Fragment powieści "Smycz"

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mateusz Nowak
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: pn 05 lut 2018, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Mateusz Nowak » śr 07 lut 2018, 22:33

DUŻO WULGARYZMÓW!!!
Siema,

Wrzucam, fragment powieści nad którą pracuję. Wybrałem akurat ten, bo go lubię, a jednocześnie nie jest związany fabularnie z całością. Stanowi raczej rodzaj retrospekcji bohaterki.
Zapraszam do dyskusji !



Praca…ale człowiek jest przez nią głupi, ile zmarnowałam czasu na tą głupotę…
Daria zrezygnowała z pracy w pubie kiedy zobaczyła, że Roksanie spod spódniczki wystaje podpaska, a tego samego wieczoru kiedy wspólnie ścierały rzygi spod baru, na włosie wystającym z pieprza na brodzie towarzyszki pojawił się kawałek kukurydzy.
Eh kurwa…
Roksana powiedziała wtedy, że faceci są pojebani bo wolą tępe laski niż normalne i umiejące kochać dziewczyny i, że ostatnio rozstała się z chłopakiem, bo odkryła, że pieprzy tą jebaną dziwkę Jolę, że sama ich ze sobą poznała bo poszli na wino w bramę, że nie teraz, ale niedługo się zemści na nim i na niej- wpierdoli im kose w żebra, czy coś takiego. Ale ogólnie to ma w dupie ją i jego, a poza tym nie chce już faceta na stałe.
-Wyjebane mam.-usłyszała Daria.
Nie mogło tak dłużej być. Nie miała w kieszeni żadnych fajek, a w tym miesiącu wydała na nie pół pensji.
Michał powiedział jej, że jak chce zarabiać trochę więcej, to powinna zastanowić się nad korporacją. Skoro wszędzie jest chujowo, to niech chociaż lepiej płacą.
- Idź tam gdzie jest kasa. Największa kasa jest tam gdzie chodzi o kasę.
- Wszędzie chodzi o kasę.
- Tak, ale idź tam gdzie chodzi o nią w najczystszej postaci i gdzie jest kwintesencją, tam gdzie ma żadnych ściem, gdzie nikt nie udaje, że o nią nie chodzi.
Będzie za co odreagować…
-Tam, gdzie kasa musi być w coś przerobiona, gdzie potrzebny jest pretekst, zawsze trochę mniej się zarabia, bo to przerobienie kosztuje. Tam, gdzie zarabia się za czystą kasę, zarabia się jej więcej…
-Mam kraść…?
-Coś w tym stylu…
Ubrała się ładnie i poszła na rozmowę kwalifikacyjną do firmy windykacyjnej. Tam pani z jednym okiem w kolorze niebieskim, a drugim jasno zielonym spytała dlaczego chciałaby pracować w ich firmie.
-Yyy dlatego, żeby się yyy rozwijać… i uczyć, tak i uczyć.
Była pewna, że poległa.
Jednak nie. Widocznie nikt nie wiedział czego tam szuka.
No cóż… okej.
Poinformowano ją, że firma ma przodującą pozycję na rynku, a ona ma szansę pracować w młodym, dynamicznie rozwijającym się zespole, gdzie panuje przyjazna atmosfera i człowiek jest najważniejszy. Podstawą funkcjonowania jej przyszłego zespołu była komunikacja oraz zorientowanie na cel.
Przeszła się po nowym miejscu, w którym miała już niedługo spędzać większość swego życia na jawie.
„Rentowność i standardy” na ścianach. Oprócz tego „współpraca”; „bądź tu i teraz”; „słuchajmy się”; „zaangażowanie” ; „szczerość i otwartość”; „szanujemy odmienne zdanie innych osób”; „każda próba zwiększa szansę powodzenia” ; „telefony komórkowe w stanie wyciszenia” i tak dalej i tak dalej.
Szybko okazało się, że można kłamać tak bezczelnie nawet w takim przypadku. Udawać, że o nią nie chodzi. -O kasę, o góry kasy.
W kiblu papier był rzadziej niż go nie było.
No trudno…
Następnie Daria przechodziła szkolenie zawodowe, gdzie edukowano ją z reguł rządzących jej nową rolą. Mówiono jej więc o tym, że obawy należy przeradzać w możliwości, czy coś takiego, że człowiek z natury jest agresywny albo tchórzliwy, a racjonalność jest efektem wypracowania.
W kiblu nie działa zasuwka.
No i oczywiście, że podstawą jest komunikacja i sfokusowanie na cel. Na cel wspólny!
Nie wiedziała czy zwymiotowała od słuchania tych mądrości, czy przez nurzącą monotonie kolorów i kształtów. Nie wiedziała czy rozmawiała z cyborgami, czy z ludźmi…
Zrzygała się na obsraną ściankę kibla, chciała posprzątać, ale szczotka była oblepiona niemniej obsranym papierem.
Na ścianie „jakość bez kompromisów”.
Eh… Ściany obsrane w kiblu i poza nim…
Potem zrobiła sobie pełne uśmiechu zdjęcie i dostała kartę, której przykładanie do czytnika umożliwiało jej wchodzenie i wychodzenie z pomieszczeń korporacji.
Przypomniała sobie słowa młodego, zdolnego rapera z jej rodzinnego miasta- „Uśmiechnij się, uśmiechnij się, a ja mówię pierdol się” .
Za jakiś czas spojrzała na to zdjęcie kiedy stała przed lustrem w tym samym kiblu, a potem spojrzała na swoją twarz w bieżącym wydaniu. Od czasu zrobienia fotografii minęło kilka tygodni, a Daria zdążyła już nabrać worków pod oczami. Te z kolei stały się obojętne, obce i mdłe. Uśmiechu nie było, a cera i włosy wybladły.
Cała wydała się sobie obca i obojętna…
Karta wisiała na sznurku, a wychodząc założyła ją na szyję i poczuła, że nakłada na siebie smycz, która tkwiła na niej później każdego dnia.
Daria rozmawiała z ludźmi przez telefon i wpisywała w komputerze efekty swoich rozmów, na tym polegała jej praca. Każda rozmowa zaczynała się od tak zwanej weryfikacji, Daria pytała ludzi o to kiedy się urodzili.
-Poproszę Pana datę urodzenia celem weryfikacji.
-A po co to Pani?!
-Celem weryfikacji proszę pana, źle pan słyszy?
-Może ty mi powiedz najpierw swoją datę urodzenia oszustko! Dzwonię na policję!
Papieros.
Wkoło cały czas łaził jakiś gościu w koszuli i czapce z daszkiem, w kieszeni dżinsów odciskała mu się paczka papierosów, a raz kiedy Daria weszła po nim do kibla, żeby zwymiotować, zobaczyła na kafelkowej półce resztkę kreski usypianej z białego proszku, a na ściankach kibla parę włosów łonowych przylepionych zaschniętym moczem.
Toaleta była wspólna dla wszystkich, firma spełniała europejskie standardy poprawności politycznej, o czym można było przeczytać na jednej ze ścian.
-Poproszę pana datę urodzenia celem weryfikacji.
-Znowu?! Przecież już ją podawałem, nic nie będę podawał!
-Proszę pana przy każdej rozmowie jest konieczność weryfikacji.
-Spierdalaj kurwo!
Przez osiem godzin dziennie, każdego dnia od ósmej rano do czwartej po południu, od poniedziałku do piątku negocjowała warunki spłaty długów finansowych przez zadłużonych ludzi. Ludzi każdej możliwej do wyobrażenia maści.
Windykowała prawie dzieci, dziadków w średnim wieku, a wszędzie wokół kręciły się grube glizdy na szpilkach z krzywymi nogami, bladymi twarzami i kilkucentymetrową warstwą szminki na obrzydliwych, żabich ustach.
Wszystkich nagrywały kamery, poprzylepiane wszędzie na ścianach.
Kolejna smycz… a raczej smycze.
Windykowała świadomych, nieświadomych, cwaniaków, idiotów, ludzi chorych. Ludzi z miast dużych, małych, ludzi ze wsi. Ludzi grubych, chudych, łysych, małych, dużych, przyjemnych, buraków, chamów, idiotów, złodziei, naiwniaków, desperatów, schizofreników, ślepych i niemych. Ludzi z doświadczeniem dłużniczym i ludzi nie wierzących w to co się dzieje.
Twardych i miękkich, nerwowych i spokojnych, a te pokrzywione i zgarbione wydry, szczupaki, świnie, larwy i hipopotamy nie potrafiły chodzić na szpilkach więc wyglądały jak upośledzone, nie tylko przez ich wyraz twarzy.
Windykowała ludzi żywych i ludzi martwych.
Nie było różnicy, każdy był skatalogowany. Każdy miał cyfry, każdy miał kwotę.
No cóż, no trudno…
Każdy był warty tyle, ile warte były cyfry wypisane przy nim w rządkach, słupkach i kolumnach.
Nic nowego, nic odkrywczego … każdy był kwotą.
Daria była w tym wszystkim całkiem niezła i zarabiała kupę kasy.
Zarabiała więcej niż lekarze, niektórzy prokuratorzy.
To dlatego, że spełniała standardy merytoryczne, których ważność podkreślała jedna z wyklejanek na ścianie.
Tak, jej przełożeni ciągle używali słowa merytorycznie. Daria prowadziła więc merytoryczne dyskusje, używając merytorycznych argumentów. Podejmowała merytoryczne decyzje, pytając o merytoryczność roszczeń dłużników pokazywała im, że merytoryczna racja jest po jej stronie. Pytała o merytoryczność reklamacji, a po wszystkim zdawała merytoryczny raport, otrzymując merytoryczną ocenę swoich merytorycznych działań.
Paliła dużo więcej niż wcześniej, ale już jej to nie przeszkadzało, bo lubiła palić, a wydawała na papierosy jedną dwudziestą swojej nowej pensji.
Ludzie opowiadali Darii, że chodzą głodni.
Zarabiała więcej niż psycholog dziecięcy.
Opowiadali jej, że brali kredyty na leczenie swoich chorych na stwardnienie rozsiane dzieci, które umarły, a oni nie mają pracy, żeby oddać pieniądze, bo musieli z niej zrezygnować, żeby opiekować się nimi w czasie ich umierania.
Zarabiała więcej niż nauczyciele, pielęgniarki i strażacy razem wzięci.
Przychodziła do pracy, robiła sobie kawę, siadała w swoim boksie i rozmawiała z ludźmi, używając mądrych rad i taktyk takich jak rosyjski front, uchylone drzwi.
Merytorycznie podchodziła do sprawy.
Eh, kurwa…
-Bardzo mi przykro, że dzwonią do pana codziennie od ósmej, do ósmej. Proszę przyśpieszyć spłatę, nie będziemy dzwonić w ogóle.
-Zarabiam 1500 zł, a wam płacę 500. Nie mam z czego, naprawdę. Niech mi pani uwierzy! Proszę, niech mi pani uwierzy!
-Nie płaci pani tylko oddaje, nie nam tylko wierzycielowi. W takim razie proszę zmienić pracę.
Zarabiała więcej niż górnicy, policjanci i żołnierze.
-Poproszę datę urodzenia.
-Dajcie mi spokój, czego wy odemnie chcecie! Zostawcie mnie!
Koleżanki robiły sobie warkocze, przeglądały na telefonie zdjęcia. Wyciszały co chwilę mikrofony śmiejąc się i włączały je tylko na chwilę.
-Bardzo mi przykro, że zlicytowali panu dom, zostawiła pana żona, umarło panu dziecko urwało pani rękę, wnuczek wziął na panią kredyt i zniknął, a ma pani 500 zł renty, chore nogi i trzech komorników. Skupmy się na rozwiązaniu pani problemów, może Pani coś sprzedać?
Kiedy trzeba zadawała pytania otwarte, a kiedy trzeba operowała zamkniętymi.
Inni zarabiali więcej niż ona, czasami więcej niż pierdolony prezydent.
Byli naprawdę nieźli.
-Rozumiem, że nie ma pani nóg, ale to żadne wytłumaczenie. Ręce ma pani przecież zdrowe.
Daria była oceniana ze schematu swojej rozmowy, jednym z ocenianych elementów było życzenie na koniec miłego dnia, więc życzyła bankrutom, kaleką, i innym przegranym miłego dnia.
-Daria do ciebie.
-Kto?
-Ta babka po udarze, wpłaciła dwadzieścia złotych.
-Kurwa! Ona ma przecież trzydzieści pięć tysięcy długu.
-Ta, coś tam wymamrotała, że dostała dzisiaj rentę, trzysta złotych.
-Powiedz, że oddzwonię. Idę zapalić.
Po pracy zawsze bolało ją serce.
Wszyscy chcieli z nią rozmawiać, bo słuchała i nie przerywała.
-Pani Darusiu kochana ja wpłaciłam pani te dwadzieścia złotych. Niech się Pani na mnie nie gniewa, oddam pani ile będę mogła.
-Pani Honorato, ja się nie gniewam to nie mi pani oddaje…
-Oddam pani, oddam. Za tydzień mam dostać waloryzacje renty. Wpłacę kolejne dziesięć złotych, dobrze Pani Dario?
Kurwa!
-Daria do Ciebie.
-Kto kurwa?
-Ten koleś, któremu maszyna ucięła rękę.
-Ja pierdole, dawaj go…
-Halo.
-Halo, Pani Dario, Pani Dario!
-Panie Adamie spokojnie, niech pan nie płacze. Proszę się uspokoić.
-Straciłem sklep, straciłem sklep! Hipermarket mnie wygryzł, zniszczyli mnie! Pani Dario nie mam za co płacić. Niech Pani mi pomoże, tylko pani tam ufam!
Osiem godzin w poniedziałek, osiem godzin we wtorek, osiem godzin w środę, osiem godzin w czwartek, osiem godzin w piątek. W sobotę i niedzielę Daria chodziła na studia.
Mechanik samochodowy musiałby pracować miesiąc na to, co ona miała w tydzień.
.-Niech się pan nie martwi, niech pan nie płacze. Trzeba wziąćsię w garść. Powoli, kroczek po kroczku pan sobie wszystko spłaci.
-Pomoże mi Pani?! Proszę niech mi Pani pomoże.
Rozglądała się po sali.
Dziewczyna która przeglądała telefon też rozmawiała.
- Nie spłaci Pan połowy nawet do śmierci? To spłacą pana dzieci, lepiej niech się pan postara.
To ta zarobiła lepiej niż prezydent.
Paliła coraz więcej, a na koniec dnia patrzyła na podsumowanie swoich wyników wyrażonych w złotówkach.
Daria była niezła.
-Pomogę, pomogę panu. Tylko niech pan już nie płacze.
Kurwa niby jak ja mam mu pomóc?!
W końcu jestem trochę psychologiem, a oni są jak dzieci… Kurwa, bez przesady!
Mam dwadzieścia kilka lat, jak ja mogę tym ludziom mówić o życiu, jak ja mogę się mądrzyć, jak ja mam rozwiązywać ich problemy, a potem mieć jeszcze siłę na swoje.
Może teraz wy słuchajcie moich problemów, co?! Słuchajcie o mnie! Pomóżcie mi, pomóżcie mi do cholery!
Miała spięty brzuch, każdego dnia. Od komputera bolały ją oczy i kręgosłup.
Wszyscy bez rąk, bez nóg, bez zębów, bez kasy i na głodowej rencie, nożesz kurwa mać!
Eh…!
-Daria do Ciebie.
-Znowu ona?
-Tak, Pani Józefa.
-Halo.
-Halo! Dzień dobry Pani Dario. Przepraszam, ma Pani nadal to ważne spotkanie? Nie chcę przeszkadzać.
Daria wróciła z rzygania.
-Nie Pani Józefo już się skończyło.
Spojrzała po dali. Dziewczyny robiły sobie warkoczyki i tez rozmawiały.
-To proszę pożyczyć…. Trudno! Ma Pan dwa dni, inaczej komornik rozpocznie czynności! Ładny ma pan dom? Proszę pomyśleć o dzieciach.
Wszyscy jak glizdy i robaki, pochowani, zaszczuci, zmęczeni i bez wiary. Apatyczni i agresywnie obojętni.
Dzieci… Boże, tylko niech nie będzie nic z dziećmi.
Przełożona, tzn. liderka chodziła po sali i uśmiechała się ładnie, a najładniej do tych których wynik wyrażony w złotówkach na koniec dnia był największy.
My tutaj to też cyfry, zgięte przy komputerach, zezowate z rozmazanym od monitora obrazem.
Ta pizda też jest cyfrą, ciekawe czy zdaje sobie z tego sprawę.
Jest jak Ci wszyscy, których zjadały rewolucje, jak Ci którzy ginęli od swojej własnej broni, jak Jagoda, Jeżow, jak Robespierre, jak te wszystkie inne naiwne jelenie, których naiwność jest jak niespodziewany cios w twarz. Tylko, że ta tutaj mniejsza, mniej znacząca. Jest po prostu mniejszym robalem z mniejszym numerem…
Jak to możliwe… Boże.
Boże?! Czy Bóg nie zapomniał tu o wszystkich?! O nas i o nich?! Zapatrzył się gdzieś?!
Nieee ta pizda nie wie, że jest cyfrą, bo jest produktem, tak jak oni. Jak Ci idioci, nic nie wie. Idioci, idioci w czystej postaci, groteskowi, książkowi i anegdotyczni.
Symbole, historia, odniesienia. Eh…
A srali, a spali, a chodziło im o to co wszystkim, chodziło im tylko w skrócie o nich samych, co tu dużo mówić. To jak to w końcu jest, wszystko jest do siebie podobne, czy wszystko jest inne? Chodzi im tylko żeby się nachapać, nażreć i już stąd pójść!
I wszyscy oni i my jak recykling, obiegowy mechanizm ludzkich obrzydliwości, straszności tej ludzkiej natury i wszystkiego, co w nas najgorsze i najpaskudniejsze! Cała ta cyrkulacja syfu, smutku , marności i braku nadziei! Eh…
I tak dalej i tak w kółko…
Inni też rozmawiali.
A wystarczyło, że była to pięćdziesiąta albo setna rozmowa i nawet ci najwięksi cwaniacy mówili „halo” –słabiutko i po cichu, ze smutkiem, z żalem i prośbą, żeby ktoś jednak był dla nich miły, żeby ich polubił. Żeby ktoś może kiedyś ich przytulił albo chociaż dotknął. Żeby ktoś może na ulicy na nich spojrzał. Na nich- małych , łysawych, pokrzywionych i brzydkich okularników-samo gwałcicieli.
Eh…
Raz zadzwoniła, a w słuchawce usłyszała szum i swój głos, a potem zobaczyła, że jeden ze zgarbionych odebrał prawie pod biurkiem telefon i usłyszała tylko;
-Teraz jestem w pracy oddzwonię później.
I tak dalej, i tak w kółko…
Daria spojrzała po sali, a chłopak który wyciskał syfa z nosa mówił, że przykro mu, że pan Jerzy stracił wzrok, ale kiedy brał kredyt to miał wzrok i widział co podpisuje.
Dzieci… Tylko, żeby nie było nic z dziećmi.
Nagrywała się na poczty głosowe, prosiła o pilny kontakt w pilnej sprawie.
Raz numer na który się nagrała oddzwonił.
-Tak słucham?
-Pani Daria?
Boże.
-Tak
Głos należał do maksymalnie pięciolatki.
-Pani Dario. Ja bardzo panią proszę, żeby Pani już nie dzwoniła do mojej mamusi, bo ona przez to leży cały dzień pod kocem i płacze i nie ma siły się ze mną bawić. Mamusia nie ma pieniążków i koniec. Ma pani do nas nie dzwonić, bo panią kopnę !
Rozłączyła się. Wstała i poszła złożyć wypowiedzenie.
W drodze słyszała rozmowę dziewczyny, malującej sobie przed lusterkiem rzęsy.
-Jest twoja mama w domu? Powiedz, żeby do mnie oddzwoniła. Powiedz, że dzwoni ciocia.
Liderka spojrzała na nią osłupiała i natychmiast wzięła ją na spotkanie.
Daria powiedziała jej, że nie chce w tym już brać udziału.
-W czym?
Odpowiedziała, że w tym gównie. Że nie będzie dzwonić do dzieci.
-Czemu?
Bo to straszne. Bo to potworne. Bo rozumie, że chociaż ludzie mają ciężko i często to nie ich wina, to jak pożyczyli pieniądze to muszą je oddać. Ale dzwonienie do dzieci to okropieństwo i największe skurwysyństwo jakie widziała w życiu i ona mówi stop.
Ropucha już po pierwszym zdaniu skrzywiła twarz w grymasie zirytowanego, nierozumiejącego i drwiącego zdziwienia. Tak jak robi to człowiek, który już w pierwszym momencie kiedy słyszy rzeczy wybiegające z toru jego rozumowania i postrzegania spraw, całkowicie nie stara się niczego zrozumieć.
Jak człowiek, który ma ideologie przed faktem, tak jak człowiek który już dawno przestał się zastanawiać, mieć wątpliwości i powtarza w głowie i innym ustami, to czego się nauczył, to co ktoś mu wpoił i co uważa za jedynie słuszną rzecz.
Jak inteligentny człowiek nowego typu, którego pseudointeligencja opiera się na tym, że potrafi wybronić i uzasadnić jakąś tezę, której rozpowiadania i formułowania przez nią wszystkiego co się dzieje oczekują ci, którzy mają z tego największe zyski.
Jedną tezę, która go określa, a jemu wydaję się, że określa wszystko, bo jest wszystkim co zna i jedynym przez pryzmat czego rozumuje.
Daria przypomniała sobie wtedy, że kiedyś w telewizji widziała księdza, który spytany co to znaczy być opętanym, odpowiedział że opętanie jest wtedy, kiedy ktoś jest zdominowany przez jedną rzecz i wszystko w niej zatraca i rozumuje tylko przez nią, bo wpada w jej pułapkę pozorności.
Pizda po kursach krzywiła się dalej jak pół małpa, pół robot. Niewyspany, blady i śmierdzący papierosami.
I wtedy padało zawsze „ok rozumiem, ale…”
Wszyscy, wszystko zawsze tu rozumieli, mieli tylko ale.
A Daria już to znała, wiedziała, że pół kretyn, pół słabo podlana, przekwitająca i umierająca roślina stosuje „by pass” i tym razem tego nie słuchała, po prostu wyszła.
Odprowadzał ją wzrok tych wszystkich skrzywionych pół małp, pół robotów. Obłapiał ją, a wyprowadzając- wykopywał.
Na ścianie „Rentowne standardy”.
Eh… Banda Ciot… Ciot i zjebów.
Kurwa! Paskudne gnoje! Lepiej być skurwysynem, niż robić w chuja z uśmiechem na twarzy!
Usłyszała jakiegoś chłopaka;
-Rozumiem, postaram się panu pomóc ale…
Złapała za bluzę rozwieszoną na krześle dłubiącej w zębach dziewczyny. Ta spojrzała na nią i rzuciła tylko „ale”, a Daria z krzykiem rzuciła w pomocnego chłopaka.
-Masz tu kurwa swoją pelerynę ty pierdolony supermanie, masz kurwa leć go uratuj jebana cioto.
Wyszydzali ją, szeptali i miała wrażenie, że oczy im się świecą, że są jak wilki.
Wiecznie na polowaniu, wiecznie nienasycone wilki.
Wybiegła..
To hieny nie wilki!
A na koniec usłyszała, jak jedna z dziewczyn grzebiących w torebce mówi dłużnikowi, że to jego wina, bo nikt mu nie kazał tego robić.
Taaak… Praca to tragedia, to tragedia człowieka kiedy trzeba pracować, a nie realizować swoją pasję…
Jak się w życiu nie ma pasji, to się pracuje, a wtedy życie jest przejebane.
I wydało jej się, że dobrze, że od jakiegoś czasu nie musiała pracować…



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1335
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Misieq79 » śr 07 lut 2018, 22:58

Na nie.
Ładujesz łopatą archetyp Zuego Komornika, wstawki fekalno-urynalno-womitne, okraszone koprolalią. I walisz tąż łopatą w łeb czytelnika, celem - czego? Merde d'artiste?
I to okraszone Jedyną Prawą W Windykacji Darią Która Szlachetnie Rzygała A Pięciolatka Zafundowała Jej Katharsis I Wtedy J**ła Wymówieniem.
Sztampa na sztampie i sztampą pogania. Sztampowi komornicy, sztampowi wierzyciele.
Nie zszokowało, najpierw trochę rozdrażniło a potem ziewło mną od ucha do ucha.
Mateusz Nowak pisze:Source of the post a na ściankach kibla parę włosów łonowych przylepionych zaschniętym moczem.

Co praktyka to praktyka


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Mateusz Nowak
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: pn 05 lut 2018, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Mateusz Nowak » śr 07 lut 2018, 23:02

Nikt nie powiedział, że komornik jest zły :)



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 752
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Leszek Pipka » czw 08 lut 2018, 02:14

Też na nie. Ale jest światełko w tunelu.
Bo nie wszyscy robią w korpo, nie wszyscy mają wgląd w standardy i techniki. Warto je pokazać. I konsekwencje dla żywego organizmu. Tylko nie tak. Błotną lawiną.
Wagnerem.
Weź sobie puść jakiś fajny standard, posłuchaj, jak sekcja nabija rytm, jak ten rytm pulsuje, rośnie, cyt, przerwa, szczotki, cichutko, pochód basu, tu i tam puknięcie w werbel, delikatnie wchodzi tenor, rozkręca się, jedziemy z koksem, wszystko pulsuje, dramatyczny, atonalny akord, uspokojenie, pasaż fortepianu, ostatnia nutka, cicho...
Słowa już masz, nawet w sporym nadmiarze, te wulgarne też są potrzebne, fekalia również się przydadzą, ale nie rozwłóczone po całym tekście. Bo na razie brakuje kompozycji, myśli, napięć, harmonii, a dramat został wykrzyczany, jakby czytający cierpieli na ewidentną głuchotę.
Krócej. Zwięźlej. Pokazać, nie omawiać. Bez literackiego samogwałtu słowną zajebistością.
Partytura do przeróbki.
Może coś wyjdzie?



Awatar użytkownika
Juliahof
Debiutant
Debiutant
Posty: 458
Rejestracja: sob 13 sty 2018, 22:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Juliahof » czw 08 lut 2018, 10:36

Mateusz Nowak pisze:Source of the post
Przełożona, tzn. liderka chodziła po sali i uśmiechała się ładnie, a najładniej do tych których wynik wyrażony w złotówkach na koniec dnia był największy.
My tutaj to też cyfry, zgięte przy komputerach, zezowate z rozmazanym od monitora obrazem.
Ta pizda też jest cyfrą, ciekawe czy zdaje sobie z tego sprawę.
Jest jak Ci wszyscy, których zjadały rewolucje, jak Ci którzy ginęli od swojej własnej broni, jak Jagoda, Jeżow, jak Robespierre, jak te wszystkie inne naiwne jelenie, których naiwność jest jak niespodziewany cios w twarz. Tylko, że ta tutaj mniejsza, mniej znacząca. Jest po prostu mniejszym robalem z mniejszym numerem…
Jak to możliwe… Boże.
Boże?! Czy Bóg nie zapomniał tu o wszystkich?! O nas i o nich?! Zapatrzył się gdzieś?!

Tekst z dużym potencjałem, aczkolwiek ten fragment, który cytuję powyżej, jest akurat niezgrabny i zbędny - dydaktyczny komentarz odautorski. Osłabia wymowę dobrze ukazanych wydarzeń, bardzo dobrych dialogów, portretów glizd korporacyjnych i całego tego piekła. Jeszcze kilka innych słabych miejsc dałoby się znaleźć, też do wyrzucenia.
Generalnie jednak nie zgadzam się, ze to powielanie sztampowych wzorów. Cała literatura byłaby wtedy powielaniem, z "Ziemią obiecaną" Reymonta i Zolą włącznie. Nie ma nowych tematów, są tylko nowi opowiadacze i nowe scenografie.
Z pewnością są potrzebne korekty w obrębie kompozycji i budowania/różnicowania napięcia, ale sposób pisania i pokazywania rzeczywistości dobry, chwilami bardzo dobry.



Awatar użytkownika
Jundi
Pisarz domowy
Posty: 62
Rejestracja: czw 01 lut 2018, 22:51
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Jundi » czw 08 lut 2018, 14:11

Potwierdzam autentyczność. Tak to właśnie wygląda. Ludzie bez zasad, bez emocji. Poważny problem dzisiejszych czasów.
Sam niegdyś pracowałem w korpo na Domaniowskiej, gdzie dzwoniło się i wciskało się (przepraszam, proponowało) przeróżne badziewia. Pamiętam sytuację jak dzwoniłem do inwalidy, który mówił, że ma 600 zł renty i nie stać go na laptopa, zresztą nie ma znajomych i po co mu internet. Kierownik (przepraszam, team leader) kazał mi żebym mu powiedział, że dzięki internetowi mobilnemu ten Pan będzie w końcu mógł sobie znaleźć przyjaciół.


Parszywa robota nie polecam.
A tobie Mateusz winszuje! Świetna robota z tym tekstem. Bardzo mi się podoba.


"W internecie znajdziecie tylko najprawdziwszą i jedyną słuszną oraz absolutną prawdę"
- Albert Einstein :lol:

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2836
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Bartosh16 » czw 08 lut 2018, 15:26

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Praca…ale człowiek jest przez nią głupi, ile zmarnowałam czasu na tą głupotę


Zasadniczo powtórzenie.
"Tę głupotę". Biernik.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Roksana powiedziała wtedy, że faceci są pojebani bo wolą tępe laski niż normalne i umiejące kochać dziewczyny i, że ostatnio rozstała się z chłopakiem, bo odkryła, że pieprzy tą jebaną dziwkę Jolę, że sama ich ze sobą poznała bo poszli na wino w bramę, że nie teraz, ale niedługo się zemści na nim i na niej- wpierdoli im kose w żebra, czy coś takiego. Ale ogólnie to ma w dupie ją i jego, a poza tym nie chce już faceta na stałe.


Osobiście nie jestem fanem, kiedy trzecioosobowy narrator nie jest bezstronny, i wyraża swoje okraszone wulgaryzmami opinie nt. bohaterów.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Wyjebane mam.-usłyszała Daria.


Zły zapis dialogu.

"[...]mam. - Usłyszała[...]"

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Nie miała w kieszeni żadnych fajek


Zbędne słowa.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post powinna zastanowić się nad korporacją. Skoro wszędzie jest chujowo, to niech chociaż lepiej płacą.


Czy w korpo dobrze płacą? W porównaniu z resztą rynku? Minimalna krajowa, dedlajny, fakapy, asapy i nieustanna presja przemieszana z wyścigiem szczurów. Chyba że się mylę.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Tam, gdzie kasa musi być w coś przerobiona, gdzie potrzebny jest pretekst, zawsze trochę mniej się zarabia, bo to przerobienie kosztuje. Tam, gdzie zarabia się za czystą kasę, zarabia się jej więcej…


Nie widzę sensu w tym tłumaczeniu.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Ubrała się ładnie i poszła na rozmowę kwalifikacyjną do firmy windykacyjnej.


O tak o, wstała i poszła? Gdzie CV? Zaproszenie na rozmowę? To tak nie działa.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post No cóż… okej.


Co "okej"? To myśli narratora czy Darii?

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Oprócz tego „współpraca”; „bądź tu i teraz”; „słuchajmy się”; „zaangażowanie” ; „szczerość i otwartość”; „szanujemy odmienne zdanie innych osób”; „każda próba zwiększa szansę powodzenia” ; „telefony komórkowe w stanie wyciszenia


Dlaczego średniki?
Zrymowało Ci się. To niewskazane.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Przypomniała sobie słowa młodego, zdolnego rapera z jej rodzinnego miasta- „Uśmiechnij się, uśmiechnij się


Częstochowa? Sarius?

Mateusz Nowak pisze:Source of the post potem spojrzała na swoją twarz w bieżącym wydaniu. Od czasu zrobienia fotografii minęło kilka tygodni,


Aha! Twarz w bieżącym wydaniu oznacza twarz TERAZ. Nie zrozumiałem za pierwszym podejściem.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post włosy wybladły


Zbladły, wypadły czy mix?

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Windykowała świadomych, nieświadomych, cwaniaków, idiotów, ludzi chorych. Ludzi z miast dużych, małych, ludzi ze wsi. Ludzi grubych, chudych, łysych, małych, dużych, przyjemnych, buraków, chamów, idiotów, złodziei, naiwniaków, desperatów, schizofreników, ślepych i niemych. Ludzi z doświadczeniem dłużniczym i ludzi nie wierzących w to co się dzieje.
Twardych i miękkich, nerwowych i spokojnych, a te pokrzywione i zgarbione wydry, szczupaki, świnie, larwy i hipopotamy nie potrafiły chodzić na szpilkach więc wyglądały jak upośledzone, nie tylko przez ich wyraz twarzy.


Wyliczanka to z reguły nie jest dobry pomysł. Tak naprawdę mało kto to czyta, jeśli jest takie długie.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Zarabiam 1500 zł, a wam płacę 500


Liczebniki słownie.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post życzyła bankrutom, kaleką, i innym przegranym miłego dnia.


Noooo... Za ortograf będzie poprawczak.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post -Ja pierdole, dawaj go…


"pierdolę"

Mateusz Nowak pisze:Source of the post wynik wyrażony w złotówkach na koniec dnia był największy.


Dobra, miałem się nie czepiać, ale chyba się czepię. Jak działa ta firma?
Nie pracuję w miękkiej windykacji, ale mniej więcej kumam zasady ich działania. Wierzyciel przekazuje im dług do ściągnięcia i firma otrzymuje wynagrodzenie bodajże na zasadach prowizyjnych. Pracownicy zaś zarabiają na podstawie ściągalności, co oznacza, że ich rzeczywiste zarobki powinny być widoczne w okresowym rozliczeniu w oparciu o kwotę, jaką udało im się ściągnąć.
Jak działa firma Darii? Co to są te złotówki na koniec dnia? Nie bardzo rozumiem.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Jak człowiek, który ma ideologie przed faktem, tak jak człowiek który już dawno przestał się zastanawiać, mieć wątpliwości i powtarza w głowie i innym ustami, to czego się nauczył, to co ktoś mu wpoił i co uważa za jedynie słuszną rzecz.
Jak inteligentny człowiek nowego typu, którego pseudointeligencja opiera się na tym, że potrafi wybronić i uzasadnić jakąś tezę, której rozpowiadania i formułowania przez nią wszystkiego co się dzieje oczekują ci, którzy mają z tego największe zyski.
Jedną tezę, która go określa, a jemu wydaję się, że określa wszystko, bo jest wszystkim co zna i jedynym przez pryzmat czego rozumuje.


Jeśli to nie jest zamierzone, to niewskazane.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post księdza, który spytany co to znaczy być opętanym, odpowiedział że opętanie jest wtedy, kiedy ktoś jest zdominowany przez jedną rzecz


Opętanie jest wtedy, kiedy siedzi w Tobie zły duch.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Masz tu kurwa swoją pelerynę ty pierdolony supermanie, masz kurwa leć go uratuj jebana cioto.


Nie jestem zwolennikiem wulgaryzmów w podanej ilości, ale jeśli już ktoś ma potrzebę wplatania pani na K w charakterze przerywnika, to winna ona być oddzielona przecinkami z obu stron, a więc "[...]masz tu, kurwa, swoją pelerynę[...]".



Szczerze? Spodziewałem się dużo gorszego tekstu.
Na wstępie zaznaczę, że tekst nie zdaje u mnie Testu Pierwszego Zdania. Pierwsze zdanie jest najważniejsze.
W trakcie lektury wyłapałem kilka rzeczy, które w klasycznym tekście bym poprawił, ale tutaj nie mogę pozbyć się wrażenia, jakby większość słów była na swoim miejscu.
Oczywiście temat zgrany, o czym wspominał Misieq, ale nie czytało mi się źle.
Bluzgów nadmiar. Wielu można uniknąć. Bluzganie dla bluzgania to nie literatura.
Nie jestem pewien, czy zniósłbym powieść na trzysta stron pisaną w takim stylu, ale coś mi mówi, że dałbym radę.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2432
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

[W]Fragment powieści "Smycz"

Postautor: ravva » czw 08 lut 2018, 23:08

leszek pisze:Weź sobie puść jakiś fajny standard, posłuchaj, jak sekcja nabija rytm, jak ten rytm pulsuje, rośnie, cyt, przerwa, szczotki, cichutko, pochód basu, tu i tam puknięcie w werbel, delikatnie wchodzi tenor, rozkręca się, jedziemy z koksem, wszystko pulsuje, dramatyczny, atonalny akord, uspokojenie, pasaż fortepianu, ostatnia nutka, cicho...
to tak, tego... :roll: jak to szło? a!:
leszek pisze:Bez literackiego samogwałtu słowną zajebistością.


dokładnie. tego się wystrzegaj
korpo ładnie, działa. skrócić, bo za wszystko chcesz opowiedzieć.
ale dobre to.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
nikto
Pisarz domowy
Posty: 179
Rejestracja: ndz 22 paź 2017, 00:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Fragment powieści "Smycz"

Postautor: nikto » sob 10 lut 2018, 18:09

Nawet niezła wstawka. Fajna dynamika, ciekawe spostrzeżenia, ale faktycznie klimat fekaliowy - urynowy to przegięcie.
Święty nie jestem, ale to po prostu odrzuca.
Nie znam aż tak bardzo specyfiki pracy w korpo (na szczęście), więc nie wiem, czy jet aż taki dysonans pomiędzy zachowaniem ludzi przed kamerami i bez nich. W kwestii języka, też.
Ale nieźle się czyta.



Awatar użytkownika
zsv23
Pisarz domowy
Posty: 60
Rejestracja: pt 05 maja 2017, 17:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: P do N kreska
Płeć: Mężczyzna

[W]Fragment powieści "Smycz"

Postautor: zsv23 » sob 10 lut 2018, 18:47

Nierówny tekst. Są momenty, które nawet błyszczą, ale jest też trochę potknięć. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy - za dużo trzykropka. Gdzieś przeczytałem kiedyś, że wykrzyniki i trzykropki powinny występwać nie częściej niż trzy razy na 10k znaków - uważam, że to dobra zasada :D

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Karta wisiała na sznurku, a wychodząc założyła ją na szyję i poczuła, że nakłada na siebie smycz, która tkwiła na niej później każdego dnia.

Tutaj wykładasz kawę na ławę. Zdecydowanie zbyt oczywiste, w dodatku "poczuła, że" - klasyczne tell zamiast show. W ogóle coś jest w tym zdaniu skopane gramatycznie (karta wisiała, a wychodząc założyła). Wiem, że tam wcześniej podmiotem jest zawsze Daria, ale mimo wszystko mi to nie gra. Ponadto, czy informacja, że karta wisiała na sznurku, rzeczywiście jest potrzebna?

Ja bym to napisał np. tak:
Wychodząc do roboty Daria zawsze zakładała na szyję smycz z identyfikatorem, smycz, na której chodziła osiem godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post kartę, której przykładanie do czytnika umożliwiało jej wchodzenie i wychodzenie z pomieszczeń korporacji.

Niezgrabne zdanie. Jedno słowo - karta dostępu/identyfikator by wystarczyło, moim zdaniem. Czytelnik domyśli się, że chodzi o te magnetyczne zamki w korpolabiryncie. Ewentualnie później w tekście byś wtrącił "...pomyślała Daria, zbliżając kartę do czytnika. Zamek zapikał" etc.

Mateusz Nowak pisze:Source of the post Jak się w życiu nie ma pasji, to się pracuje, a wtedy życie jest przejebane.

Z tym się zgodzę, chociaż wydaje mi się, że tym, którzy nie mają pasji (tak jak Daria i 95% społeczeństwa), jest to i tak obojętne.

Prawdziwy dramat jest, jak człowiek ma pasję, a mimo to robi w czymś zupełnie innym, "bo z tamtego nie wyżyję". U naszej bohaterki dylemat jest trochę inny (z tego co zrozumiałem), mianowicie frustracja nieludzkim kapitalizmem.


An artist can't tell you what the hell they're up to. They don't know. They can maybe guess. What they're actually doing when they're producing a piece of art is figuring out what they're up to. And that's when you know they're actually artists. They're moving beyond themselves.
Jordan Peterson

Awatar użytkownika
Tymek
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: pt 09 lut 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W]Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Tymek » pt 16 lut 2018, 23:29

1. Używasz slangu, a piszesz wszędzie korporacja, może być po prostu korpo.
2. Fragment z wyliczeniami wierzycieli jest zbędny, można go skrócić. Człowiek ślizga się po nim, zamiast czytać.
3. Wierzyciele mieli mnie chyba złapać za serce, ale mnie nie ruszają. Jakby było ich mniej, ale ich problemy były bardziej rozbudowane, może dałoby lepszy efekt. Tak są szarą masą.
4. Dlaczego akurat 1/20 pensji na papierosy? Jak dla mnie zbyt konkretna liczba, ale to szkopuł.
5. W paru miejscach nie sztymują dialogi, wiem, że będę brzmieć jak zacięta płyta, ale poradnik fantazmatów, polecam.
6. Pięciolatka nie gada jak pięciolatka. W każdym razie nie jak te, z którymi się widziałem i rozmawiałem.
7. Scena przyjęcia do korpo taka sobie, jakby trochę rozbudować mogło by bardziej ukazać oblicze rekruterów
8. Brzydota i zgryzota na piedestale przedstawiona w sztampowy sposób. Nie bierz tego do siebie to tylko odczucie i każdy może mieć swoje.
9. scena katharsis mnie nie kupuje, pojawia się nagle i równie nagle znika. Budowanie napięcia jest zbyt płaskie, aby rozwiązanie coś we mnie ruszyło.

+ dynamika i rytm
+ jakiś pomysł
+ codzienna marność młodego człowieka



Awatar użytkownika
Czarna Emma
Umysł pisarza
Posty: 753
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

[W]Fragment powieści "Smycz"

Postautor: Czarna Emma » pn 19 lut 2018, 16:31

Z uwag ogólnych:
trudno się to czytało. Wyczuwam brak rytmu, brak głębi emocjonalnej. To suchy spis wydarzeń, czytając, nie czułam emocji. Temat ma potencjał, ale wykonanie pozostawia trochę możliwości dalszego rozwoju. Poza tym, przeszkadzały mi wulgaryzmy, ale to chyba sprawa bardziej indywidualna.
Mateusz Nowak pisze:Source of the post Od czasu zrobienia fotografii minęło kilka tygodni, a Daria zdążyła już nabrać worków pod oczami. Te z kolei stały się obojętne, obce i mdłe. Uśmiechu nie było, a cera i włosy wybladły.

Mam wrażenie, że nie chodziło tu o obojętne worki pod oczami. :)


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości