[W] Człowiek przeciw naturze cz.1 (opowiadanie, niezbyt ścisła fantastyka)

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Herman
Pisarz osiedlowy
Posty: 357
Rejestracja: pn 10 maja 2010, 13:59
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[W] Człowiek przeciw naturze cz.1 (opowiadanie, niezbyt ścisła fantastyka)

Postautor: Herman » sob 12 maja 2018, 18:22

Tekst pisany w ramach wprawki, raczej nie planuję z tego pełnoprawnego opowiadania, prawa autorskie by mnie zjadły :D Liczę na opinie i wskazówki, szczególnie, jeśli chodzi o narrację pierwszoosobową, bo tego nigdy nie ruszałem do tej pory. Zaznaczę też, że bohater tego tworu nie jest mój, postać ta istnieje od lat i i została wykorzystana w wielu produkcjach.









Pierwsze, co czuję, to smak i zapach trawy.


Wstaję, otrzepuję strój i badam wzrokiem okolicę. Nie jestem do końca pewien, gdzie się znajduję, wszędzie jest zielono, choć wystające rury i lewitujące cegły trochę mnie niepokoją. Przynajmniej pogoda dopisuje.


Zaraz, lewitujące? Te ceglane bloki tak po prostu sobie wiszą i nikt nic z tym nie robi? O tym powinno być głośno, powinni tu być inni ludzie, reporterzy, dziennikarki, wojsko w końcu. Jak to tak – ciężkie i nie spada, to nie samolot przecież, tylko budulec. Nieożywiona materia sama z siebie nie może wisieć w powietrzu, do diaska!


A może śnię? Jak w ogóle znalazłem się w tym miejscu? Nie pamiętam… To może jest jednak sen! Istnieje też szansa, że biorę udział w jakimś eksperymencie, w którym mnie uśpili, wymazali pamięć i przenieśli tutaj. Gdziekolwiek to jest.


Cóż, nie można tkwić zbyt długo w jednym miejscu, szkoda czasu. Jeśli chcę zdobyć jakieś informacje, to najprędzej wśród ludzi.


Robię kilka kroków i przed sobą widzę coś w rodzaju antropomorficznego grzyba mojego wzrostu. Szybko kryję się za pobliskim, dla odmiany, przyziemnym blokiem i zerkam na bądź co bądź nietypowe stworzenie. Ewidentnie widzę coś przypominającego twarz oraz nogi, rąk nie, ale zgaduję, że te zębiska ma nie bez powodu i krzywdę wyrządzać umieją. Błądzę wzrokiem w poszukiwaniu broni, niestety nie znajduję nawet drobnej gałązki. Chcę pobiec do miniętego wcześniej drzewa, jednak czuję, jakby powietrze samo w sobie zaczęło stawiać opór. Próbuję naprzeć, ale skutkiem jest tylko rosnące zmęczenie. Ten sam efekt osiągam idąc w prawo lub lewo. Albo moja głowa nie chce ze mną współpracować, albo tak właśnie ma wyglądać eksperyment. Bez odwrotu, bez ucieczki.


Człowiek przeciw naturze.


Człowiek przeciw grzybom.


Muszę improwizować. Racjonalnie oceniam swoje szanse – z tego, co zauważyłem, stwór dosyć powoli kroczył tam i z powrotem. Szkoda, że nie mam swojej skrzynki z narzędziami - jestem całkiem silny, ale walka na pięści jakoś do mnie nie przemawia. Ten potwór w końcu może skoczyć i wgryźć w twarz, a na śmierć nawet we śnie nie mam ochoty. A jeśli to się dzieje naprawdę…
Ręce mi się pocą, serce wali jak szalone. Oh, mio Dio, za jakie grzechy! Mam przecież zwykłe, do bólu nudne życie – spokojna praca, potem telewizor, sen i tak w kółko. Dlaczego ja?


Próbuję się uspokoić, kilka głębokich wdechów powinno pomóc.


Trochę pomogło. Trzeba obmyślić jakiś plan. Gładzę się po wąsie przez chwilę.


To przecież tylko grzyb, cholera. Koledzy by mnie wyśmiali, a już na pewno mój brat.


Najlepiej chyba będzie, jak poczekam, aż będzie odwrócony tyłem, wtedy zaatakuję. Element zaskoczenia to jedyne, co daje mi przewagę. Nasłuchuję, wchodzę na blok, biorę rozbieg i, niczym asasyn polujący na swój cel, ląduję na kapeluszu mego przeciwnika. Ku memu zdziwieniu on po prostu wyparował. Nie był to też proces stopniowy – przepadł z miejsca. Tak mnie to zaskoczyło, że prawie straciłem równowagę.


Czuję jednak satysfakcję. Mogę przeżyć! Mogę pokonać nawet nieznane stworzenia, choć sam do końca nie jestem pewien, jak tego dokonałem, ale ta wiedza może być przydatna – kto wie, ilu jeszcze ich spotkam albo co innego stanie mi na drodze.


Póki co zaczynam czuć głód, co trochę martwi, bo do tej pory nie zauważyłem niczego, z czego da radę zrobić obiad. Szkoda, że mój przeciwnik zniknął – z chęcią bym go upiekł. Gdybym jeszcze miał jak i czym.


Podobno we świadomym śnie człowiek może zrobić wszystko. Wystarczy że pomyśli i już! z miejsca witają go gorące i chętne kobiety, a sam zostaje miliarderem-filantropem z żelaznym kostiumem, który pozwala latać, strzelać laserami, ratować świat. A ja? Co ja mogę?


Chcę jedzenie. Burgera, dajmy na to.


Myślę o tym intensywnie. Bardzo intensywnie. Już niemal czuję smak soczystego mięsa, chrupiącego bekonu, świeżej cebulki, ogórka, sera…


I nic. Nawet bułki nie dostałem.


To może chociaż dam radę się obudzić?


Porca puttana, chyba brakuje mi doświadczenia, by we śnie robić swobodnie to, co chcę. Trudno, czas poszukać jakiś ukryty prowiant, sprzęt, cokolwiek, co pomoże przeżyć. Szkoda, że w okolicy nie ma drzew, a tamto jest poza zasięgiem, może by miały jakieś owoce. Prawdopodobnie są tu jeszcze inne, jednak wolałbym najpierw sprawdzić najbliższy teren.


Może w rurze coś znajdę? Cóż, spróbować nie zaszkodzi.


Idę do najbliższej, ledwo mogę doskoczyć i chwycić jej krawędź. Już tak wisząc dochodzę do wniosku, że nie mam żadnej liny, by potem bezproblemowo wrócić na powierzchnię. Na dodatek cholera wie, co znajdę tam na dole i tylko będę pluć sobie w brodę, po kiego grzyba tam wlazłem.


Zerknąć za krawędź nie zaszkodzi. Jak tylko to zrobiłem, z miejsca przypomniał mi się tekst o spoglądaniu w otchłań.


Póki co rezygnuję z pomysłu i myślę, co zrobić dalej. Nagle dociera do mnie, że jeden z bloków wygląda inaczej, przypomina bardziej metalową skrzynkę z narzędziami. Nie wiem, co ma oznaczać wymalowany znak zapytania, ale za moment wszystko będzie jasne.


Tylko jak po to sięgnąć? Doskoczyć raczej nie doskoczę, jest zawieszony wyżej niż sięga rura, ale może ta lewitacja działa dopóty, dopóki ktoś nie będzie w nią ingerować?


Uderzam pięścią w spód skrzynki i jestem przygotowany na najgorsze. Ku mojemu zdziwieniu blok poskakuje nieco i wraca do swojej ceglastej barwy, nie słyszę spodziewanego metalicznego dźwięku, zamiast tego wyskakuje z niego grzyb.


Inny niż poprzednio, choć również ma oczy, jednak poza tym nic ludzkiego w nim nie znajduję. Z ulgą stwierdzam brak kłów, pazurów, macek czy innych paskudztw, które mogłyby zrobić krzywdę. Jego zielony kapelusz w białe grochy nic mi mówi, żadnego atlasu czy przewodnika nie mam pod ręką. Gorzej, że większego wyboru też nie.


Mimo braku nóg umyka przede mną. Niewiele myśląc doganiam go i chwytam. Przez moment czuję jakbym miał w rękach jagnię, przez te oczy chyba. O ile na talerzu zjem je bez problemu, o tyle nie dałbym rady z zimną krwią zabić i dopiero potem przygotować.


Odwracam głowę i mocniej zaciskam chwyt.


Już nigdy nie pomyślę o duszonych grzybach tak samo.



http://dnokufra.pl/ - Co się kryje na dnie kufra...

Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 192
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Człowiek przeciw naturze cz.1 (opowiadanie, niezbyt ścisła fantastyka)

Postautor: Przemek » ndz 13 maja 2018, 23:35

Testowałeś jak się pisze wprawki po czymś mocniejszym?
Uciekający grzyb z ludzkimi oczami i bez nóg i jeszcze ma zielony kapelusz w białe grochy... Co ja dzisiaj mam za farta?

Jako ćwiczenie - niech będzie. Oryginalne poczucie humoru masz.
Strzeż się powtórzeń wyrazowych, bo trochę ich tam masz.


„Nie pozwól światu, by mógł mieć coś do ukrycia.
Pamiętaj, że każdy błąd prowadzi do prawdy, a prawda zawsze jest źrenicą życia.”

Awatar użytkownika
Marzyciel
Pisarz domowy
Posty: 76
Rejestracja: wt 13 mar 2018, 21:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Człowiek przeciw naturze cz.1 (opowiadanie, niezbyt ścisła fantastyka)

Postautor: Marzyciel » pn 14 maja 2018, 21:11

Rozumiem, że bohater miał czerwoną czapkę, a na końcu czekała księżniczka?
Herman pisze:zębiska ma nie bez powodu i krzywdę wyrządzać umieją.

To trochę razi. Ja bym napisał: mogą wyrządzić krzywdę.

Moim zdaniem za bardzo skupiasz się na otoczeniu, a za mało na bohaterze. Ogólnie mi się przyjemnie czytało.


Flectere si nequeo superos, Acheronta movebo.

Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 205
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Człowiek przeciw naturze cz.1 (opowiadanie, niezbyt ścisła fantastyka)

Postautor: MargotNoir » pn 25 cze 2018, 19:29

Po zniknięciu pierwszego grzyba zorientowałam się, że to Mario. Pomyślałam "niesamowity pomysł, ale trochę za szybko można przejrzeć koncept, szkoda, że autor nie poczekał z elementem zaskoczenia do końca". Doczytałam do końca i... był element zaskoczenia. Bardzo zgrabnie.

Z minusów zwróciłabym uwagę tylko na ten fragment:
"Zaraz, lewitujące? Te ceglane bloki tak po prostu sobie wiszą i nikt nic z tym nie robi? O tym powinno być głośno, powinni tu być inni ludzie, reporterzy, dziennikarki, wojsko w końcu. Jak to tak – ciężkie i nie spada, to nie samolot przecież, tylko budulec. Nieożywiona materia sama z siebie nie może wisieć w powietrzu, do diaska!"
Jak to się mówi, trochę zarżnąłeś dowcip. Za dużo myślenia o lewitujących cegłach. Pierwsza wzmianka o nich była zabawna, ale bicie piany wokół dowcipu opartego na jednym zaskakującym elemencie jest niepotrzebne.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2302
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Człowiek przeciw naturze cz.1 (opowiadanie, niezbyt ścisła fantastyka)

Postautor: Adrianna » śr 19 wrz 2018, 17:31

Wybrałeś takiego bohatera i świat, że trudno tę wprawkę ocenić. Bo w zasadzie, jak się uprzeć, to wszystko tu się obroni.

Bohater był dla mnie dość "rozchwiany" - trochę nie wiedziałam, czy chcesz, żeby traktował sprawę poważnie (przejmował się tym, gdzie i jakim cudem się znalazł), czy żeby grał komedię (rozprawy nad lewitującymi tekstami), czy grał zaradnego (szkoda czasu, idziemy dalej). To na upartego można uznać za zamierzone - mnie trochę nie przekonało.

Otoczenie. Tu mam większy zarzut. Moim zdaniem mocno operowałeś na tym, że czytelnik zorientuje się, o czym jest tekst i zaraz mu wszystko stanie przed oczami. Ja się zorientowałam, ale nie grywałam w Mario i te hasełka, które rzucasz to dla mnie za mało. Zwyczajnie jest nieplastycznie.
Herman pisze:Nie jestem do końca pewien, gdzie się znajduję, wszędzie jest zielono, choć wystające rury i lewitujące cegły trochę mnie niepokoją. Przynajmniej pogoda dopisuje.
[...]

Robię kilka kroków i przed sobą widzę coś w rodzaju antropomorficznego grzyba mojego wzrostu. Szybko kryję się za pobliskim, dla odmiany, przyziemnym blokiem i zerkam na bądź co bądź nietypowe stworzenie.
Jakieś lewitujące cegły, zielono, rury, no ok. Potem wyskakuje jakiś "przyziemny blok"? Domyślam się, że dla osoby "w temacie" to oczywiste, ja nie rozumiem, co chcesz mi pokazać. "Coś w rodzaju antropomorficznego grzyba" też nie jest dla mnie nazbyt wyrazistym opisem (wiem, że dalej są nogi, oczy itd. wymienione, ale to wprowadzające hasło niewiele mówi). Myślę, że jeśli już postanowiłeś wykorzystać tak specyficzny klimat, to można było z niego wyciągnąć więcej.

Jeśli chodzi o poprawność - jest spoko. Czasem coś stylistycznie mi nie do końca grało. Tak przykładowo:
Herman pisze:Source of the post Nie był to też proces stopniowy – przepadł z miejsca.

Herman pisze:Source of the post z chęcią bym go upiekł. Gdybym jeszcze miał jak i czym.

Nie wiem, czy można powiedzieć "upiekę to czymś" (raczej na/nad/w czymś).
Ogólnie zachęcałabym Cię do przejrzenia baczniej tekstu pod kątem podobnych drobnych koślawości.
Czasem coś uciekło:
Herman pisze:Source of the post Jego zielony kapelusz w białe grochy nic mi mówi,
"nic mi nie mówi" chyba miało być.

Natomiast szerzej patrząc na warsztat, mam wrażenie, że tekst jest przegadany. Ten bohater papla i papla i niekoniecznie wiele mi to jego paplanie mówi. Trochę zdołał mnie znudzić gadaniem o świadomym śnieniu, czy jedzeniu. Fragment wskazany przez MargotNoir, też niepotrzebnie rozbudowany.
Ogólnie myślę, że jak na wprawkę nie jest to złe, ale pokazuje, że powinieneś wziąć tekst trochę mocniej w karby. Tu i ówdzie przyciąć, za to wycisnąć więcej z nietypowego pomysłu.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.

R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości