[18+] Skra cz.2

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1330
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[18+] Skra cz.2

Postautor: Misieq79 » śr 05 lip 2017, 11:26

Druga i ostatnia część Skry.

przemoc wulgaryzmy

Konkurs z nagrodą w postaci wirtualnego Uśmiechu Kierownika: o co chodzi z Kormoranem i Szarym Gladiatorem?


Objawy Dołczana może i byłyby słuszne, ale warsztatowa teoria musiała ustąpić przed pokładową praktyką. Prawda, zaciskał zęby patrząc, jak Łuna grzebie w pozostałych trzech jego podopiecznych i wynajduje jedno po drugim uszkodzenia. I, pomijając go w łańcuchu dowodzenia, biega do kapitana z zamówieniami. Stal, mosiądz, stop łożyskowy… Zanim czwarty silnik wrócił z warsztatu mistrza Łatczyna, przepracowała cięgiem pięć dni i przespała szósty i pół siódmego. A potem objawy głównego mechanika rozwiały dwa słowa.
Choroba powietrzna.
Łuna rzygała praktycznie od momentu startu. Zgięta wpół, zwracała posiłek, potem wodę, a na końcu żółć. Po kilku godzinach uspokoiła się na tyle, by wypić napar przygotowany przez pokładowego lekarza. A potem Chciwość weszła w strefę turbulencji - lekkich, na które większość załogi praktycznie nie zwróciła uwagi. Łuna zwróciła. I zwróciła zawartość żołądka na łapiducha. Wilhelm Staenbrigg, latający jeszcze z Baronem na Ametyście, zrezygnowany, dał jej w końcu selchak. Po narkotyku wprawdzie ustąpiły nudności, ale również i przytomność.
- Toś wynalazł kapitanowi specjalistę - skomentował Dołczan ze źle ukrywaną satysfakcją.
- Nie słyszę cię, strasznie ten silnik hałasuje - odciął się Zeglej. - Chodź na prawą burtę, tamten robiła Łuna, ciszej będzie…


- Nie mogę z wami latać. Przykro mi, kapitanie. Zmarnował pan...
- Nie zmarnowałem niczego. Nie musisz latać, zostaniesz na Rodopie. Masz warsztat i wszystko, co ci potrzeba.
- Jednak chciałabym. Pierwszy raz czuję, że mam rodzinę.
Rodzinę, pomyślał Reckard. Mordercy i rabusie. Jednak… w każdym z tych ludzi było przecież coś dobrego. A sama Łuna… swoją dziecięca naiwnością chyba wydobywała z nich dobre instynkty.
Wkrótce stała się swego rodzaju maskotką całej załogi. Najbardziej garnęła się do Mavluda i na co dzień niedostępnej Wilżyny. Zdarzały się i gorsze momenty. Dwóch wyspiarzy, zaciągniętych na jeden rajd łupieski, wzięło ją za dziewkę służebną i próbowało zgwałcić. Na jej i swoje szczęście, zdążyli ją dotknąć tylko rękami. Potem Mavlud trzymał każdego z nich w żelaznym uścisku, a Traganek obcęgami pozbawiał ich palców, paliczek po paliczku. Oczywiście zadbali, by nie widziała tego, ani nie słyszała ich wrzasków.
A pewnego dnia przyszła do Reckarda.
- Zrobię ci silnik, kapitanie. Silnik do twojego statku.
“Przecież mamy”, to było pierwsze, co cisnęło się Vissirowi na usta. Potem przypomniał sobie porastające kurzem działko Zegleja.
- Co za silnik?
Odpowiedzią był techniczny żargon, który przyswoiła sobie w błyskawicznym tempie. Padały słowa takie jak “poczwórna gwiazda”, “chłodnica doładowania”, coś o popychaczach, o turbinie odlotowej. Przerwał jej.
- Dziecko, jestem prostym kupcem. Sprzedaj mi to.
Spojrzała, nie rozumiejąc.
- Co on będzie potrafił lepiej niż te, które posiadam?
- Będzie miał wagę dwóch. A moc czterech. Może pięciu. Palił będzie za trzy. Albo mniej.
- Na paliwie i smarze, których używamy?
- Na paliwie i smarze, których używamy - powtórzyła jak echo.
- A jak obsłużysz go w locie? - Czuł się źle, ale musiał zadać to pytanie.
- Ja czuję… że nie będzie to potrzebne. Dołczan sobie poradzi.
- Rób więc - westchnął. - Czego potrzebujesz?
Tego, co zawsze. Stali, żeliwa, aluminium, mosiądzu, miedzi, stopu łożyskowego. W dużych ilościach.
- Będę potrzebowała paru chłopaków do montażu.
Prawda, działko działkiem, ale silnik miał ważyć kilka tysięcy funtów. Kapitan nie pomyślał, jak Łuna go zmontuje. Chyba, że miałaby skręcać go z setek małych elementów.
- Tylko zawołaj.



Gdy dostała, co chciała, zamknęła się w warsztacie. A Po czterech dniach kapitana odwiedził Zeglej.
- Nie podoba mi się to kapitanie.
- Co konkretnie?
- To duża robota. Jeśli będzie pracować jak ja - a będzie - wykończy się.
- Tedy co, kazać jej przestać?
- Nie da rady. - Zbrojmistrz przypomniał sobie, jak w jednej z kryjówek atak konkurencyjnej załogi oderwał go od zadania. A pracował nad durną prasą, która miała tłoczyć ogniwa do taśm amunicyjnych. Robota została porzucona, a Zeglej odchorowywał to dwa tygodnie. Zupełnie jakby porzucił dziecko. - W każdym razie, nic to dobrego nie da.
- Brawo - zirytował się kapitan. - Czyli mówisz mi, że nic nie zrobimy.
- Trzeba dbać o nią, tyle powiem. Karmić, jeśli przyjdzie potrzeba.



Takie też Reckard wydał dyspozycje, po czym wyruszył złupić kliper pocztowy. Wrócił po czterech dniach i zanim jeszcze wydał dyspozycje co do łupu, poszedł do Łuny.
Jej dzieło powoli nabierało kształtów. Karter silnika spoczywał już na stojakach. Gdy wszedł, pracowała nad wałem. Skupiona, z błyszczącym spojrzeniem, powoli kierowała frez za pomocą korby.
- Jesteś, kapitanie. - Uśmiechnęła się. - O, dobrze że mnie oderwałeś, bo zgłodniałam okrutnie.
Porzuciła pracę, usiadła przy stole, gdzie stał talerz z wystygłym już posiłkiem. Nie, nie jadła. Po prostu żarła, odrywając zębami wielkie kęsy. Kufel piwa osuszyła w tempie, o które Reckard nie podejrzewałby najbardziej zaprawionych opojów. Beknęła bez krępacji i zasiadła z powrotem do roboty.
Kapitan przyjrzał się jej jeszcze. Nie, zdecydowanie nie wyglądała jak chudnący w trakcie roboty Zeglej. Uspokojony tą obserwacją, Reckard wyszedł.



Mijały kolejne dni, Chciwość wyruszała na kolejne wyprawy, a zamknięta w warsztacie Łuna przelewała swój pomysł w ciało z metalu. Po dobrych czterech tygodniach roboty nabrał kształtu, najeżony wieloma cylindrami, opleciony milami przewodów i rurek. Dziewczyna zaczęła go już oblekać w powłokę z polerowanej stali, przez co powoli przypominał wielkie, wydłużone jajo.
- Wiesz co, kapitanie? Zrobię tak, żeby się sam naprawiał.
Reckarda zamurowało.
- W jaki sposób?
- Nie wiem. Po prostu zrobię - odparła, zajęta obrabianiem długiej na sześć stóp łopaty śmigła. Wstała od tokarki, z dobrze znanymi kapitanowi rumieńcami na twarzy i błyskiem w oczach. Bogowie, jaka ona jest piękna, pomyślał pierwszy raz, odkąd ją poznał.
- Tutaj - musiała stanąć na palcach, żeby pokazać - w obudowie zrobię trzy wgłębienia. Jeśli się powiększą, trzeba będzie do nich wcisnąć metal. Tu stal, tu mosiądz, tu stop łożyskowy.
- Śmigła też robisz?
- Muszę. Te, co można kupić, nie przekażą tak wielkiej mocy.
- A tu co będzie? - zapytał, wskazując na pustą przestrzeń z przodu jaja, rodzaj kapsuły przed wielkim wentylatorem.
- Nie wiem. Czuję, że tak musi być. Kapitanie…
- Tak, dziecko?
- Chciałabym z wami latać. A w ten sposób będę mogła.
Reckard pogłaskał ją po głowie.



Zeglej na wieść o samonaprawiającym się silniku zrobił wielkie oczy. Nie, nigdy nie przeszło mu to przez myśl, nigdy nie czuł możliwości zrobienia czegoś takiego. Ale i nie wykluczał. Silnik to silnik, skonstatował. Pracuje praktycznie bez przerwy. W broni, stwierdził oczywiste, zawsze jest czas na rozebranie.
Kilka dni później, gdy Krużganek przyniósł Łunie wieczorny posiłek, znalazł ją śpiącą w owej kapsule.


- Kapitanie! - Dołczan, co było niesłychane, wpadł bez pukania. Kilka minut wcześniej, a zastałby kapitana ujeżdżanego przez kurtyzanę. Teraz oglądał jego tyły, gdy Reckard, zwrócony do okna, palił nakilę w fajeczce. Dziewczyna przeciągnęła się na łożu, eksponując mechanikowi swoje wdzięki, lecz on w ogóle nie zwrócił na nią uwagi. - Szybko!
Mechanik miał taki wyraz twarzy, że Reckard prędko owinął się szlafrokiem, ścisnął go porwanym z biurka pasem z bronią i wybiegł. Dołczan bez ceregieli pociągnął go za rękaw.
- Co się dzieje?
- Nie wiem! Nie potrafię… sam kapitan zobaczy…. Łuna...



Wpadli do warsztatu. Był tam już Zeglej, Wilżyna. Piratka stała przy świeżo zbudowanym silniku. Czarne włosy zakrywały jej lewą połowę twarzy. Na drugiej połowie tatuaż zamaskował spuchnięte rysy, ale nie czerwone od płaczu oko.
- Godzinę temu tu była… - dorzucił Dołczan.
- Więc gdzie ona, na demony, jest?
- Myślę, że patrzy na nią kapitan...
Reckard podszedł do silnika. Wielkie stalowe jajo spoczywało na swoim łożu. Wystający z tyłu wał czekał na założenie dwóch śmigieł. Tylko, że…
Patrzył na monolit. Poprzedniego dnia był w warsztacie, owszem, i widział wyraźnie odstępy pomiędzy blachami pokrywającymi silnik. Teraz powierzchnia była jednolita. Zaburzały ją tylko ucha do podwieszenia, wyloty wydechu i króćce do węży z paliwem i smarem.
- Tutaj, kapitanie...
Podszedł z przodu jaja. Tu był wielki, pierścieniowaty wlot powietrza. Otaczał on kopułkę z polerowanej stali. A z kopułki patrzyła na niego Łuna. A ściślej ujmując, jej wizerunek, wytłoczony pośrodku. Uśmiechała się lekko. Poniżej, wtopiony w metal, widniał medalion, który dostała kiedyś od Wilżyny.
- Zaglądałem tu godzinę temu - mówił dalej Dołczan. - Siedziała w środku i coś dłubała, czubek głowy tylko widziałem. Powiedziała, że za godzinę kończy, żeby kapitana zawołać. Tom zapytał, czemu sama nie pójdzie. A ona tylko, że za godzinę kończy. Tom wyszedł. A, i jeszcze to zostawiła - wskazał na stół warsztatowy.
Na pozostawionej tam karcie niewprawną ręką narysowano schemat podłączenia silnika. Piktogramy, toporne, ale zrozumiałe. Łuna była niepiśmienna.
Teraz będę mogła z wami latać, tłukło się Reckardowi po głowie.
- Draklor - powiedział mechanik pod nosem.
- Dołczan, Zeglej, do małej mesy. Znajdźcie pierwszego - rozkazał kapitan. - Wilżyna, ty… jeśli chcesz, to zostań. Ale zamknij warsztat.
Zanim wyszedł, pogładził zimny metalowy policzek Łuny. A raczej spodziewał się, że będzie zimny.


- Draklor co? - warknął kapitan, wsparłszy się na pięściach o stół.
- Nie dostrzega kapitan podobieństwa? - Dołczanowi udało się nie uciec ze spojrzeniem.
- Dziewczyna najwyraźniej zmieniła się w silnik. A raczej, stała się częścią silnika - wtrącił się Zeglej.
- Ty byś tak potrafił? Wrosnąć w armatę?
- Nie wiem. Nigdy nie stworzyłem odpowiednio wielkiej - uśmiechnął się zbrojmistrz. - I chyba dobrze mi tu, na zewnątrz?
- A jej było źle?
- Chciała z nami latać - powiedział cicho Reckard.
- A z Draklorem musiało być podobnie. Konstruktor zniknął…
- Moment - przerwał Eckred. - Zechcą panowie mnie wprowadzić w kwestię rzeczonego Draklora, kimkolwiek lub czymkolwiek był?
Reckard, Zeglej i Dołczan odezwali się jednocześnie i jednocześnie umilkli.
- Kapitan będzie łaskaw.
- Sterowiec widmo hrabiego von Bauten-Monfalcon…
- Ach, to… no tak, legendę słyszałem oczywiście. Nazwa mi się zatraciła.
- Legenda jednak narosła na faktach. A istnienie sterowca nie podlega dyskusji - rzekł kapitan, a Dołczan przytaknął.
- Bez obrazy, panowie, ale wtedy żadnego z was nie było na świecie, prawda?
- Moje informacje pochodzą z niemal pierwszej ręki - odparł Reckard. Nalał sobie wina, zakręcił trunkiem w kieliszku, pociągnął nieduży łyk.
- Zanim kapitan zacznie, chciałbym zapytać o coś niby oczywistego - przerwał Eckred. - Czemu jej nie wyjmiemy rakami do metalu?
- Ponieważ jej już najpewniej nie ma. Nie w naszym sensie pojmowania - odparł Dołczan. - Jeśli moja analogia do Draklora jest słuszna, znajdziemy coś, co już nie będzie zdolne do życia.
- Tudzież brak jakichkolwiek przesłanek że to, co się stało, było wbrew jej woli - dokończył Zeglej.
- Tedy słuchamy pana, kapitanie.
- Hrabia Reginald von Bauten-Monfalcon był na tyle bogaty, że posiadał prywatną flotę wojenną. Dwie fregaty, których zażywał na rzecz Wielkiego Księcia Alexiusa Monfalcona jako jego kaper. To fakty dostępne w książkach. Co później nastąpiło, wiem od człowieka, który dostarczał ludzi i materiały do budowy trzeciego okrętu. Niestety, słyszałem to będąc ośmioletnim brzdącem, gdy ów człek odwiedził mojego ojca, więc mam pewne luki. Niemniej, Draklora zbudował, od kilu po ster, jeden człowiek. Zajęło mu to prawie jedenaście lat.
- Musiał być mało rozgarnięty hrabia, jeśli uwierzył że jeden człowiek zbuduje sterowiec.
- Też tak myślałem. - Reckard nawet nie zirytował się, że mu przerwano. - Teraz jednak uważam, że hrabia musiał wiedzieć, że ma u siebie Skrę i znać wartość tego człowieka. Nazywał się Dźwigar, o ile pamiętam. Na pewno też nie nosił na własnych plecach każdego żebra i arkusza blachy, wszak Łuna korzystała z mięśni naszych ludzi. Ale ponoć własnoręcznie, tak jak nasze dziecko, dokręcał każdy sworzeń i każde okucie. I, tak jak u nas, ostatniej nocy budowniczy zniknął.
- Nie szukali?
- Szukali, pewnie. Ale sterowiec to jednak sterowiec. Wam nie muszę wszak mówić, ile jest miejsc do ukrycia człowieka. Teraz, z naszym doświadczeniem, szukałbym go gdzieś w konsoli na mostku. W każdym razie, czy hrabia uronił po nim łezkę, o tym kroniki milczą. A raczej jego syn, też Reginald, gdyż stary hrabia już się powoli do morza zbierał. Sterowiec uzbroili, ochrzcili właśnie Draklor i dostali nań list kaperski. To też jest w księgach. A czy był niezwykły - liczby robią wrażenie. Na próbach dziewięćdziesiąt pięć węzłów. - Dołczan gwizdnął cicho. - Dwa pięcio- i dwa czterocalowe działa, nie licząc drobiazgu. Tu kończą się fakty, a zaczynają pogłoski. Tak jak ta o rozprutych balonetach, co po bitwie załatały się same. A bić miał się gdzie, wtedy przecież Monfalcon znowu toczył wojnę z Gardachem i Mafikengiem.
- Ale to, że ludzie ginęli, też jest w księgach. - Zeglej wykorzystał fakt, że Reckard przerwał by zwilżyć sobie gardło. - Też informacja nie z pierwszej ręki, ale rozmawiałem kiedyś z tym, jak mu tam… nieważne, dość że akurat jako młodziak pracował w archiwum ich floty. A że klauzulę tajności mają na dwadzieścia pięć lat, tedy mówić mógł. W jednym locie zaginęło dwóch, w drugim pięciu… Po prostu jako “zaginął”. Kropka. Draklor dostał łatkę przeklętego statku, i słusznie. A potem nie wrócił z patrolu. Zdarza się, sterowce czasem giną, zwłaszcza na wojnie. Ot, żeby daleko nie szukać, jak Szary Gladiator i Kormoran, co się rozstrzelały nawzajem. Żeby nie paru rozbitków z Kormorana, też by przepadły bez wieści. Sęk w tym, że niedługo podpisano pokój, za to zaczęły ginąć kolejne sterowce. W jednym rejonie. Wtedy wszyscy pomyśleli, że załoga Draklora jednak poszła w piractwo, zdarzały się takie rzeczy, jak sami wiecie. Tylko zawsze taka rzecz wyjdzie, to raz. Ten czy ów zejdzie z pokładu albo ucieknie. A druga rzecz to ładunek z zaginionych statków.
- Co z nim?
- Otóż właśnie nic. Jak sami panowie wiecie, łup to pieniądz, musi krążyć. - Czwórka piratów uśmiechnęła się jednocześnie. - Zwłaszcza, gdy mówimy o rzeczach unikalnych jak listy, dzieła sztuki czy biżuteria. Nie wspomniawszy o zakładnikach. A tu nic nie wypłynęło. Znaleziono jeden czy dwa wraki, postrzelane z dział jak należy, z trupami w środku. Jakby zabijali dla zabijania. Ale też sam Draklor nigdzie się nie pojawił, w żadnym porcie, nawet niezależnym. Podniosły się głosy, że sam hrabia po kryjomu piractwem się para, w kryjówce sterowiec zbroi i tankuje. Tylko właśnie wtedy eskadra, Hayaanów dla odmiany, napotkała Draklora i ponoć zniszczyła. I tu znowu zaczynają się legendy, choćby ta o abordażu...
- To nie legenda - włączył się Dołczan. - Dla odmiany mam informacje z pierwszej ręki. Bo mój ojciec go abordował. Był matem na Tajfunie.
- Zaraz, przecież nikt z grupy abordażowej nie przeżył… wybacz, Dołczan, mów.
- Na to była klauzula tajności dożywotnia. Ale gdy tatko mi to opowiadał, już go puchlina wykańczała, tedy się nie przejął. Przeżyło siedmiu, bo mieli tyle oleju w głowie, by wyskoczyć na spadochronach. A tylko dlatego że kapitan ówczesny, Corrinho mu było, zapowiedział że każdego, kogo zobaczy w abordażu bez spadochronu, osobiście za burtę wykopie. I raz tak zrobił z czterema. Ale do rzeczy. - Mechanik potarł czoło, nagle zroszone potem, pociągnął solidny łyk piwa. - Draklor odgryzał się z tylko jednego działa i sikawek, a leciał jakby dziecko za sterem stało. Tajfun i fregata z eskorty, Twardy chyba, z armatek pouciszały mu stanowiska, rozwaliły wszystkie silniki z prawej burty i wtedy Tajfun abordował. Duża grupa, sześćdziesięciu chłopa, wszystko co wachty nie miało. Na pokładzie opór owszem był, tamci strzelali, tylko...
- Tylko co?
- Byli wrośnięci. Tak ojciec mówił. Wrośnięci w pokład, wręgi, działa, ster. Każdy jeden na swoim stanowisku. Ruszali się przez to kiepsko, o ile w ogóle, tedy ekipa z Tajfuna rozsiekała ich błyskawicznie. Ojciec mówił że jeden, zanim go ciął, powiedział mu zabij mnie. Tak też zrobili. Tylko, że potem sami zaczęli przyrastać. Rękami, nogami, plecami, o co się który oparł. Ojciec zresztą miał skórę z lewej dłoni zdartą, jakbyś nożem skroił. Tych siedmiu, jakom rzekł, wyskoczyło. Jeden jeszcze zdołał wrócić na górną platformę i stamtąd zamachać, żeby walili w nich z czego mają, to już tatko później usłyszał. Corrinho wahał się, wszak jego ludzie tam byli, połowa załogi, ale gdy Draklor znowu otworzył ogień, odpowiedzieli. Wisiał na spadochronie, ojciec znaczy, i patrzył jak rozwalają Draklora. Nawet jeśli się zrastał, to wiele mu to nie dało. Kawałka całego poszycia na nim nie było, gdy wpadł do wody. Tamtych siedmiu Twardy z wody podjął. Przesłuchali ich na Tajfunie, oczywiście pod stryczkiem kazali milczeć. Dwóch w ogóle już skołowanych wyciągnęli, trafili do domu dla obłąkanych. Z pozostałych pięciu dwóch zginęło niebawem, jeden ponoć z własnej ręki. Dwóch rozpuściło języki i, jak było zapowiedziane, poszli na stryk. Ojciec siedział cicho. Dopiero przed śmiercią, kiedy plotek było ile sami wiecie, opowiedział mi.
- No dobrze - podsumował Reckard. Klasnął w dłonie i zatarł je. - Tedy w tym pokoju dziwnym figlem znalazły się trzy osoby, które razem znały i poskładały do kupy historię Draklora. Ale jak to się ma do naszej sytuacji?
- Znaczy, co mamy z tym zrobić? - spytał Dołczan, wskazując kciukiem za siebie, w kierunku warsztatu. Reckarda dziwnie zabolało określenie “tym”.
- Tak, z Łuną. Z silnikiem Łuny.
- Pan motormistrz ma pietra - zakpił Zeglej - że przejmie sterowiec. I jego skromną osobę.
- A mam. I dziwię się, że nie masz ty. Z twoimi ciągotami…
- Panowie oficerowie! - Eckred pierwszy raz od początku rozmowy podniósł głos. I to skutecznie. Umilkli.
- Słuchamy, pierwszy - westchnął Reckard.
- Zeglej, ze tak spytam bezpośrednio.., co czujesz tworząc swoje dzieła?
- To jest… - szukał przez chwilę słów - jakbym płynął. Jakbym składał układankę, gdzie wszystkie kawałki po kolei same wskakują do rąk, ale nie umniejsza to satysfakcji.
- A potem? Widząc dzieło w akcji?
- Rozumiem, do czego pan pierwszy zmierza, ale zły przykład. Wiecie, że żaden ze mnie strzelec. Nawet mnie nie ciągnie, żeby z nich postrzelać.
- Dziewczyna nie miała do nas żadnego rankoru - kontynuował Camden. - Dobrze, powiedzmy że ów Legar czy jak mu było też nie miał do hrabiego. A przynajmniej nic o takowym nie wiemy. Nie wiemy też, co się dzieje z umysłem Skry po przejściu, że tak to roboczo nazwę. Nawet Zeglej nie wie, prawda? Żeby nie to, co się stało tutaj, nie skojarzylibyśmy Draklora z robotą Skry. Ale fakt jest faktem, tamten zbudował sterowiec sam. Cały. A tu mamy jeden silnik. Który, nawiasem mówiąc, prosi się o hamownię zanim go podwiesimy pod Chciwością.
- Znaczy?
- Znaczy, dajmy jej z nami latać. Jeśli pan Dołczan nie chce, niech nie zbliża się do gondoli. Zresztą, z tego co usłyszałem, nie ma gondoli jako takiej. A pozostałe cztery…
- Dwa - wtrącił Reckard. - Zastąpimy nią dwójkę i trójkę.
- Tym lepiej. - Eckredowi nie umknęło, że kapitan wyraził się per “ona” i to w trybie dokonanym. - Tedy będzie pan stosownie daleko.
Camden-Brix nigdy nie wyzbył się lekko pogardliwego, wywyższonego tonu. Zwłaszcza wobec wywodzącej się przeważnie z gminu załogi. Jedynie dla kapitana czynił wyjątek, a i to czasem nieszczery.
- A co do Draklora, a i Łuny zarazem - kontynuował pierwszy oficer - mam roboczą teorię. Draklor potrzebował załogi do tego, czego sam konstruktor nie potrafił. Stąd ludzie przy działach, sterze, założę się że, bez obrazy, znał się na lataniu jak pan Zeglej na strzelaniu. Dlatego też wpakował się w potyczkę z Hayaanami, zamiast zrobić użytek z owych prawie stu węzłów prędkości. A silnik - potrzebuje dwie rzeczy, paliwo i smar, a daje jedną, moc. I będzie dzięki temu z nami latać.
- Najwyżej przyrośnie Dołczana, żeby jej wiaderkiem ropę lał - mruknął Zeglej pod nosem.
- Czyli, rozumiem, dajemy dziewczynie latać z nami - bardziej stwierdził niż zapytał Reckard. - A co z załogą?
- Załoga dowie się i tak, albo już wie. Musiałby kapitan zastrzelić Wilżynę i Krużganka. A potem narośnie legenda - stwierdził Eckred.
- Jaka, kurwa, legenda? - zirytował się kapitan.
- A bo ja wiem? Jakaś na pewno. Ktoś wymyśli, pójdą plotki jak z Draklorem. Ot, jak ten książę co kazał wybudować skarbiec na swoje złoto, po czym dla bezpieczeństwa wraz ze złotem zamurował architekta i budowniczych. Tak kapitan kazał zanitować dziewczynę w korpusie silnika, żeby nikomu nie zbudowała podobnego - odparł Eckred bez zająknięcia i czekał cierpliwie, aż rumieniec gniewu zejdzie z twarzy kapitana.
- W sumie, ziarno prawdy w tym będzie - westchnął Reckard



Reckard nie zgodził się jednak na hamownię. Gdyby silnik Łuny faktycznie spełniał jej obietnice - po co było komukolwiek to zdradzać? Zamiast tego kazał go podwiesić, połączyć ze zbiornikami paliwa i smaru i przetestował. Draklora by nie dogonili, ale i tak z zadowoleniem patrzył, jak wskazówka prędkościomierza niemal dotyka wartości dziewięćdziesięciu węzłów.
Łuna nie zawiodła ich ani razu. Odkąd zawitała pod kilem Chciwości, sterowiec gnał jak stado koni. I nie przestała być maskotką, a teraz raczej amuletem załogi. Reckard czasem bywał na niewielkiej platformie, którą zainstalowali przy silniku. Nawiasem mówiąc, załoga bez pytania wymieniła część metalowej osłony na przezroczystą, tłumacząc, że przecież zasłania jej widok przed dziób. Platforma miała służyć głównie do umieszczania w korpusie sztabek metali, zgodnie z instrukcjami Łuny. Kapitan natomiast nie raz i nie dwa razy znajdował tam kwiaty, manierki z wódką, kulki nakili czy skręty z mancanangą, powciskane między poszycie a konstrukcję. Mniejsza o to, że dziewczyna poza lekkim piwem nie brała nic mocnego do ust, lotnicy wiedzieli lepiej. I nie było dnia, by ten czy ów z załogi nie przesiadywał tam, kuląc się za osłoną i mówiąc do metalowej twarzy.
Dołczan natomiast, jako jedyny, omijał to miejsce szerokim łukiem, narażając się na docinki.



KONIEC
(Skry ofkz)


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[18+] Skra cz.2

Postautor: Strach na wróble » wt 01 sie 2017, 22:16

Ogólnie: po czterech poprzednich częściach (Pirat 1, 2, 3, Skra 1) te nagłe czary mary z wrastaniem w maszyny mocno mi zgrzytają. Serio. Tak jakby nie to uniwersum.
Tak, wiem, czytałem Twoje wyjaśnienia pod Skra 1. Nadal zgrzyta.

Przy okazji: Pirat 1. Są radiogramy, karabiny maszynowe, silniki spalinowe... a nie ma fotografii? W gazetach były rysunki pogodzonych książąt robiących niedźwiedzia, coś tam był w tekście o rysownikach... Skąd taki nierównomierny rozwój technologii? U nas były najpierw fotografie, a dopiero potem cała reszta.


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1330
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[18+] Skra cz.2

Postautor: Misieq79 » śr 02 sie 2017, 08:49

Strach na wróble pisze:Source of the post Ogólnie: po czterech poprzednich częściach (Pirat 1, 2, 3, Skra 1) te nagłe czary mary z wrastaniem w maszyny mocno mi zgrzytają. Serio. Tak jakby nie to uniwersum.

Skier jest więcej, ale niektóre mniej rzucają się w oczy. Np architekt który machnie plan mostu w tydzień, bez obliczeń wytrzymałościowych. I most stoi od 150 lat. Kapitan który przeprowadzi statek przez tajfun. Wielu z nich tez nigdy nie ma możliwości pełnego skorzystania ze swych zdolności. Gość który może i mógłby zbudować parowego mecha stawia swojemu dziedzicowi młockarnie i kosiarki.
Draklor i Łuna to ewenementy na skalę świata, zdarzyły się jak widzisz w odstępie kilkudziesięciu lat. W innych światach fantasy większość ludzi mogła na oczy nie ujrzeć maga, 80% w życiu nie wyściubiła nosa dalej niż na jarmark w sąsiednim miasteczku (gdyby nie ostatnia wojna byłoby 95%). U mnie też jest spory odsetek który z high-tech to widział lokomobilę u jaśnie pana. Ale nie o nich piszemy. Opowieść ma ściągać ewenementy.

Strach na wróble pisze:Source of the post Są radiogramy, karabiny maszynowe, silniki spalinowe... a nie ma fotografii?

No, nie ma. Dlaczego świat fantasy czy technofantasy ma być kalką naszego, łącznie z postępem wynalazków?
PS. Technologię zdejmowania obrazów ma Liga Inżynierów (robocza nazwa), ale za aparat liczą sobie jak za mokre zboże.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[18+] Skra cz.2

Postautor: Strach na wróble » śr 02 sie 2017, 09:18

Skier jest więcej, ale niektóre mniej rzucają się w oczy.
(...)
Draklor i Łuna to ewenementy na skalę świata, zdarzyły się jak widzisz w odstępie kilkudziesięciu lat.


Wiem już, co mi zgrzyta. Wyjechało to jak czołg na wojnie w znanym dowcipie. Nie było żadnej zajawki, uprzedzenia, wprowadzenia, nic. Deus ex machina.
W ogóle to sporo pytań do poszczególnych części tyczyło się reguł rządzących tym światem. Może spróbuj zebrać to w całość? Powiedzmy między P2 i P3 dodaj scenę, jak poszli ze sterowca do jakiejś tawerny, dowerbować trochę załogi. Idą przez port i o czymś tam rozmawiają, choćby o tym legendarnym moście co stoi 150 lat. A kątem oka widzą to i owo (np napełnianie gazami sterowca dwupowłokowego), kątem ucha słyszą jakąś kłótnię armatora z kapitanem (w której byłoby wyjaśnienie dlaczego... bardziej opłacalne? bezpieczniejsze? jest latanie niż pływanie). Nic nachalnego, takie półsłówka, niedopowiedzenia, ale pozwoliłyby nieinwazyjnie wprowadzić Czytelnika w szczegóły.

Dlaczego świat fantasy czy technofantasy ma być kalką naszego, łącznie z postępem wynalazków?

Bo jeżeli mamy fizykę zbliżoną w tym stopniu do naszej - to i postęp techno będzie zbliżony. I skoro mamy coś tak skomplikowanego jak stal stopowa, coś tak kilkakrotnie bardziej skomplikowanego jak aluminium - a fotografii nie mamy, to coś jest nie teges.

Technologię zdejmowania obrazów ma Liga Inżynierów (robocza nazwa), ale za aparat liczą sobie jak za mokre zboże.

Jeśli już, to za obróbkę kliszy. Sam aparat to zwykła camera obscura, u nas znana od starożytności (!). Drewniana skrzynka pomalowana wewnątrz na czarno, do tego soczewka (a pierwotnie nawet bez soczewki się obywano). To może zrobić pierwszy lepszy cieśla.
Więc jedyne, co może stanowić sekret know how, to jakie odczynniki zmieszać, w jakiej proporcji i co konkretnie z nimi i kliszą zrobić.


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1330
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[18+] Skra cz.2

Postautor: Misieq79 » śr 02 sie 2017, 10:26

Strach na wróble pisze:Source of the post W ogóle to sporo pytań do poszczególnych części tyczyło się reguł rządzących tym światem. Może spróbuj zebrać to w całość? Powiedzmy między P2 i P3 dodaj scenę, jak poszli ze sterowca do jakiejś tawerny, dowerbować trochę załogi. Idą przez port i o czymś tam rozmawiają, choćby o tym legendarnym moście co stoi 150 lat.

Dzięki za sugestię :) jest jak najbardziej słuszna i nie pierwsza, to co proponujesz już powoli następuje, jak to opisałem w maratonach pisarskich.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[18+] Skra cz.2

Postautor: Strach na wróble » śr 02 sie 2017, 12:33

A tak mi jeszcze przyszło do głowy odnośnie organizacji świata... Technologicznie to jest mix XIX i XX wieku. Mentalnościowo to jeszcze wcześniej – skoro jedną z przyczyn wojen między księstwami i republiką jest sam fakt istnienia ustroju republikańskiego, to jest to XVIII wiek albo i wcześniej. W sumie więc nie raziłoby tam niewolnictwo.
No bo powiedzmy sobie szczerze: nauka pływania przez przykucie do pala w czasie odpływu czy nauka latania metodą swobodnego spadku z 2000 stóp jest, owszem, widowiskowa, ale to przecież marnowanie materiału ludzkiego. Podobnie zamknięcie dłużnika w więzieniu – wiadomo że kasy i tak nie odda, a generuje to dodatkowe koszty (pensja klawiszy, papu dla więźnia). A zagonić jednego z drugim do żup solnych czy min siarczanowych. Płacić mu nie trzeba. Baraków nie potrzeba, będą spać na dole. Ubranie? A po co im ono? Jedzonko – zbiorczo dla drużyny w proporcji do tego ile drużyna wyrobi normy jako całość (i nawet pilnować ich wtedy nie trzeba, sami się przypilnują żeby przez lenistwo jednego nie głodował cały zespół). Jak dobrze pokombinować, to i zwłoki da się zutylizować z pożytkiem dla ogółu. Różnie taki pożyje, może miesiąc, może kilka lat – wszystko co przez ten czas wydłubie z ziemi to już zysk, dochód i profit.
Więc chyba lepiej byłoby dłużników oddawać wierzycielom, niech dla nich niewolniczo zasuwają i spłacają dług. Podobnie przestępcy.
A skoro mamy niewolnictwo sądowo-więzienne, to pewnie byłoby i nieoficjalne, przez porywanie ludzi z odległych stron. Oczywiście byłoby to bezprawie, ale na niczym się tak dobrze nie zarabia, jak na przemycie.


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
Iwar
Pisarz osiedlowy
Posty: 330
Rejestracja: sob 27 maja 2017, 15:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[18+] Skra cz.2

Postautor: Iwar » śr 02 sie 2017, 13:41

Strach na wróble pisze:Source of the post Podobnie zamknięcie dłużnika w więzieniu – wiadomo że kasy i tak nie odda, a generuje to dodatkowe koszty


Zamykano właśnie po to, żeby kasę odpracował, plus koszta utrzymania w więzieniu. Zamykano, by zmusić rodzinę na oddanie długu. W końcu zamykano z pobudek ideologicznych, nie bacząc zbytnio na ekonomię. W takich wiktoriańskich domach pracy przymusowej, często wykonywano prace bezsensowne, lub nieefektywne.

Tak samo ideologicznie da się wytłumaczyć dlaczego, społeczeństwo akceptowało i popierało szumnie nazwany "dom pracy", a niewolnictwo było bardzo be.



Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[18+] Skra cz.2

Postautor: Strach na wróble » ndz 06 sie 2017, 22:41

W końcu zamykano z pobudek ideologicznych, nie bacząc zbytnio na ekonomię (Iwar)

A no tak. Na ideologię nie poradzi logika i matematyka.
A'propos ideologii - jak wygląda w tym świecie religia? Na razie wygląda, jakby nie odgrywała żadnej roli.


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1330
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[18+] Skra cz.2

Postautor: Misieq79 » wt 08 sie 2017, 09:43

Strach na wróble pisze:Source of the post A'propos ideologii - jak wygląda w tym świecie religia? Na razie wygląda, jakby nie odgrywała żadnej roli.

Bo nie potrzebowałem do tego, co powstało, ale na rzecz całego uniwersum mam zarys, pytanie, czy sensowny ;)
Po kolei:
Dawno, dawno temu na planecie było od cholery religii, zasadniczo nie wchodzących sobie w drogę na większą skalę. Edukacja społeczeństwa stała wyżej niż obecnie, więc kulty były raczej tradycją niż czymś wpływającym na losy państw. Okres znany jako Era Pokoju.
Później mamy agresywną ekspansję jednego z kultów, podejrzewam że na fali jakiegoś kataklizmu. Wojny religijne o skali planetarnej. Sto kilkanaście lat wtórnego średniowiecza znanego jako Era Wiary.
...aż miarka się przebrała, nastąpiła równie krwawa kontrrewolucja, nowy porządek świata na poziomie, powiedzmy, nowoczesnego feudalizmu. Z uwagi na przeszłość, pączkowanie nowych kultów jest pod lupą. Zostały stare, przedrewolucyjne, ale bardziej jako folklor. W czasach w których dzieje się Pirat mamy 439 rok Ery Rozumu. Dla mnie wygodnie - dostatecznie dawno, bym nie musiał szczegółowo rozbierać "wczesniej"


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[18+] Skra cz.2

Postautor: Strach na wróble » wt 08 sie 2017, 13:42

Bo nie potrzebowałem do tego, co powstało, ale na rzecz całego uniwersum mam zarys, pytanie, czy sensowny

Moim zdaniem tak średnio. Nic nie wskazuje, żeby w Twoim świecie ludzie mentalnością jakoś się różnili od tych w naszym świecie. Więc pewne analogie powinny być.

Dawno, dawno temu na planecie było od cholery religii, zasadniczo nie wchodzących sobie w drogę na większą skalę. Edukacja społeczeństwa stała wyżej niż obecnie, więc kulty były raczej tradycją niż czymś wpływającym na losy państw. Okres znany jako Era Pokoju.

To jeszcze jest ok. +/- to samo, co w hellenistycznym antyku, do czasu aż Rzym nie utrącił rozwoju techniki. Tylko z tą edukacją społeczeństwa to chyba przesadziłeś. Jeżeli edukacja – tak ogólnie – stała wyżej niż obecnie, to i poziom techniki powinien chyba być wyższy niż obecnie?

Później mamy agresywną ekspansję jednego z kultów, podejrzewam że na fali jakiegoś kataklizmu. Wojny religijne o skali planetarnej. Sto kilkanaście lat wtórnego średniowiecza znanego jako Era Wiary.

A ten kataklizm to jak wpływał? Kiedy trwoga to do Boga? To by skutkowało równomiernym wzrostem religijności we wszystkich religiach, a nie nagłym przyborem jednej. A z kolei gdyby kataklizm utrącił wszystko poza jednym ośrodkiem (i związaną z tym ośrodkiem religią), to odbudowa na skalę całej planety zajęłaby kilkadziesiąt razy dłużej niż te sto kilkanaście lat.
Poza tym – wojny na skalę całej planety. Skutkujące wtórnym średniowieczem. No cóż, nawet II Światowa nie sprowadziła na nas wtórnego średniowiecza, musielibyśmy się zacząć ostro atomówkami naparzać. A po czymś takim to sto na odbudowę lat też raczej mało.
Więc jeśli już, to widziałbym to tak, że dawniej, owszem, antyk, politeizm, i tak dalej – ale bez przesady z tym poziomem wyższym niż teraz. A zamiast kataklizmu raczej jakieś skrzyżowanie Czyngisydów z Mahometem. Gdzieś na głębokim za… pleczu, wśród koczowników, pojawia się charyzmatyczny przywódca, jednoczy twardą ręką wszystkie plemiona i dawaj, podbijać cywilizacje osiadłe. Korzystając z przewagi militarnej, jaką ówcześnie dawał koczowniczy tryb życia nad osiadłym. To wszystko podrasowane jest jakąś rewolucją religijną. Doktryną na tyle atrakcyjną, że ludy podbite mniej lub bardziej chętnie ją przyjmują i sami na front ciągną. Fala podbojów trwa do momentu osiągnięcia granic ówczesnego świata (jakieś dzikie nieodkryte wtedy Australie i Ameryki też tam chyba są?). Potem to wszystko idzie własnym torem, imperium się rozpada, w religii pojawiają się schizmy i herezje, na bazie tego wszystkiego mamy dogrywki i dożynki, aż sytuacja się stabilizuje. Z jedną religią dominująca, podzieloną na kilka rytów + jakieś pomniejsze w zapadłych kątach świata.

Z uwagi na przeszłość, pączkowanie nowych kultów jest pod lupą. Zostały stare, przedrewolucyjne, ale bardziej jako folklor.

Imho nierealne.
Historia pokazała, że narzucić odgórnie religię, owszem, da się. Ale z jakiegoś powodu kontrolować religię, trzymać ją pod lupą, nigdzie na dłuższą metę nikomu się nie udało. Choć już podczas Rewolucji Francuskiej próbowano.
A Ty proponujesz to zrobić w skali prawie pół milenium. W skali całej planety. Na poziomie technologicznym feudalizmu.
Jakie masz narzędzia do długotrwałego utrzymania takiego stanu rzeczy na całym globie? Rząd światowy kontrolujący internet?
Ja bym tu widział analogiczny do naszego świata proces zeświecczania się społeczeństwa wraz z rozwojem naukowo-technicznym + coś na kształt francuskiego, XVIII wiecznego nihilizmu. Nawet nie trzeba by wiele zmieniać, P3, scena ataku na Skrzydlatego: bogaty były kupiec korzenny jest zeświecczony i uśmiecha się pod nosem na zabobony pochodzącej z niższych warstw załogi, łączącej w jedno ludową pobożność i okruchy dawnych religii.

mamy 439 rok Ery Rozumu. Dla mnie wygodnie - dostatecznie dawno, bym nie musiał szczegółowo rozbierać "wczesniej"

I w sumie nie musi być nic wcześniej. Nie piszesz podręcznika RPG. wystarczy w miarę logiczny zarys historii i pilnowanie, by nie wyskoczyć z niczym sprzecznym z tymi ustaleniami.


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 909
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

[18+] Skra cz.2

Postautor: P.Yonk » wt 08 sie 2017, 18:56

Strach na wróble pisze:Source of the post Jeżeli edukacja – tak ogólnie – stała wyżej niż obecnie, to i poziom techniki powinien chyba być wyższy niż obecnie?
I tak i nie. Zależnie czy mowa o edukacji w ogóle, czy o edukację ukierunkowaną na umiejętności (humanistyczna <> ścisła. Historia, język, poezja, czy technika, matematyka, fizyka itp). Poza tym jeśli chodzi o technikę w tym miesieqowym świecie, to są Skry. Jak zrozumiałem - talenty magiczne, nie techniczne. Więc jeśli już, to zamiast religii szukałbym jakichś "Zakonów Magicznych", niż Świątyń. Może tajemne ala'Jedi? ;)
Strach na wróble pisze:Source of the post Historia pokazała, że narzucić odgórnie religię, owszem, da się. Ale z jakiegoś powodu kontrolować religię, trzymać ją pod lupą, nigdzie na dłuższą metę nikomu się nie udało.
Serio? Episkopat radzi sobie świetnie... ;)
Strach na wróble pisze:Source of the post Gdzieś na głębokim za… pleczu, wśród koczowników, pojawia się charyzmatyczny przywódca, jednoczy twardą ręką wszystkie plemiona i dawaj, podbijać cywilizacje osiadłe. Korzystając z przewagi militarnej, jaką ówcześnie dawał koczowniczy tryb życia nad osiadłym.
- taki Jihad Muad'Dib'a? Kolejna Diuna?


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"
"All the signs show that I'll move somewhere soon. I don't know where, but the sky will be blue, and too bright the Sun."
"Jem kamienie. Mają smak zębów."

Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[18+] Skra cz.2

Postautor: Strach na wróble » wt 08 sie 2017, 19:14

Serio? Episkopat radzi sobie świetnie...

I co, ma na celu ograniczenie religii?

taki Jihad Muad'Dib'a? Kolejna Diuna?

Wszyyystkooo juuuż byyyłoooo próóócz naaas....


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 909
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

[18+] Skra cz.2

Postautor: P.Yonk » wt 08 sie 2017, 20:50

Strach na wróble pisze:Source of the post I co, ma na celu ograniczenie religii?

Zależy co przez to rozumiesz? Bo "kanalizowanie" odruchów religijnych do postaci przyjętych norm, jest już ograniczaniem. Nie oceniam dobrym, czy złym. Są ustalone ramy, wg których ocenia się, czy to "dzieło Boże", czy "szatańska podróbka". Wszystko sprowadzane jest do rytów, do ustalonych form wyrażania kultu. Regulacja, ukierunkowanie 'naturalnych' wybuchów pobożności/kultu. Do wygaszania pewnie nie, ale do utrzymania w ryzach tak. Bo ludzie z natury mają taką cechę, że popadają w religijne obłędy - gusła, magiczne rytuały (weźmy np takie składanie ofiar z ludzi, żeby Słońce mogło dalej świecić - vide kultura Majów). Wywoływać emocje, kierować tłumem...


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"
"All the signs show that I'll move somewhere soon. I don't know where, but the sky will be blue, and too bright the Sun."
"Jem kamienie. Mają smak zębów."

Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[18+] Skra cz.2

Postautor: Strach na wróble » wt 08 sie 2017, 21:16

Zależy co przez to rozumiesz?

Rozumiem, że stwierdzenie ...aż miarka się przebrała, nastąpiła równie krwawa kontrrewolucja, nowy porządek świata na poziomie, powiedzmy, nowoczesnego feudalizmu. Z uwagi na przeszłość, pączkowanie nowych kultów jest pod lupą oznacza poddanie religii pod kontrolę zewnętrzną, pilnującą cudzych interesów kosztem religii - a nie ukonstytuowanie się hierarchii wewnętrznej, pilnującej własnych tejże religii interesów...


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1330
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[18+] Skra cz.2

Postautor: Misieq79 » wt 08 sie 2017, 22:11

Strach na wróble pisze:Source of the post Ja bym tu widział analogiczny do naszego świata proces zeświecczania się społeczeństwa wraz z rozwojem naukowo-technicznym + coś na kształt francuskiego, XVIII wiecznego nihilizmu. Nawet nie trzeba by wiele zmieniać, P3, scena ataku na Skrzydlatego: bogaty były kupiec korzenny jest zeświecczony i uśmiecha się pod nosem na zabobony pochodzącej z niższych warstw załogi, łączącej w jedno ludową pobożność i okruchy dawnych religii.

O! Generalnie o to mnie chodziło, tylko trudno było ubrać w słowa.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości