Nawrócony bogacz

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
martttyna
Pisarz osiedlowy
Posty: 231
Rejestracja: śr 05 lip 2006, 18:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Nawrócony bogacz

Postautor: martttyna » sob 13 paź 2007, 14:44

PROLOG



- Jak to zakończyliście przyjmowanie podań?!

- Zna się Pani na zegarku? – sekretarka wskazała pulchnym palcem. Na wiszący naprzeciw niej zegar. – Prezes nie przyjmuje już. Ile mam powtarzać?

- Jechałam kilkanaście godzin. By móc mu przedstawić swoją ofertę. Zaś Pani ciężko zadzwonić do niego i zapytać. Czy poświeci mi dziesięć minut? Czy to aż tak trudne?

- Pan Jurecki ma wystarczającą liczbę ofert, a Pani za chwile będzie miała kłopoty. – Ręka grubaski spoczęła na czerwonym przycisku pod biurkiem.

- Nie wyjdę już to mówiłam.

Sekretarka nacisnęła alarm. Pracownicy wyszli ze swoich pokojów usłyszawszy syrenę. Młoda, ciemnowłosa kobieta nie drgnęła z miejsca. Była uparta. Podeszła do jednego z pracowników.

- Ja muszę się spotkać się z prezesem Jureckim. Gdzie przyjmuje?

Nim kobieta uzyskała odpowiedz poczuła gwałtowne szarpnięcie i po chwili leżała oszołomiona na podłodze. Podniosła głowę i zobaczyła czyjeś buty. Ledwo do niej dochodziły słowa. Chyba poczęstowano ją dawką z paralizatora.

- Aleksandra Malewska?



Ile była nieprzytomna nie wiedziała. Po przebudzeniu znajdowała się w czyimś gabinecie. Spojrzała mętnie na mężczyznę na wprost niej.

- Bardzo przepraszam p. Aleksandro. Beata jest straszną służbistką. Już wcześniej przyjąłem pani ofertę. Pozostały tylko formalności. Jest Pani najlepsza w tworzeniu nowych kosmetyków dla kobiet. Ja jako mężczyzna nie umywam się do Pani. Nie przedstawiłem się - Janusz Gardło.

- Rozumiem, ale teraz powinnam odpocząć. Czuję się odrętwiała i zmęczona.

- Ma Pani do dyspozycji służbowy dom. Pana Jureckiego nie ma już. Ja się panią zajmę.



###



- Kiedy poznam p. Jureckiego? – Zapytała Ola.

- Szef woli pozostać w cieniu. Tu tak naprawdę znany jest tylko mi i sekretarce, która pracuje od kilku lat. Proszę lepiej zająć się swoimi obowiązkami niż mnie wypytywać. Właśnie na osiedlu kręci się Wacław. Nie musisz się go obawiać.

- A czemu on mam mnie interesować? Kiedy ty Januszu dałeś mi tyle pracy, że przez miesiąc nie będę wiedziała jak się nazywa ulica, na której mieszkam.







1

WSTęP






Miejski park nocą to kolebka prostactwa, złodziej, gwałcicieli itp. Wszystko, co złe można by zamknąć w tym dość dużym obszarze. W Morcowie place zabaw, podwórka i piaskownice tracą swoje powołania po zmierzchu. Na jednym z takich placów codziennie przez parę godzin przesiadywał Wacław. Nazwany tak, przez mieszkańców tamtejszego osiedla. Zjawiał się po zmierzchu, gdy dzieci już dawno leżały w łóżkach. Dlaczego wtedy? Bo dla nieznajomych mógł być bandytą albo gwałcicielem. Zauważony za dnia na placu zabaw przyciągałby znaczną uwagę innych. Samotny mężczyzna siedzący na ławce, zapatrzony w dzieci. Dla rodziców prędzej byłby pedofilem niż uciekającym od spraw człowiekiem.



Pierwszy raz zauważył Aleksandrę kilka dni po sprowadzeniu się na osiedle. Już następnego dnia wiedział o niej więcej niż jej sąsiedzi. Mieszkała w jednej z trzech domków przy osiedlu. Jej wyróżniał się znacznie od pozostałych. Elewacja była biała w jednej trzeciej wykonana z szarego kamienia. Okna i drzwi uciekły od nowoczesnych trendów. Były drewniane i wokół nich okazałe ozdoby. Dwie kolumny i łuczki przy wejściu do domu, witały zacnych gości. Ogród duży, przejrzysty skrywany za wysokimi ogrodzenie. Krył sobie wiele niespotykanych roślin. Te najcenniejsze właściciel opatrzył opieką pod szklarnią.



Malewska codziennie przechodziła przez podwórko. Gdyż dom stał u skraju podwórka. Wacław wieczorami słyszał głośną muzykę wydobywającą się z jej lokum. W poniedziałkowy wieczór postanowił bliżej przyjrzeć się Nowiutkiej. Przedarł się przez ogrodzenie rozdzierając sobie nogawkę spodni. Zatrzymał się pod oknem i wdrapał się na pergolę obrastającą bluszczem. Okno było uchylone. Zajrzał do środka. W pokoju panował półmrok. Na lewo stała biała kanapa, chyba skórzana. U podnóża dywan, a na nim leżała kobieta. To była ona. Leżała w bieliźnie, owinięta szlafrokiem. Dyszała ciężko, a jej ponętne usta rozwarte łapczywie pochłaniały powietrze.



Wacław stał tak bez ruchu, nie wiedząc, co robić. Był zaskoczony, kiedy Nowiutka wstała ścierając z czoła krople potu. Stracił równowagę i zleciał na dół. Próbowała się dźwignąć, ale czuł potworny ból w krzyżu. Doczołgał się do pobliskiego krzaku i schował się za nim. Na ogródek wbiegła Aleksandra. W biegu zawiązując szlafrok. Przestraszona, rozglądała się po ogrodzie. Niczego niepokojącego nie zauważyła i wróciła do domu. Kilka minut po tym muzyka ucichła i światła zgasły. Zaś Wacław starał się przedostać przez ogrodzenie i wrócić do domu.





2

śRODA






Dzień zwyczajny. Czytanie raportów, testowanie próbek nowych kosmetyków. Zmiana etykiet i pudełek farby do włosów. To wszystko Aleksandra miała już za sobą. Obecnie trwała przerwa obiadowa.

- Wychodzę na obiad. Wrócę za jakąś godzinę. Gdyby coś się działo...

- Nic się nie stanie. Proszę spokojnie zjeść – przerwała sekretarka Oli- smacznego

- Dziękuję Haniu



Aleksandra postanowiła zjeść w domu. Miała już dosyć baru na Korowskiej.

- Dałabym sobie głowę obciąć, że furtkę zamykałam – powiedziała kobieta kilka minut potem, u progu swojego lokum. – Jasna cholera!

Drzwi do willi były otwarte. Malewska wbiegła do środka i rozejrzała się uważnie. Biegała rozpaczliwie po domu szukając włamywacza, złodzieje i Bóg wie jeszcze, kogo. Zaś potem wbiegła po schodach na piętro. Przerażona znieruchomiała widząc mężczyznę. On wychodził z jej łazienki. Owinięty jedynie w ręcznik, paradował po domu jak gdyby nigdy nic.

- Jak śmiesz! Kim ty do cholery jesteś, żeby być w moim domu?! – Wrzeszczała

- Proszę się uspokoić. Ubiorę się i porozmawiamy spokojnie.

- Jak to spokojnie? JA DZWONIę NA POLICJE!

Malewska wyciągnęła telefon komórkowy i pośpiesznie wpisywała numer. Nieznajomy podbiegł do niej. Wyrwał telefon, rzucił go na schody i mocno chwycił kobietę.

- Proszę mnie wysłuchać...

- POMOCY! POM...- Zakrył jej usta dłonią.

- To nie jest twój dom. Należy do Marka Jureckiego. A on wie, że tu jestem. Mało tego wyraża zgodę bym mógł tu być. Mówią na mnie Wacław. Janusz nic nie mówił? – Zdjął rękę.

- A wiec przekonajmy się o tym.

Po krótkiej rozmowie Aleks wiedziała już wszystko. Przynajmniej tak jej się zdawało. Wacław od wielu lat przychodzi do domu. Jest on znajomym właściciela, i jak to powiedział Gardło „Powinien być obdarzony szacunkiem. Nawet, jeśli na pozór może wyglądać na człowieka słabego. Jest to tylko mylne spojrzenie osób, które go nie znają. A tym samym nie potrafią docenić”. Później ku zaskoczeniu kobiety, zastępca szefa dał jej wolne do końca tygodnia. Na tak zwane „oswojenie się z drugim mieszkańcem domu”.



Po rozmowie zdziwiona, ale zadowolona z odpoczynku Malewska. Rozsiadła się w fotelu. Na dół zszedł Wacław. Ubrany w swoje ciuchy. Pogładził dłonią swoją czuprynę i przysiadł koło pięknej kobiety.

- Napijesz się kawy? – Zaproponował.

- Dobrze. Ekspres jest na półce nad ladą.

- Wiem.

Wstał i już po kilku minutach przyniósł gorące cappuccino z dużą pianką. Usiadł na fotelu i przyglądał się Oli. Dokładnie by nie pominąć żaden szczegół. Najbardziej spodobał mu się jej pieprzyk na policzku.

- Czym się zajmujesz? – Zapytała Aleks

- Hmm... Trudno to określić. Jak byłem mały chciałem być wielki, sławny. Móc spełniać swoje zachcianki i marzenia. A jak już byłem taki, jaki chciałem, to po pewnym czasie zapragnąłem być niewidzialny. I takim się stałem...

- Rozpieszczony bogacz?

- Nie. Nawrócony bogacz, ale teraz jestem tu i teraz z tobą. Piękną kobietą, jaką jesteś.

- Nawrócony bogacz – uśmiechnęła się i zignorowała kompletnie- Coś w tym jest.

- Uwierz, że to, co widzimy nie zawsze jest tym. Gra pozorów, pomyłki i ukryte namiętność – upił trochę kawy. – Mówmy, co chcemy, ale życie płata figle.

- Jakby było rutyną, a życie takie same. To już dawno miłość żyła by z wykrokiem. Zaś ludzi kręciłby tylko seks.

Malewska napiła się, a na jej twarzy pozostały białe wąsy od piany. Na co Wacław zaśmiał się pod nosem z męskości, jaka dżemie w tak pięknej kobiecie.

- Z wąsami też ci do twarzy.

- Słucham? – Lekko speszona próbowała pozbyć się piany.

- Pomogę.

- Nie trzeba.

- Nalegam. – Nie czekając na pozwolenie. Przysiadł się do niej i delikatnie opuszkami palców pozbył się kłopotu. Po czym nie krepując się possał swój kciuk, na którym znalazła się pianka.



3

Z pamiętnika Aleksandry, tego samego dnia.






Wacław wielka zagadka ludzkości. Udaje człowieka prostego, błahego. Jednak mnie zaciekawił. Dzisiejszy wieczór był jednym z najlepszych od rozstania z Radkiem. A może i odważę się użyć słowa najlepszy. Rozmawialiśmy do późna i piliśmy wino z piwniczki Jureckiego. Jest w nim coś, co mnie fascynuje. A może to wino, zadziało. Ja kobieta taka, jaką mnie wychowało życie zaczynam zachowywać się jak nastolatka. Jeszcze trochę i będę miała rumieńce na policzkach. Na razie tylko mam mętlik. Podziękować za to Wacławowi czy butelce wina?






4

CZWARTEK





Spała w tym samym domu, co on. Kobieta, która wydawała się rozumieć jego. Nie zaśmiała się, gdy mówił o swych ścieżkach. Była po prostu prawdziwą kobietą. Nie chińskim produktem robionym masowo. Nie żadną lalunią na szpilkach. Ola nawet spódnic w szafie nie miała. Tak Wacław przejrzał jej ciuchy, perfumy itp. Nie był żadnym świrem.



Wstał jak zwykle skoro świt. Poszedł do sklepu by kupić świeże bułki i nawet skusił się na coś słodkiego. Zrobił śniadanie i koło dziesiątej zapukał do drzwi sypialni Aleksandry. Nie usłyszała pukania wiec zapukał jeszcze raz, a potem wszedł do środka. Leżała na łóżku w samej bieliźnie. Odkryte uda, majtki obściskujące pośladki, rozczapierzone włosy. Widziane w zielonych oczach mężczyzny. Zostawił tacę i poszedł na dół. Usiadł przed telewizorem. I przeglądał kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego. W południe zeszła Malewska na dół. Już ubrana z ręcznikiem na głowie.

- Dziękuje za śniadanie. Może herbaty?

- Z chęcią w lodówce jest ciasto. Akurat do herbatki.



Wróciła z tacą i dwoma przyzwoitej wielkości kawałkami ciasta. Wyjęła wszystko na drewniany blat stołu. Sięgnął po ciastko i miał właśnie już ugryźć, gdy ona zapytała się.

- Możemy rozmawiać o wszystkim?

Skinął głową i zjadł duży kawałek porcji.

- Jakie kobiety cię pociągają?



Uśmiechnął się nim jej odpowiedział. Odłożył talerzyk z ciastem i spojrzał prosto w jej oczy.

- Nie łatwiej zapytać czy mi się podobasz?- milczała wiec dodał po chwili- Kiedyś bym powiedział, że jesteś przeciętej urody. Trochę nieokrzesana i z brakującym ogniwem kobiecości. I usłyszałabyś to wtedy z ust osoby próżnej. Typowego samca, co korzysta z usług prostytutek. Tylko potem ten sam człowiek zdał sobie sprawę, dlaczego chodzi na panienki. Bo był bardzo samotny. Wiem pomyślisz, że to tanie usprawiedliwienie. Ale obracałem się zawsze w towarzystwie pięknych kobiet. Były potrzebne na bale, gale, pokazy do towarzystwa jak i do łóżka. A potem nagle zacząłem widzieć, że coś jest nie tak. Przekreśliłem tamto życie grubą kreską. Oddzieliłem się od tego. Co teraz powiem o tobie, hm... Wymarły gatunek, nieszukający w życiu jedynie pieniędzy. Może i na pierwszy rzut oka nie ma w tobie kobiecości tyle ile by pragnął facet. Ale gdy poznaje się setki kobiet, dostrzega się, że kobiecość to nie tylko styl i ubiory. To cała gama rzeczy nie pojętych samcom, i niedostrzegalnych samicom. – Po tych słowach napił się herbaty.



Przez dłuższą chwilę milczała. Wacław sądził, iż onieśmielił ją. Może nie powinien był tak mówić. Spojrzał na nią i z uśmiechem zapytał.

- A co ty myślisz o mnie?

Przez chwile Ola wahała się, co powiedzieć jak i co najważniejsze czy wypada Przejechała palcem po krawędzi filiżanki.

- Udajesz kogoś innego niż jesteś. A raczej chcesz być kimś innym. Pragniesz być błahy, niewyróżniający się. Nie wiem czy to zasługa właśnie tego, a może po prostu ja to tylko widzę. Ale jest w tobie coś intrygującego, fascynującego i niespotykanego. Nigdy mi się z nikim tak dobrze nie rozmawiało. Tak szczerze i otwarcie.

- To wady ludzi słabych.

- Chyba w twoim świecie. W moim to zalety godne nielicznych. Czemu przedstawiając się powiedziałeś „ mówią na mnie Wacław”?

- Bo to pseudo. Nieprawdziwe imię. Nie pytaj, jakie.

- Nie miałam zamiaru.

- Wybacz nawyk. Pójdziemy na spacer?

- Dobrze.



Po godzinie wracali już ze spaceru. Teraz dopiero można było zobaczyć, że zbliża się jesień. Leniwie włożyła jeden palec do kalendarza. Jakby sprawdzała czy już może się zjawić. To były właśnie takie dni, kiedy walczyły jeszcze z nią ciepłe dni. Chłodne powiewy wiatru były jej atutem, który przeszywał w tym dniu Aleks.

- Zimno ci? – Zapytał z troską.

- Trochę, ale już wracamy.

Przystanął zdjął z siebie bluzę i podał ją jej. Z oporem założyła ją na siebie, tłumacząc się, że nie trzeba. Ale on był nie ugięty.

- Dziękuję – Powiedziała cicho.

- Masz chłopaka?

- Nie

- Narzeczonego?

Pokręciła głową przecząco.

- Męża?

- Nie i kochanka też nie. – Powiedziała zmęczona jego ciekawością.

- Mogę cię pocałować?

- Słucham? – Zapytała zaskoczona.

Wacław zaś nie czekał na odpowiedz zbliżył się do niej i pocałował namiętnie. Zamknęli przy tym oczy. Nie wyrywała się ani nie szarpała. Jednak po pocałunku spoliczkowała go delikatnie. Zdziwiona tym, co zrobiła spojrzała zasmucona na niego.

- Należało mi się. Nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia.

- To był odruch. – Powiedziała usprawiedliwiająco.

- A więc chciałaś?

Uśmiechnęła się nim odpowiedziała. Rozejrzała się by zyskać na czasie i pomyśleć. Wiatr nasilił się. I jej włosy tańczyły w jego rytm.

- Ja... Ja...

Zbliżył się do niej, a Ola zaniemówiła. Poczuła jedynie jak ją obejmuje. Ta jego bezpośredniość fascynowała ją i onieśmielała. I choć był straszy od niej kilka lat to czuła się przy nim dzieckiem. Odgarnął ręką jej włosy i na jej ponętnych ustach złożył pocałunek. Choć znów jej wykradł go. Tak był złodziejem, który z premedytacją bierze to, co chce. Zaś przy tym daje wiele radości i oczywiście intryguje jeszcze bardziej. Wrócili do domu przytuleni do siebie. Nic nie mówili, bo słowa by zburzyły tą magię, którą czuć było już w powietrzu.



###



W pokoju było ciemno. Oboje nadzy. Zaraz pomyślisz, że stało się coś więcej. Nic bardziej mylnego. Leżeli nadzy wpatrzeni w siebie. On delikatnie gładził jej łagodną skórę na pośladkach. Wędrował dłonią gdzie tylko zapragnął. Aleksandra uśmiechała się, co chwile czując łaskotanie to tu to tam. Czuła się jak kotka dopieszczana przez Pana. Wacław jednak nie czuł się silniejszy od niej. Dla niego ona była nieznaną krainą, która pozwoliła mu się stopniowo odkryć. Był nią oczarowany ze wzajemnością.



5

Z pamiętnika Malewskiej pisane późno w nocy.




To nie wino zadziałało wczoraj. To on Wacław czy Bóg jeden raczy wiedzieć jak ma na imię. Na spacerze stało się coś magicznego, co dało początek pragnienia, które było widzialne dziś wieczorem. Bez seksu też można płonąć na czyichś oczach. Dopiero dziś to zrozumiałam, lecz to nie koniec wrażeń. Kocham człowieka, który mnie intryguje i akceptuje mój niedoskonały kobiecy świat. Teraz on śpi obok mnie, nagi bezbronny. Sama już nie wiem, kto jest łowcą, a kto zwierzyną. Teraz ja ofiara czuje się podniecona jak łowca zdobyczą.






6

PIąTEK




Mruknęła gniewnie na słońce, które poraziło ją po oczach. Pokręciła niezadowolona głową i po tym otworzyła oczy. Nie było go w łóżku, to pierwsze nasunęło się jej na myśl. Pusta druga połówka łóżka. Wstała leniwie z łóżka, próbując wzrokiem znaleźć jakiś liścik. Nic nie było.



Na dole w salonie przez rolety przebijało słońce. Pokoje nic się nie zmieniły od wczoraj. Nie było jedynie Wacława. Aleksandra zrezygnowała z szukania ukochanego. Poszła do kuchni, zrobiła jajecznicę i herbatę. Po zjedzeniu rozejrzała się po pamiątkach na kominku. Było kilka figurek i zdjęcie jakieś kobiety.

- Pewnie żona Jureckiego – Powiedziała cicho do siebie. I wtedy zadzwonił telefon. Malewska nie odebrała myśląc, że dzwonią z pracy. Telefon zadzwonił ponownie i w tym samym czasie rozległ się dzwonek do drzwi. Pobiegła do nich myśląc, że to Wacław. Za drzwiami stał kurier z koszem. Było w nim pełno owoców i bukiet białych róż. Malewska podpisała potwierdzenie i zaniosła koszyk do salon. Chwyciła uśmiechnięta liścik.



Kochana tak mało o mnie wiesz. Nie rozumiałabyś, a ja nie potrafię inaczej żyć. Okłamałem Cię i mało tego. Nie zobaczymy się nigdy więcej. Wacław




Zaskoczona usiadła na fotelu. Jej oczy wypełniły łzy. Policzki okalane smutnym, słonym potokiem. Gdzieś w dali rozbrzmiewał uparcie telefon. Nie liczyło się już nic. Malewska, gdy już się trochę uspokoiła poszła do lodówki. Chwyciła za lody w pudełku, łyżkę i poszła do łóżka. Włączyła telewizor, puściła film i objadając się lodami w ten właśnie sposób spędziła resztę dnia.



7

W NOCY Z PIąTKU NA SOBOTę




W półmroku panującym w jednym z pokoi w firmie Jureckiego. Na kanapie siedziało dwóch mężczyzn. Jeden z nich trzymał w ręku butelkę koniaku, a drugi napełniony kieliszek.



- Opowiadaj.

- Co tu mówić Januszu. Jest piękna, zmysłowa, ale jak inne nie wie prawdy.

- To tylko małe kłamstwo. Ja nawet byłbym skłony powiedzieć, że to nie przestawienie faktów.

- Ja tak nie umiem – mężczyzna napił się koniaku.

- Kochasz ją?

- Tej kobiety nie da się nie kochać.

- To powiedź jej prawdę. Zaryzykuj! – Wrzasnął na niego Janusz.

- Nic nie rozumiesz. Lepiej już idź zatrzymuje cię, a żona pewnie martwi się.

- Halinka zrozumie. Jest ci wdzięczna za pracę. Ja zresztą też.

- Przestań. Zostaw mi butelkę koniaku i idź. Chce zostać sam.

- Dobrze.

Janusz postawił butelkę na podłodze koło kanapy i uściskawszy dłoń przyjaciela wyszedł. Drugi zaś położył się na nakapię rozmyślał póki nie chwycił do sen.





8

SOBOTA






Obudził się z potwornym bólem głowy. Leżał tylko w bieliźnie na kanapie. Próbując wstać spadł z wersalki. Beata zaniepokojona odgłosami weszła do pokoju. Spojrzała na mężczyznę troskliwie i litościwie. Podeszła i usiadła obok niego na kanapie. Kochała się w nim już tyle czasu, a on nigdy by nie zauważył tak prostej kobiety, jaką była. Dlatego ukryła swoje uczucia stała się służbistką by, chociaż przez chwile o niej pamiętano.

- Panie Marku tak nie można.

- Beeeatoo proszę cię nie mów do mnie Marek – Powiedział przytłumionym głosem.

- To śmieszne. Podajesz się za kogoś, kim nie jesteś. Powiedź mi czy to warte jest ceregieli? Czy ty naprawdę lubisz ranić ludzi czy po prostu masz ku temu przypadkowe skłonności? Pal sześć mnie. Za prosty człowiek ze mnie, ale teraz widzę, że dobrze. Szukasz za wysoko.

- Beato proszę cię...

- O nic mnie nie proś. Myślałam na początku, że poznałam porządnego człowieka. Ale myliłam się i nie dziwie się, dlaczego nie powiedziałam ci o dziecku. Ty nie nadajesz się do obowiązków. Wolisz być jak motyl. Odwiedzać na chwile kwiatki jak postoje w trasie. Zapomniałeś, że życie kiedyś się zatrzyma.

- Beato, jakie dziecko? Czyje?

- Odchodzę!

- Dziecko... Czyje?

- Twoje. Ale nie przejmuj się pewnie gdyby pozbierać rozsiane twe dzieci to jednostka specjalna by spokojnie z tego była.

- Bee...

- żegnam – Przerwałam mu sekretarka i trzasnęła drzwiami za sobą.



Wstał ociężale z kanapy i po ubraniu się wykręcił numer do księgowej firmy.

- Panie Ludwiku proszę wypłacić Beacie Radkowskiej należność za trzy miesiące. I proszę z mojego kona przelać na Beaty sto tysięcy. Odkładając słuchawkę czuł się podle. Zatrzymał się przed oknem, chwycił prawą ręką koszule. Zapinając ją spoglądał w dal.

– Gdybym mógł urodzić się po raz drugi- szepnął- Klęknąłbym przed samym bogiem. Biczując sam siebie uprosiłbym o zamianę parszywego życia, jakie mnie czeka. Bo dlaczego nikt nie dał nam prawa wybrać czy chcemy być tym, kogo Bóg z nas uczyni. Wtedy nigdy bym nie pozwolił sobie na to, co mam. Właściwie, czego nie mam. – Zamknął oczy i...







9

żYCIE W NIEżYCIU






Wszystko wyglądało jakby zatrzymał się czas, a ja stałem na dachu swojej firmy. I wtedy oślepiający blask pojawił się na wschodzie. Przez chwile myślałem, że to słońce rozbudziło się żywiej niż zwykle. Chroniąc oczy czekałem cierpliwe, aż przestanie. Ktoś nagle złapał mnie za ramię i otworzyłem oczy. Młoda kobieta w błękitnej sukni przywitała mnie ciepłym uśmiechem. Miałem wrażenie, że to boska postać kobiety. Jej uśmiech ocieplił moje serce. Spojrzała na mnie i wyciągnęła rękę bym ją chwycił.

- Gotowy?

- Ja... Co?... Na co?

- Jestem tu, bo zawołałeś mnie. A wiec czas pokazać to, na co czekałeś tyle lat. Powiedz, co chcesz zobaczyć? Mamy tylko godzinę. Co chcesz zobaczyć?

- żonę.

- W jakiej sytuacji?

- Jej śmierć.

- Nie było cię przy niej. Masz wyrzuty?



Nie odpowiedziałem, spojrzałem na miasto i skinąłem głową. Poczułem jak kobieta chwyta mnie za dłoń i już po chwili siedziałem w zielonej skodzie mojej żony. Tuż obok niej, na miejscu pasażera. Jej rude włosy opadały swobodnie na ramiona. Ubrana tak jak pamiętałem. Rozpięty, długi czarny płaszcz, a pod nim biały golf i szara spódnica w kratę. Z tyłu do fotelika było uczepione dziecko. Mały trzyletni chłopak bawił się figurką dinozaura. Podczas jego zabawy maskotka spadła obok niego. Nie mogąc jej dosięgnąć dziecko odpięło się z fotelika i chwyciło miniaturkę zwierzęcia. Przerażona matka odwróciła się do dziecka.

- W tej chwili wróć na miejsce! Słyszysz?

Olbrzymi huk i szarpnięcie. Auto przekoziołkowało, zmiażdżone przygniotło nogi matki i oddzieliło ją od syna.

- Ksawery! – Jęknęła rudowłosa.

Dziecko milczało, a zrozpaczona matka rozglądała się dokoła. Tuż obok niej leżała zakrwawiona zabawka dziecka. Po jakiś ośmiu minutach samochód wybuchł, ale matka była już nieprzytomna.

- I co dalej?

- Chciałbym...Chce..

- Co byś chciał?



Sam nie wiedziałem, widok był przerażający. Zobaczyć przerażoną matkę, która zapomina w tym wszystkim o swoim życiu. A liczy się dla niej tylko jej ukochane dziecko. I ta świadomość, że on nie żyje. Najgorsze, co może się zdarzyć.

- Korzystaj mądrze z tej godziny – Usłyszałem słabo docierający do mnie głos.

- Chciałabym wiedzieć, co robi Aleksandra w tej chwili i co czuje.

- A wiec niech tak się stanie.



Leżała na łóżku spała jeszcze. Na podłodze leżało opakowanie po lodach i łyżka. Słychać było głosy. Nie wyłączyła telewizora zasłane przy nim zmęczona płaczem. Miała podkrążone oczy i bladą twarz. Stałem tak przez chwile, kiedy się poruszyła i przewróciła na bok. Stanąłem tuż przy łóżku. Przetarła dłońmi oczy i mętnie spojrzała na ścianę z moimi zdjęciami. Był na nich mój syn i Dorotka. Oboje uśmiechnięci siedzieli w parku na ławce. To był jeden z tych szalonych dni, kiedy porwałem ją z pracy. A teraz tu leżała moja miłość. Oglądała fotografie z zainteresowaniem by po chwili ziewnąć i usiąść na łóżku. Przeciągnęła się leniwie i spojrzała kątem oka na program kulinarny. Poczuła chyba obrzydzenie. Skrzywiła się znacznie i zgasiła urządzenie pilotem. By po chwili zakopać się pod kołdrą. Zajrzałem i pod nią. Jej satynowa koszula podwinęła się ukazując uda i łono. Piersi ukryte mocno uciskały się na materiale. Miała smutne spojrzenie i szeptała nie poruszając ustami.

- Gdyby tak zasnąć i obudzić się w twych bezpiecznych ramionach. Naga bezbronna oddać ci wszystko, co tylko zapragniesz, ale ty... On nie chce. A ja musze znów żyć dalej. Musze, bo przecież nie chce.

- Wystarczy.



Chwyciwszy mnie na koszulę kobieta w błękicie przyciągnęła mnie do siebie. Spojrzała na godzinę, Dopiero teraz spostrzegłem na jej ręce złoty zegarek. Czas prawie dobiegał go końca. Zostało jakieś dziesięć minuty.

- Teraz ja wybiorę.



Bez słowa zakryła mi dłońmi oczy i gdy zdjęła je zobaczyłem, że jestem w salonie. Musiał być własnością jakiegoś bogatego człowieka. Parkiety z dębiny, na który położono gruby dywan. W oknach jedwabne firanki i w kominku radośnie skaczące iskry ognia. Na wprost niego stał duży obity zieloną tkaniną fotel z ciężkimi drewnianymi poręczami i nogami. Rzeźbienie ukazywała lwa w wielu sytuacjach. Zbliżyłem się niepewnie i spojrzałem, kto na nim siedzi. Mężczyzna liczył na oko jakieś osiemdziesiąt lat. Był lekko pochylony, głowę spuszczoną. I unosiła się nad nim aura zapachu gnijącego ciała.

- Kto to? – zapytałem zdziwiony i powtórzyłem pytanie nie słysząc odpowiedzi. – Kim on jest?

- Człowiekiem, który nie żyje od tygodnia.

- Widzę, że nie żyje. Kobieto powiedz mi, kto to jest?

- Naprawdę nie widzisz? Wszakże to ty. Twój żywot tak się zakończy, jeśli w odpowiednim czasie nie zadziałasz.

- PRZESTAń!



8



- Widać nawet moje wyobrażenia są tak samo szare jak doczesne życie. Może jednak warto coś zmienić. – Powiedział Wacław uciszonym głosem. Jakby bał się damy w błękicie, że słysząc jego myśli znów pojawi się pod powiekami. Nie chcąc ryzykować utrzymał swoją ciekawość na boku. Nie zamknął oczu, tylko przetarł oczy pięściami. Przez chwile widok wyglądał inaczej. Jakby ktoś postawił między mężczyzną, a oknem – mleczną szybę. Usiadł na kanapie i nie mógł zapomnieć ostatniego widoku.

- Całe życie byłem pieprzonym egoistą. A nawet, jeśli nie całe życie, to po śmierci Doroty się taki stałem. Muszę...



Zerwał się na równe nogi i bez słowa wstał. Chwycił kluczyki od samochodu. Nie prowadził od śmiertelnego wypadku żony. Teraz to nie liczyło się. Wybiegł z pokoju a breloczek w kształcie krzyża podskakiwał w różne strony. Może się zbuntował. Cholera z nim. Wacław stał już przy samochodzie. W pośpiechu próbował otworzyć zamek. Nie trafiając w dziurkę przejechał solidną krechę po lakierze. Nie odezwał się słowem, nie syknął gniewnie. Gdy uporał się z zamkiem szarpnął nerwowo uchwyt w drzwiach i wsiadł do samochodu.



Wtedy nie liczyło się nic. To, że licznik dawno już przekroczył 60. To był dopiero początek. Muzyka z klaksonu towarzyszyła mu cały czas, aż doigrał się i zatrzymała go drogówka.

- Panie ja się śpieszę. Proszę mi wlepić mandat i pozwolić jechać dalej.

Zdziwiony policjant wręczył mu kwitek i odchodząc syczał pod nosem kilka razy coś w rodzaju "jeszcze czegoś takiego nie było"



Był dwie przecznice od domu, kiedy zobaczył ją. Szła zalana złami ulicą. W ręce trzymała kurczowo zagięty kawałek sukienki. Wacław nie miał jak się zatrzymać sięgnął po teflon i zadzwonił na jej komórkę.

- Kocham Cię.

- Wacław?

- Marek, Wacław pieprzyć jak mnie nazwać. Kocham Cię. Spotkajmy się w domu.

- JA... Ja.. – Słyszał jak chlipie

- Proszę.

- Dobrze, już wracam. Wracam tylko, dlatego, że chusteczki mi się skończyły. –

Po czym roześmiała się, a on podążył w jej ślady.







________________

p.s Witam po długiej przerwie :)


Serce, które kocha, jest zawsze młode.

Przysłowie Greckie

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » sob 13 paź 2007, 20:36

Przeczytałam Prolog i Rozdział 1. Tyle błędów stylistycznych w tak krótkim fragmencie rzadko się spotyka :/



Po pierwsze, w ogóle nie rozumiem, czemu zdania, które spokojnie mogłyby być zdaniami złożonymi i znacznie lepiej by brzmiały, dzielisz na mniejsze? Chyba za bardzo wzięłaś sobie do serca radę, że zbyt długie zdania są męczące. Ale w tym wypadku właśnie jest odwrotnie.

sekretarka wskazała pulchnym palcem. Na wiszący naprzeciw niej zegar.


Na ogródek wbiegła Aleksandra. W biegu zawiązując szlafrok


To są tylko przykłady.



Literówki:

Czy poświeci mi dziesięć minut?


poświęci

a Pani za chwile będzie


chwilę

Ogród duży, przejrzysty skrywany za wysokimi ogrodzenie.


ogrodzeniem

Krył sobie wiele niespotykanych roślin.


w sobie

Próbowała się dźwignąć,


próbował



Przykłady interpunkcji:

- Nie wyjdę już to mówiłam.


Nie wyjdę (przecinek)

Ile była nieprzytomna nie wiedziała.


Ile była nieprzytomna (przecinek lub myślnik)



Stylistyczne i inne:

Bardzo przepraszam p. Aleksandro.



Miejski park nocą to kolebka prostactwa, złodziej, gwałcicieli itp.


W opowiadaniach nie używamy skrótów! Poza tym literówka - złodziei.

A czemu on mam mnie interesować? Kiedy ty Januszu dałeś mi tyle pracy, że przez miesiąc nie będę wiedziała jak się nazywa ulica, na której mieszkam.


Tutaj też połączyłabym w jedno zdanie. Poza tym - ma, a nie mam.

Mieszkała w jednej z trzech domków przy osiedlu.


w jednym

Elewacja była biała w jednej trzeciej wykonana z szarego kamienia.


Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić białej elewacji z szarego kamienia. I to w jednej trzeciej.

Były drewniane i wokół nich okazałe ozdoby.


Okazałe ozdoby CO?

Malewska codziennie przechodziła przez podwórko. Gdyż dom stał u skraju podwórka.


Powtórzenie. Poza tym znowu te dziwne pocięcie zdania na dwa mniejsze.

wdrapał się na pergolę obrastającą bluszczem.


obrośniętą

Na ogródek wbiegła Aleksandra.


Do ogródka.



Dalej już nie chciałam czytać, ze względu na uciążliwy dla mnie styl.

Jeśli chodzi o treść, jakoś nie wydaje mi się, żeby niewinną kobietę tak od razu paralizatorem traktować. I to jeszcze, gdy nie ma być ona wyrzucona z tego biura, tylko właśnie przyjęta do pracy. Bez sensu, jakiś nowy rodzaj rozmowy kwalifikacyjnej czy co?

Dostała na dzień dobry służbowy dom? Rozumiem, komórkę, samochód, ba, nawet mieszkanie, ale od razu DOM?



Nie podobało mi się, niestety. Nie wiem, czy zmuszę się do doczytania tego do końca.



Awatar użytkownika
martttyna
Pisarz osiedlowy
Posty: 231
Rejestracja: śr 05 lip 2006, 18:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: martttyna » sob 13 paź 2007, 20:39

Na twoje pytania odpowiedz jest później w tekście. Przykro mi, że nie przeczytałaś do końca. I widać tego efekt. Dzięki za uwagi do błędów. Pozdrawiam


Serce, które kocha, jest zawsze młode.



Przysłowie Greckie

Awatar użytkownika
Eitai Coro
Dusza pisarza
Posty: 648
Rejestracja: wt 14 sie 2007, 09:21
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Niedaleko zamku.
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Eitai Coro » sob 13 paź 2007, 20:43

Zgodzę się z Obywatelką.

Nudne, pokrętne, błędy językowe, stylistyczne i interpunkcyjne.

Też nie doczytałam.

Spróbuję, choć jak na razie - statystyki GUSu nt. palenia wydają mi się ciekawsze. Trudno uwierzyć, a jednak.

***

No, to się naweryfikowałam^^



Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » ndz 14 paź 2007, 13:58

Historia nie jest zła, ma potencjał. Umiesz posługiwać się wyobraźnią, a to już dużo na początek. Większości błędów mogłabyś sama uniknąć, czemu służy dość prosty zabieg - tekst należy sobie wydrukować i przeczytać! Robią tak zawodowcy, może i aspirant. W obecnym kształcie opowiadanie jest ledwie szkicem.

Trzymaj się.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » ndz 14 paź 2007, 15:12

Przeczytałem. O, tak.



Zacznę od końca, on będzie początkiem.

Końcówka jest strasznie przewidywalna. Na samym początku wiedziałem, że wszystko zmierza w tym kierunku, a po pojawieniu się Wacława poczułem się jak wróżka.

Błędów wymienionych przez Obywatelkę można znaleźć więcej w reszcie tekstu. Nad tym musisz jeszcze popracować.

Mogłoby być lepiej według mnie.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
martttyna
Pisarz osiedlowy
Posty: 231
Rejestracja: śr 05 lip 2006, 18:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: martttyna » ndz 14 paź 2007, 15:55

Takie pytanie. Da się wyczuć końcówkę czy większość rzeczy z opowiadania? Próbowałam jakoś unikać tego. Nie wyszło szkoda.



p.s. Co do błędów i tak mam lekki wrażenie, że jest lepsze pod tym względem od pozostałych. W końcu się nauczę. :wink: Oby...


Serce, które kocha, jest zawsze młode.



Przysłowie Greckie

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » pt 19 paź 2007, 18:00

Ku chwale oryginalności. Czyt.: nie doczytałem, tak jak prawie wszyscy poprzednicy.



Mianowicie doszedłem do wpisu w pamiętniku ze środy i wymiękłem. Cienias jestem, wiem.



Głównym powodem jest styl. Moje odczucia ujęła Obywatelka, ale dodam, że jest to napisane w taki sposób, jakbyś nawet Ty robiła to 'byle było' (coś jak prace domowe, wypracowania na polski). Kolejne czytane zdania w żaden sposob nie interesują, nie wciągają, po prostu jak grochem o ścianę. Odnośnie błędów - wyręczono mnie. Tragedia. Ja naprawdę. Nie rozumiem czemu. Nagle zaczęłaś urywać. Kropkami zdania.



Nie trafiło do mnie, zero jaja, zero siły przekazu. Scena z paralizatorem śmieszna i sztuczna, ale jeśli to się wyjaśnia na koniec.... cóż, bywa, ja nie dotrwałem. Poległem.



Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości