Medium

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Medium

Postautor: major sedes » ndz 17 lut 2019, 22:04

Hmm, wiem, wiem... literacko łopatologia, ale ma atut, bo z autentycznych przemyślanych doświadczeń. Na komentarze oczekuję, oczekuję więc nie na karę oczekuję.

„Medium”

Śnię. Wpływam do jaskini na chybotliwej łódce, wiosłuję ostatkiem sił, śpiesząc się, aby zdążyć dopłynąć na proroczy seans w grocie, jaskini mych lęków, w której na ścianie jest ekran, a zamiast wygodnych foteli bujają się łodzie, jedna obok drugiej, niby w mobilnym kinie. Moja nerwowość hamowana jest przez pamięć przeszłych obejrzanych filmów, lecz mimo puszczonych wioseł i chęci rozluźnienia uwagi zaciskam nerwowo kciuki w piąstki. Przecież może się okazać, że mimo braku biletu, ten seans będzie pocieszający jak serial z piękną Holywood’ską gwiazdą Ritą Heiworth dla osadzonych w więzieniu. Projekcje filmów, jeśli przyjrzeć się pod odpowiednim kątem, mogą nieść wiele wiedzy o świecie za murami, gdy jest się więźniem akurat. Z tej migającej mgiełki z postaciami wyłania się ograniczony w czasie wyrywek barwnej przygody, dającej wolność wyobraźni, swobodę zmysłów, lub raczej umysłu.

Nie umiem tak patrzeć na codzienność, która nie niesie ze sobą tyle uroku i wyważonej perspektywy jak dobry kadr. Więc siedzę i czekam, łagodne fale bujają mną w łódce, niczym dziecko w wózeczku na kółkach i trochę wieje, i wilgoć. Zapomniałem przeczytać o autorze, aktorach, roku produkcji; całkowite nieprzygotowanie bez uprzedzenia, a więc przybywaj wizjo! Przypłynąłem jakby to powiedzieć: z marszu, zupełnie spontanicznie, prosto z wielkiej, niewymiernej wody mego Ja do tej króliczej nory, w której (słychać i widać) są także i inni amatorzy tego już codziennego i oklepanego medium. Niosę z sobą nadzieję, że zaraz się zacznie, lampy zgasną i przedstawienie wynurzy się z mroku.

Kurcze, jednak dali go na wstęp, jak kronikę, tego gościa przy ekranie, który wyszedł zza kulis zapowiadać, potem zaczął przyglądać się zgromadzonym. I zdaje się, że wypatrzył właśnie mnie… tak, na pewno, patrzy z nonszalancką ręką w kieszeni i wskazuje palcem dokładnie w moje kinomańskie serce i jajogłowość.

- Proszę opuścić salę! – zakrzyknął.

Cóż, łatwiej będzie, dać krok za burtę, niż wypływać łodzią wśród takiego ścisku. To nawet dobra chwila na małą kąpiel, a nawet na skończenie z tym fikcyjnym życiem, które traci urok zawsze, gdy pada na mnie podejrzenie jak teraz właśnie, jakbym to zawsze ja był odpowiedzialny za nonsens. Ale to przecież sen zmontowany, więc wszystko jest możliwe. Ogólnie jestem już dla tego medium nieistotny, zbędny i nic nieznaczący, ono samo nic już nie wnosi. Jak trzeba to trzeba, słowo się rzekło. No to chlup… I tonę. Oduczyłem się pływać i czuję, że spadam jak kamień w wodę. Zimno. Chcę się czegoś chwycić i na szczęście do ręki wpada mi kawał liny cumowniczej statku zwanego wiarą w cuda.

Chyba umarłem, patrzę oczami z lotu ptaka na to, co dzieje się przy jeziorze obok jaskini-kina. Wyciągnęli mnie! Ducha mego oczyszczonego. A nurkowie poszukują topielca, łodzie specjalnych służb patrolują miejsce zaginięcia. Ktoś tam już został, zamieszkał pod wodą i wypłynie dopiero po paru tygodniach. Zwykle długo szukają, a znajduje denata zazwyczaj jakiś przypadkowy przechodzień przy brzegu. I tyle, już po wszystkim, nie ma co płakać, śmierć jak z filmu akcji, zabili go i uciekł, koniec, a ja, wniebowstąpiłem mając oko na własną śmierć. Jakaś cząstka mnie umarła, utopił się widz fikcji. Dusza oddziela się od ciała w skrajnym stresie jak z horrorów. Obejrzę swój pogrzeb okiem wyobraźni i moje losy jak film katastroficzny. Może już nigdy się nie obudzę.

Jednak nie wszystko skończone, sen jeszcze się toczy, ten wielki Ktoś, który podał linę i wyciągnął mnie w przestworza, abym spojrzał na wszystko z góry, na moją przypadkową śmierć (ściśle chodzi o śmierć pasji kochania kina), zaplanował w scenariuszu małą, ale błyskawiczną podróż na sam dół. Umieścił ciało me na plandece z materiału, prześcieradła, na które rzuca się slajdy i wyświetla z projektora, która trzeszczy od naprężeń i funkcjonuje tak jak zerwana winda w wieżowcach niebo-ziemia, góra–dół. Byłem wysoko a teraz spadam, chciałoby się rzec: znowu spadam, spadam jak zawsze, zaraz się urwie pode mną, „schodzę na ziemię”, bolesny upadek. Śmierć fantasty w sennych marzeniach. Gdy w produkcjach bohater ucieka na szczyt budynku, w każdym razie gdy idzie do góry, to już wiadomo, że powrót będzie miał tragiczny, w każdym wypadku bolesny. Zejście śmiertelne. - Chcesz odejść? - pyta życie. - Proszę bardzo – się słyszy. Ale ocalałem…

Ziemia codzienności, jawa… tam gdzie się odnajduję, może być podobna do marzenia sennego. Równie nierealna, czy niemierzalna realnie. Bolesna twarda rzeczywistość dnia ludzkiego zamkniętego w ramce, to akurat jak na teraz dwie postaci na ekranie telewizji, (szara rzeczywistość spędzania wolnego czasu), gadające między sobą z wielką czułością, zrozumieniem i oddaniem. Nie trudno domyślić się, że to tania albo najdroższa, idealna i banalna, lecz tandetna miłość na ekranie. Wiec siedzę na kanapie i patrzę kątem oka na okienko świata telewizora, a nagle obok, ni stąd ni z owąd moja Rita Heiworth - symbol wielkiej sławy i tego mego gustu, i marzeń upustu - prasuje dla mnie wyjściowe spodnie i też patrzy, pewnie na tę samą rzeczywistość małego ekranu, na format mini świata naszego. Odkłada żelazko, palcem wskazuje na sufit, oczami zerka na mnie zezująco, tupie nogą i mówi do mnie zbyt wymownie i przejmująco, jakby na wszystkie strony poszły jej członki: „Widzisz?”. Zdumiałem się. Przerwała mi monotonię. Czy zawsze właśnie tak ma wyglądać życie? To jest ta pointa? Czy ona myśli, że na to czekam, gdy tracimy czas? Nie mogłem dłużej siedzieć w tym miejscu tak jak wtedy w łódce w jaskini, znowu padło podejrzenie, że nie widzę tego co kobiety umieją ujrzeć sercem, uchem czy duchem, więc zacisnąłem nerwowo kciuki w piąstki i chciałem, żeby ktoś znów podał mi linę jak oddech, dusiłem się, a więc powietrza… powietrza! Żebym realnie a nie wirtualnie oprzytomniał.

Gość, który wyprosił mnie z jaskini - kina pojawia się raz jeszcze jak wspomnienie w moich czterech kątach pamięci, bo jako żywo uderza w tę samą strunę co Rita. Komentuje tak jak ona mój sens bycia obecnym przy wielce ważnych bajeczkach. On uderza się w piersi i z gestem wskazującym znowu tym samym do mnie tekstem i tonem:

- Proszę opuścić salę! – ( tym razem telewizyjną świetlicę ze mną i kanapą).

Ale jak opuścić? Może wystarczy wyłączyć telewizor? Najeść się pieprzu? Nich ktoś mnie uszczypnie. Czy mam być bohaterem planu akcji, która rozlewa się na mój dywan pod moje kapcie; przeżywać, czyli uczestniczyć w tej fikcji? Przecież to szkodzi, zwłaszcza umysłom otwartym. Nie jestem statystą do jasnej cholery! Śnię… i nie wiem jak wybudzić się? Ale widzę ją… tę mą małą i piękną, która przypomina mi, że żyję i fiksuję.

- Widzisz? – powtórzyła Rita Heiworth. Tak jakby jej obecność poznała miłość dwójki osób na ekranie, która odnosi się do nas jak naśladownictwo wzorów na życie, co dla mnie jest nie do pojęcia i przyjęcia nigdy. Nie daję wiary mass przekazom zwłaszcza co do jedynej jedynie słusznej prawidłowości uczuć.

Lecz nic z moich nadziei na teleportację do real-lajfu. Nie mogę zostać uratowany, bo przecież to Rita wikła mnie mentalnie w te teatralne uczucia i happy end’y, angażuje mnie do swego telenowelowego świata, jednym swoim słowem „widzisz” chce ujmować rozmaitość. Siedzę na kanapie i może już chrapię, tylko te powtarzające się proroctwo spać nie daje, które można przetłumaczyć: „wyjdź stąd, to już nie dla ciebie” kończy każdy seans, odcinek i sen. A zbieżność odczuć aktorów i mych własnych (znaczy, że zawsze zaczynam i kończę marzenia, i nadzieje w kadrze filmowców, deja vu snów i mydlanych propozycji programu TV) miesza się nie do odróżnienia. Tylko Rita rozumie treści z obrazka, wie sobie jak tam sobie chce, woli i lubi, przecież człowiek wszystko rozumie, gdy ma ucho gumowe a nie głowę. Ale ja czuję, że Oni nie chcą mnie! (te wielkie Golemy nad światem, twórcy Ktosie, lub po prostu ci, o których inni myślą, że tego dla mnie chcą), ewidentnie nie chcą bym świadkował, ani małym, ani dużym ekranom, bo urywają mi te wglądy zajawkowe w najbardziej znaczących momentach. Chyba już nigdy nie będę realny, owa kolorowa żarówka uśpiła zmysły i satysfakcję z prawdziwego życia. Lub także odwrotnie mogę myśleć: może Oni (ci złodzieje snów, kosiarze umysłów, prządki zasłon prawdy) właśnie jednak chcą, aby coś innego było dla mnie realne, nieteatralne i świadome?!

Rita Heiworth jest mą małżonką od pierwszej serii tego serialu o więźniach własnych, niechcianych upodobań. Fajnie ją się lubi, robi kino, że aż miło. Ochłoń dziewczyno, nie ja Rudolf Walentino…
Rita szuka pilota. Jeśli wszystko odbiera i dociera osobiście, to przecież możemy zabawić się na innym kanale. „Widzisz” misiu kochany, robaczku pikselu… filmy łapiesz.



Awatar użytkownika
Dawny Don
Zarodek pisarza
Posty: 22
Rejestracja: sob 02 lut 2019, 12:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Medium

Postautor: Dawny Don » pn 18 lut 2019, 13:50

1) "Moja nerwowość hamowana jest przez pamięć przeszłych obejrzanych filmów, lecz mimo puszczonych wioseł i chęci rozluźnienia uwagi zaciskam nerwowo kciuki w piąstki". - Zdanie dla mnie niezrozumiałe. Dlaczego, obejrzane niegdyś filmy hamują nerwowość? Co znaczy, że hamują nerwowość? Co znaczy rozluźnić uwagę?
2) "Przecież może się okazać, że mimo braku biletu, ten seans będzie pocieszający jak serial z piękną Holywood’ską gwiazdą Ritą Heiworth dla osadzonych w więzieniu'. - Mimo braku biletu może być pocieszający? A co mam brak biletu do tego? Brak biletu chyba ma znaczenie, czy weźmiesz udział w seansie, czy nie - tak?
3) "Projekcje filmów, jeśli przyjrzeć się pod odpowiednim kątem, mogą nieść wiele wiedzy o świecie za murami, gdy jest się więźniem akurat". - Projekcje mogą nieść? Może wnieść? - Nie podoba mi się brzmienie zdania. Wszystko tutaj zmieniłbym.

Tyle, ode mnie :-)
Pozdrawiam
Dawny Don


DOBRA NOWINA: Niebyt - nie istnieje!

Awatar użytkownika
Huba
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: pt 28 gru 2018, 21:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Medium

Postautor: Huba » pn 18 lut 2019, 16:44

Moja nerwowość hamowana jest przez pamięć przeszłych obejrzanych filmów, lecz mimo puszczonych wioseł i chęci rozluźnienia uwagi zaciskam nerwowo kciuki w piąstki.

Wszystko to, o czym wspomniał Dawny Don i moje pytanie, jak zaciska się nerwowo kciuki w piąstki? Błagam o odpowiedź nim z ciekawości połamię sobie palce.

Przecież może się okazać, że mimo braku biletu, ten seans będzie pocieszający jak serial z piękną Holywood’ską gwiazdą Ritą Heiworth dla osadzonych w więzieniu.

Przecinek sprzed ten przeniosłabym przed jak. Niby nic, ktoś powie, a ja mówię, że dzięki temu popłyniemy przez to zdanie. Poza tym, bardzo mi się to zdanie podoba.

Więc siedzę i czekam, łagodne fale bujają mną w łódce, niczym dziecko w wózeczku na kółkach i trochę wieje, i wilgoć.

Coś mi tu kwasi cały urok i sens zdania... Chyba ta końcówka.

patrzy z nonszalancką ręką w kieszeni

Czy ręka sama w sobie może być nonszalancka? Chyba nie. Co innego z nonszalancją trzymać rękę w kieszeni..

Cóż, łatwiej będzie, dać krok za burtę, niż wypływać łodzią wśród takiego ścisku.

CZas posprzątać w chałupie, bo albo mi mrówki ekran obsiadły, albo przecinków tutaj jest dużo.

patrzę oczami z lotu ptaka

Nauka nie poszła aż tak do przodu, by człowiek miał wybór i mógł patrzeć uszami, więc słowo oczami można by skreślić.

Umieścił ciało me na plandece z materiału, prześcieradła, na które rzuca się slajdy i wyświetla z projektora,

Moment, jeszcze raz przeczytam... Początek rozumiem, ale po co prześcieradła? I czemu ktoś miałby rzucać slajdy na prześcieradła? A może miało być: prześcieradło, na którym wyświetla się slajdy z projektora? W takiej wersji jeszcze widzę jakiś sens.

zaraz się urwie pode mną,

Co się urwie?

Gdy w produkcjach bohater ucieka na szczyt budynku, w każdym razie gdy idzie do góry, to już wiadomo, że powrót będzie miał tragiczny, w każdym wypadku bolesny.

W kazdym razie/wypadku czasem lepiej się nie powtarzać zwłaszcza, że dziwnie to zniekształciło zdanie. I mam jeszcze uwagę do: w każdym razie gdy idzie do góry, co w tym zdaniu brzmi bez sensu, bo jeszcze nie budujemy szczytów budynków na dole.

niemierzalna realnie

Mój mały rozumek się poddał :P Niby wiem o co chodzi, a jednak...

oczami zerka na mnie zezująco

...Znaczy się ma wadę wzroku, tak?

Odkłada żelazko, palcem wskazuje na sufit, oczami zerka na mnie zezująco, tupie nogą i mówi do mnie zbyt wymownie i przejmująco, jakby na wszystkie strony poszły jej członki: „Widzisz?”. Zdumiałem się.

Ja również, bo nie widzę i nie rozumiem. Znaczy się rozpezła się?

Komentuje tak jak ona mój sens bycia obecnym przy wielce ważnych bajeczkach.

To zdanie też mi się podoba.

Najeść się pieprzu?

Skojarzył mi się ten fragment z czymś... tylko nie wiem z czym. Nawiązanie do jakiegoś filmu?

Podobało się i wiele zdań umiliło mi podróż przez tekst ;) Można by nieco tę plątaninę słów przyciąć i wstawki w nawiasach nieco mnie po oczach kąsały.


Prawdziwi mężczyźni nie jedzą miodu, tylko żują pszczoły.

Awatar użytkownika
Gelsomina
Pisarz domowy
Posty: 180
Rejestracja: pt 11 sty 2019, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Medium

Postautor: Gelsomina » pn 18 lut 2019, 17:00

major sedes pisze:Source of the post kciuki w piąstki
:hm:
major sedes pisze:Source of the post swobodę zmysłów, lub raczej umysłu.
bez przecinka.
major sedes pisze:Source of the post patrzę oczami
oczami bym się pozbyła.
major sedes pisze:Source of the post Umieścił ciało me
a dlaczego nie moje ciało*?
major sedes pisze:Source of the post funkcjonuje tak jak zerwana
przecinek przed jak*
Nie doczytałam do końca, ale pewnie wrócę. Na razie wydaje mi się wszystko zbyt zagmatwane.
Pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Medium

Postautor: major sedes » pn 18 lut 2019, 23:26

Dzięki za wizytę pod tekstem. Już wiem gdzie żem w tekście kulał.
A... "kciuki w piąstki" to tylko ja tak mam:) I jeszcze mi was brakuje bo tekst niesie przesłanie dla rozumków czytających- ogólnie: porzytek z mediów.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości