Arabeski ponad hebanowymi schodami

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 368
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: maciekzolnowski » śr 09 maja 2018, 10:01

W sieni oraz na stromych, krętych schodach, prowadzących na strych, zawsze panowała u wujostwa czarna noc. Czarna noc, która nigdy nie chciała się skończyć, nadawała temu miejscu tajemniczej jakiejś, solennej aury, a to, co znajdowało się na pierwszym piętrze i należało do wujka-pszczelarza było w ogóle poza moim i czyimkolwiek zasięgiem i, rzec by można, wymykało się zdroworozsądkowemu oglądowi rzeczy, niczym niezgłębione tajniki starożytnej alchemii.
Nie wiem, nie pamiętam, skąd brało się na tych schodach jakiekolwiek, najwątlejsze nawet światło (o ile w ogóle takowe istniało), gdyż wszystko tutaj spowijał niewyraźny cień, łączący się w uścisku wiecznym z mrokami wiejskich szarówek oraz nocy, w które to mroki cień ów następnie łagodnie i niezauważenie przechodził. Zresztą za oknem niepodzielnie panowała pora niezdefiniowana, nieokreślona i nijaka, nie będąca ani jesienią, ani zimą, lecz czymś pomiędzy nimi, i przyozdabiała świat chroniczną pleśnią szaroburego zmierzchu, opryszczką wszystkich możliwych odcieni brzydoty, kutnerem nieprzejrzystości tak dalece zamglonego pejzażu, zmarszczkami zadumanego i zasmuconego czymś nieba.
Te ściany na klatce schodowej z hebanu obrastały gęstwiną wprost niezliczonych arabesek – wzorków na kiczowato wyglądającej, a na dodatek gdzieniegdzie postrzępionej i poodklejanej tapecie. Pulsujące utajonym życiem kwiatuszki coraz to głębiej zapuszczały swe sztuczne korzonki... niczym rdza w niewyczerpanych pokładach szmelcu. Zwielokrotniały się harcujące bez umiaru pnącza, liche, tandetne, badziewnie wykonane. Kwiatkom wyrastały nienaturalnie długaśne łodyżki, niczym wężowatym wijom zmutowane szyjki, a następnie splatały się w kłębiącą się dokoła kędzierzawość. Soczyste i żylaste swe muskuły prężyło ziele, pędzone przez dnie całe po marchewkowo-sterydowych poletkach. A wszystko wkoło gęstniało, gęstniało, po trzykroć gęstniało. I tak... tajemna siła sprawcza oraz materia – nawet ta szara, nieistotna i nieładna – bez ustanku tę zieleń z siebie wyrajała, a wytapetowana rzeczywistość rosła i się zwielokrotniała. I odnosiło się generalne wrażenie, że coś pod tą okładziną, a nawet w niej samej, uparcie buzuje, że coś się w tych trzewiach poniemieckich mości, że starodawny, ceglany budynek oddycha i żyje.
A był tutaj gzyms wyniosły, który znajdował się przy samym suficie. I gdy się wędrowało z góry na dół, jego wysokość względem klatki rosła wraz z każdym krokiem i każdym kolejnym stopniem schodów – tak, by ostatecznie osiągnąć swój maksymalny pułap na... a raczej nad parterem. Jego szerokość była stosunkowo niewielka – nazbyt wąska dla stóp człowieka albo człowieczka. Na dodatek sam kształt gzymsu mógł stanowić niejaką przeszkodę – był to kształt pochyły, wręcz spadzisty. Nie wyobrażam sobie więc, ażeby ktokolwiek chciał czy był w stanie się po nim przesmyknąć, niczym akrobata stąpający po linie wiszącej w cyrku. To prawda, że w zakamarkach tego starego domu wujków kryły się ciemne, małe ludy, coś jakby skrzaty. I to prawda, że żyjątka te mogły być pomocne w przesmyknięciu się na najwyższy punkt gzymsu. Wreszcie to prawda, że ich istnienie związane było w jakiś niesamowity sposób z wytapetowanymi tu, ornamentalnymi światami. Ale prawdą jest również to, że moja matka i inne osoby, które wierzyły w ich istnienie odczuwały potworną trwogę już na samą myśl o lilipuciej familii tego domu.
Ja się tym w każdym razie nie przejmowałem – nie jako dzieciak. A raz nawet miałem okazję tutaj pobrykać. Podobno nie byłem pierwszym, który zjeżdżał tyłkiem po śliskich i nagich belach hebanowych schodów, wykrzykując radosne: „ała, ała, ała”. Ciocia twierdziła, że już wcześniej po tych zimnych poręczach zsuwały się moje kuzyneczki – Magda z Izą, że latały po wszystkich wystających ze ściany pułkach, boniach oraz pasach. I wskazując palcem na niedostępny, wyniosły gzyms, przemawiała w tak okrutny sposób do mej ówczesnej i obecnej wyobraźni. Do dziś dnia widzę oczyma tejże chorej wyobraźni Magdę z Izą, jak stąpają sobie pewnym krokiem niewieścim po gzymsie i suficie (wbrew powszechnemu prawu ciążenia), a wszędzie tam, gdzie ja stąpać nigdy nie mogłem i nigdy już móc nie będę. O, mój Boże! Tak bardzo zazdrościłem dziewczynkom ich paranormalnych zdolności.
I gdy teraz się nad tym zastanawiam, od razu przychodzą mi na myśl chaotycznie wybujałe, nieznośnie nadpobudliwe, żywotne i drapieżne arabeski, których nocne wyrojenia tworzyły swoisty parasol, chroniący w razie nieszczęśliwego upadku z zabójczo stromych i niebezpiecznych schodów, gzymsów, ścian i sufitów; te arabeski, pełne dużych, małych i całkiem już skarłowaciałych sekretów, które chronić miały w razie pechowego wyślizgnięcia się z objęć delikatnie zakręconej poręczy lub łukowatego obramowania schodów; te same, co uratować mogły czyjeś życie w przypadku niefortunnego spłynięcia tego kogoś w dół, wzdłuż namalowanej... albo raczej wydrukowanej łodyżki perskiego kwiatu.
Ale Magda z Izą były ponad to wszystko i nic, absolutnie nic stać im się nie mogło, gdyż bezgranicznie zaufały potędze tego, jakże dziwnego miejsca. Uwierzyły, niczym naiwne wróżki młodociane, w istnienie zaczarowanej Nibylandii. Uznały za właściwe poddania się arabeskowej opatrzności – pękowi oczu wszechwidzących i uszu słyszących wszystko.
Ja nie odnalazłem w sobie podobnej wiary w rzekomo opiekuńcze siły niby-nocy, pełnych zwodniczych arabesek, skomplikowanych, mrocznych labiryntów, ziejących arktycznym tchnieniem zaułków, wymajaczonych z sennego koszmaru zakamarków. I na wszelki wypadek nigdy już nie ośmieliłem się bawić u wujów (na schodach ani nawet w sieni w cieniu umbry).



Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: Galzag » czw 10 maja 2018, 12:16

Z jednej strony widać wyraźnie, jak fajne rzeczy potrafisz zrobić z j. polskim, ale z drugiej mamy ogromny przerost formy nad treścią. Bardzo barwne opisy, jednak na tyle rozbudowane, że kiedy kończy się czytać dane zdanie, to trudno sobie przypomnieć, co właściwie jest przedmiotem opisu (przynajmniej czasami). Pochwalić Cię zdecydowanie mogę za to, że sama w tych zdaniach się nie pogubiłaś, ale dla mnie - jako czytelnika - było to zdecydowanie trudniejsze.

A jeśli chodzi o treści, to przez pierwsze akapity wiemy tylko, że opisywany jest dom, na dworze jest jakaś nieokreślona pora roku, a we wspomnianym domu mieszkają skrzaty. Potem dochodzi zdecydowanie więcej konkretnych rzeczy, kiedy bohater zaczyna opowiadać historię wspomnianego miejsca. Dochodzi kwestia paranormalnych zdolności jego kuzynek.

Podsumuję to tak: fajne jako próbka literacka, bo ukazuje pewne zdolności operowania słowem, aczkolwiek gdybym miał przeczytać cały tekst pisany w ten sposób, to zapewne nie dałbym rady. Nad każdym zdaniem trzeba by się pewnie zatrzymywać, żeby zrozumieć, co właściwie wyraża. Opis, moim skromnym zdaniem, powinien ułatwiać czytelnikowi wyobrażanie sobie prezentowanej przez autora rzeczywistości, a w Twoim wykonaniu zupełnie tak nie działa.

Także wiele zależy od intencji. Jeśli chodziło o pokazanie kunsztu, to wyszło całkiem fajnie. Ale ten mocno poetycki styl nie za bardzo nadaje się do tworzenia - jakby to ująć - ,,standardowej" prozy.

Pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 368
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: maciekzolnowski » czw 10 maja 2018, 17:05

Dzięki, Galzag!


"Pochwalić Cię zdecydowanie mogę za to, że sama w tych zdaniach się nie pogubiłaś, ale dla mnie - jako czytelnika - było to zdecydowanie trudniejsze". Jestem facetem, ale to drobiazg.

"Ale ten mocno poetycki styl nie za bardzo nadaje się do tworzenia - jakby to ująć - standardowej prozy". Zgadzam się z Tobą w stu procentach. I dlatego właśnie powstał li tylko i wyłącznie króciak. Ale z drugiej strony, cóż, gdybym miał opisać dzieciństwo i złożyć hołd swoim dziadkom oraz wujom, to nie potrafiłbym i bym nie chciał uczynić tego w sposób inny, mniej poetycki. O magii należy mówić w języku magii i nie inaczej. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz.


Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję,
Maciek



Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: Galzag » czw 10 maja 2018, 19:03

A niech to! Wybacz pomyłkę, co do płci. Nie wiem, skąd mi się ona wzięła... aha! Masz zaznaczone przy profilu ,,kobieta" ;)



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 368
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: maciekzolnowski » pt 11 maja 2018, 09:58

Dzięki, już poprawiłem, jakoś mi to wcześniej umknęło. A więc witam ponownie, tym razem jako facet. ;)) Pozdrawiam, Maciek



Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 995
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: gebilis » sob 12 maja 2018, 09:54

Już tytuł zniechęca do czytania, standartowo ... a mogło być tak pięknie.
Przeczytałam bo zwróciłam uwagę na nazwę autora.
I tak jak to ja, kilka malutkich uwag:
jest o niebo lepiej niż w poprzednich tekstach, ale...
maciekzolnowski pisze:Source of the post W sieni oraz na stromych, krętych schodach, prowadzących na strych, zawsze panowała u wujostwa czarna noc.

Pamiętam te zamknięte w półmroku sienie w których ledwie rysują się zaciemnione schody - ale noc? Zepsułeś cały efekt tajemniczości i poezji
jaki miały te pomieszczenia...
niewyraźny cień = czarna noc, nie sądzisz że takie zestawienie kłóci się samo ze sobą? A jeżeli jest zakłócenie to znika poezja.
maciekzolnowski pisze:Source of the post Te ściany na klatce schodowej z hebanu obrastały gęstwiną wprost niezliczonych arabesek – wzorków na kiczowato wyglądającej, a na dodatek gdzieniegdzie postrzępionej i poodklejanej tapecie.

Masz dziwny zwyczaj zabijania atmosfery mnogiem słów. Szkoda...
Ogólnie - jest lepiej bo porównania nie są tak drastyczne zestawione, że zęby bolą; ale... nadal szastasz słowem i nie systematyzujesz go, nie panujesz nad tłem, lawina słów przy brakach testowych.
Mam takie wrażenie, że prowodyrem w takim zagęszczeniu szczegółu jest King Stephen, ale on to robi z żelazną konsekwencją = u ciebie logiki brak.
Twoje teksty są owiane poezją, ale tak ją kamuflujesz w natłoku niepotrzebnych, albo przypadkowych słów że całkowicie ją z tekstu eliminujesz, że trzeba ją ze świecą szukać.
I po tej fali krytyki (chyba się nie obrazisz? :roll: ), to , dlaczego czytam twoje teksty: mają atmosferę, mają ciekawe ujęcie, mają to coś. Jednak to coś trzeba wydobyć z gęstwiny plątaniny słów,,, i na to cały czas czekam :D


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: Figiel » sob 12 maja 2018, 19:23

Jest w tych Twoich tekstach mnóstwo nostalgii, która tworzy pewien klimat. I to mi się bezsprzecznie podoba, ale również zgadzam się z opinią innych użytkowników, że sploty słów czasem są nazbyt barokowe, co z kolei zamiast klimat podkreślać, dość skutecznie go zabija.
Mówię tu o zdaniach takich, jak to:
maciekzolnowski pisze:Source of the post nie pamiętam, skąd brało się na tych schodach jakiekolwiek, najwątlejsze nawet światło (o ile w ogóle takowe istniało), gdyż wszystko tutaj spowijał niewyraźny cień, łączący się w uścisku wiecznym z mrokami wiejskich szarówek oraz nocy, w które to mroki cień ów następnie łagodnie i niezauważenie przechodził.

Jak już widzę pomieszczenie pogrążone w półmroku, a myśl o wiejskiej szarówce pięknie mi się z nim komponuje, to chętnie bym chwilkę napawała się urokliwym widokiem, ale Autor, zamiast pozwolić mi do woli odczuwać to, co właśnie mi przed oczyma namalował, każe zmagać się z rozgryzaniem dalszej części zdania.
Co by jednak nie mówić, widać dbałość z jaką podchodzisz do tematu ( nie tylko w tym tekście) i jako czytelnik mam mnóstwo radości z obcowania z drobinami wspomnień opisujących tamtą - jakże daleką od dzisiejszej - rzeczywistość. Na plus również balans między tym, co rzeczywiste a baśniowym światem wyobraźni.
Ogólnie: ciepło i wyraziście, ale przydałoby się trochę kokardek tej afektowanej elegancji oderwać. Z zyskiem dla klasy.



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 368
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: maciekzolnowski » ndz 13 maja 2018, 22:03

Dzięki za Wasze komentarze! Odpowiem chętnie i szybko - najszybciej, jak potrafię. Ale już nie dzisiaj. Były jakieś, zdaje się, problemy techniczne z naszym forum. :(



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 368
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Arabeski ponad hebanowymi schodami

Postautor: maciekzolnowski » wt 20 lis 2018, 20:10

Drogie Panie, Gabili, Figiel. Jeszcze raz Wam dziękuję! Biorę sobie do serca powyższe uwagi.

"Masz dziwny zwyczaj zabijania atmosfery mnogiem słów". - Prawda!
"Jak już widzę pomieszczenie pogrążone w półmroku, a myśl o wiejskiej szarówce pięknie mi się z nim komponuje, to chętnie bym chwilkę napawała się urokliwym widokiem, ale Autor, zamiast pozwolić mi do woli odczuwać to, co właśnie mi przed oczyma namalował, każe zmagać się z rozgryzaniem dalszej części zdania". - Dobrze powiedziane!

Pozdrawiam bardzo serdecznie,
Maciek :)




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości