Nektarynki i prohibicja

1
Wulgaryzmy.

Nektarynki i prohibicja

Miałem układ z tym farmerem. Pędziliśmy w szopie niedaleko Detroit. W budynku z niewielkim oknem bez szyby. Jeśli było czysto, Jack wrzucał jedną nektarynkę. Jeśli po okolicy kręciły się patrole...nic nie spadało na klepisko.

Jack należał do ludzi Anthony’ego Waukee, szychy z sadem i polem kukurydzy. Za dnia farmer prowadził legalny biznes; przerabiał owoce na „cegły winne”. Ale to mu nie wystarczało. Znalazł sobie nas. Często zwlekał z płaceniem.
Rozstawialiśmy sprzęt, kładliśmy ogień. Jego jęzor lizał krawędzie beczułki, aż moonshine płynął miedzianą spiralą, skraplając się przy wylocie. Odlewaliśmy jeden kieliszek – jego treść buchała żółtym płomykiem, wlana do paleniska. Dziś czeka nas to samo.

Staliśmy czujni, jak dzikie koty. Bimbrowe tygrysy.

Pierwsza nektarynka upadła. Jest! Podbiegłem odsłonić kadź zza rzędu zasłon. Nie zauważyłem drugiej; Charles i John ją dostrzegli. Mnie z transu wyrwały dopiero obręcze kajdanek, zaciśnięte na nadgarstkach.

Dwa owoce. Jack, ty kurwo.
Jak to mawia święta Ziuta - olej risercz, daj uczucia...

Nektarynki i prohibicja

4
Kumam.
U mnie logika siadła. Bo powinno być odwrotnie. Czysto - nic. Są patrole - leci ostrzeżenie. To ma sens.
Gdyby było jak u ciebie, to co chwilę musiałby nową nektarynkę dorzucać - że nadal jest czysto. Bo jak, było czysto, nagle pojawiają się patrole... to co ma zrobić, przyjść i zabrać ten owoc, żeby pusta podłoga ich ostrzegła?

Poza tym zaplanowałeś zaskoczenie, że gupi Jack pomerdał i wrzucił dwa owoce, przy czym pierwszy uśpił czujność a drugi wprowadził zamieszanie, bo o co chodzi, nie umawiali się na dwie. Kumam zamysł, nawet jeśli sensownie byłoby odwrotnie, ale sam go rozwalasz. Narrator mówi, ze pierwsza nektarynka spadła. Czyli już w tym momencie wie, że będzie kolejna, a przecież nigdy się nie umawiali na dwie.
Potem mówi, że towarzysze zauważyli drugą, no rozumiem zamieszanie, nie wiedza o co chodzi, ale tam nawet nie ma informacji, ze nie zareagowali, buch, nagle kajdanki. Narzuciłeś sobie 1k ale masz dziurki w narracji.

Druga rzecz, na początku mnie uderzyło, ze jest jednostajnie. Zdania w rytmie i wielkości podobne do siebie, usypiająco. Mogłeś długością zdań pograć, jakieś równoważniki dać.
Sekretarz redakcji Fahrenheita
Agencja ds. reklamy, I prawie już nie ma białych Francuzów, Psi los, Woli bogów skromni wykonawcy

Nektarynki i prohibicja

5
Pomysł dobry (będą z Ciebie ludzie), ale siadła Ci logika (ile mandarynek co oznacza), a co za tym idzie, zawieszenie niewiary u czytelnika = efekt końcowy.
Kwestionuję jeszcze drugi punkt: że dopiero kajdanki go wyrwały z transu. Mało prawdopodobne, o ile nie był już upity/naćpany :)
"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Nektarynki i prohibicja

6
Begied21 pisze: Miałem układ z tym farmerem. Pędziliśmy w szopie niedaleko Detroit. W budynku z niewielkim oknem bez szyby. Jeśli było czysto, Jack wrzucał jedną nektarynkę. Jeśli po okolicy kręciły się patrole...nic nie spadało na klepisko.
Pokombinowałabym tutaj z długością zdań. Rozumiem, że tekst ma przywodzić na myśl wypowiedź zwykłego bandziora, ale z zabiegu stosowania krótkich zdań skorzystałabym później, gdy tekst staje się bardziej dynamiczny, poszarpany, bo i akcja przyspiesza. Początek może być nieco gładszy, żeby wprowadzić czytelnika w historię, dać mu chociaż jeden akapit na rozgrzewkę, a nie od razu wrzucać w szatkownicę krótkich zdań.

Druga sprawa: też wydaje mi się, że znaczenie powinno być przypisane do sygnałów odwrotnie. Teraz to brzmi trochę jak historia Stirlitza, który zapukał do drzwi umówione sto siedemdziesiąt osiem razy, bo nie zauważył stojących w oknie dwudziestu trzech żelazek - sygnału wpadki.

No i moonshine. Mamy egzotykę i klimat Dzikiego Zachodu, ale no kurczę...
To, co poniżej przedstawię to moje prywatne zdanie i jak najbardziej rozumiem, że ktoś może mieć inne, ale może skorzystasz z tych wywodów pokazujących pewne spojrzenie na zagadnienie - chociażby w ten sposób, że po przemyśleniu pewniej, bardziej świadomie i stanowczo będziesz mieć zdanie odmienne.
Uważam, że obcojęzyczne wstawki warto uwzględniać wtedy, gdy wstawka jest w innym języku, niż wypowiedź. Na przykład: opisujesz Rosjanina, który za wszelką cenę chce uchodzić za światowca i co chwilę wrzuca jakieś francuskie powiedzonka. Inna sytuacja: podróżująca postać za wszelką cenę chce się dogadać z lokalsami, zna ich język, ale kiepsko, więc odruchowo co chwilę wrzuca coś po swojemu. Nieważne, że opowiadanie polskie, pisane po polsku przez Polaka i nigdy koło innego języka nawet nie leżało. Polski w domyśle pełni wtedy w wypowiedzi funkcję języka, w jakim mówi postać, a obcojęzyczne wstawki są wyróżnione po to, by oddać właśnie tę pozę lub niewiedzę postaci.
U Ciebie mówi Amerykanin. W domyśle mówi w swoim ojczystym języku, a zatem tłumaczymy całość. Dla Amerykanina słowo moonshine nie jest makaronizmem, obcojęzyczną wstawką, zatem dlaczego potraktować to słowo inaczej, niż całą resztę wypowiedzi? Niechże chłopcy pędzą bimber albo gorzołę.
Inaczej by było w narracji trzecioosobowej, kiedy to sam tekst nie jest wypowiedzią postaci. Wtedy jak najbardziej można sobie wrzucać tego typu słówka, budujące klimat.

Ogólnie jednak trzymasz poziom. Zawsze przy czytaniu Twoich tekstów mam to samo wrażenie: wchodzenia w świat brudny i brutalny, ale widziany oczyma osoby spostrzegawczej i wrażliwej - nie w sensie uczuciowej łatwozranialności, ale w sensie zdolności do dostrzegania wyjątkowości chwili, piękna lub brzydoty szczegółu, skupiania się na drobnostkach i zmysłowych doznaniach, fascynacji czymś, co innym może umknąć jako zupełnie zwykły element codzienności. Napisałeś bardzo krótki tekst, a mimo to ten klimat jednak gdzieś tam jest, udało się go zbudować nawet miniaturą.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archiwum Miniatur i Drabbli”

cron