[W] SI [opowiadanie; S-F]

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Wizimir
Pisarz osiedlowy
Posty: 214
Rejestracja: ndz 22 lip 2012, 21:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Wizimir » wt 18 wrz 2018, 14:22

Conscientia opisuje fundamentalny stan psychiczny, w którym jednostka zdaje sobie sprawę ze zjawisk wewnętrznych oraz zewnętrznych i jest w stanie reagować na nie somatycznie bądź autonomicznie. Dawniej pojęcie oznaczało wiedzę dzieloną z kimś, często tajną, jednak w metaforycznym sensie określać może <wiedzę dzieloną z samym sobą>, wskazując na intymny, dostępny jedynie dla doświadczającego, charakter świadomego doświadczenia

Najbardziej wstrząsnął mną moment, w którym uświadomiłem sobie ulotność własnego istnienia.
To było listopadowej, dżdżystej nocy, przez którą nie potrafił przebić się blask przesłoniętego jesienną szarugą księżyca. Prowadziłem samochód monotonną, pustą drogą, a jedynymi dźwiękami, które okazjonalnie zakłócały jednostajny warkot silnika, było pluskanie wody z kałuż gwałtownie przecinanych przez opony.
Wracałem z miasta do innego miasta, a może z kraju do innego kraju; wszystkie drogi wydawały się takie same, zlewały się w asfaltową, bezkształtną masę. Oczy przymykały mi się ze znużenia, głowa lekko przechylała na prawe ramię. Pacnąłem palcem wyświetlacz radioodtwarzacza, z głośników popłynęła transowa, elektroniczna melodia. Poczułem się jak bohater wyjęty z chorej wyobraźni Davida Lyncha, przemierzający autostradę bez początku i końca. Wbiłem wzrok w dłonie o idealnych, długich palcach niespełnionego pianisty, teraz kurczowo zaciśnięte na skórzanym obszyciu kierownicy. Dłuższą chwilę zajęło mi zrozumienie, że to moje ręce – bo wcale tego nie czułem; miałem wrażenie, że obserwuję samego siebie ze środka, nie mam kontroli nad własnym organizmem, patrzę na kogoś obcego z perspektywy jego oczu.
Podniosłem głowę w ostatniej chwili. Jechałem z prędkością stu kilometrów na godzinę po mokrej nawierzchni, a kilkadziesiąt metrów przede mną wyrosła barierka, oddzielająca ostry zakręt od zagajnika, na czele którego stał wielki jak skurwysyn kasztanowiec.
Dłonie wykonały ruch instynktownie, bez udziału świadomości. Usłyszałem świst auta tracącego przyczepność, poczułem smród palonych gum i zobaczyłem iskry tańczące we wstecznym lusterku. Zarzuciło tyłem, huknęło, buch, uderzenie. Bok wozu odbił się od barierki, przód z impetem ruszył ślizgiem w zakręt, samochód obrócił się wokół własnej osi raz i drugi. Zatrzymał się na sąsiednim pasie. Silnik zgasł, w uszach zadzwoniła cisza.
Wyszedłem z kokpitu. Krople deszczu spadające na okulary dowodziły, że przeżyłem - bez udziału własnej woli. Wygrałem bitwę, w której nie uczestniczyłem.
Właśnie wtedy zrozumiałem. Odczuwany ból nie wynikał z lęku ani szoku, a z rozczarowania.

***

D. ma przystojną, gładką twarz agenta ubezpieczeń. E. jest od niego młodsza, skończyła dwa fakultety, a wieczorami zabija samotność, robiąc na drutach lalki, które później wkłada do wielkiego kufra odziedziczonego po prababce. E. przedstawia się, zaczynając od tytułu doktorskiego i słów nakreślających niejasno jej pozycję w firmie. D. kiwa głową i zajmuje miejsce na jajowatym, czarnym krześle.
– Powiem wprost – zaczyna, zakładając nogę na nogę. – Moim celem jest doprowadzenie do legalnego, komfortowego i bezbolesnego ustania moich funkcji życiowych.
E. spogląda na niego badawczym wzrokiem i zagryza wargi. Po chwili kiwa głową i przybiera najbardziej empatyczny z wyuczonych uśmiechów.
– Rozumiem – odpowiada. – Na jaką chorobę pan cierpi?
– Chorobę? – markuje zdziwienie, a może dziwi się naprawdę. – Nie jestem chory w potocznym rozumieniu tego słowa. Po prostu chcę przestać istnieć. Umrzeć.
Cisza, która teraz zapada, jest nienaturalna i gęsta. E. znowu kiwa głową i udaje, że przegląda formularze.
– Mógłby pan to wyjaśnić, panie D.? – pyta w końcu, a mężczyzna wzdycha cicho.
– Codziennie, kiedy jadę do pracy, mam ochotę rozpędzić się do dwustu kilometrów na godzinę i gwałtownie skręcić kierownicą. Dwukrotnie kupiłem w DarkWebie środki, które doprowadzić miały do tego, abym zasnął snem wiecznym, że tak to poetycko określę. Pewnego dnia za bezcen nabyłem od podejrzanego mężczyzny ze wschodnim akcentem pistolet, który zamierzałem przyłożyć sobie do głowy i… no, wie pani co – D. rozkłada ręce i robi krótką pauzę. – Nie potrafię. Nie chcę żyć, odczuwam wieczną pustkę, męczy mnie patrzenie na to, w jakim kierunku zmierza świat. Nie odnajduję w tym wszystkim żadnej frajdy ani podniety. Ale nie potrafię popełnić samobójstwa, bo jestem tchórzem, któremu zawsze w ostatniej chwili zadrży ręka. Dlatego przychodzę do was. Wierzę, że jesteście w stanie mi pomóc.
– Możemy przeprowadzić procedurę jedynie zgodnie z literą prawa, panie D – kobieta powoli wypowiada kolejne wyrazy.
– Niczego innego nie oczekuję.
– Z tym, że prawo wymaga obiektywnej przyczyny. A znudzenie życiem…
– Obiektywna przyczyna to szerokie pojęcie – D. kiwa głową. – Dla mnie przekonanie o bezsensie istnienia jest całkowicie obiektywne.

***

Nie ma już krajów, umów międzynarodowych, sojuszy, konfliktów i wojen. Jest bezduszny konglomerat, w którym rządy sprawują urzędnicy, lekarze i prawnicy.
Pracuję jako menadżer w wielkiej firmie, która każdego dnia produkuje sto ton tabletek. Tabletek na ból głowy, na problemy z trawieniem, na ból wątroby, na hemoroidy, na smutek poranny i na smutek wieczorny. Marzę o znalezieniu opakowania z tabletkami na sens istnienia; niestety, takowe sprzedawane są jedynie przez podejrzanych typków stojących pod wyblakłymi neonami. Nigdy nie miałem odwagi, żeby spróbować.
Idę na pierwsze spotkanie Komisji Psychologiczno-Socjologicznej. Będą oceniać stan mojego zdrowia, jakość oddawanego moczu, kondycję psychiczną i przydatność dla społeczeństwa. Od momentu przegłosowania ustawy, która prawo do eutanazji uznała za prawo człowieka V generacji, tego rodzaju quasi-eksperckie ciała mają coraz więcej roboty. Każdego roku tysiące decydują się na zakończenie żywota w jednej z tych rajskich placówek z prospektów.
Wiem, że jestem ewenementem. Nie straciłem nikogo bliskiego (bo nigdy nikogo takiego nie miałem), nie zachorowałem, nie cierpiałem na depresję w stopniu większym od przeciętnego człowieka. Po prostu doszedłem do wniosku – który wynikał z intelektualnej obserwacji beznadziejnej powtarzalności i marności każdego dnia mojej egzystencji – że życie nie ma sensu.
E. wystroiła się ponad miarę; zaszklone oczy i nerwowe zagryzanie warg nie pasują do jej nadzwyczajnego profesjonalizmu. Ja ubrałem się w płócienną koszulę i tweedową marynarkę. A teraz siedzę przy okrągłym stole, stukam palcami w mahoń i odpowiadam na kolejne pytania wyjątkowo wnikliwych „ekspertów”.
– Kogo lub co określiłby pan mianem swojego największego wroga? – pyta jeden z szeregu identycznych psychiatrów.
– W pierwszym odruchu powiedziałbym, że siebie, ale to nieprawda – odpowiadam powoli. – Mam wrażenie, że stałem się, a może od zawsze byłem, zupełnie obojętny dla samego siebie. Czasem sądzę, że nie mam zdolności poznania własnego wnętrza, jestem sobie obcy, składam się jedynie z zaprogramowanej powłoki, na którą mam iluzoryczny wpływ – biorę łyk doskonałej kawy i poprawiam pozycję na krześle. – Odpowiadając na pytanie o mojego wroga… Jest nim istniejąca we mnie wola życia. Nie potrafię pojąć, skąd się wzięła i czemu uparcie trwa, ale jej źródło musi tkwić głęboko w podświadomości. Nie pozwala mi podjąć kroku, który od dawien dawna - mam wrażenie, że odkąd zyskałem świadomość własnego istnienia – stał się moim marzeniem. Bo chociaż nie widzę sensu w codzienności, odczuwam zupełne odosobnienie emocjonalne, a moim jedynym celem jest zwiększanie efektywności w pracy, której szczerze nienawidzę, to… nie potrafię się zabić. Ta siła nakazuje mi odłożyć broń, pociągnąć za kierownicę albo odsunąć nóż. Jakbym był zaprogramowany na życie.

***

– Świetnie ci poszło – mówi E. drżącym głosem, pospiesznie wychodząc z pomieszczenia. D. kiwa głową. Przez chwilę idą w milczeniu, potem skręcają w prawą odnogę i wchodzą do windy.
– Coś przede mną ukrywasz – stwierdza D., gdy szare drzwi zasuwają się bezgłośnie. Kobieta obraca się. Jest inna, ma zapłakane oczy i zaczerwienione policzki. Podchodzi do D. i chwyta go za dłonie.
– Potrafiłbyś kochać? – cała klatka windy przenika tymi słowami.
– Co proszę?...
– Odpowiedz. Nie proszę o twoją miłość, po prostu chcę wiedzieć. Czy potrafiłbyś kochać, jak umie tylko człowiek?

***

Nie rozumiem wybuchu emocji ani pytania. Nikt nigdy nie zapytał mnie o uczucia; na pewno nie w ten sposób. Nie potrafię odpowiedzieć, wobec tego milczę. Milczę i patrzę na nią, po raz pierwszy i ostatni w życiu odczuwając coś, czemu w jednej z książek nadano nazwę conscientia.
Winda staje. E. odsuwa się, przepuszcza mnie, zdaje mi się, że słyszę jej szloch. Ruszam w kierunku przeszklonych drzwi wyjściowych, rzucam uśmiech w kierunku recepcjonistki. W tym momencie z kanapy ustawionej w szerokim lobby wstaje trzech potężnych facetów o surowych facjatach przypominających ociosane betonowe bloki. Patrzę na pierwszego z nich ze zdziwieniem, a ten nagle uderza mnie w twarz. Lecę na posadzkę, osłaniam się, chociaż nie czuję bólu. Nigdy w życiu nie czułem bólu innego niż wewnętrzny, co pewnie za chwilę się zmieni.
Dwóch kolejnych kopie po bokach i twarzy - usiłuję się skulić, ale po chwili giganci podnoszą mnie i stawiają na ziemi. Uderzają znowu. E. podbiega, krzyczy coś, prosi, żeby mnie zostawili. Odpada mi kawałek twarzy, niczym odłamek rozbitego lustra.
Odpada mi. Kawałek. Twarzy. Dotykam dłonią tego, co jest pod spodem i zaczynam rozumieć.

***

Skoro ludzie umierają, potrzebne są substytuty. SI w ciele człowieka, zaprogramowana na efektywność, sukces i bezwzględność wymaganą w korporacjach.
Nikt nie przewidział, że maszyna może stać się swoim własnym wrogiem.
Androidy nie mają grobów; po prostu znikają. Po D. został tylko kawałek sztucznej skóry i zrobiona na drutach lalka smutnego mężczyzny w tweedowej marynarce, z króciutkim listem włożonym za pazuchę:

D. nie był człowiekiem i jak każdy z sobie podobnych, nie miał o tym pojęcia. Powinien pracować i nie zadawać pytań.
Ale był wyjątkowy. Potrafił odczuwać bezsens.
Potrafił odczuwać miłość?



Awatar użytkownika
Czarna Emma
Umysł pisarza
Posty: 807
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

SI

Postautor: Czarna Emma » wt 18 wrz 2018, 15:48

Bardzo mi się podoba! Bardzo!
Jestem pod wrażeniem Twojego języka i stylu, który mi się niesamowicie lekko czyta.
Fajny tekst, uwag nie znalazłam. :)


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

SI [opowiadanie; dramat]

Postautor: Kruger » wt 18 wrz 2018, 16:06

Dobre. Bardzo dobre.
Ładnie napisane i fabularnie trzyma się kupy. Fabuła w sam raz dobra do wielkości opowiadania.

Uwagi jednak mam.
Wizimir pisze:Source of the post Jechałem z prędkością stu kilometrów na godzinę po mokrej nawierzchni, a kilkadziesiąt metrów przede mną wyrosła barierka, oddzielająca ostry zakręt od zagajnika, na czele którego stał wielki jak skurwysyn kasztanowiec.

Zagajnik to nie tylko las nieduży, ale, co ważne, jest to też las młody. Co kłóci się z wielkim, jak (pardon my french) skurwysyn, kasztanowcem.
Wizimir pisze:Source of the post Usłyszałem świst auta tracącego przyczepność, poczułem smród palonych gum i zobaczyłem iskry tańczące we wstecznym lusterku.

Można by podywagować co świszcze, asfalt, opony czy warstewka wody, ale na pewno nie świszcze auto, tak moim zdaniem.

W ogóle to, Wizimirze, sio z tego działu. Tu się pomaga potrzebującym pomocy, Ty (oceniam po tym tekście) nie potrzebujesz.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 438
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

SI [opowiadanie; dramat]

Postautor: MargotNoir » wt 18 wrz 2018, 16:18

Jeśli chodzi o język, nie zauważyłam ewidentnych błędów. Może ktoś jakieś wyłapie, ale w każdym razie nie jest to poziom, który przeszkadzałby w odbiorze.

Jeśli chodzi o styl, bardzo przeszkadza mi nadprzymiotnikoza, a generalnie jestem fanką obszernych opisów i barokowego języka. Tutaj jednak poszedłeś raczej w ilość, blisko siebie pojawiają się synonimy (to wcale nie wzmacnia przekazu), a przez nadmiar niepotrzebnych przymiotników język się rozcieńcza. Weźmy sam początek: ani jeden rzeczownik czy czasownik nie jest pozbawiony kolegi w postaci przymiotnika czy przysłówka. Jest "monotonnie" i zaraz obok "jednostajnie", a do tego jeszcze dżdżysta noc i jesienna szaruga. "Okazjonalnie zakłócają" - pleonazm. "Gwaltownie przecina" - pleonazm.
A potem warkot, który jest jednostajny. Robi się z tego szara papka.

A gdyby dać mruczenie? W słowie "mruczenie" już zawiera się jednostajność. Spróbuj iść tym torem: wzbogacić słownictwo, żeby zamiast dwóch wyrazów użyć jednego, który precyzyjnie określa to, co chcesz przekazać; zawiera w sobie znaczenia tych wyrazów, których zamierzałeś pierwotnie użyć.

Jeśli chodzi o treść, mam mieszane uczucia. Pomysł niby dobry, ale moim zdaniem psują go dwa elementy.
Po pierwsze - miłość. Po co? Z tekstu, który mógł być ciekawy, dający do myślenia i gorzki, lecz bardzo życiowy robi się Pablo Coelho. Natychmiast spada z półki "intrygujące i mocne" na półkę "banały dla kur domowych".

Po drugie - cała idea sztucznej inteligencji. Przede wszystkim: Po co? "Ludzie umierają, potrzebne substytuty". Nie kupuję tego. Bez sensu. Po co? Jeśli to miał być obraz-przypowieść, to pewne nielogiczne czy irracjonalne elementy czytelnik akceptuje jako konieczne kawałki układanki, która jest metaforą, więc nie musi być realistyczna. Jeśli się tłumaczysz, to znaczy, że wybierasz inną konwencję, a wtedy już wytłumaczenie powinno być sensowne i przemyślane.

Po trzecie - skoro tak, to dlaczego niby android miałby mieć instynkt samozachowawczy?

Wygląda to tak, jakbyś nie mógł się zdecydować na konkretną konwencję. Jeśli to baśń SF, to nie tłumacz na siłę niczego. Czytelnik to zaakceptuje. Jeśli już chcesz nadać historii spójność i jakoś uzasadnić pojawiające sie w niej rozwiązania, to tłumacz tak, żeby to miało ręce i nogi.

Ogólnie całość ma potencjał, język jest do poszlifowania, ale koncepcja... sam musisz zdecydować. Możliwe, że chciałeś osiągnąć taki efekt. moim zdaniem jednak i zakończenie bardzo historię osłabia i właściwie unieważnia całą "fajność" która udało Ci się zbudować wcześniej.



Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Kruger » wt 18 wrz 2018, 16:32

MargotNoir pisze:Source of the post Po pierwsze - miłość. Po co? Z tekstu, który mógł być ciekawy, dający do myślenia i gorzki, lecz bardzo życiowy robi się Pablo Coelho. Natychmiast spada z półki "intrygujące i mocne" na półkę "banały dla kur domowych".

Chyba przesadzasz, MargotNoir, z kurami domowymi.
Ta miłość jest kluczowa. Gdyby opko poszło w kierunku - się zakochał i żyli długo i szczęśliwie, to bym Cię poparł (choć taki tekst kiedyś czytałem, bodajże Harrego Harrisona, tam to grało, no ale to Harrison).
Tu miłość jest jedynie sygnalizowana i przecież tak naprawdę jej nie ma. A chodzi przecież o tradycyjny dylemat - czy SI może być jak człowiek?
Ta konkretna SI coś odczuwa. Nie tylko nadrzędny cel - zwiększenie efektywności pracy (i tu masz odpowiedź na kolejne pytanie - po co SI. Do pracy, ludzie umierają, rąk brakuje). To jest zaprogramowane. Tak samo jak instynkt samozachowawczy (kolejna odpowiedź na pytanie po co - bo robot jest drogi). Najważniejsze, ma poczucie bezsensu i chęć skończenia istnienia, to już nietypowe. Poszukiwanie w nim miłości przez E. to poszukiwanie człowieka w robocie.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 438
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: MargotNoir » wt 18 wrz 2018, 16:37

Dodatek do poprzedniego mojego posta: (bo znowu skróty myślowe) Nie czepiam się tego, że bohater okazał się androidem tylko tego, że przy samej końcówce usiłujesz to jakoś na chybcika uzasadnić, zamiast pozwolić znaczeniu zakończenia wybrzmieć i trafić w to, w co celowałeś. Teraz ten ostatni akord został zagłuszony nerwowym tłumaczeniem, a czytelnik, zamiast zastanawiać się nad przekazem płynącym z całości zadaje sobie pytanie "ale że niby po grzyba im te androidy?"

Kruger: nie, nie, nie. Androidy na pewno nie będą pracować lepiej, niż prostsze maszyny. Tłumaczenie jest po prostu bez sensu, a wystarczyło go nie podawać.



Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Kruger » wt 18 wrz 2018, 16:40

Trochę racji masz. Na szczęście to uzasadnienie nie jest przegadane, tylko dwa zdania. Gdyby było więcej, wrażenie, że na siłę, byłoby silniejsze.



Awatar użytkownika
Wizimir
Pisarz osiedlowy
Posty: 214
Rejestracja: ndz 22 lip 2012, 21:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Wizimir » wt 18 wrz 2018, 16:56

CzarnaEmma, Kruger, dziękuję.

Kruger pisze:Source of the post
W ogóle to, Wizimirze, sio z tego działu. Tu się pomaga potrzebującym pomocy, Ty (oceniam po tym tekście) nie potrzebujesz.


To bardzo miłe, jakkolwiek wydaje mi się, że pomoc zawsze mile widziana, a nie czuję się mimo wszystko wielkim profesjonalistą ;). Poza tym chciałem zaznaczyć swój malutki powrót po latach, a to chyba najbardziej adekwatna forma.

MargotNoir, dziękuję za bardzo merytoryczny komentarz. Nie ukrywam, że opowiadanie nie należy do najmłodszych i gdy je pisałem miałem swego rodzaju "fazę" na pisanie językiem bogatym, rozbudowanym, wręcz przytłaczającym; tak, teraz już zdaję sobie sprawę, że nadmiar przymiotników może powodować efekt odwrotny od zamierzonego (jakkolwiek niektórym się podoba, ja wciąż uczę się sztuki pozostawiania słów i zwrotów, które wnoszą do całości tekstu coś więcej niż puste znaki).

Odnośnie fabuły, chciałbym zaznaczyć, że nigdy nie zamierzałem tłumaczyć czytelnikowi całego konceptu Sztucznej Inteligencji, jakkolwiek sformułowanie "Ludzie umierają, potrzebne substytuty" miało wiązać się z wizją świata, w której eutanazja stała się prawem człowieka. Cóż... może lepiej było zamilknąć i nie napisać zupełnie nic, ale nie wydaje mi się, abym popadł w łopatologizm. Zawsze ceniłem dzieła, które pozwalają czytelnikowi dopowiedzieć sobie szersze tło, tutaj zamiar miałem chyba podobny.

Natomiast być może masz rację, że końcówka sprawa wrażenie zbyt wymuszonej i przytłacza wydźwięk całości. Chętnie poznam opinie na ten temat ;).

Odnośnie wątku miłości, jest dokładnie tak jak wskazał Kruger - nie ma w całym tekście jakiejkolwiek sugestii, że nasz android kogokolwiek pokochał, pytanie o miłość jest wyrazem poszukiwania w androidzie człowieczeństwa. E. już wcześniej wie, że ma do czynienia z maszyną, a jednak jest targana wątpliwościami - zwróćcie uwagę, że opowiadanie wieńczy pytanie, a nie jednoznaczne twierdzenie. Jeśli jednak ktoś może przestać chcieć istnieć, istnieje duże prawdopodobieństwo, że może i pokochać - a czy jest coś bardziej ludzkiego niż miłość?

No dobra, może teraz faktycznie wychodzi ze mnie Coelho :D. Ale dzięki za uwagi.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 438
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: MargotNoir » wt 18 wrz 2018, 17:15

Nie chodzi mi o łopatologizm, a o to, że takie wytłumaczenie byłoby potrzebne w innej sytuacji: gdy budujesz kompletny, bogaty, spójny świat na potrzeby tekstu, który ma być realistyczny w ramach tego świata, a przy okazji pozbawiony jakichś grubych bezsensów. I - co najważniejsze - wtedy takie wytłumaczenie powinno być sensowne i wiarygodne. To nie jest. Jedyne "zawody", w których androidy mogłyby być potrzebne to prostytutka i opiekun w domu starców (A pewnie i tak koniec końców okaże sie, że ludzie zrobią to taniej - nieważne, ilu ich jest, zawsze jest jakaś biedota. To prawo niemal tak fundamentalne jak prawa fizyki).

Zatem jak najbardziej moim zdaniem lepiej byłoby przemilczeć tę kwestię. Nie trzeba się z niczego tłumaczyć w baśni ani w przypowieści, a tak odbieram ten tekst.

Jeśli chodzi o miłość, to absolutnie nie podejrzewałam bohatera o jakikolwiek romans. Chodzi mi o to, że samo powoływanie się na "miłość jako cechę wyłącznie ludzką" jest niesamowicie pretensjonalne i po prostu ograne do bólu. Wymyśliłbyś coś, co byłoby po pierwsze mniej oklepane, a po drugie bliższe prawdy, bo akurat zdolność do miłości jakoś wybitnie ludzką cechą nie jest. Jeśli już szukać cech typowo ludzkich, to moze warto pójść w stronę dystansowania się do własnych emocji?. Względnie przywołać kwestię zdolności do odczuwania emocji ale nie jako cechy ludzkiej, lecz jako cechy mózgu organicznego. Bo takie "och, tylko człowiek może kochać" wieje brakiem lepszego pomysłu... ani to mądre, ani to oryginalne, ani to prawda.



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3675
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Thana » wt 18 wrz 2018, 17:15

Wizimir pisze:Source of the post a czy jest coś bardziej ludzkiego niż miłość?

U Lema, w (chyba) "Teście pilota Pirxa" tym, co najbardziej ludzkie, okazuje się pospolita niezdarność, zagapienie, zawahanie. Czy miłość jest ludzka... Z jednej strony wierzący mówią o miłości Boga, po wielokroć ludzką przekraczającej. Z drugiej strony ludzie wierzą, że są kochani przez swoje psy. Wielkie słowo - wiele znaczeń, wiele kontekstów. Ale cóż, Twój tekst, Wizimirze, Twoje pytania, Twoje ryzyko... :)


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 438
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: MargotNoir » wt 18 wrz 2018, 17:20

Nie :) w "Teście" chodziło nie o niezdarność, a o rodzaj irracjonalnego paraliżu, który ogarnia człowieka w obliczu czynu moralnie tak nagannego, że jakakolwiek reakcja dawałaby poczucie "zbrukania" ponieważ byłaby uczestnictwem w tym sk*syństwie - nawet w roli osoby wyrażającej sprzeciw.

Added in 1 minute 7 seconds:
EDIT: ale ogólnie racja, Lem poradził sobie z zagadnieniem bardzo oryginalnie i w sumie mądrze.



Awatar użytkownika
Wizimir
Pisarz osiedlowy
Posty: 214
Rejestracja: ndz 22 lip 2012, 21:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Wizimir » wt 18 wrz 2018, 17:32

Thana pisze:Z drugiej strony ludzie wierzą, że są kochani przez swoje psy.


Ja też w to wierze! A szczerość i prawdziwość tegoż uczucia przekracza wiele form tzw. ludzkiej miłości, co zostało sprawdzone doświadczalnie przez autora tych słów. Czyżby nastąpiło tzw. samozaoranie? :D

MargotNoir pisze:Source of the post Wymyśliłbyś coś, co byłoby po pierwsze mniej oklepane, a po drugie bliższe prawdy, bo akurat zdolność do miłości jakoś wybitnie ludzką cechą nie jest. Jeśli już szukać cech typowo ludzkich, to moze warto pójść w stronę dystansowania się do własnych emocji?. Względnie przywołać kwestię zdolności do odczuwania emocji ale nie jako cechy ludzkiej, lecz jako cechy mózgu organicznego.


Nawet jeśli generalnie przyznaję Ci rację, to jednak spójrzmy na scenę w szerszym kontekście - mamy kobietę, E., prawdopodobnie nieprzystającą do istoty świata przedstawionego, sentymentalną, zapewne ogarniętą samotnością, która zjeżdża windę z nieświadomym niczego D. Doskonale wie, że za chwilę coś się wydarzy - porwą go, zniszczą, słuch po nim zaginie. Może rozważać jakąś formę ucieczki, ale walczy ze sobą, szuka dowodów jego człowieczeństwa.

Czy naprawdę w takiej sytuacji można wymagać, ażeby bohaterka zapytała D. "Czy jesteś w stanie zdystansować się do własnych emocji?". To dopiero tekst godzien maszyny!

W tym wszystkim liczą się nie tylko emocje androida, ale też człowieka. Tak przynajmniej sobie myślałem, pisząc to opowiadanie. Czy chwyt jest tani? Być może, ale limit znaków czasem wymaga spłycenia przekazu :(.



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3675
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Thana » wt 18 wrz 2018, 17:33

MargotNoir pisze:Source of the post Nie :) w "Teście" chodziło nie o niezdarność,

Chodziło, Margot, chodziło. :) Dokładnie, Lem napisał tak: Czułem, że to, co się rozpoczyna, nie jest uczciwe, jak ukartowana gra; należało więc, jeśli rzeczywiście tak myślałem, rozkazać odlot od planety, ale tego znów nie śmiałem uczynić: podejrzenie, jakie się we mnie zalęgło, było mgliste, brakowało mi choćby najsłabszego śladu dowodów. Mówiąc wyraźnie i jasno - nie wiedziałem po prostu, co robić.
To nie wstręt moralny zadecydował, tylko wahanie. Ludzkie wahanie "Nie wiedziałem, co robić". A maszyna wie zawsze.
PS. To była "Rozprawa", nie "Test". Sprawdziłam.

Wizimir pisze:Source of the post Czyżby nastąpiło tzw. samozaoranie? :D

Chyba troszkę tak! ;)


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 438
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: MargotNoir » wt 18 wrz 2018, 18:18

Thana,
Tak, wszyscy uparcie nazywają "Rozprawę" "Testem", chyba przez film, choć to dziwne, bo jest mniej popularny, niż tekst.
Tak czy siak jednak Pirx wyjaśnia Ta okazja, podsunięta przez awarię, była mi nazbyt podobna do gry znaczonymi kartami, więc brudnej. Nie chciałem takiej gry ani takiego wspólnika...

Added in 27 minutes 16 seconds:
EDIT:
Wizimir pisze:Source of the post szuka dowodów jego czlowieczrństwa


Ale E. Nie jest pensjonarką, zaczytującą się romansidłami. Opisujesz ją jako kobietę wykształconą i bystrą, choć niezbyt pewną siebie. Ma na co dzień doczynienia że śmiercią. Nie jest naiwną nastolatką.
Jaki ona ma cel? Jeśli chce podejść do D z szacunkiem i szczerze porozmawiać, niechże mu zada jakieś mądrzejsze pytanie, jak choćby "Podoba ci się nasza sowa?".
Może oczywiście zadać celowo prowokacyjne, głupie, naiwne pytanie, ale wtedy to oznacza, że traktuje D jak przedmiot badań, zaspokaja ciekawość jego kosztem, zupełnie nie widzi w nim partnera rozmowy, a jedynie ciekawy eksponat, z którym można się podrażnić i zobaczyć, jak zareaguje. I to też byłoby ciekawe rozwiązanie, pokazywałoby, jak okrucieństwo i bezduszność mogą wypływać z kolejnej cechy, która jest dość ludzka: bezinteresownej ciekawości. Tylko, że w takim wypadku trzeba by było choć odrobinę ten motyw podbarwić, żeby stał się bardziej czytelny.



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1402
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

SI [opowiadanie; S-F]

Postautor: Misieq79 » wt 18 wrz 2018, 18:29

To i moich groszy parę. Że dobre, to już napisano powyżej.
Wizimir pisze:Source of the post Jechałem z prędkością stu kilometrów na godzinę po mokrej nawierzchni, a kilkadziesiąt metrów przede mną wyrosła barierka, oddzielająca ostry zakręt od zagajnika, na czele którego stał wielki jak skurwysyn kasztanowiec.

Masz dwie połówki zdania (swoją drogą ciut przezłożonego). Pierwsza jest techniczno-raportowa, kto normalny powie jak wyżej, a nie "Ciąłem setką po mokrym", a druga - właśnie emocjonalna "wielki jak...". Żeby było śmieszniej, w trakcie czytania gryzło mnie pierwsze pół, po przeczytaniu całości - drugie.

Wizimir pisze:Source of the post poczułem smród palonych gum i zobaczyłem iskry tańczące we wstecznym lusterku.

Nieno, panie, na mokrym?

Wizimir pisze:Source of the post obrócił się wokół własnej osi

Dla mnie OWWO to pleonazm. Obrócił się.

Scena z tłuczeniem androida gryzie mnie najbardziej. Właśnie ze względu na tłuczenie. Oni nie mają go pobić tylko obezwładnić i wyłączyć, wszak wiedzą że to sztuczniak, widziałbym tu inny przebieg. Np dwóch klinczuje delikwenta, trzeci naciska pod uchem i przekręca mu głowę o kąt, jaki wyklucza anatomia. Albo wyłączają pilotem :P

No i, skoro przywołano Lema, to android kosztuje. Nie złom ale Przywrócenie Do Ustawień Fabrycznych ;) Oczywiście tu już włażę z butami w Twój świat.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości