Road 66

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: maciekzolnowski » pn 24 kwie 2017, 11:03

Podróż trwała na tyle długo, iż nie mogłem przypomnieć sobie momentu wyjazdu. Nie byłem też w stanie odgadnąć powodu, który kategorycznie kazał mi jechać. A mimo to cel wyprawy zdawał się być jasny: mam gnać po prostu naprzód do krainy zwanej przez Apaczów Donikądią albo Donikądlandią (i to – gnać pozbawiony jakiejkolwiek, najprostszej nawet, mapy, bo mapy potrafią odczarować każdą jedną przestrzeń, a tego przecież nie chcę i na co mi to). Czy to jest ucieczka? A jeśli tak, to przed czym? – zapytywałem samego siebie instynktownie, choć przecież wcale nie oczekiwałem na to, że pojawią się jasne, klarowne odpowiedzi (zresztą i tak by mnie one nie zadowoliły). Ja po prostu wiedziałem, że muszę jechać. Pragnąłem rozpłynąć się w powietrznym oceanie i stać się jego częścią. I tak też się stało: poruszałem się, zmieniając co chwila środek lokomocji, jako duch bardziej, niźli śmiertelnik.
Nie wiem nawet, kiedy i w jaki sposób znalazłem się na tej przedziwnej pustyni, na którą składały się najprzeróżniejsze odcienie błękitu. Było ciepło, ale nie gorąco; a zastany krajobraz napawał mnie błogim spokojem. I pewnie tkwiłbym tak dłużej zatopiony w lazurze absolutu, gdyby nie fakt, iż migotać poczęły na czymś na wzór horyzontu wstążeczki – czerwone wstążeczki bez początku i końca. Te wstążeczki zdążały w jednym kierunku; a wszystko to razem wyglądało niczym wyścig do jakiejś nieistniejącej mety, której nie ma i być nie może. I teraz zaatakował mnie brak powietrza gwałtowny, bolesny. Spostrzegłem, że wstążki wiją się wciąż gęściej, i gęściej wokół mej szyi, i że zaczynają mnie osaczać w śmiertelnym uścisku. Panika! Duszę się – chciałem coś mówić i gdzieś biec, uciekać, ale wszystkie me członki znieruchomiały i zastygły.
I w tym właśnie momencie… obudziłem się gdzieś na trasie w mustangu-1966, spocony i zziajany. Podróż trwała bowiem długo – na tyle długo, że nie mogłem przypomnieć sobie momentu wyjazdu. Nie byłem też w stanie odgadnąć powodu, który z takim uporem wypychał mnie ku przeznaczeniu.
W chwili postoju, w niemal studziesięciostopniowym w skali Fahrenheita żarze, podziwiałem metalowy poster z widniejącym napisem: „Los Bomberos”. Ów napis znajdował się jakieś dwadzieścia mil od granicy z Meksykiem. Dlaczego akurat „Los Bomberos”? (Dziwna ta nazwa, swoją drogą.) Obierając trasę, kierowałem się nie nazwą, lecz intuicją – i teraz intuicja nakazała mi pochód w nieznane. A więc, niech będzie, „Los Bomberos”! Vivat miasto, którego nazwa, tak melodyjna i dźwięczna, nie wymaga na końcu żadnego znaku zapytania, vivat miasto, którego nazwa grzmi jak rozkaz (a nie pytanie). Nie pytany przez nikogo ruszyłem nieśpiesznie ku rogatkom miasta, miażdżąc wozu kołami jakieś smrodliwe ścierwo – przydrożną padlinę. I z górki, z górki jechałem, gdy tymczasem… na migotliwym horyzoncie, opalanym z jednej strony świetlistymi strużkami, ponad którymi wstępowały wniebowzięte tumany pyłu, delikatnie, sunęły kosmate masy gorącego powietrza - w nich zaś harcowały koliste mini-galaktyczki, utkane w locie przez suchy, pustynny wiatr z wyschniętych źdźbeł traw i uwolnionych na zawsze, wyrwanych Matce Ziemi, kolczastych krzewów. I wtedy, nie wiedzieć czemu, przypomniało mi się nagle to migotliwe szczęście, którego echo zdawało się roztaczać na całą wieczność – krótkie, ulotne szczęście, którego niepodobna utrwalić, a tym bardziej zaplanować, wyjące szczęście, które przywodzi na myśl radosne wspomnienie czasów mego dzieciństwa: z pewnością nikomu nieobce jest takie nieuzasadnione westchnienie, co najczulszą strunę duszy pobudza i, karmiąc się niedookreśleniem, przeobraża się rychło w beznadziejnie namiętną tęsknotę (pozbawioną wszelako celu i przedmiotu); …ogorzałe od oparów samochodu szczęście i kosmate konstelacje traw (zuchwale pędzonych przez wiatr).
