Projekcja na Ścianie Wschodniej

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Projekcja na Ścianie Wschodniej

Postautor: major sedes » pn 06 lis 2017, 01:01

Liczę na nasze komentarze. :) Potem zezuję od krytyki i wreszcie dziękuję za poparcie. Wklejam tekst na pożarcie! A poważnie, wylał się ze mnie dawno już, po co ma leżeć?


"Projekcja na Ścianie Wschodniej"

Najpierw do przodu, szerokim łukiem po wydeptanej ścieżce, pod daszek małego kiosku. Tam na pewno ktoś jest! – pomyślał X.

Czasem się zdarza, że stoją tam już inni, równie dobrze pokręceni, popijając „nektar zawiłości i rozprostowań”. Pomioty pewnego ułomnego systemu, którym brak piątej klepki, ale mówiąc ściślej, brak jej całemu systemowi. Potem, po krótkim zawrocie głowy, kilku, co bardziej ciekawszych i wyklarowanych przez nektar osobników wychyla głowy zza winkla kiosku, a resztka odwagi i chęć odgadnięcia, czego brak, popycha ich wewnętrznie do dalszej marszruty.

Dalej jest już stosukowo prosto, jeśli tak można powiedzieć. Wzdłuż łukowatego żywopłotu, potem całkiem spiralnie przy jednej z niewielu prostych ścian, aż do zakręconego mostu wspierającego się na jednym pylonie, mijając „pomnik koślawej doskonałości”. Nie ma co marzyć, a raczej nie ma czym marzyć o powrocie do miejsca z którego się ruszyło. System pracował beznamiętną strukturą, a jego pomioty żyły w ciągłym ruchu, tak się przynajmniej wydawało. Może przyczyną była wadliwa konstrukcja mózgów lub programu zawiadującego wszystkim. Rzadki obłęd wpisany był w konstytucję, nie istniał osobnik bez defektu.
Wnętrza gdzie zatrzymywali się na sen spragnieni prawdy, też nie cechowała żadna symetria czy ład. Chodzono wzdłuż, w poprzek, przez, nad, a spano po prostu na czymś. Labirynt bez wejścia i wyjścia. Dzieci kulawego systemu prześcigały się w wymyślaniu zabaw wykorzystując zastane środowisko. Ławeczki, gzymsy, szczeble i ścianki służyły im do gimnastyki i popisów. Krótkie i dłuższe ścieżki, rozbiegi i zeskoki podtrzymywały ich rosnące ciała w kondycji. Nie było drzwi, przestrzeń nie dzieliła się na zewnątrz i wewnątrz. Był to świat wytworzony przez kogoś, kto sam nie zdając sobie sprawy z własnej ułomności skazał tysiące istot na życie w błędzie i obłędzie.
Orientacja nie była znanym pojęciem. Wszyscy czuli się tak, jakby nie potrzebowali modyfikacji. Z tego względu ten ich świat nie trwałby długo, osobniki wyginęłyby z racji nieumiejętności i totalnego bezsensu, gdyby nie przełomowe zrządzenie losu.
Raz na jakiś czas zdarzały się przypadki, gdy pewne osobniki poznawały siebie wzajemnie spotykając w otoczeniu, które w ich ułomnych umysłach wydawały się skądś znajome. Jakaś idea świtała w głowach, lecz szybko pierzchła. Dwóch takich, sobie przeznaczonych, mijało się nieopodal krzywej, ślimaczej wieży.

- Ja już ciebie gdzieś widziałem – powiedział X.
- Nie sądzę – odparł Y.
- Ależ tak, na pewno, pod daszkiem małego kiosku – powiedział X. Był to osobnik, mówiąc relatywnie, ponadprzeciętnie bystry. Nosił czapkę na bakier, okulary i torbę przerzuconą przez prawe ramię. Jego spostrzegawczość nadawała jego życiu sens większy niż mieli inni.
- No, być może i co z tego? – zdziwił się Y sytuacji, która w jego oczach, a miał zeza i równie zezowate szczęście, nie budziła nic nadzwyczajnego.
- Przedstawię się – powiedział odważnie X – nazywam się Eustachy Lewoskrętny i jestem poszukiwaczem prawdy.
- Mnie na imię Zenobiusz Ciutnaprawo, miło mi – odpowiedział Zenobiusz równie uprzejmie, a także odważnie – i wobec tego jestem poszukiwaczem poszukiwacza.

Obaj poszukiwacze kontynuowali rozmowę, a czas uciekał. Eustachy wyjął z torby książkę, poprawił okulary i pokazał Zenobiuszowi. Opowiadał, że znalazł ją w pewnej piwnicy, ale nie pamiętał, kiedy to było. Wiedział jedynie, że ta książka ma wielkie znaczenie. Zenobiusz słuchał z zainteresowaniem o tym, że według zapisanego w książce proroctwa wkrótce wszyscy błąkający się po ulicach osobnicy z oczami wgapionymi w chodniki, zostaną skierowani przez system, aby ujrzeć prawdę. Miało to być wielkie odnalezienie. Uzdrowienie świata w wyniku zrozumienia i upowszechnienia prawdy. Tym czymś według słów w księdze będzie odnalezienie i stawienie się wszystkich w jednym czasie przed Ścianą Wschodnią, na której odbędzie się Projekcja.
Zenobiusz obrócił się trzy razy przez lewe ramie, chwycił za nos i powiedział do Eustachego, żeby złapali się za ręce i chodzili wszędzie razem to się nie zgubią. Więc trzymali się, choć głowy i myśli mieli wykręcone w przeciwne strony. Obojgu brakowało do pełni elementu, który posiadał towarzysz, Eustachemu - prawości a Zenobiuszowi – lewej strony, niemniej razem posiedli namiastkę centrum.

W przewidzianym przez przepowiednię czasie, wszechmocna, niewidzialna wola systemu skierowała drogi wszystkich osobników na właściwe ścieżki, dzięki którym dotarli pod Ścianę Wschodnią. Szli jak mrówki wracające do mrowiska. Obezwładnieni siłą wyższą stali nieruchomo patrząc na Projekcję. A ich oczy zajaśniały, a blask z ekranu oświetlił twarze. Zaciśnięte usta rozchylały się szeroko. Ściągali czapki i kapelusze, poluzowywali krawaty i oniemiali zdejmowali chusty. Podnieśli czoła i popłynęły łzy olśnienia, a ręce składały się jak do modlitwy. I nagle wszystko zmieściło się w głowach. Rozglądali się wokoło widząc siebie nawzajem po raz pierwszy i zrozumieli, że ziemia ma tylko jeden księżyc. A pęd poszukiwania ustał i zobaczyli, że ich świat podobny jest do wiszącej, rozległej chmury z której spływał deszcz ładu i porządku.

Eustachy Lewoskrętny podszedł do ekranu na ścianie, uniósł książkę ponad swoja głowę i zwrócił się do tłumu głośno wołając. Krzyczał, że ta Projekcja opisana jest w księdze i jemu jedynemu ze wszystkich przypadł zaszczyt nie być zdziwionym ani zaskoczonym. Z zimnym sercem oglądał widowisko i czuł, że jest przeznaczony do wyższych celów. Na znak swojej gotowości do przyjęcia tak szczytnego statusu, położył księgę na ziemi i stanął na niej. Stał się wywyższony przez jej mądrość i wzniósł się ponad głowy wszystkich zebranych. A z tłumu dochodziły pytania, a on miał swoje głośne zdanie na każdy temat. I gromy rzucał i wskazywał palcem na wszystko prócz swojego serca.
Wszyscy zapragnęli utożsamiać się z kimś chodzącym ponad ziemią, tylko Zenobiusz nie mógł przełknąć tej maskarady, znał Eustachego. Odwrócił się za siebie i widział tylko horyzont. Pokazał plecy Nowej Prawdzie i poczuł, że jednak nie wierzy. Wiedział, że nie może dołączyć do powszechnego entuzjazmu i zarazem bał się go opuścić. Stał pod Ścianą Wschodnią i łzy zaczęły napływać mu do oczu. Zdał sobie sprawę, że świat sprzed rewolucyjnej Projekcji był nicością, a po niej jest duchową obfitością, z którą jednak nie ma związku. Rozdarty wewnętrznie zaczął powoli, a następnie coraz szybciej oddalać się od całego zgromadzenia. Wkrótce zniknął w zaułkach domów i ulic. Przepadł, podczas gdy gawiedź wołała do Eustachego: Jeszcze! Jeszcze! Więcej! Chcemy wiedzieć więcej...

Zenobiusza Ciutnaprawo znaleziono w kanałach pod miastem, pijącego „nektar zawiłości i rozprostowań”. W podziemnym labiryncie żył jak z czasów sprzed Projekcji. Nektar służył mu wybornie, podsuwając coraz nowsze interpretacje przełomowego wydarzenia. Zgubił się w rozmyślaniach, a jego wywody, bez początku i końca, dotyczyły wyłącznie tego, co wszyscy zobaczyli. W malignie bełkotał o wielkiej galerze na stu wiosłujących, o dzieciątku władców świata, które na perłowo-białych, łabędzich skrzydłach wzniosło się w przestworza, uciszając sztormową burzę samym gestem rozłożenia rąk. Mówił o chórze trębaczy przystrojonych jak aniołowie i o cudownym odnalezieniu nowego lądu. Przed oczami ukazywała się mu kolorowa róża wiatrów i złoty kompas odkrywców szukających kierunku podróży.
W zatęchłych korytarzach kanałów, razem ze szczurami i robactwem, Zenobiusz odpłyną za horyzont realnego świata jakby na wielkiej mrocznej galerze. Nektar zawiłości kołysał go niczym sztorm łodzią na morzu. Kolorowe i burzliwe wspomnienie pełnej przepychu Projekcji nie dawało mu ukojenia. Podzielony na życie w nicości bez wejścia i wyjścia oraz na podsycanym przez nektar wspomnieniu o Prawdzie stał się jak rozłupany kamień. Przestał być.

Projekcja zjednoczyła i uskrzydliła wszystkich, zamieniając chaos w kosmos. Ściana Wschodnia przeistoczyła się w magiczne miejsce kultu. Zorientowani w terenie osobnicy przechadzali się nieśpiesznie przy jej grubym murze, na którym widniał pokaźny portret Eustachego, witając się przyjaźnie:
- Dzień dobry!
- Dzień dobry.

Ściana Wschodnia ciągnęła się daleko i wysoko i była nożem wbitym w tort miasta, brakującą stroną tego małego świata. Bez niej podobny byłby do filiżanki bez ucha, do noża bez rękojeści. Ponieważ Ścianę Wschodnią przemieniono z czasem w hologram cienki jak mgiełka dawało się przeniknąć na jej drugą stronę, która była światem lustrzanego odbicia.
Rzędy wyznawców świętej księgi i świętej ściany ustawiały się przed nią z księgą proroka przed twarzami i bujały się, niemalże uderzając o nią, podczas gdy hologram projektował Eustachego tańczącego taniec mandali. Taniec ten był wymysłem samego oświeconego wieszcza i jednoczył w sobie wszystkie kierunki i dążenia wyrażając pełnię jego majestatu. Nikt nie umiał zatańczyć tego tańca jak on, gdyż nikt nie odkrył rewersu świata, nie spojrzał na dwie strony medalu jednocześnie. Dla reszty moneta losu upadała zawsze zakrywając niepoznane.

Eustachy Lewoskrętny dożył sędziwego wieku. Odejście jego oddechu wróżyło ostateczny koniec. Zabalsamowane ciało umieszczono w szklanej trumnie na szczycie Ślimaczej Wieży. Trzeciego dnia po śmierci taniec mandali na hologramie wygasł, a sama Ściana stała się przezroczysta i niewidoczna. Wszelki ruch ustał. Niczym figurki na szachownicy świat zatrzymał się. Drogi na powrót prowadziły donikąd, bo nad światem zapanował chaos możliwości.



Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4640
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 3
Płeć: Mężczyzna

Projekcja na Ścianie Wschodniej

Postautor: Andrzej Pilipiuk » pn 06 lis 2017, 01:06

może krytycy literaccy docenią - jak dla mnie styl skrajnie męczący odbiorcę...



Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Projekcja na Ścianie Wschodniej

Postautor: major sedes » pn 06 lis 2017, 01:13

Witam, może za póżno na inną formę komunikacji o tej porze, p. Andrzeju?




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości