Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Matt
Debiutant
Debiutant
Posty: 24
Rejestracja: pt 16 mar 2018, 11:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Postautor: Matt » sob 17 mar 2018, 12:04

[Po stronie tytułowej - nie wiem jak się takie coś fachowo nazywa]
Ta książka była pisana z zastosowaniem metodologii Agile. Dzięki temu podejściu napisanie jej zajęło nam dwa razy więcej czasu, niż planowaliśmy.

[Na kolejnej stronie]
Sprint – w metodologii tworzenia oprogramowania podstawowa jednostka planowania pracy zespołu programistów. Zazwyczaj trwa dwa tygodnie. W tym czasie musi zdarzyć się wszystko: od zaplanowania pracy do prezentacji finałowego rozwiązania.

Rozdział 1
Dzień sprintu 1/10. Poniedziałek
1.
8:00, Laboratoria firmy RCUS

„Szlag… co za ziąb” – zaklął w myślach Skalski, przemierzając halę laboratorium w ślad za niskim osobnikiem, który prowadził małą grupę dochodzeniową na miejsce zdarzenia.


Po tygodniach wypełnionych rutyną spraw drobnych i błahych nadeszło zgłoszenie, które ożywiło cały zespół. A zwłaszcza jego, podinspektora Piotra Skalskiego, który nigdy o czymś takim nie czytał, nie słyszał, ani nawet nie pomyślał. Nie chodziło o miejsce, czy samo zdarzenie. Raczej o kombinację obu tych rzeczy.


Wciąż trudno mu było uwierzyć, że wezwanie przyszło z tej właśnie korporacji. Firma RCUS była międzynarodowym potentatem na rynku zaawansowanych systemów komputerowych, wyławiała z rynku najlepsze analityczne umysły, oferowała doskonałe warunki zatrudnienia i, jak wieść niosła, niezwykle dbała o bezpieczeństwo pracy i zadowolenie swoich pracowników.


Teraz szli energicznie przez monstrualnie wielkie pomieszczenie huczące wszędobylskim nawiewem klimatyzacji. Laboratorium było wysokie na jakieś trzy metry, całkowicie pozbawione okien i wydawało się ciągnąć po horyzont. Nie mieli szans ogarnąć wzrokiem całości hali, tak jak człowiek w środku lasu nie jest w stanie dostrzec jego skraju.


Prowadzący ich pracownik firmy szedł żwawo i milczał przez całą drogę.


– Jak tu piździ – zaklął idący za nim komisarz Walczak, stary przyjaciel Skalskiego. Był zupełnie łysy i niemal dekadę od niego starszy. Zmagając się z niespodziewanymi podmuchami, próbował pozapinać wszystkie guziki swojego szarego płaszcza, lecz w okolicach brzucha miał z tym pewien problem. Odezwał się głośniej do prowadzącego ich przedstawiciela firmy: – Macie tutaj kiedyś lato?


– To klimatyzatory – wyjaśnił ten, przekrzykując dochodzący zewsząd szum. – Komputery i cały ten sprzęt bardzo się grzeje, a kiedy się przegrzewa, ulega awariom. Gdyby wyłączyć klimatyzację, za piętnaście minut mielibyśmy tutaj sześćdziesiąt stopni.


– A tak macie jakieś minus sześćdziesiąt – mruknął Walczak w odpowiedzi i sunął dalej za Skalskim, który będąc o głowę wyższym, zasłaniał skutecznie rozmówcę.


W pomieszczeniu panował półmrok, światło pochodziło od wysoko podwieszonych lamp ledowych, gdzieniegdzie zimny blask emitowały monitory komputerowe. Do wysokości dwóch metrów praktycznie cała przestrzeń była wypełniona metalowymi szafami, z których każda zawierała dziesiątki urządzeń elektronicznych. Migotające w nich światła diod sygnalizowały coś, czego znaczenie rozumiało zapewne nieliczne grono śmiertelników. Pod sufitem, w specjalnie zaprojektowanych rynnach biegły tysiące kilometrów kabli. Wybiegały z nieskończoności, okrążały laboratorium i w nieskończoność uciekały.


Każda alejka, w jaką skręcili, wyglądała tak samo. Zdziwiło ich to, że słowem laboratorium nazwano coś, co go zupełnie nie przypominało. Przynajmniej nie w tej postaci prezentowanej na filmach. Jednym słowem: zwyczajna, przerośnięta serwerownia lub centrum obliczeniowe.


– Tędy proszę, już prawie jesteśmy – obwieścił przewodnik.


Skręcili w lewo w ciasne przejście o takiej szerokości, że dwie osoby z trudem mogły się tutaj minąć. Kilkanaście metrów dalej, obok filara, stał nieruchomo umundurowany policjant oraz drepczący nerwowo w te i z powrotem kolejny pracownik firmy. Skalski skrzywił się, widząc tę scenę.


„Świetnie” – pomyślał z przekąsem – „teraz mamy całą masę materiału biologicznego”. Mina Walczaka wyrażała podobną opinię. Mundurowy z zainteresowaniem przyglądał się czemuś schowanemu za filarem.


Pomiędzy stelażami z elektroniką leżało ciało mężczyzny z szyją oplecioną różowym kablem. Jeden koniec sterczał przy szyi, drugi wiódł aż do panelu na samej górze szafy, wpięty do gniazda. Głowę okalały lekko zsunięte ochraniacze słuchu z wyraźnie uszkodzonym drucianym mocowaniem. Spod pleców ofiary rozlewała się okrągła, jednolita plama krwi. Rany, z której się wydobyła, nie było widać. Zwłoki spoczywały na plecach, oczy miały zamknięte, a ręce ułożone były wzdłuż ciała z otwartymi ku górze dłońmi.


„Nie widać krwawych śladów butów na podłodze, żadnych oznak walki, wyrwanych przewodów” – pomyślał Skalski, drapiąc się po przerzedzonych łysiną włosach – „Powyginane słuchawki wskazują na silne, punktowe uderzenie. Najpewniej z góry”. Spojrzał ku sufitowi. Zauważył mnóstwo drucianych rynien prowadzących grube snopy przewodów, istne podwieszane autostrady kabli. „Taka konstrukcja musi sporo ważyć”. – Rozejrzał się. – „Tylko że nic się nie urwało. A nawet gdyby tak się stało, to spadając, oparłoby się o wysokie szafy. Nie pracował na wysokości, bo nie widać żadnej drabinki w zasięgu wzroku. No i jak do cholery zawinąłby się w ten kabel?”


– Kim jest denat? – zapytał głośno i przyklęknął przy ofierze.


Drepczący obok pracownik RCUS-a zatrzymał się i nabrał głęboko powietrza.


– To Nikodem de Bugaj… pracował tutaj… tester… nie wiem, co dokładnie chce pan wiedzieć…


– Pan go znalazł?


– Tak. Przyszedłem wcześnie rano do pracy. Mamy delay i musimy nadrabiać. No więc zszedłem tutaj około 7:10 no i… no i… znalazłem go tutaj.


– Dotykał go pan?


– Nie.


– Co potem?


– Pobiegłem do stróżówki, żeby zadzwonili po policję.


Skalski spojrzał pytająco na policjanta, głaszcząc się po gładko ogolonych policzkach.


– Przyjechałem dwadzieścia minut temu. Zabezpieczyłem miejsce zdarzenia. – Skalski słysząc to, mało co nie wywrócił oczami.


Drepczący nerwowo wokół znalazca zwłok skutecznie zacierał część śladów.


– Następnie – kontynuował policjant – zawiadomiłem dyżurnego komendy.


W wąskim korytarzu pojawili się kolejni ludzie. Skalski rozpoznał w nich ekipę techniczną wysłaną z laboratorium kryminalistyki. Najstarszy z nich fachowym okiem rozpoznał sytuację i rzucił:


– Proszę się cofnąć, pobierzemy odciski palców i ślady biologiczne.


– Witek, co z prokuratorem? – cicho zwrócił się do niego Skalski.


– Przykro mi, Piotrze. – Technik spuścił wzrok. – Sara.


– Rozumiem… Nie przyjechała z tobą?


– Komendant Głowa zatrzymał ją w ostatnim momencie. Nie wiem po co.


Zauważył współczujące spojrzenie przyjaciela.


– Oj tam, damy radę szefie… – Walczak włożył rękę za pazuchę swej marynarki, chwytając piersiówkę. – Chce pan iść na stronę?


– Walczak, nie teraz… Przygotujmy się najpierw na przyjęcie pani prokurator…


Technicy przygotowali sprzęt, gdy znów pojawiły się kolejne osoby. W ciasnym korytarzu zrobiło się bardzo tłoczno.


– Co to za zbiegowisko? – zdenerwował się Skalski.


Od siwowłosego, dystyngowanego mężczyzny w garniturze ze złotymi spinkami aż biło pewnością siebie i władzą. Za nim podążało dwoje ludzi, jeden w mundurze strażnika.


– Jestem Gabriel Aivar, prezes tego ośrodka. Muszę wiedzieć… rany boskie! – Wbił oczy w trupa i zrobił dwa kroki w jego kierunku.


– Proszę się cofnąć! – wrzasnął technik. – Zaciera pan ślady!


– Przepraszam… brak mi doświadczenia w takich… sprawach. – Aivar poprawił marynarkę, po raz ostatni rzucił okiem na ciało i odwrócił się do policjantów. – Panowie zapewne z policji?


– Podinspektor Skalski, komisarz Walczak, zespół techniczny z komendy miejskiej – Skalski przedstawił krótko ekipę.


Prezes otaksował każdego bystrym wzrokiem.


– Ten człowiek jest szefem tych laboratoriów – wskazał na przybyłego z nim młodzieńca. Inspektor zaczął uświadamiać sobie, że w tej firmie większość pracowników może wyglądać, jakby właśnie skończyli studia. – Udzieli wam wszelkich informacji na ich temat, zaś zapisy z monitoringu dostarczy wam…


– Panie prezesie Aivar… – przerwał te plany Skalski. – Pozwoli pan, że to my zajmiemy się organizowaniem naszej pracy. Przede wszystkim muszę pana prosić – nie zabrzmiało to wcale jak prośba – o dyskrecję odnośnie tego incydentu.


– Oczywiście, oczywiście – wymamrotał prezes. – Straty wizerunkowe byłyby ogromne.


– Nie obchodzą mnie straty wizerunkowe, finansowe czy jakiekolwiek inne. Będziemy musieli przesłuchać wielu ludzi i nie chcę, by przychodzili z urojonymi teoriami. Proszę do minimum ograniczyć liczbę osób postronnych, które znają szczegóły. Pan zaś… – zwrócił się ponownie do znalazcy ciała – …niech potraktuje moje słowa bardzo, bardzo poważnie. Ani słowa o tym wydarzeniu, jasne?


– Jasne…


Technicy delikatnie obrócili ciało na bok. Jeden z nich gwizdnął cicho, zwracając uwagę wszystkich.


– Co jest?


– Dziura w okolicach serca po cienkim, ostrym narzędziu – wskazał palcem. – Jedna, precyzyjnie wymierzona. To nie była przypadkowa bójka.


– Dobra, szukajcie dalej. Wracając do pana… – zwrócił się do porządnie już wystraszonego chłopaka – Jeżeli zdradzi pan coś z tego, co tu widzi, to będę miał podstawy do postawienia zarzutów ujawnienia tajemnicy i utrudniania śledztwa. Zrozumiano?


Pokiwał głową.


– Weź trzy… może dwa dni wolnego – wtrącił się prezes. – Na koszt firmy. Powiadom tylko swojego menedżera.


Chłopak skinął głową i już zamierzał odejść, gdy Walczak zatrzymał go, mówiąc:


– Proszę zostawić kontakt do siebie i nie wyjeżdżać z miasta.


– Ja pierdolę… – wyrwało się pobladłemu gwałtownie nieszczęśnikowi.


– Spokojnie – uśmiechnął się ironicznie Walczak. – Musimy pana przesłuchać wyłącznie jako świadka.


Świadek oddalił się chwiejnym krokiem. Przy wyjściu z korytarzyka zderzył się ze szczupłą, elegancko ubraną kobietą. Miała staranny makijaż, spięte i zaczesane do tyłu blond włosy. Była ubrana w granatowy żakiet, pod którym kryła się sukienka o tej samej barwie, tonalnie nieco jaśniejsza, która kończyła się tuż za kolanami. W jej ruchach widać było wyniosłość i władczość. Prezes, widząc ją, wciągnął brzuch i wyprostował się, dodając sobie kilka centymetrów. Nadludzkim wysiłkiem powstrzymał chęć przygładzenia włosów. Za to Skalski lekko się przygarbił. Poczuł na plecach delikatne poklepywanie Walczaka.


Za nią raźno podążał młody, chudy mężczyzna o trupio-bladej twarzy, z kruczoczarną fryzurą i haczykowatym nosem. Rozglądał się po urządzeniach z wyraźnym podziwem, wręcz z zachwytem.


– Witam panów, nazywam się Sara Skalska i będę nadzorować śledztwo ze strony prokuratury – poinformowała oschle, podając prezesowi rękę.


– Pani prokurator? Gabriel Aivar…


Zignorowała go i zwróciła się do policjantów:


– Komendant Głowa przydzielił wam specjalistę do pomocy. To aspirant Czerski – skinęła dłonią na przybyłego z nią człowieka. – Ma wam pomóc w sprawach związanych z komputerami, nowoczesnymi technologiami i nowoczesnymi korporacjami. – Zabrzmiało to, jakby szkapom w zaprzęgu pokazano lokomotywę.


– Tylko starych koni żal… – mruknął Walczak.


– Słucham?


– Mówię, że bardzo się cieszę z wszelkiej nowoczesnej pomocy.


– Nie błaznuj, Walczak. Znam cię nie od dziś. – Sara rzuciła przy tym spojrzenie na Skalskiego. Wytrzymał. Zerknęła na miejsce zbrodni. – Co tam mamy, panie Witoldzie?


– Pani prokurator, dopiero zbieram ślady, a ten tłok mi nie pomaga…


– Słusznie. Prezesie, czy możemy się spotkać w pańskim gabinecie?


– Oczywiście. Jest do pani dyspozycji! – prezes Aivar rozpromienił się. Było to co najmniej niestosowne ze względu na okoliczności.


Prokurator obrzuciła go wyniosłym spojrzeniem.


– Doskonale, proszę nas zaprowadzić. Skalski i Walczak za mną.


I ruszyła zdecydowanym krokiem.




Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2836
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Postautor: Bartosh16 » śr 21 mar 2018, 14:23

Matt pisze:Source of the post w ślad za niskim osobnikiem, który prowadził małą grupę dochodzeniową


Ok, niby wszystko gra, ale przeczytałem zdanie dwa razy i...
Skalski idzie w ślad za osobnikiem, który... prowadzi grupę? Jak to wygląda? Trochę mi tu wieje małym paradoksem czasoprzestrzennym.

Matt pisze:Source of the post (1)niezwykle dbała o bezpieczeństwo pracy i zadowolenie (2)swoich pracowników.


1. Zamiast pisać "niezwykle", opisz w jednym-dwóch zdaniach, jak dbała. Masaże obolałych pleców po pracy, darmowe energetyki czy spinacze biurowe o zapachu truskawkowym, takie tam.
2. Zbędne słowo. Przecież nie o cudzych, nie?

Matt pisze:Source of the post zadowolenie swoich pracowników.
Teraz szli energicznie przez


Zaburzenie tożsamości podmiotu.

Matt pisze:Source of the post pomieszczenie huczące wszędobylskim nawiewem klimatyzacji


W sensie, że nawiew był wszędzie? W jaki sposób?
Czy chciałeś napisać, że wszędzie huczało?

Matt pisze:Source of the post całkowicie pozbawione okien i wydawało się ciągnąć po horyzont


W zamkniętym pomieszczeniu nie ma horyzontu.
Następne zdanie malowniczo oddaje klimat pomieszczenia, jego rozległość i tego bym się uczepił, ergo: wskazany przeze mnie fragment do wywalenia.

Matt pisze:Source of the post Macie tutaj kiedyś lato


"Miewacie tutaj lato?".

Matt pisze:Source of the post Komputery i cały ten sprzęt bardzo się grzeje, a kiedy się przegrzewa, ulega awariom


A co z wbudowanym chłodzeniem?
+ może jakiś termostat? Oprogramowanie w taki sposób zawiadujące klimatyzacją, żeby utrzymywać powiedzmy 22 stopnie?

Matt pisze:Source of the post światło pochodziło od


Nie jestem pewien tej konstrukcji.

Matt pisze:Source of the post w lewo w ciasne przejście o takiej szerokości, że dwie osoby z trudem mogły się tutaj minąć


Że było ciasne, wynika z dalszej części zdania.
"Dawały radę' chyba brzmiałoby lepiej.

Matt pisze:Source of the post Jeden koniec sterczał przy szyi, drugi wiódł


Koniec nie mógł wieść.

Matt pisze:Source of the post Spod pleców ofiary rozlewała się okrągła, jednolita plama krwi


Czy rozlewała...? W sumie powinna być już zaschnięta. Czy wtedy może się rozlewać? Nie jestem pewien tego słowa.

Matt pisze:Source of the post drapiąc się po przerzedzonych łysiną włosach – „Powyginane


Drapiąc po włosach?

włosach [tutaj kropka] "Powyginane...

Matt pisze:Source of the post Nie pracował na wysokości, bo nie widać żadnej drabinki w zasięgu wzroku.


Drabinkę można zabrać.

Matt pisze:Source of the post Proszę się cofnąć, pobierzemy odciski palców i ślady biologiczne.


Nie widzę powodu, dla którego mieliby to mówić.

Matt pisze:Source of the post Proszę się cofnąć! – wrzasnął technik. – Zaciera pan ślady!


Wydaje mi się, że powinni to odgrodzić, taśmą lub jakkolwiek inaczej. Tym bardziej, że policja była na miejscu jeszcze wcześniej.

Matt pisze:Source of the post Dziura w okolicach serca po cienkim, ostrym narzędziu


I nie ma śladów krwi poza jedną wielką plamą pod denatem? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Ale nie znam narzędzia zbrodni.
Ok, mamy dziurę w sercu i przewód wokół szyi. Przyczyna zgonu? Do określenia w toku śledztwa. Mnie jednak zastanawia modus operandi. Jakim cudem denat zawinął się w przewód? Sprawca tego dokonał? Po co?
Jeśli przed wbiciem ostrego czegoś w klatkę piersiową, to nie widzę w tym sensu. Jeśli zaś po - to tym bardziej nie widzę sensu. Nazwałbym to mianem z gier, czyli overkill.
Dlaczego się nad tym zastanawiam? Bo jeśli zabójca najpierw okręca kablem szyję, to powinien konsekwentnie dusić do końca. A jeśli wbija ostrze w klatę, to powinien uciekać, żeby nie dać się obryzgać krwią.
A jeśli denat otrzymał cios w okolice serca i nawet w agonii chwycił kabel, to w jaki sposób owinąłby go sobie wokół szyi?

Matt pisze:Source of the post Weź trzy… może dwa dni wolnego – wtrącił się prezes. – Na koszt firmy. Powiadom tylko swojego menedżera.


Urlop na koszt firmy? Nie ma czegoś takiego.

Matt pisze:Source of the post Miała staranny makijaż, spięte i zaczesane do tyłu blond włosy


Szyk nie gra.
W tym momencie włosy są spięte, czyli zdenerwowane, i zaczesane do tyłu. Tak to odczytałem.
Gdybyś napisał: "Zaczesane do tyłu i spięte" to co innego.
Choć nadal bym się czepiał. Włosy się raczej upina. Chyba.

Matt pisze:Source of the post trupio-bladej


Bez myślnika tutaj.

Matt pisze:Source of the post Ma wam pomóc w sprawach związanych z komputerami, nowoczesnymi technologiami i nowoczesnymi korporacjami.


Wystarczyłoby "w kwestiach technologii i korporacji". Choć nad korporacjami bym się zastanawiał.

Matt pisze:Source of the post Doskonale, proszę nas zaprowadzić. Skalski i Walczak za mną.


Jeżeli to nie zbieżność nazwisk, to dlaczego zwraca się do Skalskiego po nazwisku?


Ogólnie ponadprzeciętnie. Są błędy warsztatowe, ale jeśli to początki waszej twórczości, to raczej zrozumiałe. Na początku nie patrzy się na takie drobiazgi.
Ale widzę potencjał.
Ok, początek sztampowy - trup w serwerowni. Lecz jestem ciekaw, dlaczego zginął? Jak? Kto zabił? I po co? I tutaj liczę na Waszą inwencję.

Pozdrawiam


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Matt
Debiutant
Debiutant
Posty: 24
Rejestracja: pt 16 mar 2018, 11:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Postautor: Matt » śr 21 mar 2018, 21:10

Cześć!

Dzięki za chęć weryfikacji tekstu. Ja mam go już dość :-). Pozwolę sobie wyjaśnić kilka Twoich zarzutów. Jeśli nie cytuję Twojej uwagi - to przyjmuję ją całkowicie bez zastrzeżeń.

Bartosh16 pisze:Source of the post Skalski idzie w ślad za osobnikiem, który... prowadzi grupę? Jak to wygląda? Trochę mi tu wieje małym paradoksem czasoprzestrzennym.

Wygląda to tak: na czele pracownik korpo, potem Skalski, Walczak i strażnik. Pracownik korpo prowadzi małą grupę. Ale może to rzeczywiście jest źle sformułowane.

Bartosh16 pisze:Source of the post 1. Zamiast pisać "niezwykle", opisz w jednym-dwóch zdaniach, jak dbała.

Zapewne prawie każdym innym miejscu zgodziłbym się z Tobą. Ale nie tutaj. To jest sam początek historii. Chcemy tutaj wprowadzić główne postacie, zaczątek akcji i utrzymać jakiś dynamizm. Rozważanie tutaj takich szczegółów byłoby, IMHO, nie na miejscu. JAK firma dba o bezpieczeństwo wynika później z treści.

Bartosh16 pisze:Source of the post zadowolenie swoich pracowników.
Teraz szli energicznie przez [...]
Zaburzenie tożsamości podmiotu.

"Teraz szli energicznie [...]" jest w nowym akapicie, wydawało mi się jasne, że skupienie uwagi czytelnika jest znów na idącej grupie. Skoro tak tego nie odebrałeś, to jest to do przeredagowania.

Bartosh16 pisze:Source of the post pomieszczenie huczące wszędobylskim nawiewem klimatyzacji

W sensie, że nawiew był wszędzie? W jaki sposób?
Czy chciałeś napisać, że wszędzie huczało?

Tak, nawiew jest wszędzie. W laboratoriach, przynajmniej w tych do których czasem zajrzę, praktycznie wszędzie jest potężny nadmuch z klimatyzatorów. Powietrze jest wydmuchiwane z przewodów pod sufitem. Wieje zimnem do tego stopnia, że jeśli trzeba w takim labie zostać dłużej, to warto zabierać ze sobą kurtkę. Widywałem też ludzi w czapkach i szalikach. Słuchawki albo korki do uszu są właściwie obowiązkowe.

Bartosh16 pisze:Source of the post wydawało się ciągnąć po horyzont

W zamkniętym pomieszczeniu nie ma horyzontu.

Dlatego napisałem "wydawało się" :-) Pomyślę czy za Twoją sugestią nie wywalić. Bo też niepotrzebnie rozwleka opis.

Bartosh16 pisze:Source of the post Komputery i cały ten sprzęt bardzo się grzeje, a kiedy się przegrzewa, ulega awariom

A co z wbudowanym chłodzeniem?
+ może jakiś termostat? Oprogramowanie w taki sposób zawiadujące klimatyzacją, żeby utrzymywać powiedzmy 22 stopnie?

W laboratorium jest tak, że utrzymuje się temperaturę i wilgotność na stałym poziomie. Tak jest w labie, który znam i tak jest w labie z powieści. Dlatego pracownik mówi w następnym zdaniu: "Gdyby wyłączyć klimatyzację, za piętnaście minut mielibyśmy tutaj sześćdziesiąt stopni."

Zaś co do termostatów i unikania awarii za ich pomocą, to trochę nie jest taka oczywista sprawa. Sprzęt w laboratorium działa zwykle w jakimś większym systemie i jego działanie jest monitorowane. Zazwyczaj intensywnie pracuje - po to w końcu tam jest - by testować sprzęt lub oprogramowanie. Przegrzanie urządzenia rzeczywiście spowoduje uruchomienie czujnika temperatury, który - chroniąc sprzęt przed nieodwracalnym uszkodzeniem - wyłączy go. Wysypią się testy wykonywane na tym sprzęcie. Wysypią się też testy na urządzeniach od niego zależnych. To jest bardzo poważny problem, wygląda jak awaria sprzętu. Dlatego lepiej, dosłownie, dmuchać na zimne.

Bartosh16 pisze:Source of the post Czy rozlewała...? W sumie powinna być już zaschnięta. Czy wtedy może się rozlewać? Nie jestem pewien tego słowa.

Ja też. Mam wątpliwości a nie mam właściwego słowa. Wyłażą mi braki w literackim obyciu.

Bartosh16 pisze:Source of the post Nie pracował na wysokości, bo nie widać żadnej drabinki w zasięgu wzroku.

Drabinkę można zabrać.

Nie w tym przypadku. Trudno ją zabrać nie zauważywszy trupa przy niej.

Bartosh16 pisze:Source of the post I nie ma śladów krwi poza jedną wielką plamą pod denatem? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć.

Trochę brak mi doświadczenia w dźganiu innych :-). W tym momencie opisujemy co widać ma pierwszy rzut oka. Jeśli nawet są tam inne kropelki krwi, to zostaną znalezione później i nie będą miały znaczenia dla śledztwa. Moglibyśmy też dodać tam jeden czy dwa ślady buta, którym sprawca wdepnął w krew. Kwestię traseologii mamy poruszoną w środę (rozdział 3). Tyle, że dodanie takiego wdepnięcia spowoduje konieczność zmian w przebiegu śledztwa - a dla ostatecznego wyniku i tak nie będzie miało znaczenia. Oczywiście do zrobienia, tyle że nie jestem pewien, czy warto.


Bartosh16 pisze:Source of the post Mnie jednak zastanawia modus operandi. Jakim cudem denat zawinął się w przewód? Sprawca tego dokonał? Po co?

Wspaniale! Tak miało być! Czytelnik miał się nad tym zastanowić! Komisarz Walczak też się nad tym zastanawia, w podrozdziale 3. :-) Przeoczyłeś tylko, że ofiara najpierw dostała w głowę.


Bartosh16 pisze:Source of the post Matt pisze:
Source of the post Weź trzy… może dwa dni wolnego – wtrącił się prezes. – Na koszt firmy. Powiadom tylko swojego menedżera.

Urlop na koszt firmy? Nie ma czegoś takiego.

Ale może być wolne na koszt firmy. I prezes każe mu wziąć wolne, nie urlop.

Bartosh16 pisze:Source of the post Ma wam pomóc w sprawach związanych z komputerami, nowoczesnymi technologiami i nowoczesnymi korporacjami.

Wystarczyłoby "w kwestiach technologii i korporacji". Choć nad korporacjami bym się zastanawiał.

To celowy zabieg. Spójrz na "euforię" jaka zapanowała, kiedy Skalski z Walczakiem dowiadują się, kto jest prokuratorem prowadzącym śledztwo. Prokurator Skalska celowo mówi o NOWOCZESNYCH technologiach i NOWOCZESNYCH korporacjach, by wbić szpilę w nieco staroświeckich policjantów. Komisarz Walczak zauważa tę szpilę komentując pod nosem: "– Tylko starych koni żal…"

Bartosh16 pisze:Source of the post Jeżeli to nie zbieżność nazwisk, to dlaczego zwraca się do Skalskiego po nazwisku?

Relacje między nimi są bardziej złożone niż tylko podobne nazwisko. Już tutaj jest wskazówka, że są raczej chłodne. W następnym podrozdziale również idzie do tego mały kamyczek. I tak powoli przez całą historię. Jeśli chcesz, mogę zdradzić wszystko na początku, ale czy o to idzie w kryminale przechodzącym w thriller? ;-)

Bartosh16 pisze:Source of the post Ogólnie ponadprzeciętnie.

Bardzo dziękuję za ocenę. Dla mnie oznacza ona porażkę :-)

Bartosh16 pisze:Source of the post Ok, początek sztampowy - trup w serwerowni. Lecz jestem ciekaw, dlaczego zginął? Jak? Kto zabił? I po co? I tutaj liczę na Waszą inwencję.

Cholernie ciężko było nam wyważyć to co i jak CHCEMY przedstawić od tego co i jak MOŻEMY przedstawić. Z jednej strony intryga MUSI się zaczynać sztampowo, by z czasem odkrywać w niej coraz więcej wątków. Chcieliśmy mieć ten efekt narastania napięcia, gmatwania sytuacji i przyspieszania akcji. Z drugiej strony, sztampowość na początku może odrzucać.

Dlaczego zginał - oczywiście, to bardzo istotne w fabule całości i odpowiedź na to dostaniesz. Jak? To już jest w trzecim rozdziale. Czyli można się domyślić, że to ma mniejsze znaczenie. Kto zabił i po co zabił? Osoba i motyw to istota kryminału. Mam wielką nadzieję, że sposób, w jaki dostaniesz odpowiedzi na swoje pytania, spełnią Twoje oczekiwania co do naszej inwencji.

Co mógłbym napisać, by zachęcić Cię dalej do czytania? Z tego małego fragmentu jeszcze nie wynika jasno, co to za miejsce. W podrozdziale 9, czyli dwadzieścia parę stron dalej, Walczak jasno wykłada Czerskiemu:

– Spójrz na to miejsce – wtrącił Walczak. – Strażnicy, wszędzie kamery, przejście każdej osoby przez każde drzwi jest rejestrowane, można odtworzyć ruch każdego z dokładnością do minut. Założę się, że nawet sprawdzają kto i jak długo siedział w kiblu i czy umył ręce po skorzystaniu. Do tego ślady, jakie pozostawia sprawca – przy współczesnej technice kryminalistycznej nie da się ich zatrzeć. Między nami mówiąc, przesłuchujemy tych ludzi tylko do formalnego raportu, żeby komendant się nie czepiał. A tak naprawdę, to jutro czy pojutrze dostaniemy odciski palców, ślady butów i profile DNA. A w tych ich rejestratorach sprawdzimy, kto był na miejscu zbrodni; na obrazach z monitoringu zobaczymy jego facjatę i dokonamy zatrzymania, mając twarde dowody. To będzie jedna z łatwiejszych spraw, niewiele się z niej nauczysz.

Wiedząc o tym, ktoś odważa się popełnić morderstwo. I jeszcze naprowadzić śledczych na fałszywy trop.

A co powiesz na to, że morderstwo nie jest ani celem ani przyczyną głównej intrygi, ale jedynie narzędziem?



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2836
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Postautor: Bartosh16 » śr 21 mar 2018, 21:57

Matt pisze:Source of the post Tak, nawiew jest wszędzie


Mam na myśli różnicę pomiędzy: "Nawiew jest wszędzie" a "Wszędzie wieje". Znaczeniowo to są dwie różne sytuacje. Mniej więcej tak, jak między "Wszędzie są grzejniki" a "Jest gorąco.

Matt pisze:Source of the post W laboratorium jest tak, że utrzymuje się temperaturę i wilgotność na stałym poziomie. Tak jest w labie, który znam i tak jest w labie z powieści. Dlatego pracownik mówi w następnym zdaniu: "Gdyby wyłączyć klimatyzację, za piętnaście minut mielibyśmy tutaj sześćdziesiąt stopni."


Przyznaję, nie mam tu wiedzy praktycznej, i moje pytanie miało bardziej na celu poszerzenie mojej wiedzy, niż zwrócenie uwagi.

Matt pisze:Source of the post Mam wątpliwości a nie mam właściwego słowa. Wyłażą mi braki w literackim obyciu


Nie szkodzi.
A gdyby tak: "Denat leżał na zaschniętej plamie własnej krwi, która wyglądała jak czerwony dywan rozłożony przed wejściem do Piekła"?
Jest dość późno, nie wymyślę nic lepszego.

Matt pisze:Source of the post Nie w tym przypadku. Trudno ją [drabinkę] zabrać nie zauważywszy trupa przy niej.


Miałem na myśli, że zabójca mógłby ją zabrać.

Matt pisze:Source of the post Jeśli nawet są tam inne kropelki krwi, to zostaną znalezione później i nie będą miały znaczenia dla śledztwa.


Że znalezione później, to może i się zgodzę, ale że bez znaczenia dla śledztwa, to nie.

Matt pisze:Source of the post Moglibyśmy też dodać tam jeden czy dwa ślady buta, którym sprawca wdepnął w krew. Kwestię traseologii mamy poruszoną w środę (rozdział 3). Tyle, że dodanie takiego wdepnięcia spowoduje konieczność zmian w przebiegu śledztwa - a dla ostatecznego wyniku i tak nie będzie miało znaczenia. Oczywiście do zrobienia, tyle że nie jestem pewien, czy warto.


Rzecz nie w tym czy moglibyście, czy nie. Chodzi o faktyczne prawdopodobieństwo pozostawienia śladów butów przez sprawcę na miejscu zbrodni, a to nie jest taka prosta sprawa. Nie zawsze wiesz, jak poleje się krew. Nie znam dokładnej metody zabójstwa, a poznam je z książki, więc nie chcę zbytnio drążyć na temat szczegółów. Polecam tutaj zasięgnąć języka na policji, podobno chętnie pomagają, tylko trzeba złożyć podanie do komendanta.

No dobra, mamy tak - cios w głowę, przewód dookoła szyi i rana kłuta. Jeśli było szybkie dźgnięcie a sprawca zabrał ze sobą narzędzie zbrodni... trzeba by spytać specjalistę (od anatomii, nie od dźgania) jaka jest szansa, że krew z takiej rany nie wytryśnie, jak z fontanny, i czy sprawca mógł to wiedzieć.

Matt pisze:Source of the post Prokurator Skalska celowo mówi o NOWOCZESNYCH technologiach i NOWOCZESNYCH korporacjach, by wbić szpilę w nieco staroświeckich policjantów.


Jedno krótkie zdanie: "Prokurator wymawiała słowo 'nowoczesne' z wyraźnym namaszczeniem, którego podtekst Walczak i Skalski od razu odczytali". I wtedy wiem wszystko :)

Matt pisze:Source of the post Bardzo dziękuję za ocenę. Dla mnie oznacza ona porażkę


Porażkę? Bracie, jeśli to Twój pierwszy w życiu poważny tekst, to jest bardzo dobra ocena. Poczytaj opinie o innych tekstach w Tuwrzuciu, poczytaj inne moje weryfikacje i sam oceń, jak wypadasz na ich tle.

"Ponadprzeciętnie" oznacza tutaj, że podstawowe błędy wyeliminowaliście, że macie całkiem udany początek intrygi (wrzuciłeś mały fragment, a ja już się zastanawiam! WoW :D ), jest napisane całkiem sprawnie i po skorygowaniu nielicznych błędów warsztatowych wyjdzie z tego kawałek całkiem przyzwoitej literatury (tak naprawdę to bardzo mi się podobało, ale staram się zachować dystans w opiniach, żeby użytkownicy nie popadli w niezdrowy samozachwyt).

Matt pisze:Source of the post Co mógłbym napisać, by zachęcić Cię dalej do czytania?


Nic więcej nie potrzeba, już zostałem zaciekawiony.

Matt pisze:Source of the post A co powiesz na to, że morderstwo nie jest ani celem ani przyczyną głównej intrygi, ale jedynie narzędziem?


Jeszcze nic, ale chętnie wyrobię sobie zdanie po przeczytaniu całości. Jest więcej niż ok :)


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Matt
Debiutant
Debiutant
Posty: 24
Rejestracja: pt 16 mar 2018, 11:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Postautor: Matt » śr 21 mar 2018, 22:13

Bartosh16 pisze:Source of the post Mam na myśli różnicę pomiędzy: "Nawiew jest wszędzie" a "Wszędzie wieje".

Qmam. A po zaqumaniu przyznaję Ci rację.

Bartosh16 pisze:Source of the post A gdyby tak: "Denat leżał na zaschniętej plamie własnej krwi, która wyglądała jak czerwony dywan rozłożony przed wejściem do Piekła"?

Do przecinka jest git :-)

Bartosh16 pisze:Source of the post Miałem na myśli, że zabójca mógłby ją [drabinkę] zabrać.

No tak, ale w tym momencie Skalski się zastanawia, czy to mógł być nieszczęśliwy wypadek. A jeśli mamy tam postać zabójcy, to już nie jest wypadek.

Bartosh16 pisze:Source of the post Że [inne plamki krwi[ znalezione później, to może i się zgodzę, ale że bez znaczenia dla śledztwa, to nie.

A ja Ci mówię, że bez znaczenia, bo sami żeśmy to śledztwo preparowali :-) Może w rzeczywistości miało by znaczenie. Spoko, wiem, o co Ci chodzi :-D

Bartosh16 pisze:Source of the post Jedno krótkie zdanie: "Prokurator wymawiała słowo 'nowoczesne' z wyraźnym namaszczeniem, którego podtekst Walczak i Skalski od razu odczytali". I wtedy wiem wszystko

Słusznie! Dzięki!

Bartosh16 pisze:Source of the post Porażkę? Bracie

Wielkie dzięki... Czuję się dość... nawazelinowany :-)

Bartosh16 pisze:Source of the post Jeszcze nic, ale chętnie wyrobię sobie zdanie po przeczytaniu całości.

Całości raczej nie wrzucę. Chciałbyś jeszcze jakiś fragment? Ze środka na przykład? Może z jakiegoś wątku pobocznego? Nie do weryfikacji, ale do spojrzenia ogólnego na tempo, akcję, dialogi itp.



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2836
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Postautor: Bartosh16 » czw 22 mar 2018, 13:36

Najpierw wykorzystaj wiedzę tu zdobytą do poprawienia we własnym zakresie. Pousuwaj zbędne słowa, niepotrzebne zaimki, zredukuj liczbę "się", wariacji słowa "być", "mieć", przeanalizuj całość. Zbadaj, co jeszcze można poprawić. Wtedy - pokaż komuś całość.

Edit: może ktoś jeszcze coś doda.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Remi.G
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: czw 22 mar 2018, 22:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Sprint (początkowy fragment pierwszego rozdziału)

Postautor: Remi.G » wt 27 mar 2018, 23:37

Matt

Czy jest szansa, aby przeczytać cały, skończony rozdział pierwszy, a nie tylko fragment??

Jakoś nie lubię jak muszę czytać tylko fragment jakiejś kompozycji.... jakby ktoś dał mi do zjedzenie niedosmażonego kotleta.....




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości