Prawie spokojny wieczór

1
Pierwszy raz od wielu lat coś napisałem. Nie jestem wiekowym człowiekiem wiec moje skromne, odległe i niezbyt okazałe początki miały miejsce jeszcze w połowie edukacji :wink: Później nie pisałem nic aż do teraz. Opowiadanie ma charakter hmm ... treningowy. Proszę o konstruktywną krytykę. Mam nadzieje że komuś się spodoba.
Tekst zawiera jeden wulgaryzm.





Mieszkanie w dzielnicy portowej ma pewne niepodważalne zalety. Jedną z nich jest widok maleńkich trójkątnych żagli, wyłaniających się leniwie zza linii horyzontu na tle ciemniejącego już nieba. Widok morza chociaż nieco bardziej wzburzonego niż zwykle, zdaje się być harmonijny i wcale nie taki wrogi przez monotonny, kojący dźwięk fal rozbijających się o nabrzeże. Tylko ta woda taka czarna. Nie widziałem jeszcze by gdzie indziej przybierała tak ciemny i nietypowy odcień pod koniec każdego dnia.
Niestety lista przyjemności związanych z moim domem na dziś się kończy. Jest piekielnie gorąco. Fetoru ryb latem pozostaje nie do wytrzymania. Rozanimuszowani piwem tragarze ładujący w pośpiechu statek handlowy, stają się coraz głośniejsi i nerwowi. Czas nagli a worków jeszcze sporo więc donośnie i ochoczo wypowiadane "kurwa" słychać z taką częstotliwością i przejęciem przez które obcokrajowiec mógł by pomyśleć że robotnicy nawołują za jakimś zagubionym kompanem o tym wdzięcznym imieniu. Chociaż jest to mało prawdopodobne bo z niewiadomych przyczyn nieomal każdy zaczyna swoją przygodę z obcymi językami od epitetów i niewybrednych, mocno wzmacniających wypowiedz słów, których nie wypada powiedzieć przy dzieciach. Innym hałaśliwym utrapieniem życia portowego są mewy. Nieodłączni kompani każdej łodzi rybackiej po mniej lub bardziej udanym połowie. Wisienką na torcie są królewscy marynarze okładający się po mordach z innymi marynarzami w wyniku niezrozumiałego dla mnie sporu. Mimo iż wielu chłopaków pływa tak na prawdę pod jedną banderą to flota podzielona jest na ciężkie galeony stworzone do panowania na morzu oraz mniejsze, bardziej zwrotne i szybsze fregaty o bardziej uniwersalnym zastosowaniu niż pływająca forteca. Załogi galeonów gardzą ich zdaniem gorszymi wodniakami z mniejszych jednostek. Ci zaś nie pozostawiają drwin i lekceważenia bez stosownej reakcji, co daje pewny przepis na często miłe dla mojego oka acz kłopotliwe przez swoją częstotliwość rozruby.
Zerkam na butelkę bimbru stojącą zalotnie na stole. Już mam po nią sięgać gdy uświadamiam sobie że w ostatnim czasie robię to chyba zbyt często. Ba nie potrafię przypomnieć sobie wieczoru ostatnich miesięcy, który nie był by spędzony w towarzystwie przynajmniej jednej szklanki alkoholu. Wzbogacony o kolejny aspekt samoświadomości niechętnie odwracam wzrok starając się myśleć o czymś innym. Znów skupiam się na żaglach wydających się być dużo bliżej niż zaledwie kilka chwil temu. Zapalono już latarnie morską.
Powoli godzę się z wizją spokojnego wręcz nudnego wieczoru gdy nagle słyszę pukanie do drzwi. Zrywam się na równe nogi i szybkim krokiem wybijam rytm o deski podłogi. Ściągam zasuwę, otwieram drzwi i widzę tę szpetną uśmiechniętą gębę.
- Witajcie szefie - mówi ogolony na łyso, krępy jegomość około trzydziestu lat z aparycją książkowego typa z pod ciemnej gwiazdy.
- Witaj Miszra. Co się stało ?
- Znaleźli ciało - odparł łysy uśmiechając się tylko jedną stroną ust z wyraźnym błyskiem w oku. Wiedział że się ucieszę.
- Wiadomo kto ? No i gdzie?
- A no tym razem wiadomo - spoważniał - baronowa - w pałacu kawalera.


*


Mimo nowiu nocą w okolicach pałacu było bardzo jasno za sprawą wszechobecnych ogromnych lamp oliwnych oraz pochodni. Baron nie szczędził na przepychu. Widać go było w jego posiadłościach od samej bramy wjazdowej wykonanej z białego marmuru, zwieńczonego rzeźbą przedstawiającą polowanie na jelenia, dopadanego przez psy łowieckie.
Dalej ściągnęliśmy cugle wierzchowców by nie pędzić już tak jak na trakcie. Przejechaliśmy z Miszrą przez okazały ogród, którego wszechobecna symetria wypracowana na styl zachodnich posiadłości niepokoiła przez jasność połączoną z półmrokiem. Całość nietypowego wrażenia dopełniały cienie nerwowo skaczące w rytm tańczących płomieni lamp.
Po dotarciu na dziedziniec czekał na nas odziany na czarno, siwiejący już członek służby pałacowej. Ukłonił się powoli mówiąc:
- Wielcem radzi w tej smutnej chwili widzieć królewskich śledczych słynnych w całej okolicy a może i nawet dalej. Służba odprowadzi konie wielmożnych panów.
- Prowadź na miejsce i powiedz co się stało.
- Jeśli przyszło by mi w pełni zgłębić fakty zaistniałych okoliczności i posiąść wiedzę o niedawnych wydarzeniach, to obecność wielce szanownych panów była by w istocie nieuzasadniona. Co więcej ośmielę sobie dodać że gdy bym potrafił odpowiedzieć na pańskie pytanie, to ja cieszył bym się tytułem śledczego a Pan lokaja.
Popatrzyłem na mojego łysego towarzysza, którego widocznie rozbawiła kąśliwa uwaga.
- Dupek- pomyślałem. Szczęście że "Pałacyk Kawalera" pełniący role rezydencji dla gości był zaledwie dwieście kroków od głównej rezydencji. Spacer nie zajął wiele czasu.
Po przejściu okazałym holem i minięciu strażników szybkim krokiem przeskakując co drugi stopień dostaliśmy się na pierwsze piętro pałacyku, gdzie czekał na nas Baron Van der Berg. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji lecz mocno podkrążone oczy oraz bardziej niż zwykle blada cera świadczyła o nie najlepszej kondycji ogólnej możnowładcy. W zasięgu wzroku nie było nikogo innego. Ukłoniłem się z Miszrą jak obyczaj nakazał i już miałem rozpocząć formułkę powitalną starając się nie zapomnieć któregoś z rozlicznych tytułów, co by było oczywistym nietaktem lecz na szczęście nie musiałem.
- Dziękuję za szybkie przybycie - powiedział pierwszy Baron - szkoda że widzimy się tym razem w tak przykrych okolicznościach.
Kiwnąłem jedynie nieznacznie głową widząc iż nasz rozmówca nieznacznym gestem ręki nakazuje nam iść za sobą przechodząc do centralnie położonego pomieszczenia znajdującego się za nim. W środku zaledwie dwa kroki od fotelu na marmurowej białej podłodze leżała baronowa. Żywo czerwona plama krwi wydała mi się ładnie kontrastować z bielą posadzki oraz wszechobecnymi złoceniami ścian.
- Czy wiadomo coś na temat tego co tu zaszło - zapytałem.
- Moja najukochańsza małżonka została znaleziona tu przez służkę. Wygląda że targnęła się na swoje życie - kącik ust barona lekko zaczął drgać a ten odwrócił od nas wzrok wbijając go w plamę krwi.
- To moja wina - kontynuował powoli jak by sam do siebie. Ponownie popatrzył na nas dodając - Żona była ostatnimi czasy drażliwa i smutna. Ja miast ją wspierać ignorowałem to lub przeciwnie, nader gwałtownie odpowiadałem jej na zarzuty o wypaleniu się czegoś między nami, o tym że ważniejsze się stały polowania i interesy. Nie widziałem jej tydzień. Przeniosła się do pałacu gościnnego by nie przebywać ze mną wspólnie w komnatach.
Nakazałem niczego nie dotykać. Również prawdopodobnie nikt prócz mnie i służącej tu nie wchodził. Prawo obejmujące szlachetnie urodzonych, wymaga wezwać śledczych w podobnych przypadkach więc proszę robić swoje.
- Kiedy Baronowa została znaleziona ?
- Pokojówka powiadomiła mnie bezzwłocznie późnym popołudniem.
Doszedłem do wniosku że czas przyjrzeć się całej scenie z bliska. Wolnym krokiem dotarłem do ciała a w ślad za mną poszedł Misza który to od razu skomentował:
- Dość nietypowy sposób na samobójstwo w wykonaniu kobiety. Rozumiem truciznę, nawet powieszenie ale żeby tak ?
W istocie. Mój owłosiony inaczej kompan miał racje. Na szyi kobiety widać było cięcie będące źródłem wcześniej wspomnianej plamy krwi. W ręce trzymała jeszcze nóż do listów lecz dla wprawnego oka od samego początku, nie licząc już samego sposobu na odebranie sobie życia coś było nie tak. Od plamy krwi wiodła rozchlapana stróżka posoki denatki wiodąca do fotelu. Cięcie widoczne na ciele widniało od lewego boku szyi aż do tchawicy biegnąc nie poprzecznie lesz z góry pod kątem czterdziestu pięciu stopni, jednocześnie wcinało się bardzo głęboko. Moje wątpliwości wzbudził nóż trzymany również w prawej ręce denatki. Nikt nie podcina sobie gardła tnąc od prawej, prawą ręką. To najzwyczajniej niewygodne i nieergonomiczne. Zakładając nawet że moje poprzednie przypuszczenia są mylne to po co ktoś miał by zadać sobie śmiertelna ranę po czym wstać i iść gdziekolwiek ? Mój wzrok przyciąga Misza jasno wskazujący palcem że nóż i cięcie są po tej samej stronie. Widać dochodzi do podobnych wniosków.
- Baronie van der Berg. Czy małżonka była praworęczna ?
- Baron wyrwany pytaniem z zadumy popatrzył na mnie i niespiesznie odpowiedział - Nie, była mańkutem. Wiecznie narzekała że rozmazuje atrament w listach i dyrektywach.
Słysząc to powoli wyprostowałem się zwracając wzrok w stronę świeżo upieczonego wdowca.
- Sądzę że żona jaśnie pana nie popełniła samobójstwa. Wszystko wskazuję na morderstwo, w dodatku wyjątkowo nieudolnie upozorowane.

Prawie spokojny wieczór

2
Marzec pisze: Zrywam się na równe nogi i szybkim krokiem wybijam rytm o deski podłogi.
Ten rytm znajduje swój sens w dalszym tekście - lecz teraz zdanie źle ułożone..., wymaga zmiany i dokładności w obrazowaniu myśli
Marzec pisze: Mimo nowiu nocą w okolicach pałacu było bardzo jasno za sprawą wszechobecnych ogromnych lamp oliwnych oraz pochodni.
Z tymi lampami przesadziłeś - znów zdanie do poprawy
Marzec pisze: Widać go było w jego posiadłościach od samej bramy wjazdowej wykonanej z białego marmuru, zwieńczonego rzeźbą przedstawiającą polowanie na jelenia, dopadanego przez psy łowieckie.
od samej bramy... do? Zgubiłeś zakończenie myśli.
Marzec pisze: Dalej ściągnęliśmy cugle wierzchowców by nie pędzić już tak jak na trakcie.
Taaa, zaczyna się łamigłówka - co autor miał na myśli?
No to ja już tylko poczytam, bo po wciągającym wstępie tekstowi się rypsło. Wyraźnie dalszy ciąg nie dopracowany, a przez to ciężki w odbiorze. Hm, może jeszcze coś dorzucę, ale za chwilę... pomyślę nad tym.
I te brakujące przecinki!
Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Prawie spokojny wieczór

3
Dzięki za sugestie. Teraz widzę że można by to poprawić.
Nie zgodze się jedynie z:
gebilis pisze: Marzec pisze:
Source of the post Widać go było w jego posiadłościach od samej bramy wjazdowej wykonanej z białego marmuru, zwieńczonego rzeźbą przedstawiającą polowanie na jelenia, dopadanego przez psy łowieckie.


od samej bramy... do? Zgubiłeś zakończenie myśli.
To że nie napisałem w którym miejscu przepych sie kończy nie jest błędem. Napisałem jedynie że jest widoczny od pewnego momentu i nie uważam tego zdanie za błędne. Co do przecinków to tak ... na takim forum wstyd się przyznawać ale sprawiają mi pewną trudność.

Prawie spokojny wieczór

4
Marzec pisze: Fetoru ryb latem pozostaje nie do wytrzymania.
Fetor ryb latem pozostaje nie do wytrzymania. Tak jest poprawnie, przynajmniej według mnie.
Marzec pisze: Cięcie widoczne na ciele widniało od lewego boku szyi aż do tchawicy biegnąc nie poprzecznie lesz z góry pod kątem czterdziestu pięciu stopni,
Lecz nie lesz. Literówka.

Co do samego tekstu, nie jest zły, ale nie napracowałeś się nad nim za bardzo. Czyta się całkiem przyjemnie.

Prawie spokojny wieczór

5
Myślałem, że będzie o statkach i wiecznie pijanych marynarzach, a okazał się kryminał o wiecznie pijanych policjantach ;), na końcu wciągnęło, dobry kryminał nie jest zły więc, gdyby pojawiła się kolejna część treningowa, z chęcią przeczytam, powodzenia o/
Marzec pisze: Ukłoniłem się z Miszrą jak obyczaj nakazał
nie jestem znawcą, ale to zdanie dziwnie mi brzmi, wyobraźnia nachalnie ukazuje mi kłaniającego się bohatera z Miszrą na rękach ;)

Prawie spokojny wieczór

6
A no mogłem dodać "wraz z Miszrą" lub inaczej poskładać zdanie... chociaż nie wydaje mi się że jest to jakiś rażący błąd o ile w ogóle jest to błąd :wink:
Początkowo chciałem zrobić z tego fantastykę ale jakoś nie pasowały mi do prostej zagadki smoki, szpiczaste uszy i inne czary magi. Samą historyjkę chcę dokończyć ale puki co pracuje nad innym tekstem w innym klimacie.

Prawie spokojny wieczór

8
> kącik ust barona lekko zaczął drgać a ten odwrócił od nas wzrok

Kącik ust odwrócił wzrok?

> Prawo obejmujące szlachetnie urodzonych, wymaga wezwać śledczych
> w podobnych przypadkach więc proszę robić swoje.

Rozumiem, że to część przedstawiania świata czytelnikom, ale sami śledczy zapewne wiedzą to doskonale.

> Nikt nie podcina sobie gardła tnąc od prawej, prawą ręką. To najzwyczajniej niewygodne i nieergonomiczne.

"Nieergonomiczne" jest tu zbędne.

> - Dziękuję za szybkie przybycie - powiedział pierwszy Baron

Dwuznaczne. Nie wiadomo, czy baron odezwał się pierwszy, czy jego tytuł to "pierwszy Baron"

> - Wielcem radzi

Wielcem rad / wielceśmy radzi

Brakuje mi tytułowania. Skoro jest stan szlachecki, to śledczy (zakładam, że pochodzą z gminu) nie powinni rozmawiać z baronem jak równy z równym. Czy pan baron raczy łaskawie powiedzieć...

Kilka literówek do poprawy i sporo przecinków do wstawienia.

[size=85][color=green]Added in 25 minutes 23 seconds:[/color][/size]
Przemyślenia kolejne:

Dziwne prawo, które nakazuje szlachetnie urodzonym wezwać śledczych w wypadku morderstwa/samobójstwa. Jakie wobec tego jest prawo wobec wolnych i/lub poddanych?

Brakuje mi również emocji u barona. Zimno śledczych mnie nie razi, zapewne naoglądali się sporo. Ale baronowi umarła właśnie, cytując, "najukochańsza żona". Zadajmy sobie pytanie, ile trupów w życiu widział, zwłaszcza zmarłych śmiercią nagłą. Oczywiście, może ukrywać emocje, słabość, zwłaszcza przed kimś niższego stanu. Ale w tej scenie jest prawie jak z drewna. Opisz tonację głosu, ściśnięte gardło, głęboki oddech dla powstrzymania płaczu itepe. "Łapy precz, chamy!", gdy któryś spróbuje dotknąć zwłoki.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Zweryfikowane i zarchiwizowane”