Tuż przed miastem, dokonałem ablucji najszlachetniejszym spośród onych piasków, co zdobią oblicze ziemi, tej ziemi. A piasek był złotem pustyni i pustyni w nim nie ujrzałem (jeno perłę). I zawołałem donośnym głosem: Szczęśliwy, kto nie chodził za radą statecznych domatorów i kur domowych, i w niedoli – bo w chacie swej – nie pozostał, i w gromadzie niemobilnych się nie ostał. Albowiem dane mu będzie radować się samą tylko drogą i w drodze, a drogi domatorów wiodą ich przez jałowe pustkowie telewizji i radia. Naucz mnie przeto podróżowania, Drogo, która zbawiasz i która męczysz, bo męczyć musisz, i wyprowadź na otwartą przestrzeń totalnej wolności i myśli wolności, na przekór urojonym Odyseuszom z TiWu, bo oto cię poczułem i, poczuwszy cię, stałem się głosem wołającego na pustyni: Kim byłem zanim się urodziłem? Jaki dźwięk powstaje na skutek klaskania jedną ręką? I jaki ma cel wiecznie ruchomy jeździec? – dialog z echem własnego głosu (kim, kim, byłem, byłem…) zaowocował ciągiem niekończących się mantr i koanów. A ja wciąż nie byłem w stanie odgadnąć powodu, który tak uparcie wypychał mnie ku przeznaczeniu. I nadal nie wiedziałem, co jest incytatorem mego przeznaczenia… Miasto tuż, tuż, a ja wciąż jadę… sobie.
Zaraz za pagórkiem natknąłem się znienacka na samotną kobietę, na „nią” (tak: słowo „ona” miało właściwą – jak na tę okoliczność mojej męskiej podróży – płeć; o ile słowo w ogóle może posiadać płeć). Dziewczyna miała zgrabną sylwetkę i ostre, jasne spojrzenie. Wyglądała na jakąś boginkę raczej, niźli na autostopowiczkę (czyli na człowieka). – Może podwieźć? – tego zdania nawet nie wypowiedziałem, a jedynie pomyślałem. Od tej pory jechaliśmy razem, wzniecając tumany pyłu, przez diabelską (bo meksykańską!) pustynię. - Iiiiiiiiii ha, ha! – Tymczasem zaś pasażerka zmrużyła oczy tak, jakby nieśpiesznie wybudzała się z pewnego rodzaju letargu. Wraz z kolejnymi jardami zyskiwała humor i energię oraz gubiła swe wspomnienia…
Gubiły się całe puchary ludzkiej krwi, jeden po drugim, w jej szerokich, gorących ustach. Zmrużyła oczy – te boskie, diamentowe oczy – i wydała aksamitne, soczyste mruczando (kocie mruczando). Była szczęśliwa i syta, ale ten krwisty zapach (tak intensywny i świeży), ten wygląd (tak pociągający, podsycający pragnienie), ten dźwięk („pfffff” i „gul-gul”) ciągle nie dawały jej spokoju. Muzyka o zniewalającym obliczu sonorystyczno-przestrzennym, lejąca się właśnie ze starej grającej szafy, wyrażała ekstremalne emocje i magię pradawnego rytuału. Kiedy wreszcie wstała od stołu, uczucie sytości wzięło – musiało wziąć - górę nad wszelkimi innymi doznaniami. Na stole w jadalni leżał czyjś zakrwawiony łeb, zupełnie już odgryziony. Ów łeb zdawał się beztrosko uśmiechać w stronę maszynki do mięsiwa (z wnętrza której wystawały jakieś poszarpane, nie-do-końca zmielone resztki). W przeciągu dziesięciu kolejnych minut wyjątkowy rytuał odnalazł wreszcie swój finisz, tak jak fuga odnajduje codę, czyli ogon; i tylko gościa kość ogonowa pozostawała w garnku wciąż niewykorzystana (nie nadawała się bowiem do zmielenia)…
I już po chwili autostopowiczka ocknęła się w Mustangu. Spojrzała na mnie i cmoknęła w szyję. Nie udało mi się więc – teraz to wiem - ukryć i dla siebie zachować wybujałej fascynacji wszystkim, co wiązało się z jej osobą, a raczej figurą, oczami, włosami i w ogóle. O fascynującej tej konstatacji nawet nie pomyślałem, gdyż nieziemski ból w okolicy szyi, wampirzycy ugryzieniem wyzwolony, kratował i blokował mą świadomość, póki totalnie już nie odleciałem.
Mój odlot trwał na tyle długo, iż nie mogłem przypomnieć sobie momentu jego inicjacji. Nie byłem też w stanie odgadnąć powodu, który tak uparcie wypychał mnie ku przeznaczeniu. Życiowy mój cel – mimo wszystko - zdawał się być jasny: mam przeć wciąż na przód. Pogrążony w odmiennym stanie świadomości, zdołałem tylko zauważyć nagłe i nieoczekiwane migotanie. Ale całe to mirażowe migotanie minęło w mgnieniu oka, kiedy wonne resztki dnia wzbiły się w końcu ku niebu, strzeliście, i puszyste czarne muszki wzleciały w przestworza, a wraz z nimi odeszły ostatnie wody Matki Ziemi, tu i ówdzie skupione w aksamitną mgiełkę (ponad jakąś wybujałą, roślinną fantazją) o zachodzie.
I gdy w mieście „Los Bomberos” - nareszcie się domyślam, skąd ta nazwa – odbyło się barwne biesiadowanie danse macabre, pozbawiona momentu startowego podróż dobiegła wreszcie końca. I skończyły się wampiry, i skończyły się igraszki z piękną nieznajomą, i duchy Indian się skończyły, a myśli zgubiły gdzieś swój sens i się zastopowały. I tak skończyłem jako trup, księżyca blaskiem przyobleczony, zaprawdę ukatrupiony.



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: maciekzolnowski » pn 24 kwie 2017, 20:30

Czy wyszło za bardzo poetycko tym razem? Jak myślicie? :)
Pozdrawiam,
Maćko



Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1348
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: Smoke » pn 24 kwie 2017, 20:32

no właśnie miałem skomentować
ale odpuściłem
nie wiem jak to ubrać w słowa
bowiem widzę kiłę

a lazur absolutu
nie wyrywa z butów

lol



Awatar użytkownika
kamienna
Pisarz domowy
Posty: 93
Rejestracja: wt 14 lut 2017, 08:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Road 66

Postautor: kamienna » pn 24 kwie 2017, 21:02

maciekzolnowski pisze:Source of the post gubiła swe wspomnienia…
Gubiły się całe puchary ludzkiej krwi, jeden po drugim, w jej szerokich, gorących ustach. Zmrużyła oczy – te boskie, diamentowe oczy – i wydała aksamitne, soczyste mruczando (kocie mruczando). Była szczęśliwa i syta, ale ten krwisty zapach
Jakie znowu „puchary ludzkiej krwi”? O co chodzi? :(

maciekzolnowski pisze:Source of the post natknąłem się znienacka na samotną kobietę, na „nią” (tak: słowo „ona” miało właściwą – jak na tę okoliczność mojej męskiej podróży – płeć; o ile słowo w ogóle może posiadać płeć). Dziewczyna miała
Raz piszesz, że to kobieta, raz, że dziewczyna...

Moim zdaniem tekst jest słabiutki. Mam wrażenie, że autor upaja się słowami, dobiera je bez ładu i składu, nie dbając o precyzję wypowiedzi. Dużo błędów, niezręczności językowych, niepotrzebnych powtórzeń (w pierwszym z zacytowanych fragmentów powtarza się „gubiła”). Na początku widzę zdanie „Nie byłem też w stanie odgadnąć powodu, który kategorycznie kazał mi jechać”. Zmieniłabym je na: „Nie byłem w stanie przypomnieć sobie, z jakiego powodu wyjechałem”. Byłoby prościej i poprawniej.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3486
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: Godhand » pn 24 kwie 2017, 21:49

Hej Maćku,

Nie jest tak, że nie potrafisz. Potrafisz. Jesteś już sporo za początkami pisania, wiesz co i jak, tylko...
Obwiesiłeś tę swoją pisarską brykę taką ilością światełek choinkowych i słodkich, pasiastych, cukrowych lasek, że nie widać co to za bryka i kto prowadzi.
Taka forma jest nie do strawienia dla przeciętnego czytelnika. Mamy poetycką narrację, której nie powstydziłby się pijany Jaskier, połączoną z pustynnymi mirażo-majakami a'la Urodzeni Mordercy Stone'a.

I z górki, z górki jechałem, gdy tymczasem… na migotliwym horyzoncie, opalanym z jednej strony świetlistymi strużkami, ponad którymi wstępowały wniebowzięte tumany pyłu, delikatnie, sunęły kosmate masy gorącego powietrza - w nich zaś harcowały koliste mini-galaktyczki, utkane w locie przez suchy, pustynny wiatr z wyschniętych źdźbeł traw i uwolnionych na zawsze, wyrwanych Matce Ziemi, kolczastych krzewów.


Do tumanów pyłu jest jeszcze ok, ale kosmate masy już są kiepskie, zaś harcowanie mini-galaktyczek całkowicie wywala mnie z klimatu pustynnego, drgającego gorącym powietrzem, krajobrazu. Matka Ziemia dobiła sprawę.
Chciałeś zrobić klimat - chwała Ci. Tylko nie wiedziałeś gdzie skończyć.

Dla mnie osobiście strawne byłoby na przykład:

(...)na migotliwym horyzoncie, ponad którym unosiły się tumany pyłu, delikatnie sunęły masy gorącego powietrza, a w nich źdźbła trawy i fragmenty kolczastych krzewów - tkane w locie przez suchy, pustynny wiatr(...)

I to się odnosi do całości.
Uprość, skróć, wywal połowę przymiotników. I będzie lepiej.

Aha, nie jest tak, że wszystko jest niefajne. Mruczando jest fajne.

Pozdrowienia.

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: maciekzolnowski » pn 24 kwie 2017, 23:34

"A lazur absolutu nie wyrywa z butów" - piękna to fraszka! :)
Dziękuję wszystkim za komentarze, a Godhand dodatkowo za słowa pokrzepienia. Poprawię, co tylko będę mógł (już niebawem).



Awatar użytkownika
SirVimes
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: pt 06 sty 2017, 16:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Road 66

Postautor: SirVimes » wt 25 kwie 2017, 01:48

Po pierwsze - auto. Mustang, jako nazwa własna wymaga dużej litery. Dalej, dlaczego 1966? A nie 1971? Mach 1 ma zdecydowanie więcej uroku, a jeśli chodziło o moc to powinna być wersja BOSS 429 z 1969. I tak większości nic nie powie rok produkcji, więc wypadałoby go po prostu opisac, rybie skrzela, długa maska, oczy reflektorów, muskularne błotniki skrywające wyślizgane przez piach i kilometry opony. Sam to czujesz, nie? Bo jak dziewczyny pisząc o sukniach je opisują, tak ty pisząc o dziele sztuki, jakim jest klasyczny muscle car, musisz je pokazać. Inaczej to tylko bezwartościowe literki.

Po drugie - treść. Nie ma jej. Upajasz się moim zdaniem grafomanią, pisaniem zbyt długich, NUDNYCH(a to największa wada) zdań, pisanych dla pisania i pisaniu poświęconych. Zrób fabułę, opisz to barwnie, ale tak żeby się dało przeczytać. Na głos sprawdzaj jak brzmi, bo brzmi źle.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3486
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: Godhand » wt 25 kwie 2017, 09:29

SirVimes pisze:Source of the post Po pierwsze - auto. Mustang, jako nazwa własna wymaga dużej litery.


Raczej nie.

http://www.rjp.pan.pl/index.php?option= ... Itemid=145

http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 1882
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 2
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: brat_ruina » wt 25 kwie 2017, 10:34

Mocno na NIE, ale może dlatego, że jestem zbyt wymagający dla takich klimatów. Dla powieści drogi. Tutaj musiałem się zmusić, żeby doczytać do końca. Chociaż trzy szczegóły mnie uśmiechnęły

maciekzolnowski pisze:najprostszej nawet, mapy,

maciekzolnowski pisze:od oparów samochodu

maciekzolnowski pisze:„pfffff” i „gul-gul”


Może zanim będziesz ponownie przemierzać mustangiem legendarną 66 - warto potrenować polonezem w okolicach Giżycka:)

maciekzolnowski pisze: Poprawię, co tylko będę mógł (już niebawem).
Zaorz całość...

SirVimes pisze: wyślizgane przez piach i kilometry opony
Poezja:)


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek


http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 5_pop4.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... 6_druk.pdf
http://postscriptum.net.pl/prezentacje/ ... tu_ABC.pdf

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: maciekzolnowski » wt 25 kwie 2017, 10:57

http://sjp.pl/opary
opary - to także wyziewy

"najprostsza mapa" - w znaczeniu "mapa uproszczona możliwie najbardziej, mapa poglądowa"

Added in 2 minutes 9 seconds:
A "wyślizgane opony" bardziej mnie przekonują, a niżeli np. "zużyte..."; no sorry! :)

Added in 4 minutes 16 seconds:
Dzięki Ci, SirVimes! Dobrze to naskrobałeś. Podrasujemy omawiany opis mustanga (to na bak, na bank!). ;)



Awatar użytkownika
SirVimes
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: pt 06 sty 2017, 16:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Road 66

Postautor: SirVimes » wt 25 kwie 2017, 12:51

No co do nazw własnych, a taką jest Mustang, jako nazwa nie rodzaju konia a auta, to raczej z dużej litery.

I pamiętajmy, że wolnossącą widlasta ósemka pod maską mruczy, bulgocze, warczy, wyrywa, auto drga od wibracji silnika(naprawdę, tak było. Wkładano olbrzymie, siedmio, czasem ośmiolitrowe potwory pod maskę). Jeśli ci to pomoże, odpal YT, zobacz jak tam dźwięczą i wyglądają te auta, amerykańce lubią to robić. P.S Mustang owszem, jest kultowy. Ale wiesz co jest bardziej złodupne? Zobacz sobie Chargera z lat 1969-1971.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3486
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: Godhand » wt 25 kwie 2017, 12:59

SirVimes pisze:Source of the post No co do nazw własnych, a taką jest Mustang, jako nazwa nie rodzaju konia a auta, to raczej z dużej litery.


Profesor Bralczyk ma odmienne zdanie:

http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/marki- ... w;715.html

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Grandel
Umysł pisarza
Posty: 769
Rejestracja: sob 04 mar 2017, 19:26
OSTRZEŻENIA: 3
Lokalizacja: z nienacka
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Road 66

Postautor: Grandel » wt 25 kwie 2017, 13:06

maciekzolnowski pisze:Source of the post zapytywałem samego siebie instynktownie, choć przecież wcale nie oczekiwałem na to, że pojawią się jasne, klarowne odpowiedzi (zresztą i tak by mnie one nie zadowoliły).

dla mnie to zdanie jest bezsensowne, aż boję się głębiej w tekst zajrzeć bez znieczulenia, by mi się nie udzieliło :D


Nie ma rzeczy bar­dziej niewiary­god­nej od rzeczywistości.

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: maciekzolnowski » śr 26 kwie 2017, 09:34

"Zobacz sobie Chargera z lat 1969-1971" - Dzięki, sprawdzę na pewno! :))



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Road 66

Postautor: maciekzolnowski » czw 27 kwie 2017, 10:12

Przepraszam, mam być głupie pytanie (jestem tutaj od niedawna): czy i jak można edytować opowiadania, poprawiać błędy w nich zawarte? Wpisy-posty można edytować, to akurat wiem na pewno, ale co z omawianymi tekstami? Oświeci mnie ktoś? Dzięki!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości