Butelki zwrotne po piwie po pięćdziesiąt groszy za sztukę - wersja autorska

Miniaturki, drabble i inne krótkie teksty

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 363
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Butelki zwrotne po piwie po pięćdziesiąt groszy za sztukę - wersja autorska

Postautor: maciekzolnowski » pn 19 lut 2018, 09:01

U! Cza, cza, cza... Przydarzyło mi się to przedwczoraj... Mógłbym rzec, że w pewnym sensie nic nie może się równać pozoranctwu rzekomych wyborów, przed jakimi staje człowiek, przed jakimi przyszło mi stawać... Że znalazłem się oto w sytuacji, w której humanizm zaczyna czkać, bekać, a nawet rzygać... To mógłbym zaiste rzec. Wolno mi także zadręczać się tym (albo i nie) — to właściwie wyłącznie ode mnie zależy.
Opalałem się gdzieś na plaży nad Bałtykiem, pośród tych wszystkich gór piaskowych, wydm, obfitujących w zbocza i dolinki, i pasemka – labirynt sypki i efektowny, gdzieniegdzie porosły krzaczkiem rozhuśtanym od nieustającego naporu bryzy. Byłem nieco tylko osłonięty, ale metr, może dwa ode mnie rozpoczynała się najprawdziwsza Saharę, palona słońcem i smagana biczem wichru.
Jakieś butelki zwrotne po piweczku walały się na tej pustyni, porozrzucane bez ładu i składu. I jedna z nich, nie dalej niż na odległość mego ramienia, leżała do góry denkiem. Wiatr ją przewrócił, bidulkę. Słońce piekło jej brązowawą szklistość, co było w mym odczuciu zupełnie, jakieś takie, niefajne (zwykłem, ja sam, myśleć o butelkach, jako o czymś, co zazwyczaj jest zimne, a zimne do tego aż stopnia, co i piwko, które orzeźwia i gasi pragnienie, i daje radość ciału podczas upału).
Ja, Pan Głębokie Gardło, niedostępny jej swoim ogromem, wyciągnąwszy rękę zwinąłem ją prawie ukradkiem do torby. Następnie ruszyłem ku Delikatesom Centrum, zapominając na sekundę o całym plaży żarze i Saharze.
- Pani Anetko, buteleczkę proszę.
- Na wymianę?
- Tak, pani Albisiu, zimne proszę.
- Proszę, oto reszta.
- Dziękuję, pani Basiu kochana, pani Basieńko, Marysieńko najukochańsza pod słońcem.
Boże! Ileż było tych pań ekspedientek w moim dotychczasowym, mono-polowym żywocie. Ale... nie przedłużałem rytualnej konwersacji, gdyż gonił mnie czas, a czas to jest pieniądz – choćby i marne pięćdziesiąt groszy za butelkę zwrotną. No ale lepszy rydz jak nic, nieprawdaż? Zresztą to szwędactwo połączone ze zbieractwem cholernie – mówię wam – cholernie wciąga i uzależnia.
- Pssssss... – ożywiła się na moment butelkowatość na widok otwieraczości.
Powróciłem rychlikiem na plażę, dzierżąc ją w dłoni, zadowolony, schłodzony, lekko tylko przymulony i pełen łaski pańskiej. Zaledwie to uczyniłem, ujrzałem trochę dalej identyczną butelczynę, o obłych, finezyjnych rysach i w identycznym, niefajnym położeniu. I aż lśniła w słońcu, aż się prosiła, bym ją zgarnął i zwrócił. Nie chciało mi się ruszać... Ale — dlaczego tamtą zwinąłem, a tej nie?... Dlaczego tamta... gdy ta?... Wziąłem kijek, wyciągnąłem rękę, rozdziawiłem torbę — i bum... uszczęśliwiłem siebie. Pognałem do sklepu po nowe (co?) piwo! Boże, jak te butelkowe sprawy uzależniają, ludzkie umysły zniewalają, ulotną wizją szczęścia mamią... i, tak, uśmiechają się, uśmiechają...
- Pani Renatko, Anetko, Bernadetko, buteleczkę proszę.
- Na wymianę?... Panie Pijaku Jeden, Panie Ćwoku Zatracony, Panie Bezzębny Cieciu, Panie Łachmanie...
- Tak, zimne proszę. Dzięki, bardzo pani dziś łaskawa, pani Lusieńko, Zosieńko, Gabrysieńko.
- Choć guzik mnie to obchodzi... to i tak spytam, bom wścibska i ciekawska plotkara stara... Dobrze się pan czuje? – gruchnęła sprzedawczyni (pani Ula, Ala albo inna jeszcze Genowefa, z którą łączyła mnie magiczna więź porozumienia – ta sama, która łączy nas, pijaków ze wszystkimi ekspedientkami... zarówno w Polsce, jak i na całym świecie).
- Tak, dobrze, pani Ewuniu, Kasiuniu, Izuniu.
- Pssssss... – ożywiła się ma szklana przeźroczystość na widok otwieracza. I zatrzepotaliśmy oboje radośnie skrzydełkami: ja moimi, a ona swoimi, takimi, no wiecie, urojonymi.
Zaledwie to uczyniłem – u, cza, cza, cza – ujrzałem nieco dalej identycznego Żuberka, w identycznym położeniu. A słońce paliło mu denko.
Jednakże rozejrzawszy się, ujrzałem „trochę” dalej jeszcze cztery (u, cza, cza, cza!) Tatry, Tyskie, Żywce, Lechy, palone słońcem — nie było rady, wstałem w całym ogromie swoim i pozbierałem wszystkie. Poszliśmy do sklepu. Na piwo znaczy...
- Please! – poprosiłem. Podziękowałem. Wyszedłem. Wróciłem na plażę.
- Psssssss! – Otworzyłem. A z psykiem, z psykiem... panie. A jakże! I poczułem znów ten zew: u, cza, cza, cza!
Wtem oczom mym ukazało się zbocze błyszcząco-piekąco-piaskowe kolejnego stoku, a na nim z siedem lub osiem brązowych punkcików: butelki! Pośpieszyłem z torebeczką. Posprzątałem. I już tak sparzyłem się z losem zbieracza, tak bardzo w to zbieractwo wszedłem, że widząc opodal nowe butelki na nizinach, wyżynach, przełęczach, w wąwozach, ową wysypkę szklanych punkcików, jąłem po tym piasku ruszać się, jak opętany, z torebeczką, z torebeczką, z torebeczką!
Ale, ale... wiedziałem, to nie może trwać po wsze czasy — wszak nie tylko te wydmy, ale i całe wybrzeże Bałtyku, jak okiem sięgnąć, jest nimi usiane, więc musi nadejść taki moment, w którym powiem „dość”. Musi nastąpić ta pierwsza butelka zwrotna „bezzwrotna”. Która? Która? Aż w końcu dokonało się we mnie załamanie, gładko, nagle. Stanąłem. Pomyślałem obojętnie „no dość tego”. Rozejrzałem się dokoła. Podumałem „gorąco, trzeba wracać”. Zabrałem się. I polazłem w cholerę. A butelka, ta butelka, na której przerwałem, pozostała samotna, samiuteńka, co właściwie było mi już obojętne.
- Pani Anetko, oddaję buteleczkę, proszę.
- Na wymianę?
- Nieee, na dziś mi wystarczy, ja już mam dobrze.
W końcu moje człowieczeństwo nieco się uspokoiło, zaś zwymiotowała pijackość i cielesność. Ale to nic... Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Przecież jutro też jest dzień. U! Cza, cza, cza!



Awatar użytkownika
Begied21
Pisarz osiedlowy
Posty: 235
Rejestracja: pn 19 lut 2018, 22:56
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Butelki zwrotne po piwie po pięćdziesiąt groszy za sztukę - wersja autorska

Postautor: Begied21 » śr 21 lut 2018, 13:06

Dobre właśnie, prawie jak Marmieładow w znanej książce Dostojewskiego ale po polsku :mrgreen:


Jak to mawia święta Ziuta - olej risercz, daj uczucia...

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Butelki zwrotne po piwie po pięćdziesiąt groszy za sztukę - wersja autorska

Postautor: major sedes » śr 21 lut 2018, 16:09

Podoba się, wartko się czyta i nawet tylko przelatując po tekście wychwyciłem, dobry rytm i gdzie niegdzie rym np. ("daje radośc ciału podczas upału", "o całym plaży żarze i Sacharze") to świetne bo błyskotliwe i w ogóle błahemu tematowi nadaje urokliwości, no i jeszcze: Super kompozycja z tym wtrętem "U! cza, cza" - jak perseweracja w utworze muzycznym, też rytmowi służy. Trafne obserwacje pod monopolowymi, światowymi i lokalnymi mam na myśli poufałości z expedientkami. Bywa że to jedyne ośrodki kulturalne, w okolicy:) plus za pomysłoćwoś i słoneczną pogodę, :)



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 363
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Butelki zwrotne po piwie po pięćdziesiąt groszy za sztukę - wersja autorska

Postautor: maciekzolnowski » czw 22 lut 2018, 09:55

Karol, Major, dzięki za Wasze komentarze!

Starałem się i ja dać nieco radości czytelnikowi: u! Cza, cza, cza! Teraz siedzę i sobie skrobię zupełnie nowy dla mnie temat, temat kryminalny, ciężki i dojmujący. A tu, powyżej, nie ma, jak widać, niczego cięższego od samej tylko butelki zwrotnej po piwku (i to - uwaga - pustej).

Pozdrawiam serdecznie,
Maciek :)




Wróć do „Miniatura literacka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość