal…


Pół człowiek, pół drzewo, drwal ludzi w mało drwalskim fartuchu – czy raczej czymś na fartucha wzór. Wprost z szerokiej piersi i szczytu pleców rozgałęział się wywrócony do góry korzeniami pień, skoszonym na bok pęknięciem, mroczną dziuplą, przecięty w pół mniej więcej pośrodku. Korzenie na szczycie owej dębowej przyrośli, oblepione zaschłym czarnoziemem, przypominały bycze poroże, dwudzielne, niesymetryczne, zwrócone na boki i do tyłu, za nieobecny kark; niczym poniesione wiatrem włosy z drewna.


Drwal ludzi metodycznie porąbał resztę biedaka. Zdążył rozprawić się z rękoma i tułowiem, a sięgał już po nogi, nim Level nareszcie odzyskał kontrolę nad sobą. Ostrożnie odepchnął się od drzewa, wycofując się rakiem, kiedy to na polanę wtargnął z nagła wicher. Korona wiązu zaszumiała głośno; para łabędzi zerwała się ze stawu, chlupot i trzepot rozdarł ciszę i spokój czarownej polany.


Blizna, brzuszne wrota demona, odzywała się bólem. Level odruchowo przydusił miejsce przedramieniem. Widząc krew, natychmiast wymienił rękę na płaz miecza – a ból odszedł. Tak po prostu.


Drwal nie rąbał już. Czarny pień głowy obrócił się, spozierając teraz skośną dziurą wprost na przybysza, słabo skrytego za wiązem. Jakiś ptak przysiadł na konarach drewnianej głowy drwala. Dołączył doń drugi i istoty ganiały się jakiś czas.


Drwal nie drgnął. Level również.


Czerń dziupli była wymowna. Bytowała tam czysta Ciemność, emanowała stamtąd najprawdziwsza Otchłań. Ciemność z Otchłanią widziały Levela, co więcej, nie chciały go odwidzieć, mimo że, nie było wątpliwości, nie podobało im się to widzenie ani trochę.


Rżenie konia wyrwało Levela z otępienia, unosząc włos na karku. Całe leśne ptactwo, jak się zdawało, poderwało się do panicznego wyraju. Z mrowim pogłosem rozkrzyczane chmary skrzydeł wyprysnęły z listowi i igliwia, jakie pierścieniem otaczały polanę. Jakaś chmura, a może jedna z tych ptasich chmar, przesłoniła słońce, świat zalał bowiem szary półcień. Level rzucił się do biegu, krzycząc w myślach: Niewiasta!


Przysiągłby, że usłyszał krzyk, jednocześnie wcale przekonany, że tylko go sobie uroił. Koń natomiast rżał, bez dwóch zdań, skowyczał głośno, opętańczo. Siwowłosy gnał co sił, zaciskając dłonie w pięści, tak że wielkie krople purpury lały się już z tej, która dzierżyła miecz. Białe maki pąsowiały za nim jeden po drugim.


Gdy dobiegł na miejsce, klacz prawie się nie rzucała; wciąż parskała i drobiła w miejscu, ale wyglądało, że widok jeźdźca ją uspokoił. Level otaksował okolicę, broń miał w gotowości. Obejrzał nieprzytomną. Nic nie wskazywało na to, by się bodaj odrobinę poruszyła. Nie było śladu, by ktokolwiek ją niepokoił.


– Co z tobą? – zganił zwierzę, znerwicowany. Natychmiast wyprawił się do odjazdu.


Wyciskał z wierzchowca siódme poty, byle oddalić się jak najprędzej od drwala i jego rzemiosła.


Lecz tak, jak było w przypadku leśnej panny z dzieckiem – i ta para miała już dościgać go z łatwością.



***

Smugi pary ulatywały z pyska konia i ust jadących. Było zimno nie do pomyślenia i nieprzytomną trzęsło jak w febrze. Zęby jej dzwoniły, młodzieniec musiał inaczej ułożyć pannie głowę – bał się, że połknie własny język, a wolał też, żeby go sobie nie odgryzła. Oddychała głośno, a na licach wydawała się walczyć z koszmarnym snem.


Pod żadnym pozorem jej nie cuć, nie budź jej, nie próbuj!


Słowa Molariusa były w tej chwili jedynym, co powstrzymywało go od przypuszczalnego głupstwa. Postanowił konsekwentnie im ufać. Najgorsze, jak wierzył, było za nimi.


Wierzchowiec w końcu struchlał przed ciemnościami spod ziemi rodem, zaparł się zupełnie i beznadziejnie, iść już nie chciał. Noc runęła była na las znienacka jak ulewa czerni. To naturalne, że Level obawiał się najgorszego, a koń w równej mierze mógł wcale wyczuwać, co się święci. Na domiar złego wschodnia latarnia, białe jarzenie, nie pokazała się tym razem i coś mówiło Levelowi, że nie było to winą gęstwiny.


Nieprzytomna marzła, a co gorsza poczęła majaczyć, wręcz zawodzić. Jakby w odpowiedzi odezwały się lamenty leśnych stworzeń, co rusz coś kotłowało się w okolicznych krzakach. Jeździec dzielił wysiłki na piastowanie kobiety, na poganianie przeklętego konia, na utrzymanie miecza przy bliźnie, na odpieranie szturmujących zmysły widm strachu, zapowiedzi paniki.


Kiedy Iskra, przybyła wprost z mrocznego nieba, niespodzianie zatańczyła mu przed nosem, błysk retrospekcji dosłownie go oślepił. Raz jeszcze tkwił na pustynnej ziemi, w samym jądrze spustoszenia. Otoczony kopcami (nie – stężałymi falami) ludzkich zwłok. Posiekanych, zdziesiątkowanych. Ubite monstrum u jego stóp nie miało już skóry, ni mięsa, ni żył; nie miało ochoty przestać krwawić z głębi czaszki. Niebiosa na zachodzie wydawały się krwawić mu w asyście. Z wydrążonej mieczem jamy w czole bestii uleciał wzwyż dym, tak, dym, a po „dymie” pokazała się… Iskra.


Powróciwszy do lasu, miał przed sobą taką samą iskrę, plamkę światła; zatoczyła krąg, nakreśliła lemniskatę, spiralę, słupek – z góry w dół… zalewitowała przed czołem wierzchowca, bystro umknęła przed kłapnięciem szczęk, ulatując w las. Wróciła natychmiast, ale sztuczka już podziałała – koń maszerował za Iskrą.


Iskra rozganiała mroki. Las odzywał się szumem zarośli, huczeniem sów, milczeniem kukułki, stukiem, hukiem, warkotem. Po blisko godzinie świetlana iskra zaprowadziła ich, Levela, „Śpiącą” i przerażonego nocą konia, w miejsce zaciszne i zapadłe, muldę o spłachetku gołej ziemi i gołego nieba. Tam wniknęła w miejsce, gdzie ręką Levela powstało niebawem ognisko.



Ułożył się na boku, zbliżył, ciasno oplótł kobietę ramieniem. Wiedział, że mógł oddać jej w ten sposób dosyć ciepła, jednak już po chwili leżał o długość ramienia dalej, pozwalając jej drżeć.


Ogień strzelał skrami sosnowego drewna.


Miecz leżał równo na bliźnie brzucha, dociskany zabliźnioną dłonią, a jego pan oglądał gwiazdy, oglądające go z odstępów między konarami drzew. Odległe, tycie iskry…


Mulda była diablo znajoma, niemiłe budziła skojarzenia. Siwowłosy opierał się pewności, że rozlokowanie największych z drzew – dębów i drzew dzwonowych – co do joty odpowiadało konfiguracji pewnych głazów w pewnym miejscu, o którym myśleć zdecydowanie pewny był, że nie chce.


Niewiasta spała, coraz mniej dygocząc. Wierzchowiec tchórzył aż do dygotu, a nawet czegoś bliskiego paraliżu. Siwowłosy zaglądał w dygot płomieni.


Silniej dodusił miecz do blizny, sam na sam z myślami.


Iskra, żywa kula światła. Demon z pustynnego grodu. Drwal ludzi w sercu lasu. Przestroga Molariusa, za którą mogło kryć się cokolwiek. Teraz i ta alarmująca noc, która zwykłą zdecydowanie nie była. Zaczynał żałować decyzji zlekceważenia słów starca, lecz ileż by musiał nadłożyć drogi, żeby ominąć całe zalesienie? Dzień? Dwa? Teraz wiedział, że więcej. Miałby szukać przejścia w górskich przełęczach? Nie należało zwlekać. Należało pędzić! Wypełniać doby jazdą!


Pędził mu sen po głowie i wypełniało go wyczerpanie.


Nie, na to akurat sobie nie pozwoli. Odpocznie, owszem. Zaobroczył konia, zbył go z rzędu, nawet dokładnie przetarł przepocone zwierzę; teraz sam zażywał ulgi. Ale nie zaśnie, nie zaryzykuje. Wsłuchując się w noc pełną sów, wypatrywał oczy, penetrując nimi ciemność. Gdzieś w tej ciemności, w tym lesie, zakrwawiona siekiera zażywała ludzkiej krwi. Czy może jednak przerwy i odpoczynku? Jak on? Być może. Gdzieś w kiszkach Levela drzemał, być może drzemał, cienisty demon, być może czekając na „porę i czas”. Być może. Na pewno.


Level nie zaśnie. Odpocznie nieco, aczkolwiek baczny, gotowy.


Niewiasta, owinięta w szczelny kokon z płaszcza i wilczych skór od Molariusa, poruszyła się, mruknęła.


Poza tym jak mógłby zasnąć, gdy ona… Gdy była obok. Gdy tak spała.


Spała. Spała, powtarzał jak zaklęcie. Tak, spała. Niech śpi. Sen jest dobry, to sen, to on ją zabrał, sen ją leczy, sen jest dobry, sen, sen w sosnowym lesie, jest leczniczy, sen jest… snem. Sen… sen… sen…



***

W lesie noc, ciemność i cichość. Gdzieś wśród drzew światło, strzelające płomienie ogniska. Dym. W krąg światła, z mroków nocy naokoło – wstępujące wolno postaci. Dwie, trzy, tuzin. Zewsząd. Zatrzymujące się na samej już granicy ciemności. Na prostych człowieczych nogach, z wiszącymi ramionami jak u człowieka; każda z jednym, rażącym ubytkiem. Każda bez głowy.


Każda?


Niezupełnie. Jednej z nich, wielkiej i szerokiej, wyrasta z szyi drzewo.




Awatar użytkownika
Seener
Pisarz domowy
Posty: 181
Rejestracja: śr 10 lut 2010, 21:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: Seener » śr 03 lip 2019, 16:16

Przebrnąłem przez dwa pierwsze akapity i potem jeszcze parę w losowej kolejności.
Nie dało się tego napisać po polsku?
Od zarania... Mam wrażenie, że tekst był pisany ze znacznym wykorzystaniem tezaurusa.
Tak się zastanawiam kiedy czytelnik ma się dać wciągnąć opowiadanej historii, jeśli co drugie słowo trzeba się zastanawiać o czym właściwie autor pisze w tym zdaniu.
Zrób może maly eksperyment. Opisz tę samą historię z użyciem prostego języka potocznego. Nie prymitywnego, ale prostego. Niech las będzie gęsto zarośnięty od samego początku.
I sprawdź czy nie będzie się czytać lepiej. Chyba że chcesz zostać Masłowską fantastyki;).
Zaszalałeś:) pisz tak, żeby ludzie rozumieli. Używanie nietypowych sformułowań i wyrazów nie czyni tekstu literaturą.
Może takie motto należałoby kiedyś zawiesić nad wejściem do Weryfikatorium.


Jako pisarz odpowiadam jedynie za pisanie.
Za czytanie winę ponosi czytelnik.

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3675
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: Thana » śr 03 lip 2019, 16:59

Przypuszczam, że Seenerowi chodzi o takie oto kwiecie i listowie:
echO pisze:Source of the post Niżej hojnie rozdawał się bez, leszczyna.

echO pisze:Source of the post Ociekające festonami porostów i mchu

echO pisze:Source of the post zając kniaził w zaroślach.

I tym podobne.
Nie zgadzam się z opinią, że trzeba tekst koniecznie wyczyścić z tych ozdobników i napisać "normalnie". Niektórym odbiorcom to może przeszkadzać, ale są też amatorzy takiego stylu. Archaizmy dobrze dobrane do tematu (a prastara puszcza to JEST dobry temat) mogą ładnie zagrać. To może się udać, ale trzeba to zrobić bardzo uważnie i świadomie. Wrócę tu jeszcze i postaram się przyjrzeć tej opowieści dokładniej.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1114
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: szopen » śr 03 lip 2019, 17:07

Widać, że Misieq ma wakacje :D

echO pisze:Source of the post Las, stara puszcza o aż ciężkim od zapachów powietrzu, objął podróżnych krótko przed zaraniem.

No powiedzmy, że objął. I przed zaraniem. Osobiście nie lubię takiego stylu, ale kwestia stylu.

Ale...

Od progu domu drzew przywitało ich kukanie kukułki.

Progu domu drzew???? Czy ktoś gdzieś widział próg lasu?

W tłumie pni przeważały sosny, wiekowe i wyniosłe, o rozlicznych kikutach gałęzi.

A co im tak te gałęzie poniszczyło, ze straszą kikutami?

Niżej hojnie rozdawał się bez, leszczyna.

Nie dość, że nietrafiona metafora, to jeszcze kulawo zapisana.

Siwowłosy mąż prowadził konia na przełaj, ani razu nie napotkawszy żadnej ścieżki pośród gęstwy, a czuł się doprawdy, jakby płynął na rumaku, miękko stawiającym kopyta na bujnym, soczystym runie.

Ała. Czuł się, jakby płynął na rumaku? Bo, jak wynika z tekstu, szedł, prowadzać konia za uzdę, ale czuł się tak, jakby pływał na rumaku, i jak gdyby ten rumak, na którym płynął, miękko stawiał kopyta na runie?



Awatar użytkownika
Wizimir
Pisarz osiedlowy
Posty: 214
Rejestracja: ndz 22 lip 2012, 21:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: Wizimir » śr 03 lip 2019, 17:15

echO pisze:Source of the post Siwowłosy mąż prowadził konia na przełaj, ani razu nie napotkawszy żadnej ścieżki pośród gęstwy, a czuł się doprawdy, jakby płynął na rumaku, miękko stawiającym kopyta na bujnym, soczystym runie.


Co daje Ci słowo "doprawdy"?

echO pisze:Source of the post Już po godzinie wyłoniły się przed nimi potężne, grubopienne i majestatyczne okazy, zgoła nieokreślonego pokroju, skręcone w pniach, dorodnie przesycone wprost jaskrawą zielenią.


Co dają Ci słowa "zgoła" i "wprost"? Czym różnią się okazy nieokreślonego pokroju od okazów zgoła nieokreślonego pokroju? Jaka zieleń jest wprost jaskrawa? Czy potrzebujesz aż trzech przymiotników do "okazów", podbitych dorodnym przesyceniem, żeby pokazać, że były one całkiem duże?

echO pisze:Source of the post Ociekające festonami porostów i mchu niczym roślinne futro, długie swe brody oraz owłosione listowiem konary przewieszały ponad jadącymi.


Cooo?... W sensie, że potężne, grubopienne i majestatyczne okazy mają długie swe brody ociekające festonami porostów i mchu niczym roślinne futro? Naprawdę wciąż nie widzisz przesycenia swoich opisów? To jest taka nadprodukcja słów i porównań, że działa odwrotnie do zamierzenia, przestaje oddziaływać na wyobraźnię, czytelnik się gubi.
Ach, no i powinno być "przewieszały się" chyba.

echO pisze:Source of the post Wszystkie, zaczepiane subtelnym wiatrem, grały cichuteńko najzupełniej metalicznym tonem


Co daje Ci słowo "najzupełniej"?

echO pisze:Source of the post Gdy podróżnym stawał na drodze jar, strome wzniesienie, zwarte zarośla, wykrot, wiatrołom – kukułka dawno już odzywała się z innego kierunku, a jeździec na kilku niemiłych przypadkach nauczył się wybierać właśnie ten, gdzie kukało ptaszę.


Już pomijam "wykrot, wiatrołom", ale nie rozumiem drugiej części zdania, możem głupi, dosłownie wynika że jeździec na kilku niemiłych przypadkach nauczył wybierać się ten przypadek, gdzie "kukało ptaszę" (serio?), o jakie przypadki chodzi? Rozumiem, że chodzi Ci o kierunki, ale to nie wynika z tego zdania.

echO pisze:Source of the post Dzwonowe drzewa z dzwonowymi kwiaty takoż grały mu w drodze, rzadko, prawie wcale nie odzywały się z innych zakątków lasu.


Co. Daje. Ci. Słowo. Takoż?
I naprawdę wystarczy czy że wybierzesz "rzadko" albo "prawie wcale", skąd ta tendencja do dobijania kolejnych zdań szeregiem identycznych znaczeniowo określeń?

Dobra, żeby nie było, że tylko dwa-trzy akapity, weźmy coś z dalszej części.

echO pisze:Source of the post Nie umiał się bowiem nie rozejrzeć. Wokoło królowały białe maki; fruwały owady, pszczoły, ważki; motyle z lasu przybyły za Levelem i część z nich za nic nie chciała go opuścić; ptaszęta ćwierkały w przygrzewającym miło słońcu, wiatr głaskał polanę, doskonałe naturalne pastwisko.


Albo owady albo bawisz się w wyliczankę.

Czy zaczynasz rozumieć, z czym mamy problem jako odbiorcy?

echO pisze:Source of the post Gdyż była to, istotnie, sadyba drwala, nie inaczej. Sam drwal oto ukazał się Siwowłosemu, taszcząc za sobą coś, co opierało się niemrawo. Ogromny, barczysty, do tego półnagi osobnik wyglądał jak dąb albo wiąz. Nie inaczej.


Czy zaczynasz dostrzegać problem?
Po co to jest? Mam wrażenie, jakbyś opowiadał historię ułomnemu dziecku, które nie rozumie słów i wyrywa się do zaprzeczania, co chwilę dopytuje "ale czy na pewno tak było, czy mnie nie oszukujesz?". Nie musisz co chwilę potwierdzać, że wiesz co opowiadasz, bo czytelnik czuje się jak idiota, zwłaszcza gdy dołożysz mu do tekstu listę stu słów, których się współcześnie raczej nie używa. Chyba że to jest Twoim celem?...

Moje dwa ulubione zdania:

echO pisze:Source of the post Czerń dziupli była wymowna. Bytowała tam czysta Ciemność, emanowała stamtąd najprawdziwsza Otchłań. Ciemność z Otchłanią widziały Levela, co więcej, nie chciały go odwidzieć, mimo że, nie było wątpliwości, nie podobało im się to widzenie ani trochę.


Ale... że... co?... To najdziwniejszy sposób na napisanie że "było ciemno" jaki widziałem w tym roku. W ogóle czemu służy personifikacji Ciemności z Otchłanią?... Czy to nie Level widzi ciemność z otchłanią, a nie odwrotnie?

echO pisze:Source of the post Gdzieś w kiszkach Levela drzemał, być może drzemał, cienisty demon, być może czekając na „porę i czas”. Być może. Na pewno.


Poranek w toalecie nie zapowiada się na łatwy.

Seener ma moim zdaniem rację. Widać, że mógłbyś pisać, ale masz przedziwną manierę, której nie kupię ja ani zdecydowana większość czytelników. Może czemuś to służy, może pozostaniesz w swoim przekonaniu, że to ma sens, może nie jestem Twoim targetem. Moja rada - przemyśl, bo naprawdę komplikujesz wszystko kompletnie bez sensu i nie panujesz nad słowami.



Awatar użytkownika
echO
Pisarz domowy
Posty: 118
Rejestracja: sob 08 cze 2019, 23:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: echO » śr 03 lip 2019, 19:21

Wizimir,

było mi autentycznie głupio to mówić już w przypadku poprzedniego mojego tekstu - no bo to taka oczywista oczywistość - ale dobra, powiedzmy ją sobie jasno: ja nie jestem narratorem. Ba, zaskoczę cię, autor beletrystyki rzadko kiedy nim jest, narrator również bywa kreacją. Ja rozumiem, że strasznie chcesz mi przyłożyć, że czymś cię wkurzam, ale nie uwierzę, że nie czytasz książek, w tej liczbie może i jakieś fantasy, może teksty historyczne, może stylizowane itp. Wybacz, nie kupuję tego, tak jak tobie nie mieści się w głowie, że ktoś z rozmysłem symuluje dawną epokę, bo taki kleci świat, takie realia, jakkolwiek mu to wychodzi. Do tego, czy ci się to podoba czy nie, nie mam najmniejszego weto i stanę w twojej obronie, gdyby ktoś ci tego zakazywał, możesz na mnie liczyć. Nie pomyśl więc, że poniżej ci czegoś zabraniam. Odniosę się tylko do paru spraw, na wszystkie nie ma sensu zwracać uwagi.

Nie wiem, czy trzeba tłumaczyć wyrazy "zgoła" albo "wprost", ale no jak ja cię ich nie nauczę, to kto? Możesz w narracji użyć takich umocnień, silniejszych akcentów, sygnalizując, że coś było w pełni, całkowicie, mocno - jakieś. Zgoła odmienne, zgoła nieokreślone. Te słowa istnieją, je się używa. Poważka. PEEEEŁNA ZGODA, że można używać słów nieumiejętnie, ale powiedz - masz tu naprawdę powód, żeby przeklinać ich użycie? Jeśli widziałeś kiedyś jaskrawą zieleń, w dodatku "w domu drzew" to brawo, ja nie widziałem. Ten las nie jest może zaczarowany, ale zwykły też nie jest. Ta jaskrawość zieleni jest tu niemal dosłowna, czyli że bije ona po oczach, prawie się jarzy. Tego nie trzeba podkreślać długim wywodem o bolączce oczu patrzącego czy coś w tym guście. Czytelniku, KORZYSTAJ Z TEGO, CO DAJE CI NARRATOR, o nic więcej literatura nie prosi, nie walcz z nią - no chyba, że chcesz być niedostępny, z mojej więc strony szacuneczek.
No nie podoba ci się, spoko. Masz ode mnie przytulaska za to. Mi się podobasz cały, kocham cię :) Zapewniam.

"Najzupełniej" jest bardzo dobrym przykładem (btw. nie pytaj mnie, co mi daje to słowo, to ja raczej powinienem zapytać czytelnika, co mu ono dało - o ile się oczywiście nie zaparł, żeby to słowo tępić) bo występuje w momencie, gdy mowa o kwiatach, które wręcz grały jak dzwony. Najzupełniej metalicznym tonem. Kwiaty, przypominam. Dla ciebie to będzie przesyt, o jedno słowo za dużo, męka zatem. Dla mnie to jest bardzo udany akcent, ale no co kto uważa, pewnie.

"Takoż" oznacza coś pomiędzy "też" a "tak samo" - przeczytaj poprzednie zdanie, zrozum je (ja wiem, literki małe, trzeba toto wiązać do kupy i jeszcze sensu szukać, straszny mozół, ale spróbuj) a ufam, że nawet ty pojmiesz wybór tego akurat słowa w tym akurat miejscu.
"Nie inaczej" to nie mój wymysł, nie wiem, jaka tyrania zabrania korzystania z niego - narrator ewidentnie chce nam zaakcentować ten i ów fakt - ale zgoda, może to się nie podobać, przecież nie musi i dziękuję ci za czujność. Tak ma być, ale mimo to biorę sobie twoją uwagę do serca.
Jeśli zaś masz ewidentnie bezczelne powtórzenia ("rzadko, prawie wcale") to znowu to jest próba dobitnego podkreślenia jakiegoś faktu. Nie wiem, możem głupi, może to nie jest wcale takie oczywiste, pozwolę sobie zatem wytłumaczyć, nie zaszkodzi.
Tak, tak, tekst broni się sam. Jeśli nie ma tu miejsca na dyskusję, to przepraszam. Nie doszukałem się takich zakazów w regulaminie, ale tak asekuracyjnie: gdyby jednak, proszę przy usuwaniu mojego postu przyjąć przeprosiny - kierowane wówczas nie tylko do administracji.
Wizimir pisze:Source of the post Ociekające festonami porostów i mchu niczym roślinne futro, długie swe brody oraz owłosione listowiem konary przewieszały ponad jadącymi.

Podmiotem zdania są drzewa. Nie chcę pisać, że czegoś nie rozumiesz (zaraz wyjdzie, że się mądrzę, a w dodatku jestem niewdzięczny, za czym na pewno zleci się wsparcie, że oni też nie rozumieją i królestwo temu, kto... i tak dalej) ale no tutaj przynajmniej mamy to czarno na białym. No nie zrozumiałeś zdania. Drzewa przewieszały - nie, nie się - brody i konary.
Tak, narrator pogalopował w kierunku antropomorfizacji, drzewa w pewnym momencie jawiły mu się brodate, tak to sobie określił. Zaznaczam po prostu, że tu z kolei dobrześ zrozumiał. Zdanie jest trudne, jeśli nie chce się go zbyt przeciągnąć a mimo wszystko wpakować to porównanie o brodach i futrach, można zaliczyć kraksę. Pomyślę nad nim, bo jak tak sobie je czytam to, choć czytelne, nie było nigdy przez nikogo wykwalifikowanego sprawdzane. Sprawdzimy.
Wizimir pisze:Source of the post Ale... że... co?... To najdziwniejszy sposób na napisanie że "było ciemno" jaki widziałem w tym roku. W ogóle czemu służy personifikacji Ciemności z Otchłanią?... Czy to nie Level widzi ciemność z otchłanią, a nie odwrotnie?

To mi się najbardziej podoba :) Nokaut, ja leżę. No stoi jak byk, że to ciemność i otchłań go widzą (to jest, przypominam, łeb tego drwala) nie znam też nikogo, komu obcy byłby słynny cytat Nietzschego, ale coś czuję, że Wizimir by tego Niemca zniszczył i świat by cytatu nigdy nie poznał.
Wiesz co? Zapomnij wszystko co napisałem powyżej. Elementy fantastyczne, co więcej: metafory i egzaltowanie doznań bohatera plus wykoślawiania jego percepcji - to nie jest rzecz gustu, masz rację, to jest po prostu wielki error, grafomania, zgoda, przyjąłem.
Wizimir pisze:Source of the post Czy zaczynasz rozumieć, z czym mamy problem jako odbiorcy?

Może nie szarżowałbym z tym "rozumieniem" ale jooo, cosik mi już kipi pod kopułom, to ani chybi blade pojęcie jezd. Dzienks!

Już i tak za wiele skomentowałem. Nie da się ukryć, że się napracowałeś, a to się ceni. Nie inaczej (to nie ironia, szczerze zapewniam, żem wdzięczny; przejęły mnie twoje uwagi). Jak się dobrze zaprzesz, to nawet z prostego wyliczenia, które nie chciało zanudzać, tylko ciupkę dookreślić, potrafisz zrobić zarzut; ja chylę czoła, myślałem, że to ja jestem czepialski i bywało mi z tym źle.
Wizimir pisze:Source of the post Już pomijam "wykrot, wiatrołom", ale nie rozumiem drugiej części zdania, możem głupi, dosłownie wynika że jeździec na kilku niemiłych przypadkach nauczył wybierać się ten przypadek, gdzie "kukało ptaszę" (serio?), o jakie przypadki chodzi? Rozumiem, że chodzi Ci o kierunki, ale to nie wynika z tego zdania.

To było bardzo pomocne (choć widać, że boleśnie znosisz wyliczenia; a może słowa za trudne? nie daj boże, żeby mój tekst miał cię zaprowadzić do słownika i czegoś nauczyć, tego nie planowałem, uwierz mi na słowo) i chyba rzeczywiście warto tę kukułkę i jej fantastyczną nieco właściwość (prowadziła jeźdźca niemal za rękę) przedstawić dobitniej. Dziękuję.




Szopen,

Siwowłosy prowadził konia - nie prowadził go za uzdę, a skoro dalej mamy jeszcze jasno, że płynął NA rumaku, to chyba już nie ma wątpliwości, że prowadził go z siodła. No tak czy nie? Ja pytam: czemu, w jakim celu, w imię jakich idei i na chwałę jakich bogów tak bardzo chcecie dziurawić moje teksty? Przecież jest wyraźnie, że jechał na tym koniu, skąd waćpan wziął prowadzenie za uzdę? Gdzie to? Jak?? i nie mów mi, że nie czytałeś nigdzie takiego zwrotu - prowadzić konia, jak prowadzić samochód, bynajmniej nie za hak holowniczy.

"Rozdający się bez" zapożyczone, mi się podoba, ładne, zwięzłe i przejrzyste; tu się więc po prostu nie zgadzamy. Ale ciekawi mnie kulawość zapisu. Uzasadnij, proszę.

Gdybyś uparł się na dom drzew, zrozumiałbym. W każdym razie da się wyczarować na to argumenty i walczyć z tym tworem. Ale czepnąłeś się "progu" lasu (nawet dałem podobnym tobie "dom drzew" w tym miejscu; masz, stoi dom, domaluj drzwi a i progu się doszukasz; to nie tylko jest poprawne, to jest podwójnie poprawne i spójne, ale dobra, nie uprzedzajmy faktów). I znowu czuję się głupio polemizując z czymś takim... ale okej, stawiamy pytanie: co tu jest niejasne? Albo brzydkie może? Próg wyborczy, bezpieczeństwa, próg śmierci, trzeźwości, podatkowy... kurcze, widział ktoś takie progi? Tam nawet drzwi nie ma! Dziwne, nie? A ludzie tego używają, frajerzy. Ja bym im nie popuścił, Szopen.
A początek lasu, wejście lasu... nie, to też nie bardzo (widział kto wejście lasu? pfff) wrrrróć!... kraniec, skraj lasu, brzeg lasu - co sądzisz? Lepij? Dobrze, zamienię. DZIĘX


Seener,

okej.



Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1114
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: szopen » śr 03 lip 2019, 19:52

echO pisze:Source of the post Przecież jest wyraźnie, że jechał na tym koniu, skąd waćpan wziął prowadzenie za uzdę?

Nie, nie jest wyraźnie. Prowadzić w przypadku żywych stworzeń oznacza zwyk
le nie "jechać na" tylko prowadzić - prowadzić konia do wodopoju, na przykład. Ale niech będzie, że masz rację, że można to słowo rozumieć i tak, i tak - nie zmienia to faktu, że zdanie jest długie, leniwe i nie czyta się go płynnie, a przynajmniej nie mi.

ALe napiszę ci inaczej: lubię fantasy. Nie jestem jakimś wielkim fanem, ale jednak fantasy lubię. A twojego tekstu nie zdzierżyłem. Początek tekstu ma zachęcać do czytania, a Twój początek mnie nie zachęcił. Dla jest przeładowany, wypełniony, jakbyś koniecznie chciał pokazać, jak świetnie potrafisz pisać. To nie ma być poezja. Rzeczy, które w poezji uchodzą, do fantasy nie pasują. Mógłbym napisać po prostu: "odpadłem po pierwszym akapicie", ale zamiast tego zastanowiłem się, co mi w tym akapicie nie pasuje, żeby nie pisać jednolinijkowca. I na przykład

echO pisze:Source of the post Niżej hojnie rozdawał się bez, leszczyna.


To pasuje do prozy poetyckiej, to raz, a dwa - dla mojego ucha znacznie słabiej brzmi "szedł Ziutek, Marek" niż "szedł Ziutek i Marek". Ten przecinek odruchowo w czasie czytania skłania do tego, że oczekuję trzeciego składnika wymieniania, bo zwykle jak ktoś wymienia dwie rzeczy, to używa spójnika "i", "oraz" itd, a jak daje przecinki, to zwykle daje więcej elementów wyliczanki. Wytrącasz więc mnie z rytmu czytania. Twoja stylizacja mi się nie podoba, bo jest zbyt rozbudowana, zbyt niejasna, zbyt mało rytmiczna jak na mój gust.

I już wiem, z czym mi się taka proza kojarzy. Wincenty Kadłubek.



Awatar użytkownika
Wizimir
Pisarz osiedlowy
Posty: 214
Rejestracja: ndz 22 lip 2012, 21:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: Wizimir » śr 03 lip 2019, 20:06

echO, serio? Powinienem pisać posta per "po co narratorowi opowieści wrzuconej przez użytkownika echO, niebędącemu jednakże użytkownikiem echO, słowo X"? Poważnie, ogarniam różnicę między narratorem a autorem, nie wiem czy Ty również, skoro tak bardzo bierzesz do siebie moje uwagi ;).

Wyrażam swoje subiektywne zdanie, co zaznaczyłem kilkukrotnie. I naprawdę znam znaczenie większości słów użytych przez Ciebie w tekście (nie twierdzę, że wszystkich, żeby nie było Ci przykro), pytam o ich zastosowanie w konkretnym kontekście. Czy zdanie "Już po godzinie wyłoniły się przed nimi grubopienne i majestatyczne okazy nieokreślonego pokroju, skręcone w pniach, dorodnie przesycone jaskrawą zielenią" brzmi gorzej od zdania "Już po godzinie wyłoniły się przed nimi potężne, grubopienne i majestatyczne okazy, zgoła nieokreślonego pokroju, skręcone w pniach, dorodnie przesycone wprost jaskrawą zielenią"? Moim zdaniem brzmi lepiej i prościej, a dodawanie milionów dodatków, przymiotników i określeń przekonujących czytelnika, że "TAK BYŁO, NIE ZMYŚLAM" jest zbędne. Jaskrawość to jaskrawość. "Wprost jaskrawość" nie sprawia, że widzę tę jaskrawość bardziej.

No nie wierzę, że naprawdę potraktowałeś dosłownie moje pytania. Ja nie pytam o słownikowe znaczenie słów. Ja pytam, czy wnoszą cokolwiek do tekstu.

I jasne, możesz to sprowadzać do absurdu na poziomie pojedynczych zdań, tyle że w co drugim Twoim zdaniu jest za dużo ozdobników i określeń, które wprowadzają chaos i sprawiają wrażenie, jakbyś chciał (pardon, jakby narrator chciał) się popisywać. Taki mam odbiór, to naprawdę nic personalnego. Możesz to zignorować, ale skoro nie jestem chyba jedynym, który ma podobne wrażenia - może jednak warto się zastanowić, co?...

Możesz też z triumfem obwieszczać wszystkim zgłaszającym uwagi, że nie rozumieją zdań i się mylą, a w ogóle to potrzebują słownika, tylko pytanie - czy to oni są naprawdę głupi, czy Ty Twój narrator za bardzo się zapędza w twórczym szale, przez co tekst staje się szalenie nieczytelny, gubią się podmioty, a pasma porównań ciągną się w nieskończoność?

echO pisze:Source of the post "Nie inaczej" to nie mój wymysł, nie wiem, jaka tyrania zabrania korzystania z niego - narrator ewidentnie chce nam zaakcentować ten i ów fakt - ale zgoda, może to się nie podobać, przecież nie musi i dziękuję ci za czujność. Tak ma być, ale mimo to biorę sobie twoją uwagę do serca.
Jeśli zaś masz ewidentnie bezczelne powtórzenia ("rzadko, prawie wcale") to znowu to jest próba dobitnego podkreślenia jakiegoś faktu. Nie wiem, możem głupi, może to nie jest wcale takie oczywiste, pozwolę sobie zatem wytłumaczyć, nie zaszkodzi.


No i co chcesz udowodnić? Nikt Ci niczego nie zabrania, zwracam uwagę, że jako czytelnik czuję się walony młotem po głowie i mi to przeszkadza. Jakbym dostał w poważnej powieści opis "Eustachy wszedł do kuchni, poważnie, do kuchni. Nie do salonu, nie do łazienki, nie do garderoby. Do kuchni" to czułbym się dość dziwnie. Wprowadzasz właśnie coś takiego. Nie mam pojęcia, czemu czytelnik miałby kwestionować fakt, że była to sadyba drwala, więc po co to podkreślanie?


echO pisze:Source of the post Już i tak za wiele skomentowałem. Nie da się ukryć, że się napracowałeś, a to się ceni. Nie inaczej (to nie ironia, szczerze zapewniam, żem wdzięczny; przejęły mnie twoje uwagi). Jak się dobrze zaprzesz, to nawet z prostego wyliczenia, które nie chciało zanudzać, tylko ciupkę dookreślić, potrafisz zrobić zarzut; ja chylę czoła, myślałem, że to ja jestem czepialski i bywało mi z tym źle.


echO pisze:Source of the post(choć widać, że boleśnie znosisz wyliczenia; a może słowa za trudne? nie daj boże, żeby mój tekst miał cię zaprowadzić do słownika i czegoś nauczyć, tego nie planowałem, uwierz mi na słowo)


A to jest, tak szczerze mówiąc, naprawdę słabe. Ale może tylko mi się tak wydaje, bo nie rozumiem słów? Ciężko powiedzieć. Raczej więcej się nad Twoją Twojego narratora prozą nie pochylę, ale życzę powodzenia i odrobiny refleksyjności, serio. Nie każda krytyka jest atakiem. A w ogóle to masz w tym tekście trochę ładnych porównań i jakiś zamysł, tylko - moim zdaniem - kompletnie ginie to wszystko pod stylizacją. Twój komentarz potwierdza moją tezę, że chyba lubisz czuć się mądrzejszym od czytelnika. W literaturze jednak, obawiam się, ego autora jest najmniej istotne.



Awatar użytkownika
echO
Pisarz domowy
Posty: 118
Rejestracja: sob 08 cze 2019, 23:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: echO » śr 03 lip 2019, 20:20

Szopen,

Mógłbym ci wyszukać niejeden przykład bardzo uznanej prozy (w tym fantasy) gdzie wylicza się nie więcej, jak dwie rzeczy w zdaniu i bynajmniej nie ma tam spójnika. Jeśli wyrazisz chęć, wyszukam, ale czy to coś zmienia? Nie podoba ci się i tyle, rozumiem.
szopen pisze:Source of the post Mógłbym napisać po prostu: "odpadłem po pierwszym akapicie", ale zamiast tego zastanowiłem się, co mi w tym akapicie nie pasuje

I za to bardzo szanuję. Twoje odczucia też szanuję, a jednak przyczepka do prowadzenia jest dla mnie znakiem, że (świadomie lub nie) szukałeś problemów. Chybiłeś, ale to nic - szukałeś, to jest istotna oznaka, która już mówi, jaki miałeś stosunek do tekstu. Sam robię podobnie. Jeśli źle mi się czyta, to staram się tego nie ukrywać, autor winien to wiedzieć, a gołosłownym być też nie jest dobre.

Nie znam Kadłubka, ale wolę nie sprawdzać :D Dzięki za poświęcony czas.

Wizimir pisze:Source of the post Twój komentarz potwierdza moją tezę, że chyba lubisz czuć się mądrzejszym od czytelnika. W literaturze jednak, obawiam się, ego autora jest najmniej istotne.

Tośmy sobie coś "udowodnili". Ale skoro tak uważasz (nie zaskoczyło mnie to, właśnie o takie supozycje cię podejrzewałem, bo mało - nie zero, ale mało - merytoryczne uwagi pełne były i pudła, i objawów personalnej nagonki. Objawów, okej, uznam, że źle to wyczytałem) to daje mi to do myślenia.
Wizimir, zarzucasz mi manieryczność i to, że moja narracja to wydmuszka, a ja jestem pozer (innymi słowy, ale coś w tym stylu), a dziwisz mi się, że odbieram to personalnie (plus tłumaczę ci, że istnieje różnica między autorem a narratorem; wyraźnie dałeś świadectwo tego, że nie rozumiesz jej i tu, i w poprzednim moim tekście - można sprawdzić).
Gdyby Eustachy wszedł do kuchni i narrator podkreślał, że do kuchni (ja pitole, ten drwal miał DRZEWO na głowie - rozumiesz to trochę? nie trzeba było tego zabiegu z "nie inaczej", ale padł i nie zrobił tego celem przegadania) to ja bym się nie zdziwił, że ledwie zdanie wcześniej był w dżungli. Takie podkreślenie ma czemuś służyć i wydaje mi się (wciąż), że tego nie pojąłeś, ale dobra, nie spodziewałem się przecież, że zapiejesz z radości, kiedy to zasugeruję, nie dziwi mnie taki odzew.

Dzięki za poświęcony czas.



Awatar użytkownika
Wizimir
Pisarz osiedlowy
Posty: 214
Rejestracja: ndz 22 lip 2012, 21:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: Wizimir » śr 03 lip 2019, 20:26

echO pisze:Source of the post Wizimir, zarzucasz mi manieryczność i to, że moja narracja to wydmuszka, a ja jestem pozer (innymi słowy, ale coś w tym stylu), a dziwisz mi się, że odbieram to personalnie.


Nie, echO. Zarzucam coś Twojemu tekstowi/narratorowi, co sam słusznie zauważyłeś. Na co musisz być gotowy wrzucając tekst na forum. A Ty mnie nazywasz kretynem, który nie rozumie słów i potrzebuje słownika, bo ma uwagi do narracji. Ja dostrzegam pewną różnicę w tych sytuacjach ;).



Awatar użytkownika
echO
Pisarz domowy
Posty: 118
Rejestracja: sob 08 cze 2019, 23:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: echO » śr 03 lip 2019, 20:28

W porządku, tośmy się wybitnie nie zrozumieli. Nie nazwałem cię kretynem, wybacz, jeśli się tak poczułeś. Po prostu dwukrotnie pokazałeś fundamentalne niezrozumienie. Naprawdę mam cię cytować?



Awatar użytkownika
Sarah
Poetyfikator
Poetyfikator
Posty: 2111
Rejestracja: pt 14 lip 2017, 18:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: Sarah » śr 03 lip 2019, 20:30

Uprzejmie przypominam, że dyskutujemy o tekstach, a nie o przymiotach autora lub jego czytelników


Nie jestem w wieku, w którym nieświadomie popełnia się głupstwa.W moim wieku głupstwa popełnia się planowo i z dziką przyjemnością.

Brniesz w mgłę, a pod stopami bagno, uważaj - R.Pawlak 28.02.2018

Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1114
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: szopen » śr 03 lip 2019, 20:38

Ja może dodam jeszcze jedną, ostatnią rzecz. Mianowicie, kredyt zaufania. Gdybyś, Echo, był uznanym pisarzem i wstawił takie coś na początku powieści, to można by uznać, że to celowy chwyt stylistyczny, mający uwypuklić cechy/wady narratora, zwłaszcza, gdyby gdzieś jaśniej byłoby napisane, że narratorem jest ktoś konkretny. Gdybyś najpierw napisał coś innym stylem, mniej rozbuchanym, i potem zmienił narrację zaznaczając to jakoś - tak samo. W przypadku jednak, w którym jest ktoś początkujący i mamy fragment tego typu, trudniej się spodziewać takich rzeczy (tzn. że to celowe zabiegi mające pokazywać, że narrator jest egzaltowany i lubuje się w przesadzie, a normalnie nie umie), bo autor nie ma u nas właśnie tego kredytu zaufania - nie ma potrzeby zakładania, że coś, co wydaje się niezgrabne, faktycznie jest elementem stylizacji.



Awatar użytkownika
echO
Pisarz domowy
Posty: 118
Rejestracja: sob 08 cze 2019, 23:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: echO » śr 03 lip 2019, 20:39

Amen, Szopen. Zgadzam się całkowicie i miło, że to nie ja musiałem zwrócić na to uwagę.



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4943
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

"Groźba" [fantasy] (fragment opowiadania)

Postautor: Navajero » śr 03 lip 2019, 20:47

Posługujesz się słowami których znaczenia chyba do końca nie rozumiesz. Np. "tłum pni" zgrzyta okrutnie, bo mówiąc o tłumie, mamy na myśli stłoczonych ludzi, a nie przedmioty martwe. Nie jest za dobrze też ze stylem i składnią: Gdy nad głowami otwierało im się niebo, kiedy odrobinę na bok szły zielone korony drzew, ciepłe promienie słońca powodowały jej silniejsze zaciśnięcie powiek. Powodowały, że silniej zaciskała powieki... Dzień stał już wysoko, a las nie rzedł i nie zapowiadał tego. Wysoko może stać słońce, a las nie jest w stanie niczego zapowiadać. Ewentualnie można było napisać, że nic nie zapowiadało, że las zrzednie. Konkludując, wydaje mi się, że zanim zabierzesz się za większe teksty, trzeba skupić się na wprawkach, wyćwiczyć pewne rzeczy.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość