Turniej o Puchar Administratora 2018: Wyłońmy Półfinalistów!
Czas głosowania minie :) śr 18 lip 2018, 14:43!

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4 [P]

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Hardy
Pisarz osiedlowy
Posty: 274
Rejestracja: śr 01 lut 2017, 13:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4 [P]

Postautor: Hardy » wt 17 kwie 2018, 20:44

Czas szybko mijał, w warsztacie elektrycznym byłem dalej najmłodszym stażem pracownikiem, ale już nie całkowitym nowicjuszem. Powoli przestano mnie zauważać jako nieopierzonego wyrostka, stawałem się „jednym z nas”. Jednak, żeby nim się w pełni stać, brakowało jednego, nieodzownego elementu, bez którego w małych grupach pracowniczych nie ma się szansy zostać w pełni zaakceptowanym członkiem tej społeczności. Elektrycy z warsztatu nie stanowią wielkiej liczbowo grupy pracowników dużego wydziału. Było nas ledwie dziesięciu, i to pracujących na trzech zmianach, nigdy jednocześnie.

Tym elementem, który, jak klamra, na trwałe włączał „nowego” w małą społeczność warsztatu, była pierwsza jego miesięczna pensja. Dokładniej, nie tyle ona jako taka, ile zaproszenie po wypłacie wszystkich kolegów na towarzyskie, bliższe poznanie w męskim gronie. Ponieważ często zaznajamiano się bardzo dokładnie, a na to potrzeba czasu, spotkanie było wyznaczane w sobotnie popołudnie. Marzenie o wolnych sobotach dopiero się rozpoczynało; Gierek, w ramach dobroci dla ludzi pracy, właśnie pozwolił na dwie pierwsze, wolne, ale i tak do odpracowania. Dwie soboty na cały rok… termin mojej pierwszej wypłaty jako elektryka za nic nie zazębiał się z nimi. Ogłoszono urzędowo, że w następnym będzie tych sobót już sześć, a w kolejnym roku aż dwanaście. To była jednak pieśń przyszłości; pierwsza wypłata wypada w konkretnym tygodniu i nie ma mowy o przeniesieniu jej na późniejszy termin, o ile chce się być pełnoprawnym członkiem kolektywu pracowniczego.

Postawienie kolegom kolejki w knajpie z pierwszej wypłaty to obowiązek wynikający z kultury czy niezbyt przyjemny mus? Nieważne, wkupne musi być. „Nadejszła ta wiekopomna sobota”. Już w piątek uprzedziłem domowników. Wystarczyło powiedzieć rodzicielce; matki zawsze pozostają matkami, niezależnie ile człek już lat dźwiga na grzbiecie i co porabia.

– Mamo, jutro wrócę chyba późno. Wiesz, pierwsza wypłata u elektryków… muszę chłopakom postawić.

– A wrócisz na własnych nogach? Czy mam tatę po ciebie wysłać? – Rodzicielka uśmiechnęła się lekko i westchnęła. – Nie macie w sobotę meczu?

– Nie. Dopiero za tydzień. Tatę?! Mamo, czy kiedyś…

– Wiem, wiem. Tylko klucze weź, nie budź wszystkich, jak wrócisz. Czy mam czekać?

– Mamoo… – Teraz ja się lekko uśmiechnąłem. – Naprawdę nie jestem już dzieckiem. Nie zgubię się i nie czekaj. Trafię.

Knajpa znajdowała się na rogu ulic Kwiatowej i 15 Grudnia, nazywała się „Mir”. Nie była zbyt daleko od domu, ledwie dwa kilometry z okładem. Nie wiem, czy nazwa pochodziła od miru, znaczy renomy, jakim się cieszyła w lekko szemranej okolicy, czy też od rosyjskiego słowa „pokój”. Kwiatów na ulicy Kwiatowej nie było od powojnia, pokojową okolicą też trudno było ją nazwać. Nie było to jednak ważne. Wola szefa jest święta, a majster Czajkowski osobiście mi zasugerował, który lokal jest właściwy na pierwszy poczęstunek. Całkowicie zdałem się na jego doświadczenie w wyborze miejsca, w którym miałem przetracić część wypłaty. Właściwie nie miała to być strata, tylko ofiara jak najbardziej wskazana – integracja z grupą. To jest zbożny cel!

W sobotnie popołudnie wszedłem w gościnne progi lokalu. W drzwiach na chwilę zatrzymałem się i odwróciłem. Przypomniałem sobie nie tak dawne zdarzenie ze szkoły średniej – przecież prawie w tym samym miejscu profesor Dzik podejrzewał mnie o nienoszenie tarczy szkolnej. Uśmiechnąłem się; ech, dobre to były czasy. Teraz już byłem dorosły i nie tylko nie musiałem się martwić, jak ukryć tarczę i jednocześnie mieć ją na podorędziu „w razie nagłej potrzeby”, jaką było chociażby pojawienie się na ulicy profesora Dzika, ale mogłem jawnie wejść do baru z wyszynkiem. Dobra, koniec rozpamiętywania minionych czasów, teraz czekała mnie nowa próba dozwolona tylko dla ludzi pracy.

„Warsztat” zaraz obstawił wysoki stolik, bez krzeseł, dla klientów stojących. Podszedłem do lady barowej.

– Dzień dobry. Po setce dla każdego – zadysponowałem dziarsko u barmanki. Starałem się nadać brzmieniu mego głosu intonację stałego bywalca podobnych lokali.

– A do tego? – Barmanka przestała wycierać szklankę i odstawiła ją na blat.

– Co, do tego? – Zdezorientowany, machinalnie zapytałem.

– Zakąska musi być. – Wzruszyła ramionami, zniecierpliwiona głupim pytaniem. – To, co normalnie?

– Aa… tak, to co normalnie.

– Już podaję.

Barmanka znała swój fach. Nie minęła minuta, a na naszym stoliku wylądowała taca z dwudziestoma kieliszkami „pięćdziesiątek”. Za chwilę doniosła na talerzyku „to, co normalnie” – widelczyk i dziesięć małych kawałków śledzika z cebulką. Po jednym na każdego z nas. Spojrzałem na tę furę jedzenia, przełknąłem ślinę i zadysponowałem ponownie:

– Niech pani jeszcze przyniesie tego śledzia, tyle samo. Aha, i chleba.

– Młody, coś ty taki rozrzutny? – wtrącił się majster. Podniósł rękę i poprawił: – Wystarczy chleb. No to, młody, oby tobie i nam się…

Wzniósł do góry kieliszek. „Oby!” odpowiedzieliśmy dziewięciogłosem. Szef stuknął swoim kieliszkiem w mój, a następnie po kolei wszyscy z kolegów. Przełknąłem bezbarwny płyn, zapiekło. Wziąłem widelczyk i dziabnąłem nim w śledzika. Majster momentalnie położył rękę na mojej dłoni:

– Zdzisiek, masz za dużo forsy? Śledzik musi być, jakby kontrol wpadła. Będziesz nową zakąskę zamawiał?

– Aa… ale chciałbym przegryźć. Chleba mogę?

– Chleba możesz. – Uśmiechnął się, łaskawie pozwalając na taką, niezbyt wielką rozrzutność. – Szefowo! – krzyknął do barmanki. – Dzbanek z mineralną!

– Już się robi, panie Czajkowski! – odkrzyknęła. Ho, ho, majstra tu dobrze znają?

Tęsknie spojrzałem na talerzyk. Śledzik kusił, zachęcał do skubnięcia… ale szef to szef! Dba o nowych, aby zbyt dużo nie wydali na wkupne. Dobrze trafiłem!

– No to, na drugą nóżkę, aby się nie kolebać. – Ponownie zainicjował, wznosząc drugą pięćdziesiątkę do góry. Widać nie pierwszy raz pełnił honory „wprowadzającego do zgranego zespołu elektryków”.

Wypiłem. Odchrząknąłem, próbując opanować palenie w gardle. Że też nie zjadłem obiadu; naiwnie myślałem, że napełnię żołądek tutaj, nie chciałem go przeciążyć. Ot, brak doświadczenia. A kiedy miałem je zdobyć?! To przecież mój pierwszy raz. Ponownie tego błędu nie popełnię – wcześniej zjem porządnie; o ile jeszcze będę miał okazję na ten drugi raz.

Poczułem na sobie wzrok majstra więcej niż wymowny – tak wyrazisty, że nawet plakat dużymi literami wypisany nie byłby bardziej dosłowny. Uniesione brwi tylko wzmacniały niewypowiedziany przekaz. Jednak szef ma podejście do młodych ludzi, wie, jak im poddać konkretną wskazówkę życiową, ukierunkować sposób dalszego postępowania. Do tego swoim doświadczeniem wspiera ich delikatnie, nie woła wniebogłosy, aby inni usłyszeli…

– Szefowo, jeszcze raz to samo! – Szybko wprowadziłem w czyn niewymowną podpowiedź.

cdn.



Tags:

Awatar użytkownika
Godhand
Junior Admin
Junior Admin
Posty: 2665
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4

Postautor: Godhand » wt 17 kwie 2018, 21:24

Przypominam i dodaję tag.

Regulamin działu Tu Wrzuć do Zweryfikowania pisze:§ 5. Jeśli tekst był już publikowany w Internecie, Autor ma obowiązek oznaczyć go w formie „Tytuł tekstu”+[gatunek]+P. Znacznik literowy P jest wymagany dla wszystkich opublikowanych w sieci tekstów.


G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Hardy
Pisarz osiedlowy
Posty: 274
Rejestracja: śr 01 lut 2017, 13:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4 [P]

Postautor: Hardy » wt 17 kwie 2018, 22:49

Godhand pisze:Source of the post Przypominam i dodaję tag.

Regulamin działu Tu Wrzuć do Zweryfikowania pisze:§ 5. Jeśli tekst był już publikowany w Internecie, Autor ma obowiązek oznaczyć go w formie „Tytuł tekstu”+[gatunek]+P. Znacznik literowy P jest wymagany dla wszystkich opublikowanych w sieci tekstów.


G.

Moje zapomnienie; po dłuższej przerwie wpierw powinienem przypomnieć sobie regulamin. Dzięki za uwagę i uzupełnienie.
PS. Dodaję tag do tytułu (nie mogę tekstu edytować): opowiadanie, fragment, wspomnienie.



Awatar użytkownika
Strzałka
Pisarz domowy
Posty: 56
Rejestracja: śr 04 mar 2015, 01:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4 [P]

Postautor: Strzałka » czw 19 kwie 2018, 14:11

Jestem pierwszym komentującym 8)

Będę się czepiać głównie powtórzeń, które są fajnym narzędziem, o ile się nad nimi panuje. Wyłapałam ich sporo, ale nie będę zamieszczać wszystkich, bo to bez sensu. Najlepiej widać je tu:
Hardy pisze:Czas szybko mijał, w warsztacie elektrycznym byłem dalej najmłodszym stażem pracownikiem, ale już nie całkowitym nowicjuszem. Powoli przestano mnie zauważać jako nieopierzonego wyrostka, stawałem się „jednym z nas”. Jednak, żeby nim się w pełni stać, brakowało jednego, nieodzownego elementu, bez którego w małych grupach pracowniczych nie ma się szansy zostać w pełni zaakceptowanym członkiem tej społeczności. Elektrycy z warsztatu nie stanowią wielkiej liczbowo grupy pracowników dużego wydziału. Było nas ledwie dziesięciu, i to pracujących na trzech zmianach, nigdy jednocześnie.

(Jednak i jednocześnie nie są powtórzeniami, ale psują płynność tekstu na takiej samej zasadzie, jak wewnętrzne rymy. Nie wiem, czy mam rację. Możliwe, że nikt inny nie zwraca na to uwagi :))

I tutaj:
Hardy pisze:Marzenie o wolnych sobotach dopiero się rozpoczynało; Gierek, w ramach dobroci dla ludzi pracy, właśnie pozwolił na dwie pierwsze, wolne, ale i tak do odpracowania. Dwie soboty na cały rok… termin mojej pierwszej wypłaty jako elektryka za nic nie zazębiał się z nimi. Ogłoszono urzędowo, że w następnym będzie tych sobót już sześć, a w kolejnym roku aż dwanaście. To była jednak pieśń przyszłości; pierwsza wypłata wypada w konkretnym tygodniu i nie ma mowy o przeniesieniu jej na późniejszy termin, o ile chce się być pełnoprawnym członkiem kolektywu pracowniczego.

Powtórzenie informacji widać z kolei tu:
Hardy pisze:Dokładniej, nie tyle ona jako taka, ile zaproszenie po wypłacie wszystkich kolegów na towarzyskie, bliższe poznanie w męskim gronie.

Bo skoro zaprosił kolegów, to wiadomo, że nie będzie to żeńskie grono.

Poza powtórzeniami znalazłam tylko jeden poważniejszy zgrzyt:
Hardy pisze:Jednak, żeby nim się w pełni stać, brakowało jednego, nieodzownego elementu, bez którego w małych grupach pracowniczych nie ma się szansy zostać w pełni zaakceptowanym członkiem tej społeczności.

Tej jest tam niepotrzebne. Wiadomo, że chodzi o grupę pracowniczą. Ale nie to mnie boli. Po tym zdaniu masz:
Hardy pisze:Elektrycy z warsztatu nie stanowią wielkiej liczbowo grupy pracowników dużego wydziału. Było nas ledwie dziesięciu, i to pracujących na trzech zmianach, nigdy jednocześnie.

I dopiero potem wyjaśniasz, o jaki nieodzowny element chodzi. To zaburza przepływ informacji. Pierwsze zdanie wzbudza ciekawość, kolejne sprawiają, że zapominamy, co tę ciekawość wzbudziło, a nowy akapit wraca do pytania i wywołuje dezorientację. Przebudowałabym pierwszy akapit tak, żeby zdanie o nieodzownym elemencie go kończyło.

Niby nic wielkiego się nie wydarzyło, ale udało ci się mnie zainteresować :)



Awatar użytkownika
Hardy
Pisarz osiedlowy
Posty: 274
Rejestracja: śr 01 lut 2017, 13:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4 [P]

Postautor: Hardy » czw 19 kwie 2018, 15:03

Strzałka, dzięki za komentarz :) Z częścią uwag się zgadzam (o powtórzeniach zbyt blisko siebie; powinny być rozdzielone przynajmniej dwoma-trzema zdaniami)), tekst w niektórych miejscach do poprawy.



Awatar użytkownika
Kruger
Dusza pisarza
Posty: 642
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4 [P]

Postautor: Kruger » czw 19 kwie 2018, 15:13

Strzałka pisze:Source of the post (Jednak i jednocześnie nie są powtórzeniami, ale psują płynność tekstu na takiej samej zasadzie, jak wewnętrzne rymy. Nie wiem, czy mam rację. Możliwe, że nikt inny nie zwraca na to uwagi )

Niezamierzona aliteracja.



Awatar użytkownika
Hardy
Pisarz osiedlowy
Posty: 274
Rejestracja: śr 01 lut 2017, 13:52
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Śledzik musi być, cz.1 i 2/4 [P]

Postautor: Hardy » czw 19 kwie 2018, 16:32

Kruger pisze:Source of the post
Strzałka pisze:Source of the post (Jednak i jednocześnie nie są powtórzeniami, ale psują płynność tekstu na takiej samej zasadzie, jak wewnętrzne rymy. Nie wiem, czy mam rację. Możliwe, że nikt inny nie zwraca na to uwagi )

Niezamierzona aliteracja.

Tak, to też do poprawy w tekście.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: uniwers i 2 gości