[W]Kroniki Ollnatium (I rozdział)

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Toyer
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: wt 14 lut 2017, 18:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Kroniki Ollnatium (I rozdział)

Postautor: Toyer » śr 09 maja 2018, 19:31

Rozdział I
Dar z nieba

***



Alba obudził się w małej lepiance, którą zamieszkiwał z dwoma goblinami Skipperem i Jaspperem. Sen który mu się przyśnił był bardzo realistyczny, chociaż sam nie brał w nim udziału. Tak jakby patrzył na wszystko z boku, nie mogąc ingerować w to co się wydarzy. To nie był pierwszy sen tego typu. Uważał jednak, że sny są wytworem wyobraźni, nie wiedząc, że posiada dar jasnowidzenia oraz zaglądania w przeszłość. Wstał, rozprostował się potężnie ziewając i wyszedł na zewnątrz, myśląc o tym, co mu się przyśniło oraz o swoich przybranych "rodzicach", którzy byli uczestnikami jego sennego wydarzenia. Budynek mieścił się na leśnej polanie, w ogromnym dzikim lesie.


Gobliny zazwyczaj mieszkają w większych grupach w założonych przez siebie wioskach, jednak ta nietypowa para osiedliła się na kompletnym odludziu. Spowodowane było to ich przypadłością, która polegała na przywłaszczaniu sobie cudzych rzeczy. Ich rasa słynęła z chęci posiadania przeróżnych rodzajów przedmiotów: błyskotek, skarbów, narzędzi, wszystkiego co zostało wytworzone przez inne nacje, jednak panowała tam jedna ważna zasada: Nigdy nie zabieraj tego, co posiadają inni mieszkańcy wioski. Skipper i jego przyrodni brat Jassper, nie byli wstanie podporządkować temu prawu. Okradali swoich własnych rodaków z chęci gromadzenia coraz większej ilości przedmiotów. Posiadali oni magiczny worek zwany Vanish, który niemiał dna i właśnie do niego wkładali wszystko to co kradli. Worek ten rozszerzał się w zależności od potrzeb i można było w nim ukryć nawet o wiele większe od niego przedmioty, którymi bracia mogli dysponować według własnego uznania. Mieszkańcy wioski polegali na własnych skrytkach, jednak nie byli wstanie dorównać mocy tego artefaktu pod względem bezpieczeństwa swoich skarbów. Wszystko co starali się ukryć lądowało w magicznym worku dwóch goblinów. Społeczność plemienna nie chciała tolerować ich zachowania, dlatego zostali skazani na banicję. I tak o to zamieszkali we dwójkę z dala od rodzinnej wioski.


Pewnego wieczora wybrali się na poszukiwanie nowych artefaktów, które mogłyby zasilić ich kolekcję. Jak zwykle mieli przy sobie swój magiczny worek, który jeden nich nosił na szyi, drugi zaś miał identyczny mieszek wypełniony kamieniami. Często wymieniali się tymi woreczkami, aby nikt nie wiedział, który z braci ma ten o magicznej mocy a który tylko atrapę. Miało to za zadania zmniejszyć ryzyko kradzieży tego prawdziwego. Po dłuższej drodze dotarli do jaskini u podnóża wysokiego wzniesienia. Na niebie zaczęły się zbierać czarne chmury zwiastujące załamanie pogody, wiatr lekko zaczął wzbierać na sile. Ruszyli na przód do wnętrza groty, oświetlając sobie drogę Lumosami, których zapas zawsze posiadali w worku. Im dalej zagłębiali się tunelem, tym głośniej było słychać chrapanie. Niejeden goblin pewnie by zawrócił, czując strach przed tymi odgłosami, rasa nie należała do najodważniejszych, a dźwięki były z tych bardziej przerażających. Jednak chęć zdobywania skarbów była silniejsza niż strach. Brodząc w błocie, które stawało się coraz większe, nie przerywając powolnego kroku bracia zaczęli rozmowę.


— Słyszałeś to Skipper? Jak myślisz co to za odgłosy?

Nasłuchując uważniej Jaspper odpowiedział:


— To brzmi jak chrapanie jakiegoś ogromnego stwora.
— Ta jaskinia jest naprawdę duża, ciekawe do jakiej istoty należą te odgłosy...

Skipper drapiąc się po swojej malutkiej brodzie odrzekł:


— O tak duża jaskinia i duży stwór zapewne...

Obaj bracia zamyślili się, powoli kojarząc fakty.


— Duża jaskinia... duży stwór... Naprzemiennie myśleli.
— To musi być smok! Nagle obydwaj wykrzyknęli a echo poniosło krzyk po całej jaskini.
— O tak! A jak smok, to zapewne pilnuje góry skarbów!

Goblińscy bracia przyspieszyli kroku i nabrali większego entuzjazmu. Smoki to mityczne istoty lubujące się w gromadzeniu bogactw. Zazwyczaj znajdują sobie odludne miejsca, w których gromadzą skarby, by potem całymi dniami na nich leżeć oraz pilnie strzec przed intruzami. Są bardzo niebezpieczne oraz trudne do pokonania. Ich metalicznych łusek nie przebija żadna broń, wykazują dużą odporność na magię oraz potrafią ziać piekielnym ogniem, do tego posiadają ostre pazury i dzięki swoim skrzydłom potrafią latać. Jednak od setek lat nikt w całej krainie Ollnatium nie spotkał żadnego przedstawiciela tego gatunku.


Dwa gobliny w końcu dotarły do źródła hałasu. Chociaż początkowo myśleli że jest to koniec groty, ponieważ nie było przejścia dalej, a odgłosy chrapania to po prostu efekt przeciągu i wiatru. Tak właśnie stwierdzili i mieli już zawracać, gdy nagle ściana się poruszyła.


To co bracia uznali za koniec tunelu, było w rzeczywistości ubłoconymi plecami olbrzyma, który w tej chwili zaczął przewracać się na drugi bok. Ogromna ręka ruszyła w ich kierunku. Z wielką zwinności i gracją odskoczyli na bok, unikając miażdżącego uderzenia. Jednak było na tyle błotniście, że nie utrzymali równowagi po skoku i obaj wylądowali na plecach, ochlapując się szlamem. Brudna fala po uderzeniu przykryła ich warstwą mułu. Ze stoickim spokojem, powoli wstali, lepiąc się od mokrej ziemi. Oczyścili twarze z błota i popatrzyli na ogromną żywą istotę.


— Patrz to olbrzym. Spokojnie stwierdził jeden z goblinów, pokazując go palcem.
— Tak olbrzym. Potwierdził drugi z wyraźną nutą rozczarowania.
Obaj nabrali powietrza do płuc i je wypuścili głośno wzdychając.
—To co zbieramy się. Ze znudzeniem powiedział Skipper i ruszył w kierunku wyjścia
—Olbrzymy nie doceniają wartości bogactw i pewnie ten nie jest wyjątkiem. Nie widzę też tu nic błyszczącego i godnego uwagi.
—Strata czasu, a tak liczyłem na smoka i jego skarb.

Jaspper jeszcze przez chwile patrzył na śpiącego giganta, teraz można było zobaczyć jego twarz, a odgłos chrapania nasilił się. To nie był dorosły przedstawiciel tego gatunku, ale dla goblinów, które były ponad połowę mniejsze od przeciętnego człowieka, jego rozmiar był znaczny.


Bracia wspólnie opuścili grotę, na zewnątrz było burzowo, wiał silny wiatr i padał ulewny deszcz. Obaj spojrzeli na niebo w momencie, gdy pojawiła się błyskawica. Zauważyli, że coś nie wielkiego z duża prędkością spada ze szczytu zbocza.


—Jaspper otwieraj worek, coś tu leci! Może to dar od samego Goldena!

Goblin błyskawicznie ściągnął woreczek z szyi po czym, przy pomocy brata rozszerzyli go na powierzchni kilku metrów kwadratowych. Chwilę później coś wpadło do worka, a następnie rozbrzmiał donośny odgłos gromu.


—Widziałeś co to było? Wydawało dziwne dźwięki.
— Sprawdzimy po powrocie, strasznie się rozpadało, chciałbym doczyścić się z tego błota, wysuszyć i porządnie najeść.
Przemoczone gobliny stały jeszcze chwilę nad workiem, który powoli przywracali do wyjściowych rozmiarów.
—Teraz ja go niosę.

Bez protestu Jaspper przekazał swój woreczek bratu, sam otrzymując fałszywkę. Obaj zawiesili je sobie na szyi i wyruszyli w drogę powrotną do domu.




Awatar użytkownika
Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Kroniki Ollnatium (I rozdział)

Postautor: Galzag » śr 09 maja 2018, 22:02

Zaczynamy! Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że całkiem lubię klasyczne fantasy. Nie mam do niego jakiegoś szczególnego sentymentu, ale też mnie nie odrzuca na samą myśl, że mam przeczytać coś w tym stylu. Także gatunek nijak nie wpływa na moją ocenę.

Zresztą! Postaram się skupić bardziej na technicznych sprawach.

Pierwsza kwestia to interpunkcja i gramatyka. Nie będę tu podawał konkretnych przykładów, bo nie każdy pisarz musi być perfekcyjny w tych dziedzinach. No dobra, w gramatyce powinien być perfekcyjny, ale interpunkcję można sobie odpuścić.

Druga sprawa: kiedyś przeczytałem pewną radę, aby w prozie jak najmniej stosować słowo ,,być" (jakkolwiek by nie było odmienione), ponieważ sprawia, że tekst staje się sztuczny w odbiorze i przypomina bardziej klepanie suchych definicji czy jakiś wpis encyklopedyczny niż prozę. U Ciebie - moim skromnym zdaniem - tego ,,być" w różnych formach jest zdecydowanie zbyt dużo.

Trzecia sprawa: zapisywanie dialogów.
,,-To musi być smok! Nagle obydwaj wykrzyknęli a echo poniosło krzyk po całej jaskini".
Powinno być zapisane tak: ,,- To musi być smok! - nagle obydwaj wykrzyknęli(,) a echo poniosło krzyk po całej jaskini.
Ogólnie powinieneś trochę poczytać o tym, jak wspomniane dialogi w prozie się zapisuje, bo to dosyć istotne.

Czwarta sprawa: język masz bardzo prosty, zdecydowanie zbyt prosty. Ale to kwestia czasu i ćwiczeń. Równe ważne jest tutaj zarówno pisanie, jak i czytanie. Takie oczywiste rzeczy, aczkolwiek myślę, że warte zaznaczenia.

I ostatnia sprawa: historia dosyć banalna, chociaż ciekawy jest punkt widzenia goblinów - czyli coś zasadniczo trochę innego. Przy czym brakuje mi w dialogach czy nawet w opisie jakiejś swoistości, specyfiki. Podobnie mogliby rozmawiać ludzie, podobnie można by opisać ludzką przygodę. Brakuje mi tutaj jakiegoś takiego klimatu, właśnie takiej specyfiki, czegoś w rodzaju ,,goblińskości" w samym tekście.


To tyle. Nie zrażaj się. Każdy kiedyś musiał zaczynać ;)



Mari
Kmiotek
Posty: 5
Rejestracja: czw 17 maja 2018, 22:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Kroniki Ollnatium (I rozdział)

Postautor: Mari » czw 17 maja 2018, 23:20

Masz dość spore problemy z interpunkcją :x
Toyer pisze:Sen [przecinek] który mu się przyśnił [przecinek] był bardzo realistyczny [...]
Tak jakby patrzył na wszystko z boku, nie mogąc ingerować [przecinek] w to co się wydarzy. To nie był pierwszy sen tego typu. Uważał jednak, że sny są wytworem wyobraźni, nie wiedząc, że posiada dar jasnowidzenia oraz zaglądania w przeszłość. Wstał, rozprostował się [przecinek] potężnie ziewając i wyszedł na zewnątrz, myśląc o tym, co mu się przyśniło oraz o swoich przybranych "rodzicach" [zły cudzysłów, angielski], którzy byli uczestnikami jego sennego wydarzenia. Budynek mieścił się na leśnej polanie, w ogromnym dzikim lesie.[/akapit]


Dużo tego "być" i dużo powtórzeń snu, co Ci zaznaczyłam :) i myślę, że za szybko zdradzasz jego moc. Po drugie: warto byłoby opisać jego sen zamiast tak ogólnie i zdawkowo o nim pisać, mógłbyś również nieco bardziej opisać budynek. Wszystko tutaj trochę skacze: tu jest sen, tu rodzice, a zaraz budynek. Sztywno to się czyta, mało płynnie.

Toyer pisze:Mieszkańcy wioski polegali na własnych skrytkach, jednak nie byli w[spacja]stanie dorównać mocy tego [zbędny zaimek, wiemy jakiego:)] artefaktu pod względem bezpieczeństwa swoich skarbów.
to zdanie bardzo źle brzmi, traci gdzieś sens, może: Mieszkańcy wioski polegali na własnych skrytkach, ale nawet najbardziej zmyślne nie dostarczały takiego bezpieczeństwa jak magiczny artefakt.
Toyer pisze:Wszystko co starali się ukryć [przecinek] lądowało w magicznym worku dwóch goblinów. [...] I tak o to zamieszkali we dwójkę [może razem?] z dala od rodzinnej wioski.[/akapit]


Toyer pisze: Jak zwykle mieli przy sobie swój [też w sumie zbędny zaimek]magiczny worek, który jeden [uciekło z] nich nosił na szyi, drugi zaś miał identyczny mieszek wypełniony kamieniami. Często wymieniali się tymi woreczkami, aby nikt nie wiedział, który z braci ma [miał = utrzymuj czas] ten o magicznej mocy [przecinek] a który tylko atrapę.


Toyer pisze:Na niebie zaczęły się zbierać czarne chmury zwiastujące załamanie pogody, wiatr lekko zaczął wzbierać na sile. Ruszyli na[razem]przód do wnętrza groty [...] było słychać chrapanie. Niejeden goblin pewnie by zawrócił, czując strach przed tymi odgłosami, rasa nie należała do najodważniejszych, a dźwięki były z tych bardziej przerażających. Jednak chęć zdobywania skarbów była silniejsza niż strach.



Toyer pisze:Nasłuchując uważniej [przecinek] Jaspper odpowiedział:

Toyer pisze: Skipper drapiąc się po swojej malutkiej brodzie [przecinek] odrzekł:


Toyer pisze:Obaj bracia zamyślili się, powoli kojarząc fakty.[/akapit]
skoro bracia to wiadomo, że obaj :)

Dalej dość mocno mieszać czas - zdecyduj się na jeden w tekście.

Toyer pisze: Dwa gobliny w końcu dotarły do źródła hałasu.
zbędna jest liczba, wiemy :)


Tu zapomniałes o myślnikach:
Toyer pisze: — Patrz to olbrzym. — Spokojnie stwierdził jeden z goblinów, pokazując go palcem.
— Tak olbrzym. — z małej litery bez kropki: Potwierdził drugi z wyraźną nutą rozczarowania.


Powinno być:

— Patrz to olbrzym — stwierdził spokojnie jeden z goblinów, pokazując go palcem.
— Tak olbrzym — potwierdził drugi z wyraźną nutą rozczarowania.

Dalej też masz z tym problem, więc proszę kieruj się powyższym przykładem :) I polecam przeczytać: http://www.ekorekta24.pl/interpunkcja-w ... c-dialogi/

Toyer pisze:
Obaj nabrali powietrza do płuc i je wypuścili [przecinek] głośno wzdychając.


Toyer pisze: Jaspper jeszcze przez chwile patrzył na śpiącego giganta, teraz można było zobaczyć jego twarz, a odgłos chrapania nasilił się. To nie był dorosły przedstawiciel tego gatunku, ale dla goblinów, które były ponad połowę mniejsze od przeciętnego człowieka, jego rozmiar był znaczny. Bracia wspólnie opuścili grotę, na zewnątrz było burzowo


Toyer pisze: Zauważyli, że coś nie wielkiego z duża prędkością spada ze szczytu zbocza
niewielkiego

Toyer pisze: Goblin błyskawicznie ściągnął woreczek z szyi po czym, przy pomocy
z pomocą

Ogólnie zgadzam się z Galzagiem - zbyt prosto, ale to nic, każde zdanie można rozbudować, a sceny poprawić :)



Awatar użytkownika
Kruger
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Kroniki Ollnatium (I rozdział)

Postautor: Kruger » pt 18 maja 2018, 13:17

Jest taki cykl powieści o goblinach, seria Goblin, autor Jim C. Hines, czytałem jedną, całkiem zabawna.

Niedostatki stylu Galzag i Mari wytknęli, więc już do tego wracał nie będę, skupię się na fabule.
Mankamenty widzę tu dwa. Przy czym pamiętam, że to pierwszy rozdział a nie zamknięta całość.
Primo, szybko się rzuca w oczy, potem się o tym zapomina, chyba, ze się zaczyna od początku. Masz błędnie przeprowadzoną zmianę punktu narracyjnego. W pierwszym akapicie narrator towarzyszy (bo o nim opowiada) Albie. Drugi akapit, jako wprowadzenie do historii i wytłumaczenie sytuacji spokojnie pasuje do pierwszego. Ale od trzeciego zaczyna się inna historia, narrator towarzyszy braciom a o Albie nie ma mowy. Drugi akapit pasuje również dobrze do trzeciego i reszty.
I to jest błąd. Trzeba konkretu, jeśli Alba jest bohaterem tego rozdziału i wprowadzasz go na początku, niech w jakiś sposób gra dalej. Jeśli nie jest, a takie mam wrażenie, to jest w tym rozdziale zbędny, wprowadzić go można później.
Widzę jeszcze jedno wyjaśnienie. W pierwszym akapicie jest mowa o śnie w których są ci bracia. Potem akapit o braciach i trzecie - zaczyna opowiadać jakąś ich dawną historię. A może on miał opowiadać ten sen, który również mógł być ta historią, czyli mógł być prawdziwy? Jeśli tak, to zabrakło tego w tekście.
Nawiasem mówiąc:
Toyer pisze:Source of the post że posiada dar (...) zaglądania w przeszłość.

Niektórzy, pewnie mniej obeznani, nazywają to po prostu... pamięcią :)

Drugi mankament - to prawdziwy brak jakiegokolwiek szaleństwa w fabule. JA WIEM, że to początek, ale taki słaby?
W skrócie - bracia gobliny kradną co popadnie. W nadziei na skarb smoka wleźli do jaskini ale był tam tylko mały olbrzym więc wyszli. Na zewnątrz coś spadało ze zbocza więc to złapali i poszli do domu. Koniec.
Co tu się ciekawego dzieje? Nic. Historyjka o niczym. Ani trudów nie pokonali, ale niebezpiecznych przygód nie mieli, nie zdobyli nagroda (mięsko samo przyszło), nawet dowcipu nijakiego tu nie ma.

Tak mi się jeszcze rzuciło...
Toyer pisze:Source of the post Jak zwykle mieli przy sobie swój magiczny worek, który jeden nich nosił na szyi, drugi zaś miał identyczny mieszek wypełniony kamieniami. Często wymieniali się tymi woreczkami, aby nikt nie wiedział, który z braci ma ten o magicznej mocy a który tylko atrapę. Miało to za zadania zmniejszyć ryzyko kradzieży tego prawdziwego.

Zabezpieczone jak fort knox. Naprawdę nikt by nie pomyślał, by spuścić łomot obu naraz i zabrać worki?



Awatar użytkownika
BollyBoss
Pisarz domowy
Posty: 91
Rejestracja: pn 10 lip 2017, 14:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W]Kroniki Ollnatium (I rozdział)

Postautor: BollyBoss » pn 21 maja 2018, 17:59

Słabo, słabiutko.

Już pierwszy akapit jest strasznie chaotyczny i masa rzeczy w nim zgrzyta. Rozłóżmy go może na czynniki pierwsze:

Toyer pisze:Source of the post Alba obudził się w małej lepiance, którą zamieszkiwał z dwoma goblinami Skipperem i Jaspperem.

Przed imionami goblinów dałbym myślnik.

Toyer pisze:Source of the post Sen który mu się przyśnił był bardzo realistyczny, chociaż sam nie brał w nim udziału.

Co ma jedno do drugiego? Nie słyszałem, żeby to, czy sami jesteśmy bohaterami własnego snu, czy nie, mówiło cokolwiek o jego realizmie.

Toyer pisze:Source of the post Uważał jednak, że sny są wytworem wyobraźni, nie wiedząc, że posiada dar jasnowidzenia oraz zaglądania w przeszłość.

Jak to już ktoś zauważył przede mną - zaglądanie w przeszłość nie jest niczym niezwykłym, bo tak właśnie działa pamięć. Chyba, że mówimy tu o przeszłości bardzo odległej, której bohater teoretycznie pamiętać nie powinien. Swoją drogą, rozbawiło mnie to wtrącenie niejako "przy okazji", że bohater ma dar jasnowidzenia. Wypadałoby jakoś pociągnąć ten temat, a nie zostawiać czytelnika z niedosytem.

Toyer pisze:Source of the post Wstał, rozprostował się potężnie ziewając i wyszedł na zewnątrz, myśląc o tym, co mu się przyśniło oraz o swoich przybranych "rodzicach", którzy byli uczestnikami jego sennego wydarzenia.

Po "rozprostował się" przecinek. Gdybym nie wiedział, że gobliny są braćmi, pomyślałbym, że to taka "nowoczesna i postępowa" rodzina. :lol:

Dalej wcale nie jest lepiej. Wydaje się, że nigdy nie słyszałeś o Prawie Zachowania Detali. Pojawia się jakiś olbrzym, który, jak się okazuje, jednak nie powinien nas interesować, następuje - nieoryginalny, wyraźnie inspirowany "Hobbitem" - opis smoka, którego jednak tam nie ma, jakieś niewiadomoco spada z góry i wpada do worka. Żadnego wyraźnie zarysowanego ciągu przyczynowo-skutkowego.

Nie porwało. Szkoda.


Chętnie pomogę przy researchu z dziedziny psychologii.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość